lesher
29.10.13, 10:01
Z roku na rok intensywność ruchu lotniczego na Okęciu rośnie i zapewne będzie rosła, bo ilość pasażerów odprawianych na Okęciu (i w Modlinie) jest i tak cały czas niska, szczególnie jak na miasto o takiej liczbie mieszkańców jak Warszawa (i do tego stolicę).
Będzie to wynikało chociażby "gonienia" średniej unijnej:
wyborcza.biz/biznes/1,100896,14458611,Mniej_od_Polakow_lataja_w_UE_tylko_Slowacy.html
Patrząc z perspektywy naszego ursynowskiego podwórka oznacza to, że sąsiedztwo lotniska będzie coraz bardziej uciążliwe. Już obecnie wyraźnie widać jak bardzo zwiększyło się natężenie ruchu w ciągu ostatnich kilku lat. Hałas generowany przez samoloty wyraźnie wzrósł na Ursynowie, nawet pomijając ostatni remont/rozbudowę (notabene wcale nie zakończoną, czyli trwającą już 9 miesięcy), oraz to że większość lotów odbywa się jednak na linii długiego pasa (Piaseczno-Ursus).
Jeżeli dojdzie do dalszego wzrostu obciążenia Okęcia (a jak napisałem wcześniej jest to właściwie pewne), to z czasem będzie coraz gorzej.
Modlin może i na jakiś czas odciąży Okęcie, ale z racji niewielkiej przepustowości i błędnego usytuowania (w widłach Wisły i Narwi, gdzie ryzyko mgieł będzie zawsze wysokie) na dłuższą metę nie rozwiąże problemu.
Problem jest tym bardziej znaczący, że jak pokazał przykład ostatniego remontu długiego pasa władze PPL traktują mieszkańców (w tym Ursynowa) jak bydło. W trakcie ostatniego remontu nie zrobiono nic aby ograniczyć jego negatywne skutki dla nas, samoloty latały w nocy (m.in. o 3:00), poranny szczyt zaczynał się nawet o 4:30 rano, nie skorygowano w najmniejszym stopniu ścieżek zejścia tak aby omijały najgęściej zamieszkane części Ursynowa - co powinno było być "programem minimum". Szczytem sk...yństwa było (i cały czas jest, bo remont wcale się nie zakończył!) prowadzenie przez PPL operacji nocnych oraz brak przesunięcia porannego szczytu (4:30 - 5:30 rano) - to już jest przykład rabunkowej eksploatacji, bez liczenia się ze skutkami dla otoczenia, typowy dla "trzeciego świata".
Oczywiście wszystkiemu towarzyszyły faryzejskie zapewnienia władz/rzecznika PPL o minimalizowaniu negatywnych skutków, przeprosiny za uciążliwość i temu podobny podobny bullshit.
Ale faktyczne priorytety PPLu były i są jasne - interes i zysk lotniska (oraz operujących na nim linii lotniczych, bo np. zmiana ścieżek wiązałaby się zapewne z większymi zużyciami paliwa) jest istotny, reszta się nie liczy. I takie są niestety fakty, których nie zmieni PR-owe bicie piany.
Rozwiązywanie problemu roszczeń wynikających z utworzenia OOU dodatkowo potwierdza takie podejście PPL: uznajemy to od czego już naprawdę w żaden sposób nie damy rady się wykpić (izolacje akustyczne, ale tam gdzie tak po prawdzie należałoby wykupić nieruchomości bo nie nadają się do zamieszkania), a reszta niech się buja po sądach.
I teraz, przechodząc do sedna - w ostatnich tygodniach chyba "odżył" temat budowy Centralnego Portu Lotniczego (CPL).
biznes.interia.pl/wiadomosci/news/w-polsce-jest-jeszcze-miejsce-na-maksymalnie-trzy-nowe,1956699,4199
Budowa CPLu była właściwie postanowiona w 2011 roku, ale wobec braku środków temat się "rozpłynął" w nicość. Nieszczęsny Modlin stał się dodatkowym pretekstem do odłożenia decyzji o budowie CPLu na "święte nigdy".
Myślę, że sprawa powstania CPLu jest z naszej ursynowskiej perspektywy arcyważna i powinniśmy intensywnie młotkować w tym temacie naszych lokalnych polityków.
CPL powinien powstać tak czy inaczej. Z powodu wzrostu ruchu Okęcie za kilka lat (i to raczej za "bliższe niż dalsze" kilka lat) nieuchronnie się zatka, bo nie ma możliwości jego rozbudowy w obecnej lokalizacji (abstrahując nawet od koszmaru jaki zafundowałby ruch z kolejnego pasa - bo do tego taka rozbudowa musiałaby się sprowadzać - mieszkańcom właściwie całej Warszawy, zapewne ścieżki nie byłyby już nad Ursusem/Ursynowem/Piasecznem, tylko również w innych kierunkach).
Ze względu na przepisy bezpieczeństwa nie ma też możliwości jednoczesnego użytkowania dwóch pasów które się krzyżują i np. puszczania ruchu "na zakładkę".Tak więc tak czy inaczej Warszawa będzie wkrótce potrzebowała kolejnego lotniska, Modlin nie rozwiąże tego problemu.
Po drugie, lotnisko o tak intensywnym ruchu jak w ostatnich latach na Okęciu (nie wspominając już nawet o nieuchronnym jego wzroście, o którym pisałem powyżej) po prostu nie ma racji bytu w gęsto zaludnionym mieście, a już szczególnie uwzględniając podejście władz PPL ("wdupiemanie") do uciążliwości dla otoczenia przez nie generowane.
Temat jest o tyle palący, że za moment rusza kolejna perspektywa w zakresie finansowania unijnego (m.in. POIiŚ z którego pewnie w znacznym stopniu mogłaby być współfinansowana budowa CPLu).
Niestety w Polsce samorządowcy niemal w każdej Pipidówie za punkt honoru przyjęli sobie budowę lotniska "w swojej gminie", zupełnie nie patrząc na to, że tak naprawdę uzasadnienie ma budowa tylko kilku dużych lotnisk, bo aby taki obiekt miał sens ekonomiczny musi obsłużyć przynajmniej 1 mln pasażerów rocznie (http://www.pasazer.com/in-14526-lotniska,zysk,od,1,6,mln,pasazerow.php). Skończy się na tym, że oczywiście prezydenci małych miast z dumą i w błysku fleszy będą przecinali wstęgi, ale na dłuższą metę takie obiekty staną się "kulami u nogi" samorządów, wymagającymi ciągłego podtrzymywania przy życiu na kroplówce budżetowej. A koniec końców pewnie i tak zostaną zamknięte z powodu trwałego braku rentowności. Nie oszukujmy się - taki port w Lublinie czy Radomiu nie ma szans na osiągnięcie takiego "przerobu", bo po prostu miasto tej wielkości nie wygeneruje aż tak dużego ruchu.
Dobrze byłoby gdyby kasa unijna, która nie będzie przecież do nas płynąć w nieskończoność, nie została przepieprzona na budowę bezsensownych "pomników próżności" władz samorządowych, które prędzej czy później i tak zostaną zamknięte, a problem braku CPLu (który jest cholernie potrzebny nawet nie z perspektywy uciążliwości Okęcia dla otoczenia, tylko przede wszystkim skutków wynikających z braku odpowiedniej infrastruktury dla obsługi nie tylko Warszawy) jak był, tak pozostanie.
Na całe szczęście UE, pomna doświadczeń z Hiszpanii (np. lotnisko Ciudad Real), gdzie wiele obiektów wybudowanych z finansowania unijnego jest trwale nierentowne i zostało lub zostanie zamknięte, już obecnie krytycznym okiem patrzy na wywalanie kasy na lotniska w Polsce (choćby obcięcie dofinansowania na lotnisko w Radomiu, skutkujące koniecznością jego "przeformatowania w dół", odmowa finansowania lotniska dla Kielc w Obicach, a także wszczęcie przez KE postępowania wyjaśniającego, czy poprzez publiczne dofinansowanie lotniska Gdynia-Kosakowo Polska nie złamała unijnych przepisów o konkurencji).
Ale mimo wszystko trzeba to wszystko mocno wyeksponować, a dla nas jako "sąsiadów" Okęcia jest to sprawa bardzo, ale to bardzo istotna. Negatywne skutki sąsiedztwa Okęcia są już widoczne, ale z czasem problem będzie coraz bardziej narastał. Moim zdaniem czas na działanie w tym względzie jest teraz, a nie jak już będziemy mieli na Ursynowie sytuację jak obenie w Piasecznie, gdzie na dobrą sprawę niektóre tereny powinny być właściwie trwale wyłączone spod zabudowy mieszkaniowej (i wykupione przez PPL!). Za kilka lat możemy obudzić się z ręką w nocniku i jedyne co nam pozostanie to zastanawianie się gdzie się wynieść z Ursynowa.
Po zbudowaniu CPLu rola Okęcia mogłaby zostać zredukowana do lotniska "miejskiego" (takiego jak np. London City Airport), obsługującego ograniczony ruch, ze znacznymi restrykcjami mającymi na celu ochronę przed hałas