jogo2
11.09.08, 23:03
Witam,
Kupiłam mieszkanie na Natolinie (wielka płyta z lat 90-tych), wydawało mi się,
że jak na Ursynów to okolica jeszcze całkiem całkiem - zieleń, niezatłoczona
zabudowa, czynsz do zniesienia itp. Niestety jakiegoś pecha mam na razie z tą
transakcją, realizowana w pośpiechu, druga strona też jakoś nerwowo to
wszystko rozgrywa. No i dzisiaj wchodzę do tego bloku (mały kameralny bloczek
3 piętra x 3 klatki) - drzwi otwarte (może z powodu wyprowadzki tej pani),
światło na klatce schodowej nie działa, pod sufitem zacieki, na które
wcześniej nie zwróciłam uwagi - pani sprzedająca mówiła, że tak solidnie dach
zrobili. Smutno mi się zrobiło bo wyprowadzam się z bloku, który 2 lata temu
przeszedł solidny remont i nie do pomyślenia byłoby, żeby na klatce schodowej
nie działało światło. Podobnie nabrałam podejrzeń co do solidności wykonania
tego pokrycia dachowego. Przyznam się, że nie dzwoniłam do spółdzielni i nie
pytałam, kiedy był robiony remont dachu. No i teraz jest tak: stare mieszkanie
sprzedane, nowe kupione, jakoś niezbyt mi wesoło na początek. Pytanie
pierwsze: czy nękanie spółdzielni (Wyżyny) w sprawie standardu: światło,
domofon, coś daje?
Pytanie drugie: kto jest zadowolony z mieszkania na Ursynowie i dlaczego?
Ja też miałam powody praktyczne, żeby wybrać właśnie tę dzielnicę, ale teraz
jakoś się podłamałam, bo wyprowadzam się z bardzo ładnego i zadbanego osiedla
i gdzie ja trafiłam.