Dodaj do ulubionych

Stary artykuł z Newsweeka

26.01.06, 10:29
Artykuł jest z grudnia 2004, ale dosyć ciekawy. Być może był już na forum
przytaczany.
Allahu, daj bogatego męża
Studiują Koran, poszczą w ramadanie i w tajemnicy przed rodziną przyjmują
islam. Czego szukają młode Polki w objęciach męża Araba?
Habibi, ya nour el ain. Kochanie, jesteś ogniem w moich oczach, światłem
mojej duszy - dyskotekowe rytmy na orientalną nutę odbijają się od ścian
Sheeshy, modnego warszawskiego klubu. Przychodzą tu Arabowie, żeby spotkać
się we własnym gronie, przychodzą też zafascynowane orientem i jego
mężczyznami kobiety. Przy barze siedzą panowie o oliwkowej skórze i oczach
przepastnych niczym noc na pustyni. Powłóczystymi spojrzeniami wodzą za blond
pięknościami, które podrygują na parkiecie. Coraz więcej ich się tu kręci w
nadziei na złapanie męża.
- Do you speak English? - do Agnieszki Dębińskiej, 26-letniej sekretarki
dużej korporacji, podchodzi przystojny Libijczyk. Zmierzyła go od stóp do
głów: drogi garnitur, włosy na żel i olśniewający uśmiech. Odpowiedziała po
arabsku: - Jasne, a skąd pochodzisz?Omar zaniemówił. A gdy jeszcze usłyszał,
że Agnieszka jest polską muzułmanką i nosi drugie, arabskie imię Leila - po
prostu oszalał na jej punkcie. I zaczęło się: kolacje w Marriotcie lub
Sobieskim, wspólne pływanie w basenie na 40. piętrze hotelu, kwiaty,
prezenty, czułe słówka. Czuła się jak księżniczka.
- Znalazłam się w siódmym niebie - zwierza się. Blondynka, delikatne rysy,
ładne oczy. Wprawdzie jej figura odbiega od ideału lansowanego przez modelki,
ale właśnie to podoba się Arabom, oni lubią dobrze zbudowane kobiety, z
dorodnymi piersiami i pupą.
Dziś jest szczęśliwą żoną i z dumą prezentuje złoty pierścionek i obrączkę.
Co prawda wyszła nie za Omara, a Ramona, ale nie to jest ważne. Liczy się, że
Arab i muzułmanin.
O poślubieniu "arabskiego księcia" marzą setki Polek. Nie wahają się przejść
na islam, a nawet wyjechać na stałe do arabskiego kraju. Mają 18-30 lat,
pochodzą z tradycyjnych, katolickich rodzin. Zazwyczaj niezbyt zamożnych.
Uwiedzione czarem mężczyzn z orientu, często po nieudanych związkach, dają
się skusić wizji dostatniego, ustabilizowanego życia. Arabska rodzina z
tradycyjnym podziałem ról, wsparciem duchowym i bezpieczeństwem, wydaje się
im lepsza niż to, co znają z autopsji. Nie chcą robić kariery, pragną
ciepłego domu i gromadki dzieci. I żeby ktoś je mocno kochał. Jak w opowieści
snutej przez Szeherezadę. Nie przychodzi im do głowy, że ta bajka jest z
innego świata i czasem może przekształcić się w koszmar.
W tej chwili, poznając islam, do zawarcia małżeństwa z Arabami przygotowuje
się około pięciuset kobiet. Drugie tyle zalegalizowało już związek i mieszka
za granicą. Jest jeszcze ciemna liczba - rzesza tych dopiero poszukujących
bliskowschodniego księcia.
- Dlatego tak trudno określić skalę zjawiska - przyznaje Iwona Alkhalayra,
przewodnicząca Ligi Muzułmańskiej w RP. W dodatku narzeczone muzułmanów
szybko decydują się na zaślubiny i prawie natychmiast wyjeżdżają do ojczyzny
męża. Najczęściej do Egiptu i Tunezji. W tym roku 40 kobiet zwróciło się do
polskiego konsulatu w Kairze o legalizację dokumentów potrzebnych do ślubu z
Egipcjaninem. W Tunisie niemal co tydzień odbywa się ślub Polki z
Tunezyjczykiem. W latach 70. związki naszych kobiet z orientalnymi
mężczyznami - kiedy to Arabowie gromadnie przyjeżdżali do nas na studia - nie
przynosiły chluby, dziś są wręcz modne. Ma na to wpływ wzmożone
zainteresowanie kulturą arabską, które paradoksalnie wybuchło po ataku na WTC
11 września 2001 roku. - Młodzi ludzie zaczęli interesować się islamem. Jedni
chcieli pogłębić negatywny obraz po zamachu, inni - dowiedzieć się, czym
naprawdę jest - komentuje prof. Ewa Machut-Mendecka, arabistka z Uniwersytetu
Warszawskiego. W rezultacie coraz więcej osób (aż 80 procent to kobiety)
wybiera go jako swoją religię.
Na fascynację orientem wpływa także rosnący ruch turystyczny do krajów
muzułmańskich. Jeśli dwa lata temu do Egiptu wyjechało zaledwie 80 tysięcy
polskich turystów, to w tym roku było ich już 150 tysięcy. Interesy w Polsce
robi też coraz więcej arabskich biznesmenów, zamożnych, dobrze
wykształconych. Jest więc w czym wybierać.
A nie ma bardziej romantycznego zalotnika niż Arab. Polacy wypadają przy nich
mizernie. Bo który z naszych będzie prawił dziewczynie komplementy o oczach
jak gwiazdy, o obłokach włosów, atłasie skóry i perłach zębów? O namiętności
rozpalającej trzewia? Który z naszych będzie obrzucał ukochaną naręczami
kwiatów, perfumami i złotem? Klęczał u stóp, śpiewał miłosne pieśni i prosił
o rękę na drugiej randce? Bladł z zazdrości na widok każdego mężczyzny,
zbliżającego się do wybranki, nie odstępował na krok, zawoził, przywoził,
czekał przed drzwiami? Zawsze pachnący, zadbany, wychuchany i uśmiechnięty?
Najczęściej wszystko zaczyna się na wczasach. - Tam ma swój początek kobieca
fascynacja orientem - mówi Paweł Kubicki z Towarzystwa Przyjaźni Polsko-
Arabskiej. A właściwie orientalnymi mężczyznami, którym Polki wydają się
bardzo atrakcyjne. Nawet te, które przez rodaków uważane są za niezbyt
pociągające, np. z powodu tuszy.
- Polki są dosyć łatwe do poderwania. Rosjanki, Białorusinki, Ukrainki, no i
wy - twierdzi 22-letni Kimu, animator z hotelu El Menzah koło Hammametu. -
Coś jest nie tak z waszymi mężczyznami, skoro przyjeżdżacie do nas znaleźć
sobie chłopaków - dodaje.
25-letnia Aneta Piwowska (nazwisko zmienione), księgowa, studentka czwartego
roku zarządzania i marketingu, była szczęśliwa, kiedy dwa lata temu udało jej
się uzbierać pieniądze na podróż marzeń: wycieczkę do Tunezji. - Wysiadłam z
samolotu i poczułam, że żyję - wspomina delikatna szatynka o zaokrąglonych
kształtach. Wszystko wydawało jej się wspaniałe: egzotyczna roślinność,
palące słońce, kolorowe stroje i roześmiane twarze.
- Jesteś najpiękniejsza, prawdziwa miss świata - usłyszała nagle słowa
wypowiedziane łamaną angielszczyzną. Pomyślała, że to nie do niej. Ale
nieznajomy nie rezygnował. Jak cień towarzyszył jej w spacerze po plaży,
uśmiechał się i nie przestawał prawić słodkich słówek. Dała się zaprosić na
kolację, poznała jego przyjaciół. Egzotyczny przyjaciel na każdym kroku
traktował ją niczym królową. Obsypywał komplementami i upominkami. Czuła się
piękna, pożądana, niezwykła. - Wróciłam do Polski i nagle cały świat
poszarzał - wspomina Aneta. Zimno, ciemno, a dookoła faceci, którzy nawet
miejsca w tramwaju nie ustąpią. - Czułam dokładnie to samo - mówi Agnieszka
Dębińska, która orientem zaraziła się podczas pobytu w Alanyi na Riwierze
Tureckiej. I obie potem tęskniły za tamtymi mężczyznami. Tym bardziej że
każda z nich była już po przejściach. Agnieszka mówi , że nie miała szczęścia
w miłości. Do Turcji pojechała, by leczyć rany po kolejnym narzeczonym, który
zdradził ją i zostawił.
Aneta była już mężatką i nie najlepiej to wspomina. Jej eksmąż - niezaradny
życiowo urzędnik państwowy bez ambicji, zawęził swój świat do oglądania
telewizji. Na dom zarabiała ona. Ojciec Anety też nie był lepszy - alkoholik,
nie dbał o rodzinę, w końcu małżeństwo się rozpadło. - Muzułmanin nigdy by
tego nie zrobił - jest przekonana. Swoją wiedzę czerpie z książek, Internetu
i tego, co powiedzą jej w Centrum Islamskim w Warszawie. Wszystkie tam
trafiają, bo chcą poznać świat, który tak je oczarował. I spotykają się z
ciepłymi, przyjaznymi ludźmi, mającymi dla nich czas, zapraszającymi do
wielkiej muzułmańskiej rodziny.
