mariusz2010
04.05.12, 08:33
Przeżyłem w Olsztynie ponad 50 lat. W końcu przyszedł czas, by zrobić miejsce dla mieszkańców okolicznych wiosek, w głównej mierze zasiedlających miasto. Nie szukałem wielkiego miasta, ani metropolii. W swych wędrówkach trafiłem do Słupska. Niespełna sto tysięcy mieszkańców. Już po wyjściu z dworca urzekła mnie szeroka promenada, pięknie obsadzona drzewami, pełna ławeczek, obrzeżona pierzejami zabytkowych domów z mnóstwem sklepów, barów, lokali usługowych itp., prowadząca do samego centrum, przy którym centrum Olsztyna to prowincjonalny, zapchany samochodami bałaganik.
Oczywiście, jako stary Olsztynianin, wyobraziłem sobie to miejsce w wersji olsztyńskiej. Zamiast pasażu dwukrotnie szerszego niż dwupasmowa jezdnia z boku, powstałaby czteropasmowa przelotówka. Drzewa oczywiście trzeba by było wyciąć. Na pozostałym,dość jeszcze szerokim chodniku umiejscowiono by parkomaty i betonowe skrzynie z usychającymi krzaczkami. Zamiast tłumów zadowolonych ludzi spacerujących w ciepłe popołudnie, grupy przechodniów stojących "na światłach", lub śpieszących jak najszybciej do domów. Większości knajpek i lokali by nie było, bo trudno złapać klienta przejeżdżającego samochodem. Do tego zamiana neogotyckiego ratusza, na "Wieżę Miłości" obrzeżoną brudnymi pałami z wyciekającą spod nich wodą i Olsztyn jak żywy. Brrr.