Dodaj do ulubionych

wybory w EGIPCIE

02.09.05, 20:33
Trwa kampania wyborcza w Egipcie






Marta Kazimierczyk 02-09-2005, ostatnia aktualizacja 02-09-2005 16:47

Od dwóch tygodni w Egipcie trwa kampania prezydencka. To nowość, bo przez
ostatnie ćwierć wieku w kraju niepodzielnie rządził Hosni Mubarak, zawsze
jedyny kandydat do prezydentury. Chociaż kampanię trudno nazwać uczciwą i
wszyscy wiedzą, kto wygra, i tak wybory będą przełomowym krokiem w stronę
demokratyzacji

W lutym br. ku zdumieniu całego świata rządzący Egiptem od 24 lat prezydent
Mubarak zaproponował zmianę konstytucji i dopuścił do udziału w wyborach
prezydenckich innych kandydatów. Zmiana nie spodobała się opozycji, bo
kandydowanie obwarowano warunkami wykluczającymi kandydatów niezależnych i
najsilniejszy ruch opozycyjny w kraju - Bractwo Muzułmańskie. Właśnie dlatego
przed majowym referendum zatwierdzającym zmianę ludzie wyszli na ulice,
domagając się rzeczywistych zmian, a nie "ochłapów" rzuconych Zachodowi,
który od dawna domagał się reform. Zmianę jednak przyjęto i rozpoczęła się
rejestracja kandydatów. Z kilkudziesięciu chętnych zakwalifikowało się
dziesięciu, w tym Mubarak. Prezydent obiecał: zapewnię wolne i w pełni
demokratyczne wybory.

Dwa tygodnie temu ruszyła kampania wyborcza. Ulice błyskawicznie zapełniły
się plakatami ze zdjęciem wodza i napisem: "70 mln Egipcjan wybiera
Mubaraka". Telewizja jest pełna przemówień prezydenta, który ma kilka razy
więcej czasu antenowego niż inni kandydaci. - Będę ciężko pracował, by zyskać
zaufanie każdego z was - obiecywał prezydent na jednym z pierwszych spotkań z
wyborcami. Nie dopuszczono do telewizyjnych debat, a kandydaci nie mogą
wygłaszać przemówień, które "zagrażają jedności narodowej". Na Midan Tahrir,
głównym placu Kairu, policja bezwzględnie tłumiła protesty ruchu Wystarczy
domagającego się końca jego autorytarnych rządów.

Mubarak obiecuje dużo: cztery miliony nowych miejsc pracy, większe zarobki
(teraz średnia pensja to kilkanaście dolarów), reformy polityczne. Przekonał
nawet przywódców religijnych. Szejk al Azharu - jednej z najważniejszych
instytucji muzułmańskich na świecie, i papież Kościoła koptyjskiego wezwali
do głosowania na Mubaraka.

Chociaż kandydatów jest aż dziesięciu, liczy się tylko dwóch - Ajman Nur z
partii Ghad i Numan Gumaa z partii Wafd. Nur obiecuje demokrację
parlamentarną i reformę gospodarczą. - Pora skończyć 24 lata prześladowań,
kryzysu ekonomicznego i ucisku - mówił na ostatnim wiecu wyborczym. Jednak
sam ma spore kłopoty - jest oskarżony o fałszowanie dokumentów, nie jest też
zbyt popularny. Partię Ghad udało mu się zarejestrować dopiero w listopadzie
zeszłego roku. Taki staż na scenie politycznej i w świadomości Egipcjan to
nic w porównaniu z ćwierć wieku wmawiania im, że jedyny słuszny wybór to
Hosni Mubarak. Także Gumaa, według sondaży Amerykańskiego Uniwersytetu w
Kairze, jest rozpoznawany zaledwie przez kilkanaście procent Egipcjan.

Pozostałych trudno określić jako poważnych kandydatów. Na przykład Ahmed as
Sabahi, 90 letni przywódca partii Umma, nosi kolorowy fez, słynie z pisania
horoskopów i szkolenia młodych fryzjerów i właśnie szuka czwartej żony. Jego
program wyborczy to wydana niedawno książka ze zdjęciem Mubaraka, "człowieka,
który otworzył drzwi demokracji". Sabahi, który co roku pisze dla wodza
osobisty horoskop, twierdzi, że w tym roku "prezydent jest całkowicie
bezpieczny".

Jedyne cieszące się faktycznym poparciem ulicy ugrupowanie - polityczno-
religijne Bractwo Muzułmańskie - nie mogło wystawić kandydata, bo nie jest
legalną partią. Bracia zapowiadają jednak, że będą "uważnie się przyglądać"
wyborom. I chociaż ich przywódca Muhammad Mahdi Akef spotyka się z
kandydatami, zaprzecza, że rozmawia z nimi o podziale głosów. - Przychodzą do
mnie, więc ich przyjmuję, a Egipcjanie i tak zagłosują na kogo zechcą - mówi.

Nie wiadomo jeszcze kto - i czy w ogóle ktoś - będzie pilnował uczciwości
wyborów. - Nikt nie będzie wywierał na nas nacisku - stwierdził prezydent i
nie zgodził się na zagranicznych obserwatorów. Cała nadzieja w Klubie
Sędziów, który zgodnie z miejscowym prawem ma nadzorować cały proces. Jednak
sędziowie ciągle rozważają bojkot wyborów, bo twierdzą, że będą farsą, a do
poważnych naruszeń dochodziło już w czasie rejestracji kart wyborczych,
którymi muszą legitymować się wszyscy wyborcy. Rejestracja skończyła się już
w styczniu - miesiąc przed propozycją dopuszczenia innych kandydatów. W ten
sposób ludzie, którzy wcześniej nie rejestrowali się, bo nie zamierzali
głosować w kolejnym mubarakowskim referendum, teraz nie będą mogli wziąć
udziału w wyborach.

Kampanię ojca prowadzi gorliwie Gamal Mubarak, syn prezydenta, i przy okazji
zwiększa swoją już i tak bardzo silną pozycję w partii rządzącej.

Mimo wszystko najważniejsze, że do wyborów w ogóle dojdzie, że pojawili się
inni kandydaci i jest polityczna dyskusja. Opozycja głośno krytykuje rząd, co
jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia, a prezydent, który dotychczas
po prostu obejmował kolejne kadencje, musi teraz jeździć po kraju i zjednywać
do siebie wyborców.

Mubarak wygra, bo na razie nikt nie przekona już dzisiaj Egipcjan, że
prezydent jednak może się zmienić. Jednak zdaniem Diny Shehata, politologa z
Centrum Studiów Strategicznych al Ahram, kolejne lata na pewno przyniosą
zmiany. - Ruchy polityczne nabierają sił, coraz więcej młodych ludzi
interesuje się polityką. Nie szkodzi, że opozycja nazywa wybory farsą i
wszyscy wiedzą, kto wygra. 7 września po raz pierwszy od ćwierć wieku 30 mln
dorosłych Egipcjan pójdzie do urn samodzielnie wybierać prezydenta. I nic już
nie powstrzyma Egiptu od wejścia na drogę długo obiecywanej demokracji.
żródło wiadomości gazety pl

chyba zmienię nick! goście mogą umieszczac ogłoszenia i lasty czy swoje czy
kogoś innego i wszystko jest oki - moje wypowiedzi się wycina.
Ewa
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka