Dodaj do ulubionych

Jak weszłam do netu

10.12.09, 10:00

Czyli zwierzenia emerytek:
1/.Ja najpierw poszłam na kurs taki organizowany na pobliskim osiedlu przez SM. Tak szybko nawijali ,ze nic nie łapała. Więc zrezygnowałam. Po tym próbowałam nauczyć się od syna i córki ale Oni tak tłumaczyli jakbym ja to już wszystko wiedziała.
Pyk ,myk, fiut,ciut i już.Dopiero gdy kupiłam sobie własnego
kompa,drukarkę,podłączono go do kablówki poprosiłam koleżankę i Ona krok po kroku nauczyła mnie. Od Googli zaczynałyśmy i wszystko sobie notowałam. Po tym założenie i pisanie na poczcie. Powoli ,powoli pociąg ruszył ospale i jedzie.Mam taką metodę na informatyka jak mi pieprzy bez opamiętania myśląc że ja to wszystko łapie od razu. Pytam się go np. a co to jest ksylem.A on /hahaha/nie wie i tu go mam.Mówię ,ze to pojęcie z mojej dziedziny i nie musi tego znać,tak jak ja nie muszę koniecznie znać terminów /wszystkich/ którymi
się tak szybko posługuje i jeszcze szybciej je wdraża. Działa bezbłędnie i nie tylko na informatyka. Przyznam ,ze byłam zdziwiona ,że mąż coś tam nie łapał jak mu kazałam spuścić się z ta stroną.Powiedział ,że zgłupiałam na stare lata.Kij ma jednak dwa końce. Człowiek myśli ,ze ten drugi też już to wie.
Hahaha

2/Trochę sie oswoiłam z komputerem jeszcze w pracy ale wtedy jeszcze nie buszowało sie tak po necie i tam to polegało na wprowadzaniu danych w razie potrzeby.Na kurs nas nie wysłali bo po 2 godzinnym szkoleniu doszli do wniosku ze jak ktos ma samodzielne stanowisko to musi mysleć..Dopiero na emeryturze zaczęłam sie bawić,najpierw kupiłam sobie taka mądrą ksiązkę,potem poprosiłam takiego młodego coby mi poinstalował co trzeba i wytłumaczył pewne rzeczy.Najpierw ze strachem -bo cały czas wydawało mi sie że moge cos zepsuc-a
potem metoda prób i błędów jakos to poszło.Jak czegos nie wiedziałam -dzwoniłam do syna lub synowej.Oni mi wytłumaczyli że komputer nie tak łatwo zepsuć i zanim cos kliknę to on mi sie zapyta czy aby na pewno chcę to zrobić.No i jakos sobie radzę,wydaje mi sie ze nieźle tylko mam złosć że nie mogę mieć stałego łącza a ten internet co mam jest za wolny.Jeszcze robie za instruktora bo siostra częsciej ma jakies problemy a ja jestem okrutnie ciekawska i jak czegos nie wiem to tak długo kombinuję i szukam az sie nauczę.Tak sobie myslę
że to cholernie fajny wynalazek.Pomyłec ze moja wnuczka chodzi do II kl. i juz ma informatykę.

3/Nauczyłam się" pracy na komputerze jeszcze w latach 80-tych i to było jednym z lepszych wydarzeń w pracy. Wyobraźcie sobie 7-8 stronicową umowę , przepisywaną skrupulatnie na maszynie, gdzie na każdej ze stron zrobisz literówkę lub inny błąd. Całość do przepisywania. A potem szef uznaje, że kropka nie w tym miejscu,
więc znów przepisujesz stronę lub dwie. I tak do u...... śmierci. A potem, gdy już były komputery..... Poprawiłaś co trzeba i wydrukowałaś. Pisałaś tylko raz i to nie zawsze całość umowę mogłaś po prostu skopiować. To było jak cud. Albo ustalanie ceny wyrobu przy korzystaniu z arkuszy elektronicznych, toż to była łatwizna.
Początków swojego internetu nie pamiętam. Myślę, że już na emeryturze.

4/Internet dzieci miały od dawna. Początkowo jakiś modem dołączony do telefonu. Wyjechały za granice i nauczyły mnie obsługi poczty,
od tego zaczynałam.Nieraz mi się zawieszał, wówczas szłam do kawiarenki internetowej by maila odebrać. Potem zapisałam się na kurs komputerowy, bo i tak trzeba było się zawsze w pracy dokształcać i robić jakieś kursy. Zapłaciłam 150 zł i niewiele się nauczyłam. Następnie poszłam na kurs za złotówkę,
jakaś promocja była, 8 godzin dziennie! Jak wracałam, miałam kwadraty czarne w oczach. Coś tam w pracy z komputera korzystałam,
ale i tak zawsze pytałam swoich dzieci po kolei co i jak.
Od kilku lat piszę w necie, przeważnie wierszyki, trochę dorobku się uzbierało.

A Wy, jak zaczynaliście? Mieliście początki w szkole, czy jeszcze nie.
Obserwuj wątek
    • conena tl, dr 10.12.09, 10:02
      i jeszcze:

      nt


      ;-)
    • puszysta_gimnazjalistka Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 10:43
      Po pierwsze chciałbym Ci pogratulować długiego postu, takie opisy to dziś
      rzadkość, ponieważ obecnie króluje moda na zdawkowość i miałkość :)

      Moje pierwsze kontakty z komputerami to druga połowa lat 80-tych, do domu
      kultury trafiły Atari 65XE i organizowano tam kursy programowania w Basic-u,
      potem było już z górki, dostałem Amigę, kilka lat później pierwszego PC-ta.
      Kiedyś komputery były znacznie mniej złożonymi urządzeniami, wyposażonymi w
      bardzo prymitywne systemy operacyjne a zatem ich obsługa też była prostsza,
      uczyłem się ich wraz z rozwojem technologii i poszczególnych produktów więc był
      to proces powolny i stopniowy. Dopiero z nadejściem Windows 3.1 pojawiły się te
      nieszczęsne okna, myszka, klikanie i cały śmietnik, który tak ciężko opanować.

      Czasem wiedziony sentymentem siadam sobie do systemu bez interfejsu graficznego
      i napawam się ciszą, spokojem i brakiem wszechogarniającej oczojebności :)
      • conena Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 11:08
        sam jesteś miałkość, albo nawet i hałkość!
        • puszysta_gimnazjalistka Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 11:23
          I tu nie mogę się z Tobą zgodzić, uważam, że mój post był wyczerpujący i
          interesujący.
          • stedo Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 12:27
            Nie ruszaj dziś Coneny.Widocznie wstała dziś lewą nogą, albo do góry d...ą.O PMSie nie wspomnę bo to klasyka;)
            • conena Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 12:38
              co Ty wiesz o peemesie...
              :p
              • stedo Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 12:44
                A wiesz że masz rację.Jakoś nie miałam "przyjemności" poznać. Jakoś mnie ominęło;)Bo w ogóle to uważam, że to taka nowomodna histeria.Za daawnych, daawnych czasów, naszych praprababek kobiety też miewały takie odloty, zwłaszcza jak brakowało im zainteresowania męskiego.Tylko wtedy to jakoś inaczej to się nazywało;)
                • puszysta_gimnazjalistka Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 12:52
                  Cytat za Wikipedią:

                  To Hipokrates stworzył pojęcie histerii (gr. hysterikos), inaczej zwanej
                  dusznością maciczną. Uważał, że wskutek braku aktywności seksualnej kobieca
                  macica wysusza się i przemieszcza w górę, uciskając serce, płuca i przeponę.
                  • stedo Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 13:18
                    To teraz jakoś bardziej mobilna ta macica, bo dociera aż do mózgu i tu raczej czyni spustoszenia. A może to syndrom czasu, że wszystko jest bardziej ruchliwe. Albo ongiś kobiecy mózg był tak mało ważką częścią składową, że nawet jak szwankował to było mało istotne;)
                • conena Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 12:52
                  nie wiem jak to było za czasów moich prababek, za krótko żyję, ale to miło, że
                  dzielisz się wspomnieniami;-)

      • athroposs Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 14:47
        puszysta_gimnazjalistka napisał:
        >
        > Czasem wiedziony sentymentem siadam sobie do systemu bez interfejsu graficznego
        > i napawam się ciszą, spokojem i brakiem wszechogarniającej oczojebności :)
        >
        Pamiętam pierwszego peceta mojego Taty, to był IBM i rok chyba 1992 :)
        System operacyjny DOS :)
        Wszystko czarne i białe literki :)
        A i jeszcze Norton Comander :)
        I pierwsze gry.. Koło Fortuny ! :)
        Za każdym razem jak się 'system powiesił' byłam przekonana, że zepsułam cały
        komputer ;)
        Fajnie było.
    • sru_karka Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 12:50
      Daaawno, dawno temu... na lekcji informatyki, zamiast uczyć się przydatnych w
      późniejszym życiu rzeczy jak: excel czy power point, wraz z koleżanką
      poznawałyśmy tajniki internetu właśnie.
      Pamiętam, że bardzo spodobał się nam mIRC. I tak konwersowałyśmy sobie na tym
      mIRCU z chłopcami, zupełnie nieświadome, iż pan od informatyki stoi za naszymi
      plecami i czyta nasze wywody. Na głos!
      Takiego buraka na twarzy miałam jeszcze może ze 2 razy w życiu ;>
    • maple_syrup Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 18:02
      Miałam może 6 lat, kiedy mój brat za pierwsze zarobione w czasie
      wakacji pieniądze kupił sobie PCta. Pamiętam nawet, że dokładałam
      swoje kieszonkowe wtedy do takiej szklanki z pieniędzmi, która stała
      w jego szafce. Komputer zrobił na mnie wielkie wrażenie, bo był
      "prawdziwy", nie to co Atari brata ciotecznego, które podłączało się
      do telewizora ;) Brat śmigał w Nortonie Commanderze (ciekawostka -
      nazwałam tak potem swojego kota), a ja uczyłam się obsługi Windows
      3.11. Pierwsza gra, którą mieliśmy zainstalowaną od razu to
      Wolfenstein 3D, potem jeszcze Koło Fortuny. Były też Cywilizacje i
      Mortal Kombat (najbardziej lubiłam Kano, który rzucał jakimiś
      ostrzami i wszystkie fatality), a potem Colin McRae Rally. Na tych
      grach chyba ze 2 klawiatury rozwaliliśmy.
      Jeśli chodzi o sam internet, jak miałam chyba 8 lat, brat ubłagał
      rodziców i kupili modem, ale ja byłam za młoda trochę i wtedy
      połączenia z tepsy były koszmarnie drogie. Pamiętam jednak, że żeby
      połączyć się pojawiało się takie okienko z komputerem, gdzie trzeba
      było wpisać hasło "ppp" i tak śmiesznie ten modem brzęczał (bardzo
      lubię ten dźwięk i powiem szczerze, że mi go brakuje teraz). Na 10
      urodziny dostałam od brata konto pocztowe na onecie, takie płatne,
      piękny adres i w ogóle. I wtedy zaczełam sama czasem sprawdzać
      pocztę, bo brat wyjechał na studia i do mnie pisał. A potem to już z
      górki. Szukanie informacji, gadu-gadu (mam jeszcze 6-cyfrowy numer i
      ludzie czasem mówią, że ich oszukuję, bo teraz to chyba jakieś 9-
      10cyfr już), ICQ (i rozmowy z Turkami po ingliszu ;)), nawet
      zdarzało mi się na czaty wchodzić, ale to już w liceum.
      Na lekcjach informatyki w szkole zawsze się nudziłam, miałam
      kiepskich nauczycieli. Podstaw nauczył mnie brat, a potem już sama
      dłubałam. Teraz próbuję poznać Mac'a, moje marzenie. I choć przez
      większość czasu klnę w duchu, w gruncie rzeczy ogromną satysfakcję
      sprawia mi nauka czegoś nowego, bo Windowsy różnego rodzaju były już
      nudne i denerwujące.
      Pamiętam jeszcze, że jak uczyłam mojego tatę korzystać z
      przeglądarki (tak w czasach mojego liceum), pierwszym słowem jakie
      wpisał był "sex", a ja byłam poważnie zgorszona. Teraz się z tego
      śmieję, a tacie do tej pory wstyd :)
      Eh...
    • cookie_monsterzyca Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 18:15
      W czasach wczesnopodstawówkowych grywaliśmy w szkole czasem w taką grę na Commodore, że Kaczor Donald rzucał warzywami do wagoników, czy coś :)
      Potem pierwszy komp w domu, z DOSem i Cywilizacjami.
      A potem informatyka w szkole, gdzie były już te nowsze łindołsowe kompy, i zamiast się uczyć ich obsługi to wszyscy siedzieli na czatach, łącznie z informatykiem, tylko on na erotycznych bardziej :)
      Albo pornosy sobie oglądał.
      Potem nowszy komp w domu, i uzależnienie od Settlersów ;D
    • forumowicz_pospolity Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 23:17
      do netu na stałe weszłem gdzies tak w 2003
      pierwszy komputer, pod koniec lat 80-tych , c-64
      pierwszy pecet w 1991
      • stedo Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 23:31
        Whaaat?!!To żart??Co zrobiłeś??!! Tyyy!!??
        • forumowicz_pospolity Re: Jak weszłam do netu 10.12.09, 23:49
          stedo napisała:

          > Whaaat?!!To żart??Co zrobiłeś??!! Tyyy!!??

          to oznaka pochylenia się nad moją przaśną pisownią?:]
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka