voren.d
25.04.10, 12:50
Nierozwiązane problemy gromadzą się, aż w pewnym momencie nie wiadomo za co
się wsiąść... Z czasem dochodzą nowe i jest jeszcze gorzej...
Pojawia sie coś nowego na fundamencie, który jest chwiejny i niestabilny.
Dlaczego ich nie rozwiązywałem? Czy to kwestia wychowania? - spychania pewnych
spraw na później, przyjęcia do wiadomości, że "z tym można żyć", "inni mają
gorzej", gdy wewnątrz nie było na to zgody.
Inna sprawa do rozdrapywanie spraw, problemów... Wyleczyć raz a dobrze. Takie
powracanie do nich jest jakby ich pielęgnacją... Dłużej tak nie chce...