Dodaj do ulubionych

diagnoza: WZW typu C - co dalej??

    • foxy90 Ósmy zastrzyk 23.10.09, 22:11
      Wczoraj dostałam ósmy zastrzyk, a dokładniej to sobie sama zrobiłam :)
      Bo męczy mnie jeżdżenie co tydzień do szpitala, a jak wyniki będą ok, to mogę
      sobie chociaż jeden zastrzyk brać do domu i rzadziej tam bywać :)
      Za tydzień znowu badania.
      Wczoraj po zastrzyku gorączka, ból mięśni, mdłości, senność, zmęczenie i ogólnie
      złe samopoczucie, dzisiaj rano też, ale po południu już mi przeszło i teraz jest
      ok :)
    • foxy90 Dziewiąty zastrzyk 30.10.09, 23:16
      Wczoraj wzięłam 9ty zastrzyk. Rano badania, potem pojechałam po zastrzyk, który
      zrobiłam sobie już sama w domu. Dostałam też jeden zastrzyk do domu, żeby nie
      musieć przyjeżdżać za tydzień znów do szpitala, bo mimo, że mam blisko, to
      jednak wygodniej zrobić sobie samemu w domu zastrzyk i nie czekać niepotrzebnie
      w kolejce.
      Wyniki badań takie sobie, ale na tyle dobre, że zastrzyk dostałam, a kolejny
      dali mi do domu.
      Hemoglobina mi spadła, norma to 12.5, ja mam 10.5.
      Trzeba będzie zacząć bardziej regularnie pić zakiszony barszczyk czerwony i
      pomyśleć o jakimś suplemencie z żelazem.
      Chyba właśnie przez ten spadek hemoglobiny taka nie do życia jestem ostatnio.

      Po zastrzyku standard - senność, ból mięśni, lekka gorączka, albo stan
      podgorączkowy (nawet mi się mierzyć nie chciało :D ).
      • jan-w Re: Dziewiąty zastrzyk 30.10.09, 23:51
        Na marną hemoglobinę i nastrój, skuteczne by było czerwone wino ;-)
        Gratuluję okrągłego - setnego postu w tym wątku!
        • foxy90 Wino 31.10.09, 00:04
          Myślę, że jednak mój lekarz by nie podszedł tak entuzjastycznie do tego wina,
          jak ja :D
      • nikusia1967 Re: Dziewiąty zastrzyk 02.11.09, 15:38
        Właśnie dzis dowiedzialam sie ze mam wzw typu c...no i totalny
        szok !!!..skad u mnie to dranstwo...jestem przerażona i to na
        maxa...boje sie co dalej..jak z tym życ..czy to sie
        wyleczy ...dookoła same pytania..
        • jan-w Re: Dziewiąty zastrzyk 02.11.09, 17:41
          Jak dotychczas. Naprawdę jest wiele gorszych chorób i ogólnie - problemów.
        • foxy90 Jak żyć? 02.11.09, 19:47
          Normalnie :)
          Tak, jak jan napisał, jest wiele gorszych chorób, także nie należy się załamywać.
          Wszystko to jest do przejścia. Droga długa, ale cóż poradzić, trzeba przetrwać.
          Ja tam sobie tłumaczę, że może 'po coś' to wszystko jest, że widocznie tak
          musiało być i na pewno jakieś nowe doświadczenia z tej lekcji wyciągnę..
      • foxy90 11 zastrzyk 13.11.09, 19:44
        Wczoraj 11 zastrzyk. Skutki uboczne: lekka gorączka, dreszcze, wymioty, zawroty
        głowy, bóle mięśni i stawów.
        Dzisiaj już w normie.
        Dostałam jeden zastrzyk do domu, a za 2 tygodnie mam badania na wysokość wiremii
        i decyzja: kontynuacja leczenia, czy przerwanie.

        W poniedziałek z kolei idę na konsultację do szpitala, żeby postanowić, czy
        kładą mnie na stół i usuwają guza z jajnika, czy można to obserwować na razie i
        zostawić.

        Psychicznie ostatnio miałam totalnego doła, nawet mi znajomy zasugerował
        depresję i wizytę u psychologa. Ale to było spowodowane kolejnymi problemami..
        Teraz jest troszkę lepiej, bo mam nadzieję, że z tymi sprawami gin będzie ok..

        Nic innego nie pozostaje poza nadzieją.
      • dom-za Re: Dziewiąty zastrzyk 03.12.09, 18:20
        Foxy, kurcze jaka jesteś dzielna! Przeczytałam cały Twój wątek, to
        bardzo pomocny "początkującym" pamiętnik leczenia. Też jestem z
        Krakowa. Podobnie jak Ty na pierwszą wizytę poszłam do Żeromskiego,
        ale psozłam też potem do Szpitala Jana Pawła , do dr Mariana Sikory
        (może ktoś zna?), jakoś bardziej wzbudził moje zaufanie niż babki
        zŻeromskiego, które mnie przekonywały, że po co mi leczenie, że
        trzeba być pełnowartościową matką (byłam w ciąży wtedy), zapytałam,
        czy martwa matka tez jest ok, ale jakoś były bez poczucia humoru.
        Generalnie jestem na etapie, że mam się zgłosić, kiedy dzidziuś mi
        podrośnie do Jana Pawła na oddział. Jak oceniasz Żeromskiego?
        Miałamś kontakt z innym szpitalem/hepatologami z Krakowa? Gorąco Cie
        pozdrawiam, Twoja dzielność naprawdę poprawia humor i pozwala
        wierzyć, że może się nie umrze w trakcie tego leczenia!
        • jan-w Re: Dziewiąty zastrzyk 03.12.09, 19:03
          > zapytałam, czy martwa matka tez jest ok,
          Bez przesady. Od tego się tak natychmiast nie umiera. Poza skrajnie ciężkimi
          przypadkami, nie ma specjalnie powodu aby umrzeć szybciej niż inni. Wiele osób
          dopiero po 20-30 latach przypadkiem dowiaduje się że ma HCV.
        • foxy90 Re: Dziewiąty zastrzyk 03.12.09, 20:00
          Więc tak, od początku:
          czy taka dzielna jestem, to nie wiem, no różnie to bywa :)
          Czasem jednak się załamuję (patrz wpis pt psycholog nad ktorym sie zastanawiam).
          Ogólnie jakoś tam daję radę, no bo innego wyjścia nie ma :-)

          Co do Żeromskiego - hmm, trochę narzekam (niektóre rzeczy zawalili), ale ogólnie
          nie jest źle. Mi tam dużo od nich nie potrzeba. Ja dostaję leki, zastrzyki,
          robią mi badania i tyle. Tylko już wiem, że lepiej sobie samemu spojrzeć w
          kartę, albo zapytać o wyniki, bo zazwyczaj, to tylko mówią: nie jest źle i tyle.

          Nie miałam styczności z innymi hepatologami z krk, ale bardzo dobrą opinią
          cieszą się hepatolodzy ze Szpitala Uniwersyteckiego na ul. Śniadeckich (to jest
          ten szpital na Kopernika), więc może tam byś się zapisała?
          Szpital Jana Pawła też ma niezłe opinie, ale tam podobno są lepsi specjaliści,
          tak słyszałam.

          Mi np. Żeromski jest bardzo na rękę głównie ze względu na lokalizację, bo mam
          blisko, a dla mnie to jednak ważne, bo studiuję i nie mam tak dużo czasu na
          jeżdzenie po szpitalach.

          Co do Żeromskiego, to ja powiem tak: dzisiaj z tą wiedzą, którą mam, to całkiem
          dobrze mi się z nimi współpracują. Ale rok temu, kiedy byłam zielona w temacie,
          to jednak czułam się zagubiona, bo niekoniecznie o wszystkim mi mówili. Są różni
          lekarze tam, np. dr Warzybok jest bardzo sympatyczna, o wszystko można ją
          zapytać, dr Pilawa świetnie wykonuje biopsje ( mi też robiła), b. sympatyczna,
          dr Meryk - trochę mruk, ale jak się go podpyta o coś, to bardzo kompetentnie i
          szczegółowo wyjaśnia wszystko, dr Sysło - również bardzo sympatyczna tylko
          trochę zakręcona, p. ordynator - duża wiedza, choć z nią miałam najmniejszą
          styczność. Jest jeszcze jeden młody lekarz, świetny, bardzo kompetentny,
          szczegółowo o wszystkim mówi, wyjaśnia, tłumaczy, rozmawia, sympatyczny.

          Generalnie jeśli byś chciała tam jeszcze pójść i tam zacząć leczenie, to mogę Ci
          powiedzieć na co zwrócić uwagę, o co pytać itd i powinno być wtedy ok, no ale
          jak uważasz :)

          Acha - jan ma rację, na hcv mało kto umiera, nie bój się :-)

          A jeszcze jedno: słuchaj, ja uważam, że jednak te babki trochę miały racji z tym
          byciem pełnowartościową matką. Dlatego, że: nikt by Ci nie zrobi biopsji w
          ciąży, ani tuż po niej, nie zaczęłabyś też od razu leczenia. A wiesz - ja myślę,
          że jednak mieć w domu takie zupełnie malutkie dziecko + leczenie, to jednak bywa
          ciężko (fizycznie). Ja np. szybko się męczę i potrzebuję dużo snu, czasem
          wymiotuję, slabo mi, miewam gorączkę itd itd.

          Poszukaj sobie postów użytkownika 3-mamuska, bo o ile dobrze pamiętam, bo ta
          babeczka ma trójkę szkrabów.

          Aa no i w trakcie leczenia też nie umrzesz, nie ma źle :-) Jasne, że bywa ciężko
          i czasem to się chce to wszystko zostawić i olać, czasem się płacze, czasem się
          jest wściekłym itd. itd, ale ja mimo wszystko wciąż twierdzę, że jak najbardziej
          jest to do przejścia.

          Poza tym - polecam to forum i to bardzo bardzo :-)
          Ja, kiedy tu przyszłam byłam totalnie przerażona i załamana, zero wiedzy,
          zagubiona. Teraz, po czasie, sama mogę pomóc komuś innemu, powiedzieć dobre
          słowo itd. Poza tym - forum to ogromna pomoc psychologiczna. Zawsze Cię ktoś
          pocieszy, albo kopnie w tyłek, jak trzeba :) No i jeszcze jedno, to już odnośnie
          leczenia - forum pomaga radzić sobie ze skutkami ubocznymi, bo ludzie, którzy to
          przechodzą, zawsze mają jakieś wypróbowane sprawdzone sposoby na ulżenie w
          takich, czy innych dolegliwościach spowodowanych leczeniem :-)
          • dom-za Re: Dziewiąty zastrzyk 03.12.09, 22:13
            Foxy dzięki za odzew. Nad szpitalem jeszcze pomyślę, przed lutym
            (wtedy mam następną wizytę) i tak się tam jeszcze nie wybieram. Co
            do pełnowartościowej mamy - racja, ale babka mówiła o tym tak, jakby
            mnie chciała przekonać, że nie ma po co się męczyć i leczyć, tak to
            odebrałam. Z dr Sikorą też gadałam na ten temat w Janie Pawle, ale
            tam było bardziej rzeczowo, o tym,że muszę mieć pomoc i wsparcie
            przy leczeniu i opiece nad małym dzieckiem.
            Generalnie najbardziej boję się depresji jako skutka ubocznego, a
            jest on chyba najczęsciej występującym. Leczyłam nerwicę lękową o
            podłożu depresyjnym przez rok lekiem Effectin i zwalczenie jej
            uważam za swój dotychczasowy największy sukces (medyczny), a samą
            depresję za zdecydowanie najgorsze schorzenie z tych posiadanych
            przeze mnie. Dlatego wizja powrotu do tego stanu i leczenia... jakoś
            mi się nie uśmiecha... Co do "umierania" - to był raczej żart.
            Chociaż na marskość i raka watroby ludzie umierają. Jednak chyba
            mężczyźni generalnie odczuwają mniej skutków ubocznych leczenia niż
            kobitki, tak?
            pozdrawiam i zyczę Ci nadal tyle wytrwałości oraz zarażania nią
            innych:)
            • foxy90 Re: Dziewiąty zastrzyk 03.12.09, 23:04
              Nie wiem, czy mężczyźni odczuwają mniej skutków ubocznych, jakoś nie zauważylam
              takiej reguły :)
              Może chodzi o to, że mają mniej obowiązków (praca), a kobiety trochę więcej
              (praca, dom). Oczywiście zależy od mężczyzny, ale często tak to wygląda.
              No i jest to kwestia indywidualna, są ludzie, którzy naprawdę nieźle znoszą
              leczenie, są tacy, co znoszą je okropnie. Ja jestem gdzieś tak pośrodku. Trochę
              dobrze, trochę źle.
              Ale jakoś idzie do przodu :-)
    • foxy90 Problemów ze zdrowiem ciąg dalszy.. 06.11.09, 10:12
      Byłam u ginekologa, potwierdził kwietniową diagnozę guza na jajniku. Guz jest
      spory, bo 6cm. Zakładając, że wg mojej pani gin w kwietniu miał 5, to możliwe,
      że rośnie :/
      Na obrazie usg podobno wygląda to nieciekawie. Mam powtórzyć markery
      nowotworowe, które z kolei przez hcv i leczenie mogą wyjść zaburzone.
      Powinni zrobić mi laparoskopię, ale.. mamy listopad i większość szpitali nie ma
      już limitów na pacjentów, operuje się tylko nagłe przypadki.
      Jakby mało mi było hcv i leczenia, to jakaś kolejna gnida we mnie, normalnie
      niekończąca się historia..
      • izzi83 Re: Problemów ze zdrowiem ciąg dalszy.. 06.11.09, 12:14
        ah foxy uszęta do gory!!pamietaj co nas nie zabije to nas wzmocni!!:)i tego sie
        trzymaj:)a ja trzymam kciuki za Ciebie!!a co na to wszystko hepatolog?
        • foxy90 Re: Problemów ze zdrowiem ciąg dalszy.. 07.11.09, 00:34
          Szczerze mówiąc to chyba mnie to tak strasznie nie ruszyło, normalnie nawet nie
          mam siły się tym przejmować szczerze mówiąc..
          A hepatolog na to nic, bo na razie nie wie, dostałam zastrzyk do domu, więc
          dopiero w czwartek będę w szpitalu, to jak dorwę lekarza, to mu powiem. No ale
          co on ma na to powiedzieć? Jeśli coś będą z tym robić, to laparoskopię, a do
          tego hepatolog raczej się wtrącał chyba nie będzie, chociaż pewnie będą chcieli
          konsultację.

          Wściekła jestem tylko z tego powodu, że kurde, w kwietniu mi lekarz powiedział,
          że jest guz, ale przed biopsją o.zakaźny wysłał mnie na konsultację na
          ginekologię, gdzie jedna idiotka stwierdziła, że nic tam nie ma (ew. pęcherzyk),
          a idiota ordynator (bodajże) to potwierdził!

          Pomijam fakt, że rozmowa z kobitą wyglądała tak:
          K: Słucham
          Ja: Zakaźny przysłał mnie na konsultację, biopsja, guz wyszedł na usg, bla bla bla
          K: Ale boli panią coś?
          Ja: Nie.
          K: TO PO CO PANI TU PRZYSZŁA?

          No myślałam, że padnę.
      • medzik75 Do foxy90 26.09.10, 07:33
        Ja mam ten sam problem.
        Jestem po 10 zastrzyku i 3 dni temu ginekolog stwierdził u mnie guza na jajniku też ok 6cm.
        Zaczynając terapii go nie było.
        guz jest dziwny,i też musiałam zrobic markery nowotworowe.
        Nie wiem co mam robic dalej???

    • foxy90 Dziesiąty zastrzyk 07.11.09, 00:38
      W czwartek zrobiłam sobie sama w domu 10ty zastrzyk. Zaczerwienienie, lekki ból
      podbrzusza, ogólne samopoczucie niezłe, tylko.. koszmarny ból głowy! Co dla mnie
      było tragedią, bo mnie NIGDY nie boli głowa, a tutaj bolała i to ciągle.
      Dzisiaj za to odkąd wstałam to miałam uczucie, że zaraz zemdleję, normalnie
      koszmar. Jeszcze później, w ciągu dnia uświadomiłam sobie, że śniło mi się dziś
      właśnie, że zemdlałam.
      Oczywiście akcja pt - śpimy do oporu, ale to normalne po zastrzyku :)
    • foxy90 11 zastrzyk 15.11.09, 23:22

      W czwartek 11 zastrzyk. Skutki uboczne: lekka gorączka, dreszcze, wymioty, zawroty
      głowy, bóle mięśni i stawów.
      Piątek już w normie.
      Dzisiaj bezsenność, co dało się we znaki później zmęczeniem, caly dzień na
      nogach + podróż na i ze Śląska i padam.
      Dostałam jeden zastrzyk do domu, a za 2 tygodnie mam badania na wysokość wiremii
      i decyzja: kontynuacja leczenia, czy przerwanie.

      Jutro z kolei idę na konsultację do szpitala, żeby postanowić, czy
      kładą mnie na stół i usuwają guza z jajnika, czy można to obserwować na razie i
      zostawić.

      Psychicznie ostatnio było marnie, nawet mi znajomy zasugerował depresję i wizytę
      u psychologa. Ale to było spowodowane kolejnymi problemami..
      Teraz jest troszkę lepiej, bo mam nadzieję, że z tymi sprawami gin będzie ok..

      Nic innego nie pozostaje poza nadzieją.
    • foxy90 Psycholog 17.11.09, 00:58
      Po zastanowieniu stwierdzam, że chyba powinnam iść do psychologa.
      Z jednej strony radzę sobie nieźle z tym wszystkim pod względem psychicznym,
      wiadomo, że są czasami dołki i gorsze dni, ale ogólnie jest nieźle.
      Natomiast wydaje mi się, że pomogłaby mi rozmowa z psychologiem pod tym
      względem, że zaczynam mieć wrażenie, że zamęczam rodzinę i przyjaciół tym
      wszystkim. Oni mnie wspierają itd, ale z drugiej strony, ile też można być tą
      stroną słuchającą? I ileż można słuchać ciągle o tym samym?
      Może jak się wygadam komuś, kto siedzi w temacie hcv i wie o co chodzi, to
      będzie inaczej.
      Muszę podjechać do szpitala i zapytać, kiedy psycholog przyjmuje. Z tego, co
      słyszałam od osób w trakcie / na początku leczenia, to ta pani psycholog jest
      całkiem do rzeczy, siedzi w temacie hcv, więc nie jest całkiem zielona.
      Jeszcze się nad tym dokładniej zastanowię, ale widzę, że ostatnio coraz częściej
      pojawia się myśl, żeby pójść do psychologa, a to jest pierwszy sygnał, że coś
      jest nie tak.
      • snowflake83 Re: Psycholog 09.12.09, 19:59
        Czasem potrzeba wygadać sie przed kimś tko nie jest Twoją rodzina, przyjacilem i
        co do kogo nie masz wyrzutów smienia, ze go zadreczasz. Na oddziale zakaznym w
        Biegańskim w Łodzi fajnie mi sie gadało z taka mlodą psycholog,Krawczyk.Lekarka
        ją do mnie wysłała, ale jestem zadowolona.Potem spotkalyśmy się jeszcze
        prywatnie.Jakby co mam namiary-662062559.Mozna sie wiele dowiedzieć i
        odreagować. dobrze jak ktos nie traktuje cie jak panikary,nie ignoruje nawet
        najdrobniejszego strachu. Mnie pomoglo.
        • foxy90 Re: Psycholog 10.12.09, 15:32
          No cóż, w tym roku już do psychologa nie pójdę.. :/
          więcej szczegółów tutaj:
          forum.gazeta.pl/forum/w,690,88895245,104181057,Bez_15tego_i_16tego_zastrzyku_.html
    • foxy90 12ty zastrzyk 20.11.09, 14:43
      Wczoraj zrobiłam sobie dwunasty zastrzyk. I nawet nieźle jest. Wczoraj wieczorem
      lekką gorączkę miałam i byłam śpiąca, ale poszłam spać po 22, więc mnie to nie
      męczyło. Dzisiaj rano czułam się całkiem dobrze, a to super, bo ostatnio to w
      piątki wstać z łóżka nie mogłam.

      Za tydzień badania na poziom wiremii.

      Jeśli chodzi o sprawy ginekologiczne - guz jest do usunięcia, prawdopodobnie w
      grudniu idę do szpitala.
      Ale genialnie się nie dopytałam, jakie znieczulenie i czy laparoskopia to
      będzie, muszę zapytać jak będę dzwonić o termin do szpitala. Guza usuną, pobiorą
      wycinek i wyślą do badań, czy to zmiana złośliwa, czy nie.

      Z takich skutków ubocznych, to męczą mnie ostatnio mdłości. Od poniedziałku non
      stop jest mi niedobrze. Uciążliwe to.

      • izzi83 Re: 12ty zastrzyk 23.11.09, 12:39
        foxy jak czujesz, ze potrzebujesz isc do psychologa to idz, czym predzej. bo
        zaczniesz zameczac nietylko rodzine ;) ale tez sama siebie!!
        a na mdlosci polecam siemie lniane i mietke:)siemie sobie zaparz wieczorkiem i
        popijaj caly dzien, a koniecznie na czczo rano. mietki pij ile sie da:)
        • foxy90 Re: 12ty zastrzyk 23.11.09, 21:04
          O, dzięki za sugestię o mięcie i siemieniu :) Nie wiedziałam, że to działa.
          Teraz mi trochę przeszło, ale w zeszłym tygodniu to okropnie wkurzające było.
          Ale chodzi o normalną miętę, tak? :)
          Akurat mam u babci ususzoną miętę z przydomowego ogródka, to trzeba będzie
          trochę babcię 'ograbić' :P

          Co do psychologa - jeszcze poczekam trochę, zobaczę co i jak. Na razie chyba mi
          przeszło trochę :P

          Ogólnie to po tym 12tym zastrzyku czuję się całkiem dobrze :)
    • foxy90 13ty zastrzyk 27.11.09, 13:21
      Ojj ten 13ty to chyba jakiś pechowy był..
      Zastrzyk zrobiłam sobie o 12.30, o 15 wzięłam paracetamol, żeby gorączki nie
      dostać. Przespałam się 2h i pojechałam wieczorem potańczyć do klubu ze
      znajomymi. No i w zasadzie było ok, wytańczyłam się, że hej ale pod koniec już
      mi się słabo robiło i było mi niedobrze. Ale jakoś to przetrwałam, za to
      przyjechałam do domu i oczywiście zwymiotowałam, choć nie bardzo było już czym :/
      Fatalnie się czułam, położyłam się i spałam dzisiaj do 13.

      Czwartek chyba jednak nie jest dobrym dniem na imprezy. Ale myślę, że to też
      dlatego, że w klubie było duszno + napalone papierosami, ja też palę, więc to
      pewnie też miało swój wpływ.


      Wczoraj miałam też badania, wyniki średnie, ale na tyle dobre, że dostałam
      zastrzyk + jeden do domu. Morfologia przestała spadać, ale lekarz powiedział, że
      za 2 tygodnie powtórzymy badania, właśnie ze względu na tą morfologię.
      No i pobrali wiremię do badań, wysłali do Wrocławia, wyniki będą pod koniec grudnia.

      Mam też termin na zabieg usunięcia guza z jajnika - idę do szpitala 17tego
      grudnia (niestety to czwartek, no ale cóż poradzić).

      • jan-w Imprezowanie w czwartek 27.11.09, 22:54
        Na temat imprezowania w czwartek wypowiedział się już doktor nauk medycznych, neurolog - Jakub Sienkiewicz:

        Nie pij Foxy, nie pij w czwartek
        Picie w czwartek nic nie warte
        Cos sie zdarzy przyjemnego
        Nic nie zapamietasz z tego.


        https://www.youtube.com/watch?v=HtHCUEiE2vA
        • foxy90 Re: Imprezowanie w czwartek 27.11.09, 23:24
          No kurczę, mądry facet :-)
          Aczkolwiek nie piłam nic poza Nestea :P
          • izzi83 Re: Imprezowanie w czwartek 01.12.09, 11:48
            foxy!!!!imprezowiczko:P
            tak trzymaj:)ja rowniez nie zrezygnowalam z zycia towarzyskiego. zastrzyki
            poczatkowo w piatki, przelozylam na czwartki, zeby moc "spokojnie" isc w sobote
            na impreze.w czwartek bym sie nie odwazyla:)czasem sie zdazalo i w piatki-jak
            samopoczucie pozwalalo. ale ja impreze zaczynalam o polnocy, a konczylam
            najpozniej o 2.30. tancowalam jak szalona-tzn dwa tance i 5 kolejnych kawalkow
            odpoczynku, bo tchu brakowalo. oczywiscie kazda impreza na trzezwo. i naprawde
            bawilam sie genialnie!!!!
            i foxy mam dobre wiadomosci- po terapii juz moge tancowac nawet i 10 kawalkow
            pod rzad:)
            co do mietki. ja kupowalam taka expresowa. ale ta z ogrodka chyba nawet zdrowsza.
            a siemie lniane niemielone!!
            • izzi83 Re: Imprezowanie w czwartek 01.12.09, 11:49
              aha no i trzymam kciuki za wiremie!!tzn za minusa:)
              • foxy90 Re: Imprezowanie w czwartek 01.12.09, 12:27
                Hm, to powinnam przełożyć zastrzyk na środę, bo w czwartek często gdzieś będę
                wychodzić, bo z ludźmi ze studiów imprezujemy wlaśnie czesto w czwartek, bo w
                piatki czesc osob jezdzi do domu ;)

                Co do mięty, to wzięłam suszoną od babci i jest przepyszna, piję sobie codziennie :)

                Ostatnio czuję się całkiem nieźle, myślę, że to dlatego, że przestała mi
                hemoglobina spadać. Męczy mnie tylko znów potworny kaszel, a już mi niby
                przeszło. Ale mam syrop, więc jakoś daję radę :)

                Izzi, co do tańca to powiem Ci, że tu moja kondycja o dziwo jest niezła :D tak z
                5 kawalkow przetancze i ide posiedzieć :D
    • foxy90 14ty zastrzyk 03.12.09, 23:06
      Dzisiaj 14ty zastrzyk. Skutki uboczne są, ale miewałam się gorzej. Wymioty
      niestety mnie nie ominęły znów. Piję miętę codziennie, ale na razie jeszcze mnie
      męczy ten skutek uboczny czasami. Do tego lekka gorączka, osłabienie, senność.
      Czyli normalka, bez tragedii.

      P.S. Imprezowanie sobie odpuściłam jednak dzisiaj, bezpieczniej zostać w domu i
      się porządnie wyspać :-)
    • snowflake83 Re: diagnoza: WZW typu C - co dalej?? 09.12.09, 19:53
      Jak najszybciej do lekarza!!!W szpitalu powiedza Ci jak dalej żyć, co robić.W
      Łodzi jest dobra Klinika w szpitalu Biegańskiego. Tam maja taka fajną młodą
      panią psycholog,mgr Krawczyk, zawsze mozna z nia pogadać, podniesie za uszy,
      podpowie co dalej. Przyjmuje też prywatnie, 662062559. Polecam. czasami naprawdę
      potrzeba pogadać z kimś kompetentnym zeby ruszyc dalej...
      • foxy90 Re: diagnoza: WZW typu C - co dalej?? 09.12.09, 19:56
        Dzięki za odpowiedź, ale...
        1. Temat jest z grudnia 2008, mamy grudzień 2009
        2. Jestem już w trakcie leczenia, jutro 15ty zastrzyk
        3. Jestem z Krakowa, więc leczenie się w Łodzi mijałoby się z celem.

        :-)
    • foxy90 Bez 15tego i 16tego zastrzyku... 10.12.09, 15:30
      No niestety, po konsultacji lekarz i p. ordynator stwierdzili,że w mojej
      sytuacji trzeba ominąć 2 dawki interu. Rybę mam brać w normalnych dawkach, a
      interu nie dostałam dziś i nie dostanę go też za tydzień. Za 2 tygodnie nie
      wiadomo, czy dostanę, dopiero będą się zastanawiać.

      Spowodowane jest to tym, że 17.12.2009 idę na operację usunięcia guza na jajniku
      i lekarz stwierdził, że trzeba dwie dawki ominąć, bo będę bardzo osłabiona +
      niska odporność i mogłyby być komplikacje.

      A poza tym, co nowego.. Dzisiaj powtórzyli mi badania na hemoglobinę, bo jest
      anemia i starają się to kontrolować, ale póki co, to nie spada już bardziej.

      Jeśli chodzi o psychologa - jestem niemiło zaskoczona. Pielęgniarka zadzwoniła
      do p. psycholog, która stwierdziła, że może mnie przyjąć dziś o 13. O 13 ja
      miałam praktyki z uczelni, na których musiałam być, więc powiedziałam, że nie
      dam rady. Na co usłyszałam,że w takim razie w tym roku nie ma już możliwości
      spotkania się z psychologiem..
      Ja rozumiem, że pewnie jest zajęta itd, no ale pół godziny się nie da wykroić
      gdzieś..?
      Ech, no cóż, w takim razie dopiero za miesiąc pójdę... :/
      • jan-w Re: Bez 15tego i 16tego zastrzyku... 10.12.09, 17:42
        Trzymaj się! Takie problemy wzmacniają człowieka. Jeżeli się nie załamiesz (a
        nie sprawiasz wrażenia takiej osoby) wyjdziesz z tego silniejsza, twardsza i
        bardziej odporna. Wiem - łatwo mówić stojąc obok. Ale przekonasz się że to
        prawda. Powodzenia!
      • olinka733 Re: Bez 15tego i 16tego zastrzyku... 11.12.09, 23:17
        foxy90 - przypadkiem weszłam na to forum i przypadkiem zaczęłam czytac twój
        wątek. jest juz późno a ja siedze i czytam.o twoim zmaganiu, o twojej
        wytrwałości, odwadze i harcie ducha. dzieki tobie pójdę dzisiaj szczęśliwa spać
        tylko dlatego że sa takie osoby jak ty. Nie wiem dlaczego ale dla mnie jesteś
        wspaniała a twoja postawa jest godna naśladowania. czeka mnie niedługo zabieg
        laparoskopii woreczka żółciowego, który przeżywam jakby mieli mi wyciąć
        niewiadomo co i chyba los sprawił że przeczytałam twój post. Cóż mój woreczek do
        twojej i innych tu osób choroby. Tobie i innym uczestnikom wymiany myśli życzę
        dużo zdrowia.
        • foxy90 Re: Bez 15tego i 16tego zastrzyku... 12.12.09, 00:25
          Cieszę się, że mój wątek i to, co w nim opisuję, pomógł w jakimś sensie kolejnej
          osobie :-)
          I dzięki za Twoje słowa, aż mi się miło zrobiło :)
          Co do hartu ducha - no co tu dużo mówić - są dołeczki, dołki i gorsze dni,, ale
          jakoś mimo wszystko idę do przodu, no bo.. jakie jest inne wyjście? :-)
          Co do laparoskopii - ja będę mieć w czwartek laparo (taką mam nadzieję), w celu
          usunięcia guza z jajnika, także nie jesteś sama w temacie laparoskopii :)
          • olinka733 Re: Bez 15tego i 16tego zastrzyku... 13.12.09, 17:41
            Powodzenia jutro!
            • foxy90 Re: Bez 15tego i 16tego zastrzyku... 14.12.09, 00:03
              To nie jutro, tylko w czwartek :-)
              I NIE dziękuję :-)
              • izzi83 Re: Bez 15tego i 16tego zastrzyku... 14.12.09, 22:07
                ja tez trzyzmam kciuki foxy!!
                i do zobaczenia na jakiejs imprezie pozniej;)
      • kryst-ynak Re: Bez 15tego i 16tego zastrzyku... 15.12.09, 10:43
        Ślędzę Twoje posty od początku, leczenie rozpoczęłyśmy prawie razem
        i naprawdę mi przykro z powodu Twojej operacji Jesteś bardzo młodą
        kobieta, masz duzo wokół siebie osób życzliwych i będzie wszystko
        dobrze. Ja kiedyś też byłam u psychologa i jego rola sprowadziła się
        do tego że ja się wygadałam a psycholog mi wyznaczał wizytę za
        miesiąc i była powtórka. W końcu znalazłam osobę ze swego otoczenia
        z którą mogłam porozmawiać i tez mi ulżyło. Nie wiem jak u Ciebie
        ale rola psychologa u nas się sprowadza właśnie do słuchania, wiem
        że to też ulga się wygadać ale wysłuchać Cię może też osoba której
        ufasz.
        A co do zastrzyków czy te pominięte będą później czy będzie terapia
        o nie pomniejszona. Pozdrawiam i dużo optymizmu i cierpliwości Ci
        życzę :))
        • foxy90 :) / obcinam włosy. 15.12.09, 14:53
          Dziewczyny, dzięki za wsparcie i trzymanie kciuków, bardzo się przyda :)

          No a cóż, dzisiaj wieczorem obcinam włosy :(
          Smutno mi troszkę, bo dłuuugi czas miałam długie włosy, a teraz z takich do
          połowy plecow skracam na takie mniej więcej do brody / połowy szyi.
          No nic, mam chociaż nadzieję, że mi będzie ta fryzura pasować.
          Ale i tak wyjścia nie mam, bo włosy już wypadają masakrycznie.. Aż ludzie na
          uczelni coś zauważyli, bo ciągle jestem cała w swoich włosach.
          • izzi83 Re: :) / obcinam włosy. 15.12.09, 15:53
            foxy!!jak sa zdrowe to je sprzedaj:)przynajmniej zarobisz na terapii ;P
            • foxy90 Re: :) / obcinam włosy. 15.12.09, 19:11
              No niestety zdrowe nie są, ostatnio są w fatalnym stanie, także jeszcze bym
              musiała dopłacić żeby je wzięli :D
    • foxy90 Ja to mam pecha... :/ 17.12.09, 09:31
      Nici z laparoskopii póki co.. :/
      Dostałam we wtorek okres, dzwoniłam wczoraj do szpitala zapytać, czy mam
      przychodzić, czy zmieniać od razu termin i lekarz mi powiedział, że mam przyjść
      i oni się zastanowią, co dalej.
      No i przyjechałam i oczywiście co? No do domu, wiadomo, bo nic mi nie zrobią w
      takiej sytuacji. Mam dzwonić dopiero w poniedziałek i ustalać nowy termin, który
      będzie już w styczniu.
      Wściekła jestem, bo w styczniu mam strasznie dużo egzaminów na uczelni i boję
      się, że przez to je zawalę..

      Plus może być taki, że może uda się wziąć dzisiaj zastrzyk, czyli ominęłabym
      tylko jeden, a nie dwa. Bo później w styczniu niestety i tak pewnie będę musiała
      ominąć kolejne dwa..

      Ech, wściekła jestem okropnie :/
    • foxy90 16ty zastrzyk 18.12.09, 12:45
      Wobec tego, że nie poszłam na tę operację, to zadzwoniłam do szpitala, czy mogę
      na zastrzyk przyjechać i pojechalam.
      Tym sposobem ominęłam tylko jeden zastrzyk, co mnie cieszy, bo jak w styczniu
      pójdę na operację, to i tak znów będę musiała 1-2 ominąć..

      Fatalnie się czułam po tym zastrzyku wczorajszym: wymioty, gorączka, ból mięśni,
      stawów, problem z zaśnięciem. Dzisiaj ledwo wstałam, rano miałam 38 stopni
      gorączki, ale jakoś się dowlokłam na uczelnię.
      A teraz się kładę, trochę pośpię, to mi przejdzie.
    • foxy90 Wiremia po 12 tyg. leczenia 21.12.09, 13:18
      Dostałam prezent na Święta :-)
      Dzwoniłam do szpitala i powiedzieli mi, że wiremia spadła na tyle, że leczenie
      kontynuujemy. Nie wiem dokładnie ile, bo nie mieli pod ręką moich wyników, ale
      zapytam się w środę dokładnie.
      W każdym razie cieszę się, że leczenie przynosi efekty, bo już za dużo tych
      problemów ostatnio i jakby mi jeszcze leczenie przerwali, to chyba bym miała już
      dość.

      Wesołych :-)
      • 23456pw Re: Wiremia po 12 tyg. leczenia 21.12.09, 13:45
        Gratuluje tobie z całego serca.mam podobną sytuację do ciebie ,w lutym idę na
        operację jajnika-endometrioza ,póżniej mam biopsję wątroby i leczenie.Wszystko
        przede mną,ale czytając twoje wpisy jestem pełna nadziei,no i mam dobre
        nastawienie!!!
        • foxy90 Re: Wiremia po 12 tyg. leczenia 21.12.09, 13:54
          Cieszę się, że moje bazgrołki dają nadzieję, że będzie ok i że jest to do
          przejścia :-)
          Ja na operację pewnie w styczniu pójdę dopiero, bo w grudniu nie doszła do
          skutku. Jutro dopiero będę dzwonić i się dowiem, jaki mam termin.
          • halinakozak Re: Wiremia po 12 tyg. leczenia 30.12.09, 22:08
            Po 12 tygodniach leczenie interferonem wynik miałam ujemny. Bardzo się
            cieszyłam, po 24 tygodniach znów był wynik ujemny. Jeszcze w kwietniu będę miała
            badanie i jak będzie minus to znaczy że pokonałam tego drania. Życzę wytrwałości
            i cierpliwości naprawdę warto.
            Pozdrawiam.
      • foxy90 Re: Wiremia po 12 tyg. leczenia - wynik. 22.01.10, 16:08
        Początkowa wiremia: 2 100 000 IU, 5 670 000 kopii/ml, wynik po 12 tygodniach:
        9050 IU, 24 435 kopii/ml.
    • foxy90 17ty zastrzyk 25.12.09, 14:04
      Wczoraj 17ty zastrzyk.
      Trochę się bałam skutków ubocznych - zmęczenie, senność, gorączka, wymioty, bo
      to w końcu Wigilia, jedzonko, no a poza tym, to musiałam jakoś wrócić do domu
      (kierowca).
      Ale obyło się w zasadzie bez żadnych skutków ubocznych, dobrze się czułam, na
      Wigilii wytrwałam, do domu wróciłam, nawet gorączki jakiejś dużej nie miałam,
      pewnie tylko jakieś 37.

      Dzisiaj też się dobrze czuję, elegancko się wyspałam (dawno tak dobrze nie
      spałam!) i jest dobrze :)

      P.S. Hemoglobina skoczyła z 10 do 10.7, więc jest nieźle :)
      • lorenna1 Re: 17ty zastrzyk 25.12.09, 21:52
        jestes naprawdę wytrwała i silna z Ciebie istotka:)wierze, że wszystko sie dla Ciebie dobrze skończy.
        u mnie wykryto wirusa 4,5 roku temu.Lekarz w krwiodastwie stwierdził , że moge próbować postarać sie o badania genotypu ale wątpi czy szpital wykona mi je bezpłatnie, stwierdził tez że leczenie jest kolosalnie drogie, więc poprostu wystarczy dobrze sie odżywiać nie pić alkoholu i odstawić jakiekolwiek leki przeciwbólowe.... szybciutko wybrałam się do lekarza pierwszego kontaktu, ktory stwierdził, że nie mam szans na dostanie sie do poradni chorób zakaźnych bo tam jest bardzo busy ale wymyślił podstępnię, że chce sie starać o dziecko, więc potrzebuje porady...w poradni pani szanowna nawet niezaspecjalnie chciala mnie słuchać, powiedziała ze mam sie spieszyc bo ma juz nastepnego pacjęnta więc może mi poświecić tylko 5 minut i była mocno zdziwiona, gdy powiedziałam ze nie miałam robionych jeszcze żadnych badań i że ja wlasciwie dowiedzialam sie o chorobie miesiac temu powiedziala ze na leczenie nie mam co liczyć i ze ona może mi zrobic tylko podstawowe badania typu alat i asfat oraz zaszczepic na wzw typ b i że z tym mozna żyć a wystarczy tylko cytuję"nie obrzerać się jak świnia"
        troszke mnie to podłamało:)
        miałam jechać do wrocka na prywatne badania ale zaczęlam pracę szef byl negatywnie nastawiony do opuszczania pracy...a potem to jakos tak to wszytko we mnie ucichło....jedyne co sie zmnielio to to że faktycznie w ogóle nie piję i staram sie w miare mozliwości dobrze jeśc:)teraz od 1,5 roku jestem w Anglii i muszę w końcu podjąc walke o leczenie tutaj...chociaż tutaj nie jest wcale lepiej ze służba zdrowia kiedy powiedziałam pielegniarce o mojej chorobie i o tym ,że nie mialam jeszcze biobsji kiwnęła tylko wspólczująco głową;)
        oczywiście jest w tym tez wiele mojej winy...bo ciągle tylko odwlekam ta walkę...chyba ze strachu:)
        Tobie zycze powodzenia kochana i ciągle bede śledzić Twoje wĄtki...buziak:)
        • foxy90 Re: 17ty zastrzyk 25.12.09, 23:00
          No cóż, niestety służba zdrowia w Polsce (bo tylko z taką miałam do czynienia),
          bardzo kuleje. Trzeba się nachodzić, naprosić, nabiegać i nabłagać żeby
          cokolwiek załatwić. A najlepiej to iść z wynikami badań do lekarza i od razu
          mówić, co nam jest i jakie kroki trzeba podjąć..
          Niestety, ale wiedza lekarzy innych niż hepatologów (choć i tu różnie bywa), na
          temat hcv jest raczej znikoma i często wymyślają oni różne dziwne teorie
          (spiskowe?) na ten temat.
          Ja, jak idę do innego lekarza niż hepatolog, to każdemu muszę zrobić mniej
          więcej 5minutowy wykład na temat co, jak, leczenie, jak wygląda, co można,
          jakich leków unikać itd itd..
    • halinakozak Re: diagnoza: WZW typu C - co dalej?? 30.12.09, 21:51
      Witam!
      Mam na imię Halina. W październiku ubiegłego roku dowiedziałam się że jestem
      zarażona wirusem HCV C. Był to dla mnie szok,ale wszyscy z mojej rodziny chcieli
      mnie pomóc. Dzięki rodzinie znalazłam się w wojewódzkim szpitalu zakaźnym w
      Warszawie na Wolskiej. Diagnoza była potwierdzona. Wyniki zaczęły się poprawiać
      i wyszłam do domu. Wiremię miałam niską. W grudniu następny pobyt, wirus był,
      nie mogłam sama go zwalczyć. W kwietniu następny pobyt w szpitalu, transaminazy
      podwyższone i wiremia większa. Decyzja natychmiast leczenie interferonem.
      Zaczęłam 24 kwietnia i brałam do 11 października. Wzięłam całą serię. Wynik na
      koniec leczenia dobry po raz drugi HCV -. Teraz robiłam wyniki i mam
      transaminazy w normie.
      Odwagi, zaczynaj jak najszybciej leczenie. Udaj się na Wolską, bo naprawdę są
      bardzo dobrzy lekarze. Leczenie jest ciężkie. Różnie będziesz się czuć, ale
      trzeba wytrzymać, jak chcesz być zdrowa. Jesteś młoda i musi się udać. Ja już
      jestem babcią i wierzyłam że będzie dobrze. Wiara czyni cuda. Jak w kwietniu
      2010 r. znów będę miała wynik ujemny, to będę bogu dziękować że się udało. Dietę
      należy trochę trzymać, sama najlepiej wiesz co Ci nie szkodzi, alkoholu nie
      można za dużo pić. Żyj spokojnie tylko trochę uważaj na to by nie zarazić kogoś.
      Pozdrawiam Halina
      • foxy90 Bardzo proszę czytać! 30.12.09, 23:15
        Coś więcej niż 1wszy post, bo w następnych postach jasno widać, że jestem już w
        trakcie leczenia...
    • foxy90 18ty zastrzyk 01.01.10, 14:22
      Niestety to właśnie wczoraj wypadł mi kolejny zastrzyk. Zrobiłam go sobie przed
      18tą. Koło 22 chciało mi się spać, miałam dreszcze, ból mięśni i stawów no i
      niestety, ale spędziłam uroczą chwilę na intymnych rozmowach z muszlą klozetową..
      Ale dotrwałam do 5.30 rano. Oczywiście zero alkoholu, (zwłaszcza, że wyszłam z
      imprezy o 2 i jeszcze jechałam samochodem w inne miejsce), jedynie umoczyłam
      usta w szampanie.
    • foxy90 Krew mnie zaleje, czyli polska służba zdrowia :| 05.01.10, 17:06
      Ech, mam po prostu dość.
      Jak już pisałam, operacja usunięcia guza z jajnika, która miała się odbyć
      17.12.2009, nie odbyła się, bo dostałam okres.
      Wobec czego szpital ustalił mi nowy termin (dzwoniłam tam chyba z 5 razy, bo za
      każdym razem kazali mi dzwonić kiedy indziej). Termin ustalono mi na 1.02.2010r.
      Próbowałam zmienić termin na wcześniejszy (przed 15.01.2010r.) ale oczywiście
      się NIE DA.
      1.02 zaczyna mi się sesja na uczelni, wobec czego chciałam zmienić termin na po
      22.02.2010, usłyszałam, że skoro ZNOWU chcę zmieniać termin, to mam zadzwonić w
      pt, bo będzie komisja d.s. ustalania terminów i oni mi ustalą nowy termin, ale
      prawdopodobnie będzie to dopiero marzec..

      Pani mi oczywiście powiedziała, że przecież zdrowie jest ważniejsze niż sesja i
      że powinnam przyjść na 1.02, a nie zmieniać na późniejszy.
      Ok, jasne, że zdrowie jest najważniejsze, ale jakby nie pożal się boże lekarze z
      oddziału ginekologii, w moim szpitalu, gdzie się leczę na hcv, zauważyli guza
      (6centymetrowego guza ciężko NIE zauważyć, a jednak..) to operację miałabym już
      w KWIETNIU 2009r. !!
      Poza tym, skoro szpital mi przesunął termin o prawie 2 miesiące (z grudnia na
      luty), to jest ok, a jeżeli ja chcę go przesunąć o 2-3 tygodnie, to jest wielki
      problem i przecież 'pani zdrowie jest najważniejsze'.

      Idę 12.01.2010 prywatnie do lekarza, który pracuje w tym szpitalu, gdzie mam
      operację i może jakoś uda się załatwić jakiś konkretny termin...

      Oczywiście moglabym na uczelni załatwiać sobie indywidualne terminy egzaminów,
      ale.. Jestem na 1wszym roku, to jest moja 1wsza sesja i co tu dużo mówić -
      troszkę się boję, wolałabym jednak zdawać egzaminy razem ze wszystkimi...

      Mówię Wam, normalnie ręce mi już opadają, chciałabym w końcu coś konkretnie
      załatwić, a ciągle się nie da..
      Już nie dość, że problemy zdrowotne mam przez tą boską służbę zdrowia - hcv mam
      po transfuzji, guza nie zauważyli w kwietniu, a powinnam mieć operację PRZED
      rozpoczęciem leczenia hcv, żeby nic nie kolidowało (leki), to jeszcze teraz
      ciągle się z nimi dochodzę..

      Musiałam sobie troszkę ponarzekać, bo już normalnie nie mogę, a do tego
      psychicznie jakoś ostatnio kiepsko. Niby się trzymam, niby jest ok, a są takie
      chwile, że normalnie nic, tylko siąść i płakać się człowiekowi chce.
      • 23456pw Re: Krew mnie zaleje, czyli polska służba zdrowia 05.01.10, 22:16
        rozumiem cię doskonale,jak tobie pisałam miałam mieć operację jajnika.Lekarka
        kiedy dowiedziała sie że mam wirusa c spanikowała.powiedziała że w takim wypadku
        nie wie ,czy można obciążać wątrobę narkozą.Wolałaby leczyć hormonalnie ,bo
        zmiana endometrialna nie jest duża-ok3cm,ale nie wie też czy może,przecież mam
        chorą wątrobę.Najsmieszniejsze jest to że hepatolog radzi-operować a
        ginekolog-że czekać na wynik biopsji,no i póżniej decydować.a ja mam już tego
        dosyć ponieważ biopsję mam wyznaczoną dopiero na 15 marca.to czekanie mnie
        wypala.ajak jest u ciebie FoXy,lekarz nie widzi przeciwskazań?
        • foxy90 Re: Krew mnie zaleje, czyli polska służba zdrowia 05.01.10, 23:42
          Nie, u mnie ani ginekolog ani hepatolog nie widzą problemu, żeby operować.
          Jedynym problemem jest narkoza, bo ja jestem w trakcie leczenia, a przed i po
          narkozie nie wolno jeść, a biorę rybawirynę, więc powinnam coś zjeść żeby móc
          połknąć tabletki, ale tę kwestię jakoś rozwiążą (albo wezmę poranne tabletki po
          południu, albo nie wezmę ich wcale).
          • jan-w Re: Krew mnie zaleje, czyli polska służba zdrowia 05.01.10, 23:54
            A nie mogą tych tabletek wstrzyknąć, albo zrobić roztwór i podać analnie? ;-)
            • foxy90 Re: Krew mnie zaleje, czyli polska służba zdrowia 06.01.10, 00:05
              Janie, nie pytałam ich, ale może warto im poddać taki pomysł :-D
    • foxy90 19ty zastrzyk 08.01.10, 12:51
      19ty zastrzyk wczoraj. Skutki uboczne bez tragedii: mdłości, zwalczone wypitą
      miętą, lekki ból mięśni, lekka gorączka (nie wiem ile, bo nigdy nie mierzę). Za
      to nad ranem okropnie mnie zaczęły boleć mięśnie i stawy. No ale tableteczka
      p/bólowa i poszłam spać dalej, a jak wstałam to już jest ok.
      • izzi83 Re: 19ty zastrzyk 08.01.10, 23:10
        foxy dawno Cie nie czytalam, ale znalazlam druga prace i poprsotu brak mi czasu
        na cokolwiek.
        widze, ze dzielnie walczysz ze sluzba nie-zdrowia;)
        tak Ci na marginesie powiem, ze moja mama byla niedawno w szpitalu. mialo byc
        tylko lyzeczkowanie macicy-polip. a skonczylo sie na usunieciu macicy, szyjki i
        przydatkow. i cale szczescie!!bo w wyniku histopatologicznym wyszlo ze mama
        miala na szyjce macicy nadzerke i srednim stopniu zezlosliwienia nowotworowego.
        wiec w sumie dobrze, ze jej to wszystko usuneli, bo rak mogl jej sie rozwijac i
        nikt by tego nie zauwazyl. a dodam, ze mama co rok robi cytologie, przed
        zabiegiem badalo ja 3 lakerzy i nikt nic nie widzial.
        ale trzymam kciuki!mam nadzieje, ze trafisz na lepszych dr:)
        • foxy90 Re: 19ty zastrzyk 09.01.10, 12:25
          Walczę, walczę, chociaż już najczęściej sił brakuje i ręce opadają, bo co gdzieś
          pójdę, to trafiam na coraz 'lepszych' lekarzy, szkoda słów.. :/
          Co do zabiegu, no cóż, nie ukrywam, że troszkę się boję, jak to będzie
          wyglądało, bo niby mają tylko guza usunąć, ale mam takie obawy, że się obudzę, a
          oni mi powiedzą, że usunęli coś więcej, bo się okazało, że coś tam w trakcie
          wyszło.. Niepokoi mnie też to, że jeden lekarz mi powiedział, że drugi jajnik
          tez jest powiększony, czyli, że albo po prostu taki sobie jest, albo to mogą być
          jakieś przerzuty.. :/
          Staram się myśleć pozytywnie, ale ta niepewność mnie już denerwuje, bo od
          listopada, kiedy stało się jasne, że guz jest, że jest duży, że trzeba usunąć,
          to ciągle nic nie wiem i ciągle tylko myślę, co to będzie, żeby wszystko było
          dobrze itd.

          A co do lekarzy, no to ja i tak już jestem prawie rok w plecy z operacją tego
          guza, bo przecież guza zdiagnozował lekarz w kwietniu 2009r. który mi robił USG
          jamy brzusznej, potrzebne do biopsji. Ale w szpitalu, gdzie się leczę, wysłali
          mnie na ginekologię na konsultację, a tam DWÓCH lekarzy stwierdziło, że tam nic
          nie ma, a jak jest, to jest to pęcherzyk (widział ktoś 5-6 centymetrowy
          pęcherzyk? Chyba jakiś mutant). Także trochę się też tego boję, że jeżeli (tfu
          tfu tfu) okazałoby się, że jest złośliwy, no to prawie rok czasu zwlekania w
          takich sprawach to strasznie dużo..

          No nic, póki co w poniedziałek dzwonię do szpitala żeby się dowiedzieć, jaki mi
          w końcu termin ustalili.
    • foxy90 20ty zastrzyk 15.01.10, 15:25
      Wczoraj 20ty zastrzyk, wzięłam dopiero późnym wieczorem, więc w zasadzie skutki
      uboczne to odczuwam dziś.
      Wczoraj wzięłam paracetamol i o 20 położylam się spać. Obudziłam się o 23, o 24
      poszłam spać z powrotem. Rano bez tragedii. Trochę dreszczy, lekki ból mięśni,
      ale jest nieźle.
    • foxy90 21wszy zastrzyk 22.01.10, 16:14
      Wczoraj 21 strzał. Lekka gorączka, ból mięśni= wzięłam paracetamol i poszłam
      spać. Trochę niefortunnie się złożyło, bo dziś miałam egzamin na uczelni i
      musiałam się uczyć i ciężko mi to szło = zerowa koncentracja, no ale jakoś dałam
      radę :)

      Mój spadek wiremii:
      w. początkowa: 2 100 000 IU, 5 670 000 kopii/ml
      w. po 12 tygodniach: 9050 IU, 24 435 kopii/ml.
      • izzi83 Re: 21wszy zastrzyk 30.01.10, 19:58
        ej foxy, a co Ty sie nie odzywasz?jak sie czujesz?
    • foxy90 22gi zastrzyk 30.01.10, 20:41
      Izzi, miałam właśnie dzisiaj napisać co tam po 22gim zastrzyku.
      Miło, że pytasz :)
      W czwartek nie za dobrze się czułam pod względem żołądkowym, wymiotowałam po
      zastrzyku.
      W piątek strasznie mnie stawy biodrowe bolały, lekka gorączka.

      A tak poza tym, no to sesja teraz, więc staram się uczyć..
      Chociaż jak to zwykle bywa - człowiek robi wszystko, byle tylko się nie uczyć,
      dlatego.. upiekłam dzisiaj ciasto :D
      Wszystkie zaliczenia już dostałam, jeden egzamin zdany na 4.5, zostały mi
      jeszcze 3 egzaminy i może uda się mieć troszkę wolnego, o ile nie będę musiała
      zdawać żadnej poprawki (co niestety jest prawdopodobne, bo czarno widzę egzamin
      z filozofii i z socjologii).

      A tak poza tym, no to trochę słaba koncentracja (mimo, że łykam od dłuższego
      czasu magnez), więc ta nauka też ciężko idzie, no ale jakoś trzeba się
      przemęczyć, a po sesji będzie trochę spokoju :)
    • foxy90 23ci zastrzyk 05.02.10, 12:54
      23ci zastrzyk wczoraj.
      Wzięłam późno, bo o 21.30, bo dziś miałam egzamin i musiałam się uczyć i jakbym
      wzięła popołudniu, to wieczorem bym się już źle czuła.
      O 21.30 zastrzyk, mniej więcej godzinę później paracetamol i zero skutków
      ubocznych, dzisiaj też się dobrze czuję, poza tym, że śpiąca jestem, ale jak się
      człowiek uczy do 3.30, to tak jest :)

      Koncentracja troszkę słaba, ale egzamin dzisiaj zaliczyłam :)
      Jeszcze tylko 2 i troszkę sobie odpocznę... :)
      • izzi83 Re: 23ci zastrzyk 07.02.10, 02:19
        gratuluje !!!i powodzenia!!
    • foxy90 24ty zastrzyk 12.02.10, 11:01
      Wczoraj 24ty zastrzyk, nie brałam żadnego paracetamolu, zero skutków ubocznych :)
      Generalnie od jakiegoś czasu już jest lepiej i te reakcje 'pozastrzykowe' nie są
      tak fatalne, jak wcześniej.
      Jeszcze żeby włosy zaczęły odrastać, to byłoby wspaniale..
      Na uczelni już koniec, jeszcze czekam tylko na wyniki jednego egzaminu, ale są
      dość niepewne, więc nie wiem, czy się już nie zacząć uczyć na poprawkę.. Ale
      reszta egzaminów zdana śpiewająco :)

      P.S. 24ty tydzień terapii... połowa już :)
      • bestdewizka Re: 24ty zastrzyk 13.02.10, 08:29
        Trzymam kciuki za ostatni egzamin odpoczynek jak najbardziej
        zasłużony !!!!
    • foxy90 25ty zastrzyk 19.02.10, 10:37
      Wczoraj badania i zastrzyk. Badania dobrze wyszły, skoro dostałam kolejny
      zastrzyk, ale niestety nie wiem, jak konkretnie, bo pojechałam później tylko
      odebrać zastrzyk z oddziału.
      Po zastrzyku bez skutków ubocznych, dzisiaj też ok.
      Sesja zakończona, wszystko pozaliczane i mam chwilowy odpoczynek od nauki :)

      Za tydzień prawdopodobnie zastrzyku nie dostanę, bo planuję 1.03 iść w końcu do
      szpitala na usunięcie tego guza.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka