Dodaj do ulubionych

mały artykulik W.Łysiaka od zeeena

28.05.06, 00:01
Łysiak? Tylko dla idiotów - str.28
Waldemar Łysiak

Kiedy wojujesz piórem w piśmie frontowym (a takim jest „Gazeta Polska”) — nie możesz się dziwić, że co i rusz ktoś do ciebie strzela pociskami grubego kalibru. To się nazywa: wet za wet. Odkąd w 1990 zacząłem piętnować filokiszczakizm Adama Michnika — stałem się dla Salonu znienawidzonym „bête noire”, więc do dzisiaj michnikowszczyzna zdążyła wylać na mnie hektolitry pomyj. Nie ma takiego epitetu (wśród tych, jakie może strawić druk), którym by mnie salonowe pieski nie obszczekiwały wiele razy — „oszołom”, „grafoman”, „ćwierćinteligent” należą tu do kanonu rytualnego. Cała ta leksyka jest prawdomówna, co przyznałem już w 1994 roku,dając dużemu artykułowi o „Gazecie Wyborczej” orwellowski tytuł „Ministerstwo Prawdy”.

Do wspomnianego kanonu należało też psychiatryczne diagnozowanie przez Salon wrogów michnikowszczyzny, czego posmakował Herbert, kiedy nazwał Łysiaka „wcieleniem honoru”, vulgo: za „człowieka honoru” uznał nie gen. Kiszczaka polecanego przez Michnika, tylko faszystę bardzo niepolecanego przez Michnika, i jeszcze wystawił Michnikowi taką opinię generalną: „Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny”. W rewanżu sfora michnikowska publicznie obrzuciła Herberta wyrafinowanymi epitetami: „stevensonowski wampir Hyde”, „potwór Minotaur”, itp.; do tego rozpoznano u niego najpierw alkoholizm, a później chorobę psychiczną. Konkretną diagnozę wystawił psychiatra Jastrun (felietonista Smecz): cyklofrenia. Nie dodał, rzecz jasna, iż mówi o cyklofrenii bezobjawowej, bo to nasuwałoby skojarzenia ze „schizofrenią bezobjawową” rozpoznawaną przez lekarzy KGB u dysydentów, których puszkowano w sowieckich psychuszkach. Wkrótce potem mnie również „Gazeta Wyborcza” (piórem A. Pawlaka) całokolumnowo zdiagnozowała (artykuł „Łysiak Zbawiciel”) jako klinicznego idiotę, i odesłała do psychuszki, lecz tylko retorycznie, bo praktycznie ów model terapii zaniknął (ku żalowi Salonu) wraz z upadkiem ZSRR.

Niniejszy felieton piszę dlatego, iż psychiatryczne diagnozowanie, które miało odstręczać ludzi od czytania płodów idioty Łysiaka, weszło właśnie w nową, zmodernizowaną fazę. Faza uprzednia zakończyła się bowiem rankingową klęską Salonu. Im usilniej michnikowcy przekonywali ludzi, że Łysiak to wredny kretyn — tym bardziej masowo ludzie biegali do księgarń po książki Łysiaka, zwłaszcza po te antysalonowe („Stulecie kłamców” — 220 tys., „Rzeczpospolita kłamców – Salon” — prawie 200 tys. i sprzedaż wciąż trwa). Inaczej mówiąc: dotychczasowy modus unicestwiania wroga miotaniem epitetów personalnych zawiódł. Trzeba było obmyślić wyższą strategiczną jakość, i taka została wykoncypowana: tym razem zdiagnozowano psychiatrycznie (pół miesiąca temu) nie Łysiaka, lecz jego czytelników. Salonowa „Rzeczpospolita”, bliźniaczka „GW”, piórem Andrzeja Rostockiego ogłosiła, iż ludzie czytający Waldemara Łysiaka to są „czytający idioci”. Expressis verbis. Tak aktualnie brzmi „ultima ratio” (rozstrzygający argument) przeciw łysiakowemu bazgroleniu.

Kim jest Andrzej Rostocki, który sformułował tę diagnozę zbiorową? Jest on łódzkim socjologiem i dubeltowym „po”, bo nie tylko „pełni obowiązki” psychiatry dla dogodzenia Salonowi, lecz również „pełni obowiązki” literaturoznawcy w „Rzeczypospolitej”, już kilkanaście lat. Ja wiem, iż użyta przeze mnie metafora pachnie demagogicznym dowcipkowaniem, prawda wszakże jest taka, iż III RP roi się od wszelakich „po”, nawet w gremiach partyjnych — żadna strona barykady nie uniknęła tego maskowego balu. TW „pełniący obowiązki” antyreżimowych kombatantów, salonowi pseudoartyści „pełniący obowiązki” mistrzów, itp. Czyż Paweł Piskorski z UW i PO całe lata nie „pełnił obowiązków” bezinteresownego działacza? Czyż Kazimierz Ujazdowski z PiS nie „pełni obowiązków” prawicowca? (gdy prof. Jadwiga Staniszkis wskazuje jego duchowe związki z PO, ma słuszność). Komentarze recenzyjne do rankingów książkowych (list bestsellerów) „Rzeczpospolita” powierzyła socjologowi dlatego, że michnikofilia pana R. wprost „wylatuje nad poziomy” salonowe. Gdyby Rostocki nie był rekordowym michnikolizem — nie mógłby w „Rzepie” „pełnić obowiązków” literaturoznawcy.

Wojna Rostockiego z Łysiakiem trwa już długie lata, jesteśmy weteranami boju o twarz III RP. Literaccy faworyci michnikowszczyzny (Anderman, Huelle e tutti quanti) byli zawsze prezentowani przezeń jako geniusze, ich książki jako dzieła wiekopomne, a prace Michnika jako arcydzieła (także najświeższą książkę Michnika Rostocki opisał jako cymes). Zaś notoryczne okupowanie wierzchołków rankingów przez książki Łysiaka uznawał każdorazowo za skandal, szafując epitetami i złośliwościami. Od bandyckiego antymichnikizmu do ksenofobicznego antyfeminizmu — wszystko zostało mi wytknięte wielokroć. Zupełny już amok wziął pana R., gdy dzięki zeznaniom hurtowników książkowych zarzuciłem mu w „Tygodniku Solidarność”, iż fałszuje publikowane przez „Rzepę” rankingi, spychając książki Łysiaka z pierwszej pozycji na drugą. Sukces rynkowy kolejnej mojej książki („Najgorszy”), w której są treści antysalonowe i antymichnikowskie (według Rostockiego: „obsesje spiskowe”), wprawił go w taki szał, że pan R., dla uciechy Salonu, przezwał czytelników Łysiaka „czytającymi idiotami”. Kiedy „Rzeczpospolita” sparafrazuje reklamę „Media–Markt” i zacznie drukować hasło: „Łysiak? Tylko dla idiotów” — tego nie wiem.

Konkluzja: michnikolizom patologicznym jak Rostocki weszło widać w krew małpowanie swego idola, którego polemiczny zasób leksykalny jest imponujący („świnie!”, „faszyści!”, „neofaszyści!”, „tępy, zoologiczny antykomunizm!”, „ku..osum!”, „bestiarium!”, „młodociani, głupawi olszewicy!”, „od.......cie się od generała!” etc.). „Myśleniu Michnikiem” (chroniczna przypadłość rodzimej inteligencji salonowej wytresowanej przez „GW”) towarzyszy tu „mówienie Michnikiem”, wedle starej gramofonowej reguły „His Master’s Voice”. Tym ludziom trzeba współczuć, to pęknięte płyty.
Obserwuj wątek
    • Gość: andrzej D Re: mały artykulik W.Łysiaka od zeeena IP: *.olsztyn.net.pl 29.05.06, 10:51
      Dowiedziałem się, iż jestem ,,zidiociałym czytelnikiem".
      Trudno, jakoś trzeba z tym żyć... i dalej czytać ...Łysiaka.
      • Gość: antymenel Re: mały artykulik W.Łysiaka od zeeena IP: 213.25.179.* 29.05.06, 14:51
        Nie szkoda ci czasu na czytanie tego bełkotu?
        Chyba,że wracasz do starych książek Łysiaka-te warto czytać zawsze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka