Dodaj do ulubionych

Autonakręcanie się

15.05.11, 04:02
"Badanie pokazało, że zarówno osoby depresyjne, jak i lękowe w sposób niezależny od woli uruchamiają poznawcze i behawioralne zabiegi zmierzające do pogorszenia nastroju. Podczas gdy w depresji są to przede wszystkim zabiegi związane z nasilaniem przeżywanego już nastroju negatywnego (np. utrzymywanie przekonania, że po jednym niepowodzeniu zaraz przyjdą następne), w przypadku lęku - osłabiania nastroju pozytywnego (np. przypisywanie własnych sukcesów innym i przekonanie o własnej niekompetencji.)"
www.psychologia.net.pl/serwis.php?level=1007
no i tak to się toczy w dół...
Obserwuj wątek
    • olga_w_ogrodzie Re: Autonakręcanie się 15.05.11, 17:19
      ale z racji umiejętności nakręcania się smutkiem i lękiem dużo lepszej, niż u ludzi zdrowych,
      depresyjni kształcą też w sobie system wczesnego ostrzegania czyli reakcje i zachowania mające poprawić nastrój.
      gdy jeszcze przygnębienie i lęk całkiem nie sparaliżują,
      idą z domu na siłę czasem, włączają filmy ulubione,
      wypłakują się przed ludźmi zaufanymi.

      a ja to ostatnio przesiaduję na stronach z ogloszeniami o sprzedaży nieruchomości w mieście moim nad morzem.
      i wszystko ładnie mogłoby się udać, ale te sprawki, które mnie tu trzymają, nie dają wolności w podjęciu decyzji.
      a gdy bydło się zbliża, jakże miłym byłoby kopnąć je w d... i przebiec nad morzem się, a potem pływać, pływać, pływać.
      wieczorem jeszcze usiąść na piasku, gapić się w morze i zastanawiać nad Małą Syrenką dlanaprzykładu.
      • czubata Re: Autonakręcanie się 16.05.11, 13:09
        Ostatnio nakręcam się do życia myśląc o tym że jest ono bardzo kruche i ulotne. Przestaje juz zbyt wiele oczekiwać jeżeli chodzi o mój stan zdrowia, a kiedy znoszę cierpliwiej swoje dołki mając na uwadze że one zawsze mijają, jest mi łatwiej. A odruchy o których piszesz, to sprawianie sobie przyjemności i starania się siłą woli podtrzymania lepszego nastroju, kiedyś w nie wierzyłam że tak się da, ale to właśnie pomaga. Dbać o higienę psychiczną- powiadają, ale to wcale nie banał. Jeżeli się napełnia umysł pozytywnymi rzeczami, to jest łatwiej. Dramaty psychologiczne zastąpić ulubionymi polskimi komediami, muzykę dołującą zastąpić banalnymi przyśpiewkami o pozytywnym przekazie i wesołym rytmie, ciepła kąpiel w pachnącej pianie, spacer po łąkach z ukochanym psem, refleksja nad życiem, a coby było gdyby go nie było? Chyba gorzej by było bo niebyt est gorszy niż byt nawet gdy sprawia on czasem ból.
        • olga_w_ogrodzie Re: Autonakręcanie się 17.05.11, 00:19
          wszystko to prawda.
          często myślę, że, gdybym, np., nie dała się wywieźć znad morza mężowi niżej w głąb,
          to może by bylo inaczej, bo morze, pływanie, plaża, tyle przyjemności mi sprawia.

          no i ogród jeszcze mój.
    • canoine Re: Autonakręcanie się 01.06.11, 10:03
      dlatego sobie na to nie pozwalam. czasem, ale nie zbyt długo. bo czasem potrzeba, dać upust nieco emocjom, załamać rączki i użalić się nad sobą. tylko to do niczego nie prowadzi (dobrego), a zaczęło mi nieco dość być w życiu rzeczy niedobrych i spragniona jestem tych lepsiejszych. więc unikam raczej rzeczy, które mogłyby ten mój stan pogłębić (muzyki intensyfikującej smutek i rozpacz, unikam zagłębiania się w opisywanie tego i wałkowanie w kółko). to nie ma nic wspólnego z tłumieniem emocji. raczej z zadbaniem o siebie. z jakiegoś powodu jest mi źle, pozwalam sobie trochę to poprzeżywać, trochę się w tym potaplać (zwłaszcza jeśli to wynik PMSu - daję sobie wtedy z pełną świadomością parę dni na doła, ale bez przesady), ale już mi się chyba to utyskiwanie życiowe trochę znudziło czy co, bo po pewnym czasie (coraz krótszym) mózg generuje komunikaty w stylu "no dobra, prrr, czekaj, wróć, oh, jesteś biedna, tak, współczuję ci, ale tak to daleko nie pojedziesz, jak ci źle, to pomyśl co zrobić, by ci było lepiej". po czym zaczynam analizować sytuację - co mam, czego mi brakuje, co mogę zrobić itd. bywa, że w danej chwili nic nie umiem albo nie mogę zrobić, by rozwiązać problem, który mnie dręczy, ale to, że nie znam takiej możliwości teraz, nie oznacza automatycznie, że nie poznam go nigdy (doświadczenie bowiem wskazuje na coś innego). i tak dalej. autonakręcanie się jest jakimś tam schematem zachowań, ciągiem przyczynowo-skutkowym, a ciągi mają to do siebie, że jak im zmienić jakiś element, to zaczynają biec po całkiem innych torach.. chyba nieco behawioryzmem powiało :]
      • olga_w_ogrodzie Re: Autonakręcanie się 01.06.11, 11:11
        to, o czym piszesz jest bardzo mądre.
        o to chodzi, by pozbyć się myślenia o własnych złych emocjach
        i zmienić treść przynoszącego szkodę monologu wewnętrznego na inny.
        zamiast tego trzeba się skupić na zadaniu.

        J. Wolpe mówi o autoterapii i tzw. technice stopowania myśli - gdy pojawiają się negatywne
        zdecydowanie powiedzieć im w myślach "STOP".
        dalej zastąpić negatywne myślenie o zadaniu czy sobie zdaniami pro-asertywnymi
        takimi, które pasują do danej sytuacji. np. "jestem w porządku", "wiele razy w podobnej sytuacjji dałam sobie radę", "mam prawo do bycia sobą".
        ważne jest powtarzanie tych zdań na wzór afirmacji, czy nawet umieszczanie na kartkach w różnych miejscach.
        a chodzi o wykorzystanie tendencji człowieka do nawykowego myślenia, do budowania jego struktury tak, że staje się automatyczne i wpływu jakie ma ono na samopoczucie i zachowanie.
        zdaniem Sandry Ray, im więcej zmysłów jest zaangażowanych w przyjęcie afirmacji, tym szybciej zostanie ona zintegrowana ze świadomością człowieka.
        zatem powtarzać w myślach, zapisywać, nawet nagrywać sobie.
        może to być dobrym sposobem do przeniesienia się kogoś z prywatnego, wewnętrznego świata, w którym jest do niczego i nic nigdy mu się nie uda, do świata, gdzie jest ważny,
        zasługuje na sukces, ma prawo do wyrażania siebie.

        sobie myślę, iż to niegłupie może być.
        jeśli wykształcają się myślowe mechanizmy każące reagować na niepowodzenia nakręcaniem się w stylu - "no właśnie, znów mi się nie udało, bo jestem nikim",
        to czemu nie miałoby się nakręcać w drugą stronę.
        oczywiście przy prowadzeniu konsekwentnej autoterapii.
        • canoine Re: Autonakręcanie się 01.06.11, 13:00
          nie wiedziałam, że to ma jakieś nazwy :] jednak bardziej jestem praktykiem niż teoretykiem :] zamiast "stop" zwykle mówię sobie "wrrróóóć" :> ale efekt ten sam. i - rzeczywiście działa. nie od razu, wiadomo, kwestia pewnego "treningu mózgu". ale z czasem obserwuję, że zabiera mi to coraz mniej czasu. pozbieranie się, podjęcie działania jakiegoś. albo odłożenia w głowie na potem, jeżeli ocenię, że w danej chwili brak mi narzędzi do poradzenia sobie z czymś. z jednoczesną myślą, że to nie półka "nigdy", a jedynie "nie teraz, jak przyjdzie odpowiedni czas". i to też często działa. bo wiele zmian się dzieje we mnie i wokół mnie niejako naturalnie, kiedy pozwalam po prostu im się dziać. pomaga mi w tym terapia, nie wiem jak dokładnie, ale przekonana jestem o tej pomocy. i to odłożenie w czasie, w sobie, pozwala wtedy zdjąć z siebie ciśnienie na rozwiązanie problemu tu-i-teraz-na-pstryk, co przeważnie jest niemożliwe, a jednocześnie nie odbiera wiary w możliwość rozwiązania w przyszłości. wiele rzeczy od razu inaczej wtedy wygląda.
          • olga_w_ogrodzie Re: Autonakręcanie się 21.06.11, 17:11
            powtarzało się , np., wprowadzanie w stan lęku
            przed spotkaniem z kimś.
            z kimkolwiek.
            mógł to być dentysta i wtedy lęk może jakoś do uzasadnienia.
            ale mogły to być koleżanki.
            miłe spotkanie, a lęk jednak przed nim też.
            no bo ktoś nawykowo wręcz sam się w tym lęku zanurzał
            prowadząc ten dialog z sobą w którym rozpatrywało
            się możlliwe warianty spotkania, reakcji innych na moją osobę,
            zastanawiania się czy czasem coś złego nie pomyślą.
            czyli jest tu ten brak skupiania się na celu - może nim być
            wyleczenie bolącego zęba, a może spędzenie miłego czasu z
            kumpelkami.
            a zamiast tego prowadzi się wewnętrzną rozmowę tak,
            że jest myślenie tylko o emocjach własnych i cudzych.
            no i jeśli ten nawyk wprowadzania się samemu w lęk
            trwa wiele lat, to nie będzie żadnego hop-siup,
            gdy się zyska wiedzę nawet, jak inaczej to robić.
            wiedza za mało.
            teraz trzeba częstych ćwiczeń, by nawyk przynoszący szkodę,
            zamienić na ten lepszy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka