new_heart
28.06.09, 15:58
Artykuł pochodzi z onetu . Chcialabym poznać wasze zdanie na ten temat .
"Francja chce zakazać muzułmankom wychodzenia na ulice w nikabach i burkach,
bo ich noszenie łamie zasady państwa laickiego i "uwłacza godności kobiety".
Muzułmanie szykują gęste protesty. Równie dobrze mogliby postulować
ogólnonarodowy zakaz chodzenia w mini...W czasie Zgromadzenia Narodowego w
Wersalu 23 czerwca Nikolas Sarkozy powiedział: "Burka nie jest już mile
widziana na terytorium Republiki Francuskiej! Kobiety, które zmusza się do jej
noszenia są odcięte od życia społecznego, pozbawione osobowości. Nie tak
Republika Francuska wyobraża sobie godność kobiety" oraz "Nie możemy dłużej
akceptować faktu, że kobiety traktuje się jak przedmioty i podporządkowuje
całkowicie mężczyznom. Nikab to swego rodzaju więzienie".
Natychmiast niemal zareagowały środowiska muzułmańskie. Płomienne prezydenckie
przemówienie uznano za swego rodzaju "zamach na islam" oraz "próbę
podporządkowania społeczeństwa nowej religii: laicite". W krótkim komunikacie
prasowym Mohammad Hussein Fadlallah, libański przywódca szyitów, oskarżył też
francuskiego prezydenta o "zamach na wolność muzułmanek". Wyjaśnił, że nikab
noszą dobrowolnie.
Reakcja Fadlallaha, jak zastrzegają francuscy muzułmanie, ma być dopiero
subtelnym preludium do kolejnych wydarzeń... Bo podłoże wzburzenia wyznawców
islamu jest tak naprawdę dużo głębsze.
***
Kilka dni przed przemówieniem Sarko grupa 58 posłów z różnych ugrupowań
podpisała wniosek o powołanie specjalnej komisji Zgromadzenia Narodowego,
która miałaby przygotować projekt całkowitego zakazu publicznego pokazywania
się w islamskich burkach i nikabach. Sygnatariusze broniąc nienaruszalności
społeczeństwa powołują się w nim na deklarację praw człowieka i obywatela z
1789 roku oraz na zapisy tzw. prawa o laicite z 1905 roku i Konstytucję z 1946
roku. Wyrażają poważny niepokój falą " kobiet w czarnych burkach, z zakrytą
twarzą, zalewających ulice francuskich miasteczek". To, zdaniem polityków,
"ekstremalny sposób wyrażania swojej przynależności religijnej" oraz
"uwłaczanie godności kobiety".
Pomysłodawcą inicjatywy jest Andre Gerin, deputowany z Francuskiej Partii
Komunistycznej. Gerin chce wymóc zmianę istniejącej już ustawy z 2004 roku,
która zakazywała noszenia ostentacyjnych symboli religijnych – jak żydowska
jarmułka, duże krzyże, czy muzułmańskie czadory – w szkołach publicznych.
Propozycja mera z Vénissieux sprowokowała skrajne reakcje na francuskiej
scenie politycznej. Przeciw noszeniu burki opowiedzieli się w większości
członkowie francuskiego rządu. I tak Xavier Darcos, minister edukacji
podkreślał w rozmowie z "Le Figaro", że "nakaz przykrywania całego ciała
salafitkom jest rodzajem perfidnej opresji". Nawet Fadela Amara, sekretarz
stanu i założycielka oraz była przewodnicząca francuskiego stowarzyszenia
feministycznego "Ani dziwki, ani poddane" (Ni putes, ni soumises), podkreśliła
na łamach dziennika, że burka jest "widoczną i fizyczną wizytówką
fundamentalistów i integrystów" we Francji. Eric Besson, minister ds.
imigracji i indentyfikacji narodowej, twierdzi, że we Francji, każdy ma się
czuć człowiekiem wolnym, także na ulicach, dlatego "ryzykownym jest burzenie
tej społecznej równowagi". Besson przestrzega też przed nieuchronną burzą,
która "niepotrzebnie może nadciągnąć na Francję".
W sukurs ministrowi nadeszła część francuskich mediów przypominając świeże
jeszcze wystąpienie amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy z Kairu. Obama
odniósł się tam krytycznie do coraz częstszych zjawisk "zauważalnych w krajach
zachodnich, gdzie przez próbę ingerencji w strój, ogranicza się muzułmanom
wolność sprawowania praktyk religijnych" ( w Białym Domu pracuje muzułmanka,
Dalia Mogahed. Jest jedną z doradczyń prezydenta USA. Codziennie pojawia się
na korytarzach prezydenckiej rezydencji okryta od stóp do głów islamską chustą).
***
Francuski casus do złudzenia przypomina spory, które toczyły się kilka lat
temu w Holandii. Tam chciano zakazać wchodzenia w burkach i nikabach do szkół,
na teren przedszkoli i do sklepów.
Czy uda się powołać komisje i wprowadzić tak drastyczne zmiany w kraju
Napoleona? Nie wykluczone. Problem w tym, że we Francji żyje nieco ponad 5
milionów wyznawców Islamu. 30 do 50 tysięcy z nich należy do
fundamentalistycznego odłamu islamu – salafizmu (najwięcej salafitów żyje w
Arabii Saudyjskiej i Egipcie, gdzie odłam ten przekształca się w wahhabizm:
m.in. propagujący dosłowne odczytywanie Koranu i powrót do tradycji
społecznego życia z czasów Mahometa). We Francji coraz częściej także kobiety
przechodzą na islam. Rośnie liczba kobiet narodowości francuskiej
utożsamiających się z salafizmem. Budzi to o tyle sprzeciwy, że w przekonaniu
większości mieszkańców Starego Kontynentu salafici funkcjonują na zasadzie
sekt. Łatwo rozpoznać ich po wyglądzie. Mężczyźni noszą charakterystyczne,
długie brody; golą też wąsy. W ten sposób chcą naśladować Mahometa. Kilka
tysięcy salafitek we Francji zamiast hidżabu – chusty na głowie zakrywającej
włosy – ubiera na co dzień czarne burki lub błękitne nikaby. Okryte od stóp do
głów, na światło dzienne wystawiają tylko spojrzenie.
Większość salafitek traktuje noszenie nikabu jak swego rodzaju "bilet do
raju", coś co "przyciąga energię, bo nosi się to dla Boga". Bez takiego
okrycia ciała czują się nagie. Nikab stanowi o ich tożsamości. Są też i takie,
które nie noszą ani czarnych burek, ani nikabów, bo zabraniają im tego...
mężowie. To częste przypadki wśród zasymilowanych muzułmanek w Wielkiej
Brytanii. Tamtejsze obywatelki twierdzą, że z powodu okrycia ciała narażane są
często na kpiny, drwiny, a nawet ataki cielesne.
***
We francuskim sporze o burki i nikaby co najmniej dwie rzeczy mogą niepokoić.
Po pierwsze, jeśli uda się wprowadzić zakaz chodzenia na ulicach w islamskich
strojach, nie jest wykluczone, że w niedalekiej przyszłości dotyczyć on mógłby
również sutann i biskupich biretów. Po wtóre, zwraca uwagę pewna
niekonsekwencja. Bo jak to możliwe, że większości męskiej części francuskich
polityków z prezydentem na czele (wśród sygnatariuszy parlamentarnej
inicjatywy są tylko dwie panie) przeszkadza całkowite okrycie ciała kobiety, i
protestują broniąc jej godności, a nie zauważają jak jej godność deptana jest
na tych samych ulicach, tych samych miast, tyle, że w zupełnie inny sposób:
wystarczy spojrzeć na szyby ulicznych kiosków z pornografią, czy ekrany
gigantycznych reklam bielizny i innych akcesoriów..."