Forum Kobieta Moda
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Okiem ekspedientki

    08.05.11, 00:27
    Niedawno zakończyłam niezbyt długą, ale bardzo pouczającą przygodę, jakim była praca na stanowisku sprzedawcy w dość popularnym sklepie sieciowym w galerii handlowej. Pouczającą, bo gdybym tylko była psychologiem lub socjologiem, to miałabym materiał do badań na kilka prac magisterskich. Dziennie przewijało się minimum 1500 osób przez sklep i niestety, muszę napisać, że o ile Lem dzięki internetowi dowiedział się, że jest tylu idiotów, to ja dzięki tej pracy dowiedziałam się, ile niekulturalnych osób jest wśród nas. Nigdy wcześniej, jako klientka, nie pomyślałam, że można:
    - wykłócać się ze sprzedawczynią o ilość wnoszonych jednorazowo rzeczy do przymierzalni i stosować w tym celu różne środki - od szantażu po wyzwiska - jakby reguła, że można wziąć do przymierzalni 6 rzeczy była wymyślona przeze mnie, na dodatek w celu udręczenia tych biednych kobiet. To naprawdę nie jest wymysł sprzedawcy. Jak dla mnie panie mogłyby i po 50 rzeczy wnosić, ciekawe tylko co by powiedziały, gdyby musiały czekać w kolejce do przymierzalni po takiej, która ma podobną ilość.
    - wymigiwać się od numerków, z machaniem rękami włącznie. Czy rozdawanie w przymierzalni numerków kogoś naprawdę tak obraża, stygmatyzuje?
    - wykłócać się, żeby sprzedawca sprawdził w systemie, czy dana rzecz jest w innym sklepie danej sieci - dlaczego tak ciężko uwierzyć, że niektóre sklepy nie mają takiego systemu? Ja bym chętnie sprawdziła, zamiast chwytać za telefon i wydzwaniać po wszystkich sklepach w mieście, angażując w to koleżanki z tych sklepów i robić sobie kolejkę przy kasie.
    - zadać sprzedawczyni pytanie, gdy rozmawia z inną klientką, bez magicznego "przepraszam", zażądać od niej jakiejś czynności podczas kasowania innej klientki, wszystko na już, bez odrobiny kultury w postaci właśnie "przepraszam" czy "proszę". Dla mnie zawsze było naturalne, że czekam na swoją kolej, a nie przeszkadzam, poczekam aż sprzedawczyni skończy z innym klientem i wtedy zadaję swoje pytanie/prośbę.
    - puszczać małe dziecko samopas i nie mówię tu o sytuacji, gdy mama coś mierzy, a dziecko jej ucieka z przymierzalni, tylko o sytuacjach, gdy mama ogląda ubrania, a dziecko wyciąga z wózka, żeby sobie pochodziło. Bo ekspedientki tylko marzą, żeby zająć się słodkim bobasem, które może zrobić sobie krzywdę w sklepie pełnym ludzi, wieszaków, szklanych półek i stołów. Oczywiście po zwróceniu uwagi standardową reakcją jest obraza. Podobnie w wypadku mam starszych dzieci, które sobie organizują zawody lekkoatletyczne po sklepie.

    Na szczęście takie sytuacje nie należały do większości, ale zdarzały się zbyt często, jak na klientelę sklepu, który celował raczej nie w młodzież, ani nawet nie w studentki. Aż dziw, że niektóre panie, choć eleganckie, zadbane, dobrze sytuowane, mniemam, że również wykształcone z dobrą pracą, potrafią być tak zwyczajnie chamskie i chodzi tu raczej o ogólny poziom manier, a nie o coś co może wynikać z np. kiepskiego nastroju.
    Obserwuj wątek
      • malwina79 Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 00:44
        Ulżyło Ci :) ? A tak na serio to jaki cel ma Twój post- pouczający? Dyscyplinujący?
        Nie wierzę, że codziennie w sklepie było "minimum 1500 osób" uważam, że jest to fizycznie niemożliwe, aby sklep miał minimum 2 klientki na minutę, no chyba, że podczas pierwszych dni wyprzedaży 2 razy w roku :)
        • zdzisnadzis Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 16:34
          malwina79 napisała:

          > Ulżyło Ci :) ? A tak na serio to jaki cel ma Twój post- pouczający? Dyscyplinuj
          > ący?
          > Nie wierzę, że codziennie w sklepie było "minimum 1500 osób" uważam, że jest to
          > fizycznie niemożliwe, aby sklep miał minimum 2 klientki na minutę,

          w sieciówkach jest to fizycznie możliwe i nie tylko w okresie wyprzedazy..
        • gloria.z.warkoczem Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 18:46
          > Nie wierzę, że codziennie w sklepie było "minimum 1500 osób" uważam, że jest to
          > fizycznie niemożliwe, aby sklep miał minimum 2 klientki na minutę

          Bardzo się mylisz. Kilkanaście dni temu, nie pierwszego dnia sezonowej wyprzedaży, ale z okazji mniejszej promocji do sklepu weszło 2100 klientek w ciągu 12 godzin. 1500 to minimum w czwartki, piątki, soboty i niedziele. W poniedziałki, wtorki i środy rzeczywiście czasem do 1500 troszkę brakuje, co rzeczywiście zmienia wymowę mojego posta ;P



      • nessie-jp Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 02:00
        To teraz weź głęboki wdech i wyobraź sobie, jak CIEBIE widzą ekspedientki, które muszą CIEBIE obsługiwać podczas zakupów...

        • gloria.z.warkoczem Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 18:36
          JA, jeśli już byłaś tak miła i podkreśliłaś zaimek MNIE oznaczający, jestem chyba klientką idealną, bo
          - gdy jestem między ludźmi używam magicznych słów "proszę", "dziękuję" i "przepraszam", tyczy się to również sprzedawców, których nie uważam, ani nigdy nie uważałam za podludzi, którym nie należy się odrobina kultury
          - nie krzyczę na sprzedawców, gdy nie podobają mi się reguły rządzące sklepem, jeśli coś mi nie pasuje albo wychodzę ze sklepu i idę do innego, albo proszę o rozmowę z kierownikiem, bo wiem, ile może zwykły pracownik
          - gdy idę do sklepu z małą siostrzenicą nie pozwalam jej po nim biegać, wpadać na ludzi, przeszkadzać ekspedientom w pracy, zrzucać towaru i zaglądać ludziom do kabin w przymierzalni, a jeśli by mi dziecko taki numer wywinęło, to bym przeprosiła, a nie cieszyła się, jak to pięknie np. odsłoniło zasłonkę w przymierzalni, za którą kryła się pani w samej bieliźnie

          A Ty?
          • nessie-jp Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 21:06
            gloria.z.warkoczem napisała:

            > JA, jeśli już byłaś tak miła i podkreśliłaś zaimek MNIE oznaczający, jestem chy
            > ba klientką idealną, bo

            To ciekawe, bo nie robisz takiego wrażenia.

            Robisz wrażenie osoby, która wpada na forum obcych ludzi i z góry zakłada, że oni są ci wredni, niewychowani i nie mówią dziękuję. I czyni ich adresatami swoich frustracji.

            Zastanowiłaś się, jak krzywdzisz te setki tysięcy grzecznych i uprzejmych klientów, które się przewinęły przez twój sklep? Bo grzecznych i uprzejmych jakoś nie chciało ci się zauważyć... liczą się przecież tylko ci niegrzeczni!
            • gloria.z.warkoczem Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 21:23
              > Robisz wrażenie osoby, która wpada na forum obcych ludzi i z góry zakłada, że o
              > ni są ci wredni, niewychowani i nie mówią dziękuję. I czyni ich adresatami swoi
              > ch frustracji.

              A to ciekawe, bo po pierwsze nie wpadłam na forum obcych ludzi, bywałam tu od dawna, nie ma obowiązku rejestracji dla czytających. Nie zakładałam, że wszyscy są tu wredni i niewychowanie i nie czynię nikogo z tutejszych adresatem frustracji, bo dopiero po twojej wypowiedzi zwróciłam się do ciebie w drugiej osobie. Możesz mi powiedzieć, skąd takie wnioski? Że zadałam pytania? Może są retoryczne? Może liczyłam na podpowiedzi forumek, skąd takie zachowania ich zdaniem mogły się wziąć?

              > Zastanowiłaś się, jak krzywdzisz te setki tysięcy grzecznych i uprzejmych klien
              > tów, które się przewinęły przez twój sklep? Bo grzecznych i uprzejmych jakoś ni
              > e chciało ci się zauważyć... liczą się przecież tylko ci niegrzeczni!

              Nie krzywdzę tysięcy ludzi przewijających się przez mój sklep, bo do każdego staram się mówić dzień dobry i pomagam z uśmiechem, a nawet jak mnie ktoś obraża, to się nie zniżam do takiego poziomu. Kolejny dziwny wniosek wysnuty nie wiadomo na jakiej podstawie.
              I rzeczywiście uprzejmych nie zauważyłam pisząc np. już w pierwszym poście "Na szczęście takie sytuacje nie należały do większości," a w którymś kolejnym "większość klientów jednak jest na tyle obyta, że nie robi problemów tam, gdzie ich nie ma."

              Ale najważniejsze, że na jakiejś dziwnej podstawie potwierdziłaś założenie, że sprzedawcy z założenia nienawidzą klientów, więc należy im się permanentne pomiatanie.

              Szkoda jeszcze, że nie napisałaś, jaką ty jesteś klientką, bo widzisz, ja na podstawie dwóch zdań nie zrobię ci analizy osobowości.

              • nessie-jp Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 21:31
                Ale jaki właściwie był cel twojego wątku? Skoro jednak NIE zakładasz, że użytkowniczki forum Moda to twoje nieuprzejme klientki, to nie rozumiem, skąd się ten wątek tutaj wziął. Luźne dywagacje na temat "ach jacy ci ludzie..." to można wrzucać na forum Społeczeństwo
                • gloria.z.warkoczem Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 22:10
                  Powtórzę się: "Może liczyłam na podpowiedzi forumek, skąd takie zachowania ich zdaniem mogły się wziąć?"

                  A dlaczego nie na społeczeństwo? Bo tu są zarówno klientki, które również są narażone na brak kultury innych klientek, jak i sporo ekspedientek. A po co tutaj się pisze, czy wypada założyć czarną sukienkę na wesele a do ślubu kościelnego krótką suknię? Dlaczego nie na savoir-vivre czy religia? Autorki takich wątków też odsyłasz?
      • sabriel Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 11:39
        No niestety, praca sprzedawcy lekka nie jest.Wiele jest normalnych klientek, ale są też wariatki.
        Ja się ciesze, że ten etap mam już dawno za sobą.Jak dla mnie to robota w sieciówce to praca tymczasowa na rok, góra półtora.
        • nexstartelescope Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 13:01
          Praca w obsłudze klienta JAKIEJKOLWIEK zawsze oznacza stykanie się z takim brakiem kultury, agresją i ubliżaniem, dlatego ja po kilku przygodach za nic w świecie nie chciałabym tak pracować. Naprawdę trzeba mieć mocne nerwy i dużo cierpliwości, żeby znosić pracę w bezpośrednim kontakcie z klientem, czy to w sklepie, czy na infolinii, czy w banku, czy w kancelarii prawnej, ludzie często przychodzą tylko po to, żeby pokazać swoją "wyższość" i powyżywać się na obsłudze. Mam naprawdę ogromny szacunek dla ludzi, którzy to znoszą i zawsze kiedy jestem świadkiem obrażania/ chamskiego zachowania w stosunku do ekspedientek, kasjerek itp, reaguję.
      • fregata Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 13:11
        jeśli przymierzalnia jest mała, a codziennie przewija się 1500 osób, jak mówisz, to kolejka do przymierzalni musi być ogromna. Z systemem "do 6 ubrań" niektóre klientki zmuszone są przymierzyć to, co wzięły, ubrać się, wyjść "na sklep" żeby wziąć resztę rzeczy i stanąć z powrotem na końcu ogonka. Chyba, że wchodzi grupa psiapsiół, z której jedna mierzy, a inne donoszą. Ten, kto to wymysłił, chyba nigdy nie był w sklepie z małą przymierzalnią, i sam własnej firmie dołki kopie. Długa kolejka do przymierzalni oraz sprzedawczyni twardo obstająca przy wymyślonym przez górę systemie nieadekwatnym do realu, skutecznie odstraszają.
        • nexstartelescope Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 14:12
          Prawda jest taka, że sprzedawczyni nie ma w tej kwestii nic do powiedzenia, jeśli sama zdecyduje o pominięciu tej zasady 6 ubrań, narazi się na opieprz od kierowniczki/kierownika sklepu. Po to ten system został stworzony, żeby z pracowników zrobić maszyny pozbawione logicznego myślenia :(
          Poza tym jakie rozwiązanie proponujesz zamiast tego? Brak limitów ubrań, co będzie skutkować zabieraniem do przymierzalni przez niektóre klientki połowy sklepu? w ten sposób kolejki się nie zmniejszą. Poza tym pamiętajmy, że te limity zostały też wprowadzone, żeby uniknąć kradzieży.
          • orchidea26 Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 23:25
            Ja zwykle biorę do przymierzalni tyle ubrań "ile się da". Wynika to z prostego faktu, że w niewielu sklepach jest ekspedientka, która donosi ubrania. Dlatego mierzę np. 3 rzeczy, ale biorę je w dwóch rozmiarach.
      • tralalumpek Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 16:51
        moje uwagi dotyczace sprzedawcow
        trafienie na sprzedawce, ktory nie tylko jest mily ale przede wszystkim ma pojecie i kwalifikacje do wykonywania zawodu, graniczy z cudem
        wiekszosc sprzedawcow to ludzie z lapanki, zfrustrowane brakiem czegos innego panny,
        i tu sie zaczyna taniec ....
        przyklad wlasciwej odoby na wlasciwym miejscu:
        poojechalam do sklepu ogrodniczego, potrzebowalam torfu do borowek ktore zamierzalam posadzic
        mlody chlopak wyjasnil mi jaki torf potrzebuje, jakiej glebokosci powinny byc 'dolki', w jakiej odleglosci powinnam krzaki posadzic..... i wyjasnil dlaczego wlasnie tak

        wiem, ze temat nie jest z dzialu moda ale dokladnie tak samo w tym temacie powinno to funkcjonowac, wiem tez ze tak tez moze funcjonowac :)


        *przyklad sklepu ogrodniczego wybrany po przemysleniu ;)


        • nexstartelescope Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 17:55
          Bo do pracy w ogrodniczym przyjmują raczej ludzi po szkołach ogrodniczych. Na roślinach, nawozach, podłożach, opryskach itd trzeba się znać, a sprzedawać ciuch może każdy :P Poza tym gdyby sklepy płaciły lepiej, znalazły by też lepszy personel, tymczasem praca w sklepie to opcja dla studentek, którym wszystko jedno, czy pracują w sieciówce czy w restauracji, bo zwykle nie zamierzają się w tym kierunku rozwijać, pracują dla kasy. A nikt nie ma ochoty jednocześnie pracować na etacie sprzedawczyni, sprzątaczki, kasjerki, stylistki i psychologa za jedną, marną pensję.
          • malwina79 Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 18:17
            Zgadzam się, że to wszystko kwestia kasy, ale też podejścia do pracy. Jeżeli taka "młoda gniewna" kończąca studia lub tuż po studiach ma bardzo wysokie mniemanie o sobie i najchętniej to chciałaby zacząć swoją karierę od stanowiska kierowniczego za bardzo duże pieniądze. Prowadziłam ostatnio kilka rekrutacji do pracy w banku, stanowisko można powiedzieć najniższe, czyli tzw "panienka z okienka" (wpłaty, wypłaty, zakładanie kont itd). I to z jakimi ludźmi przyszło mi rozmawiać to koszmar. Przerost formy nad treścią czyli brak doświadczenia, brak umiejętności a zarobki chciałby mieć powyżej średniej krajowej. Nie wspomnę już o tym, że przychodzenie do banku na rozmowę o pracę w dżinsach zaczyna być coraz częstsze. Ale zgadzam się, że każdy sklep powinien mieć przynajmniej jedną lub dwie osoby (zależy od wielkości) które naprawdę znają się na tym co sprzedają i potrafią doradzić, a nie tylko wcisnąć promowany produkt. Ale to już zależy niestety od polityki sieciówki. Dziś np byłam w Sephorze, chciałam kupić kilka kosmetyków do makijażu plus lakier do paznokci- i wiecie co słowo daję, nie miał mi kto doradzić! Wyszłam z pustymi rękoma. Zadałam jedenej z Pań pytanie o takie coś do rozczesywania rzęs, chciałam , żeby mi powiedziała jak tego używać. No więc odesłała mnie do koleżanki, a koleżanka z obrażoną miną stwierdziła, że ona nie wie!!!!! I zonk! Wyszłam rozczarowana i zniesmaczona! Żadna z nich nawet nie próbowała mi pomóc,a chciałam zrobić konkretne zakupy.
            • nexstartelescope Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 18:38
              Malwina, brak konkretnej wiedzy sprzedawczyń to niestety wina sklepów, a nie ich samych. Przy rekrutacji wymaga się tylko "zainteresowania" branżą kosmetyczną, co w praktyce oznacza, że dziewczyna wie, do czego służy bronzer i rozróżnia podstawowe rodzaje kremów. Profesjonalne szkolenia to działka pracodawcy i on powinien je zapewnić, nikt się przecież nie uczy w szkole o tych tysiącach kosmetyków i gadżetów, składnikach kremów, rodzajach cer itd. Zaraz po szkole pracowałam w super-pharmie, krótko, więc nie zdążyłam załapać się na żadne szkolenie, ale pamiętam, że były tam dziewczyny z naprawdę ogromną wiedzą i że czasami nawet dwa razy w tygodniu brały udział w jakichś szkoleniach, organizowanych przez firmy kosmetyczne, ale też obiektywnych, prowadzonych przez kosmetyczki. Ale tych pracownic była garstka, większość "konsultantek" to właśnie takie dziewczyny w trakcie studiów lub zaraz po, które nie wiązały przyszłości z tą branżą, pracowały bo pracowały, ale nie zapytałabym ich o rade w doborze kosmetyków ;) Pracodawcy niestety wolą zatrudniać nowe osoby co trzy miesiące, unikając umów o pracę i ewentualnych podwyżek, a takich osób nie opłaca im się szkolić, zresztą żeby zdobyć konkretną wiedzę w tym zakresie 3 miesiące nie wystarczą.
              • malwina79 Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 18:48
                nexstartelescope napisała:

                > Malwina, brak konkretnej wiedzy sprzedawczyń to niestety wina sklepów, a nie ic
                > h samych. Przy rekrutacji wymaga się tylko "zainteresowania" branżą kosmetyczną
                > , co w praktyce oznacza, że dziewczyna wie, do czego służy bronzer i rozróżnia
                > podstawowe rodzaje kremów. Profesjonalne szkolenia to działka pracodawcy i on p
                > owinien je zapewnić, nikt się przecież nie uczy w szkole o tych tysiącach kosme
                > tyków i gadżetów, składnikach kremów, rodzajach cer itd. Zaraz po szkole pracow
                > ałam w super-pharmie, krótko, więc nie zdążyłam załapać się na żadne szkolenie,
                > ale pamiętam, że były tam dziewczyny z naprawdę ogromną wiedzą i że czasami na
                > wet dwa razy w tygodniu brały udział w jakichś szkoleniach, organizowanych prze
                > z firmy kosmetyczne, ale też obiektywnych, prowadzonych przez kosmetyczki. Ale
                > tych pracownic była garstka, większość "konsultantek" to właśnie takie dziewczy
                > ny w trakcie studiów lub zaraz po, które nie wiązały przyszłości z tą branżą, p
                > racowały bo pracowały, ale nie zapytałabym ich o rade w doborze kosmetyków ;)
                > Pracodawcy niestety wolą zatrudniać nowe osoby co trzy miesiące, unikając umów
                > o pracę i ewentualnych podwyżek, a takich osób nie opłaca im się szkolić, zresz
                > tą żeby zdobyć konkretną wiedzę w tym zakresie 3 miesiące nie wystarczą.

                Zgadzam się z Tobą w 100%, że nie jest to tylko i wyłącznie wina osób pracujących w danym sklepie. A co do Super-Pharm to akurat uważam, że pracują tam (w większości) osoby dobrze przeszkolone, szczególnie jeżeli chodzi o część apteczną i kosmetyki firm tzw apteczne. Bardzo lubię tam kupować (Kraków) bo zawsze mogę liczyć na profesjonalne doradztwo, jeśli chodzi o pielęgnację twarzy i ciała. No i mają fajne promocje :)
        • clonek13 Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 18:57
          ekspedientka nie jestem ,ale 2 razy w roku jestem w Polsce ,i strasznie zle sa ludzie wychowani, czego nie widzialam wczesniej, na poczatku myslalam ze mi wydaje ,ale kiedy kolezanka (mieszka w innym kraju niz ja) przyszla cala zdenerwowana z centrum handlowego i zaczela opowiadac to sie zaczelam smiac bo calkiem podobne rzeczy mi sie zdarzyly,ludzie pchali mnie wozkami , i wogole nie widzieli w tym problemu, jak przechodza miedzy dwojka ludzi ktora stoi obok siebie to nie mowia przepraszam , upychaja dzieci jak przejda nawet przeprzosza, mimo ze widza ze dziecko uderzyli i ono placze przez nich. jak jest do kasy kolejka , gdzie osob 3 to juz sa glupie docinki ze musza czekac AZ tyle, i niedlugo by czlowieka popychali do przodu, w przychodni byla mama z dzieckiem ze Stanow, rejestrowala do lekarza to chore dziecko, caly czas to dziecko glosno krzyczalo dzien dobry, do tej wlasnie Pani w rejestracji, az wreszcie coraz glosniej bo myslalo ze nie slyszy, nawet Pani nie zareagowala, wogole jakas taka chlodnosc panuje ,jakby wszyscy tam za kare pracowali, dobre by bylo od czasu do czasu podeslac jakichs pracownikow incognito, zeby ocenili obsluge klienta w takiej pracy, niektorzy ludzie nie nadaja sie do pracy z ludzmi, w obsludze klienta itd....
          • gloria.z.warkoczem Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 20:09
            Ale przecież instytucja tajemniczego klienta działa nie od dzisiaj. Tylko że nie zadziała ona na tych sprzedawców, którzy dobrego wychowania z domu nie wynieśli, bo najgorsze, co mógłby zrobić pracodawca to zwolnić dyscyplinarnie, tylko że wtedy zostaje bez jednej pary rąk do pracy, zresztą i tak na ogół zatrudniają na zlecenie. A co jeśli tajemniczy klient zjedzie mu całą obsługę? Zamknie sklep na kilka tygodni, żeby znaleźć i wyszkolić nowych pracowników? Pracodawca, jeśli 5 zł za godzinę, to nie wymaga za wiele.
            • clonek13 Re: Okiem ekspedientki 09.05.11, 00:23
              gloria.z.warkoczem napisała:

              > Ale przecież instytucja tajemniczego klienta działa nie od dzisiaj. Tylko że ni
              > e zadziała ona na tych sprzedawców, którzy dobrego wychowania z domu nie wynieś
              > li, bo najgorsze, co mógłby zrobić pracodawca to zwolnić dyscyplinarnie, tylko
              > że wtedy zostaje bez jednej pary rąk do pracy, zresztą i tak na ogół zatrudniaj
              > ą na zlecenie. A co jeśli tajemniczy klient zjedzie mu całą obsługę? Zamknie sk
              > lep na kilka tygodni, żeby znaleźć i wyszkolić nowych pracowników? Pracodawca,
              > jeśli 5 zł za godzinę, to nie wymaga za wiele.

              jak zjedzie cala obsluge tzn ze jest gdzies problem , HR i wlasciciel nie od razu zwolni, nie tedy droga, trzeba znalezc problem i go rozwiazac, byc moze wystawrczy zwolnic jedna osobe ktora wszystko psuje i reszta pracowanikow sie zgra, byc moze nalezy zmienic system motywacyjny, to nie sa sprawy czarno-biale, to sa sprawy ktorymi bedzie potrafil zajac sie fachowiec, nie zwalania sie ludzi pod wplywem emocji przeciez,ani za tylko jedno przewinienie,
              a glownie pracodawcy ktorzy placa malo ,niskie stawki wymagania maja pod sufit, nieraz sie o tym przekonalam , ja bylam sprzataczka ale najlepsza sprzataczka, bylam pokojowka,ale najlepsza pokojowka, bylam sekretarka ale najlepsza sekretarka, mozna kible myc ale byc w tym najlepszym, nie wszystcy to rozumieja, dlatego jest jak jest
      • alex_koz Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 18:10
        No niestety, praca w uslugach nie jest latwa i kazdy kto kiedykolwiek w uslugach pracowal o tym wie. Jak zawsze, kij ma dwa konce, zdarzaja sie nieuprzejmi klienci, czy to w sklepie, banku czy u szewca, jak i zdarzaja sie ekspedientki, ktore laske robia, ze pracuja. Bylo tak i bedzie. Z mojego doswiadczenia jedynie powiem, ze sympatyczna obsluga minimalizuje chamastwo...., choc akurat jezeli chodzi o Polske to wiekszosc osob pracujacych w szeroko pojetej obsludze klienta sporo sie jeszcze musi nauczyc (i nie mam tu na mysli autorki watki, tak ogolnie rzecz biorac).

        • nexstartelescope Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 18:28
          Tu się zgodzę. W porównaniu np. do UK i obsługa i relacja z klientem leży. Klient widząc np. naburmuszoną sprzedawczynię, nabiera dystansu, bywa, że staje się nieuprzejmy, koło się zamyka. W Polsce dość często spotykałam się z narzekaniem na obsługę wprost lub "obok", kłótnie między klientem a obsługą, chamskie zachowanie (częściej klientów, bo obsługa jednak ma ograniczone możliwości reagowania). W UK chyba jeszcze się z tym nie spotkałam, nawet, jeśli coś jest nie tak, raczej rozwiązuje się problem bez emocji, obsługa stara się być miła, sto razy przeprasza, przynajmniej stwarza pozory, że robi wszystko, żeby rozwiązać problem, więc automatycznie i klient się stara być grzeczny. Myślę, że ten nie znikający z twarzy uśmiech, pytanie każdego jak się ma, przepraszanie za kolejkę, przyjazne zagadywanie stwarza jakąś barierę dla agresji i chamskie zachowanie klienta naraziłoby go raczej na śmieszność i dziwne spojrzenia, więc nikt nie wydziera się na kasjerkę, że musiał tyle stać w kolejce albo że nie udało mu się kupić tego czy owego. A może to po prostu zwykła kultura, której niestety i klientom i obsłudze w Polsce nadal brakuje :)
          • malwina79 Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 18:51
            nexstartelescope napisała:

            > Tu się zgodzę. W porównaniu np. do UK i obsługa i relacja z klientem leży. Klie
            > nt widząc np. naburmuszoną sprzedawczynię, nabiera dystansu, bywa, że staje się
            > nieuprzejmy, koło się zamyka. W Polsce dość często spotykałam się z narzekanie
            > m na obsługę wprost lub "obok", kłótnie między klientem a obsługą, chamskie zac
            > howanie (częściej klientów, bo obsługa jednak ma ograniczone możliwości reagowa
            > nia). W UK chyba jeszcze się z tym nie spotkałam, nawet, jeśli coś jest nie tak
            > , raczej rozwiązuje się problem bez emocji, obsługa stara się być miła, sto raz
            > y przeprasza, przynajmniej stwarza pozory, że robi wszystko, żeby rozwiązać pro
            > blem, więc automatycznie i klient się stara być grzeczny. Myślę, że ten nie zni
            > kający z twarzy uśmiech, pytanie każdego jak się ma, przepraszanie za kolejkę,
            > przyjazne zagadywanie stwarza jakąś barierę dla agresji i chamskie zachowanie
            > klienta naraziłoby go raczej na śmieszność i dziwne spojrzenia, więc nikt nie w
            > ydziera się na kasjerkę, że musiał tyle stać w kolejce albo że nie udało mu się
            > kupić tego czy owego. A może to po prostu zwykła kultura, której niestety i kl
            > ientom i obsłudze w Polsce nadal brakuje :)

            No i znowu muszę się z Tobą zgodzić :) byłam kilka razy w Londynie i to co mnie bardzo miło zaskoczyło to uprzejmość obsługi. Niewymuszony (a nawet jeśli wymuszony to tego nie widać) uśmiech, chęć profesjonalnej pomocy i umiejętność przepraszania. Rzeczywiście jeszcze długa droga przed nami jeśli chodzi o zmianę mentalności polaków.
          • sabriel Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 19:01
            To jest też problem małej kasy i podejścia pracodawców. Niestety, ale kokosów się tam nie zarabia, warunki nie są najlepsze,(wystarczy sobie poczytać forum praca jak są traktowani pracownicy w dużych sieciówkach) to i rotacja jest duża. Jedni odchodzą, inni przychodzą.Praca tymczasowa,głównie dla studentów lub ludzi chwilowo bez pracy.
            • alex_koz Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 23:41
              sabriel napisała:

              > To jest też problem małej kasy i podejścia pracodawców

              Sorry sabriel, ale racji nie masz. To nie jest kwestia kasy, ale braku kultury sporej czesci sprzedawcow.Np. stoje przy wieszaku w zarze i przegladam bluzki, a nagle przepycha sie do tego wieszaka ekspedientka, bez "przepraszam", bez slowa, bo chce odwiesic bluzki. Sorry, ale nigdzie indziej niz w Polsce nie zdarzylo mi sie byc przepychana przez obsluge sklepu.
              I kasa tego nie tlumaczy. Sama pracowalam swego czasu za stawke minimalna w ksiegarni i za nic by mi takie zachowanie nie uszlo plazem, ale to nie w Polsce bylo, w Polsce wolna amerykanka:)
              • sabriel Re: Okiem ekspedientki 09.05.11, 18:09
                Alex, ja pracowałam tak przez jakiś czas to wiem jak jest. Niestety frustracja po pewnym czasie jest spora i to ma odzwierciedlenie niestety w obsłudze. Kultura nie ma tu nic do rzeczy. Idziesz do innej pracy, gdzie są lepsze warunki, perspektywy i nastawienie do pracy jest już inne.
                Nie podawajcie za przykład USA czy UK bo to są zupełnie inne realia i inne warunki pracy.
                To jaka jest obsługa w bardzo dużym stopniu zależy od pracodawcy, warunków jakie panują w pracy.
                • tralalumpek Re: Okiem ekspedientki 09.05.11, 18:47
                  warunki pracy sprzedawczyni w sklepie sa wszedzie takie same, tak samo niskie wynagrodzenie jest w polsce jak i w niemczech, austrii czy pewnie w ameryce
                  rotacja duza, nacisk na statystyki sprzedazy, nieplatne godziny poza ..... ot, taki zawod :)
              • gloria.z.warkoczem Re: Okiem ekspedientki 09.05.11, 18:13
                > Sorry sabriel, ale racji nie masz. To nie jest kwestia kasy, ale braku kultury
                > sporej czesci sprzedawcow.

                Moim zdaniem relacje pomiędzy finansami a jakością obsługi nie wyglądają tak prosto, że człowiek kulturalny zostawia swoje maniery przed progiem, jeśli pracuje za najniższą stawkę, a w miarę wzrostu pensji "przynosi ich coraz więcej" ze sobą do pracy.
                Jest problem z jakością obsługi dlatego, że pracodawcy zbyt często zależy, aby pracownik był jak najtańszy, a nie jak najlepszy. I po prostu nawet nie sprawdza nastawienia do klietna, zadowala się dyspozycyjnością i statusem studenta :)
            • jolunia01 Re: Okiem ekspedientki 09.05.11, 15:40
              sabriel napisała:

              > To jest też problem małej kasy i podejścia pracodawców. Niestety, ale kokosów s
              > ię tam nie zarabia, ..

              Może, ale i tak wiele zalezy od samych ludzi. W zimie szukałysmy z córką konkretnego modelu i koloru torebki w H&M, w odwiedzonym sklepie nie było, ale MIŁY PAN sam zaoferował się, że poszuka w magazynie, później sprawdził, gdzie jst dostępna, a następnie jeszcze nam zarezerwował na czas przejazdu. Nie sądzę, by płacono mu więcej niz innym osobom w tym sklepie.
        • tralalumpek Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 18:52
          Mysle, ze problem w Polsce zaczyna sie w slowie: usluga.
          Ktos kto pracuje w 'uslugach' (po polsku mowiac) nie chce znac, rozumiec znaczenia tego slowa a socjalistyczna urawnilowka w pokoleniu wstecz, w tym takze pomogla.
          Sprzedawczyni w sklepie .....kto pamieta? a kto nie pamieta, sa swietne polskie filmy, ktore te czasy przypomna :))
          • sabriel Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 19:07
            W sieciówkach pracują młode osoby 20+, tam nie uświadczysz starszych pań, które pamiętają czasy prl.
            • tralalumpek Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 20:49
              wlasnie ich mamy doskonale pamietaja czasy prl i wedlug tamtych pogladow i swietosci ;) te 20+ wychowaly

              moi siostrzency, tez 20+ znaja doskonale tamta rzeczywistosc z w miedzyczasie kultowych filmow
              • gloria.z.warkoczem Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 21:11
                Różnie, u niektórych z pokolenia 20+ mamy ukształtowały wstręt do PRL-u i wszystkiego, co się z komuną wiąże. Czasami właśnie bojowe nastawienie niektórych klientek z pokolenia 40+ przypomina filmy Barei, widocznie ciężko zmienić przeświadczenie, że pójście do sklepu to wyprawa na wojnę, a wszystko co się w nim rusza, sprzedawca czy inny klient - to wróg. Paradoksalnie jednak zauważyłam, że to właśnie pokolenie mojej mamy ma największe i czasami dość dziwne wymagania np. co do ceny, wyprzedaży. Np. nigdy żadnej dwudziesto-, trzydziestolatce nie musiałam tłumaczyć, że nie mam najmniejszego wpływu na to, które towary zostały przecenione, że nie mogę nieprzecenionej rzeczy sprzedać jej ot tak za 50% wartości, a paniom starszym - wielokrotnie. Może to przypadek, a może komuna namieszała nawet w tej kwestii ;)
                • tralalumpek Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 21:26
                  zacznijmy od tego ze w prl byl socjalizm a nie komuna :)
                  • gloria.z.warkoczem Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 22:06
                    A skończmy na tym, że w wielu słownikach drugie znaczenie to "potoczne pejoratywne określenie komunizmu i SOCJALIZMU" i na forum wolno mi używać słownictwa potocznego.
                    • tralalumpek Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 22:14
                      wybaczam ci ;)))))
      • nie-tak Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 19:11
        Gloria.z.warkoczem zapomniała przede wszystkim w tym swoim żenującym poście ze przymierzający klienci coś kupią i tym gwarantują jej miejsce pracy.
        Sklep czy market nie może istnieć bez klienta z braku klientów zbankrutuje, a ekspedientka jest na usługach właściciela sklepu jak i klienta.
        _______________________________________________________________
        • nexstartelescope Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 19:53
          Co nie znaczy, że klient na każdym kroku powinien okazywać swoją wyższość i podkreślać, że to dzięki jego nieskończonej łasce sprzedawczyni ma pracę :P Kultura i wzajemny szacunek powinien obowiązywać bez względu na to, kto gdzie stoi w hierarchii, a żenujące to jest właśnie takie podejście jak Twoje.
          • maitresse.d.un.francais Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 21:39
            Kultura i wzajemny szacunek powinien obowiązywać bez względu na to, kto gdzie stoi w hierarchii

            Gdzieś czytałam, że prawdziwa dama traktuje bez uniżoności stojących wyżej od siebie i nie pomiata stojącymi niżej.

            Oczywiście każdy może popomiatać kelnerem, sprzedawcą albo babcią klozetową, tylko na takich pomiataczy jest pewne określenie.
            • nessie-jp Re: Okiem ekspedientki 09.05.11, 01:31
              > Oczywiście każdy może popomiatać kelnerem, sprzedawcą albo babcią klozetową, ty
              > lko na takich pomiataczy jest pewne określenie.

              A kelner każdemu może napluć do zupy, a babcia klozetowa nie dać papieru, a sprzedawca bluznąć frustracją na forum, bo "takie pomiatacze" nimi pomiotły.

              Obmawianie klientek na forum to nie jest brak kultury i pomiatanie?

              Ja nie wiem, czy to takie niesłychanie właściwe dla damy zmieszać innych anonimowo z błotem i jeszcze czekać na oklaski.

              • maitresse.d.un.francais Re: Okiem ekspedientki 09.05.11, 15:10
                nessie-jp napisała:

                > Obmawianie klientek na forum to nie jest brak kultury i pomiatanie?
                >
                > Ja nie wiem, czy to takie niesłychanie właściwe dla damy zmieszać innych anonim
                > owo z błotem i jeszcze czekać na oklaski.
                >
                Dlaczego zmieszać? Zakładam, że autorka pisze prawdę, nie oczernia i nie koloryzuje.
                • nessie-jp Re: Okiem ekspedientki 09.05.11, 18:53
                  > Dlaczego zmieszać? Zakładam, że autorka pisze prawdę, nie oczernia i nie kolory
                  > zuje.

                  I nie przeszkadza ci anonimowa obmowa kogoś za plecami? Nie wiesz, kogo autorka wątku obmawia, nie wiesz, na ile jej frustracje przesłaniają obraz rzeczywistości, nie wiesz, na ile opisane sytuacje są prawdziwe, ale jednak uważasz, że wszystko pięknie i grzecznie?

                  Otóż ja wyjątkowo nie lubię złośliwego obmawiania kogoś anonimowo. Widocznie nie jestem damą.
                  • angazetka Re: Okiem ekspedientki 09.05.11, 19:24
                    > I nie przeszkadza ci anonimowa obmowa kogoś za plecami?

                    Gdybyśmy odgadywały Krysię spod "10", to by przeszkadzała. A na forum rozmawia się chyba o zjawiskach, nie o konkretnych ludziach. Co w tym złego/dziwnego/niestosownego?
                  • maitresse.d.un.francais Re: Okiem ekspedientki 10.05.11, 17:21

                    > I nie przeszkadza ci anonimowa obmowa kogoś za plecami? Nie wiesz, kogo autorka
                    > wątku obmawia

                    No nie wiem. Klientki jej się nie przedstawiały.


                    , nie wiesz, na ile jej frustracje przesłaniają obraz rzeczywisto
                    > ści, nie wiesz, na ile opisane sytuacje są prawdziwe.

                    Ty też nie wiesz. Zakładasz, że koloryzuje i przesadza. Ja - że nie. Mamy akurat tyle samo dowodów.

                    A uwaga o damie dotyczyła klientek, nie sprzedawczyni.
              • gloria.z.warkoczem mała lekturka odnośnie 09.05.11, 17:50
                użytego przez ciebie związku frazeologicznego:
                zmieszać z błotem - synonimy:

                * znieważyć
                * zrugać
                * zwymyślać
                * zwyzywać
                * nadszarpnąć reputację
                * odebrać dobre imię
                * skalać
                * skazić
                * sprofanować
                * szkalować
                * zbezcześcić
                * zbrukać
                * zepsuć imię
                * zhańbić
                * nawymyślać
                * obrzucić mięsem
                * skląć

                Wskaż mi miejsce, gdzie kogokolwiek zmieszałam błotem.
                A jak ci się nie uda, to pewnie dlatego, że opisywałam zachowanie, a nie rzucałam epitetami w ludzi. Że anonimowo? Rozumiem, że ty w dowodzie masz wpisane nessie-jp. Podpowiedz mi tylko, czy w rubryczce imię czy nazwisko? Dlaczego ja w takim razie miałabym się przedstawiać? Czy dotknęłam tu osobiście kogokolwiek? Wydawało mi się, że nie, szczególnie, że nie spisałam sobie wcześniej danych klientek z kart kredytowych, żeby je tu wpisać, ale po twoich uwagach zaczynam podejrzewać, że jednak kogoś bardzo dotknęło to, co napisałam. Aż za bardzo.
                Ciekawy jest również pomysł, że naplucie do komuś do zupy to ten sam kaliber, co wpis na forum opisujący dziwne zachowania ludzkie... Nawet nie wiem, jak to skomentować, po prostu brak słów.
                • maitresse.d.un.francais Re: mała lekturka odnośnie 09.05.11, 18:09
                  Tja...

                  Ja zauważyłam taką dziwną zależność: sprzedawcy/kelnerzy/inni ludzie pracujący w usługach zazwyczaj są mili, jeśli zwracać się do nich uprzejmie i z szacunkiem.

                  • gloria.z.warkoczem Re: mała lekturka odnośnie 09.05.11, 18:17
                    > Ja zauważyłam taką dziwną zależność: sprzedawcy/kelnerzy/inni ludzie pracujący
                    > w usługach zazwyczaj są mili, jeśli zwracać się do nich uprzejmie i z szacunkie
                    > m.

                    Jak każdy :) Policjant też nie lubi, jak go od "psów" wyzywają, nauczyciel, gdy dziecko go lekceważy, aktor nie lubi, jak go obrzucają pomidorami, albo piłkarz, jak go biją po twarzy.
                    • maitresse.d.un.francais Re: mała lekturka odnośnie 09.05.11, 19:00
                      gloria.z.warkoczem napisała:

                      > > Ja zauważyłam taką dziwną zależność: sprzedawcy/kelnerzy/inni ludzie prac
                      > ujący
                      > > w usługach zazwyczaj są mili, jeśli zwracać się do nich uprzejmie i z sza
                      > cunkie
                      > > m.
                      >
                      > Jak każdy :)

                      To ironia była. ;-) odnośnie osób krzyczących na ciebie w wątku
              • angazetka Re: Okiem ekspedientki 09.05.11, 19:23
                No czekaj, 3/4 dyskusji na forach to jest właśnie "obgadywanie". Anonimowe. Nie wpadajmy w paranoję.
        • gloria.z.warkoczem Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 20:00
          Glorii.z.warkoczem jest przykro, że nie-tak poczuła się urażona moim postem, czyżbym uderzyła w przysłowiowy stół? A może nie-tak nie doczytała dokładnie, że w poście tym nie chodziło o narzekanie na klientów w ogóle, że śmią przychodzić do sklepu, ale na BRAK KULTURY U NIEKTÓRYCH klientów i zastanawianiem się, z czego to wynika, że eleganccy, obyci i zasobni ludzie zachowują się czasami tak prostacko. KPW?
          A o bankructwo sklepu się nie martw - gdy klient awanturuje się w przymierzalni, bo pytam go ile ma rzeczy i wręczam numerek, to mimo obelg i tak go nikt ze sklepu nie wyprasza. A jeśli sam wyjdzie obrażony instytucją numerków, to sklep sobie jakoś poradzi, większość klientów jednak jest na tyle obyta, że nie robi problemów tam, gdzie ich nie ma.
          • malwina79 Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 20:18
            Nie-tak ma chyba jakieś problemy ostatnio ze zrozumieniem teskstu pisanego ;) i to nie jest tylko moja opinia, to już któryś z kolei jej post w którym jest o to posądzana. Może ma jakiś gorszy okres w życiu?
            • cafem Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 20:56
              > Może ma jakiś gorszy okres w życiu?

              To się nazywa niekończącysięnigdypms. Nie chciałabym tego bardziej obraźliwie nazwać, choć na usta się ciśnie:)
            • crises Re: Okiem ekspedientki 10.05.11, 16:30
              A kiedy nie miała?!
        • hankaanka11 Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 21:18
          Gloriazwarkoczem nie napisała żenującego postu, żenujące są opisane zachowania.
          I żenujące są poglądy Twoje i Tobie podobnych osobników, ktorym wydaje się, że kupują nie tylko towary, ale tez ludzi pracujących przy ich sprzedaży.

          >e
          > kspedientka jest na usługach właściciela sklepu jak i klienta.

          Bardzo prostackie podejście do tematu, ale niektórzy tak mają, że lubią czuć władze nad bliźnimi, choćby kupując chińskie gacie po 3 zł
          • nessie-jp Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 21:32
            hankaanka11 napisała:

            > Gloriazwarkoczem nie napisała żenującego postu, żenujące są opisane zachowania.

            Bardzo możliwe, ale co to ma do rzeczy? Jeśli wejdziesz na forum Bygdoszczy i zaczniesz wypisywać, jak tam brudno, śmierdzi i ludzie nieuprzejmi, a ulice ciasne, to oczywiście brud, brzydki zapach, nieuprzejmość i ciasnota są sprawami godnymi pożałowania (modne słowo: żenującymi) ale jednak bywalcy forum popukają się w głowę i zapytają, czy masz PMS.
            • hankaanka11 Re: Okiem ekspedientki 09.05.11, 08:42
              nessie-jp napisała:
              > Bardzo możliwe, ale co to ma do rzeczy?

              Myśle, że więcej, niż Twoje wypowiedzi. Ja piszę na temat, czyli o tym, o czym mowa w starterze, a Ty czepiasz się autorki, za to temat wątku pomijasz.

              Jeśli wejdziesz na forum Bygdoszczy i z
              > aczniesz wypisywać, jak tam brudno, śmierdzi i ludzie nieuprzejmi, a ulice cias
              > ne, to oczywiście brud, brzydki zapach, nieuprzejmość i ciasnota są sprawami go
              > dnymi pożałowania (modne słowo: żenującymi) ale jednak bywalcy forum popukają s
              > ię w głowę i zapytają, czy masz PMS.

              O tak, z pewnością masz rację, to przecież bardzo typowa reakcja "bywalców forumowych" :D widać to choćby po Twoich postach - robisz autorce psychoanalizę, pytasz podejrzliwie o intencje i snujesz hipotezy, jakim to jest paskudnym człowiekiem poza forum, skoro śmiała napisać taki wątek :D
              A co do Bydgoszczy - nie napisałabym tak, bo nie stosuję uogólnień :)
              Gloriazwarkoczem też nie napisała, że WSZYSTKIE klientki są niekulturalne, przeciwnie - napisała wyraźnie "Na szczęście takie sytuacje nie należały do większości"
              I nie rozumiem, dlaczego tak bardzo utożsamiasz się z tą niekulturalną częścią, ze musisz jej bronic kosztem logiki.
          • maitresse.d.un.francais Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 21:41
            Gloriazwarkoczem nie napisała żenującego postu, żenujące są opisane zachowania.
            I żenujące są poglądy Twoje i Tobie podobnych osobników, ktorym wydaje się, że kupują nie tylko towary, ale tez ludzi pracujących przy ich sprzedaży.

            Ha! Miło czytać takie posty!
            • wioska2009 Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 21:56
              Widzę, że osoby krytykujace autorkę postu same są tymi chamskimi i wrednymi klientkami o których mowa w wątku, gdyz rzucają się jakby to o nich chodziło. Nie mają pojęcia ze bycie ekspedientką to nie tylko lajt i zabawa i popychanie pierdół a ciężka harówa jak się zjedzie bydło głównie na weekendy. Sama też pracuję w jednej z sieciówek z tym że z obuwiem i powiem jedno. Mężczyźni może i są bałaganiarzami ale tylko w domu. Kobiety wychodząc z domu to istne flejtuchy, chamki zachowujace się jak pępek świata. Sama co dzień mam mniej niż 1500 klientów dlatego mogę wiecej poobserwowac. Ale wyżej opisane zachowania sa nagminne i w przeważajacej wiekszości to my kobiety nie potrafimy się zachowac w głupim sklepie. Kazda chce być obsluzone juz teraz zaraz, a przecież kazda z nas ma tylko jedna pare rąk i jedna glowe do cholery. Zauważyłam też ze ludzie nie sznuja pracy innych osob, no sory ale nie kazdy urodził się księżniczką i musi gdzieś pracowac. Lubie klientów ale symopatycznych i oby takich jak najwiecej :))))))
              • malwina79 Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 22:05
                A dlaczego piszesz w liczbie mnogiej? Ja tam widze jedną krytykującą ;)
                • lonely.stoner Re: Okiem ekspedientki 08.05.11, 23:34
                  w Polsce takie cos jak obsluga klienta nie istnieje! Nie mieszkam juz od paru lat w Polsce i za kazdym razem jak tam jestem to mi wlosy staja deba na glowie- w banku, w sklepie, zero jakiegokolwiek poszanowania praw konsumenta. Obsluga czesto wlasnie taka jak ktos napisal-(nie wszedzie bo sie to co raz czesciej zmienia)- ludzie zachowuja sie chamsko, jakby za kare pracowali albo robili mi wielka przysluge ze mnie w ogole obsluza, i to ja sie mam obawiac ze mi ktos pomocy odmowi, a nie ktos z obslugi ze ja wyjde niezadowlona jako klient.
                  Malo to bylo watkow na forum o tym ze jakiegos tam ubrania/buta nie moza zwrocic do sklepu? albo ze sa jakies problemy z reklamacja?? dla mnie to jakis kosmos. Tu nie ma czegos takiego jak problem z reklamacja, stres z tym czy ktos ci uzna reklamacje, i jak cie potraktuja, czy trzeba sie bedzie wyklocac o swoje prawa w sklepie. Zakupy to przyjemnosc a nie stres.
                  • gloria.z.warkoczem Re: Okiem ekspedientki 09.05.11, 18:01
                    Nie wiem, czemu z tematu wątku zjechaliśmy na temat obsługi klienta. Wydaje mi się, że piszę jednak o czymś innym, bo zachowania, które opisałam nie wynikały z jakości obsługi w naszym sklepie. Gdyby klientki miały pretensje o brud w przymierzalni lub o popychanie ich przez obsługę, to by mi nawet do głowy nie przyszło żalić się "jakie to te baby są wredną, śmią marudzić na syf w przymierzalni", a raczej byłoby mi wstyd, że do takich sytuacji przeze mnie doszło.
                    • lonely.stoner Re: Okiem ekspedientki 09.05.11, 19:10
                      tak naprawde obsluga klienta to wlasnie takie ogolne pojecie, ktore wielu ludzi kojarzy tylko z praca w handlu albo w jakiejs lini telefonicznej. A na kazdym glupim profesjonalnym szkoleniu zawsze jest pieknie powiedziane ze oblsuga klienta to jest to jacy jestesmy na co dzien- dla naszych pracownikow, kolegow, ludzi ktorzy nas obsluguja czy walsnej rodziny, bo w kazdej z tych sytuacji jestes klientem i ktos twoim. To jest wlasnie zwiazane z kultura, i postrzeganiem takich zasad ogolno ludzkich. We Wloszech pstyrkniecie palcami na kelnera to nic chamskiego, w Stanach mozna za to wyleciec z knajpy. W Polsce nikt nie zostawia napiwkow lub bardzo rzadko, w UK wrecz nie wypada nie zostawic napiwku. Co kraj to obyczaj.
                  • siog Re: Okiem ekspedientki 10.05.11, 17:44
                    zgazdam sie z lonely.stoner
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka