Gość: shattered glass
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.04.05, 17:02
Czytajac wypowiedzi na tym forum nie rozumiem skrajnosci, w ktorych lubuja
sie niektorzy adwersarze. Czy sa tylko dwa bieguny?
Mozna byc zagubiona,wstydliwa szara mysza, albo przebojowa, seksowna,odwazna
superlaska?
Ktos, kto uwaza suknie "z biustem na wierzchu" za niezbyt odpowiednie na slub
(zarowno jako suknie panny mlodej jak i goscia weselnego) jest od razu
kwalifikowany jako dewota i do tego czterdziestoletnia?
Czy poszanowanie uczuc innych ludzi jest na tyle wazka sprawa, ze sie
wysmiewa z dewot, ktorym moze sie nie spodobac smialy stroj na slubie? W
innych kulturach to jest zwyczajnie niegrzeczne i swiadczy o zlym wychowaniu
i guscie.
Czy w krajach arabskich wyszlybyscie dziewczyny na ulice w skapej sukni albo
w malym topie, bo Wam tak wygodnie i nic Was nie obchodza uczucia innych?
Zreszta nie wyszlybyscie, bo by Was obyczajowka zgarnela...
Czemu zauwazam trend, ze bezczelnosc, zle wychowanie i brak gustu jest
postrzegany lepiej niz umiejetnosc zachowania sie w zaleznosci od sytuacji?
I o co chodzi z tymi sliniacymi sie facetami?Czy ja jestem jakas dziwna, ze
jak widze takich, co ogladaja sie z jezorem na wierzchu za kazda byle
odslonieta panna, to mi ich zal, i bynajmniej nie chcialabym
takich "adoratorow". Liczy sie ilosc czy jakosc?
Zaraz pewnie uslysze,ze mam:
-wasa
-pryszcze
-50 lat
-jestem ubrana w szara oponcze
-mam tluste wlosy
-smierdzi mi z ust
-jestem sfrustrowana
-a powodem mojej frustracji jest oczywiscie brak faceta
Czy na tym polega dyskusja? Smutno czasem sie robi, jak sie niektorych tu
poczyta.