zeeen
23.05.06, 19:35
W demokracji można wiele. Można poużywać sobie do woli na prezydencie, szydzić z marszałków parlamentu, zjechać prymasa i wstecznych biskupów. Ale biały człowiek nie ma prawa podawać w wątpliwość geniuszu prof. Geremka i jego dokonań. Nie ma prawa wątpić w decyzje sędziów i motywy im przyświecające. Nie może krytykować autorytetów, których listę co kwartał publikuje "Gazeta Wyborcza". A jeśli to biały człowiek robi, to nie jest biały. Jest ciemny.
W postmodernistycznej demokracji wszystkie poglądy są równe, wystawione na wolny rynek idei, nie ma więc powodu, by jakieś opinie poważać bardziej niż inne. Ot, każdy dobiera sobie poglądy wedle tego, co mu w duszy gra. Ale są oczywiście wyjątki. Leszek Balcerowicz nie ma poglądów - on po prostu prezentuje stan nauki i z tym biały człowiek nie dyskutuje. Ustawa o Narodowym Banku Polskim jest doskonała i biały człowiek nie widzi potrzeby rozprawiania nad jakąkolwiek jej zmianą. Biały człowiek wie wreszcie, że największymi dobroczyńcami jego prawdziwej ojczyzny, Europy, są wyzbyci szowinizmów i narodowych egoiz-mów Niemcy oraz Francuzi. Biały człowiek ze wszystkich sił chciałby być taki jak oni, więc golonkę w kapuście ekumenicznie popija bordoskim winem.
To wszystko biały człowiek wie i robi, bo przez ostatnie 16 lat czytał gazety i polecane mu książki, oglądał programy publicystyczne, słuchał ludzi mądrych i światłych. A ci ludzie zbudowali taki właśnie obraz polskiej demokracji, w której roi się od świętych krów nie podlegających krytyce. Święte krowy swoją świętość zawdzięczają albo autorytetowi instytucji, albo temu, że same stały się instytucjami. Na ich krytykę poważają się niekiedy politycy, czasem odezwie się jakiś "reżimowy dziennikarz", ale to pariasi. Nikt z elity głowy sobie nimi nie zaprząta.