lekleklek
30.05.09, 23:57
Nie gódźcie się na stawki poniżej 45 zł za 45 min. 45 zł to
absolutne minimum egzystencjalne w Warszawie. Policzmy: lektor może
mieć dziennie max 6 godzin zajęć, by mieć jeszcze czas się
przygotować i nie wypalić po kilku latach. 45 x 6 i razy 20 dni w
miesiącu daje 5400 zł brutto, no tak ale są wakacje, ferie, różne
przerwy: semestr ma 60 godzin razy 2 razy 7,5 grup (codziennie 6
godzin) razy 45 zł podzielone przez 12 miesięcy daje już tylko 3375,
no ale nie ma umowy o pracę więc jest działalność gospodarcza
miesięcznie 800zł czyli już tylko 2575 brutto, czyli na rękę (-18%)
= 2111,5 zł.
Rozumiem, że są osoby którym to odpowiada. 2111,5 zł, kiepska
emerytura, 5 lat studiów, liczne szkolenia itd., szybkie typowe dla
tego zawodu wypalenie i stoicie z ręką w nocniku na rynku pracy
mając np. 30 lat.
Pewnie są osoby, które powiedzą, że więcej i tak nie dostaną. No to
niech zmienią pracę. Albo są zbyt kiepskie by więcej zarobić, albo
mało zaradne i na wszystko się godzą. Niech te niższe stawki
zostawią studentom, bądź osobą bez wykształcenia.
Ja nie schodzę poniżej 50 zł za 45 minut, dobrzy, doświadczeni i
zaradni lektorzy mogą na tyle liczyć (na kursach firmowych 60-70 zł –
np. język specjalistyczny). I nie uważam by było to dużo, wcale mi
się nie przelewa.
Najgorsze są oczywiście dziewczyny, które nauczają bo to kochają i
mają sponsora. One nie muszą zarabiać. Psują rynek i szkodzą osobą
po fachu. Do nich jedynie może dotrzeć argument, że niskie stawki za
dobrą pracę są uwłaczające.
Pozdrawiam wszystkich Lektorów i życzę nam solidarności zawodowej:
Albo profesjonaliści pracują za godne stawki, albo niech w danej
szkole szukają studentów!