patysia00
07.03.10, 12:25
Niestety tak sie złożyło, że miałam tą wątpliwą przyjemność
odwiedzić
ten oddział. Córka miała zapalenie płuc (nie dokońca wyleczone przez
pediatrę), całe szczęście, że spędziłyśmy tam tylko dobę.
Na salach cholernie ciepło. Choć są puste sale, wciskają wszystkich
do tych, w których już dzieci są. Minimum 3 dzieciaki na jednej
sali. Nie pozwalają zostawać z dziećmi na noc (z maluszkami nawet
nie ma mowy, moja córka ma 1,5 roku i po kłótni w końcu pozwolili mi
zostać), choć pielęgniarki nie chcą się nimi opiekować. Dzieci
płaczą, a one nawet nie pofatygują się, żeby dziećmi się zająć!
Siedzą w swoim pokoju, przed tv i piją kawę.
Nawet jak zwróci się im uwagę, że dziecko jest głodne, że mocno
płacze to przychodzi, wciska smoczka i mówi że nic więcej zrobić nie
może, bo zaraz przjdzie mama dziecka (chociaż wyżywienie dzieciom
zapewniają).
Ogólnie bardzo nie sympatyczny personel! Kobiety potrafią nakrzyczeć
na jakąś matkę, za to że dziecko o 7 rano już nie śpi, za to, że
dziecko nie chce siedzieć w pokoju tylko chce chodzić po korytarzu.
Mi osobiście oderwało się za to, że dziecku 2 miesięcznemu podałam
smoczka i głaskałam je po plecach, żeby w końcu przestało płakać!
Z wielką łaską pokazują jak robić dziecku inhalację (no przepraszam,
skąd mam wiedzieć jak to się robi, skoro nigdy wcześniej tego nie
robiłam?). Pielęgniarki tak samo jak lekarze (oprócz jednej,
starszej miłej lekarki) patrzą na ciebie jak na zło konieczne. Jakby
były złe, że muszą tam przebywać z ttymi dziećmi.
Jakiś koszmar poprostu...
Są pokoje hotelowe, ale ciągle zajęte (nie ma co się dziwić w
sumie), lekarki po nocy tłuką się po salach, nie zważając na to, że
inne dzieci obok śpią. Trzaskają drzwiami od sal, krzyczą do siebie
z jednej sali do drugiej (w środku nocy), a jak jakieś dziecko się
obudzi, to krzyczą na nie, że ma spać a nie hałasować!
Boże, obym nigdy więcej tam nie trafiła! I pomyśleć, że każdy płaci
składki, na to, żeby móc leczyć dziecko (i siebie), a później tafia
do takiego szpitala, w którym jest traktowany razem ze swoim
dzieckiem jak śmieć...
A co najśmieszniejsze, to fakt, że jak po oddziale zaczyna kręcić
się lekarka, to nagle są tak miłe, uśmiechnięte, kochające dzieci...
Ja noc spędziłam na krześle i spędziłabym tam cały tydzień, żeby
tylko nie zostawić dziecka samego z nimi.
Nie wiem co im przeszkadzają matki na krzesełkach, przecież to
dzięki nim mają mniej pracy i więcej czasu na kawę!!
Wiem, że mają ciężką pracę, ale chyba ich nikt nie zmuszał do tej
pracy prawda? Bedąc na tym oddziale, utwierdziłam się tylko w
przekonaniu, na jak miłe i sympatyczne pielęgniarki trafiłam na
położnictwie (byłam tam tydzień).
Życzę wam i waszym dzieciom dużo zdrowia, abyście nie musiały
odwiedzać tego odziału i mieć doczynienia z tymi babsztylami!