rita100
14.04.05, 21:25
" Na poczatek wiosny chęć życia wzbierała w nim gwałtownie, zrywając
wszystkie tamy. Wymykał się ze swego więzienia i błąkał sie po oklicznych
polach odurzony przestrzenią. Krył się , by nie być zobaczonym przez tych
samych ludzi, które jego serce tak gorąco pragneło spotkać. Jak dzikie
zwierze ogarniał wzrokiem miasto. Sledził z daleka mieszkańców, wyciągał ku
nim z lękiem ręce i domagał się swojej cząstki szczęścia. W przyplywach
uniesienia obejmował miekiedy ramionami drzewa w lesie, zaklinając Boga, by
je ozywił i dał mu choć jednego przyjaciela. Ale drzewa odpychały go swoją
chlodną korą, szumiały nad nim milczeniem. Pokonany przez zmęczenie, prawie u
kresu sił, wracał w końcu do swego więzienia i szukał ulgi ... "