Dodaj do ulubionych

to jest dopiero numer

19.12.08, 21:48
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=162&w=88422579&a=88422579
ten psycholog leczył też mego kolegę, więc coś tam o nim słyszałam.
ale to - jeśli jest prawdą , to ...słów brak.
Obserwuj wątek
    • lejdi111 Re: to jest dopiero numer 19.12.08, 22:46
      a czemu to takie obszerne? Dawaj jakieś streszczenie bo nie chcę mi się czytać
      • olga_w_ogrodzie Re: to jest dopiero numer 19.12.08, 23:10
        psycholog bez uprawnien do prowadzenia terapii naciągnął pacjenta na
        pożyczkę, kasy nie oddał, a następnie zbałamucił mu zonę pod
        pretekstem prowadzenia szczególnej metody terapii i z wykorzystaniem
        złego stanu pacjenta, który nie pozwalał owemu na prawidłową ocenę
        sytuacji.
        • lejdi111 Re: to jest dopiero numer 19.12.08, 23:40
          bydlak
          • olga_w_ogrodzie Re: to jest dopiero numer 19.12.08, 23:58
            ja kiedyś na początku studiów poszłam do psychologa studenckiego, bo
            miałam sytuacyjne doły /jeszcze nie depresję żadną wtedy, ale i tak
            nie bylo ciekawie/
            i ten psycholog najpierw mi kazał ulubiony liryk miłosny wyrecytować.
            a potem podszedł i mnie zaczął po udach macać,
            a gdy odskoczyłam od niego,
            wmawiał mi, że moim problemem jest to,
            że się zachowuję, jak...kobieta,
            a nie jak człowiek
            i gadał, że mam nie reagować ze strachem na jego dotyk,
            bo lęku się muszę pozbyć.
            i namawiał , bym się na kozetce położyła,
            drzwi od środka zamknął na zamek /ale nie klucz, tylko taki, który
            od wenątrz można przekręcić/
            na żadną kozetkę się nie położyłam,
            tylko rozryczałam,
            gdy on mi te łapy wciąż pod spódnicę pchał i gadał,
            że nie rozumiem tego rodzaju terapii.
            w końcu do drzwi podbiegłam,
            zamek otworzyłam i zwiałam.
            potem się dowiedziałam od dwóch koleżanek z roku,
            które też u niego były,
            że scenariusz zawsze ten sam.
            one się na kozetkę dały namówić i on się na nie uwalał - no to już
            trudniej było uciec spod jego ciężaru.
            nie wiem, jak daleko to w ich wypadku zaszło,
            bo nie wypadało pytać.
            niestety, byłam za młoda, za głupia,/to było na I roku/
            by zdecydować się na nakablowanie na na niego.
            jakoś się bałam - ubzdurałam sobie, że on , jakby co, może
            spowodować,
            że mnie ze studiów wywalą.
            kto wie, ile jeszcze przestraszonych "nadmiarem swej kobiecości"
            studentek wymacał potem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka