Mam nadzieję, że nie otwieram puszki Pandory... Otóż w jakimś wątku poniżej
jedna mama miała do oddania miseczki w melaniny. Tak z ciekawości sobie
zajrzałam i widzę odpowiedź na post: "a czy takiej "zwykłej" mamie a nie
bardzo potrzebującej mogłabyś oddać? Bo jeśli tak, to jestem chętna."
Właśnie, jakby to była moja odpowiedź (tylko nie zdążyłam

) ale nie szkodzi,
aż tak strasznie nie potrzebuję). Ja też ostatnio się tak zastanawiałam, czy w
ogóle mam prawo zgłaszać się po jakieś rzeczy do oddania, skoro nie jestem
"klientką" MOPSU, moje dzieci nie głodują itp. Po prostu czasem sama mam
niepotrzebne rzeczy, czasem ktoś inny. Mnie dzięki temu forum udało się zdobyć
dwa staniki do karmienia, z czego się bardzo cieszę, bo nie są to tanie
rzeczy. Na szczęście nie musiałam przejść "weryfikacji" ani tym podobnych
spraw. Dziewczynom wysłałam chyba pieniążki na mokre chusteczki i było po
sprawie.
Doskonale rozumiem, że mnóstwo dziewczyn na tym forum boryka się z problemami,
o których mi się nawet nie śniło. Ale czy znaczy to, że ja sama nie mogę tutaj
czegoś czasem "zdobyć". Czasem czytając niektóre wątki czytam coś w stylu:
"dostałam, kto jeszcze pomoże?" albo "tak niewiele mam się zgłosiła" prawie
pretensje o to, że jak ktoś nie śmie pomóc... Rozumiem "weryfikację"; sama ze
zgrozą czytałam o różnych oszustkach, ale czy takie właśnie "normalne" mamy
nie mają prawa bytu na tym forum? Bo ja czasem czuję się prawie winna, że nie
mogę napisać wystarczająco dramatycznego postu, żeby był jakiś odzew...