chamalla
25.06.11, 15:12
Od jakiegoś czasu nie potrafię dokończyć zdania. Komunikując różne w robocie, co najmniej raz w środku wypowiedzi muszę się zebrać do kupy i przypomnieć o czym ja tu. Takie niby wciąż rozumienie, ale bardziej meta niż użytkowe. Figurowanie w innej, bardziej łaskawej dla mnie rzeczywistości, gdzie własne wywody są logiczne, racje oczywiste, a zmiany rytmu i kierunku myślenia nie uniemożliwiają przyswojenia z trudem krztuszonego. Nieodwołalnie popadam w dygresje i klisze. Niektóre motywy - niby autoironicznie - ale coraz bardziej rozpaczliwie wracają w tym co mówię. Czasem bardziej skupiam się na nieprzychylnym cenzurowaniu wypowiadanego, a czasem w ogóle nie jestem zainteresowana swoim stanowiskiem. A teraz zastanawiam się, po chu zaczęłam to pisać. Zmętniał mi mózg przedwcześnie od nadmiaru alku, czy po prostu ze starości. Bo, że ślepnę, to boleśnie udowodnione.