miriam_73
11.11.10, 19:49
Kair... Pozdrawiam z rozpalonego, zatloczonego, ogromnego miasta.
Zaczelo sie prozaicznie - LOT nie bylby LOTem, gdyby sie nie spoznil. Wylot opoznil sie o prawie godzine, efekt - ladowanie nie o 3.20 lokalnego czasu, tylko po 4. Nad ranem rzesko, ale nie zimno, przydaje sie jednak do okrycia jakis sweterek. LOT korzysta z nowego terminala nr 3 - jeszcze nie do konca zbudowany, czapka nakrywa cale Okecie ;-) Umordowana, zostalam szybko odebrana z lotniska przez samochod z hotelu, niektorzy byli witani juz przy budkach pogranicznikow, inni - w okolicach zejscia do beltow z bagazami. "Rozladunek" sprawny, z kupnem wizy nie ma zadnego problemu, z bankomatami i wymiana pieniedzy rowniez. Dotarlam do hotelu przed piata - na dzien dobry zaskoczenie, bo wyobrazcie sobie PUSTE ulice w Kairze... Szok. Poza tym niestety wisi smog, w nocy powietrze pachnialo spalenizna, nad Nilem jest lepiej, ale utrzymuje sie lekkie przymglenie, wieczorem jest troche lepiej, ale po tym jak zachodzilo dzisiaj slonce widac, ze wisi "kozuch" w powietrzu. Ale widok mimo wszystko mam z okna obledny!
Wieza w czwartek luzniutka, zadnej kolejki w zasadzie do windy, news - zdrozala o 10 funtow i kosztuje teraz 70 funtow.
Obszerniejsza relacja po powrocie, bo mam malo minut do wykorzystania za free, a poza tym po zarwanej nocce padam na pysk ;-) (o tym, ze si nadymilam przed chwila fajki nie wspominajac, hihihi).
Polecam z calego serca muzeum koptyjskie - kosztuje 50 funtow, niestety nie wolno do srodka wnosic aparatow fotograficznych, ale jest bajeczne... I do tego w calosci klimatyzowane. Metro bez zmian, 1 funt za bilet, bez wzgledu na odleglosc.