tikki
20.06.10, 18:37
Na szczęście tym razem utworzono kilka punktów wyborczych, w Hadze,
Amsterdamie i jeszcze gdzieś, gdzie nie pamiętam. Na szczęście, bo
przy poprzednich wyborach parlamentarnych pod ambasadą była
koszmarna kolejka, jak za czasów komuny, i stałam chyba z dwie i pół
godziny (dodam, że ze znudzonym małym dzieckiem). Wybrałam Hagę, bo
w miarę najbliżej, więc po dwukrotnej przesiadce w metrze, podróży
koleją, jeżdzie tramwajem i półgodzinnym spacerze już byłam na
miejscu:D.
Ludzi było sporo, ale dzięki dobrej organizacji kolejki tym razem
nie było.
Przypomniał mi się dowcip pare tygodni temu zamieszczony w "The
Economist" - na pierwszym obrazku Irakijczyk oklejony plastrami i
obandażowany opowiada "były dwa samobójcze zamachy bombowe, snajper
na dachu i samochód zasadzka, ale udało mi się dotrzeć do punktu i
zagłosowałem!". Na drugim Amerykanin wygląda przez okno, obserwuje
chmurzące się niebo i stwierdza "Eee, będzie kropić, nie idę...)
;)