Gość: jaco IP: *.chello.pl 31.03.10, 06:25 Co to za doktor co nie leczy? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Kahan Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: 94.254.182.* 31.03.10, 06:27 W główkach się Wam poprzewracało. Zgadzam się z faktem niskiego poziomu powodowanego różnego rodzaju układom i układzikom. Chciałbym również zauważyć, że istnieją jeszcze studia zaoczne i ludzie, którzy napędzają rynek i niszczą tzw. wizerunek tytułu naukowego. Uważam, że Ci którzy sumiennie dążą do celu w przyszłości narzekać nie będą. Wydaje się sprawiedliwym pomysł mobilności doktorantów, gdyż jak powszechnie wiadomo zapobiegać będzie nadużyciom. Wytrwałym życzę powodzenia i nie przesadzajcie, że jest aż tak źle. Zawsze można dorobić np: dając korki - korona nikomu z głowy nie spadnie. A co do badań, cóż są jednostki ambitne i tzw. magnetofony czyli ludzie, którzy do obłędu powtarzają wersy aż do emerytury. Pozdrawiam wszystkich zaocznych, którzy płacą ciężkie pieniądze za namiastkę tytułu - ktoś musi zapełniać pseudo szkółki na prowincji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pepe Zakaz pracy na uczelni macierzystej likwiduje pat IP: *.pools.arcor-ip.net 31.03.10, 07:31 Zakaz pracy na uczelni macierzystej likwiduje patologie! Nie zdobywa sie pracy wowczas poprzez znajomosci, koligacje rodzinne czy wejscia promotora. Prace powinno dostawac sie z konkursu. Wowczas pracowac beda na uczelniach prawdziwe talenty, najlepsi, a nie lokalne gwiazdeczki. Tak jest na calym rozwinietym swiecie, np. w USA czy Niemczech. Zauwazmy, ze to powoduje, ze te kraje sa Swiatowymi potegami naukowymi. To tak jak z komuna i kapitalizmem. W pierszym systemie praca jest gwarantowana na wlasnym podworku w drugim trzeba o nia walczyc (czytaj. podnoszac kwalifikacje, wykazujac sie kreatywnoscia). Obecne polskie szkolnicttwo wyzsze to taka komuna. Zrozumnie to wrescie! Parodia nieakceptowalna w swiecie naukowym jest brak konkursow na stanowiska po doktorskie. Widzial kto jakies???? Uniwersytety nawet linkow o zatrudnieniu na swoich stronach nie maja. Habilitacja???? Niemcy juz ja zlikwidowali. Myslicie ze bez powodu??? Mze w koncu zacznijmy uczyc sie od najlepszych, a nie dumac wysssane z palce bzdury, ze polskie uczelnie sa i tak lepsze. Ja tylko sie dziwie mlodym ludziom, ktorzy popieraja ta patologie. Z drugiej strony jednak, wiekszosc z nich ma zalatwione pozycje po staremu, i ze strachu by sie zsik.... biorac udzial w uczciwym konkursie, zwlaszcza konkurujac z rzesza rowiesnikow wyedukowana za granica (ktora obecnie jest dyskryminowana!). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NIEsfrustrowny! Re: Zakaz pracy na uczelni macierzystej likwiduje IP: *.chello.pl 31.03.10, 07:42 Wydziały Fizyki i Chemii UW, wszystkie stanowiska od doktoranckiego do profesorskiego są w systemie prawdziwych konkursowym organizowane. Powszechnym jest ze młodzi polscy doktorzy wracają po postdokach z "Oxfordów" itp. i nawet, gdy nie studiowali na UW zdobywają pozycje. Nawet te "marne bo polskie" studia doktoranckie w zeszłym roku dwoje absolwentów mitycznego Cambridge na fizyce UW rozpoczęło. Habilitacje wybitne jednostki robią ok 32 roku życia, a profesorami zwyczajnymi zostają mając ok 40 lat, i to wszystko bez żadnych układów, tylko talentem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pepe Ha, ha, ha... prosze wskazac link w ogloszeniami o IP: *.pools.arcor-ip.net 31.03.10, 08:19 Ha, ha, ha... ale sie usmialem. Prosze wskazac link z ogloszeniami o tych konkursach (rzetelnych)!. I prosze nie mowic o osobach ktore pojechaly sobie na postdoca jak na wakacje (bo taki wymog) i wracaja do swojego gniazdka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NIEsfrustrowny! Re: Ha, ha, ha... prosze wskazac link w ogloszeni IP: *.chello.pl 31.03.10, 08:58 www.fuw.edu.pl/ www.fnp.org.pl/programy/aktualne_programy_fnp/stypendia_i_subsydia www.chem.uw.edu.pl/msd_phd/ to że są dobrzy i słabi naukowcy - cóż ja na to poradzę, jedni jadą na posdoca na wakacje, niech jadą! tacy jednak z FNP, European Science Foundation czy European Research Council grantów nie dostaną i na wydziałach prze ze mnie wspomnianych wyżej zatrudnienia nie znajdą. A zrobienie habilitacji dla nikogo rzetelnie zajmującego się nauka żadnej przeszkody w rozwoju naukowym nie stanowi (tak jest przynajmniej na fizyce i chemii UW). A jak humanistyczne stare pryki chcą aby habilitacja zostało, mi to "zwisa". Odpowiedz Link Zgłoś
krwawy_krolik W polskiej fizyce nie ma znajomości? ;-) 31.03.10, 09:13 Dobre, dobre! Niestety, kłamiesz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NIEsfrustrowny! Re: z mojego punktu widzenia, nie:) IP: *.chello.pl 31.03.10, 09:23 Zaznaczyć trzeba, że akurat w tym rejonie zachodzą obecnie szybko zmiany, pozatym jak było 5 lat temu - nie mam pojęcia, jak działają stare pryki - nie mam pojęcia, jak to wygląda poza UW też nie mam pojęcia. Pomijając to wyrażam opinię moją i grupy moich znajomych czyli doktorantów i doktorów przed 30 z hakiem, którzy realizując międzynarodowe projekty i prowadząc badania na światowym poziomie, nie widzimy przed sobą żadnego zagrożenia, czy choćby występowania mogących przeszkodzić naszemu rozwojowi niezdrowych układów. A generalnie "znajomości" z innymi są konieczne, więc Twoja wątpliwość jest nieścisła. Ale rozumiem, że masz na myśli domniemane niezdrowe układy i powiązania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: none Re: W polskiej fizyce nie ma znajomości? ;-) IP: 62.122.80.* 31.03.10, 09:27 A masz jakieś fakty na potwierdzenie tego stwierdzenia? Czy tylko tak piszesz, bo chcesz zaistnieć? Odpowiedz Link Zgłoś
krwawy_krolik Re: W polskiej fizyce nie ma znajomości? ;-) 31.03.10, 12:28 Istnieje od wielu lat bez cudzej pomocy, dzieki :D Back to the topic: na wlasne krolicze uszy slyszalem, jak profesor (znana postac w polskiej fizyce) mowil mojemu starszemu koledze "na ten konkurs na Hozej niech pan nie sklada papierow, bo to jest konkurs robiony dla Iksinskiego". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: none Re: W polskiej fizyce nie ma znajomości? ;-) IP: 62.122.80.* 31.03.10, 14:47 No dobrze, ale czego to dowodzi? Znasz osobiście tego Iksińskiego? Odpowiedz Link Zgłoś
krwawy_krolik Re: W polskiej fizyce nie ma znajomości? ;-) 31.03.10, 15:40 Dowodzi tego, ze konkursy sa fikcja, skoro sa robione pod konkretnego kandydata. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rilwen Re: W polskiej fizyce nie ma znajomości? ;-) IP: 82.132.139.* 31.03.10, 16:35 Troche to wynika z tego, ze brak dobrych kandydatow. Z tego samego powodu nikt nie dba o kariere mlodych ludzi. Trzyma sie taka tania sile robocza w nieskonczonosc i zwodzi roznymi obietnicami. Nie wiem, czemu sie tak stalo--zachowaly sie w mojej rodzinie pamietniki kilku profesorow matematyki, ktorzy zdawali sie poswiecac najwiecej energii na ksztalcenie i pomaganie mlodziezy. I ta 'mlodziez' do dzis o nich pamieta. Mam nadzieje, ze splaca swoj dlug. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: none Re: W polskiej fizyce nie ma znajomości? ;-) IP: 62.122.80.* 31.03.10, 20:57 Dla mnie to jedynie dowód na to, że Iksiński był lepszy od Twojego znajomego, tylko tyle. Brzytwa Ockhama. Odpowiedz Link Zgłoś
krwawy_krolik Re: W polskiej fizyce nie ma znajomości? ;-) 01.04.10, 10:09 Ide sie pociac brzytwa Ockhama. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: SFRYSTROWANY Co z Wami Ludzie?!? IP: *.chello.pl 01.04.10, 11:03 Odezwałem się wczoraj, aby zaznaczyć, że są w Polsce miejsca (grupy badawcze), gdzie doktorat i naukę można robić bez układów na światowym poziomie, ale jak widzę większość tu obecnych jednak potwierdza krzywdzący tytuł artykułu ukazując swoją frustrację, co mnie frustruje! DO ROBOTY PANOWIE I PANIE! bo z nauką jest tak, że nie jest dla wszystkich, a z Polska nauką jest tak, że nie jest z nią dobrze, ale jak podałem przykład fizyka i chemia UW (fizyka UJ czy AGH zapewne podobnie), tam wg mojej oceny jeden na pięciu samodzielnych naukowców jest na poziomie międzynarodowym, z 3/5 przeciętniaków i jeden gniot. Poziom zachodu osiągniemy, gdy będziemy mieli 3/4 na dobrym poziomie (a w obecnej sytuacji można to zrobić nawet nie przejmując się tym jak bardzo niewydolny jest system jako całość, choć jego poprawa, która jest koniecznością zapewne znacząco ułatwiłaby zadanie). Tak więc nie dziwię się tym sfrustrowanym, którzy pracować musieli z przeciętnymi lub gniotami, sam bym się frustrował, a Krwawy_kroliku, może jesteś po prostu za słaby, aby pracować z najlepszymi? Np. ja moimi dotychczasowymi osiągnięciami przebiję każdego rówieśnika, więc gdy osoba z mojego etapu rozwoju, chciałaby by brać udział w rzetelnym konkursie, w którym ja startuje, każdy prof. który mnie zna powie jej "miejsce to jest dla xsinskiego zaklepane" w sensie chłopie z tym małym wymiataczem nie masz po co marnować swojej energii;) I jak podkreślam na etapie doktoratu kluczowy jest poziom grupy w tym zaradność promotora, bo można źle trafić na MIT czy Harvardzie, a robić niezwykłe badania w Rzeszowie (jeśli jednak w Rzeszowie nie można, to nie chciałem urazić tego miasta:) Do pracy grupowej i kontaktów z najlepszymi na świecie nawet się nie odnoszę bo to jest tak oczywiste, że nawet SFRUSTROWANI powinni to widzieć. Sam współpracuję z kilkoma najlepszymi na świecie grupami z mojego tematu, a promotora na większość doktoratu wysyła mnie na zachód do tych najlepszych grup, bo temat którym się zajęliśmy jest w Polsce nowy więc, gdzie jak nie u tych, którzy na zachodzie są w nim ekspertami mam się tego nauczyć? A na wydziałach fizyki UW, UJ, IFTPAN jest największe zagęszczenie dobry grup (choć jak mówię ilość ich jest wciąż mała, więc do roboty Panowie i Panie), a gdzie indziej zwłaszcza na wydziałach humanistycznych ich ilość jest bliska Zeru, więc sorry man! ale twoje poglądy czytelniku zapewne są uformowane przez prace w marnej grupie. (przykład na wyższość nauk ścisłych: UW ponad 35% publikacji i cytowań jakie UW wysyła Światu pochodzi z wydziału fizyki (FUW przebija trochę cały UAM i ma dwa razy więcej niż cały AGH), 30% z wydziału chemii, więc ja się pytam, gdzie jest psychologia, socjologia, ekonomia, prawo czy geologia? (proszę tylko nie tłumaczyć się publikowaniem książek .. po polsku) bo spisek światowy który nie pozwala historykom polskim i filologom publikować artykułów badawczych ma powszechną akceptację) 2 wydziały genrują 70% dorobku i ich granty z European Research Foundationa and European Research Council stanowią 90% tych, które ma UW - a nikt mi nie wmówi, że polska patologia dotknęła te europejskie organizacji. tak więc podsumowując w Polsce zapewne jest kilkadziesiąt grup na światowym poziomie z ogólnej liczby kilku tysięcy, i kilkuset doktorantów (z 30tys) który na pewno mają dostęp do badań na światowym poziomie, więc to wciąż TRAGICZNIE, ale one są i jest ich z roku na rok więcej, bo wychodzi coraz więcej młodych z tych dobrych grup, lub wraca po studiach z zachodu i ja liczę, że DROGI SFRUSTROWANY DOKTORANCIE, który to czytasz, gdy będziesz już sfrustrowanym marnym profesorem, swoimi podłymi układami na radach wydziału NIE będziesz próbował blokować oby coraz większej grupy ludzi, którzy dziwnym trafem nawet w Polsce zdołali przejść przez doktorat i dalej bez kontaktu z powszechną wciąż patologią, a zdobywszy doświadczenie na zachodzie, chcą rozwijać naukę w Polsce - ja czytając was nie chce:( Tym optymistycznym akcentem życzę wszystkim owocnych badań i Wesołych Świąt. Odpowiedz Link Zgłoś
krwawy_krolik Re: Co z Wami Ludzie?!? 01.04.10, 11:10 No ja wybralem "ciemna strone mocy" i w tej chwili (mniej niz 10 lat po doktoracie) zarabiam wiecej niz ty bedziesz zarabial w 20 lat, pracujac mniej niz prawie kazdy czynny naukowiec na Zachodzie, wiec nasze sciezki kariery sa malo porownywalne ;-) Z twojej wypowiedzi wnioskuje, ze po prostu jeszcze nie poobijales sie w swiatku akademickim dostatecznie dlugo, zeby nie zdziwic sie "czemu oni k... go trzymaja na tej posadzie", a potem zajarzyc "no tak, to syn kolegi profesora". Been there, got the t-shirt. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NIEsfrustrowny! Re: Co z Wami Ludzie?!? IP: *.chello.pl 01.04.10, 11:46 Więc chwała światu za różnorodność, Ty oczekujesz czegoś innego od życia i ja, i jest gites! Mi wystarcza 5tys zł/mies. jako 24 letniemu doktorantowi i wiem, że za 10 lat mając swoją grupę w Cambridge nie będę miał więcej niż 10tys euro/mies (nigdy nie będę miał więcej), ale mi tyle wystarczy. większą wartość ma dla mnie 10h pracy naukowej, która sprawia mi przyjemność. Nauką zajmuję się bo to mnie kręci, choć wiem że kilka lat starsi znajomi (mający zadatki na świetnych naukowców), którzy poszli bo biznesu mają teraz 30tys zł/mies, ale to mnie nie kręci. A naprawdę jak jesteś dobry to tego 1/5 gniota możesz mieć w głębokiej dupie, w ich interesie jest, abyś jako ten 1/5 tyrał i poziomem swojej grupy podnosił znaczenie wydziału (wtedy mogą ukryć swoja gniotowatość), zwłaszcza, że jako ten jedne z niewielu na światowym bez problemu znajdziesz miejsce na zachodzie. Choć gniotów trzeba jak najszybciej się pozbywać aby nie blokowali miejsc dla kolejnych dobrych (choć prawnie wydział z gniotem który mam prof. nic zrobić nie może, aż do emerytury, ale gniotów będących gniotami z natury przed 40 rokiem życia już nie ma więc, wymrą naturalnie, teraz już są tylko słabi naukowcy przed 40, ale są słabi bo nie było chętnych dobrych) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chemik Re: Co z Wami Ludzie?!? IP: *.chem.uw.edu.pl 01.04.10, 13:49 Pnie NIEsfrustrowany udowadnia Pan co najwyżej, że istnieje kilka dobrych grup i że najlepsi doktoranci mają dobrze, ale co z resztą? Kilkanaście tysięcy przeciętnych doktorantów ma pełne prawo czuć się sfrustrowana, a wyjazd za granicę sytuacji ich nie zmieni, bo najlepsze uczelnie ich nie wezmą, a przeciętne dadzą przeciętne stypendia, a 900euro w Paryżu nie jest niczym lepszym niż 1500zł w Poznaniu (przeciętni doktoranci na zachodzie też nie mają dobrze). Z drugiej jednak strony nie mieści mi się w głowie jaką patologią jest to, że ktoś idzie na doktorat bo nie ma pracy. Bowiem jeśli człowieku nie ma dla Ciebie pracy za 1500zł w tym kraju to oznacza, że doktorat jest ostatnią rzeczą o której powinieneś myśleć. I jeśli jakiś wydziały przyjmują taką patologię to jest to NIENORMALNE! Myślę, że IDIOCI, którzy mówią, że idą na doktorat bo nie ma pracy robią to tylko i wyłącznie z wygody i lenistwa, jednocześnie prezentując roszczeniowo-żądaniową postawę, którą lata komunistycznego prania mózgów wszczepiły w ten biedny naród. W takiej sytuacji ich doktorat nie ma nic wspólnego z nauką, a tworzy ryzyko wyprodukowania kolejnych pokoleń "GNIOTÓW". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pepe I gdzie te ogloszenia na adiunkta, profesora??? IP: 67.159.45.* 31.03.10, 09:48 Nie osmieszaj sie gosciu albo daj dowod tego o czym mowisz. Nie podawaj linkow do ogloszen na doktorantow sponsorowanych przez UE, czy stypendia, ktora wymusila zamieszczenie takowych, tylko linki do ogloszen na Adiunkta czy Profesora na konkretne stanowisko. To co popierasz to komuna i zwyczajna nieuczciwosc. W czym przeszkodzily by wedlug ciebie uczciwie, powszechie reklamowane (internet, praca) konkursy na stanowiska i niemoznosc pracy na macierzystej uczelni, ktora ukrocalaby kumoterstwo i likwidowala lokalna tandete? Powtarzam, trzeba uczyc sie od najlepszych, i zastanowic sie dlaczego USA, UK czy Niemcy maja takie systemy a nie inne, a nie powielac wlasne bledy i brnac do nikad! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bystry Re: I gdzie te ogloszenia na adiunkta, profesora? IP: *.mobile.project4.pl 31.03.10, 10:42 ja na stronie wydzialu fizyki widze linki do dwu konkursow na adiunkow i jeden na dyrektora instytutu PAN, Pan nie? a pozostale projekty to forsa z UE ale inicjatuwa Polska. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greg0,75 AGHowskie mogą być? IP: *.ceramika.agh.edu.pl 31.03.10, 12:44 www.uci.agh.edu.pl/konkursy/ Odpowiedz Link Zgłoś
matdokt Re: Ha, ha, ha... prosze wskazac link w ogloszeni 31.03.10, 10:32 Gość portalu: NIEsfrustrowny! napisał(a): > www.fuw.edu.pl/ > rel="nofollow">www.fnp.org.pl/programy/aktualne_programy_fnp/stypendia_i_subsydia > www.chem.uw.edu.pl/msd_phd/ > to że są dobrzy i słabi naukowcy - cóż ja na to poradzę, jedni jadą na posdoca > na wakacje, niech jadą! tacy jednak z FNP, European Science Foundation czy > European Research Council grantów nie dostaną i na wydziałach prze ze mnie > wspomnianych wyżej zatrudnienia nie znajdą. Ja myślę, że nadwartościowujesz pozycję fizyki z UW. Np. stypendia START: www.fnp.org.pl/programy/aktualne_programy_fnp/stypendia_i_subsydia/program_start/laureaci/edycja_2009_r W zeszłym roku dostała tylko 1 osoba od was (a z Jagielońskiego 2). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: titta Re: Ha, ha, ha... prosze wskazac link w ogloszeni IP: *.botany.gu.se 31.03.10, 12:41 Nie zrozumiales. Nie chodzi o to, ze sa slabi i postdocka traktuja jak wakacje, tylko ze jada jak na wakacje: zaklepana posada czeka na ich powrot. Na mojej uczelni jest wymuszona rotacja. Nie mozan zostac w swoim instytucie (bez posdocka, czy tez wrocic sobie). W przypadku naprawde wybitnych i pozadanych osob zawsze znajdzie sie mozliwosc obejscia - ale wymaga to na tyle determinacji i dobrej woli wiekszej ilosci osob, ze naprawde dotyczy tylko dobrych. Ot, taka mala roznica... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sylkom Re: Zakaz pracy na uczelni macierzystej likwiduje IP: *.brzezno.univ.gda.pl 31.03.10, 20:08 uczelni jest niewiele w Polsce zwłaszcza renomowanych. Starają się one tez wypracować sobie swoją specyfikę, formę pracy. Dlaczego jeżeli ktoś wybiera sobie dane środowisko naukowe do pracy, ma obowiązkowo je zmieniać na inną strategię badawczą. Rozbieżności widać zwłaszcza w naukach tzw humanistycznych i społecznych. Czemu zamiast budować silny ośrodek, rozbijać go przymusową mobilnością. Poza tym istnieje aspekt społeczny owych migracji. Polska nie jest krajem, gdzie łatwo się przeprowadzać, zwłaszcza z partnerem, dziećmi. Problemy na rynku pracy i mieszkaniowe nie sprzyjają mobilności. Znam wiele par, które dla dwuletniej umowy i kariery naukowej jednej osoby zrezygnowały z dotychczasowego miejsca zamieszkania i zakończyło się to 2-letnimi problemami z pracą drugiej osoby i mieszkaniowymi. Przekłada się to na nieefektywność pracy naukowej. Zresztą tak samo jak ciągła destabilizacja - umowy krótkoterminowe, zlecenie, o dzieło, mus mobilności. Jak w takich warunkach rozwijać naukę? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: logika Zakaz pracy na macierz. uczelni to dyskryminacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.10, 15:34 Gość portalu: Pepe napisał(a): > Zakaz pracy na uczelni macierzystej likwiduje patologie! Być może, choć jest to łatwe do obejścia (promotorzy z różnych uczelni się znają: ty zatrudnisz mojego, a ja twojego), a poza tym jest to zastąpienie jednej patologii drugą. > Prace powinno dostawac sie z konkursu. Wowczas pracowac beda na > uczelniach prawdziwe talenty, najlepsi, a nie lokalne gwiazdeczki. Zgadza się, ale skąd przekonanie, że wychowanek danej uczelni nie może być prawdziwym talentem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc USA, doktorat i polskie mity IP: *.hsd1.il.comcast.net 31.03.10, 06:43 Doktoranci w USA sa studentami. Zajecia / poziom dla studentow dazacych do zdobycia dyplomu BS (rownowartosc w latach naszego licencjatu), magisterskie i doktoranckie nie sa oddzielone - wszyscy ucza sie razem na wybranych przedmiotach. Studiujac na uczelni, majac juz magisterium mozna starac sie o prace np. TA (pomoc nauczyciela) za ok. 1000 miesiecznie. Nie wiem skad zdanie w jednym liscie, ze to moze wystarczyc na zycie i dodatki, nawet zakladajac 100% stypendium (czyli oplaty za nauke). Na prestizowej uczelni, na ktorej studiowalam, oferta miala zbyt malo przedmiotow bym mogla uzyskac stopien doktora bez powtarzania przedmiotow, ktore juz zaliczylam w Polsce. Chodzi o przepisy - kwestia ilosci wymaganych kredytow, czyli pieniedzy, jakie uczelnia zarabia. Poziom - to sprawa dyskusyjna, moze zalezec od uczelni i kierunku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: TPepe Re: USA, doktorat i polskie mity IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.10, 10:08 Dokładnie, doktorant w USA to niewolnik nauki. W naukach ścisłych na początku ma znaczne obciążenia przedmiotami kursowymi. Potem dziki zasuw w laboratorium. I nie wiem skąd te 3 lata na doktorat w USA, na UNC Chapel Hill w biologii to było średnio 6 lat, czyli więcej niż w Polsce. Obciążenia kursowe wynikają z powierzchowności wykształcenia, które mają doktoranci zaczynając graduate studies. Są jednak dobre strony systemu, np. tzw rotacja. Doktorant pojawiający się w instytucie musiał przejść przez wszystkie laby zanim wybrał promotora. Promotor ma do pomocy (kontroli) trzyosobową komisje, która co roku ocenia postępy projektu, co zmniejsza zależność doktoranta od osoby promotora. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktoś Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.elisa-laajakaista.fi 31.03.10, 06:45 Co za ciamciaki nie doktory... Do mamusi do cycka się przyssać a nie doktoraty robić. Najlepiej do gazetki się poskarżyć... ojej... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magma Ciemny to naród, który nie ceni nauki IP: *.chello.pl 31.03.10, 07:11 Doktoraty dzielą się na dwa rodzaje: zdobyte własnym trudem oraz zdobyte łatwo bez własnego trudu.Niestety, osoby bez układów nie są awansowane choć mają doktorat, są poddawane mobbingowi i poza satysfakcją, latami straconymi na pisanie pracy doktorskiej oraz dr na pieczątce niczego nie mają.Doktorat zamiast im pomagać, utrudnia życie.To bardzo smutne, że żyjemy w kraju, gdzie ktoś na forum pyta:"Co to za doktor, który nie leczy"? A pomimo takich wypowiedzi wielu chciałoby mieć doktorat lecz nie stać ich na trud i wyrzeczenia, więc tylko pałają zazdrością w stosunku do "doktorków" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NIEsfrustrowny! Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.chello.pl 31.03.10, 06:48 Przeczytałem i zmartwiło mnie, że nie zamieszczono żadnej pozytywnej opinii. Powyższe wypowiedzi pochodzą najpewniej od przeciętnych doktorantów, ze średnich uczelni. Bowiem nie wszędzie jest tak źle!! Sam jestem doktorantem na UW w naukach ścisłych i porównując moją obecną sytuację do sytuacji znajomych z Cambridge, MIT czy Harvardu, nie widzę kolosalnej różnicy tak w sferze naukowej jak i finansowej (na doktorat na UW zdecydowałem się świadomie po długich godzinach zastanawiań Cambridge czy UW). Oczywiście nie wszyscy doktoranci w Polsce mają szanse trafić do dobrej grupy badawczej (co jest kluczowe, a nie jest ich wiele, ale są!!), za przyzwoite pieniądze, lecz o istnieniu takich przypadków nie należy zapominać!! A jak jest? Po pierwsze na wydziałach ścisłych UW czasy układów dawno minęły, teraz jeśli jesteś dobry nic nie powstrzyma Cię przed robieniem kariery naukowej. W przypadku doktorantów kluczowa oczywiście jest osoba promotora, ale jeśli Twój promotor może pochwalić się osiągnięciami na skale międzynarodową (a tego powinniśmy oczekiwać od polskich naukowców) nie będzie miał najmniejszych problemów ze zdobyciem milionowych grantów z programów unijnych i podobnych, a w takiej sytuacji może zaoferować swoim doktorantom stypendia na poziomie zachodnioeuropejskim i nieograniczone możliwości wyjazdów na konferencje, szkoły i staże do wiodących ośrodków na świecie. Wiele dobrego dla Polskiej nauki robi też Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej, mając jej stypendium doktoranckie - 3000zł/miesiąc + jedno stypendium z innego źródła polski doktorant W POLSCE bez problemu ma 5000zł/mies - ja nie narzekam, a jest to pewnie kwota większa niż pensja mało zaradnych profesorów-starych grzybów. Więc moja rada, zamiast się frustrować do roboty Panowie i Panie!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NIEsfrustrowny! Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.chello.pl 31.03.10, 06:52 Oczywiście kwestia koniecznej mobilności nie podlega dyskusji, ale to każdy rozsądny doktorant zauważy, że wyjazd za granice na 2 od 4 lat po doktoracie przed objęciem samodzielnej pozycji (zrobieniem habilitacji w przypadku powrotu do Polski) jest konieczne z punktu widzenia prawidłowego rozwoju naukowego:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: titta Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.botany.gu.se 31.03.10, 12:31 Z jednej strony masz racje, z drugiej na tej samej uczelni UW (kierunki scisle, a jakze) istnieje cos takiego jak nabor na studia doktoranckie, ktory jest fikcja. Pozycje doktoranckie zwyczajowo rozdzielane sa miedzy profesorami(co poniekad rozumiem), wg. klucza grzecznosciowego. I to od profesora zalezy kto konkretnie sie na takie studia dostanie. Tez rozumiem. Tylko po jakiego grzyba ten caly cyrk z rozmowa kwalifikacyjna i egzaminem? Ja wyboru UW czy zagranica nie mialam (nie chcialam czekac, az mlody swietnie rozwijajacy sie promotor wreszcie doczeka sie na swoja kolej). Tez nie zaluje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: CM UJ Kraków Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.anonymouse.org 01.04.10, 00:12 Robię PhD w USA na uczelni jednej z najlepszych w mojej dziedzinie (specjalność chirurgia ). Doktorat w Polsce to PIKUŚ w porównaniu z kosztami społecznymi i życiowymi i społecznymi jakie człowiek ponosi w USA. Nie pieprzcie jak to Wam jest źle. Nie macie POJĘCIA jak to jest siedzieć w szpitalu 7 dni w tygodniu po 20h dziennie w atmosferze morderczej konkurencji ludzi z Chin, Indii itp.. W Polsce kumoterstwo, pierdolenie głupot, układziki, odmawianie referencji (jak się już nie chce dla jakiegoś ciecia "zhabilitowanego" dalej pracować itp...".... Najlepiej to sobie przeglądnijcie CM UJ na stomatologii w Krakowie czy na chirurgiach na UJ i zobaczcie kogo pociechy tam wysiadują. ZASRANY NEPOTYZM ściągający mierne pociechy i wpychający je na kliniki, przepychając z zaocznych na dziennie... Polska... to taka Ukraina...jak to się mówi w USA. nie wiem czemu u Was CBA się tym wszystkim nie zajmie. W USA by DAWNO robili już tylko w restauracjach z hamburgerami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: CMUJ Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.anonymouse.org 01.04.10, 00:19 Ci so sie "dostaja" na specjalizacje na medycznej to dopiero przekręty są. CM UJ w Krakowie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NIEsfrustrowny! Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.chello.pl 31.03.10, 06:55 Oczywiście kwestia koniecznej mobilności nie podlega dyskusji, ale to każdy rozsądny doktorant zauważy, że wyjazd za granice na 2 od 4 lat po doktoracie przed objęciem samodzielnej pozycji (zrobieniem habilitacji w przypadku powrotu do Polski) jest konieczne z punktu widzenia prawidłowego rozwoju naukowego:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NIEsfrustrowny! Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.chello.pl 31.03.10, 06:57 czy ktoś tu usuwa komentarze??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obserwator Dlaczego firmy nie zatrudniają doktorantów IP: *.lanet.net.pl 31.03.10, 08:17 Prowadziłem kilka rozmów kwalifikacyjnych z doktorantami na stanowiska w branży IT. Zwykle wygląda to tak, że z takim kandydatem ciężko się dogadać a wyciągnąć od niego wartościowe informacje jeszcze trudniej. Po paru latach doktoratu i zwykle pracy na uczelni taki człowiek jest kompletnie nieprzystosowany do pracy zespołowej. Co więcej, zwykle zna tylko wycinek wiedzy, ten, który potrzebny był mu do doktoratu. Na uwagi, że naukowiec powinien mieć tę wiedzę nieco szerszą, zwykle spoglądają na mnie z mieszaniną politowania i pogardy. Do tej pory w firmie pracuje tylko jeden doktor, ale z dziedziny kompletnie niezwiązanej z pracą. No i robił doktorat już pracując. Odpowiedz Link Zgłoś
krwawy_krolik Tylko polskie firmy są takie 31.03.10, 09:06 Banki w City nie mają problemów z zatrudnianiem doktorów i robieniem z nich pożytku. Jestem tego chodzącym przykładem (doktorat z fizyki). Wiem, że są tacy PhD's którzy są kompletnie nieprzystosowani do pracy w firmie (gdzie bardziej w nauce liczy się kompletność rozwiązania, czas jego przygotowania, i oczywiście zyskowność), ale znam wielu którzy sobie świetnie radzą (i sam też jakoś daję radę). Po prostu tacy ludzie muszą mieć CIEKAWĄ pracę. Jeżeli każe się matematykowi wklepywać dane do komputera, to się znudzi, sfrustruje i odejdzie. Jeżeli każe mu się te dane twórczo analizować, i będzie reagować na jego pomysły, to będzie grało. Polskie firmy mają niską kulturę biznesową (całe lata za City, na przykład) i nie potrafią a) traktować pracowników z szacunkiem i b) zrozumieć, że różni pracownicy nadają się do różnych rzeczy. Chcesz klepacza? zatrudniaj studentów. Chcesz inteligentnego, kreatywnego pracownika? doktor nauk ścisłych może być strzałem w dziesiątkę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aaa Polskie firmy chcą tylko klepaczy IP: *.31.139.122.rybnet.pl 31.03.10, 11:22 żeby się nie okazało, że pracownik inteligentniejszy niż szef Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: titta Re: Dlaczego firmy nie zatrudniają doktorantów IP: *.botany.gu.se 31.03.10, 12:18 Nie wyobrazam sobie zrobienia doktoratu w fizyce (zreszta w zadnej dziedzinie scislej) bez pracy zespolowej. Cos wiec nie gra w tym co piszesz. Odpowiedz Link Zgłoś
krwawy_krolik Re: Dlaczego firmy nie zatrudniają doktorantów 31.03.10, 12:30 W Polsce jest to mozliwe, bo polska nauka jest *kulturowo* 20 lat w lesie za Zachodem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: none Re: Dlaczego firmy nie zatrudniają doktorantów IP: 62.122.80.* 31.03.10, 14:54 Możliwe? W jakiej dziedzinie fizyki? Chyba w jakiejś zapomnianej odnodze teorii (gdzie każda publikacja jest największą - bo jedyną - pracą od dziesięcioleci), bo w doświadczalnej na pewno nie. Fakt, że jest duża różnica pomiędzy podejściem do pracy pomiędzy Zachodem a Polską, widoczna szczególnie dla osób, które miały okazję prowadzić badania za granicą, ale na pewno nie jest to 20 lat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dorocinski Re: Dlaczego firmy nie zatrudniają doktorantów IP: *.zone8.bethere.co.uk 31.03.10, 15:40 > Możliwe? W jakiej dziedzinie fizyki? Mozliwe, bo czesto nie ma z kim pracowac. No chyba ze chcesz wiesc na grzbiecie kilku kolegow, ktorzy maja wiecej praktyki... w kolowaniu szefa. Odpowiedz Link Zgłoś
krwawy_krolik Re: Dlaczego firmy nie zatrudniają doktorantów 31.03.10, 15:41 W teorii, ale nawet nie takiej zapomnianej. Mojemu koledze profesor wrecz zabronil wspolpracowac z innymi doktorantami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: none Re: Dlaczego firmy nie zatrudniają doktorantów IP: 62.122.80.* 31.03.10, 21:00 A to ciekawe... Czy na seminaria też mu zabronił chodzić? A może w ogóle zabronił mu rozmawiać z kimkolwiek innym, niż promotor? I zamknął w pokoju, a klucz schował głęboko? Daj spokój, naucz się odróżniać rzeczywistość od plotek. Odpowiedz Link Zgłoś
krwawy_krolik Re: Dlaczego firmy nie zatrudniają doktorantów 01.04.10, 10:07 Slyszalem to z pierwszej reki, a ty mi mowisz, ze wiesz lepiej ode mnie? Smieszny jestes koles. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosiou Bury Mity o zagranicy IP: *.85-226-89.dsl.completel.net 31.03.10, 08:24 A w Europie Zachodniej to jest dopiero raaj. Doktorat w trzy lata - to prawda. Ale to, czego autor wypowiedzi nie mowi, to fakt, ze BEZ znalezienia odpowiedniego finansowania publicznego (jakies stypendium) NIE MA W OGOLE MOZLIWOSCI zapisania sie na doktorat. Tak jest na przyklad we Francji. Nie ma kasy - nie ma studiow. I nikogo nie obchodzi to, ze student na przyklad dorabialby sobie pracujac gdzies kilka godzin tygodniowo. A o wyrwanie granta jest naprawde bardzo trudno. W praktyce ma na to szanse jedynie pierwszy student na roku (stypendium ministerstwa). Drugi czy trzeci - juz nie. Jezeli nie znajdzie sobie jakiejs oferty doktoratu z finansowaniem w swojej dziedzinie - to po prostu lezy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PZ Re: Mity o zagranicy - "harowanie na profesora" IP: *.zfmag.us.edu.pl 31.03.10, 10:05 Pozostaje się tylko zgodzić, że na "Zachodzie" bez grantu nie ma doktorantów. Mogę tylko dodać, że jeżeli chodzi o "harowanie" na promotora, to radzę w końcu przyjąc do wiadomości, że jeżeli ktoś komuś płaci to też od niego wymaga. Zdaje się, że niektórzy u nas myślą, że kasa różnie na drzewach, a promotor tylko się opala na Majorce (może gdzieś tak jest, ale nie na kierunkach ścisłych). Nie jestem promotorem, jeżeli ktoś tak pomyślał. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Michał Re: Mity o zagranicy - "harowanie na profesora" IP: 149.156.173.* 31.03.10, 11:07 "Harowanie na profesora" należy rozumieć jako wykonywanie pracy za przełożonego, a nie wspólnie z przełożonym. I na tym mitycznym Zachodzie sytuacje, gdy zespół pracuje za, a nie z przełożonym, też się zdarzają. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosiou Bury Mity o zagranicy - "harowanie na profesora" IP: *.85-226-89.dsl.completel.net 31.03.10, 15:20 Sorx, JA nie pisalam o zadnym harowaniu na kogokolwiek, ale o dramatycznym braku perspektyw na znalezienie finansowania doktoratu, co uniemozliwia w praktyce jakakolwiek kariere naukowa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: titta Re: Mity o zagranicy IP: *.botany.gu.se 31.03.10, 12:11 Nieprawda. W praktyce kazdy kto chce moze znalezc jakies stypendium. Jesli nie na tej uczelni to na innej. Nie dostanie w Francji? Moze uda sie w Szwecji albo Kanadzie. Jedyny problem to taki, ze doktorantow jest rzeczyywiscie za duzo. Prawdziwym dylematem jest co maja z soba zrobic pozniej, bo ilosc dobrych pozycji (nie mowie o postdoku w Fare-fare-away State University) jest ogranizona. Ale jak zwykle, wszystko zalezy od dyscypliny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosiou Bury Re: Mity o zagranicy IP: *.85-226-89.dsl.completel.net 31.03.10, 15:24 Nieprawda? Ciekawe, ze to, co sie niestety zna z autopsji nagle zostaje bardzo szybko wrzucone przez kogos do woreczka z napisem : "nieprawda". ]:-> PRAWDA. NIESTETY. W Szwecji? Widzialam cala mase dwustronnych francusko-szwedzkich programow stypendialnych, tyle, ze przeznaczonych dla... Szwedow. Bo fakt faktem, ze Szwecja o swoje mlode talenty bardzo dba. I to sie Szwedom chwali. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mk USA torturami zmusza PhD do Polskiej nostryfikacji IP: *.dip.t-dialin.net 31.03.10, 08:28 USA torturami zmusza do nostryfikacji amerykanskiego PhD na duzo gorszych Polskich uczelniach aby najpradopodbniej sila promowac sowiecka nauke w USA: w kajdanach z domu w Utah wywozi na Okecie: mkk.blox.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosiou Bury Prosze uprzejmie nie kasowac tego komenta IP: *.85-226-89.dsl.completel.net 31.03.10, 08:30 Co jest? Nie podoba sie komus to, co napisalam???... Cenzura?... Czemu kasujecie ten wpis?... :-] A w Europie Zachodniej to jest dopiero raaj. Doktorat w trzy lata - to prawda. Ale to, czego autor wypowiedzi nie mowi, to fakt, ze BEZ znalezienia odpowiedniego finansowania publicznego (jakies stypendium) NIE MA W OGOLE MOZLIWOSCI zapisania sie na doktorat. Tak jest na przyklad we Francji. Nie ma kasy - nie ma studiow. I nikogo nie obchodzi to, ze student na przyklad dorabialby sobie pracujac gdzies kilka godzin tygodniowo. A o wyrwanie granta jest naprawde bardzo trudno. W praktyce ma na to szanse jedynie pierwszy student na roku (stypendium ministerstwa). Drugi czy trzeci - juz nie. Jezeli nie znajdzie sobie jakiejs oferty doktoratu z finansowaniem w swojej dziedzinie - to po prostu lezy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: byly pracownik UG Przerabiałem to na własnej skórze IP: *.chello.pl 31.03.10, 08:59 Znacząca część doktoratów to knioty do potęgi. W większości robią je ludzie bez pomysłu na życie. Na uczelni nie ma kasy. Tzn. kasa jest, ale tylko dla wybrańców lub osób, które ciągną dodatkowe etaty. To już inna bajka ponieważ przeważnie osoby pracujące na dwa lub więcej etatów (o ile dostaną zgodę rektora), olewają pracę na macierzystej uczelni. Wszystko spada na psy. Uczelnie działają jak prywatne firmy. Budżet musi się zamknąć a wydatki coraz większe - co robimy? zwiększamy liczbę płatnych studentów. Magisterki to gnioty jakich mało, testy zamiast poważnych egzaminów, 30 i więcej osób w grupie. Wykształcenie wyższe? To już nawet do pięt nie sięga maturze sprzed 20 lat. Szajs. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nAGA Re: Przerabiałem to na własnej skórze IP: *.scansafe.net 31.03.10, 09:19 dlaczego w PL zalozenie jest takie ze kazdy musi zdac mature? .. a co do szkolnictwa wyzszego, jakie uczelnie - takie doktoraty pozdrawiam, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fomica Doktora bardzo się spauperyzował IP: 62.233.165.* 31.03.10, 09:16 Z mojej klasy w liceum obecnie chyba juz połowa ludzi pisze, napisała albo w krótkiej perspektywie planuje napisac doktorat. Z tej grupy połowa nie pracuje na uczelni - robi zupełnie cos innego, a doktorat pisze "w międzyczasie". Pamiętam tych ludzi ze szkoły - część to rzeczywiście omnibusy, którzy zawsze sie wyróżniali, niech im doktorat idzie na zdrowie, ale cześć to zupełne przeciętniaki - żadnych pasji, konkursów, osiągnięć, tacy klasyczni uczniowe na "3+". Uważam że praca naukowa jest dla najlepszych, wybitnych a nie dla każdego kto nie ma pomysłu na dalsza karierę. Gdy słysze że ktoś pisze doktorat jednocześnie pracująć na lotnisku jako celnik albo w biurze jako kadrowa (autentyczne przykłady) to mam od razu uśmiech pobłażania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: none Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: 62.122.80.* 31.03.10, 09:26 Och, normalnie straszne! Doktorat w Polsce wygląda inaczej, niż za granicą! Stypendium jest niskie! Nie można go zrobić w 3 lata! A potem nikt nie chce przyjąć do pracy na samo słowo "doktorant"! A tym bardziej "doktor"! No dobra, koniec sarkazmu, teraz na poważnie: 1. Studia doktoranckie nie są dla wszystkich. Jeżeli ktoś traktuje doktorat jako "przeczekalnię" to nic dziwnego, że potem prezentuje przedstawioną w artykule postawę sfrustrowanego roszczeniowca, któremu "się należy", bo on ma doktorat. 2. Wiele elementów składa się na pomyślne studia doktoranckie: oczywiście promotor, ale także katedra/oddział, tematyka, zapał do pracy. Jeżeli zabraknie któregokolwiek z nich doktorat jest mierny, absolwent sfrustrowany i wracamy do punktu wyjścia, czyli artykułu. 3. Po doktoracie wcale nie jest ciężko znaleźć dobrą pracę. Trzeba tylko zmienić podejście: doktorat nie jest siłą napędową kandydata, a jedynie dodatkiem, przysłowiową wisienką na torcie. Jeżeli ktoś oczekuje, że dostanie pracę za sam fakt zrobienia doktoratu to jest po prostu głupi. Firmy nie zatrudniają tytułów - chyba, że jest to tytuł profesora zwyczajnego, a firma to uczelnia prywatna. W pozostałych przypadkach zatrudniają człowieka, który musi reprezentować określony poziom. Jeżeli kandydat nie dorasta do tego poziomu, to trzeba się zastanowić, jakim cudem udało mu się zrobić doktorat. 4. Oczywiście, że są różnice w studiach doktoranckich w Polsce i za granicą. Za granicą pracuje się znacznie bardziej intensywnie. Wymagania są dużo większe. Warunki są co prawda lepsze, ale tylko dla wybranych - tych, którzy mają swoich sponsorów (firmy prywatne, fundusze stypendialne, stypendia naukowe/ministerialne/unijne, granty, itp.). Pozostali mają dużo ciężej, niż w Polsce - stypendia są niskie, czasu mało, wymagania wysokie. 5. Czas robienia doktoratu jest ściśle powiązany z dziedziną badań. O ile nie jest sztuką zrobienie w 3 lata doktoratu z ekonomii, prawa czy filologii, o tyle z dziedzinami stricte eksperymentalnymi (chemia, fizyka) 4 lata to najczęściej minimum. 5. Odnośnie pracy na uczelni po doktoracie: jaki interes ma uczelnia w zatrudnianiu osób, które nie były najlepszymi studentami i wyprodukowały przeciętne doktoraty? Takie rzeczy były na porządku dziennym za poprzedniego systemu, bo wówczas miejsc było więcej, niż chętnych. Teraz uczelnie albo przygotowują miejsca dla swoich najlepszych doktorantów jeszcze w trakcie ich studiów (niestety, panuje tutaj uznaniowość i zapewne zdarzają się "ustawione" konkursy), albo ściągają najlepszych z innych uczelni, albo organizują konkursy otwarte. Te ostatnie niosą jednak ryzyko zatrudnienia osób przypadkowych, co pozornie wygląda elegancko z zewnątrz, ale w rzeczywistości często kończy się fatalnie z powodu powstających tarć wewnątrz zespołów. Podsumowując: ja zrobiłem doktorat z fizyki na dobrej uczelni w 5 lat, pod koniec studiów znalazłem bez problemów pracę w dobrej firmie, teraz moja żona kończy swój doktorat za granicą i dostała już propozycję kilku praktyk typu "post-doc" w różnych częściach świata. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MG Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.fe.bosch.de 31.03.10, 09:58 ad 5., to nie nie jest to prawda ( przynajmniej w przypadku Francji). Doktorat trwa maximum 4 lata, normalnie 3, a doktorant jest zachecany do zmieszczenia sie w tych 3 latach ( stypendia 3 letnie - na czwarty rok trzebaa szukac kolejnego, koniecznosc przejscia przez procedure administracyjna zeby zapisac sie na 4 rok itp) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: none Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: 62.122.80.* 31.03.10, 11:52 Przyznaję, że nie wiem dokładnie, jak jest we Francji, bo byłem tak bardzo krótko. Ale znajoma była na studiach doktoranckich łączonych (pół roku w PL, pół roku w FR) i jej studia trwały normalnie 4 lata (dziedzina - fizyka doświadczalna). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: O. A ja zrobiłem doktorat i jestem zadowolony IP: *.polkomtel.com.pl 31.03.10, 09:59 Doktorat zrobiłem z informatyki w instytucie PAN, znalazłem potem wysoko płatną pracę jako programista data mining w firmie konsultingowej. Doktorat pomógł, bo firma była zainteresowana pokazaniem swojemu klientowi, że ma mądrych konsultantów. Pracuję tu już 5 lat. Odpowiedz Link Zgłoś
fan_pani_minister Nie jest tak źle.. na UW 31.03.10, 10:10 Jakoś tak dziwnym trafem optymizmem tchnie tylko z UW.. Z tego samego który w ostatnim PO IG dostał dwa razy więcej pieniędzy niż wnioskował... W konkursie w którym działy się takie cuda, że 9 na dziesięciu recenzentów za każdy składnik oceny dawało DOKŁADNIE taką sama punktację, gdy tymczasem nawet średnio rozgarnięty student wie że żeby nie podpaść to jak się chce "wydrukować" wynik średni to trzeba porozrzucać wyniki pojedynczych pomiarów trochę w górę, trochę w dół. A już absolutnym kuriozum byli zewnętrzni recenzenci (na ogół dający więcej punktów dla projektów "nie-flagowych" niż główni recenzenci) których opinia nie była brana pod uwagę przy ocenie projektu. To po co byli? Bo taki wymóg? Przy takich hockach-klockach to jak słyszę że więcej pieniędzy powinno być w grantach kosztem DS-ów to se boję... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gość Opinia o doktoracie (pozytywna) IP: *.et.put.poznan.pl 31.03.10, 10:19 Moim zdaniem wszystko zależy od podejścia promotora. Są tacy co potrafią wywalczyć grant zagraniczny (bo mają osiągnięcia i są rozpoznawani za granicą) i dopuścić do niego studentów poprzez współpracę z nimi i umożliwienie im wyjazdów na konferencję i udział w projekcie(przy normalnym finansowaniu z ministerstwa nie ma na to szans), a są tacy profesorowie, którzy zagarniają wszystko dla siebie traktując studentów jak niewolników. Ja dla doktoratu zrezygnowałem z całkiem niezłej pracy, zresztą nie tylko ja. Zostałem zatrudniony do projektu międzynarodowego i nie żałuję. Mogę się naprawdę rozwijać. Promotor wspiera i ta praca ma szansę na naprawdę niezłe publikację na dobrych konferencjach i w czasopismach. Ale znam i takich co mają problem z wyjazdem na konferencję krajową. Moim zdaniem sami wiecie do kogo idziecie na doktorat, więc to był świadomy wybór, więc nie narzekajcie. Po prostu trzeba świadomie ocenić wszystkie plusy i minusy i podjąć decyzję świadomie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gość Re: Opinia o doktoracie (pozytywna) IP: *.et.put.poznan.pl 31.03.10, 10:25 Dodam jeszcze, że czasem poprzez doktoraty i udział w projektach profesorowie budują swoje zespoły badawcze, które potrafią osiągać dobre rezultaty. Odnośnie zatrudniania po doktoracie muszą być jasne kryteria w postaci dorobku naukowego. To rozwiąże problem. Odpowiedz Link Zgłoś
kamilo_82 Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian 31.03.10, 11:05 Z jednej strony wiadomo, że na wielu uczelniach są układy z drugiej jednak niech "eksperci" z EY nie popadają w skrajności z tym zakazem zatrudniania na uczelni macierzystej. I tak zdecydowana większość z tych szczurków korporacyjnych ukończyła jakieś zaoczne studia w prywatnych pseudoszkółkach. Co do zatrudniania po doktoratach - wszystko zależy nie tylko od korporacji ale też i od branży. Na przykład w tzw. zawodach okołomedialnych (reklama, public relations, marketing) już drugi kierunek znacznie utrudnia karierę, nie mówiąc o doktoracie. Tam większość osób, jeśli już ma mgr, to raczej z jakiejś egzotycznej szkółki. Spora grupa osób to tzw. wieczni studenci albo absolwenci bez dyplomu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pr+marketing Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.anonymouse.org 31.03.10, 16:25 > Na przykład w tzw. zawodach okołomedialnych (reklama, > public relations, marketing) Tak w tych "OKOŁOMEDIALNYCH" dziedzinach to doktoraty są zajebiste: czytaj- nawet na dobrej uczelni te sę w 99% TAKIE OBSZCZYMURKI, że aż WSTYD. W ogóle te dziedziny to zwykle domena DEBILI kopiujacych WSZYTSKO co, często i tak,źle pojmą z telewizji CNN (jak jest tłumaczona ponownie w polskiej telewizji na polski). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: r: (gość portalu) Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.chello.pl 31.03.10, 11:20 chamy a nie doktory, u nas we biedronce mieliśmy doktoranta chemii nawet sobie przy układaniu chemii na półkach nie radził. Jak miał do rozładowania paletę domestosu to L4 przynosił. Przed wojna doktór to był pan, a teraz? Ciemniaki co pracy nie mogą znaleźć i jeszcze z ryjem do pracodawcy że go nie chcą. A co on potrafi? Gość po trzydziestce żadnego doświadczenia nie ma, tylko badania. A jak przychodzi gość i ma ryzyko wyliczyć to on wtedy że on policzy inaczej bo ma nowy fajny model. Ja bym ich do łopaty Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Olalala Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.10, 12:06 Dokładnie w rzeczywistości potwierdza się niemal każde słowo z tego artykułu. Ja sama bronię magistra w czerwcu a potem składam papiery a doktorat bo wiem, że nie znajdę pracy...a ta kolejne cztery lata jeszcze jakoś miną. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xx Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.itc.polsl.pl 31.03.10, 13:32 mam nadzieję że cie nie przyjmą z takim podejściem se do biedronki idź Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doktorant Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.03.10, 12:18 Myślę, że tytuł jest kżywdzący dla doktorantów. Oni chcą zmian i nie są oporni wobec nich. Zmiany są konieczne ale proponowane zmiany nie polepszą sytuacji. To profesorowie są oporni na zmiay i oni się boją młodych. Świat stawia na młodych a my trzymamy starych profesorów którzy nic nie robią a ich wiedza opiera się na pożółkłych kartkach sprzed 100 lat. Nie prowadzą żadnych badań, nie publikują w liczących się czasopismach z listy filadelfijskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: HH Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: 82.160.245.* 31.03.10, 14:47 Skżywdzony (sic!) doktorant. Zaczynam być dumna z posiadanego wykształcenia średniego. W dawnym liceum przynajmniej uczono ortografii. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robin Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.wl.sggw.waw.pl 31.03.10, 15:40 Jestem za mobilnością doktorantów, czyli koniecznością odbycia stażu na innej uczelni - to rewelacyjnie rozwija. Jeśli chodzi o zakaz zatrudniania na macierzystej uczelni - nie do końca jest to realne. Dlaczego ośrodek, który jako jedyny w kraju rozwija jakąś dziedzinę wiedzy lub trafił na wyjątkowy talent naukowy nie mógłby zatrudnić wykształconego przez siebie doktora. Lepszym rozwiązaniem jest proponowany przez ministerstwo ogólnopolski, jawny konkurs. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dorocinskiiag Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: *.zone8.bethere.co.uk 31.03.10, 15:44 @ Harujemy na profesora Tak sie sklada, ze w firmie harujesz na swojego managera, bo - podobnie, jak profesor - to on reprezentuje cie na zewnatrz i walczy o zasoby. Oczywiscie przyjemniej jest, jesli twoim szefem jest jakas mila osoba, a nie socjopata. Normalny manager posiada tez przyzwoite people skills i nie uzywa jakichs zenujacych chwytow, zeby wydusic z ciebie jeszcze jeden wynik - to strasznie demotywujace. Normalny to kluczowe tutaj slowo... Tez zauwazylem, ze najlepsi uciekaja z nauki i nie chca wiecej slyszec o tym srodowisku. Zostaja np. pozerzy, a na pozerstwie w tej dziedzinie mozna zajsc calkiem daleko. Na rozmowie kwalifikacyjnej do normalnej pracy odpadliby z kretesem (akurat z dwoma takimi agentami z pieknymi CV ostatnio rozmawialem). Perspektywa 'wspolpracy' z takimi osobnikami to kolejny dobry powod, zeby uciec. Nie wspomne juz o nepotyzmie, ktory matolow portafi wyniesc do rangi geniuszow. Nie robilem doktoratu na znanym uniwersytecie, wiec nie wiem, jaka panuje tam atmosfera, ale u mnie najbardziej irytowalo mnie narzekanie na studentow: coraz glupsi przychodza, nic nie potrafia. To ich k** uczcie! Od tego jestescie. Albo w ogole nie zatrudniajcie. (Zatrudniac oczywiscie nie przestana, bo doktorant to najtansza dostepna sila robocza.) Jeden wniosek z mojej "kariery" naukowej juz wyciagnalem: moje dziecko bedzie studiowalo za granica, i tak jak wiekszosc tutaj osob zrobi bardzo dobry doktorat przy okazji pracy zawodowej. Polski system to strata czasu i karygodne marnowanie talentow. W mojej grupie (uchodzacej za bardzo dobra) z kilku osob, ktore pamietam doktoratu nie skonczyl _nikt_! I nawet jesli w niektorych (bo nie wszystkich) przypadkach wina lezy w wiekszej mierze po stronie studenta, to powinien byc ktos, kto takie rzeczy rzetelnie kontroluje. Przy czym musialaby to byc chyba osoba z zewnatrz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: none Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian IP: 62.122.80.* 31.03.10, 21:10 "narzekanie na studentow: coraz glupsi przychodza, nic nie potrafia. To ich k** uczcie! Od tego jestescie" - u znajomej na uczelni na pierwszy rok studiów interdyscyplinarnych (matematyka-chemia-fizyka) przyszły osoby, które miały problemy z ułamkami. Trzeba było im organizować zajęcia wyrównawcze. Oczywiście, uczelnia zdawała sobie sprawę z tego, kogo przyjmuje, ale miała wybór: albo przyjąć kilkunastu dobrych kandydatów (i kandydatek) i stracić sporą część budżetu z ministerstwa, albo przyjąć pełen rocznik i potem się zastanawiać. Wybrali tą drugą opcję. Zorganizowali serię zajęć wyrównawczych (oczywiście frekwencja była kiepska, bo nikt nie pójdzie przecież na zajęcia wyrównawcze). Sytuacja rozwiązała się niejako sama - po pierwszej sesji odpadło 90% podchodzących. Odpowiedz Link Zgłoś
krwawy_krolik Re: Sfustrowany, niedocenieni, oporni wobec zmian 01.04.10, 10:09 No ale ta uczelnia (wiem o ktora chodzi) tez okres swietnosci ma za soba. Odpowiedz Link Zgłoś