kecawa
02.09.10, 09:53
przeczytane w internecie
Na oczach policji można napaść na ulicy
na dziennikarza w trakcie dokumentowania przez niego zdarzeń, wyrwać mu sprzęt
fotograficzny i usiłować zbiec. A nuż się uda. Kary i tak nie będzie.
Potwierdza to umorzenie przed wszczęciem postępowania w sprawie napaści przed
krzyżem na Krakowskim Przedmieściu na Anitę Gargas, dziennikarkę
współpracującą z TVP, autorkę programów
„Misja Specjalna”.
Do incydentu doszło w nocy z 12 na 13 sierpnia przed krzyżem na Krakowskim
Przedmieściu, gdzie oprócz osób czuwających przy krzyżu znalazła się grupa
wulgarnie i agresywnie zachowujących się młodych ludzi. Rzucali obraźliwe
słowa w stronę modlących się, wykrzykiwali niecenzuralne hasła, jeden z nich
obnażył się. Wśród nich był 35-letni mężczyzna, któremu nie podobało się, że
Anita Gargas dokumentowała zachowanie napastliwej grupki osób wobec innych
przebywających w tym miejscu. Mężczyzna obrzucił dziennikarkę inwektywami, po
czym zwrócił się do policjantów, że nie życzy sobie, aby robiono mu zdjęcia
. Ci wyjaśnili mu, że dziennikarka ma do tego prawo.
Mężczyzna zapytał wówczas mundurowych, co będzie, jeśli zabierze jej aparat.
Usłyszał w odpowiedzi, że będzie to czyn karalny. Mimo iż funkcjonariusze
policji znajdowali się od niego zaledwie o krok, mężczyzna rzucił się na
dziennikarkę, uderzył ją w rękę, a następnie wykręcił, by móc wyszarpnąć
zawieszony na pasku aparat
. Z ukradzionym łupem starał się zbiec. Udałoby mu się to, gdyby nie reakcja
osób postronnych, które schwytały go i odebrały skradzioną rzecz.
Funkcjonariusze policji proponowali początkowo dziennikarce, by złożyła skargę
w trybie prywatnoskargowym następnego dnia na komisariacie, mimo iż sami
widzieli całe zdarzenie. Jednak ostatecznie sprawca został zabrany przez
policję, a poszkodowana i świadkowie złożyli zeznania.
Wydawać by się mogło, że sprawca napaści na dziennikarkę na oczach dużej
liczby świadków przebywających przed Pałacem Namiestnikowskim, w tym stróży
prawa, zostanie przykładnie ukarany.
Tymczasem dwa tygodnie później okazało się, że prokuratura nie podejmie w
związku z nocną napaścią żadnych kroków - ze względu na brak znamion czynu
karalnego. Konkluzję taką sformułował po zakończeniu policyjnego dochodzenia
prowadzący je aspirant Marcin Kowalczyk. Jego opinię podzieliła asesor
prokuratury Warszawa Środmieście-Północ Aneta Urbanik-Urjasz, zamykając sprawę
decyzją o umorzeniu postępowania przed wszczęciem.
Prokuratura w uzasadnieniu swojej decyzji stwierdziła, że napaść na Anitę
Gargas była jedynie formą żartu. Asesor Urbaniak-Urjasz uznała
za rozstrzygające w tej kwestii zeznania sprawcy zajścia, który stwierdził, że
zrobił to dla hecy.
O wyjaśnienie lakonicznego uzasadnienia prokuratury portal Niezależna.pl
zwrócił się do prok. Agnieszki Muł z Prokuratury Rejonowej
Warszawa-Śródmieście Północ. – Prokurator oceniał całokształt okoliczności, w
tym to, co zeznał mężczyzna, którego zachowania to dotyczyło – stwierdziła
prok. Muł. Dodała, że poszkodowana ma prawo do zaskarżenia decyzji o umorzeniu.
– Wówczas prokurator albo uwzględni je, albo przekaże do sądu, jako organu
właściwego do rozpatrzenia zażalenia. Sąd orzeka w takiej sytuacji, czy
decyzja prokuratury jest słuszna i utrzymuje ją w mocy
, bądź uchyli tę decyzję zlecając jej uzupełnienie i wskazując, jakie
czynności należy jeszcze przeprowadzić – wyjaśniła prok. Muł.
Prokurator stwierdziła w rozmowie z nami, że nie będzie wyjaśniać, dlaczego
sprawę zakwalifikowano jedynie jako zmuszanie do określonych czynności, a nie
jako usiłowanie rozboju bądź zuchwałą kradzież. Nie dowiedzieliśmy się też,
czego jeszcze musiałby dokonać napastnik, by prokurator uznał to za napaść z
kradzieżą.
Maciej Marosz