Gość: RAMZES
IP: 217.76.112.*
02.04.09, 17:34
Biznes na ratownictwie
Państwowe Ratownictwo Medyczne (PRM) ma zniknąć. Tak postanowiono i
już zaczęto to robić. Resort zdrowia tym samym realizuje swoje cele
polityczne i ideowe, a prywatne firmy zrobią na tym niesamowity
interes. Bo ratownictwo medyczne nie zniknie z naszego kraju. Po
prostu przejdzie w prywatne ręce.
Gdy prezydent Lech Kaczyński zawetował ustawę pozwalającą
przekształcać placówki ochrony zdrowia w spółki prawa handlowego,
mającą charakter prywatyzacji, rządząca Platforma Obywatelska
natychmiast obwieściła uruchomienie „planu B”. Na czym ten plan
miał polegać? Dokładnie na tym samym. Na prywatyzacji szpitali i
innych jednostek medycznych, tyle że inną niż ustawowa drogą.
Mówiąc prościej: „plan B” to nic innego jak dzika prywatyzacja.
Dzika, ponieważ wprowadzana tylnymi drzwiami i to z naruszaniem
jakichkolwiek zasad. By sprywatyzować szpitale, Ministerstwo
Zdrowia postanowiło zabrać im to, co mają najcenniejsze i
najbardziej dochodowe, czyli przyszpitalne ratownictwo medyczne.
Stało się tak dzięki temu, że do kontraktowania na ratownictwo mogą
startować zewnętrzne prywatne firmy. Dziwnym trafem Narodowy
Fundusz Zdrowia właśnie je wybiera, jako zwycięzców przetargów,
mimo różnych rażących nieprawidłowości co do samych wymagań, jak i
protestów związków zawodowych, które wskazują, że przy
przekształcaniu dochodzi do łamania praw pracowniczych, co znajduje
potwierdzenie w Sądzie Pracy. Tak jak miało to miejsce w
Wieruszowie, gdzie na drogę prawną trafiła sprawa zwolnionego
pracownika, któremu do emerytury pozostały dwa lata pracy.
Płynące z całej polski sygnały są naprawdę niepokojące. Związkowcy
twierdzą, że firmy, które wygrały konkursy na ich terenie, nie
spełniają wymogów ustawowych i zawiadamiają o tym Najwyższa Izbę
Kontroli oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne.
W Kole i Turku konkurs wygrało pogotowie ratunkowe z Konina. –
Znacznie wydłuża się czas dojazdu do chorego. Wcześniej mieliśmy
profesjonalne Centrum Powiadamiania Ratunkowego, od otrzymania
zgłoszenia do czasu wyjazdu mijało kilkanaście sekund. Teraz jako
podwykonawcy, kiedy dostajemy zgłoszenie, na piśmie musimy
komunikować się z Koninem. To znacznie opóźnia działanie. Ostatnio
zaproponowano nam, żebyśmy posługiwali się nowoczesnymi metodami
komunikacji, czyli wysyłali SMS-y, to jakaś paranoja – mówi
portalowi rynekzdrowia.pl dyrektor szpitala Krzysztof Bestwina.
Także w Wielkopolsce, w Szamotułach usługi z zakresu ratownictwa
medycznego od 1 marca świadczy prywatna firma – Obst Technika.
Teraz prokurator sprawdza, czy popełniła ona przestępstwo
nieudzielania pomocy lub narażenia na niebezpieczeństwo utraty
zdrowia lub życia człowieka, gdyż 5 marca karetka jechała ponad 40
minut do mężczyzny, który zasłabł. Gdy w końcu się zjawiła,
człowiek już nie żył.
W Łodzi z kolei kontrakty bierze, kto chce, co nie przeszkadza NFZ.
Padają tam oskarżenia wysuwane przez związkowców nie tylko o
nieprawidłowości, ale i naciski polityczne. – W Łodzi był wymóg
Funduszu, by firmy startujące do przetargu wykazały imienną listę
etatowych pracowników. Prywatna firma Falck podała listę 14 nazwisk
pracowników zatrudnionych w niej na kontrakcie, a nie na etacie.
Etat mieli oni w stacji pogotowia – mówi nam Janusz Głębski,
przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Służb
Ratowniczych.
Natomiast w Kętrzynie koordynator Centrum Powiadamiania Ratunkowego
jako urzędnik państwowy jest również dyrektorem w prywatnej firmie
świadczącej ratownicze usługi. Głośno jest i o takich przypadkach w
kraju, że firma wygrywa przetarg, choć nie ma odpowiedniego sprzętu
i personelu.
W momencie, gdy przestaje istnieć pogotowie ratunkowe tak, jak to
było w Szamotułach, likwiduje się jego stacje oraz podstacje, przez
co pracę traci sporo ludzi.
– Nasze ogromne wątpliwości budzi celowość wykorzystywania karetek
systemowych do przewozów międzyszpitalnych, transportu więźniów i
pewnych działaczy związkowych. Tak się dzieje m.in. w Wojewódzkim
Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach. Takie praktyki powodują
nakładanie kar, lecz pieniądze na nie idą z budżetu WPR, a nie z
kieszeni winowajców – mówi Zbigniew Zdónek z Zespołu ds. zdrowia i
ratownictwa medycznego Komisji Krajowej WZZ „Sierpień 80”.
Działacze związkowi zwracają także uwagę na likwidację policealnych
szkół medycznych kształcących ratowników medycznych. Ostatnio
zapadła decyzja o zamknięciu łódzkiej placówki tego typu.
Nie wszyscy związkowcy wykazują troskę o Państwowe Ratownictwo
Medyczne. Całkiem inne interesy prezentuje Jacek Szarek z Sekcji
Ratownictwa Medycznego NSZZ „Solidarność”. Szarek za rządów PiS był
przeciwnikiem sławnego „Białego Miasteczka” i PO. Gdy jednak wybory
wygrała Platforma, a szefową resortu zdrowia została Ewa Kopacz,
udało mu się szalenie szybko wkupić w jej łaski. – Szarek
całkowicie sprzedał idee związkowe – mówią działacze innych
związków zawodowych.
– Ten pan objechał ostatnio całą Wielkopolskę, gdzie wśród
ratowników nie ma „Solidarności”. Przedstawiał się jako ważny
działacz związkowy, powołując na swoje plecy w Ministerstwie
Zdrowia i chciał przejmować całe komisje zakładowe mojego związku –
opowiada Robert Szulc, lider Krajowego Związku Zawodowego
Pracowników Ratownictwa Medycznego. – Mówił im przy tym, że jak
zmienią związkowe barwy, to on im załatwi, że odwołania od wyboru
nowych dysponentów ratownictwa medycznego NFZ rozpatrzy pozytywnie –
dodaje. I mówi, że Szarek z Wielkopolski odjechał z kwitkiem.
Głośno mówi się i o tym, że 11 sierpnia 2008 r., podczas spotkania
z Ewą Kopacz w Warszawie, Jackowi Szarkowi incognito towarzyszyło
dwóch przedstawicieli firmy… Falck. W firmie tej powstała ostatnio
struktura „Solidarności”. – Na nasze niedawne spotkanie do Katowic
mieli przyjechać koledzy z Koła, ale pan Szarek tak sprytnie
zadziałał, że dyrektor szpitala zabronił ratownikom przyjechać na
Śląsk – twierdzi Szulc.
Na Jacka Szarka składano już wiele skarg do Sekretariatu Zdrowia
NSZZ „Solidarność” i do Komisji Krajowej tego związku. Na razie
bezskutecznie. Z kolei na jego profilu w portalu nasza-klasa ktoś
nie szczędzi mu słów krytyki za prowadzoną działalność.
„Sierpień 80”, KZZPRM i OZZPSR zapowiadają protesty w obronie PRM.
Pikiety odbyły się już w Poznaniu przed siedzibą Funduszu, a także
w Łodzi. Ratownicy medyczni 26 marca jadą demonstrować do stolicy
pod siedzibę minister Kopacz. Następnego dnia z kolei spotkają się
w Rudzie Śląskiej na II Ogólnopolskim Zjeździe Ratowników
Medycznych. Tam zapadną decyzje co do dalszych protestów. Prawo
zabrania ratownikom medycznym czynnego strajku, z tego powodu
związki rozważają inne formy protestu: odmowę wypełniania
dokumentacji medycznej lub niewykonywanie transportu medycznego
tzw. karetkami systemowymi.
– Ratownictwo medyczne to takie samo zaangażowanie w bezpieczeństwo
państwa i obywateli, jak policja czy straż pożarna. Jednak jakoś
nie słychać, by policję czy straż mieli komercjalizować czy
prywatyzować, a z ratownictwem tak się niestety dzieje – podkreśla
Janusz Głębski. I dojdzie do pewnego kuriozum, bo choć ratownictwo
będzie pod kontrolą prywatnych firm, nadal będzie nosiło nazwę PRM.
Określenie „państwowe” weszło bowiem do branżowej ustawy.
Postulowali to związkowcy, którzy pojęcia nie mieli, że w niedługim
czasie dojdzie do tzw. dzikiej prywatyzacji ratownictwa medycznego
w Polsce.