Dodaj do ulubionych

Asyut, 199\86/7

06.03.03, 19:09
Egipt był pierwszym krajem, w którym przszło mi pracować overseas. Jak było,
opisłaem na expatriackim formum "Home and Abroad":

www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=10280&w=3588590
Pomimo "zaliczenia" rozruchów kairskich 1986 roku (uciekaliśmy tunelami
niewykończonego jeszcze metra na Maadi, a na górze trwała strzelanina i gaz
łzawiący spływał w dół do tuneli, ale jakoś udało nam się ujść w całości i w
niezłych nawet humorach.

Potem było Asjut, gdzie rozruchy są raczej codziennością, a okresy spokoju
wzbudzają obawy, że za chwilę stanie się coś naprawdę poważnego.

Pomimo wszystko, chętnie bym tam wrócił, byle było coś ciekawego do roboty i
za rozsądne pieniądze.
Obserwuj wątek
    • qumpel1975 Re: Asyut, 199\86/7 07.03.03, 10:47

      Wa-alleykum as-salaam.... chaladia bolandi...

      Enta tammam? (Insha'Allah!)

      No i znowu sie spotykamy. Ja juz tym razem jestem w PL. Rozruchy sie skonczyly,
      ale zaczela sie wrecz otwarta niechec do bialych. Zaczepki czy wymiany zdan
      nawet w kairze nie sa czyms niezwyklym... A poza tym Egipt jest Egiptem....

      Trzymaj sie

      Qumpeel

      (ma'ssalaama!)


      • yodav Re: Asyut, 199\86/7 07.03.03, 11:06
        Zaczepki czy wymiany zdan
        > nawet w kairze nie sa czyms niezwyklym... A poza tym Egipt jest Egiptem....
        >
        > Trzymaj sie
        >
        > Qumpeel


        Ja może z innej beczki, takiej "wakacyjnej". Najgorsze jest w tym wszystkim to,
        że przez widmo wojny z Irakiem, przez pewność, że Al Kaida znów zaatakuje,
        przez wyobrażenia o fundamentalistach, o rozruchach i innych komplikacjach, w
        tym sezonie może okropnie "siąść" ruch turystyczny do Egiptu. Na przykład mój
        znajomy Adam jeszcze pół roku temu o niczym tak nie myślał, jak o wypadzie do
        Hurghady. A teraz i jemu się udzieliło. Pewnie, odpowiada, hotele są strzeżone,
        plaże też, ale jaką dajesz mi gwarancję, że znów nie dojdzie do strzelaniny w
        Gizie, czy spektakularnego ataku na autobus. Nie chcę, żeby mnie jakiś nożownik
        zatłukł gdzieś na bazarze z imieniem Allaha na ustach.
        Takiej gwarancji dać ci nie mogę, wzdycham i sam z niepokojem myślę o swoim
        wypadzie, który planuję na wrzesień. Wiadomo, dodaję, że zamach czy groźne
        zaczepki równie dobrze mogą mieć miejsce w Paryżu pod znaną wieżą. I wszędzie
        indziej. Mimo to świadomość egzotyki w jakiś złowrogi sposób wyolbrzymia
        poczucie zagrożenia.
        A przecież, jak pisze chaladia, Egipt jest wspaniały i wspanialszy za każdym
        razem(to znaczy, on pisze inaczej, obszerniej, bardziej obrazowo, lecz tak
        sloganowo można streścić jego relacje i spostrzeżenia).
      • chaladia Shukran Dżezilan! 07.03.03, 12:07
        Salaam!

        Ana Tamam, il-Hamdullah!
        Shukran dżezilan.

        Martwi mnie to, co się dzieje w Egipcie, ale trudno się temu dziwić. Egipcjanie
        są niezwykle impulsywni i łatwo poddają się nastrojowi chwili. A nastrój jest
        taki, że ma być wojna Zachodu z Wschodem, Chrześcijan z Muzułmanami, Białych z
        Arabami itd itp. Potrwa to trochę, gdy napięcie będzie narastać. Smutne to, ale
        widać tam musie być. Bismillah!

        Wojna potrwa kilka tygodni, obalą Saddama, wyrżną jego kilkę (sami Irakijczycy
        to zrobią przy pomocy Kurdów, bo mają powody po temu) i kraj zacznie się szybko
        rozwijać. Mają ropę, to będą mieć i pieniądze, zwłaszcza jeżeli generał-
        gubernator z ramienia GW Busha będzie pilnował, żeby nadmiernej korupcji nie
        było. Robota może się znaleźć i dla polskich firm, jako że kiedyś Dromex i
        Budimex miały tam sporo do roboty. A jak w Iraku zacznie się dobrze dziać i
        stosunki Irakijczyków z Białymi staną się normalniejsze, to przeciętni
        Egipcjanie w krótkim czasie znowu polubię Chaładzi.

        Przecież oni bez turystów żyć nie mogą... no, przynajmniej nie mogą żyć na
        takim poziomie, na jakim żyją.
        • yodav Re: Shukran Dżezilan! 07.03.03, 14:59
          Chaladia,

          to wszystko prawda i wielce prawdopodobne, o czym piszesz; nastroje południowej
          nacji są zmienne jak odpływy i przypływy Nilu. Tylko że zachowanie Nilu można w
          zasadzie przewidzieć w miarę dokładnie, a emcocji - raczej nie.

          Tylko z mojego egoistycznego punktu widzenia
          nadal aktualne pozostaje pytanie: co z wyjazdem we wrześniu?

          Oczywiście nikt przyszłości nie narysuje konturem dokładności...
          Ale na pewno nie skorzystam ani z first minute, ani second minute...
          Będę czekał prawie-że-do-ostatniego-dnia.
          Co doradzam również innym, którzy zamierzają posmakować twojej, Chaladia - co
          by nie mówić - drugiej ojczyzny, tej wiosny, tego lata i tej jesieni.
          Na pewno jest też wielu takich, którzy, jak ja, rozkoszowali się wystawą
          EGIPT Z LOTU PTAKA. CO by nie mówić, rozmach zdjęć porywa od pierwszego
          spojrzenia. Ja, mimo skromnej ekspozycji w Muzeum Archeologicznym, wyszedłem na
          zewnątrz poważnie zakochany i parę godzin później dołączyłem do favorites
          stronę internetową alfastar.com.pl... (Śmiem twierdzić, że mają najszerszą
          ofertę, choć jak się okaże w praktyce, to się jeszcze okaże).

          Pozdrawiam
          • chaladia Re: Shukran Dżezilan! 07.03.03, 15:16
            Moja druga Ojczyzna to nie Egipt, ale Hidżaz. Czyli okolice Mekki.
            Stamtąd pochodzą moi przodkowie (sprzed 13 pokoleń)...
            • yodav Re: Shukran Dżezilan! 07.03.03, 16:29
              chaladia napisał:

              > Moja druga Ojczyzna to nie Egipt, ale Hidżaz. Czyli okolice Mekki.
              > Stamtąd pochodzą moi przodkowie (sprzed 13 pokoleń)...

              A to przepraszam. Sugerowałem się twoimi opisami oraz ciekawymi poradami
              - a najczęściej dotyczą one Egiptu. Jak pisał Cyceron, tam ojczyzna, gdzie
              dobrze.
              • chaladia Re: Shukran Dżezilan! 07.03.03, 16:53
                Ja się czuję na Bliskim Wschodzie dobrze gdziekolwiek bądź. Egipt zawsze będzie
                mi miły, bo to pierwszy kraj ME, do którego trafiłem na dłużej. I dobrze mi tam
                było.

                Do Mekki zapewne nie uda mi się nigdy dotrzeć z powodu porzucenia wiary przez
                moich Przodków osiadłych w Rzeczypospolitej...
      • tam-tam Re: Asyut, 199\86/7 07.03.03, 19:55
        O jakiej to "otwartej niecheci do bialych" Pan pisze ? Porazaja mnie takie
        uogolnienia szczegolnie gdy spotykam je w "publicznych miejscach" jak to forum.
        Na dodatek wypowiadaja je Pan wymieniajac arabskie pozdrowienia i powolujac sie
        na swoje bogate doswiadczenia wiec z cala pewnoscia bedzie Pan dla wielu
        autorytetem. Jak szkoda ... Bo przeciez na to forum trafi wielu przypadkowych
        ludzi, ktorzy nic albo niewiele o Egipcie wiedza, a wpadna tu zasiegnac
        informacji bo mysla o spedzeniu 2 tygodni na sloneczku, zobaczeniu na wlasne
        oczy Luksoru, Sfinksa czy Gizy. I czego sie z Pana postu dowiedza ?
        Jezdze do Egiptu od wielu lat, raz / dwa razy do roku jak warunki pozwola, i
        nigdy przez te lata nie zetknelam sie z wrogoscia, choc oczywiscie ludzie, jak
        to ludzie, sa rozni.Duza przykrosc sprawia mi mysl ze takie opinie jak Panskie
        moga wywrzec o wiele silniejsze wrazenie niz 100 innych napisanych o przejawach
        nieprawdopodobnej wrecz goscinnosi, otwartosci i sympatii ktorej mozna w
        Egipcie doswiadczyc na kazdym kroku. Pozdrawim, i zycze powrotu do Egiptu in
        sha'alla :-)
        • chaladia Obawiam się, że qumpel ma podstawy.. 07.03.03, 20:04
          Bardzo mi przykro to pisać, ale obawiam się, że qumpel ma rację. Moi koledzy,
          którzy jeszcze funkcjonują na Bliskim Wschodzie jako expaci pisza to samo.
          Nawet w tak inteligenckim środowisku jak szpital w Emiratach, Białym robi
          się "wbrew" na każdym kroku, izoluje ich towarzysko i na wszelkie sposob stara
          wykazać, jak niemile są widziani. Rok temu tego nie było. Spodziewam się
          wkrótce exodusu chaładzi z ME. Inna sprawa, że po roku będzie wezwanie do
          powrotu, bo pomimo zdecydowanego podwyższenia się kwalifikacji tubylców, bo bez
          nas to funkcjonować nie będzie chciało. Przynajmniej nie tak dobrze... No i po
          wojnie emocje opadną.
          • tam-tam Re: Obawiam się, że qumpel ma podstawy.. 08.03.03, 09:42
            Wa alaikum issalam ;-)
            No coż, nigdy mnie to nie spotkalo i nie znam nikogo o podobnych do qumpla
            doswiadczeniach - z Egiptu, bardzo wyraznie to podkreslam, z Egiptu. Albo mam
            wyjatkowe szczescie albo gumpel jednak niepotrzebnie uogolnia. Emiraty roznia
            sie od Egiptu, Egipt rozni sie od Maroka ... i tak dalej. Z takich
            generalizacji biora sie same problemy. Czy w Egipcie bedzie bezpiecznie jak
            wybuchnie wojna w Iraku ? A czy w Polsce bylo bezpiecznie jak byla wojna w
            Jugoslawii ?

            Przy okazji, nieladny to podzial na "tubylcow" i "Nas" bez ktorych " to nie
            bedzie chcialo funkcjonowac " Oczywiscie rozumiem sens tego zdania i jest w
            nim wiele prawdy ale klimat jest paskudny .... Prawda tez jest taka ze
            dokladnie za to nam placa i placili przez wiele lat: "zeby funkcjonowalo", a my
            z pocalowaniem reki bralismy te pieniadze bo swietnie nam dawali zarabiac czyz
            nie tak ? Wiec skad ta ironia ?

            PS Nie chce poprawiac ale sygnaturke wkradl sie blad; poprawnie by
            bylo "assalamu alaikum"... pomijajac transkrypcje, "wa" jest w tym miejscu
            zupelnie "od czapy" :-)
            pozdrawiam
            • chaladia Dzięki za poradę językową... 08.03.03, 15:21
              Dzięki za poradę językową. Ja posługuję się arabskim "balladi" w wersji Górnego
              Egiptu i Sudanu, bo tam uczyłem się języka "z życia". Uwzględniając problemy z
              trasliteracją arabskigo pisma na "nasze" zdaję sobie sprawę, że dla kogoś, kto
              zna dobrze arabski, zwłaszcza koraniczny, to moja arabszczyzna jest żałosna.
              Wystarczała jednak do robienia zakupów i wydawania prostych poleceń na budowie.
              Czyli spełniała swoją rolę.

              Co do mojej opinii, że po wyjeździe Białych wiele rzeczy nie będzie chciało
              funkcjonowąć, pozwolę sobie opowiedzieć Wam taką historyjkę:

              Rok 1991, Chartum Północny, elektrownia 2*33 MW w ruchu, my budujemy następne
              dwa bloki po 60 MW. Ramadan, jest już po Pustynnej Burzy i angielscy doradcy,
              który pomagali Sudańczykom eksploatować elektrownię wyjechali (bo ich
              wyrzucono). Patrzę z okna mojego baraku, a dym z komina wali czarny i gęsty,
              jakby coś ze spalaniem było nie tak. Idę (zajęło mi to ok. 5 minut) do nastawni
              kotłowej - a tam pusto, wszytko "leci na automatyce". Idę do pokoju opertorów
              turbin - tez nikogo nie ma, a wskaźniki pokazują, że wszystko idzie na pełnej
              mocy, w hali turbin tez nikogo. Wyglądam przez okno i szok: 100% załogi od
              dyrektora do ciecia, włącznie z ludźmi odpowiedzialnymi za utrzymanie ruchu i
              ochroną wybija pokłony w modlitwie. Zanim wrócili an stanowiska, cała
              elektrownia "odstawiła się" sama przy akompaniamencie niesamowitego huku i syku
              zaworów, a połowa Chartumu starciła zasilanie. Po chwili druga połowa też, bo
              elektrownia Buri po drugiej stronie Nilu Błękitnego nie wytrzymała przeciążenia.

              Egipcjanie są niewątpliwie znacznie bardziej zdyscyplinowani, w Emiratach
              Pakisi, którzy tam pracują też (trudno sobie wyobrazić pracującego rodowitego
              Emiartczyka), ale "bukra", "incza alla" i "maalesz" w przypadku braku
              należytego nadzoru powoli zaczynają rządzić wszystkim. Taki to świat i tacy
              ludzie. Za to ich lubię... bo sam też nie lubię nadmiaru dyscypliny.
    • chaladia Prośba do Yodawa 08.03.03, 19:05
      Re: Asyut, 199\86/7
      Mam prośbę, czy jako Admin mógłbyć poprawić tytuł wątku na "Asyut, 1986/7",
      zrobił mi się mistype i wygląda to nienadzwyczajnie. Potem ewentualnie usuń ten
      post.

      Szukran Dżezilan

      Chaladia Bolandi
      • yodav Re: Prośba do Yodawa 10.03.03, 11:29
        chaladia napisał:

        > Re: Asyut, 199\86/7
        > Mam prośbę, czy jako Admin mógłbyć poprawić tytuł wątku na "Asyut, 1986/7",
        > zrobił mi się mistype i wygląda to nienadzwyczajnie. Potem ewentualnie usuń
        ten
        >

        Chaladia,
        niestety w sam tytuł postu nie sposób ingerować, można go albo skasować, albo
        utworzyć nowy.
        Myślę, że po twojej eksplikacji nikt nie poczuje się urażony taką literówką.
        Ale jeśli chcesz, mogę usnunąć tę dyskusję (choć szkoda, bo twoja historia o
        elektrowni jest wielce pouczająca i warto ją zachować).
        • chaladia Re: Prośba do Yodawa 10.03.03, 19:09
          No to niech zostanie tak, jak jest.

          Skoro się podobają moje opowieści o Egipcie, to mogę coś jeszcze dopisać.
          • chaladia Czego nie ma w przewodnikach... 12.03.03, 20:56
            Asjut (Asyut, Assuit) to miasto w Środkowym Egipcie, liczy coś około ćwierć
            miliona mieszkańców. Połowa Koptów, połowa muzułamanów, więc jest to maiasto
            permanentnych rozruchów. Na uniwersytecie asjuckim jest nieoficjalna stolica
            egipskiego fundamentalizmu islamskiego.

            W tej sytuacji Koptowie poczuli się zagrożenie, zwłaszcza po 1956 roku, gdy
            wpływy brytyjskie zostały ograniczone niemal do zera (Anglicy może Koptów nie
            faworyzowali, ale przynajmniej pilnowali, żeby nie byli przesladowani).
            Postanowili więc wybudować sobie "safe heaven" - jest to położony za miastem,
            na skarpie pustynnego płaskowyżu Klasztor Virgin Mary. Wokół starego kościoła,
            obejmującego grotę w której miała się zatrzymać Święta Rodzina wybudowano
            ufortyfikowany kompleks budynków zdolny pomieścić wszystkich Koptów z Asjut i
            okolicy, cały otoczony kilkumetrowym zelbetowym murem i zamykany stalową
            przesuwną bramą z blachy o grubości co najmniej centymetra. Wygląda to jak
            nowoczesne średniowieczne miasto.
            W latach '80 bywało tam sporo Białych, głównie expatów (w przewodnikach
            turystycznych nie ma o tym ani słowa), ale dziś Asjut to strefa zamknięta dla
            obcych, ze względu na to, że islamiści mordują wszystkich Białych, jakich
            zobaczą.
            • yodav Re: Czego nie ma w przewodnikach... 13.03.03, 13:28
              chaladia napisał:

              > Asjut (Asyut, Assuit) to miasto w Środkowym Egipcie, liczy coś około ćwierć
              > miliona mieszkańców. Połowa Koptów, połowa muzułamanów, więc jest to maiasto
              > permanentnych rozruchów. Na uniwersytecie asjuckim jest nieoficjalna stolica
              > egipskiego fundamentalizmu islamskiego.
              >

              Chaladia,

              twoja wiedza jest imponująca i powiem szczerze, szkoda, żeby zamykała się na
              tym forum. Z twoich spostrzeżeń można napisać sobie niezłą książeczkę-
              niezbędnik, która ułatwi peregrynację po cudownych zakątkach Egiptu.
              Problem tylko z tym, że przez układ forum ciężko dostać się do naszego
              podforum. Jak już pisałem, wielce żałuję, że administrator nie założył w forum
              Turystka podforum Egipt. (Kiedyś prosiłem o Turcję, która też jest niezwykle
              popularna). Dlaczego jest Grecja, a nie ma Egiptu, tego naprawdę nie rozumiem.
              Żeby dostać się do mojego forum, trzeba wpierw wejść na fora prywatne,
              następnie kliknąć w Różne i dopiero wtedy można skierować się bezpośrednio w
              uznanym kierunku. To, co widać, bardzo, ale to bardzo utrudnia nie tylko
              powiększenie się tego forum o nowe posty, lecz także nawigację. Bardzo żałuję.
              Co robić?
              Albo zawiesić Egipt,
              albo jakoś zareklamować go na forum Turystyka.Już to robiłem, zrobił to też
              patrykkk, za co bardzo mu dziękuję.
              Inaczej szkoda twojej inwencji, wiedzy i czasu, żeby "inwestować" je tutaj,
              skoro na forum Turystka będą łatwiej wychwytywane (choć od razu zginą między
              innymi postami). I to jest właśnie ten problem. Istnienie forum Egipt
              ułatwiłoby niezmiernie kontaktowanie się ze sobą wszysstkich zainteresowanych.
              Co robić???
              Strasznie żałuję, że adiministrator jest głuchy na prośby umieszczenia podforum
              Egipt czy Turcja w dziale Turystka. Spróbuję jeszcze raz, lecz oni nie lubią,
              jak im się doradza takie "genialne" rozwiązania. Sam już nie wiem.
            • tam-tam Re: Czego nie ma w przewodnikach... 14.03.03, 19:32
              Sprowokowales mnie i sprawdzilam. Mam przed soba przewodnik Inside Guide -
              Egipt z 1998 roku, kupiony w Egipcie w roku 2000. Jest tu i o Deir al - Adhra
              (Monastery of the Virgin) i o Deir il - Muharraq i o Koptach i o Presbyterian
              Mission i o kilku innych rzeczach. Moze dzieki Bogu nie ma o expatach
              (budowalismy cementownie abo co innego ?) bo i po co.
              No i ten horror jak z obrazka "fundamentalisci mordujacy wszystkich
              bialych" .... czemu zalezy Ci na rozpowszechnianiu takich rewelacji ? Masz
              powod ? Chcesz sie dolozyc do wykreowania wojny swiatow "muzulmanie przeciwko
              chrzescijanom" Chryste Panie ! Czemu ?
              Mieszkalam w Egipcie prawie dwa lata, jezdze regularnie od kilkunastu lat. 5
              lat studiow nie licze. Kiedy czytam Twoje posty przypominaja mi sie relacje
              zachodnich expatow z pobytu w Polsce (wysokie stanowiska w miedzynarodowych
              korporacjach) tlumaczace koniecznosc dodatku typu "jungle bonus" za pobyt i
              prace w trudnych warunkach. Smieszne prawda ? A moze jednak nie.
              To co piszesz wydaje mi sie poszukiwaniem sensacji tam gdzie w rzeczywistosci
              wcale jej nie ma.

              A porada jezykowa, nadal aktualna. Tu nie chodzi o klasyczny arabski - do niego
              sie nie odwoluje. Pozdrowienie ktorego uzywasz, jest znieksztalcone i nie
              bedzie poporawne w zadnym dialekcie, ani na poludniu, ani w Sudanie, ani w
              Higazie :-) (albo jak wolisz nie jest tez "baladi", tak jak i samo "baladi" w
              tym wypadku nie jest szczesliwym okresleniem, choc zgadzam sie ze na budowie
              wystarczy) To oczywiscie bez znaczenia, liczy sie sam gest i to ze mowisz po
              arabsku, a rozumiec, wszyscy rozumieja. Wybor nalezy do Ciebie.

              Czym mnie jeszcze zaskoczysz chawaga bolandi, w te nasza polska marcowa
              szarowe ?

              salam ;-)
              • chaladia Do Tam-Tam. 16.03.03, 16:58
                Ad. przewodniki. Zaiste, moja biblioteczka egiptologiczna, jakkolwiek spora,
                obejmuje głównie to, co kupiłem w latach 1986/7 i potem ledwo parę nowszych
                książek wydanych w Polsce. Jeśli nowsze publikacje coś więcej o Asyut piszą, to
                bardzo się cieszę. Pisząc „czego nie ma w przewodnikach” miałem na myśli te
                wydawane w Polsce, a w nich na pewno o klasztorze nie ma nic. Ja później nie
                bardzo miałem czas myśleć o Egipcie, bo potem było 2,5 roku w Sudanie, krótkie
                wypady w różne inne miejsca, na koniec Kolonia (ale to już inna bajka) i potem
                eksport przestał się opłacać... a szkoda. Nawet jeśli dziś zarabiam dużo więcej
                w kraju.

                Ad. expaci w Asyut.
                Cementownię budowali Rumuni. Nie przysłużyli się dobrze opinii o Białych, bo
                strasznie kradli na suku. Do tego stopnia, że gdy jakiś nowy chaładzia (razem
                było nas niewiele ponad setka, więc sklepikarze znali wszystkich) wchodził do
                sklepiku, następowało nerwowe pytanie „Enta Romani?” Jeśli odpowiedź była
                przecząca, atmosfera się uspakajała, jeśli przeciwnie - gość dostawał „opiekę”
                następującą mu niemal na pięty.
                To, co my budowaliśmy to był asyucka petrochemia. I ja tam byłem "za Anglika",
                a nie jako Polak. Tak samo jak budujący nieopodal zakład petrochemiczny Polacy
                byli "za Niemców".

                Ad. Twoje wyjaśnienie Twojej znajomości Egiptu.
                No to jesteśmy w domu. Zawsze, jak sięgam pamięcią był konflikt pomiędzy
                expatami (czyli kadrą, głównie inżynierską i medyczną pracującą w krajach
                arabskich) dla pieniędzy, a arabeskami, czyli studentkami arabistyki, które
                odbywały praktyki językowe. Gdzieś pomiędzy tymi grupami usiłowali się jakoś
                zmieścić archeolodzy z naszych stacji w Egipcie i Sudanie. Arabeski zawsze
                uważały nas, expatów, za nieokrzesanych rasistów, wywyższających się nad
                ludność miejscową, z którą same bratały się w imię doskonalenia języka.
                Jednakże często expaci okazywali się potrzebni arabeskom, gdy jakiś Arab
                przestawał być gentlemanem i trzeba było dziewczyny zwyczajnie bronić, jako że
                trudno w takich sytuacjach liczyć na lokalną policję. Ta „turystyczna” takimi
                przypadkami się nie zajmuje, a „zwyczajna” nie rozumie o co chodzi, bo
                pozamałżeńskie kontakty u nich nie podpadają pod żaden paragraf poza takim, pod
                który lepiej nie podpadać... Skoro w sprawach stosunku do Arabów jesteśmy po
                przeciwnych stronach barykady, to się nie dogadamy. Jedno co możemy zrobić, to
                się nie ostrzeliwać.

                Ad fundamentaliści.
                Gdyby w Egipcie nie było tak, jak piszę, to turyści nie jeździliby w konwojach
                z uzbrojoną po zęby ochroną, a trasa do Luxoru nie byłaby prowadzona przez
                Hurghadę/Safagę. Znacznie łatwiej byłoby dokończyć „pustynną” drogę, po
                wschodniej stronie Nilu - do El-Minya była ona doprowadzona już w latach ’80...
                Wtedy stosunki Polaków z Bractwem w Asyut były więcej niż poprawne. My
                walczyliśmy wtedy z Jaruzelem, oni z Mubarakiem i przynajmniej oni uważali, że
                to czyni z nas w jakimjś-tam stopniu „towarzyszy broni”. Mnie zdarzało się nie
                raz przejeżdżać samochodem przez środek manifestacji Bractwa i zawsze
                machaliśmy sobie serdecznie na pozdrowienie, a gdy później słyszałem strzały i
                widziałem, w jaki stanie wracali z riotu niektórzy braciszkowie, naprawdę było
                mi ich szkoda, bo pamiętałem nasz rok 1982... Oczywiście trudno było nie
                wiedzieć, że gdyby braciszkowie wygrali, to byłby to koniec naszego pobytu w
                Asyut...

                Zupełnie inaczej jest teraz. Oficjalnie oczywiście jest fatwa Szejka Mohammada
                bin Abdullacha al-Sibaila (Wielkiego Muftiego Mekki) że zabijanie „ludzi
                księgi” (chrześcijanie, żydzi i zororastrianie) wyłącznie z tego powodu, że są
                innej religii jest niedopuszczalne z punktu widzenia Islamu jako religii.
                Fundamentaliści walczą jenak z rządem egipskim i mordując turystów (nieważne,
                jakiej religii) mogą zniechęcić ich do przyjazdu do tego kraju, a stąd już
                prosta droga do katastrofy finansowej egipskiej gospodarki, o co im chodzi.
                Uważają więc to co robią za akty polityczne, nie religijne i przez to (ich
                zdaniem) fatwy nie naruszają. Co do zamachów w Asyut, to myślę, że tu nie
                chodzi o turystów, bo ich tam nie ma, ale o pokazanie władzy w Kairze, kto w
                tym mieście naprawdę rządzi.
                Kolega, który był najbardziej zaprzyjaźniony z braciszkami (mieszkał z samym
                Asyut i często dyskutował z nimi w kawiarniach) odwiedził to miasto parę lat
                temu jako turysta, opowiadał, że gdy się pojawił, jego znajomi braciszkowie w
                trybie pilnym załatwiali rozpowszechnienie im tylko znanymi kanałami
                informacji, że „Chałdzia Gienio Bolandi jest w porządku i żeby na niego żadnych
                zamachów nie robić”. Twierdzili, że inaczej miałby szansę nie wyjechać żywym.
                Nie mam powodów, by mu nie wierzyć.

                Ad. mój nick i sygnaturka.
                Nie zmienię, bo się przyzwyczaiłem i inni też się przyzwyczaili. Oczywiście
                mógłbym się podpisywać Khawaja Buolandi, bo to jest chyba bliższe wersji
                oryginalnej, ale na Forum brzmiałoby to chyba gorzej (tak sądzę).

                Ad. jakobym miał swoimi postami prowadzić do wojny religijnej lub innej.
                Poczytaj sobie Forum „Aktualności” i „Świat”, tam zobaczysz, co przedstawiciele
                wszystkich trzech stron (bo i Żydzi też) wypisują... Co do wojny jako takiej,
                to ona niestety, już jest niemal "od zawsze". Dużo ludzi zginęło i w świecie,
                gdzie zemsta rodowa jest obowiązkiem z pokolenia na pokolenie marne szanse
                widzę na jej samoistne wygaśnięcie. Nawet jeżeli dobrobyt społeczeństwa Egiptu
                z ogromnym stopniu zależy od turystyki i następna seria zamachów, w połączeniu
                z wojną w Zatoce mogłaby pchnąć ten kraj w piekło głodu, gdyż każdy wie iż z
                tego, co w Egipcie rośnie, wydobywa się spod ziemi i produkuje - nie wyżywi
                się 50-milionowego narodu.
                • tam-tam Re: Do Tam-Tam. 24.03.03, 16:16
                  Szybko mnie zaklasyfikowale ale blednie :-) coz, za malo informacji.

                  Z calym szacunkiem dla Twojej wiedzy i doswiadczenia, wypowiedz na temat
                  stypendystek mnie powalila... i prawde mowiac nie chce mi sie chyba "pochylac"
                  nad tonem i argumentacja tej wypowiedzi.

                  "Nasi" Panowie mieszkajacy samotnie na kampach, to faktycznie rewelacyjne
                  towarzystwo dla mlodych dziewczyn, mozna sie czuc bezpiecznie.... pozwolisz ze
                  nie skomentuje. Bardzo niewybredny ten komentarz z Twojej strony... nie ma to
                  jak nasz, swój, polski, europejski dzentelmen..... Probujesz nadac tej dyskusji
                  niezrozumialy dla mnie kontekst damsko-meski co mnie skutecznie zniecheca do
                  jej komntynuowania.

                  Dzieki Bogu ze ludzie ktorzy jezdza na stypendia, jak to ladnie
                  napisales "brataja sie z ludnoscia miejscowa", dzieki Bogu, bo tylko wtedy
                  mozna sie czegos nauczyc i cos zrozumiec, po to tam sa i inaczej nie ma to
                  wiekszego sensu. Kiszenie sie we wlasnym towarzystwie niczego nie wnosi a daje
                  jedynie poczucie obcosci i wyizolowania.

                  Twoja sygnturka ma wiele uroku, taka jaka jest, napisalam Ci ze ma "błąd' bo
                  myslalam ze moze wyda Ci sie warte zachodu zeby zmienic. Bez urazy, tylko tyle.

                  Bron zabezpieczona.
                  Salam





Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka