Dodaj do ulubionych

Przetrwają tylko zołzy

IP: *.chello.pl 29.03.05, 06:46
Czyli gdyby była zołzą nadal funkcjonowałaby z prostackim, cwaniakowatym
prymitywem.Sprawiedliwość dziejowa, a tak pozbyła się go i ma choć przykre
lecz pouczające doświadczenie życiowe.Puenta artykułu jest właśnie na
poziomie "Misiaczka" , zaskakujące jak widząc innych nie widzimy siebie.
Obserwuj wątek
    • Gość: p_p Czy mój przedmówca to głupek? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.05, 07:05
      Czy mój przedmówca to głupek? Wygląda, że tak bo prostego tekściku nie
      zrozumiał. Napisane zostało, że najprawdopodobniej gdyby panna była zołzą to
      nic by po prostu z tego związku nie wyszło...

      A co do tytułu książki: jest on prawdziwy ale nie do końca, tzn. mężczyźni
      kochają zołzy ale tylko NIEKTÓRZY mężczyźni i nie dlatego je kochają, że
      im "imponują niezależnością" tylko dlatego, że zołzy (ale tylko takie jak
      opisane w atykule) poza ustawianiem partnera umieją też doskonale ustawiać całe
      życie dookoła (praca, pieniądze, życie towarzyskie) a niektórzy mężczyźni po
      prostu czują się przy takich kobietach bezpieczniej. One pełnią zwyczajnie rolę
      matek... czasem zakazujących, nakazujących ale i karmiących...

      Ale mam wrażenie, że większość kobiet wiodących udane związki to wcale nie
      zołzy tylko zwykłe ufające istoty szczęśliwe w swoich związkach i nie
      przeżywające takich sytuacji jak opisana w artykule, tamto to raczej patologia
      (choć sądzę, że gdyby pogrzebać w tym związku głębiej to okazałoby się, że ta
      porzucona to nie był żaden aniołek)...
      • Gość: Kika Szczurzyca czy leming? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.05, 09:45
        ja wlasnie jestem "zolza', i w wielki piatek wystawilam za drzwi milusinskiego.
        Wiem-konsekwencja to samotnosc/przynajmniej przez jakis czas/ i totalny brak
        zaufania do ewentualnych nastepcow milusinskiego, ale moze sa kobiety, w tym i
        ja, krore wzorem Sztyrlica pakuja sie w skomplikowane sytuacje? Owszem jest mi
        smutno troche i pusto ale lepsze to niz toksyna uzaleznienia od dupka i braku
        zaufania. Poza tym trudna jest rola matki kogos od siebie starszego...a moze
        powinnam powiedziec wlascicielki psa? Bo ci milusinscy maja charakter i
        moralnosc bezpanskiego kota i zachowania bezpanskiego psa...Chwala Bogu-nie
        robilam sniadan,nie prasowalam koszul-milusinscy piotrzebuja po prostu serwisu
        hotelowego i nich zdeterminowane samotnioscia Grazynki czy Beatki takiego im
        dostarcza. Zolzy jak szczury potrafia opuscic tonacy statek, lemingi skacza w
        fale.Pozdrawiam wszystkie Szczurzyce.
        • Gość: cavva Re: Szczurzyca czy leming? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.05, 14:38
          Kurde mógłbym sie w Tobie zakochać... Zawsze marzyłem o tym, aby
          być "wystawiony za drzwi w wielki piątek". :D Pozdrawiam i życzę więcej
          wielkich piątków i mniej milusińskich, potrzebujących serwisu, bezpańskich
          kotów i psów.
          :DDDD
          • Gość: desspo Re:bohaterka byla zolza tyle ze opowiada swoja wer IP: *.block.alestra.net.mx 29.03.05, 15:24
            :-P
            jak widac o rachunkach nie zapomniala
            :-P
            • Gość: odwalcie sie!!!!!! Z A Ł O Ś Ć !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: 195.94.207.* 01.04.05, 11:48
              Zołza potrafi dawkować czas, który poświęca mężczyźnie. Raz jest do dyspozycji,
              innym razem nie. Ale jest miła - tłumaczy autorka. - Miła na tyle, żeby brać
              pod uwagę, kiedy on miałby ochotę ją widzieć, i czasami się dostosować. Efekt?
              Żadnej przewagi

              co to ku@rw@#$%a jest? kasia i tomek? rozgrywki ligowe?
              kto kogo w zwiazku w konia zrobi?
              co za bzury!!!!!!!

