slon14lat
06.07.06, 18:19
Matko moja,
Jakże wdzęczna ci jestem za nauke.
Za moje własne życie.
Matko co imię swoje noszisz niepozornie i skromnie
a z każdym dniem obrastasz w siłe
pleniąc we mnie swoje gnijące bluszcze.
Onieśmiela mnie , wiesz , twoja mądrość i
spryt. Niebywale
już unoszę ręce w zachwycie
w rytuale własnej klęski
,który omamiona powtarzam.
Jakże zbawienna twa nauka, kiedy umysł
już płynie w truciźnie jak we święconej wodzie.
I język mi skacze na główke.
I wyżera mnie od środka w wilczym
samoapetycie.
I jak balon powietrzem rozpycha mnie od środka...
Matko moja ,
nie posiadałaś łona a zrodziłaś dziecko
tak pokraczne i takie chore
,że aż strach je dotknąć.