olga_w_ogrodzie
07.03.12, 15:21
poważyłam się pójść do urzędu, a tam tłum ludzi.
spodziewałam się jakichś ludzi, a nie w tak masowych ilościach.
no ale dobra, z wychodzeniem na powietrze, odwróceniem uwagi od lęku przez wdanie się w rozmowę z jakąś starszą panią, udało się kolejki swej doczekać.
ale pani urzędniczka rzecze, że papier dla mnie i owszem jest, ale mam go sobie iść odebrać w pokoju 3 piętra wyżej.
perlisty pot czoło zrosił, się czuło, iż się blednie i osłabło, na myśl, że znów Bóg wie jak długo w tłumie ludzi i że sił brak na to.
urzędniczka na to : - Co pani jest ?
- Choruję, dawno nie byłam w takim tłumie ludzi i chyba spanikowałam - się odpowiedziało.
a pani :
- Proszę usiąść. Ja też mam depresję. Miałam zwolnienie wiele miesięcy, wróciłam do pracy, a gdy patrzę na te tłumy, to od razu mi też słabo. A oni nie wiedzą - kiwnęła głową w kierunku innych stanowisk z urzędnikami. - Nie mówię, bo zaraz się zacznie, że jestem leniem, nie chce mi się pracować, więc wymyślam sobie choroby.
no i zadzwoniła na górę, poprosiła, by pismo dla mnie przyniesiono, bo już się naczekałam tyle i dłużej nie dam rady.
z drugiej strony słuchawki ktoś pytał czemu nie mogę sama przyjść, a urzędniczka na to : - Ta pani źle się poczuła, potem ci powiem.
depresiak depresiakowi depresiakiem.
depresiaki różnych zawodów łączcie się.
no ale co możliwe było w urzędzie jakimś, to niemożliwe wszak na Szczurze - to się wie.