edico
24.08.14, 17:02
fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xap1/t1.0-9/s720x720/1958041_949404981752622_2506134169324438313_n.png
Wydawało mi się, że zadaniem ministra edukacji jest dbałość o naukę i staranie się o jej coraz wyższy poziom. Tymczasem minister - jak się wydaje - bezsprzecznie myli wiedzę z nauką. Można a czasami nawet trzeba przyswajać sobie wiedzę o mitach greckich, bajkach z tysiąca i jednej nocy, dobrych wróżkach, różnych leśnych duszkach itd. Z reguły były bardzo przydatne do usypiania dzieci. Natomiast religia jest wiarą a nie nauką. Wyższy poziom nauczania matematyki, fizyki itd. jest nauką rzeczywistą mieszczącą się w prawach przyrody, którym podlega cały wszechświat i wszystko w nim występujące. Wystarczyłoby zwiększenie ilości godzin nauczania fizyki oraz wprowadzenie w liceach podstaw teorii względności, która jest "koroną" dla fizyki. Nie wyklucza to istnienia Absolutu ale podnosi ewentualną wiedzę na taki poziom, że kler staje się zbędny ze swoimi ceremoniałami (które służą tylko dla chwały kleru i wyłudzania pieniędzy). Czy w tej sytuacji należy rozumieć, że "ministra" dba jedynie o siebie, kolegów partyjnych i głosy katolików w wyborach, które z nauką niewiele mają wspólnego?