- Kiedy poznałam islam, zrozumiałam, że to jest to, w co zawsze wierzyłam -
zwierza się Aneta. - Spotkałam ludzi uśmiechniętych, radosnych. Tworzą
wspólnotę duchową, pomagają sobie. Człowiek nie musi uczestniczyć w wyścigu
szczurów. Kobieta jest szanowana i bezpieczna, bo tak nakazuje Koran -
zapewnia. Rok później, już jako Sana, wypowiedziała szahadę, zdanie
wprowadzające do muzułmańskiej wspólnoty: "Nie ma
Obserwuj wątek
    • annakrystyna Re: Stary artykuł z Newsweeka 26.01.06, 10:32
      - Kiedy poznałam islam, zrozumiałam, że to jest to, w co zawsze wierzyłam -
      zwierza się Aneta. - Spotkałam ludzi uśmiechniętych, radosnych. Tworzą
      wspólnotę duchową, pomagają sobie. Człowiek nie musi uczestniczyć w wyścigu
      szczurów. Kobieta jest szanowana i bezpieczna, bo tak nakazuje Koran -
      zapewnia. Rok później, już jako Sana, wypowiedziała szahadę, zdanie
      wprowadzające do muzułmańskiej wspólnoty: "Nie ma Boga prócz Allaha, a Mahomet
      jest jego prorokiem". Wybrała imię, które znaczy światłość. Z gorliwością
      neofitki wykłada mi wyższość islamu nad chrześcijaństwem, opowiada o bliskości
      w obcowaniu z Allahem i o wspaniałej pozycji, jaką w tym świecie ma kobieta.
      - Allah nadaje jej pierwszeństwo, bo na niej ciąży największa odpowiedzialność:
      wychowywanie dzieci i dbanie o ognisko domowe. W islamie rodzina jest
      najważniejsza - mówi Aneta-Sana. Podróżowała po Tunezji, Indiach, Egipcie.
      Zaprzyjaźniała się z ludźmi, obserwowała. Szybko zorientowała się, że jako żona
      muzułmanina nie musiałaby pracować, że to mąż musi zabezpieczyć żonie i
      dzieciom byt. Nie tak, jak jej ojciec czy były mąż.Bo dla Agnieszki i Anety
      prawdziwym szczęściem jest pielęgnowanie ogniska domowego, a nie kariera
      zawodowa. Chętnie oddadzą mężowi pole w walce o pieniądze na utrzymanie domu.
      Dlatego skrupulatnie sprawdzają, czy kandydat na męża jest zaradny. A jeszcze
      lepiej, by od razu był bogaty. Agnieszka Dębińska (Leila) nie wyszła za Omara,
      bo okazało się, że robi zbyt ryzykowne interesy i mógłby wszystko stracić.
      Wybrała Ramona z Egiptu, który pracuje w dochodowej branży turystycznej. No i
      obiecał jej w posagu dom w Hurghadzie. Mieszkanie w Hurghadzie ma też dostać
      Aneta-Sana, która zaręczyła się z 28-letnim Muhammedem, dobrze zapowiadającym
      się prawnikiem. Jeśli pójdzie do pracy, to pieniądze, które zarobi, będą tylko
      dla niej. Żaden Polak nie zapewni jej takich warunków. Obie kobiety podpisały z
      narzeczonymi umowę cywilnoprawną, w której stoi, że jeśli małżeństwo rozpadnie
      się z winy mężczyzny, one dostaną dom i pieniądze na utrzymanie swoje i
      ewentualnych dzieci. Bo w islamie ślub to decyzja na zimno, transakcja
      wiązana, "coś za coś". - Małżeństwo nie ma wymiaru świętości. To nie sakrament,
      a kontrakt między kobietą i mężczyzną, określający ich prawa, obowiązki i
      zasady rozwiązania związku - mówi Georg Yacoub, syryjski wykładowca Instytutu
      Orientalistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Nie przypadkiem muzułmanie żenią się
      dopiero po trzydziestce, gdy już się dorobią. Chociaż islam mówi, że mąż nie
      musi być bogaty i wystarczy, jeśli w posagu da żonie jedną z sur (wersetów)
      Koranu, tradycja wymaga, by miał dom, samochód i złoto warte (w przeliczeniu)
      przynajmniej 20 tys. zł.- Miłość miłością, ale ja zostawiam tu wszystko: pracę,
      rodzinę. Muszę mieć zabezpieczenie - mówi Aneta-Sana. W jej kontrakcie ślubnym
      znajdzie się też punkt dotyczący liczby żon Muhammeda. - Zgodzę się tylko na
      jedną: siebie samą - podkreśla kobieta. - Ale wszystko w rękach Allaha.
      Nie przeszkadza jej, że widziała się ze swoim przyszłym mężem wszystkiego
      cztery tygodnie. Z poprzednim znali się kilka lat, no i co z tego? - Wystarczy,
      że widziałam, jak jego rodzice się do siebie odnoszą. W tym domu nie stanie mi
      się krzywda - mówi Sana. Rodzice przyszłego małżonka ją zaakceptowali, a bez
      tego nie byłoby mowy o ślubie.Iwona Alkhalayla, przewodnicząca Ligi
      Muzułmańskiej w RP, wyszła za mąż po dwumiesięcznej znajomości. Mąż jest
      lekarzem. Po czterech latach małżeństwa jest przekonana, że miłość nie jest
      niezbędna, by utworzyć dobry związek. - Wystarczy, że mężczyzna jest w stanie
      zadbać o kobietę i zapewnić jej byt - mówi. - Liczy się wzajemny szacunek. A
      uczucie? Ono przychodzi po ślubie. Dla Arabów małżeństwo to zbyt poważna
      sprawa, aby mieszać je z miłością czy pożądaniem. I choć podobają się im
      wszystkie Polki, nie każda jest godna, by zostać żoną. Idealna powinna być
      cnotliwa, uległa, skrywająca włosy i ciało przed spojrzeniami obcych. A
      najlepiej, by była muzułmanką.- Białoskóre dziewczęta pociągają ich seksualnie -
      mówi Leila. W Egipcie obserwowała młodych mężczyzn oglądających czasopismo
      kobiece ze zdjęciem nagiej dziewczyny wklepującej balsam do ciała. - Nie mogłam
      uwierzyć! Podnieceni chłopcy całowali gazetę, jakby to była żywa kobieta. Oni u
      siebie nie oglądają damskiego ciała - podkreśla. Razem z Leilą siedzimy w
      Sheeshy i obserwujemy bawiących się tam ludzi. Kobiety znają większość Arabów
      przy barze - wiedzą, czym który się zajmuje i ile jest wart. Kilka
      wydekoltowanych dziewczyn próbuje zwabić do tańca jednego z przystojniaków.
      - Feeno, habibi, feeno - już biegnę do ciebie, kochanie - podśpiewują.
      Mężczyzna szepce im coś do ucha, w akompaniamencie chichotów przysuwa coraz
      bliżej. - Chce którąś na noc - komentuje z niesmakiem Leila.
      Sana też była w tym klubie, tuż po przyjęciu wiary. - I mnie zaczepiali -
      zwierza się. - Ale gdy usłyszeli: "Hada Haram" (nie wolno!), od razu poczuli
      respekt. Na tym polega wyższość muzułmanki nad innymi dziewczynami. Wie, co
      wypada, a co nie i nigdy nie będzie kandydatką na krótką przygodę.
      To, że bycie muzułmańską żoną wymaga poświęceń, nie przeszkadza jej. Cieszy się
      na myśl o spokojnym życiu matki i żony. Tak jak Ola. Ta 24-letnia dziewczyna o
      długich czarnych włosach jest prawniczką z inteligenckiej rodziny, w domu
      wszędzie były książki, ale, jak twierdzi, brakowało prawdziwej wiary. Religia
      sprowadzała się do obrzędów i hołdowaniu tradycji, a ona czuła w sobie pustkę.
      Złe relacje między rodzicami też powodowały w niej poczucie zagrożenia i
      niepewności. Islam uporządkował jej życie. Nie bez znaczenia jest jednak i to,
      że po jego przyjęciu wzrosły jej szanse na zdobycie arabskiego męża.
      - Ja cała zmieniłam się na lepsze, teraz żyję halaal - zapewnia. I wylicza:
      przestała pić alkohol, nawet na imprezach. Nie je niezdrowej wieprzowiny, modli
      się kilka razy dziennie i nareszcie wie, co w życiu ważne - rodzina. Ubiera się
      po europejsku, stara się tylko nie odkrywać ciała. Żadnych minispódniczek. - To
      grzech - wyjaśnia. Chustę, hidżab zakłada, idąc do meczetu. - Ale mam też skąpe
      stroje. Koronkowe stringi będę nosić dla męża - śmieje się Ola-Alya. Przy jej
      łóżku leżą dwa egzemplarze Koranu, na ścianach wiszą "framki" - sury na
      ozdobnym tle. Jest pewna, że zasady w nich zawarte zagwarantują jej małżeńskie
      szczęście i bezpieczeństwo.
      Profesor Ewa Machut-Mendecka jest sceptyczna. - W islamie nie tylko Koran
      stanowi prawo - przestrzega. Równie ważne są prawa oparte na tradycji. Allah
      nie mówił np. o karze ukamienowania kobiety. - Studiując tylko Koran, nie pozna
      się wielu tajemnic islamu. Potrzeba na to lat. Stąd potem rozczarowanie i
      zdziwienie, że miało być inaczej - dodaje. Dotyczy to zwłaszcza kobiet
      wyjeżdżających do krajów arabskich. Przykładów jest aż nadto - opisywała je
      prasa, opowiadały książki i filmy.
      Jednak Oli-Alyi nie odstraszają takie opowieści, wciąż intensywnie szuka
      kandydata na męża: przez Internet, na zlotach muzułmańskiej młodzieży.
      Segregacja płciowa w arabskim świecie - oddzielne pomieszczenia dla kobiet i
      mężczyzn, zakazy dotyczące zachowania i stroju - jej nie przeraża, a
      dyskryminacja kobiet wydaje jej się bzdurą wymyśloną przez złośliwe zachodnie
      media. - Znam wiele mieszanych i szczęśliwych małżeństw, a nagłaśniane są tylko
      te nieliczne nieszczęśliwe - mówi oburzona. Ona się nie zawaha, jeśli przyszły
      mąż będzie chciał, by zamieszkali w jego ojczyźnie.
      Waldemar Czerwiński, detektyw z Łodzi, który wyciągał z rąk Turków,
      Marokańczyków, Libijczyków, Tunezyjczyków już kilkadziesiąt Polek, aż łapie się
      za głowę.
      - Ona nie zdaje sobie sprawy, że narzeczony u siebie nie musi już stosować się
      do obcych zwyczajów. Tam rządzi rodzina, tradycja i środowisko. Wymaga więc, by
      żona zachowywała się jak muzułmanka - mówi detektyw. Skutek? Rozpaczliwy
      telefon: Na pomoc, m
      • annakrystyna Re: Stary artykuł z Newsweeka 26.01.06, 10:33
        Waldemar Czerwiński, detektyw z Łodzi, który wyciągał z rąk Turków,
        Marokańczyków, Libijczyków, Tunezyjczyków już kilkadziesiąt Polek, aż łapie się
        za głowę.
        - Ona nie zdaje sobie sprawy, że narzeczony u siebie nie musi już stosować się
        do obcych zwyczajów. Tam rządzi rodzina, tradycja i środowisko. Wymaga więc, by
        żona zachowywała się jak muzułmanka - mówi detektyw. Skutek? Rozpaczliwy
        telefon: Na pomoc, mąż zamknął żonę w domu, nie pozwala pracować, bije. Trzeba
        mieć świadomość, że takie niebezpieczeństwo istnieje.
        Czerwiński czy inni detektywi jadą ratować tylko te kobiety, których rodziny
        stać na sfinansowanie akcji. A co z tymi, które wychodzą za mąż w tajemnicy,
        wyjeżdżają bez zgody rodziców i ślad po nich ginie?Taki zamiar ma Magdalena
        Rabia, 20-latka o dziecinnej buzi. Ukochana córka taty, który przeganiał z domu
        wszystkich chłopaków: żaden nie był dość dobry. Wyprowadziła go w pole: po
        kryjomu przyjęła islam i zaręczyła się z Tunezyjczykiem. - Powiem mu po ślubie,
        nie będzie mnie mógł powstrzymać - mówi.
        Także Leila przygotowuje się do przeprowadzki do Egiptu. Boi się samotności w
        obcym kraju, próbuje więc wyswatać koleżankę, Annę, z przyjacielem męża. Ale ta
        jeszcze nie wie, czy będzie z tego związek. Zaraziła się jednak bakcylem
        islamu. Koresponduje z wieloma Arabami przez Internet, jeden zaprasza ją do
        siebie, widziała go tylko na zdjęciu. - Jest taki przystojny. Chyba do niego
        pojadę - zwierzyła się ostatnio przyjaciółce. - Modlę się do Allaha, by okazał
        się dobrym człowiekiem. Oby Allah wysłuchał jej prośby.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka