Dodaj do ulubionych

Kocha, lubi, pracuje

19 lat temu
Od 10 lat jestem matką. Cały czas jestem czynna w pracy, kiedy córka
miała 1,5 roku rozpoczęłam drugie studia, wychowuja ja od zawsze
sama. I to co powiem neka pewnie większość mlodych matek. Z jednej
strony poddawane jesteśmy ciągłej presji społecznej, której pewne
elementy odnalazłam i w tym artykule. Rok byłam na urlopie
wychowawczym. Spedzałam z córką 24 godz. na dobę i było miło, nie
twierdzę, że nie. Ale ja popadałam w coraz wieksza depresję. Jak na
zmiłowanie czekałam na czas kiedy dziecko pójdzie spać. I nie
chodziło wcale o brak uczuć macirzyński. Psychiczne obciążenie
takiej sytuacji było dla mnie nie do zniesienia. Odżyłam dopiero gdy
dziecko poszło do żłobka a ja do pracy. najwyraźniej moja córka
potrzebowała kontaktów towrzyskich 8 godzin dziennie, na jej żądanie
przychodziłam po nią codziennie o 15. Nie było płaczu w żłobku,
tragicznych rozstań i fatalnego wpływu rozłąki z matka. Jestem
prawie pewna, że problem rozstania z dzieckiem to głównie problem
matki i wynika on z tego, że cały czas mówi sie nam, że dziecko
będzie cierpiało bez naszego nieustannego towarzystwa. jestesmy tak
zakodowane prawie od urodzenia.I to my wpadamy w histerię
zostawiając dziecko w żłobku, a dziecku udziela się nasz nastrój.
Obowiązki domowe po pracy to też nie tragedia, ale znowu tylko wtedy
jeżeli wyzwolimy sie od wpajanego nam przekonania, że tylko wtedy
będę dobra matką i gospodynią jeżeli w moim domu bedzie jak w
muzeum. Nacyznia moga przez chwilę poleżeć w zlewie, jak nie
powycieram kurzy codziennie to tez nie zdarzy się kataklizm.Nigdy
nie żałowałam pojscia do pracy i oddania dziecka pod opieke
wyspecjalizowanej instytucji (publicznej zresztą, żeby nie było
niedomowień). Córka jest otwartą, pełna radości dziewczynką i
doskonale radzącą sobie w kontaktach miedzyludzkich. Ja nie mam
poczucia że coś mnie w życiu ominęło. A chyba najważniesjze w życiu
jest to, że dzięki temu macierzyństwo nie było dla mnie pasmem
poswięceń, co często pokutuje w późniejszym życiu matki jako
poczucie straconej szansy.
Obserwuj wątek
    • Gość: ryba 75 Kocha, lubi, pracuje IP: *.knc.pl 19 lat temu
      wróciłam do pracy kiedy moje dziecko miało rok i trzy miesiące, na
      początku szef obiecał, że spokojnie sobie poradzę nie będzie mnie
      obarczał dodatkowymi obowiązkami on wie co to znaczy mieć małe
      dziecko itp..., po niedługim czasie doszło do tego, że spędzałam w
      pracy 10 godzin, czasami tylko budziłam swoje dziecko i jedliśmy
      razem śniadanie a po powrocie tylko zdążyłam je kłaść spać, do tego
      zauważyłam, że ono bardziej związuje się z opiekunką często płakało
      jak ona wychodziła lub totalnie mnie olewało jak wracałam z pracy,
      było to dla mnie bolesne, wytrzymałam tak rok, do tego mąż był "
      wściekły " ( on też długo pracuje i głownie ponosi ciężar finansowy )
      w domu nic nie zrobione, nie ugotowane, sobota była dniem
      sprzątania, zakupów i wszytskiego innego tylko nie wspólnego
      spędzania czasu z rodzinką, po tym roku zdecydowaliśmy ( ja bardzo
      tego chciałam ) że wracam na wychowawczy, jestem z tego bardzo
      zadowolona trochę tylko żałuję że tak długo się męczyłam ale
      przynajmniej mam porównanie i wybrałam świadomie to co było dla mnie
      i rodzinki najlepsze, mogę powiedzieć że wszyscy odżyliśmy, dziecko
      jest spokojne, świetnie się rozwija, relacje z mężem się poprawiły,
      mam czas na wiele rzeczy, w domu wszystko na miejscu, nic mnie nie
      goni, sobota i niedziela jest czasem dla nas nie musimy nadrabiać
      tygodniowych zaległości, teraz spodziewam się drugiego dziecka tak
      więc do pracy na razie nie wrócę.
      • Gość: kobieca kobieta decyzja o dziecku i feminizm IP: *.dip0.t-ipconnect.de 19 lat temu
        Ryba 75 tylko dlaczego to Ty masz poczucie winy za to co sie dzialo przez ten
        rok Twojej pracy? Wydaje mi sie, ze w takiej sytuacji w pracy trzeba twardo
        powiedziec nie i faktycznie tak zorganizowac prace i stosunki z kolegami, zeby
        sie udalo wyjsc po 8 godzinach. Dotyczy to takze ojca.

        Decyzja o dziecku jest wspolna, dlatego on musi takze ponoscic za nia
        odpowiedzialnosc. Dlaczego wszystko spada na kobiete? Dlaczego to ona jest
        odpowiedzialna za funkcjonowanie domu? Dlaczego to ona ma rezygnowac z pracy?
        Tak tak, wiem zarobki...u nas tez tak jest.

        Ale dlaczego tak jest???

        Bo w sprawach kobiet wypowiadjaja sie stare konserwatywne dziady bez pojecia o
        sytuacji kobiet, ktorym jest wygodnie byc obslugiwanym!!!

        A swiadczenia socjalne i emeryture to kiedy sobie wypracuje na wypadek rozwodu?
        Przerazila mnie Twoja opinia ryba... Staramy sie wlasnie o dziecko, decyzja jest
        wspolna i swiadoma, ale ja nie chce przekreslic przez to mojego zycia
        zawodowego. Pasjonuje mnie to co robie, ale nie chce rezygnowac z rodziny. Tak
        samo jak nie chce rezygnowac z pasjonujacej mnie pracy na rzecz rodziny.
        Dlaczego mam to robic?

        Niestety prawda jest taka, ze sytuacja kobiet nie jest w najmniejszym stopniu
        porownywalna z sytuacja mezczyzn (no moze w Szwecji tak- z tego co wiem tam
        przepisami jest uregulowane to, ze ojciec MUSI wziac polowe wychowawczego, wiec
        z punktu widzenia pracodawcy jego nieobesnosc z powodu dziecka jest taka sama
        jak kobiety, roznica jest jedynie taka, ze kobieta ma ewentualnie jakas blizne
        po porodzie i logicznie to ona zostaje najpierw z dzieckiem). A u nas (takze w
        Niemczech gdzie mieszkamy) mezczyzna decyzja o dziecku nic nie ryzykuje.
        Dlaczego kobieta tak???? I to tak wiele??? Niezaleznosc finansowa,
        zabezpieczenie swiadczen socjalnych, praca, mozliwosc kariery, odizolowanie,
        brak szacuknu dla kobiety latami "siedzacej" w domu.

        Fakt posiadania macicy zmusza nas do poswiecania i bohaterstwa. A przeciez to
        tak samo dziecko taty. Moj partner jest swiadomy moich pogladow. Mamy rowny
        niepisany podzial obowiazkow domowych. Mam nadzieje, ze to sie nie zmieni, gdy
        pojawi sie dziecko, na pewno bede o to "walczyc". Chce aby wychowywalo sie ono w
        partnerskiej rodzinie. Zwlaszcza jezeli mialby to byc chlopiec. Nie chce
        wychowywac mamisynka przyzwyczajonego do obslugiwania przez mame i broniacego
        idei "tradycyjnej rodziny", nie moglabym spojrzec w oczy kobietom, zwlaszcza
        synowej ;)

        Ten wybor powinien nalezec wylacznie do kobiety, czy tradycyjnie chce sie zajac
        domem, czy nie rezygnowac z pracy zawodowej bez uszczerbu zarowno dla dziecka
        jak i dla wlasnej realizacji zawodowej. Amen.
        • Gość: ryba 75 Re: decyzja o dziecku i feminizm IP: *.knc.pl 19 lat temu
          wiesz ja właśnie akurat w tej chwili mam potrzebę prowadzenia "
          tradycyjnego modelu rodziny " nie czuje ujmy z tego powodu że jestem
          w domu, trudno to zresztą nazwać siedzeniem, wreszcie mam czas na
          realizację swoich zainteresowań, staram się w to też wciągać swoje
          dziecko, nie wychowuję też maminsynka, któremu wszystko pottykam pod
          nos, dziecko ma swoje obowiązki ( adekwatne do wieku ) w życie
          domowe i różne prace też jest wciągane ( na razie to jest zabawa )
          ja mam czas dla siebie, dla znajomych, nawet moje życie towarzyskie
          rozkwitło odkąd zrezygnowałam z pracy, po prostu mniej jestem
          zmęczona żeby gdzieś wyjść, tak mąż mniej teraz mi pomaga w domu ale
          to nie znaczy że nie robi nic, nie czuję się służącą, on docenia
          moją pracę i ja to wiem, od 10 lat jesteśmy małżeństwem mieliśmy
          różne trudne sytuacje ale potrafiliśmy się wspierać, o rozwodzie nie
          myślę bo jaki sens w ogóle miałoby małżeństwo gdybym z góry
          zakładała takie rzeczy, poza tym można finansowo się zabezpieczyć,
          wykupić dodatkową emeryturę i ubezpieczenie, w moim przypadku praca
          zawodowa nie była moją pasją, ale planuję, że kiedy drugie dziecko
          pójdzie do przedszkola to wrócę , na razie po prostu wybrałam to co
          uważam dla mnie w tej chwili jest ważniejsze i bardziej opłacalne (
          opiekunce musiałam płacić prawie tyle ile wynosiła moja pensja )
          uwierzcie że można być szczęśliwą w domu i każdy ma prawo do
          decydowania o tym jak chce żyć.
        • Gość: zza wielkiej wody Re: decyzja o dziecku i feminizm IP: 199.133.212.* 18 lat temu
          Przyklaskuje:)
          • Gość: Delfina Re: decyzja o dziecku i feminizm IP: 83.220.195.* 18 lat temu
            Bedac w Polsce zawsze myslalam, ze po urodzeniu dziecka nalezy wracac do pracy
            bo u nas wywierana jest presja na to, zeby kobieta pracowala - spoleczna i
            finansowa, bo rzadko ktora rodzina jest sie w stanie utrzymac z jednej pensji.
            Najczesciej tez trzeba wybierac miedzy powrotem do pracy na caly etat albo
            calkowita rezygnacja z pracy zawodowej. Obecnie przebywam z mezem i dzieckiem za
            granica i mimo tesknoty za krajem nie chce wracac, bo jest nam tu o wiele
            latwiej finansowo. Pracuje jedynie 2 dni w tygodniu i w tym czasie dzieckiem
            zajmuje sie maz. Jestem zadowolona z takiej sytuacji - mam czas dla siebie, w
            domu jest lad i porzadek, mam mozliwosc spedzania czasu z dzieckiem co daje mi
            radosc i wcale nie pale sie do powrotu na caly etat. Mysle, ze spokojnie
            doczekam az corcia ukonczy 2 latka a potem byc moze postaramy sie o drugie?
            Jestem o wiele szczesliwsza i mniej zestresowana niz w PL
      • agastep Re: Kocha, lubi, pracuje 19 lat temu
        Witam wszystkich na forum!
        Mam dwóch wspaniałych synów i 8-letni staż małżeński. Po pierwszym porodzie
        byłam z dzieckiem w domu przez trzy lata. W sumie nie był to mój świadomy wybór,
        ponieważ po studiach miałam problemy ze znalezieniem pracy w zawodzie, miałam
        jedynie pracy dorywcze. Ja jednak w ogóle nie żałuję tego okresu, bo był to
        bardzo drogocenny czas, dzięki któremu mam świetny kontakt z synkiem (karmiłam
        go przez dwa lata piersią), doskonale się rozumiemy i myślę, że to nie to samo
        co opieka babci czy opiekunki. Poza tym miałam czas na zainteresowania i na
        naukę języka. Gdy już poszłam do pracy, synek był w przedszkolu, pomagały też
        babcie.
        Gdy zdecydowaliśmy się z mężem na drugie dziecko, myślałam,że do pracy wrócę
        szybko. Jednak synek miał problemy zdrowotne i w ogóle nie wyobrażałam sobie go
        zostawiać na cały dzień bez mamy, zdecydowaliśmy o urlopie wychowawczym. Nie
        powiem było ciężko z finansami, ale zawsze żyliśmy skromnie, poza tym przy
        drugim dziecku jest łatwiej, bo mnóstwo rzeczy zostaje po pierwszym dziecku
        (jeśli się o tym zawczasu pomyśli) i w ogóle jest się mądrzejszym o poprzednie
        doświadczenie.
    • uska74 Kocha, lubi, pracuje 19 lat temu
      Witam wszystkie pracujące i nie tylko mamuski!
      Od 5 miesięcy jestem najszczesliwsza osoba na swiecie.Urodzilam
      drugie dziecko- synka.Zmienilo sie totalnie całe moje życie!ALE
      TERAZ JESTEM DUŻO MĄDRZEJSZA I WIEM JAKIEGO WYBORU DOKONAĆ- CZY
      WRACAC DO PRACY CZY TEŻ NIE?
      Nie wracam do pracy!Chcę być z synkiem w domu.Jest to calkowicie
      świadomy wybór i nikt nie mial wpływu na moją decyzje.
      Pierwsze dziecko córkę urodziłam mając 18 lat.Byliśmy z mężem wtedy
      na tzw."dorobku"Mieliśmy inne priorytety.Dzis wiem,że były to złe
      priorytety.Chcieliśmy szybko się dorobic mieszkania, samochodu,
      wyjechac na wczasy...Mielismy własne firmy i pracowaliśmy po 10-14
      godzin na dobę w tygodniu, w soboty mniej, w niedziele mieliśmy
      wolne.Córkę zostawialismy więc to u jednych dziadków, to u drugich.I
      tak przeleciało mi 15 lat życia córki i nigdy juz tego nie
      odbuduję,chociaż i tak mogę dziekowac Bogu-bo mam bardzo dobry
      kontakt z córką.Ale bardzo żałuję, ze te kilkanaście lat
      straciłam.Gdy zmieniła sie u nas w Posce sytuacja i zbankrutowalismy
      i ja i mąż,trzeba było iść do pracy " u kogoś".Była to dla mnie
      lekcja pokory i właśnie wtedy zmieniłam system wartości.
      Dzisiaj żyjemy z mojego zasiłku dla bezrobotnych i pensji męża.Jest
      biednie ale jestem bardzo szczęsliwa.Syna karmie piersią i widzę jak
      dobrze to wpływa na niego.Jest zdrowy, spokojny,wesoły...
      Czasem z mężem jak syn śpi a starsza córka jest w szkole to
      popatrzymy sobie w oczy i wiemy,że dopiero teraz jesteśmy taką w
      pełni rodziną.Naprawdę nie licza sie pieniądze,nie mamy już
      samochodu,mieszkanie jest skromnie urządzone,ale jeśteśmy bardzo
      szczęśliwi.Jadamy razem śniadania, obiady,kolacje.Mamy czas
      porozmawiać.Może za kilka lat będę musiała wrócic do pracy ze
      względów finansowych,ale to za kilka lat.Teraz chce być w domu z
      dziećmi i mężem.
    • Gość: Iwona Kocha, lubi, pracuje IP: *.89-161.tel.tkb.net.pl 19 lat temu
      No dobrze. Najlepiej jeden opiekun do połowy 2 roku życia. A co jeśli dziadkowie
      nie chcą się zająć a na opiekunkę nie stać. Nie każdy ma możliwość oddania
      dziecka pod opiekę babci. Pozostaje żłobek.
    • camina Re: Kocha, lubi, pracuje 19 lat temu
      A ja jestem mamą 2-letnich bliźniaków. Kiedy dzieci miały 16 mies. a ja miałam
      dosć siedzenia w domu wróciłam do pracy. Na początku było super, ale po kilku
      miesiącach zaczeły sie schody - problemy z kim zostawić dzieci podczas mojej
      delegacji (podczas 8 h były z nianią), wieczne zmęczenie pracą zawodową i
      obowiązkami w domu, a co najważaniejsze - widziałam, jak ucieka mi czas tak
      cenny dla dzieci no i dla matki.
      Spasowałam. Mimo problemów finansowych, chęci realizowania się zawodowo, życia
      poza domem, zrezygnowałam.

      Miesiąc póżniej zaczęłam pracę na pól etatu i uważam to za najwspanialsze
      rozwiązanie, jakie moze istnieć dla matki. Pracuję głownie dla siebie i na
      drobne wydatki, a co najważniejsze - widzę, kiedy dzieci uczą się nowych słow,
      kiedy zaczynają się czuć zle, kiedy chca się przytulić prawie zawsze jestem.
      Wróce na cały etat za rok, dwa, kiedy bedę czuła, ze moge.

      Szkoda że w Polsce jest to tak mało popularne. Mam kilka koleżanke młodych
      matek, które chetnie też by tak popracowały.
    • Gość: Lucilla Kocha, lubi, pracuje IP: *.aster.pl 19 lat temu
      Zarabiam 3 razy więcej niż mój mąż, więc mój powrót do pracy po 18
      tygodniach urlopu macierzyńskiego jest byc albo nie być naszej
      rodziny. Zarobki męża starczą jedynie na spłatę kredytu
      mieszkaniowego, a co z jedzeniem, środkami czystości, ubraniem,
      lekami i całą masa innych rzeczy. Dlatego nie mam wyboru i wracam do
      pracy na kilkanaście godzin dziennie szczęśliwa, że moja
      międzynarodowa korporacja nadal mnie chce. Tak więc droga pani
      psycholog, życie pisze różne scenariusze i nie zawsze kobieta ma
      wybór. Może te, które nie trafiły na zaradnych mężów, w ogóle nie
      powinny mieć dzieci?...
      • Gość: xxx Re: Kocha, lubi, pracuje IP: *.chello.pl 19 lat temu
        Również do tej prozy zarabiałąm 2 razy wiecej anizeli moj mąż.
        zmienił prace i powoli ale systematycznie jego zarobki rosną, wiec
        moglismy sobie pozowlic na zakup i remont mieszkania.
        i prosze nie pdoawac argumentow ze chcemy meic mieskzanie bo rata
        wynajmu plus media wynosila 1200 zł a rata za wlasne M wynosi tyle
        samo, wiec...
        jezel nie wroce po macierzynskim do pracyto oznaczaloby ze cala
        wypalta meza poszlaby na ten kredyt i zostaloby nam 200 zł do zycia -
        i nawet skromne zycie nie pozwoliloby mi na to zeby podjac decyzje
        o urlopie wychowawczym.
        poza tym pan iw artykule sugeruje aby mama na wychowawczym
        organizowala sobie swoje prywatne zycie- kino, wypady na kafcie,
        basen itp- a to wszystko kosztuje!!! wiec ktos ma fantazje pisząc
        otym

        po drugie- lubie swoja prace, planuje przekwalifikowac sie i
        ukieronkowac na inną branże, chcoć w obecnej mama dobrą pozycje-
        pracy jestem pewna na 100% bo moj szef nawet mi sugeruej skrocenie
        urlopu macierzynskiego ale oczywiscie tego nie zrobie
        niestety pomimo jako tkaich zarobków- nie moge sobie pozowlic na
        wynajecie opiekunki bo polowa wyplaty poszlaby na jej utrzymanie,
        wiec co mam sie robic wyrodna matką, że albo biedę będę klepac i
        nawet na utrzymanie nie będę miała albo pójde do pracy i bedzie w
        miare normalnie życ, ale dziecko będzie pod opieką żłobka

        i tak mama dylematy i poczucie winy czytajć, ze 6 mc dizeck oeni ma
        potrzeby kontaktow społecznych i oddanie małego do żłobka to "prawie
        zbrodnia"
        i jak tu mozna nie odczuwać propagnady, że mam zostać w domu i
        zajmować się małym

        tez cche sie rozwijać, robic kariere- a matka szczesliwa to i
        dziecko szczesliwe

    • Gość: jeszcze ciezarna : Re: Kocha, lubi, pracuje IP: 63.111.32.* 19 lat temu
      Dopiero jestem w ciazy i wizja opieki nad dzieckiem i jaka podjac
      decyzje jeszcze przede mna. Czytam wiele artykulow, opinii i slucham
      juz doswiadcoznych matek :)Pewne plany juz mam i zalozenia. Moj
      urlop macierzynski to 39 tygodni platnych, co prawda grosze ale na
      jakies podstawowe rzeczy wystraczy o reszte zatroszczy sie tatus. Po
      tych prawie 10 miesiacach macierzynskiego zamierzam wrocic jedynie
      na pol etatu max.3-4 godzinny dziennie. Ciesze sie ze mam taka
      mozliwosc. Zastanawia mnie tylko jedno, podobno w Polsce mezczyzna
      tez moze wziac (nie wiem jak to sie nazywa) "tacierzynski" dlaczego
      mezczyzni tego nie robia? A co z mezczyznami ktorych zony poumieraly
      przy porodzie? Kto sie zajmuje ich dziecmi, jak oni sobie radza?
      Mysle ze pojecie kobiety w domu z dzieckiem po porstu sie utarlo od
      wiekow i wygodni mezczyzni nie chca tego zmieniac, bo byc moze
      podswiadomie zdaja sobie sprawe ze opieka nad dzieckiem jest duzo
      ciezsza niz praca zawodowa a dodatkowo siedzenie w domu to nie tylko
      dziecko ale jeszcze dbanie o dom. Co wy Panowie na to?
    • rikol Kocha, lubi, pracuje 19 lat temu
      Czemu w artykule nie bierze sie pod uwage kobiet, ktore chca wrocic do pracy i
      robic kariere, rozwijac sie?
      Poruszane sa tam tylko sytuacje, w jakiej moze sa pracownice biedronki czy
      innych koszmarnych pracodawcow, gdzie pracownicy modla sie, zeby szybciej wyjsc
      z pracy.
      A co z kobietami, ktore maja dobra, dobrze platna i satysfakcjonujaca prace?
      Czy naprawde ktos wierzy, ze sprzatanie i zmienianie pieluch to taka
      przyjemnosc? W takim razie czemu ta pani nie zadaje takich pytan ojcu: na pewno
      chcesz pracowac? A po co? A moze lepiej zostan w domu i patrz, jak sie twoje
      dziecko rozwija. Facet by chyba umarl ze smiechu, bo wiadomo, ze z niemowlakiem
      mozna z nudow umrzec. Poza tym trzeba przygotowac zupki, zrobic pranie itd., no
      i nie jest sie docenianym, bo o czym mozna porozmawiac z kuchta.
      No i skad te matki beda mialy emeryture lub chocby pieniadze na utrzymanie w
      razie rozwodu? Co zrobia, kiedy maz straci prace?
      • Gość: gombek Re: Kocha, lubi, pracuje IP: *.k2.pl 18 lat temu
        To smutne co piszesz, przynajmniej dla mnie... Zmienianie pieluch wcale nie jest
        nudne bo można gadać wtedy z dzieckiem. Sobie też się jedzenie robi więc
        gotowanie dla dziecka dlaczego miałoby być czasochłonne?

        Ja podczas urlopu macierzyńskiego odpoczęłam za wszystkie czasy, napisałam kilka
        poważnych publikacji, ponawiązywałam mnóstwo nowych znajomości i to wcale nie z
        parkowej ławki. To był super czas w moim życiu. Ale jak głupia wróciłam do pracy
        po pół roku... Teraz jestem w ciąży z drugim dzieckiem i definitywnie biorę
        wychowawczy. Mam całe mnóstwo planów quasi zawodowych i dokształcających.
        Zyskają na tym moje dzieci, zyskam ja, zyska mój mąż.

        Każdy ma swoją drogę... ot i cała filozofia.
    • Gość: anex26 najlepiej zrezygnować z kopulacji IP: 195.225.248.* 19 lat temu
      najlepiej zrezygnować z kopulacji. Ma się wtedy święty spokój. Brak
      dylematów z kim zostawic dziecko. Zostawic z byle kim czy
      zrezygnowaćz kariery zawodowej?
      Taka jest cena jaką płaci się za seks. Niestey.
      Warto więc dobrze się prowadzić - nie będzie się później płakać i
      załamywać rąk że z dzieckiem urwanie głowy, pieniedzy brakuje a tu
      by do pracy pasowało isć- choc kariere i tak juz dawno szlag
      trafił ...
    • Gość: kubuspuchatek Mama, dzieci, praca, dom IP: 63.84.202.* 19 lat temu
      Mama powinna zostac z dziecmi w domu przez pierwsze x lat ich zycia.
      Te X niech sobie kazdy sam zdefiniuje, ale to ma byc liczone w
      latach a nie w miesiacach.

      Po jakims czasie kobieta-mama-zona powinna podjac prace, umownie to
      nazwijmy "przez Y godzin dziennie". Znowu, dla kazdej sytuacji te Y
      bedzie inne, ale zakladajac, ze jest to kilka (a nie kilkanascie)
      godzin dziennie, to wplynie to pozytywnie na wszystkich w domu.

      172 dziecio-lat doswiadczenia, niektore dzieci juz na swoim
    • Gość: matka-polka Kocha, lubi, NIE pracuje IP: *.eranet.pl 19 lat temu
      Aż mi się przykro robi, jak czytam, jak te biedaczki się czują w domu z
      dzieckiem niezrealizowane, niespełnione i jak najszybciej myślą o tym, żeby
      wrócić do pracy. Faktycznie zmienianie pieluch to zgroza i poniżej godności
      jednej czy drugiej pani biuralistki. Toż nawet zwierzątka przez jakiś tam czas
      niczym innym się nie zajmują, tylko pielęgnacją młodych, do momentu, kiedy małe
      uzyskają względną samodzielność. Tak to już jakoś jest, że faktycznie dopiero
      dziecko trzyletnie ma potrzebę kontaktów społecznych, jest w stanie właściwie o
      wszystkich swoich problemach komunikować i może oddzielić się od mamy.
      Pojawi się tu argument finansowy, ale powiem Wam, że od narodzin córci jestem
      wręcz zmuszana przez ex-partnera, żeby jak najszybciej wrócić do pracy i też
      zarabiać na jej utrzymanie. Postawiłam się twardo, żyjemy z małą skromnie,
      czasem nawet bardzo, ale dbam o to, żeby miała dobre jedzenie, płatną opiekę
      medyczną, jeśli jest już taka konieczność i wcale nie czuję, żebym coś
      poświęcała i marnowała. To są lata, których nikt mi potem nie wróci, ten kontakt
      z dzieckiem nigdy już nie będzie tak bliski. A poza tym w pracy umierałabym z
      niepokoju, jak tam ktoś obcy się wobec niej zachowuje.
      Mój były partner właśnie prezentuje zupełnie odmienny model rodziny, dla niego
      ważne jest, żeby dziecko jak najszybciej usamodzielniło się i jak najmniej od
      niego chciało, a żłobek jego zdaniem w tym pomaga.
      A ja wiem, że do pracy pójdę wtedy i wtedy, i od nowa zacznę budować swoją
      pozycję finansową.
      Dziewczyny, naprawdę czasem dajecie się ogłupić bełkotowi pseudomenedżerów,
      którzy na Was robią kasę, żeby ich żony mogły spokojnie siedzieć w domciu i
      bawić dzieci;).
      • Gość: tuptuś To głupota co piszesz IP: 213.25.26.* 18 lat temu
        bo współczesne kobiety coraz częściej duszą się siedząc w domu z
        dzieckiem, dlatego chociażby, że do tej pory pracowały, uczyły się,
        były aktywne na zewnątrz i trudno im nagle to wszystko odstawić i
        siedzieć murem z niemowlęciem 3 lata w domu. Jeżeli tobie to
        odpowiada, to ok, ale dlaczego osądzasz wszystkie kobiety, które
        sadzą inaczej? Twój były partner zresztą ma rację jeżeli chodzi o
        wychowanie dziecka - dzisiejsze tempo życia i wymagania stawiane
        dzieciom powodują, że muszą się one szybko odklejać od matek i
        szybciej dzisiaj też się rozwijają niż kiedyś, obecnie 2 - latek
        jest zdecydowanie bardziej rozwinięty niż kiedyś 4 - latek. Jak
        obserwuję w przedszkolu dzieci, które chodziły do żłobka i te, które
        przyszły prosto od matek, to różnica na korzyść dzieci "żłobkowych"
        jest ogromna - duuużo większy zasób słów, umiejętności samoobsługi
        albo komunikowania potrzeb otoczeniu, umiejętności społeczne typu
        wspólna zabawa czy nauka zabaw, dobre znoszenie rozłąki. Efekty tych
        róznic widać czasem nawet w sześciolatkach, bo dzieci takie, widząc
        że ich koledzy lepiej sobie radzą we wszystkim, jeszcze bardziej
        odstają, zniechęcają się, buntują się przeciwko przedszkolu i
        jeszcze bardziej przeżywają fakt rozpoczęcia edukacji przedszkolnej
        od razu jako gorsze, a im starsze jest dziecko tym gorzej to znosi.
        Więc przedłużanie okresu opieki nad dzieckiem wcale nie musi
        pozytywnie wpłynąć na dziecko, czasem warto choćby na pół dnia
        powierzyć je w fachowe ręce. I naprawdę, nie tylko matce dobrze
        zrobi odpoczynek od dziecka - jemu też kontakt z innymi bardzo się
        przyda i wiele je nauczy, więc nie ma co tak płakać że ktoś się przy
        nim źle zachowa, bo to jest i tak nieuniknione, nie uchronisz
        dziecka od stresu tak czy inaczej. Prezentujesz strasznie kwoczy
        styl matkowania, ze szkodą dla dziecka niestety.
    • goldblumm Jak dobrze miec takie dylematy ... 19 lat temu
      Dla większości matek to nie wybór lecz konieczność ekonomiczna. Niestety.
      • Gość: mama 3 x Re: Jak dobrze miec takie dylematy ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19 lat temu
        no, właśnie, na szczęście, wchodzą powoli takie ułatwienia jak praca
        zdalna, rewelacja, tylko pracodawcy nie potrafią jej zorganizować.
        Jest też taka możliwośc jak dzielenie etatu z inną osobą
        np.dorabiającą emerytką - umawiamy się np. jak dziecko zachoruje,że
        ona pracuje w moim czasie, a potem ja w jej czasie odrabiam swoje.
        Na zachodzie wymyślono już szereg ułatwień,u nas dopiero można o tym
        usłyszeć gdzieniegdzie...
        • Gość: Gosia Re: Jak dobrze miec takie dylematy ... IP: *.chello.pl 18 lat temu
          Ja na swoje narzekania w kwestii trudności ze znalezieniem pracy po
          urodzeniu dziecka usłyszałam, że gdybym była odpowiednio
          przewidująca, rozsądna i cwana, znalazłabym takiego męża, który
          zapewniłby mi dostatek i nie musiałabym się męczyć żadną pracą. Ja
          to uważam, że pewien rodzaj prostytucji uprawiany przez dużą liczbę
          pań, który wywodzi się jeszcze z czasów prehistorycznych chyba, a
          poza tym, co mam zrobić jeśli lubię jednoczenie i pracę i dzieci?
    • Gość: Zawodowa Mama Macierzyństwo jest powołaniem IP: *.waldex.3s.pl 19 lat temu
      A ja mam już trzyletnie dziecko, i dalej nie idę do pracy, choć ze
      względów ekonomicznych byłoby to wskazane. Uważam, że dziecka nie
      powinno wychowywać przedszkole. Wkurza mnie, kedy ze wszystkich
      stron na mnie naciskają,że powinnam robić karierę zawodową. Ja
      postanowiłam zainwestować w dziecko. Oczywiście, że to coś kosztuje.
      Ale są kobiety, które decydują się na zapłacenie tej ceny. I powinno
      się docenić ich trud, a nie bredzić o finansowej niezależności i
      samorealizacji.
    • Gość: Elka Kocha, lubi, pracuje IP: 62.111.149.* 19 lat temu
      Satysfakcją z pracy zawodowej (8 godz. dziennie, nieźle płatna, bez
      rodzinnego przymusu ekonomicznego) jest również to, że czsem mój 12-
      letni syn mówi: "Bo tobą można się pochwalić. Robisz ciekawe rzeczy
      w pracy, masz otwarte poglądy, można się tobą pochwalić jak masz
      konferencję prasową, jak zrobisz pogadankę w klasie"
      • alinaw1 więcej sumienia mniej presji medialnej 19 lat temu
        Denerwuje mnie zawsze taka dyskusja. To m.in. media (głównie pisma
        dla kobiet i rodziców) lansują model kobiety 3 w jednym: kochająca
        matka (najlepiej jedynaka), fajna partnerka (wszak małżonka to brzmi
        zaściankowo) i wspaniała matka. No i moda na depresje matek, które
        zostając w domu z dziećmi przeżywają tak straszne katusze, że bieda
        w Mogadiszu, czy terror w Czeczenii to przy tym cierpiętnictwie
        pestka! Mamusie biegną do roboty zaraz po macierzyńskim nie dlatego-
        jak stoi napisane we wstępie artykułu- by wiązać koniec z końcem
        ale dlatego by nie być w tyle - za resztą zgłodniałych sukcesu,
        kariery i pieniędzy pań. Na dodatek takim wdzięcznym
        usprawiedliwieniem jest tekścik powtarzany jak mantra: "szczęśliwa
        mama to ta, która spełnia się w pracy". To, że dziecko wychowują
        babcie, nianie, żłobki nie ma znaczenia. Współczesny styl życia i
        moda medialna robią swoje. Matki pozostające w domu postrzegane są
        jak nieudacznice, niezaradne życiowo. A pod względem gospodarczym
        przykleja się im łatkę: biedne, bezrobotne (nie opłaca się wracać do
        pracy za grosze) albo bardzo bogate (mąż prezes, dom, ogród itd). A
        zapomina się o środku. Ja świadomie zrezygnowałam z pracy. Kończy mi
        się drugi urlop wychowawczy. Owszem mogłabym pochwalić się- jak
        jedna z forumowiczek- ciekawą pracą w gazecie ale -na szczęście- nie
        przytłoczyła mnie nowa religia konsumpcjonizmu, w życiu nie kieruję
        się kalkulatorem, ustawiam priorytety a nie wagę z szalą stanu
        konta, dużego metrażu itd.
        • Gość: Zawodowa Mama Re: więcej sumienia mniej presji medialnej IP: *.waldex.3s.pl 19 lat temu
          Otóż to. Nie jest lekko być mamą na etacie. Ciągle trzeba
          wysłuchiwać, że się jest nieudacznikiem. Media ze mnie robią
          bezrobotną. Znajomi zresztą też. Czasem mam strasznego doła i tracę
          wiarę w sens tego, co robię. No bo decydując się na taki styl życia,
          w oczach społeczeństwa stajemy się nikim! Ale się nie poddam! Nie
          dam sobie wcisnąć kitu, że żeby być spełnioną kobietą, muszę robić
          karierę. Nie muszę i nie robię. Świat sobie poradzi bez jeszcze
          jednej nauczycielki!
          • Gość: lala76 może zadaj sobie inne pytania IP: 213.25.26.* 18 lat temu
            Co zrobisz jak zostawi cię mąż i zostaniesz bez środków do życia
            albo z głodowymi alimentami? czy nadal jesteś atrakcyjna jako
            kobieta i partnerka dla męża, skoro twój świat to tylko zupki i
            kreskówki a wokół niego tyle dynamicznych koleżanek z pracy, jak
            wyglądasz na ich tle? co zrobisz jak dziecko dorośnie a ty już na
            żadną pracę nie będziesz mogła liczyć po latach siedzenia w domu,
            bez kwalifikacji? jaka bedzie twoja emerytura, czy bedziesz się
            mogła za nią utrzymać, skoro najważniejsze lata zawodowego życiorysu
            przsiedzisz w domu?
            ja wcale nie krytykuję twego wyboru, jest on równie dobry jak
            kariera zawodowa, skoro daje ci satysfakcję, ale czy bedąc swiadoma
            wszystkich tych zagrożeń, nadal jesteś taka pewna, że jest to
            właściwy model życia?
    • andy79 głos taty 19 lat temu
      witam,
      mam tu parę uwag ogólnych:

      1. Jeśli matka chce iść do pracy po macierzyńskim to proszę bardzo i
      nikt nie ma prawa jej mówić, że to jest źle.
      2. I odwrotnie jeśli chce zostać z dzieckiem do egzaminu dojżałości
      to też nikt nie ma prawa jej mówić, że to jest źle.
      To są indywidualne wybory matek, ale nie tylko bo to rodzice
      razem!!! powinni decydować o wychowaniu dzieci.
      3. Wraz z moją siostrą chodziliśmy do żłobka i przedszkola i:
      3.1. Nie żałuję tamtych straconych lat, że niby bez mamy.
      3.2. Kocham swoich rodziców i wiem że oni mnie też. Wiem też że
      zawsze możemy na siebie liczyć.
      3.3. Cieszę się, że moi rodzice chodzili do pracy (wszyscy mamy
      wykształcenie techniczne), bo teraz możemy rozmawiać też o naszej
      pracy.
      3.4. Siedzenie w domu w większości przypadków "otępia" tzn. traci
      się wiedzę, umiejętności, zapał do dalszej pracy. A idąc dalej traci
      się zwykle możliwość do powrotu na dane stanowisko. I nie można tu
      winić pracodawcy.
      4. A teraz o moim synku.
      Ma 11m-cy, żona była z nim do połowy 9-tego miesiąca.
      Pod koniec tego okresu zacząłem obserwować u żony symptomy zbyt
      długiego siedzenia w domu: ogólne poddenerwowanie, pretensje,
      bałagan (coraz większy) itp. I co się okazało po pójściu do pracy.
      Żona zachwycona, w domu czysto, ja zadowolony, zakupy zrobione itd.
      Zarabiam dwa razy tyle co żona, ale nie widzę powodów bym się miał
      mniej zajmować dzieckiem i innymi domowymi sprawami niż żona.

      Drogie Panie! To jakim dorosłym będzie Wasze dziecko nie zależy od
      tego czy będziecie z nim w domu przez parę lat czy tylko kilka
      miesięcy. To się nazywa wychowanie, konsewkwencja, miłośc.

      I jeszcze jedno nie jesteśmy biedni (ani bogaci, ale starcza i coś
      zostaje), mamy swoje ambicje zawodowe tak jak mieli je moi rodzice.
      I zapewniam Wasze rodziny nie będą szczęśliwe jeśli za 20lat, kiedy
      dzieci już sobie pójdą, powiecie, że nie mam nic do roboty, nic w
      życiu nie osiągnąłem.
      • alinaw1 Re: głos taty 19 lat temu
        Głos taty to potwierdzenie tego, co pisałam wyżej. Panuje dziwny
        wirus OTĘPIENIA młodych mam. Ciekawe skąd ta zaraza? Co to znaczy
        osiągnąć coś w życiu? Wspinać się po ścieżkach kariery? Jak to
        dobrze, że po skończonym życiu nie będziemy osądzani z tego ile
        zarabialiśmy i jak szybko awansowaliśmy...
        • andy79 Re: głos taty 19 lat temu
          Droga Alino,
          jak będę siedział w ciepłych kapciach w fotelu bujanym, przykryty
          kocem przed kominkiem to marzę o tym, że będę myślał: tak osiągnąłem
          coś w życiu wychowałem syna/córkę na porządnego człowieka oraz znam
          się na czymś, jestem autorytetem dla kogoś (nie tylko dla swoich
          dzieci). To można osiągnąć przez pracę w jakiejś formie, a nie
          siedzenie w domu przez parę lat.
          "Jak to
          > dobrze, że po skończonym życiu nie będziemy osądzani z tego ile
          > zarabialiśmy i jak szybko awansowaliśmy... "
          Nie wiem czy chodzi o religię, wieć nie będę wchodził w dysputy
          religijne, bo się zaczniemy kłócić.
          A jeśli chodzi o tych co po nas zostaną, to dla mnie wychowanie
          dzieci nie jest życiowym osiągnięciem. Chcę wychować swoje dzieci,
          ale to nie jest jedyny cel w moim życiu.
    • Gość: agata.s1 Kocha, lubi, pracuje IP: *.acn.waw.pl 19 lat temu
      Poszłam do pracy po maciezyńskim bo tego potrzebowałam. Nie powiem,
      że było łatwo rozstawać się z maleństwem. Na szczęście Kodeks Pracy
      jest po naszej stronie więc wywalczyłam krótszy etat (art. 186 do
      7). Za kilka dni mój synek będzie obchodził drugie urodziny i wiem,
      że była to dobra decyzja. Mały ma kochaną nianię, która jest mu
      całym sercem oddana. Nie rozpacza, gdy idę do pracy. Wysyła mi
      buziaczki,robi pa pa i znika w pokoju ciągnąc tam nianię. Ja jestem
      szczęśliwa, że mogę być kimś więcej niż tylko mamą, kucharką i
      sprzątaczką. Zawsze dbam o to by mały miał mnie po pracy na
      wyłączność. Idziemy na spacer lub bawimy się, czasem wspólnie robimy
      obiad. Czasem mam gorszy dzień i włączam mu bajkę żeby mieć więcej
      czasu dla siebie samej. Staram się nie porównywać do innych mam.
      Chcę powiedzieć, że trzeba słuchać siebie, że pomimo tego, że nikt z
      nas nie jest w pełni wolny a jego decyzje suwerenne to zawsze ma
      wybór.
      Pozdrawiam wszystkie mamy
    • zawsze.pannaanna Kocha, lubi, pracuje 19 lat temu
      Jedną z chyba najważieszych rzeczy jest właśnie brak
      poczucia "straconej szansy". Ale uważam, że nawet podczas urlopu
      macierzńskiego można pozostać aktywną zawodowo. W czasach takich jak
      nasze, przez internet można załatwić coraz więcej rzeczy. Oczywiscie
      nie każda praca umożliwia pracowanie w domu, ale kto powiedział ze
      zostając w domu mamy odciąc się od kontaktów zawodowych. powstaje
      coraz więcej portali społecznosciowych (np. Profeo) które skupiają
      wokół siebie ludzi z konkretnych branż. W ten sposób można być na
      bieżąco cały czas.
      I dzięki komputerom, macierzyństwo przestaje byc wyrokiem, a dom
      więzieniem :P Ważne żeby nie pozostać bierną!
    • Gość: Darioza Re: Kocha, lubi, pracuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19 lat temu
      A ja poszłam do pracy kiedy córka miała 11 miesięcy tak jak zakładałam od
      początku, czyli od zajścia w ciążę. Wcześniej nie wyobrażałam sobie tego, że
      mogę ja zostawić, ale w tym konkretnym momencie pójście do pracy było idealne,
      najlepsze dla mnie i dla niej, bo co za radość z mamy, która jest wiecznie
      zmęczona psychicznie, znudzona, bez radości podchodząca do domowych obowiązków.
      Widzę, że malutka czuje się w towarzystwie babć tak samo super jak z
      rodzicami,nie rozpacza i nie szlocha gdy mnie nie ma. A ja pracuję na 3/4 etatu
      i mam masę satysfakcji z pracy i powrotu do domu do ukochanej córeczki!
    • Gość: eljena jasne, ze jest latwiej zostac na wychowawczym IP: *.0-85.cust.bluewin.ch 19 lat temu
      i byc na utrzymaniu meza. pewnie im dluzej trwa wychowawczy tym
      trudniej jest wrocic do pracy. ja nie znam ani jednego malzenstwa, w
      ktorym kobieta zrezygnowala z pracy zawodowej i po kilkunastu latach
      bycia w domu jest szanowana przez meza i przez dzieci. za miesiac
      konczy mi sie urlop macierzysnki i wracam do pracy. na pewno nie
      bedzie latwo polaczyc wychowywanie synka z praca i pewnie bedzie
      mnie to kosztowalo mnostwo energii i wysilku, ale mam nadzieje, ze
      cala rodzina bedzie zadowolona.
    • Gość: annamatka Kocha, lubi, pracuje IP: *.cefarm.com.pl 19 lat temu
      dwa modele Rodziny i ...dyskusja, który lepszy. Oba są dobre, o ile
      kobieta w określonej roli czuje się komfortowo. Z własnego
      doświadczenia wiem, że decyzja kobiety - zostać w domu, czy wrócić
      do zawodu - zawsze jest bardzo trudna. Nie wyobrażałam
      sobie "domowego cierpiętnictwa", bo tak widziałam pozostanie w domu.
      Bardzo dużo kosztowało mnie uzyskanie wykształcenia, pozycji
      zawodowej i samorealizacji. Jestem teraz mamą 11 miesięcznej
      najwspanialszej na świecie Alicji i wiem, że podjęta przeze mnie
      decyzja była słuszna. Jest to związane z ogromnym wysiłkiem
      organizacyjnym: zgranie osób opiekujących się - babcie i niania w
      razie potrzeby, ścisłe określenie moich praw u pracodawcy ( karmię
      piersią i wychodzę godzinę wcześniej, a także przesunięto mi godzinę
      przychodzenia do pracy na wcześniejszą).Ale także - tu nie oszukujmy
      się moje drogie mamy - dużo pracy włożyłam w wychowanie męża... Też
      uważam, że dziecko ma dwoje rodziców i oboje muszą podjąć trudy
      opieki i wychowania. Obowiązki domowe - tak często traktowane przez
      naszych partnerów nie jako "praca" - też same się nie robią.
      Całkowicie zgadzam się z jedynym "męskim głosem" w tej dyskusji.
      Drogie mamy pozostające w domu!
      Jeśli myślicie, że Wasza praca w domowych pieleszach, czuwanie nad
      pociechami i poświęcenie - zostaną KIEDYKOLWIEK DOCENIONE - to muszę
      wyprowadzić Was z błędu. Dzieci tego nie docenią, tak jak dzieci
      mojej teściowej - w tym mój mąż - nie doceniają jej pracy na domowym
      etacie. Mam tego najlepsze porównanie. Ja pochodzę z rodziny, gdzie
      Mama pracowała zawodowo, ale Tata też uczestniczył w domowych
      obowiązkach. Oboje realizowali się zawodowo i naukowo. Są dla mnie
      autorytetami. U moich teściów - mama "siedziała z dziećmi", teściowi
      nie chce się podnieść łyżki z podłogi a dzieci nie przejmują się
      nią, bo MAMA MUSI... Zgroza!
      Uposażenie emerytalne też jest bardzo ważne, bo każda z nas pracuje
      na swoje - mężowskiej emerytury już nie można przejąć.
      Ale - najważniejsze, żeby odnaleźć swoje miejsce i szanować decyzję
      innych.
      Pozdrawiam!
    • Gość: Inga a ja mam satysfakcję IP: *.aster.pl 19 lat temu
      Pewnie można w wieku 30 lat mieszkać z teściami i chodzić w jednych
      butach przez kilka lat, ale nie pracować dla dobra dziecka - tylko
      po co? Ja wolę pracować i spłacac kredyt za 100-metrowe mieszkanie
      na strzeżonym osiedlu, mieć satysfakcję, że stać mnie na modne
      ciuchy, kino, teatr, ale także na prywatne przedszkole dla mojego
      dziecka, gdzie ma najlepszą opiekę i odpowiednie towarzystwo.
      Pozdrawiam wszystkie materialistki!
      • Gość: nadi Re: a ja mam satysfakcję IP: 84.38.160.* 19 lat temu
        no to ja Wam napiszę, jaka ja mam sytuację. pracowałam 2 lata jako nauczycielka,
        cały czas niestety tylko na pół etatu. w ostatniej pracy byłam do 8 miesiąca
        ciąży, potem poszłam na zwolnienie. miałam te marne macierzyńskie ( 480 zł )i
        zapewnienie, że teraz już będę mieć cały etat. więc przez wakacje pracy nie
        szukałam. w dniu, kiedy miałam podpisać umowę, dowiedziałam się, że nie dostane
        etatu. przyszła nowa dyrektorka i wsadziła na moje miejsce swoją dziewczynę.
        miałam umowę na czas określony. z dnia na dzień zostałam bez pracy. jakby tego
        było mało, dowiedziałam się, ze:
        miałam za niskie zarobki, aby dostawać zasiłek dla bezrobotnych!
        tak więc siedzę z maluszkiem w domu. mąz pracuje, ma 1200 zł na rękę. mieszkamy
        u moich rodziców.
        bardzo chciałabym pracowac, chocby an pól etatu, bo jest nam naprawdę cięzko.
        ale niesttey stare baby, które mogłyby isc dawno na emeryture, wolą siedziec na
        d.... i blokowac miejsca młodym.

    • Gość: alina Re: Kocha, lubi, pracuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18 lat temu
      Dlaczego we wstępniaku artykułu podano taką przeciwwagę: albo matka
      wraca po macierzyńskim do pracy albo zostaje w domu ledwo wiążąc
      koniec z końcem? Czy rzeczywiście pozostanie w domu i zajęcie się
      dziećmi sprawia, ze rodzina bedzie na skraju przepasci finansowej?
      Pewnie, w niektórych przypadkach tak jest- ale generalnie dominuje
      model konsumpcyjny i materialistyczny podżegnywany na dodatek
      medialnym przekazem (kobieta powinna spełniać jako matka,
      pracownica, żona, kochanka i jeszcze nie wiadomo co, zostajesz w
      domu- zaprzepaszcZasz szansę itp., itd) i stąd ten pęd do roboty za
      wszelką cenę. Mam drugi urlop wychowawczy, żyje nam się dużo
      skromniej (zarabiałam więcej od męża) ale to nie znaczy- gorzej. Nie
      stać mnie na wiele rzeczy, których przed małżeństwem miałam pod
      dostatkiem. Ale są priorytety, są wartości ważne ponad wszystko i
      jeśli tym się kierujemy- życie będzie szczęśliwe- bez samochodu,
      dużego mieszkania i innycvh dóbr, które stają się powoli bożkami w
      naszym społeczeństwie...
      • Gość: kia Niech mąż pójdzie na wychowawczy IP: *.acn.waw.pl 18 lat temu
        Skoro zarabiałaś więcej od męża, to może po skończonym karmieniu wróć do pracy,
        a mąż niech idzie na wychowawczy?
        No chyba, że to dla niego "niemęskie".
      • Gość: wyrodna Re: Kocha, lubi, pracuje IP: *.karolin.pl 18 lat temu
        dla niektorych niestety tak jest ze pozostanie w domu na urlopie wychowawczym
        oznacza przepasc finansową. wkrotce urodze córeczkę,oboje z partnerem zarabiamy
        mniej wiecej po 1200 zlotych.po oplatach za mieszkanie, splacie raty kredytu
        mieszkaniowego (dodam,ze nie jest to nawet mieszkanie wlasnosciowe,tylko w
        TBSie,niewielkie bo 38 metrow,a kredyt mamy do splacenia jeszcze przez
        najblizsze 5 lat.i nie byl to bynajmniej kredyt rzedu 100 tysiecy)nie zostaja
        nam specjalnie jakies wielkie fundusze na zycie.samochodu nie mamy,ale jedna
        sieciowka na komunikacje miejska kosztuje prawie 100 zlotych.dlatego pytam - z
        czego moglibysmy zrezygnowac nie majac jednej wyplaty? 1200 zlotych nie
        wystarczy na utrzymanie 3 osob.dziecko kosztuje (chyba sama zdajesz sobie sprawe
        ile kosztuja chocby pieluchy-i to nie pampersy tylko takie made by tesco).wiec w
        wiekszosci przypadkow wcale o rezygnacji z urlopu wychowawczego nie decyduje
        "model konsumpcyjny".piszesz ze nie stac cie na pewne rzeczy-pytam jakie?dla nas
        bylby to problem ze nie stac nas na podstawowe utrzymanie a nie
        kino,teatr,samochod,basen,wakacje itd. i jest to na pewno jeden z powodow dla
        ktorych wracam do pracy po macierzynskim. nie czuje sie z tego powodu potworem.
        tym bardziej ze swoja prace bardzo lubie,moge sie w niej rozwijac i daje mi
        satysfakcje. dlaczego mam z tego rezygnowac? wiem,ze spedzenie ilus lat z
        dzieckiem,caly dzien w domu nie da mi satysfakcji.wiem tez,ze panie w zlobku
        (poleconym i sprawdzonym!) potrafia sie super bawic z dziecmi,byc moze lepiej
        niz ja.nie bede pracowac po12 godzin,bo to nie o to chodzi ale chce miec kawalek
        swojego swiata.chce,zeby corka widziala mnie spelniona i zadowolona.wiec wracam
        do pracy,potem przez m-c z córka posiedzi jej tata, potem nastepny m-c babcia,a
        potem zlobek.i damy rade:)
    • Gość: rudy102 Re: Kocha, lubi, pracuje IP: 158.75.35.* 18 lat temu
      Posłama swoje dzieci do złobka jak skończyły roczek. Do pracy
      wróciłam nie z powdu nudy i zmęczenia opieka nad maluszkiem, nie dla
      kariery. Poszłam pracowac dla pieniędzy. Po prtostu jedna pensja
      męża nie wystarczała. Myślę, że z tego powodu dp pracy wraca
      większość mam.
      j
    • Gość: gość zawodowe Mamy IP: *.acn.waw.pl 18 lat temu
      mam dla Was szczerą radę:

      pomyślcie przez chwilę o sobie i zastanówcie się, co będzie, kiedy po latach
      bycia zawodową mamą usłyszycie od męża, że odchodzi...

      Wokół mnie tyle ostatnio takich przykrych sytuacji, kiedy kobiety zajmujące się
      dziećmi i domem zostały na lodzie, w naprawdę trudnych okolicznościach, że nie
      potrafię nie patrzeć na problem także od tej strony. Niby będą alimenty, ale to
      dopiero po rozwodzie, który może trochę potrwać (mężowi niekoniecznie musi się
      do niego spieszyć), pytanie, czy będzie te alimenty wypłacał, a jeżeli akurat
      coś mu się stanie, to kobieta zostanie na lodzie, bez fizycznej możliwości
      zapracowania na emeryturę.

      Tylko nie mówicie, że Wasz mąż to na pewno Was nie zostawi. Bo tego nigdy nie da
      się przewidzieć.

      Sama jestem młodą szczęśliwą mamą, ale będę się starać, żeby zawsze (w razie
      jakiegokolwiek, odpukać, problemu) być w stanie utrzymać siebie i dziecko.
      • Gość: inna Re: zawodowe Mamy IP: 199.133.212.* 18 lat temu
        Calkowicie sie zgadzam.
        Te kobiety w wieku przedemerytalnym beda slaly rozpaczliwe posty ze
        ich emerytura bedzie glodowa i nie wystarczy nawet na lekarstwa i
        beda sie domagaly pensji od panstwa za prowadzenia domu.
        To ze teraz zyja niezle lub "wiazac koniec z koncem" nie powinno im
        przyslaniac ze pracujac, nawet za niewielkie pieniadze, wplacaja na
        swoja przyszla emeryture. Na zupkach gotowanych z miloscia dziecku i
        sprzataniu domu nie powinno sie poprzestawac, no chyba ze ma sie
        szanse na odziedziczenie majatku....
      • Gość: Gabrysia Re: zawodowe Mamy IP: *.chello.pl 18 lat temu
        Ja mam taki przypadek w rodzinie. Moja macocha, nota bene zdolna i
        atrakcyjna kobieta, pod wpływem presji otoczenia - mojego ojca, babć
        i rozmaitych ciotek służących "dobrą radą" oraz nękana
        antyprzykładem w postaci mojej matki - kobiety niezależnej, a przy
        tym niestety dotkniętej nałogiem alkoholowym, co akurat nie ma nic
        wspólnego z niezależnością, bo można równie dobrze pić w domu przy
        dziecku - nałóg to nałóg, poświęciła 25 lat życia na wychowywanie
        dwójki dzieci, które dziś są już dorosłe. Nie pałam ciepłymi
        uczuciami do żony mojego ojca, ale uderzyła mnie wypowiedź mojej
        siostry przyrodniej, która wygłosiła jakiś czas temu swojej matce
        mowę w stylu: nie masz wykształcenia, nie masz pracy, do niczego nie
        doszłaś w życiu, nie będziesz miała emerytury, nie poradzisz sobie.
        I na co to całe poświęcenie (ze szczerego serca?), kiedy własne
        dziecko może ci powiedzieć, że jesteś do niczego, nie wprost, ale
        zawsze będzie cię uważać za garkotłuka. Hodujesz żmiję na własnym
        łonie, a to nie jednostkowy przypadek.
    • Gość: Kokoszka Wszystko fajnie, tylko rzadko jest wybór! IP: *.chello.pl 18 lat temu
      Polska to nie kraje skandynawskie. Tu powrót do pracy po
      macierzyńskim często wiąże się z krótką szopką w stylu: firma kocha
      młode matki, a potem dostaje się kopa w tyłek i problem rozwiązuje
      się sam czyli siedzenie na tyłku w domu. Czego ja nie robiłam, żeby
      firma nie odczuła mojej 4 miesięcznej nieobecności. Byłam gotowa na
      wielkie poświęcenia włącznie z udawaniem, że na tym macierzyńskim
      siedzę, a w rzeczywistości miałam wrócić do pracy już po 2
      tygodniach, a niemowlę do babci. Niestety będąc jeszcze w ciąży
      zaobserwowałam, że jestem odstawiana na boczny tor począwszy od
      chwili poinformowania pracodawcy o moim stanie błogosławionym. W
      momencie "ogłoszenia" mojej ciąży, wszystkie dotychczasowe
      osiągnięcia i cały mój wizerunek dobrej i rzetelnej pracownicy
      zostały zatarte. Stałam się tylko problemem dla rozhisteryzowanego
      szefa, który ciągle pytał: co to będzie, co to będzie? Sposób
      rozstania się firmy ze mną był szybki i nieelegancki. Do dziś
      pozostał mi po tym olbrzymi niesmak. Z jednej strony chciałoby się
      powiedzieć, że nie ma co żałować takiej głupiej firmy i
      krótkowzrocznego pracodawcy, z drugiej zaś strony w Polsce nadal
      bezrobocie jest tak wysokie, że szanse na rynku pracy dla matek z
      dziećmi są marne.
      • Gość: ja Re: Wszystko fajnie, tylko rzadko jest wybór! IP: *.acn.waw.pl 18 lat temu
        a ja jakos nie mam dylematow. Jestem matka 3-miesieczniaka i
        postanowilam zostac z nim do roczku. uwazam, ze to wystarczy. Przed
        ciaza moja kariera kwitla, ale wiem, ze sa rzeczy wazne i wazniejsze-
        i wszystkiego nie mozna zrobic dobrze. nie stac mnie na dlugi
        wychowawczy, z jednej pensji sie nie utrzymamy, ale te pare miesiecy
        traktuje jako inwestycje w dziecko- i odkladam pieniazki, by miec z
        czego dokladac do zycia. mysle jednak, ze nawet gdyby bylo mnie stac
        na siedzenie w domu, po skonczeniu przez dziecko roku- max. 1,5- i
        tak wrocilabym do pracy. dobra matka to szczesliwa matka. i tyle na
        ten temat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka