sarna34
05.02.06, 21:28
Muszę o tym napisać, bo aż mnie nosi. Tylko mnie przytrafiają się takie
historie jak z horrorów. Muszę zacząć od początku. Wszystko zaczęło się w
pięknym historycznym miejscu na imprezie artystycznej. Miałam tam nagrodę w
konkursie, ponieważ param się sztuką i mam już dość dużo osiągnięć. Impreza
trwała trzy dni. Muszę powiedzieć, że było fajnie i niesamowicie. Wielu
mężczyzn, wielu wielbicieli, co lubię. Podobal mi się taki jeden L – bardzo
przystojny mężczyzna. Spędzaliśmy milo czas. Zjawił się tam inny mężczyzna F.
Pamiętam, ze jak go zobaczyłam, poczułam się dziwnie. Nie był piękny. Potężny
facet z brodą w czarnym golfie. Od samego progu bardzo intensywnie zaczął
przyglądać mi się . Było w nim coś, czego nie umiałam do końca uchwycić.
Zastanawiałam się, kto to jest. Był to pewien znany twórca z dużym dorobkiem
artystycznym. To jego patrzenie się na mnie było żenujące, aż było mi
niedobrze. Jednak często faceci na mnie patrzą. Na drugi dzień przy śniadaniu
zaniepokoiłam się... doskonale wiedział kim jestem. Jego nazwisko też nie
było dla mnie obce – słyszałam o nim. Przed pójściem na dalszą imprezę znów
się na niego nadziałam... cały lęk ode mnie odpadł. Zagadywał mnie...
zaproponował, ze razem pójdziemy na tę imprezę. Był miły i sympatyczny.
Później wszyscy pojechaliśmy autokarem do pięknego palacu, związanego ze
znaną z historii rodziną. Mnie wciąż podobał się L., więc spędzałam czas z
nim. Jednak F. zapragnął się ze mną fotografować na tle dworu. Tam coś się
zaczęło dziać dziwnego, ze był L i szale wagi kołysały się przeciągając mnie
na F. Stawało się coś, że L. się ode mnie odsuwał, a zbliżał F.. Wieczorem na
kawę zabrał mnie już F., chociaż spotkałam się z L., ale ten szybko poszedł
spać. Wyszłam do recepcji i oczywiście nadziałam się na F. – tak jakby
wiedział, ze wyjdę z pokoju. Spotkaliśmy się, przyniósł dla mnie swoje
dzieła. Przy mnie pisał dedykacje. Pożegnał się ze mną, pocałował mnie w
policzki i mocno przycisnął do siebie – mówiąc, ze się odezwie. Jak poszedł i
otworzyłam książkę, znalazłam dedykację, której on nie pisał przy mnie:
składam hołd dla mojej urody i wdzięku. Cóż sobie mogłam pomyśleć, oto
spodobałam się facetowi.
Po wyjeździe urwał się mój kontakt z L. Przestał mnie kompletnie interesować,
zobojętniał mi totalnie. Natomiast zaczęła się korespondencja z F. Zaczął
podsuwać mi pomysły twórcze i możliwości, żeby przyspieszyć moją karierę.
Zaczęłam go wyczuwać telepatycznie. Silnie w postaci dziwnego gorąca, które
mnie owiewało. Strasznie mnie do niego ciągnie. Wgrywając zdjęcia z pałacu,
odkryłam że na pierwszym zdjęciu uchwyciłam coś. Jest pałac i z bok F. a nad
nim woal tajemniczej mgły. Uchwyciłam jakąś potężną silę. F zaczyna mną
manipulować – niby zainteresowany, a potem zimny i obojętny. Słyszę jego
myśli, aż wczoraj w nocy coś mnie wyrwało ze snu. Słyszałam swoje imię i
bardzo silne gorąco... aż wyskoczyłam z lóżka. Tak objawiają się jego myśli.
Zapewniam, że jestem normalna, nie mam omanów czy innych zaburzeń – jestem
bardzo wrażliwa, mam dużą intuicję, umiem stawiać karty. Dziwiło mnie zawsze,
czego taki wielki twórca chce ode mnie początkującej w sztuce. Narzuca mi
zadania do wykonania itp. Pilnuje mnie, sprawdza itp.
Dziś już nie wytrzymałam i zadzwoniłam do kolegi, który jest specem od
dziwnych zjawisk, sam praktykuje tajemne rzeczy, choć nie zajmuje się czarną
magią, ale zna różne rytuały. To co mi powiedział spowodowało, ze powietrza
nie mogłam złapać.
Dostałam ostrzeżenie, że F jest „czarnoksiężnikiem” i masonem, brzmi to
śmiesznie, ale do mnie takie osoby ciągną. Pochodzi z arystokratycznej
rodziny od pokoleń zajmującej się czarną magią, będącej w Loży Masońskiej.
Jest Czarnym Mistrzem. Podobno sobie mnie upatrzył, chce mnie przeciągnąć na
swoją ciemną stronę. Nie jest mną zainteresowany jako kobietą, bo według
mojego kolegi to homoseksualista, a w najlepszym przypadku biseksualista.
Udaje zainteresowanie mną, żeby mnie przeciągnąć. Mam być jego uczennicą.
Jestem przerażona... to nie są żarty. Było kilka rzeczy, które już mnie
zaniepokoiły. On już odsunął mnie od kilku osób. Nie dam mu się i nie
uzależni się od niego mojej kariery literackiej... Będę walczyć. Jednak wciąż
nie mogę uwierzyć, ze to może być prawdą. Może mój kolega się pomylił. Jak to
sprawdzić? W moich kartach nic nie ma... nic takiego nie pokazują. Jestem
skołowana. Bać się czy śmiać się z tego? POMOCY!!!!