              tak jest bo ludzi sie nie pobieraja z milosci
              a potem traktuja sie ja szmaty
              i reszta ich zycia
              to kombinacja: jak pokazac znajomym ze jest idealni i ze mamy coraz wiecej
              i jak przecignac zwiaek tak by było na moje a nie jej/jego

              rzygac sie chce

      • Gość: ulania jestem zołzą IP: 213.25.104.* 29.03.05, 09:45
        He, he! Jesetm zolzą!! I dobrze mi z tym... Mój mąż już też nie narzeka:)
        • Gość: Adam Re: jestem zołzą IP: 158.75.43.* 29.03.05, 13:24
          Tak naprawdę, "zołza" to po arabsku po prostu "żona". Nie wiem czemu w języku
          polskim ma znaczenie negatywne.Nie wiem więc dlaczego Tobie, Ulanio, miałoby
          być zle
      • tamilan Re: Czy mój przedmówca to głupek? 09.05.05, 15:33
        Mój mąż zakochał się właśnie w takiej suce... Imponuje mu tym, że nim rządzi,
        że ma swoje zdanie, że trzyma go na dystans - kiedy chce. Całe życie mąż
        uwielbiał agresywne, atakujące kobiety - takie, które nie biadały i nie
        podkreślały jaka to jestem "mala" i słaba, podejmowały decyzje, broniły
        swojego zdania jak niepodległości, były przy tym eleganckie, wyperfumowane i
        wymalowane. Takie, które i wypić i przekląć umieją. Ale ja - mimo iż widziałam,
        że zaczynamy oddalać się od siebie - nie potrafiłam stać się taka - nie umiem
        pić, przeklinać, załatwiać spraw - przeraża mnie samotnośc i utrata stabilności
        życiowej. Nie jestem kobietą - bluszczem, ale mąż widzi we mnie życiową
        niedorajdę - mimo, że potrafiłam sama zostać na cztery lata z dwójką malutkich
        dzieci, w stamnie wojennym, przy pustych półkach, bez możliwości komunikowania
        się przez wiele miesięcy. Ale zawsze liczyłam na niego - na jego obecnośc,
        wsparcie chjoćby tylko finansowe. Całe życie uczono mnie, że baba bez chłopa to
        jak chałupa bez płota - każdy może wejść i zrobić szkodę. Więc trzymałam się go
        kurczowo, bojąc się, że gdy zostanę sama, to sobie nie poradzę...Mąż dostrzegł
        to i perfidnie teraz wykorzystuje. Nie ma sprzeczki, która nie kończyłaby się
        zdaniem - jak tak dalej będziesz postępowała, to wyrzucę cię do twojej kochanej
        mamuśki - zostaniesz sama i bez niczego.
        Żałuję, że nie potrafiłam stać się zołzą!
        • Gość: nie jestem zołzą Re: Czy mój przedmówca to głupek? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.05.05, 18:07
          Masz rację moja droga żałuj.Faceci myślą,że jesteśmy od nich uzależnione.Ja nie
          jestem zołzą ale wiem czego chcę.Szlag mnie trafia jeśli daję od siebie wiele a
          dostaję tylko suche stwierdzenie,że tak trzeba.Uważam, że w związku
          najważniejszy jest kompromis a łzy nic nie pomogą.I nie można się poświęcać bez
          końca bo traci się poczucie własnej wartości.A wtedy z satysfakcją nasz luby
          stwierdzi nie poradzisz sobie sama.
    • Gość: uświadomiony pozwolę się nie zgodzić na teorię przedstawioną... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.03.05, 10:26
      w tym artykule. tak się składa że mam za sobą związek z "zołzą" i wiem, że po
      okresie fascynacji jej siłą i niezależnością przychodzi znużenie jej ciągłymi
      próbami udowodnienia że nie jest zależna mimo, że jest, bezustannym
      powtarzaniem, że facet dla niej nic nie znaczy. bycie w związku nie może być
      oparte na pogardzie dla drugiej strony, zdecydowanie bardziej kreatywne są:
      szacunek i zaufanie. cieszę się że odkochałem się z "zołzy" bo zniszczyłaby mi
      życie schizofreniczną walką ze mną, ze sobą i całym światem. ślepej
      "zołzowatości" i tępej "misiowatości" mówię stanowcze NIE!
      • Gość: zbytmiła prawda jak zwykle leży pośrodku IP: *.teldom.pl / *.teldom.pl 29.03.05, 10:45
        A ja chyba byłam zbyt miła w swoim małżeństwie, co i tak nie zostało docenione
        i usłyszałam niedawno, że ......... szkoda gadać
        • Gość: x/s Re: prawda jak zwykle leży pośrodku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.05.05, 18:19
          A ja usłyszałam ostatnio nie mam już sił i chęci.No tak tylko ja mam mieć?
      • Gość: mów mi wójku prawda, prawda... IP: *.szuwarowa.krakow.pl / 62.233.211.* 29.03.05, 15:03
        jak każdy artykuł pod z góry założoną tezę ma się tak do życia jak specyfikacja
        opony do opisu całego samochodu :]
      • Gość: nie jestem zołzą Re: pozwolę się nie zgodzić na teorię przedstawio IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.05.05, 18:17
        Miałeś doczynienia nie z taką zołzą tylko inną.Również uważam, że w związku nie
        ma miejsca na pogardę dla drugiej osoby.Ale jak udowodnić mężczyźnie ,że
        szacunek i zaufanie są szczere?Jak można doczekać się okazania szacunku z jego
        strony?Jeśli dana jest cała energia w związek a później przychodzi okres
        znużenia ale tylko ze strony mężczyzny.Jesteś facetem to odpowiedz ile można
        czekać cierpliwie bo on tak prosi?
    • Gość: literatura.hg.pl Re: Przetrwają tylko zołzy IP: *.bielsko.dialog.net.pl 29.03.05, 10:31
      Smutne to bardzo - traktowanie współmałżonka (czy jak to się teraz nowocześnie
      mówi - partnera) jako wroga, którego trzeba trzymać za pysk, żeby nie zrobił
      nam krzywdy. Jest tu pewna "życiowa" mądrość, ale nie chciałbym tak życia
      spędzić.

      Polecam dwa artykuły o miłości i właściwym podejściu do ludzi:

      NASZE PRAWO DO MIŁOŚCI
      Wilhelm Busch
      www.literatura.hg.pl/busch1.htm
      OBOWIĄZKI MĘŻÓW I ŻON WZGLĘDEM SIEBIE
      Ryszard Baxter (1615-1691)
      www.literatura.hg.pl/baxtrmar.htm



      • Gość: kika nie trzeba być zołzą, żeby się nie sparzyć IP: 217.153.210.* 29.03.05, 10:46
        większość z cech tzw. "zołz" pasuje do mnie, ale za takową się nie uważam, nie
        zaniedbuje przyjaciół dla partnera, nie skacze przy nim, zeby jemu było
        dobrze, raczej sobie wzajemnie dogadzamy - to ma wtedy sens, w związku obie
        strony musza coś z siebie dawać, żeby móc też z niego czerpać garściami.
        Jesli kazde ma swój własny świat, swoje hobby, czyli jest jakoś niezależne i
        potrafi też funkcjonowac czasem solo, żeby się nie udusić sprawami partnera, to
        mysle, że jest szansa, zeby w tym wszystkim się nie zgubić, ale gwarancji jak
        wszystko inne nie daje żadnej, tacy już jesteśmy - my ludzie, czasem bardzo
        zaskakujący.
    • Gość: xyz coś czytac nie umiesz,jakby była zołzą to facet by IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.05, 10:48
      ją sobie na poczatku juz odpuścił i szukał frajerki gdzie indziej
      • Gość: koko w sprawie zołz i tych miłych IP: 81.210.119.* 29.03.05, 11:01
        Jakoś tak jest wśród moich znajomych, że wszystkie te w szczęśliwych związkach
        mają u innych facetów (i kobiet) opinię nieznośnych i nie do zaakceptowania na
        dłuższą metę (ja także). Natomiast te miłe i do zaakceptowania dla każdego
        jakoś są samotne i nawet jak kogoś znajdą to nic z tego nie wychodzi. Bo zołzą
        się jest w opinii osób postronnych, kiedy obserwują, że negocjujesz coś ze
        swoim partnerem i ci to wychodzi, on akceptuje pewne ustępstwa na twoją
        korzyść, bo wie co dostaje w zamian. Ale od obserwatorów zaraz usłyszysz, że z
        takim babsztylem godziny by nie wytrzymali. Faceci sam na sam rzadko
        podskakują, ale liczą na to, że w obecności obcych kobieta im więcej puści
        płazem (bo nie będzie chciała robić scen). No więc jeśli nie dajesz się tak
        podejść i obstajesz przy starych ustaleniach - to znaczy żeś zołza.
    • Gość: ketiw1 UWAGA!!!!!!!!!!!!! IP: *.shl.pl / *.shl.pl 29.03.05, 10:52
      Kto umieścił tu tego prostackiego, wulgarnego, ordynarnego gniota reklamowego
      jako artykuł?


      Tak prostackiego, spłaszczającego rzeczywistość i sprowadzającego refleksje na
      temat udanego związku do potrzeby "bycia twardą suką i zołzą" nie widziałem w
      Wyborczej nigdy. To gorszy, bardziej prostacki i liszajowaty chłam od tresci
      "Faktu" - WSTYD!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      A to jeszcze wszystko po to by zareklamować ksiażkę za 29.90. Obrzydliwa
      kryptoreklama bez gustu!!!!!!!!! FU!
      • eepaniusia Re: UWAGA!!!!!!!!!!!!! 29.03.05, 13:30
        niestety ten prostacki skrót myślowy " być albo nie być " zołzą jest
        do gruntu prawdziwy.Prawdziwi faceci : odpowiedzialni ,czuli i szczerzy
        to dziś gatunek bez mała wymarły: albo są to twory " bezjajeczne "
        domagający się opieki i troski albo- jeśli zaradni i przebojowi -
        na dowolnym etapie skłonni do wymiany "starej " partnerki na nowszy
        model...Co to się porobiło ....
        • Gość: cavva Re: UWAGA!!!!!!!!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.05, 14:50
          Skoro tak myślisz to chyba przyjdzie Ci zostać starą panną...
          Albo po prostu nie chce Ci sie szukać...
      • dolka2005 Re: UWAGA!!!!!!!!!!!!! 29.03.05, 20:05
        Ten artykul-gniot absolutny, to pewnie nic w porownaniu jakim nie porozumieniem
        literackim musi byc tak ksiazka. Ciekawe ile stron za 29.90zl autorka
        wyprodukowala, zeby udowodnic (ciekawe zreszta komu...) teze ze mezczyzni
        kochaja zolzy. Szczegolnie, ze pani przyjela zaloznie ze istnieja dwa rodzaje
        kobiet (zolzy oraz mile i oddane kobietki) i ze wszyscy faceci lubia takie same
        kobiety. Nie wydam 29.90 zeby sie przekonac, ile jeszcze bzdur moze zawierac ta
        ksiazka.
    • Gość: Natali27 Nie jestem zołzą, ale niezależną kobietą IP: 195.150.18.* 29.03.05, 14:13
      Ogólnie rzecz biorąc treść artykułu jest do rzeczy, opowiada o tym jak kobieta
      broniąc własnej niezależności i szanując siebie samą uzyskuje poważanie i
      szacunek od innych. Mimo tego, artykuł czytałam z niesmakiem, bo jak można
      niezależną, pewną siebie i godną szacunku kobietę nazwać zołzą. To jest
      nalepianie samodzielnym kobietom pejoratywnej etykietki przez ludzi którym jej
      waleczność i charakter przeszkadza, nie miesci się w głowie, a ponad wszystko
      przeraża. Mężczyźni, ale i inne kobiety (np. matki tych mężczyzn)nie mogą
      zaakceptować faktu posiadania przez kobietę własnego życia, niekoniecznie
      zależnego od rodziny, przy założeniu że mężczyzna też takowe posiada. Sześć
      miesięcy temu wyprowadziłam się od męża z półtorarocznym dzieckiem, bez żadnych
      środków z debetem na koncie. W tej rodzinie zawodowo i nie zawodowo pracowałam
      tylko ja i teściowa która była serdeczna i pomocna dopóki jej syneczek (prawie
      trzydziestoletni) był zostawiany w spokoju. Wszelkie próby zmobilizowania go do
      pracy czy nauki kończyły się agresją czy ostracyzmem jego rodziny. A jemu było
      super wygodnie. Więc wzięłam dziecko za pas i wyleciałam. Najpierw
      pomieszkiwałam u rodziny, teraz wynajęłam mieszkanie, kontynuuje doktorat, mam
      szansę na lepszą pracę choć i tak zarabiam bardzo dobrze (tylko dzięki swojej
      przedsiębiorczości). I oni już nie mają śmiałośi nazywać mnie zołzą. Obchodzą
      mnie dookoła i muszą mnie szanować bo mam ich głęboko w d... Mój mąż bardzo by
      chciał żebym wróciła, ale już za późno, już nie dam się wciągnąc w gierki że
      tym razem na pewno zaliczy semestr i znajdzie pracę. Ten związek rozpadł sie po
      czterech latach choć powinien, tak jak Agnieszki po dwóch tygodniach. No ale
      wtedy nie byłam jeszcze nie zołzą, ale niezależną kobietą!!!
    • Gość: andhy Re: Przetrwają tylko zołzy IP: *.aster.pl 29.03.05, 14:34
      Przeczytałem artykuł u uśmiechnąłem się na widok obrazu jaki namalowano przed
      moimi oczyma. Biedne kobiety, nazbyt zakochane, żyjące wyłącznie dla mężczyzn,
      którzy okazują się myśleć tylko o sobie, o swoich przyjemnościach i potrzebach.
      Zupełnie jakby świat składał się TYLKO z takich przypadków. Ciekawe, iż autorka
      wspomnianej książki nie zadała sobie trudu znalezienia mężczyzn
      wykorzystywanych przez swoje 'lepsze połowy'. Nie zajęłoby jej to zbyt wiele
      czasu. Znalezienie pana, który dla przyszłości związku inwestował pieniądze w
      mieszkanie, samochód itd. itp., i który na końcu usłyszał 'Zabieraj się stąd'
      nie jest problemem. Problemem jest najwyżej duma mężczyzny, który nie chce się
      przyznać, że został wykorzystany. Konkludując:

      Przyjęcie na siebie roli partnera wykorzystanego nie zależy od płci partnera.
      Jest przeżyciem i doświadczeniem bezpłciowym.
    • Gość: ANKA SOKOŁOW Re: Przetrwają tylko zołzy IP: 195.47.201.* 29.03.05, 15:02
    • blue_as_can_be Re: Przetrwają tylko zołzy 29.03.05, 15:03
      oslabiaja mnie madrosci zyciowe tego gatunku, jak zaprezentowany w artykule.
      swiadome czlowieczenstwo i szacunek do samego siebie wykluczaja gierki
      uprawiane z ludzmi ktorych sie kocha. jesli bycie zolza jest jedynym sposobem
      na stabilny zwiazek, to mam w d... wszystkie zwiazki do konca zycia. jesli
      bycie zolza to jedyny sposob na to, jak nie dac sie nabic w butelke, to chyba
      wole byc nabijana.

      nie mam zamiaru powstrzymywac sie z okazywaniem swoich uczuc, udawac, ze nie
      jestem zaangazowana, uwazac, czy aby na pewno dostaje tyle samo ile sama dalam.
      bo to jest wlasnie prosta droga do "miskowatosci"! "zolza" to jedynie etap
      pośredni do "miska"...
    • Gość: monka nie jestem zolza IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.03.05, 15:33
      nie jestem zolza, nie musze udawac silniejszej niz jestem, mam meza, kochamy
      sie i nie mam zamiaru ukrywac swoich uczuc do niego.
      • Gość: Enola Gay co.uk Zony to obce istoty,a milosc bywa zwykle chwilowa IP: *.in-addr.btopenworld.com 29.03.05, 16:18
        Mam za soba trzy pelne zwiazki z madrymi,zaradnymi,pieknymi kobietami.Kochalem
        kazda z nich,ale do zadnej nie powrocilbym na stale.Monogamia jest mozliwa,ale
        trzeba wyjatkowo trafic na elastyczna partnerke.Najsilniejszym balsamem jest
        piekny codzienny seks.I wzajemne zauroczenie.Bez tego nawet piecioro drobiazgu
        nie scementuje zwiazku.Wszystkie kobiety to suki,w dobrym i zlym tego slowa
        znaczeniu.Moja rodzicielka zawsze powtarzala:pamietaj,ze kazda kobieta jest
        Q...Kazda?pytalem.Absolutnie kazda.W sytuacjach decydujacych zyciu laseczki
        zawsze wybieraja prawidlowo,pojda za szmalem,a nie za jakas tam miloscia czy
        przywiazaniem.Dzieci nie maja zadnego znaczenia.Teraz ,jak potrzebuje
        kobiety,ide do pubu,wyrywam towar,katuje przez weekend i by,by.W pojedynke
        jestem silniejszy.A milosc?Przezyje bez tego...
        • Gość: z powodu matki wyrazy współczucia IP: *.szuwarowa.krakow.pl / 62.233.211.* 29.03.05, 17:57
        • Gość: Sloneczko Re: Zony to obce istoty,a milosc bywa zwykle chwi IP: *.onlink.net 29.03.05, 19:29
          Enola Gay zal mi ciebie i twojej rodzicielki. Bardzo smutne ze sama siebie
          sklasyfikowala jako Q no coz widocznie wiedziala co mowi bo jak mowi
          powiedzenie sadze ciebie wg siebie.Chora kobieta wychowala chory pomiot.
        • Gość: Banderas Re: Zony to obce istoty,a milosc bywa zwykle chwi IP: 217.17.44.* 09.05.05, 10:11
          Skąd ty takie kobiety brałeś facet, chyba potrzebowałeś mocnych wrażeń, a nie
          drugiej połówki aby się ustatkować /?/, podświadomie przyciągałeś więc
          taki "towar" a nie inny....
    • Gość: majek lubimy cierpiec IP: *.214.169.23.62.rev.coltfrance.com 29.03.05, 16:52
      A czy nie jest tak, ze w glebi duszy wszyscy (lub wiekszosc z nas) lubimy
      cierpiec? Kobiety wybieraja mezczyzn przez ktorych beda wykorzystane, mezczyzn
      pociagaja pomiatajace nimi kobiety, itd... powiecie, ze uogolniam ale wiekszosc
      moich znajomych sie ze mna zgadza. Niekoniecznie swiadomie pragniemy tego, co
      do konca nie zdobyte, ryzykowne, co czesto boli.
      A pozniej, kiedy juz sie wycierpimy za wszystkie czasy, kiedy nasze serce
      zostanie poraz setny zlamane, wtedy z przychylnoscia spogladamy na tego/ta
      lekko nudnego i malo intrygujacego ale nareszcie "bezpiecznego" partnera i
      stwierdzamy otwracie, ze "koniec z draniami"... nie doszliscie nigdy do takiego
      wniosku?
      ja co prawda doszlam ale do dzisiaj przekonuje sie, ze jednak nadal wole
      cierpiec... i sama jestem sobie winna!!! idiotka...
      • xanaxy Re: lubimy cierpiec 29.03.05, 17:35
        Nie lubimy cierpiec. Po prostu wokol coraz wiecej osob zaburzonych,
        wykorzystywanych w dziecinstwie - stad same wykorzystuja. Nie czuja leku,
        wurzutow sumienia, bo ... niewiele czuja w ogole.Jesli cos, to smutek i
        potrzebe silnych bodzcow / ma sie cos stale dziac/. Sam na sam czuja sie
        okropnie, bo nie maja / i sluszmnie/ szacunku do siebie. Klamia,kreca, bo tak
        zostani nauczeni. W domu. Stad hipokryzja,podwojnosc i brak tozsamosci. Uwaga !
        to nie jest w dodatku do leczenia. Inni przez nich ciepia, a oni udaja, bo
        vwiedza jak udawac, ale naprawde -drewno, niczego nie czuja, wiec nie
        oczekujcie od nich czucia,przyzwoitosci, odpowiedzialnosci. Sa b.oddzielni i
        tak im zostanie.
      • Gość: darek p Re: lubimy cierpiec IP: *.chello.pl 29.03.05, 20:45
        zgodze sie ta opinia. wydaje mi sie, ze znam nawet pewne wytlumaczenie takiego
        stanu rzeczy. wynika to moim zdaniem z bardzo skomplikowanego sposobu oceny
        partera, ktory bierze pod uwage tez jego wlasna samoocene. wezmy przykladowa
        sytuacje. chlopak kocha dziewczyne, szaleje na jej punkcie. stara sie jak tylko
        moze jej dogodzic, jest przy niej, chce byc najblizszym przyjacielem, osoba na
        kazde zawolanie itd. szczerze stara sie dla niej byc lepszym czlowiekem. teraz
        ona to widzi, i co moze myslec? ok, ugania sie za mna. dlaczego? pewnie uwaza
        mnie za swietna partie. prawdopodobnie za partie niemalze poza swoim zasiegiem,
        dla niego az za dobra. uwaza, ze nie zasluguje na mnie, dlatego pewnie stara sie
        byc lepszy. wiec moze rzeczywiscie jestem dla niego za dobra? w koncu on chyba
        lepiej niz ktokolwiek inny zna swoja wartosc. wiec mozna go olac. za to facet,
        ktory pomiata dziewczynami, to musi byc wspanialy partner. skoro mu nie zalezy,
        to pewnie znaczy, ze jest tak wspanialy, ze moze miec ich na peczki. i tak to
        sie kreci... oczywiscie w druga strone dziala to identycznie. wg moich
        obserwacji ta tendencja jest po prostu wszechobecna. praktycznie zawsze wybiera
        sie partnera (oczywiscie pomijajac tutaj inne czynniki, jak chocby atrakcyjnosc
        fizyczna), ktory gorzej traktuje i bardziej olewa. stad optymalna strategia to
        pomiatanie, brak szczerosci i wredne gierki... nie wynika to imho ze zlego
        wychowania, tylko ze ze spaczonej ludzkiej natury. a moze po prostu oczekujemy
        niemozliwego? byl taki fajny kawalek grupy VAST, a w nim tekst "if you knew how
        much i love you you would run away, but when i treat you bad it always makes you
        wanna stay"...
        • Gość: ma Re: lubimy cierpiec IP: *.tvkdiana.pl 30.03.05, 14:21
          Masz rację..ale czasami tak bywa gdy osoba o którą się zabiega ma małe poczucie
          własnej wartości i sama siebie nie szanuje..i tak mężczyzna nie szanujący
          siebie będzie zdziwiony że jakaś dziewczyna go pokochała "bo jak można pokochać
          kogoś takiego jak ja, widocznie ona też siebie nie szanuje". Mężczyzna zrównuje
          wtedy taką dziewczynę do swego niziutkiego poziomu. Natomiast te które nim
          pomiatają,gardzą są zawsze "wyżej". Myśli "nie szanują mnie, bo kogo tu
          szanować, i mają rację, są mądre i kocham je za to".
          • fruwam Re: lubimy cierpiec 31.03.05, 11:21
            zgadzam sie z ma ale wydaje mi sie tez, ze to sposob, w ktory my kobiety
            tlumaczymy sobie odrzucenie przez faceta. panowie czy mozecie to skomentowac?
            pokochalam cudownego chlopaka "po przejsciach", ja rowniez takowe mialam wiev
            jego siostra postanowila, ze "do siebie pasujemy". faktycznie pomiedzy nami
            swiecilo jak z jarzeniowki. niestety ja bylam gotowa dac wiele i chyba zbyt
            wiele. on pokazal ze niby mu bardzo zalezy ale... no wlasnie ale. jego
            przyjaciel tlumaczyl mi, ze on (moja milosc) zbyt sie nacierpial w poprzednim
            zwiazku i teraz mysli, ze wszystkie dziewczyny to swinie i boi sie zaangagowac.
            moge to zrozumiec ale gdyby mu naprawde zalezalo to chyba chcialby zaryzykowac
            (ja tez ryzykuje, tez sie duzo wczesniej nacierpialam).
            czy Wy panowie faktycznie czasami boicie sie "milosci" bo kobiety to "suki"
            (drogie panie bardzo przepraszam) czy to tylko taka wymowka zyczliwego
            przyjaciela (ktory a propos czuje do mnie miete)?
            • Gość: Ofelia Wiec dlaczego tego nie zmienic?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.05, 19:43
              Zgadzam sie..bardziej przyciaga nas to co ekscytujace, podnoszace adrenalinei
              ryzykowne..a ze szybko sie konczy? coz, dzisiejsze czasy -mozna
              powiedziec...wiecie..ja zakochalam sie na zabój w kims, kto okazal sie zupelnie
              tego niewart.byl przystojny.byl.byl ciekawym czlowiekiem.i to jak.byl
              zabawny.smialam sie do rozpuku.byl sexy.wspaniale nam bylo w lozku.byl moim
              przyjacielem.myslalam ze komu moge zaufac jesli nie jemu.ale byl tez
              niezlaezny.byl pewny siebie w tym zlym znaczeniu.mial "tylko
              swoje"plany,ktorych nie chcial z nikim dzielic.Rzucil mnie po tym jak
              musielismy rozstac sie na 3 (!)m-ce.mimo ze kochal podobno tak przeogromnie.3
              tyg potem byl juz z inna i przechadzal sie z nia na moich oczach.I wiecie co?
              przestali mi sie podobac tacy faceci.Faceci,ktorzy wywoluja moze to szybkie
              bicie serca i podniecaja samym swoim spojrzeniem..ktorzy sa dusza towarzystwa i
              pragnienirm wiecej niz 1 kobiety.Wiem ze podobam sie takim facetom.bo tez
              jestem wygadana,towarzyska i do tego raczej ladna.ale to niewazne.Jestem teraz
              z KIMS,kto naprawde wie jak zajac sie kobieta,ktory kocha mnie z wszystkimi
              moimi wadami,ktory znosi czasem moje nastroje,ktory akceptuje to,ze czasem
              jestem nietowarzyska,kto robi mi sniadanka jak jeszcze spie,a on wychodzi
              wczesniej do pracy, kto pamieta wsyzstko co kiedykolwiek powiedzialam, kto robi
              mi prezenty i zostawia w szufladzie karteczki "Jestes cudowna". Nie jest
              b.przystojny.Nie jest dusza towarzystwa.Nie jest porywczy.Ale go KOCHAM.za
              to,ze on mnie pokochal taka prawdziwa miloscia,bez oczekiwania tylko doraznej
              przyjemnosci i wzrostu testosteronu.Kocha i opiekuje sie mna.Czasem zastanawiam
              sie,czy to "moj typ".bo przeciez ja potrzebuje wrazen,namietnosci,kogos kto
              mnie zafascynuje.czyzby?? czy bezpieczenstwo,stabilnosc,prawdziwe glebokie
              uczucie nie jest wazniejsze od tego calego bullshitu dzisiejszego swiata??
              swiata smutnych samotnych zagubionych metroseksualnych ludzi ktorzy boja sie
              kochac i dac komus cokolwiek??ja podziekuje...
    • Gość: baśka Re: Przetrwają tylko zołzy IP: *.icpnet.pl 29.03.05, 18:40
      To samo życie .Racja w 100 procentach . Trzeba być normalną. A inni niech to
      sobie nazywają 'zołza".
    • Gość: geo Była głupia i została głupia. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.05, 18:42
      Z jednej skrajności, w drugą.
    • Gość: Viking Re: Przetrwają tylko zołzy IP: *.elisa-laajakaista.fi 29.03.05, 18:47
      uczcie się ludzie tolerancji a nie słuchacie bajek:) jak więcej łączy niż
      dzieli w związku, para da sobie radę w życiu. zołza czy milusińska i tak przy
      rowodzie pokaże pazury :)
    • colombina Cecha kultury 30.03.05, 03:03
      Wychowanie dziewczat w naszej kulturze pozostawia wiele do zyczenia. Gdyby
      wychowywalo sie dziewczynki w poczuciu wlasnej wartosci i uczono ze maja prawo
      wymagac respektu od innych, to faceci tacy jak ten z powyzszego artykulu wymarli
      by bezpotomnie. Mloda kobieta, powinna byc nauczona ze ma takie same prawo do
      marzen i ich spelnienia jak jej partner (czy inni czlonkowie rodziny), a jej
      potrzeby emocjonalne sa tak samo wazne jak innych. Wydaje mi sie ze zarowno zony
      ktore daja sie obijac mezom przez cale dziesieciolecia jak i "zolzy" egoistki,
      kompletnie gluche na potrzeby innych to produkty tej samej "dziewczynka musi byc
      zawsze grzeczna" kultury. Tyle ze byc moze "zolzy" to natury bardziej niezalezne
      i sklonne do buntu.
    • Gość: konczata Re: Przetrwają tylko zołzy IP: *.ostroda.sdi.tpnet.pl 29.04.05, 10:13
      gorzej jak sie kocha za bardzo. ja zawsze byłam "zołzą", aż do chwili, gdy
      poznałam obecnego partnera. Moi poprzedni nadal do mnie dwonią, a obecny...
      Nawet nie jestem pewna jego uczuć
    • Gość: aga Re: Przetrwają tylko zołzy IP: 81.15.181.* 03.05.05, 21:04
      To prawda, znam przypadki, kiedy nadmierne poświęcenie i rezygnacja z siebie i
      swoich potrzeb i tak doprowadziły do odejścia faceta (do innej kobiety
      oczywiście). Związek dwojga ludzi, to "praca w zespole". Każdy może pełnić
      określone role, ale nie być wykorzystywanym, czy rezygnować z siebie...
    • Gość: On porzucony Re: Przetrwają tylko zołzy IP: *.ir.ae.wroc.pl 06.05.05, 20:38
      A gdy to facet sie stara ponad przecietnie kupuje wymarzone przez nia
      mieszkanie dla ukochanej o ktorej mysli zona i partnerka na cale zycie i
      zostaje na lodzie z dlugami i jeszcze zadaniem splaty pieniedzy ktore ta
      wspaniala dziewczyna i prawie zona dolozyla do wykanczania ich wspolnego
      mieszkania (ok 12 tys.zl), bo ukochana istota za namowa przyjaciolki i
      tesciowej wyprowadzila sie do wynajmowanego pokoju gdzies na miescie i przesyla
      sms-y oddaj szybko kase choc za mieszkanie jest ponad 50 tys zl dlugu i brakuje
      na doprowadzenie mieszkania do stanu uzywalnosci. Ale tesciowa i ukochana
      chcialy tez autka lecz on niewdziecznik powiedzial ze nie ma za co kupic i nie
      ukradnie, a w banku nie ma juz zdolnosci kredytowej. I jeszcze ukochana dzwoni
      z zyczeniami z imienimy i upomina sie o pieniadze. I tak pozostala mi samotnosc
      i zal, ze tak bardzo sie zawiodlem....
      On z Wrocka
    • Gość: Anka Re: Przetrwają tylko zołzy IP: 212.17.39.* 28.05.05, 18:18
      oj swieta prawda!! trzeba umiec postawic na swoim!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka