Dodaj do ulubionych

V LO - piszcie!!!

IP: *.kvarner.net 13.08.01, 16:13
Pozdrawiam wszystkich po V L.O. (albo w trakcie). Jesli ktos pamieta jakies
ciekawe historie, niech je tu opisze. No, do meritum. Oto moje typy:

Fizyka - Kazia.

Mialem z nia zajecia przez 3 lata. Do dzis pamietam pierwsza lekcje, to byl moj
pierwszy dzien w tej szkole. Stoimy pod klasa, idzie do nas jakas niegrozna z
wygladu, potargana kobiecina w okularach, uff, to chyba nie jest ta slynna
Kazia... Wchodzimy, siadamy, kobiecina odzywa sie glosem podobnym do kraczacej
wrony:" Dzien dobrrry, nazywam sie Kazimierrrra Mankowska-Stankiewicz i bede
panstwa uczyla fizyki."
Byl to podwojny szok. Po pierwsze - Kazia, po drugie - po raz pierwszy ktos
powiedzial do mnie na lekcji "prosze panstwa"... Potem Kazia zwracala sie do
nas, w zaleznosci od humoru, albo "prosze panstwa", albo "drogie dzieci"... A
do pojedynczej osoby plci meskiej - Gangsterrr, najczesciej razem ze
slowami: "No chodz gangsterrr", tzn. byles wlasnie wyrwany do tablicy...

Mimo tego, ze srednio co drugi semestr mialem mierny, nie wspominam jej zle.
Przynajniej starala sie czegos nas nauczyc, choc pare razy popierdzielila jej
sie kolejnosc tematow - coz, to byly jej ostatnie lata nauki w tej szkole...

Legendarne byly zatargi Kazi z Galusem. Kiedys mielismy wlasnie fize i Galus
przyszedl w towarzystwie jakiejs komisji z kuratorium, sprawdzali kurki od gazu
itp. rzeczy. Niezadowolenie malowalo si na twarzy Kazi od samego poczatku.
Chcieli sie dostac do skrzynki z bezpiecznikami, nie mogli znalezc klucza do
niej, wiec Galus pyta Kazie, gdzie ona schowala ten klucz, na to Kazia, calkiem
juz rozezlona: "Przeprrraszam, ale ja nie mam terrraz czasu. Nie widzisz ze
prrrrowadze lekcje?!" Po czym wyprosila szanowna komisje z sali...

Druga sytuacja: Rozpoczyna sie egzamin komisyjny z fizy, oczywiscie wszyscy
uczniowie od Kazi, w komisji oprocz niej jeszcze Galus i dyrektor. Lecz
dyrektora jeszcze nie ma. Kazia do Galusa: "Heniu, idz po dyrektora.", na to
Galus: "To twoj egzamin Kazia, sama idz." Na co Kazia zrobila obrazona mine i
poszla...

C.d.n.
Obserwuj wątek
    • Gość: bartekp Re: V LO - piszcie!!! IP: 10.10.129.* 13.08.01, 16:59
      A o dzikim-ryju coś pamiętasz?
      • Gość: bury Re: Dziki IP: 64.124.150.* 14.08.01, 10:00
        Kilka tygodni temu go widziałem i wyglądał całkiem zdrowo... To w nawiązaniu do
        wypadku na sali gimnastycznej który zdarzył się za moich czasów 6-8 lat temu
        podczas skoku przez kozła lub konia - gdy dziki demonstrował jak należy taką
        czynność przeprowadzać. Skończyło się uszkodzeniem łękotki czy czymś w tym
        rodzaju...
        • Gość: Andy Re: Dziki IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.08.01, 23:33
          Tak kontuzja ciągnęła się za Dzikim jeszcze od czasów studenckich - w młodości
          Dziki grał w szczypiorniaka i przez ten uraz musiał zrezygnować z kariery
          sportowej. Po wydarzeniu, które opisałeś był kilka razy operowany w Szczecinie
          i Poznaniu, ale do dzisiaj ma kłopoty z nogą - nigdy nie miał czasu, żeby się
          porządnie wyleczyć.

          Pozdro.
    • Gość: DzikiRyj Kazia-c.d. IP: *.kvarner.net 14.08.01, 11:14
      Ta historyjke znam tylko ze slyszenia: Kazia i Galus jadali obiady na stolowce
      szkolnej. Jak je Galus to chyba wie kazdy, kto konczyl ta szkole... No wiec
      Galus mlaskal i chrumkal sobie w najlepsze, az tu Kazia nie wytrzymala i
      powiedziala jednego razu przy obiedzie: "Heniu, jesz jak swinia". Na to Galus,
      niczym nie zrazony odparowal: "A ty jestes brzydka". No wiec mieli konsensus...
      • Gość: bury Re: Kazia IP: 216.104.228.* 14.08.01, 12:11
        Historię z obiadem znam z widzenia ale o ile pamiętam było nieco inaczej:
        Galus pierdnął...
        Kazia: "Pan jesteś cham !!!"
        Galus: "a pani jest brzydka".
        • Gość: DzikiRyj Re: Kazia IP: *.kvarner.net 14.08.01, 12:29
          Serio?! Jestes pierwsza spotkana przeze mnie osoba ktora widziala to
          wydarzenie. Wszyscy znali to ze slyszenia... Kiedy to bylo, tzn w ktorym roku?
        • Gość: Andy Re: Kazia IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.08.01, 23:38
          Sami przyznacie, że trudno Heniowi odmówić racji. Z drugiej strony pamiętam, że
          kiedy Heniu rozpoczął pracą w VLO (rok 1991) cała szkoła zbiegała się do
          stołówki, żeby posłuchać konceru, który dawał przy jedzeniu. Po jedzeniu zwykł
          był wychodzić na papieroska i pamiętam kolesia, który kiedyś na bezczelnego
          wszedł po nim do stołówki i sfotografował pobojowisko po heniowym obiadku :)

          Pzdro.
          • Gość: Rafał Re: Kazia IP: 217.153.6.* 29.08.01, 16:39
            Gość portalu: Andy napisał(a):

            > kiedy Heniu rozpoczął pracą w VLO (rok 1991)
            Oj, chyba wcześniej. Nawet na pewno, bo nie mógłbym go wspominać ;-)
            • Gość: Andy Re: Kazia IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 29.08.01, 19:01
              Sorry stary, wiek przyćmił mą pamięć :) To był oczywiście rok 1987, w którym
              rozpocząłem naukę przy Ofiarach - w 1991 opuściłem szacowne mury. Pozdro i
              dzięki za uważne czytanie.
      • Gość: IrZa Re: Kazia-c.d. IP: *.sssa.com.pl 26.09.01, 15:30
        W 1997 roku Kazia (była to nauczycielka, z którą jako rodzice mieliśmy ciągłe
        problemy)przeszła na zasłużoną emeryturę. Po pierwszym semestrze roku 1997/98
        rozmawiam ze znajomą, której córka właśnie rozpoczęła naukę w LO10. Pani ta
        zwierza mi się, że mają problem z fizyką:"Większość klasy ma 1, na dodatek nie
        możemy się z p. prof. dogadać. Twierdzi ona,że nie ma z kim rozmawiać, bo nikt
        z rodziców nie jest pedagogiem i fizykiem (tylko fizyk lub tylko pedagog to za
        mało)." Coś zaczynam kojarzyć, więc pytam, jak nazywa się pani profesor.
        Odpowiedź: "Nie pamiętam nazwiska, ale mówią na nią KAZIA."
        !!!!!!!!!!!!! Po prostu Kazia chwyciła pracę na zlecenie, czy tp.
        • Gość: wojtekk Stankiewicz o ile dobrze pamietam ale mnie nie uczyla IP: *.kv.tu-harburg.de 26.09.01, 17:52
    • Gość: piotrek Re: V LO - piszcie!!! IP: 10.10.129.* 14.08.01, 13:15
      nigdy nie zabierałem głosu na forum, gdyż pracuję w Gazecie (co latwo rozpoznać po moim adresie), ale hasłem
      V LO wywołaliście parę wspomnień. Ciągnąc jeszcze wątek fizyków przypomnę pewnego skromnego
      nieśmialego nauczyciela, który od razu otrzymał od nas imię �Filipek�. Człowiek przez pierwsze dwa lata na
      najdrobniejsze zaczepki ze strony koleżanek rumienił się i uśmiechał. Potem jednak, co wiem już z opowieści,
      okrzepł i stał się wymagającym, rasowym nauczycielem.
      Ale: dlaczego nie wymieniacie najwiekszej legendy �piątki� - Patyry (imienia nie pamiętam) od geografii? na jednej z
      lekcji tak zapamietale tłumaczyła tajniki przedmiotu stukając w tablicę, że ta runęła na ziemię. To jeszcze nic. na jej
      lekcjach minerały fruwały po klasie nisko i szybko niczym jaskółki przed deszczem. Z opowieści wiem, że była w
      stanie wejść pod ławkę i sprawdzić, który nieszczęśnik nie włożył świeżych skarpetek.
      Nigdy nie zapomnę widoku tej niewielkiej chudej kobiety jak lekko zgięta w krzyżu z brodą zadartą do
      góry wyrzucając ugięte kolana do przodu z kołyszącą się na spodku szklanką herbaty i dziennikiem pod pachą
      zmierzała do klasy. Miala w sobie urok przedwojennego gimnazjalnego belfra. I choć siala postrach wspominam ją
      bardzo ciepło.
      A co powiecie o historyczce Gocławskiej (znowu nie pamietam imienia)?
      • Gość: bury Re: Patyra&Kazia i trochę innych... IP: 64.124.150.* 14.08.01, 14:23
        Piotrze: To Patyra miała imię...??? nigdy bym nie pomyślał. Ale tak serio - nic
        o niej nie piszę bo za moich czasów już w VLO jej już nie było. Znam ją zatem
        jedynie z opowiadań oraz z opowiadań rodziców - bo bywali u niej na
        wywiadówkach mojego brata. Też byli pod wrażeniem by nie rzec pod przerażeniem.
        Za moich czasów jej odpowiednikiem była Kazia - stąd też o niej piszę
        chętniej...Co do fizyka o którym piszesz - to o ile się nie mylę Kazia jest
        jego "spadkobiercą". W latach 90( początek) fizyka = Galus + Kazia.
        Tak swoją drogą jeśli piszesz o Patyrze powinna być Ci znana z Twoich czasów
        (?) historia "zgarnięcia" jednego z uczniów VLO w czasie stanu wojennego.
        Powód - nosił w widocznym miejscu znaczek który był jawną prowokacją dla ZOMO -
        chodzi oczywiście o tarczę ze znakiem "V". Wokół był napis Liceum
        Ogólnokształcące, ale po pierwsze nie był on zbyt czytelny a po drugie chłopaki
        z milicji za dobrze czytać nie umieli. To były nieobecności
        usprawiedliwione...Po tym podobno nakazano uczniom aby za bardzo tarczami
        szkolnymi (tymi z blachy) się nie afiszowali.

        Ad Kazia
        Jeśli chodzi o historię na stołówce - to trudno mi ocenić kiedy to było ale
        spróbuję. 5 lat studiów, 2 lata pracy a to musiało być w 2-3 klasie (a może w
        4? - chociaż raczej wtedy nie, bo Kazia była wówczas raczej gościem w szkole z
        racji problemów zdrowotnych) W sumie musiał to być w latach 1991 lub 1992 w
        ostateczności 1993. Gdybym musiał to obstawiam 1992 (byłem wówczas w 3 klasie).
        No chyba że się pomyliłem w rachunkach. Skończyłem wprawdzie mat-fiz ale z
        matematyką nie mam nic wspólnego od dobrych kilku lat.
        Jeśli chodzi o Historię sensu stricto - to o mnie uczył Gierczak (znany
        Piotrowi zapewne z przedmiotów typu wiedza o społeczeństwie lub coś w tym
        rodzaju). Tak swoją droga nie przypominam sobie aby przeprowadził jakąkolwiek
        lekcję historii zawierającą jakąś wiedzę marytoryczną ( no może 1-2) przez 4
        lata. Wszystko to były jakieś pogaduchy - bez większego podłoża historycznego i
        pytania na poziomie: co nosił w plecaku każdy żołnierz Napoleona".
        Ale mam bardzo dobre wspomnienia dotyczące Masy (polski) i Żochowskiej
        (matematyka). Wiele się od nich nauczyłem. Może powiecie coś o nich. W końcu
        Kazia i Patyra to tylko lokalny koloryt, legenda - ale to nie one tworzyły
        szkołę...

        • Gość: piotrek prowokacja IP: 10.10.129.* 14.08.01, 15:04
          Tak, Gierczak rzeczywiście prowadził PNOS (dla niezorientowanych: propedeutyka nauki o społeczeństwie). na
          pierwszej lekcji z nami powiedział, że jeśli nie chcemy możemy nie przychodzic na jego lekcje, możemy jeść lody i
          takie tam. Ktoś z nas kiedyś spróbował zjeść loda na jego lekcji - wbrew deklaracjom Gierczak był mocno
          skonsternowany.Taki typ.
          Pisząc o zabawnej historii z tarczami �piątki� przypomniala mi się jeszcze inna. W czasach schyłku poprzedniego
          systemu ktoś w szkole (w środku) wymalował farbą na ścianach niepoprawne politycznie hasła. Klasa mojego
          brata jako jedyna miala wtedy �zerówkę� (wf na godz. 7.15). Hasla odkryto z rańca, więc klasę brata zamknięto
          w szkole i nikogo do środka nie wpuszczano (trochę lekcji wtedy sie urwało). O ile pamiętam, sprawcy nie
          wykryto. Nie koniec jednak na tym. Bodaj dwa dni potem do klasy brata w towarzystwie dyrekcji wkroczył smutny
          pan, który �przeprowadzi ankietę� jak go przedstawiono. Pytania były banalne - ot o szkołę, życie i takie tam.
          Ciekawostka: klasa musiala wypełnić ankietę drukowanymi literami. Pytanie za 100 pkt. dlaczego? Domyślacie się,
          że hasła też wymalowano drukowanymi literami. Nigdy nie poznaliśmy wyników ankiety.
          Wspomniałeś Masę (domyślam się, że chodzi Krystynę Masojć). Naprawdę równa kobieta. Potrafila uczyć. Teraz
          pracuje w kuratorium.
          Wrócę do Gocławskiej - kiedyś na lekcji kazala wszystkim zamknąć oczy, żeby móc poprawić makijaż. innym
          razem ozwala się do dziewczyny w te słowa: �Słuchaj, Kaźmierczak, nie musisz nosić metki na wierzchu, żeby
          wszyscy widzieli, że masz nowe buty.� Była nieprzewidywalna. Ale jej ciepło nie wspominam. Przeciwnie -
          przede wszystkim za totalny brak obiektywizmu i faworyzowanie pupilków. Zdaje się uczy jeszcze i nic się nie
          zmieniła.
          • Gość: Andy Re: prowokacja IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 25.08.01, 00:06
            Co do Gierczak, to za moich czasów facet miał fatalną opinię w szkole - ciągnęła
            się za nim historia uczennicy, ktorą uwalił na maturze za to, że miała na szyji
            łańcuszek z jakimś symbolem religijnym. Ja załapałem się u niego na lekcje z WOS
            (chyba wiedza o społeczeństwie), ale że czasy były ciekawa, to głównie na
            lekcjach skupialiśmy się na burzliwych dyskusjach politycznych. Z ciekawostek
            dopowiem, że Gierczak często zaglądał po pracy na salę gimnastyczną, gdzie
            usiłował poprawiać swoją mizerną muskulaturę.

            Co do "smutnych panów" to krążyła po szkole historia o tym, że dzieci co bardziej
            zagorzałych opozycjonistów miały przydzielonych indywidualnych opiekunów z
            ramienia SB. Przypominam, że w tych czasach chodził do szkoły np. syn
            Wądołowskiego.

            Masa to i owszem Masojć, z tą drobną różnicą, że Elżbieta. Dzisiaj w kuratorium
            zajmuje się podobno sprawami konfliktów pomiędzy uczniami i nauczycielami.

            Na zajęcia z Gosławską załapałem się w czwartej klasie. To był prawdziwy szok.
            Wcześniej przez trzy lata miałem historię z Janką Wielecką - bardzo wymagającą,
            ale równocześnie jajcarską kobietą. Po jej przejściu na emeryturę trafiła nam się
            Zdzicha. Kobieta zasłynęła u nas z kilku abstrakcyjnych wypowiedzi będących
            dowodami jej wybujałego intelektu, np.: "Sandomierz to piękne miasto nad Wisłą.
            Był ktoś z was w Sandomierz?....Chyba nie, bo ja tam jeżdżę co roku i nigdy was
            nie spotkałam." Absolutna bomba.
          • Gość: albi Re: prowokacja - czy to ten piotrek? IP: *.tnt14.fft4.deu.da.uu.net 27.09.02, 22:27
            hej piotrek (moze piotrek k.?)
            czytam tu takie rzeczy i w pale mi sie nie miesci, ze skads to wszystko troche
            pamietam. czy twoja wychowawczynia byla moze wlasnie masojc? bo moja tak. i z
            patyra mialem tez geografie. w klasie byl tez dybek, urant i inne swiry. daj
            znac!
            pozdrowionka
            albi
      • Gość: jawal Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 14.08.01, 15:35
        Gość portalu: piotrek napisał(a):

        > nigdy nie zabierałem głosu na forum, gdyż pracuję w Gazecie (co latwo rozpoznać
        > po moim adresie), ale hasłem
        > V LO wywołaliście parę wspomnień. Ciągnąc jeszcze wątek fizyków przypomnę pewne
        > go skromnego
        > nieśmialego nauczyciela, który od razu otrzymał od nas imię �Filipek�. Człowiek
        > przez pierwsze dwa lata na
        > najdrobniejsze zaczepki ze strony koleżanek rumienił się i uśmiechał. Potem jed
        > nak, co wiem już z opowieści,
        > okrzepł i stał się wymagającym, rasowym nauczycielem.
        > Ale: dlaczego nie wymieniacie najwiekszej legendy �piątki� - Patyry (imienia ni
        > e pamiętam) od geografii? na jednej z
        > lekcji tak zapamietale tłumaczyła tajniki przedmiotu stukając w tablicę, że ta
        > runęła na ziemię. To jeszcze nic. na jej
        > lekcjach minerały fruwały po klasie nisko i szybko niczym jaskółki przed deszcz
        > em. Z opowieści wiem, że była w
        > stanie wejść pod ławkę i sprawdzić, który nieszczęśnik nie włożył świeżych skar
        > petek.
        > Nigdy nie zapomnę widoku tej niewielkiej chudej kobiety jak lekko zgięta w krzy
        > żu z brodą zadartą do
        > góry wyrzucając ugięte kolana do przodu z kołyszącą się na spodku szklanką herb
        > aty i dziennikiem pod pachą
        > zmierzała do klasy. Miala w sobie urok przedwojennego gimnazjalnego belfra. I c
        > hoć siala postrach wspominam ją
        > bardzo ciepło.
        > A co powiecie o historyczce Gocławskiej (znowu nie pamietam imienia)?

        Jak mogłeś zapomnieć !! Janina !
        Fakt, Patyra siała postrach na lekcji, ale także przed i po niej. Nie można nie
        pamiętać udręki "dyżurnych", którym dawała spis map do przygotowania na lekcję.
        Kto się pomylił musiał się wykazać refleksem przed latającymi globusami lub
        wskaźnikiem.
        Przypominam sobie jeden niezły numer. Koleś (nazwiska nie wspomnę, bo nie
        uchodzi) nie przygotował się na geografię Polski.
        Patyra tak zapamiętale dziobała dwumetrowym wskaźnikiem w mapę, usiłując mu
        pokazać złoża siarki w naszym kraju, aż wywaliła dziurę w pomocy naukowej. Potem
        majestatycznie wyszła z klasy, trzaskając drzwiami.

        Gosławska - chyba Tereska (nie jestem pewien).

        Który rocznik, Piotr?
        • Gość: piotrek janina! IP: 10.10.129.* 14.08.01, 16:08
          Rzeczywiście - Janina Patyra! A Goslawska chyba faktycznie ma �s� w nazwisku a nie jak napisałem �c�.
          Który rocznik? - nie pamietam dokładnie, ale matura chyba w 1988 r. A ty jawal?
        • Gość: Elka Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.01, 21:56
          Drodi Piotrze,
          historia z dziobaniem w mapę ( mgr Janina Patyra w akcji pedagogicznej) miała
          ponoc inny ( legendarny) już koniec. Nasza pani profesor zapytała retorycznei
          ucznia stojącego pod przedziurawioną mapą: "I widzisz, co zrobiłeś".
          A największe dokonanie p. Patry u nas na lekcji ( oprócz oczywiście pojawiania
          się chronicznej nerwicy szkolnej połowy klasy przed geografią)?
          To oczywiście zaproszenie naszego kolegi do wypowiedzi:"Drogi Tomku, słyszałam,
          że jesteś dobry z historii..Podejdź więc do tablicy i opowiedz nam historię
          buraka cukrowego.." Do tej pory nie mogę uwierzyć, że zobaczyłam na własne oczy
          scenę z Mrożka.
          A tak poza tym chciałam powiedzieć, że najlepszym nauczycielem i naszą cudowną
          wychowawczynią była "Ciocia" Sacharska", kochana kobieta, która jakoś
          bezboleśnie przeprowadziła mnie przez meandry biologii. I do tego była tak
          staroświecko kobieca.
          • Gość: yaca Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.02, 12:08
            Co do Pani prof. Patyry mam raczej miłe wspomnienia... Pamiętam pierwsze
            pytanie na pierwszej lekcji (to była druga klasa): jaki jest roczny przeładunek
            ropy naftowej w porcie w Bogocie? Odpowiedź była niezła, bo z sufitu. Natomiast
            na samo wspomnienie o "cioci" przechodzą mnie ciarki... Do dzisiaj (a minęło
            już 18 lat) nie wiem jak udało mi się przebrnąć przez biologię i skończyć
            szkołę. Kobieta ubzdurała sobie (i to już w pierwszej klasie), że chcę zostać
            lekarzem... Nawet tłumanczenia Rodziców nie pomagały... co semestr musiałem
            odpowiadać na "3" i słyszałem za każdym razem tekst w stylu: jak ty się
            dostaniesz na tą medycynę. Horror.
        • Gość: PAKUZ Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 10.09.01, 19:23
          słynne wejścia Patyry:

          1.
          do kolegi: czy wiesz baranie , dlaczego ryczące czterdziestki tak
          się właśnie nazywają? Bo mkną z prędkością 40 km/s !!!

          2.
          do całej klasy: wypisujecie na ławkach "Patyra - małpa " !!!
          aja nie jestem małpą , ja jestem sobą !!
          klasa chórem: sową !!

          lekcje z Patyrą niewątpliwie mialy swój specyficzny urok
          i jak pamiętam zawsze trzeba było pamiętać o barwach ochronnych
          ( jakieś bure brązy i szarości ) bo Patyra jak hiszpański byk
          atakowała wszystkich ubranych na kolorowo.
          pozdrowienia
          pakuz
      • Gość: Andy Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.08.01, 23:48
        Pozdrowienia dla Ciebie i dla Wojtka. W dwa lata po pouszczeniu szkoły przez twój
        rocznik Filipek przeniósł się do bodzjże IV LO i objął tam funkcję vicedyra. Moje
        koleżanki z klasy miały nie lada uciechę, gdy udało im się tak obsiąść schody
        prowadzące z pokoju nauczycielskiego do sal fizy, że Filipek, by móc dostać się
        do klasy musiał je długo prosić o przepuszczenie (oczywiście czerwieniąc się przy
        tym bardziej niż zwykle).

        Pani profesor Patyra miała na imię Janina - załapałem się na semestr zajęć z nią
        w czwartej klasie ze względu na zmianę programu nauczania (próbowano wprowadzić w
        klasie maturalnej tzw. fakultety). Na pierwszy rzut oka nie sprawiała wrażenia
        takiej piły - niska, na niebotycznie wysokich obcasach, schludnie i elegancko
        ubrana, włosy zawsze starannie upięte w kok. Ale kobieta miała niebotyczną więdzę
        ogólną i bardzo ceniła uczniów obeznanych z problemami współczesnego świata.
        Jedyna wada - wyraźne skłonności do dewocji, które próbowała zaszczepić
        swszystkim swoim uczniom.

        Co do Gosławskiej, to chyba Zdzicha jej było na imię ?

        Pozdro.
        • Gość: Baca Re: V LO - piszcie!!!/Patyra et consortes (Zdzicho IP: *.astro.net.pl 27.11.01, 20:48
          No mlodziezy (wiekszosc)

          Za moich czasow(a zaczynalem ponad 30 lat temu:)) to na temat Patyry krazyly
          watpliwosci czy ma raczej 40 lat, czy tez mimo ze jest na emeryturze nadal uczy
          i ma 70 lat.

          Chyba w ub roku ja widzialem. Nic sie nie zmienila!!! (czyli teraz ma pomiedzy
          70 a 100 lat (wg naszych owczesnych ocen)

          A dyrem byl slawny Zdzicho Zacha,ktory opuscil szkolke razem z nami.

          Z fizy meczyl Mieciu Prajsnar

          To z tych barwniejszych

          Pozdrowko dla "wspolaresztantow" z okresu 70-74
          • wk112 Re: V LO - piszcie!!!/Patyra et consortes (Zdzicho 05.12.01, 18:17
            Hej Baco!
            to ty musiales z moja ciotka do szkoly chodzic, ona chyba w 71 zaczynala.
            pzdr
            WojtekK
          • Gość: peterk Re: V LO - piszcie!!!/Patyra et consortes (Zdzicho IP: *.eburwd1.vic.optusnet.com.au 19.03.02, 13:29
            tak akurat odkrylem wasze dywagacje -
            pamiec masz stary super!
            Patyra i Mieciu byli za moich czasow: 1973-1977 ... kawal czasu
            od 78 jestem w Australii i tu zrobilem studia
            peterk@www.com
            • Gość: Robus Re: V LO - piszcie!!!/Patyra et consortes (Zdzich IP: 5.2.1R1D* / *.kabel.telenet.be 06.10.02, 19:39
              Gość portalu: peterk napisał(a):

              > tak akurat odkrylem wasze dywagacje -
              > pamiec masz stary super!
              > Patyra i Mieciu byli za moich czasow: 1973-1977 ... kawal czasu
              > od 78 jestem w Australii i tu zrobilem studia
              > peterk@www.com

              A Konia pamietasz?
          • Gość: Andrzej Re: V LO - piszcie!!!/Patyra et consortes (Zdzich IP: *.family4.net 07.11.03, 19:13
            Strach wspominać 35 lat temu. P.Patyra była moją wychowawczynią i wspominam ją
            b. mile , obok P.Wiśniowskiego (PO), Żylińskiego(Fiz),Imiałka (Hist.) ,najlesi
            nauczyciele w ówczesnej V-ce. Pamiętam sławne "spędzenie' w sali gimnastycznej w
            68r po wydarzeniach marcowych i wystąpienie aktywu ZMS z jej przewodniczącym
            nawołujących do potępienia . Wystąpienie jednego z uczniów 2=ej klasy
            zarzucajcego kłam propagandzie = po którym to wytąpieniu został zawieszony w
            prawach ucznia ,
            postawe właśnie P.PATYRY,P.WIŚNIOWSKIEGO ,którzy podeszli do naszej małej grupki
            zgromadzonej pod ściana sali ich oburzenie na postawę ówczesnego Dyr. i całej
            tej ZMS=owskiej propagandy.
            W tym czasie kiedy V=ka miała etykietkę czerwonej był to jednak akt dużej odwagi.
            jak sobie przypominam w tym czasie w maturalnej klasie tylko dwie lub trzy osoby
            nie nalezały do ZMS w tum nizej podpisany
            pozdrowienia
            A.
      • Gość: Rafał synteza wspomnien IP: 217.153.6.* 29.08.01, 16:31
        Piotrek z Gazety? Chyba wiem...
        Moje wspomnienia dotyczą, o ile nie pomyliłem, tej samej 4-letniej kadencji,
        więc podobne przykłady się narzucają.

        Filipek
        Jego powiedzonka spisywałem na ostatniej stronie zeszytu od "fizy", a zebrałem
        ich kilkadziesiąt. Po przełożeniu na bajty zacytuję. Jakiż to był kontrast do
        przedwcześnie żegnanego poprzednika, Pana...Stefana Żylińskiego (pamiętam
        nazwisko!). Nie znaczy: gorzej, ale bardzo inaczej.

        Pani Patyra
        Fakt: my nie potrzebowaliśmy znać jej imienia i rezultat oczywisty! Miałem
        przyjemność, i owszem, i przy tablicy. Raz zostałem dupkiem, później nieco
        awansowałem... Powodem ogólnego stresu była jej nieprzewidywalność
        dopuszczająca wszelkie niekoniecznie konwencjonalne metody. Przepraszam za
        prostackie wścibstwo - czy ktoś o Niej ostatnio słyszał?

        Pani Basia (oczywiście Rosiak): najlepszy nauczyciel "matmy" w Szczecinie. Same
        superlatywy, chociaż stresik się czasem odzywał. Płocha i na swój sposób
        urocza. Mały głosik i mała postura, za to wielka siła sprawcza. Na studia
        zdaliśmy wszyscy...

        Pani Ela Masojć: nieformalna vice-wychowawczyni, nieregularny dostawca stresu i
        ponura inicjatorka tygodnia (to ostatnie - dziwnym zrządzeniem chyba przez 4
        lata!). Często straszyła dwójami i 2-godzinnym odpytywaniem, ale często do
        kaźni nie dochodziło, groza rozpływała się w powietrzu. Bardzo emocjonalna i w
        nastrojach niestała. Często nieobecna z powodu dzieci. Słyszałem, że z Piątki
        odeszła do kuratorium.

        Wdzikiryj
        Pokroić mnie, ale nie przypomnę sobie nazwiska! Równy gość i tyle. W porównaniu
        z kolegą po fachu ("pokryj, bo cię ziemia pokryje") bardziej przewidywalny i
        niepodatny na inne plotki...

        Pani Gosławska
        Ktoś już wywołał do tablicy, ale ja tez pamiętam! Hipnotyzowała nas lekturą ze
        wspomnianego wczesniej zeszyciku oraz... intrygującym pionowym ruchem
        wibracyjnym na nauczycielskim krześle. Często wspomina się jej: "prosze się
        teraz odwrócić, będę się malowała". Dla mnie jej lekcje były po prostu ponure
        jak ocena 3.

        Galus
        Astronomia - to dopiero był cyrk! W mojej duszy rozgrywała się batalia między
        ukochaną dziedziną a groteskowością przekazu. Krążyła o Nim smutna legenda
        usprawiedliwiająca ekscentryczne zachowanie. Ale nikt nie był smutny na
        astronomii

        WT
        Przepraszam, za hasło, ale znów nazwisko mi z głowy wyparowało. To dopiero była
        heca! Trzeba było mieć ładny zeszyt, ale jednym mogło się w krytycznej chwili
        posłużyć kilka osób. Zupełne rozluźnienie, orgia bezkarności, święta
        nietykalność radiowęzła, pole do fałszerstw i wyzysku - tu w każdym wymiarze my
        byliśmy górą.

        PO
        Chociaż nazwiska nie pamiętam, to krzywdy - i owszem! Przykład: strzelanie z
        KBKS do celu, dwa kryteria i dwie tarcze: celność i skupienie. Miały być
        odpowiednio 3 i 5 strzałów. Strzeliłem 2*4. Nie zgodziła się na pożyczenie
        nawet najgorszej dziurki z drugiej tarczy. Ze skupieniem byłem na bakier.
        innym razem w chorobie: gorączce i kaszlu przyszedłem poprawiać ocenę na 4.
        Pogoniła mnie, zebym nie zaraził. Niedawno odkopałem zeszyt: do każdej lekcji
        wklejone zdjęcie wycięte z głupiego paramilitarnego szmatławca. Obraz terroru,
        sponiewierania i upokorzenia.

        PNOS
        Facecik-żmijka, ponoć później w dyrekcji. Utopił jedną z naszych na maturze!
        Ostatnie śpiewy łabędzia indoktrynacji.

        Więcej grzechów nie pamiętam, ale sobie przypomnę.
        • Gość: Wojciech Re: synteza wspomnien IP: *.kvarner.net 29.08.01, 16:41
          Dziki Ryj ma na nazwisko Humiczewski.
          • Gość: piotrek Re: synteza wspomnien IP: 10.10.129.* 29.08.01, 17:15
            Gość portalu: Wojciech napisał(a):

            > Dziki Ryj ma na nazwisko Humiczewski.

            Słusznie. Dzięki.
        • Gość: piotrek Re: synteza wspomnien IP: 10.10.129.* 29.08.01, 16:58
          Dziki Ryj nazywał się Chomiczewski (albo Chumiczewski), innym jego ulubionym określeniem było
          �dzikie osły�. Dobry człowiek.
          • Gość: Rafał Woźny IP: 217.153.6.* 30.08.01, 11:07
            Dzięki za przypomnienie. Przy okazji pozdrawiam Brata-Bliźniaka.
            Zmieniając, czy pamiętasz (-acie) gościa, który w tamtym czasie był odźwiernym
            naszej szkoły? Facet w słusznym wieku, czerstwy, często z beretem na głowie, i
            chyba papieroskiem. Jego królestwem była portiernia i korytarz z szatniami. O
            tym, że biegle mówił po francusku wiedziało chyba niewielu... Jak on był zwany?
            Odszedł jeszcze za mojej czterolatki. Gdzie on się może teraz podziewać?
            • Gość: Andy Re: Woźny IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 14:08
              A pamiętasz, że woźny w swoje imieniny częstował uczniów cukierkami? Pzdr.
              • Gość: Rafał Re: Woźny IP: 217.153.6.* 30.08.01, 16:49
                Stary, masz rację, coś takiego chyba miało miejsce. Jak ja bym się chętnie z
                nim spotkał!
      • Gość: Kuba Re: V LO - piszcie!!! IP: 195.205.219.* 23.09.02, 23:13
        Czyzbym natrafil na brata?....haha;)))
    • Gość: DzikiRyj Fajowo! IP: *.kvarner.net 14.08.01, 16:28
      No no, wchodze sobie na strone, i widze, ze watek zalapal. Fajnie. Tez mialem
      zajecia z Zochowska, Masojc, Goslawska, Gierczakiem, ale zamiast Patyry byla
      Oleszczuk (obecnie wicedyrektor). Niestety (a moze stety?) duzo mniej barwna...
      Wiecej napisze w czwartek, bo teraz musze spadac z roboty, wazne sprawy
      czekaja:-)))))
      • Gość: bury Gratulacje dla V. IP: 64.124.150.* 16.08.01, 10:25
        Niedawno przejeżdżałem przez ul. ofiar piątki ( wiecie - remont Wyzwolenia) i
        wiecie co ??? - przy wejściu do V-ki zainstalowali "parking dla rowerów". W
        naszym mieście to ewenement. GRATULACJE
        Ale już brak gratulacji za brak strony www. A może się mylę???
        • Gość: jawal Re: Gratulacje dla V. IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 16.08.01, 12:07
          Gość portalu: bury napisał(a):

          > Niedawno przejeżdżałem przez ul. ofiar piątki ( wiecie - remont Wyzwolenia) i
          > wiecie co ??? - przy wejściu do V-ki zainstalowali "parking dla rowerów". W
          > naszym mieście to ewenement. GRATULACJE
          > Ale już brak gratulacji za brak strony www. A może się mylę???

          Mylisz się.
          Strona piatki to www.lo5.szczecin.pl

          polecam też stronke sklecona przez kolege z naszego rocznika (nie zajmuje się
          broń Boże informatyką - jest tylko pasjonatem życia towarzyskiego)
          www.absolwencipiatki.v.pl

          Może inni też zrobią "zestaw imprezowy"?

          pozdrowienia
          jawal (matura 1980)
          • Gość: Andy Re: Gratulacje dla V. IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 25.08.01, 00:12
            Zapomniałeś dodać, że oficjalna strona szkoły (www.vlo.szczecin.pl) od dobrych
            kilku miesięcy nie chodzi. Straszna z tym kicha. Pozdro.
            • Gość: jawal Re: Gratulacje dla V. IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.01, 22:04
              Gość portalu: Andy napisał(a):

              > Zapomniałeś dodać, że oficjalna strona szkoły (www.vlo.szczecin.pl) od dobrych
              > kilku miesięcy nie chodzi. Straszna z tym kicha. Pozdro.

              Jasne, sorki. Próbowałem i też wielkie g...
              Może admin już skończył tę budę ;)))

              pozdrówko/jawal
            • Gość: jawal Re: Gratulacje dla V. IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.01, 22:10
              Andy!
              Śpieszę donieść, że strona VLO już chodzi. Co prawda, brak jeszcze wielu linków,
              ale widać, że admin pracuje.

              Polecam także strony klasowe. Jaka szkoda, że za naszych czasów był tylko Riad i
              Odra 1304...

              pozdrówko
              jawal
              • Gość: bury Re: Gratulacje dla V. IP: 64.124.150.* 06.09.01, 09:46
                Strona tytułowa - owszem zachęcająca - ale dalej nic nie widzę, nigdzie nie da
                się wejść !!! Ale w sumie o niebo lepiej że adres to VLO a nie LO5, bo nigdy
                bym nie wpadł iż tak można zapisać "piątkę".

                Mam nadzieję że to tylko przejściowe problemy.
                pozdro.
                • Gość: Andy ''91 Re: Gratulacje dla V - do Jawala i Burego IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 06.09.01, 22:19
                  Smutna sprawa, ale te "problemy" trwają już z pół roku :(( Trafiłem na tę
                  stronę przypadkowo przez link z "www.infoludek.pl" i początkowo udało się ją w
                  całości przeglądać. Z ciekawych rzeczy - kompletna lista nauczycieli uczących w
                  całej historii naszego ogólniaka i przygotowywana lista wszystkich absolwentów.
                  Liczę na to, że nowy/-a dyrektor/-ka szkoły coś z tym zrobi :)) Pozdro.
                  • Gość: bury94 Re: WWW http://www.lo5.szczecin.pl/ IP: 64.124.150.* 07.09.01, 09:47
                    Gość portalu: Andy ''''91 napisał(a):

                    > Smutna sprawa, ale te "problemy" trwają już z pół roku :(( Trafiłem na tę
                    > stronę przypadkowo przez link z "www.infoludek.pl" i początkowo udało się ją w
                    > całości przeglądać.
                    > Liczę na to, że nowy/-a dyrektor/-ka szkoły coś z tym zrobi :)) Pozdro.


                    Do tego czasu pozostaje więc (dość nędzna strona http://www.lo5.szczecin.pl) - ta
                    przynajmniej działa. A tak swoją drogą wygląda on na oficjalną choćby z racji
                    serwera. Zatem - może skoncentrowaliby się na zrobieniu jednej a porządnej ???
                    Nawet nie mogę przesłać maila z propozycją bo nic nie działa.

                    • Gość: Wojciech WPISUJCIE SIE, PROSZE, NA KONIEC, BO NIE MOZNA NIC ZNALEZC!!!! IP: *.we1.tuniv.szczecin.pl 07.09.01, 14:11
                      • Gość: :) Re: WPISUJCIE SIE, PROSZE, NA KONIEC, BO NIE MOZNA NIC ZNALEZC IP: *.ruch.com.pl 21.05.02, 11:32
                        :)
                      • Gość: maks14 Re: WPISUJCIE SIE, PROSZE, NA KONIEC, BO IP: *.sbynxr1.ras.tele.dk 16.09.02, 22:59
                        czy jest ktos, kto konczyl mature w 1962?
                    • Gość: mrman Strona www piatki IP: *.kobylanka.sdi.tpnet.pl 02.10.01, 18:04
                      Jestem juz absolwentem piatki. Przez dwa lata bylem administratorem stron WWW i
                      zajmowalem sie tym mmiej wiecej do stycznia tego roku. Nowi administratorzy od
                      kwietnia nie robia kompletnie nic, mimo ze od dawna dysponuja _pelna_ lista
                      absolwentow liceum, gotowa do opublikowania. Usuneli rowniez czesc dzialajacych
                      stron, co doprowadzilo do takie stanu, jaki jest obecnie.
                      Pozdrowienia
                      Tomasz Skórski
                      • bbury Re: Strona www piatki 05.10.01, 13:30
                        Znasz hasła i zabezpieczenia - więc w czym problem ???
          • Gość: wojtek_w Re: Gratulacje dla V. IP: *.client.attbi.com 12.02.02, 18:29
            pozdrowienia dla kolegi z rocznika!!
            • andike Re: Gratulacje dla V. 18.02.02, 12:55
              Cześć Wojtek. sadze ze to chyba ty. krucuś
    • Gość: DzikiRyj Galus IP: *.kvarner.net 16.08.01, 10:25
      No wlasnie, kto mial zajecia z tym panem (Ave Galus!), ten wie. Ja mialem tylko
      przez 2 miesiace, Kazia byla na chorobowym, Galus ja zastepowal. No i tez
      znalazloby sie pare historyjek. Rowniez odpowiadalismy u niego przy tablicy,
      ale w porownaniu z Kazia byla to poezja: wystarczylo cos tam wiedziec, i mialo
      sie juz troje. U Kazi na troje to trzeba bylo znac 99% mateialu...

      Galus slynal u nas w szkole z ciekawych tekstow. Np. do dziewczyny przy
      tablicy, ktora wlasnie zapisala dane do zadania potrafil powiedziec: "No dobra
      ciotka, drukuj!"

      Raz ktos sobie ziewnal (bylo to oczywiscie wiecej razy, ale ten jeden raz Galus
      zwrocil na to uwage): "Nie ziewaj dziadek, bo ci muchy do buzi naleca". I
      wszystko to bylo w jednym ciagu z tlumaczeniem tematu: "Eeee, dobra..., yyy
      tego, wektor dosrodkowy, eeee, tego, nie ziewaj dziadek, bo ci muchy do buzi
      naleca, yyyy, dobra, prostopadly do ...."

      Do jednej dziewczyny, ktora siedziala cos smutna, powiedzial: "... Eee.., co
      jest, stary ci odkorkowal?, yyy..., dobra, sila dziala..."

      Tych tekstow bylo oczywiscie duzo wiecej, ale teraz ciezko mi sobie cos
      przypomniec... Jesli ktos cos pamieta, zapraszam...
      • Gość: bury Biologia IP: 64.124.150.* 16.08.01, 10:33
        A ja pamiętam nieco inną historię z Biologii. Nasza koleżanka opowiadała
        wlaśnie o różnych częsciach skaładowych ukłądu (bodajże pokarmowego) żaby.
        Troszkę się męczyła przy tablicy z rysunkiem. Na co nauczycielka (nazwiska nie
        pamiętam) : "No Irena - pokaż odbyt!" Nastąpiła lekka konsternacja.
        A co do Kazi - czy umiałem czy nie i tak dostawałem "bańkę". Tak między nami a
        mówiąc - a myślę że jestem dość obiektywny - to nauczyciel z niej była kiepski.
        Ludzie którzy byli naprawdę dobrzy z fizy zostali, znarnowani i stłamszeni -
        może K. bała się ich wiedzy???. Najelepiej miały klasowe kujony - a to dobrze o
        nauczycielu nie świadczy. Przyznać jednak muszę, że pewnego czasu doszło do
        ostrego konfliktu częsci mojej klasy z przytaczanym wcześniej nauczycielem
        historii - wtedy jednak Kazia stanęła po naszej stronie. Trudno mi więc
        jednoznacznie coś o niej powiedzieć... Było to bardzo zaskakujące...
      • Gość: bury Re: Galus IP: 64.124.150.* 16.08.01, 10:41
        co do Galusa to częsciej widziałem go przy pobliskiej "Spółdzielni Inwalidów
        im. Botwina" (tanie wino - produkowane prawie naprzeciwko szkoły) niż na
        lekcjach...
        Ale skoro jestem przy tym temacie przychodzi mi pewna historia której osobiście
        nie widzialem ale znana jest mi z (dawnych) czasów mojego brata w VLO.
        Otóż przed jedną z klasówek uczniowie przechwycili pytania - najlepsi je
        rozwiązali - a zatem cała klasa zawitała z gotowcami. Pytań było % ale pod
        koniec klasówki Galus stwierdział ża pytań jest za dużo i zrezygnował z piątego
        pytania. Oczywiście wszyscy zaczęli przepisywać gotowce - ale co większe
        obiboki zamazały tylko piąte pytanie... Podobno Galus nie skapował co jest
        grane i wszyscy zaliczyli... Szkoda że za moich czasó u kazi takie rzeczy nie
        miały szans przejść ...
        • Gość: DzikiRyj Re: Galus IP: *.kvarner.net 16.08.01, 11:34
          Gość portalu: bury napisał(a):

          > co do Galusa to częsciej widziałem go przy pobliskiej "Spółdzielni Inwalidów
          > im. Botwina" (tanie wino - produkowane prawie naprzeciwko szkoły) niż na
          > lekcjach...

          Nie no, na lekcje to raczej przychodil. Mysmy go widywali czasem na Manhatanie z
          jego kolesiami. Ale z tego co pamietam, to na lekcje zawsze sie stawial. Z plama
          na spodniach, ale jednak...
          • Gość: suchy2 Re: Galus IP: 195.205.77.* 16.08.01, 13:54
            A pamiętacie te obowiązkowe garniturki ze srebrnymi guzikami i gustowne
            granatowe sukienki wraz z bluzeczkami chyba w kwiatki. Wszystko to prod. Odry .
            • Gość: DzikiRyj Re: Galus IP: *.kvarner.net 16.08.01, 14:20
              Nie pamietam, bo w polowie lat 90tych panowala pod tym wzgledem pelna dowolnosc
              (co nieco zalezalo tez od nauczycieli z ktorymi mialo sie lekcje - niektorzy
              mieli swoje humory).
              • Gość: Andy Re: stroje IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 25.08.01, 00:43
                Miałeś farta - ja w pierwszej klasie (''87) załapałem się na obowiązkowe
                noszenie tarczy szkolnej. Pozdro.
                • Gość: wojtekk Re: stroje IP: *.kv.tu-harburg.de 29.08.01, 12:13
                  to mniemam ze do C chodziles
                  bo ja z tego samego rocznika tylko ze inna klasa
                  • Gość: Andy Re: stroje IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 29.08.01, 19:09
                    Klasa "C" z mojego rocznika miała fizę z Filipkiem. Ja załapałem się do
                    klasy "B". Pozdro dla kolegi na saksach :))
                    • Gość: wojtekk Re: stroje IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 09:35
                      skad wiesz ze to ja, czyli masa byla Twoja wychowawczynia o ile dobrze pamietam
                      a mi sie C pomylila z B bo mylslalem o B a nie o D bo sam do D uczeszczalem
                      Helmut
                      • Gość: Andy Re: stroje IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 10:12
                        O, to może mi napiszesz co słychać u Karoliny S. Ona podobno też w krainie
                        wiecznego ordungu? Pzdr.
                        • Gość: wojtekk Re: stroje IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 10:19
                          ostatni raz z karolina widzialem sie na maturze poznije juz jej nie spotkalem
                          slyszalem cos o dortmundzie ale z ta grupa wogole tu nie mam kontaktow:(
                          to chyba klika ELIZA i inni
                          • Gość: bury Re: stroje IP: 64.124.150.* 30.08.01, 12:55
                            Sorry że się wtrącam - bo ja o karolinie cosik wiem (Spotkałem ją keidyś w
                            Dortmundzie - ja się uczyłem Niemca a ona tan studiowała). niedawno (miesiąc
                            temu) spotkałem ją na weselu mojego brata.
                            Zeby nie wprowadzać zamętu - jeśli to S. po roziwięciu to S....el, a wszystko
                            wskazuje że tak - to:
                            1. Mieszka w Berline (ewentualnie pod Berlinem)
                            2. Pracuje bodajże w Sony
                            3. Stan cywilny (zamężna) - chcesz więcej informacji to pytaj...

                            PS jeśli pisalibyście na końcu forum byłoby łatwiej czytać...
                            • Gość: wojtekk Krolina IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 13:16
                              Dokladnie o ta karoline chodzi tez z naszego rocznika 91 jestes?
                              • Gość: bury Re: Rocznik IP: 64.124.150.* 30.08.01, 13:33
                                Nie ja sem inny rocznik. Tylko przez rok razem chodziliśmy do jednej szkoły.
                                Młodas jestem / nie zmienia to faktu, ża miałem okazję poznać sporo ludzi z
                                waszego rocznika - żeby było zabawnej większość tego, miała miejsce w
                                Niemcowie...
                                • Gość: wojtekk Re: Rocznik IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 13:48
                                  czyli piotrki przemki i elizy sa ci znane ci co przyebywali w dortmundzie na
                                  stazach czy czyms podobniejszym
                                  • Gość: bury Re: Rocznik IP: 64.124.150.* 30.08.01, 14:09
                                    Obawiam się że ciężko będzie mi "obracać" się na poziomie dokładnych danych -
                                    pamiętam jeszcze Ankę - nazwisk(a) już z pewnością nie będę pamiętał.
                                    Generalnie chodzi o ludzi z Inform i Ekonometrii U.S. Niestety tylko o
                                    Karolinie mam w miarę świerze wieści. Co by nie rzec "jakoś tak mi mocno w
                                    pamięci utkwiła"... a i niedawno ją widziałem.
                                    • Gość: Andy Re: Rocznik IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 14:15
                                      Co do Karoliny to sam chciałbym wiedzieć, co u niej słychać. Wojtekk chodził z
                                      nią razem do klasy, ale ja dość długo kumplowałem się z nią w ogólniaku i na
                                      studiach. Słyszałem tylko do kolesia z rocznika ''88, że wyszła za mąż w
                                      Niemcowie i osiadła tam na stałe. :(
                                      • Gość: bury Re: Rocznik IP: 64.124.150.* 30.08.01, 14:21
                                        No cóż nie pozostaje mi nic innego jak to potwierdzić... Niestety (?) to
                                        prawda :((
                                        • Gość: KaroW Piatka 87-91 (1-4D) IP: 195.127.154.* 14.01.02, 13:00
                                          Czolem Wojtekk, Andy i bury!
                                          No wiec potwierdzam, ze zamezna i owszem, obecnie w Berlincu i rowniez w Sony.
                                          Jak widze utkwilam Wam w pamieci na dobre. Do pracy rodacy!
                                          Karolina
                                      • Gość: Wojciech Re: Rocznik IP: *.kvarner.net 30.08.01, 14:35
                                        Ludzie z Piatki! Gdzie zescie sie tego niemieckiego tak nauczyli, ze prawie
                                        wszyscy mieszkacie w Deutchlandzie??? Bo chyba nie w szkole. Oprocz histori
                                        niemiecki to chyba nyjwieksza pieta achillesowa tej szkoly. Mnie uczyla Magiera,
                                        lekcja wygladala najczesciej tak, ze mowila na ktorej stronie w ksiazce jest
                                        temat lekcji, mamy go przepisac, a potem rozwiazac cwiczenia od.. do.., i ona jak
                                        wroci, to sprawdzi. Po czym szla na ponad polgodziny na ploty do sekretarki.
                                        Przez cztery lata nauczylem sie w zasadzie tylko form podstawowych czasownikow
                                        nieregularnych.

                                        A propo''s, czy za waszych czasow tez byla taka wredna sekretara, ten potwor w
                                        ciuchach dla barbi?
                                        • Gość: Andy Re: niemiec w VLO IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 14:53
                                          Chodziłem do mat-fizu z angolem, więc niemca nie miałem w ogóle. Pamiętam tylko
                                          opowieści ludzi z klasy z poszerzonym niemcem (wtedy tylko jedna klasa w
                                          roczniku) - to klasa m.in. Wojtekk''a - przez cztery lata szkoły zmieniono im
                                          kilka razy germanistę. Magierę miałem nieprzyjemność poznać na wyjedzie w góry na
                                          narty (organizowała takowe Goch Knieć) i moje zdanie na jej temat jest nie
                                          najlepsze - leniwa baba, na dodatek w pretansjach. Co do niemca - nauczyłem się
                                          go jak musiałem - trzymiesięczny kurs wakacyjny w letniej przerwie
                                          międzysemestralnej - 14 tygodni razy 5 dni w tygodniu raz 8 godzin zajęć. Po
                                          nocach mi się śniły przypadki odmiany :)

                                          Sekretara. O to temat rzeka. Kiedyś przy moim kolesiu powiedziała do Króla: "Nie
                                          mogę panu tego przepisać na maszynie, bo mi się paznokcie połamią". Autentyk. :)))




                                          Gość portalu: Wojciech napisał(a):

                                          > Ludzie z Piatki! Gdzie zescie sie tego niemieckiego tak nauczyli, ze prawie
                                          > wszyscy mieszkacie w Deutchlandzie??? Bo chyba nie w szkole. Oprocz histori
                                          > niemiecki to chyba nyjwieksza pieta achillesowa tej szkoly. Mnie uczyla Magiera
                                          > ,
                                          > lekcja wygladala najczesciej tak, ze mowila na ktorej stronie w ksiazce jest
                                          > temat lekcji, mamy go przepisac, a potem rozwiazac cwiczenia od.. do.., i ona j
                                          > ak
                                          > wroci, to sprawdzi. Po czym szla na ponad polgodziny na ploty do sekretarki.
                                          > Przez cztery lata nauczylem sie w zasadzie tylko form podstawowych czasownikow
                                          > nieregularnych.
                                          >
                                          > A propo''''s, czy za waszych czasow tez byla taka wredna sekretara, ten potwor w
                                          > ciuchach dla barbi?

                                          • Gość: wojtekk Re: niemiec w VLO IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 15:45
                                            corka tej sekretarki uczeszczala chyba do klasy A z naszego rocznika
                                            • Gość: Andy Re: niemiec w VLO IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 16:23
                                              Nic o tym nie wiem, natomiast córka poprzedniej sekretarki chodziła ze mną do
                                              klasy - bardzo fajna dzioucha:)
                                              • wk112 Re: niemiec w VLO 30.08.01, 16:27
                                                a to mi sie pokielbasilo. w sekretariacie nie goscilem czesto
                                        • Gość: wojtekk Re: Rocznik IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 15:41
                                          nas niemca uczyla tyz magiera ale tylko w maturalnej klasie:)
                                          wczesniej mielismy dosc wymagajaca mloda pania, ktora studiowala w DDR ta duzo
                                          wniosla, i jakos tak wyszlo
                                        • Gość: bury Re: Człowiek Komputer i jego kolega Termos... IP: 216.104.228.* 31.08.01, 08:49
                                          Człowieku! Magiera to był super-dojcz-nauczyciel. Chociaż coś kleiła. Mnie
                                          przez 1 rok uczył gostek z komputerem... Komputer ten podobno złożył sam.
                                          Prawdę mówiąc po tym co widziałem = wyświetlanie na ekranie telewizora i napisy
                                          jak na ZX Spectrum wierzę mu w 100% (Tak na marginesie wówczas ZX-a trzymałem
                                          już od kilku lat w piwnicy). Lekcja polegała mniej więcej na tym: wyświetlało
                                          się zdanie po polsku: "Proszę przetłumaczyć" Prymus: "bla, bla, bla..." Pan
                                          Komputer: Ich druecke die Taste". Piiiii. I już zdanie było przetłumaczone. Ale
                                          muszę przyznać że w klasie maturalnej uczyła mnie pani Musiał - i wtedy było
                                          już lepiej... Prawdę mówiąc było nawet nieźle.

                                          PS oprócz Mr. Komputera w pewnym momencie grasował Gość z Termosem... Też od
                                          Niemca. Ale była jazda...

                                          PS2: Prawdę mówiąc Niemieckiego - to się praktycznie uczyliśmy = po przyjeździe
                                          Niemieckiej delegacji uczniów zabraliśmy ich czym prędzej na bilard (w
                                          przyszłym Bronxie wzgl Bineticsie). Szukali nas , szukali i znaleźli po kilku
                                          godzinach i piwach. Ale była afera!
                                      • Gość: wojtekk Re: Rocznik IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 15:40
                                        to juz wiem o kogo chodzi
                                        jak gitara
                                        • Gość: Andy Re: Rocznik IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 16:25
                                          Pudło, to był Michał - zgaduj dalej. Pzdr.
                                          • wk112 Re: Rocznik 30.08.01, 16:30
                                            Dupa za nic nie zgadne ja juz nie pamietam wszystkich z mojej klasy.
                                            Ale w pile rzneles z nami na przerwie obiadowej
                                            • Gość: Andy Re: Rocznik IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 16:36
                                              A kto nie rżnął? :) U was była bardzo mocna ekipa - Mandaryn, Ząbek, Rzywy,
                                              Pucił, Siwy, ale i tak najmocniejszą pakę mieli ci z "C" - bliźniacy, Arni,
                                              Przemek, Ołówek - ech pograłoby się kiedyś.
                                              • wk112 Re: Rocznik 30.08.01, 16:40
                                                Koci jeszcze czasami, ale i tak najlepsze pilki odchodzily jak bylismy w I
                                                klasie z najstarszym rocznikiem niejaki jasio, gizbern itp itd. pamietasz to

                                                a odnosnie dzikiego przypomnial mi sie jeden motyw ze skarbonka za przeklenstwa

                                                wchodzac do szatni zaklalem siarczyscie bo capilo nieziemsko
                                                a dziki sie drze do mnie K... sto do skarbonki, a przemo odzywa sie podwojnym
                                                przeklenstwem przebijam i tak skarbonka przestala byc urzywana ponoc
                                                • Gość: Andy Re: Rocznik IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 16:54
                                                  Koci zajmował się głównie romansami, przy grze w piłkę ciągle płakał, że go
                                                  faulują ;D Z tamtego rocznika parę osób tu pisuje, ale nie sądzę, żeby to byli
                                                  ludzie, którzy grali w nogę. Pamiętam, że k...sy wchodzili do gry bez kolejki, a
                                                  przy próbach oporu ze strony młodszej młodzieży brali się do bicia. Aż do
                                                  momentu, gdy gość z rocznika ''71 wlał Jasiowi i Michałowi na sali po mordzie.
                                                  Cóż, i tak bywało. Czasami zdarza mi się spotykać ludzi z tamtej klasy - to byli
                                                  wychowankowie Gośki Knieciowej i mieli w kantorku nawet własne buty na zmianę do
                                                  gry w nogę. Jasiu został księdzem, dwóch gości studiowało w Dortmundzie z Karolą,
                                                  Alą i Anką.
                                                  Zawartość skarbonki poszła na cele charytatywne - Dziki kupił za nią nowe piłki
                                                  do siaty, zresztą słusznie bo największy wkład do niej wniesli siatkarze :) -
                                                  Mandaryn, Robert Sch. i bliźniacy z "C". Pzdro.

                                                  wk112 napisał(a):

                                                  > Koci jeszcze czasami, ale i tak najlepsze pilki odchodzily jak bylismy w I
                                                  > klasie z najstarszym rocznikiem niejaki jasio, gizbern itp itd. pamietasz to
                                                  >
                                                  > a odnosnie dzikiego przypomnial mi sie jeden motyw ze skarbonka za przeklenstwa
                                                  >
                                                  > wchodzac do szatni zaklalem siarczyscie bo capilo nieziemsko
                                                  > a dziki sie drze do mnie K... sto do skarbonki, a przemo odzywa sie podwojnym
                                                  > przeklenstwem przebijam i tak skarbonka przestala byc urzywana ponoc

                                                  • wk112 Re: Rocznik 30.08.01, 17:02
                                                    co do skarbonki to wlasnie tak bylo madziar dalej przy sporcie zostal:=),
                                                    ale ja tych gosci nie wspominam az tak zle, Gizberna kiedys widzialem jak u
                                                    znajomego w garazu samochod naprawial:)
                                                    kilku innych klietow widzialem u mnie na wydziale, waz gozwali np. i kilku jego
                                                    kumpli,
                                                    a co do jasia to nawet w mojej parafii na tace teraz zbiera:)
                                    • Gość: wojtekk Re: Rocznik IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 15:38
                                      Anka S chyba jezeli juz taka niewysoka
        • Gość: Andy Re: Galus IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 25.08.01, 00:39
          Heniu lubił i mógł w siebie sporo wlać, ale na lekcje zawsze przychodził - w
          ciągo moich czterech lat nauki nie opuścił żadnej lekcji. I na początku swojej
          kariery w VLO pił wódę z kolesiami tyko i wyłącznie w "Marzeniu", "Bistro
          Ułańskim" lub "Słowiańskiej". Co do kolesi Henia od kielicha, to dopiero na
          studiach zorientowałem się, że ci menelowato wyglądający gości to pracownicy
          Instytutu Fizyki PS.

          Jeśli chodzi o roztrzepanie Henia przy sprawdzaniu klasówek, to znamienne były
          dwa wydarzenia:
          1. Najlepsi fizycy w mojej klasie rozwiązywali zadania od razu w kilku
          egzemplarzach posługując się do tego celu zwykłą kalką. Pewnego razu koleś, który
          nie zdążył przepisać za poźno otrzymanej ściągi oddał Heniowi podpisaną swoim
          nazwiskiem przebitkę na kalce. Jak nietrudno się domyslić Heniu uznał ją za
          pełnoprawną część jego pracy klasowej.
          2. Przy oddawaniu sprawdzianów koleżanka sprzedała Heniowi to samo zadanie w
          dwóch egzemplarzach. Przy podsumowywaniu jej zdobyczy punktowej Heniu zaliczył
          jej oczywiście dwa razy punkty za to samo zadanie.

          Pozdro.
      • Gość: Andy Re: Galus IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 25.08.01, 00:24
        Ciekawy teksty Galusa - proszę bardzo:

        Do koleżanki z "obfitym" makijażem - "Ale się wymalowałaś, lepszej maski to nawet
        w wojskach chemicznych nie mają".
        Już słynne na cały Szczecin, do kolesia który coś przeskrobał - "Kowalski,
        dziadek się zgłosi".
        Przy drobnej pomyłce w wyliczeniach na tablicy, na uwagę z tłumu: "Panie psorze,
        ale tam powinno być 5 a nie 4", odpowiedź "Nic nie szkodzi".
        Adnotacje na kartkach z klasówkami - u Kowalskeigo "Odpisane od Nowaka", u
        Nowaka "Odpisane od Kowalskiego".



    • Gość: DzikiRyj Goslawska IP: *.kvarner.net 16.08.01, 18:50
      Jest sobie w Piatce taka pani, uczy tam historii. I w ogole nie moge zrozumiec,
      czemu ona jeszcze tam uczy. Prawde mowiac, to nie zdarzylo mi sie chyba spotkac
      slabszego nauczyciela w calej mojej uczniowskiej "karierze".

      Dala sie nam poznac juz na samym poczatku... Na pierwszej lekcji, w pierszej
      klasie, podczas dyktowania okresow historycznych, podyktowala nam "Okres
      kamienia lupanego - 2.000 lat pne." Ktos niesmialo sie spytal, czy to moze nie
      jest 20.000 lat. No i nastepne 10 minut lekcji uplynelo na zastanawianiu sie,
      kiedy to wlasciwie bylo. Znaczy, niezle sie zdziwilem. Pani od historii w
      prestizowym liceum, a nie zna podstawowych dat? A pozniej nie bylo wcale lepiej.

      Gosia zawsze prowadzila lekcje (ba, jesli w ogole prowadzila, ale to inna
      historia) w oparciu o jakis stary, pozolkly zeszyt. Przypuszczam, ze jakies
      notatki ze studiow. Prowadzila to mocne slowo... Po prostu czytala z nosem
      wlepionym w kartki... Czasem sie zastanawialismy, co by bylo, gdyby jej ten
      zeszyt zginal. Chyba szkola musialaby zatrudnic nowa historyczke, bo cos mi sie
      zdaje, ze Gosia to nie miala w pamieci zadnych dat... Ani faktow... Ani nie
      umiala pieknie opowiadac o historii... Nic. ALE JAKA BYLA ZABAWNA!!!!!

      Siedzielismy zawsze z paroma kumplami w tzw. kupie, tzn. dwie lawki, jedna za
      druga, cztery osoby. Ile bylo smiechu... Praktycznie na kazdej lekcji Gosi
      udalo sie palnac cos glupiego! Najtrudniej bylo powstrzymac sie przed smiechem
      na caly glos... Ale ucznia trzesacego sie od chichotu rowniez mozna rozpoznac,
      co Gosia czasem czynila. Pare razy rozsadzala nas w cztery katy sali.

      Jedna z przyczyn wzbudzajacych nasza wesolosc, oprocz jej niezamierzenie
      smiesznych tekstow (one byly smieszne glownie przez nietypowosc sytuacji w
      jakiej zostaly wypowiedziane, przez to stawaly sie nieco absurdalne) byly
      rowniez zamierzone smieszne teksty, rowniez nieco nie z tej ziemi. mieszne bylo
      w nich to, ze jak gosia zaczynala sie smiac, to jej wystajace zeby
      uniemozliwialy mowienie. A wiec ciezko bylo zrozumiec koncowke, puente tekstu,
      za to mozna bylo sie smiac na glos, co tez skwapliwie cala klasa czynila.

      Zapraszam na forum - wspomnienia o prof. Goslawskiej mile widziane.
      • Gość: piotrek Re: Goslawska IP: 10.10.129.* 17.08.01, 12:40
        Gosia zawsze miala to do siebie, że znienacka zaczynała się śmiać (co wcale nie było sympatyczne, bo
        nierzadko obiekt jej wesołości siedzial w którejś z ławek przed nią). Zastanawia mnie jedno - jak napisaleś Gosia
        nie rozstawała sie ze swoim zeszytem. Ciekawe, czy dalej z niego korzysta? Czasy wszak już inne. Przypomina
        mi się jedna rzecz, którą znam tylko z opowieści, więc podaję bez 100 procentowej pewności. Otóż jeszcze w
        zamierzchłych czasach kiedy ktoś odważny zapytał np. o Katyń fundował tym samym całej klasie kartkówkę. czy
        ktoś to pamięta?
        A pisząc o innych nauczycielach grzech nie wspomnieć o specjaliście od Wychowania Technicznego - zawsze
        chodził w tym samym szarym wytartym garniturze ze skórzaną teczką a w niej młotek, gwoździe itp. Jego lekcja
        zwykle wyglądała tak: To co dzisiaj mamy? - pytał charakterystycznym nosowym głosem. - Kończymy martwą
        naturę - odpowiadala klasa. - A tak. Dobrze, dobrze - po czym ginął w swoim magazynku a klasa zajmowała się
        już niekoniecznie martwą naturą. Sytuacja powtarza się przez kolejne dwa trzy tygodnie. Ludzie! jak on się
        nazywał???
        • Gość: jawal Re: ZPT IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 17.08.01, 13:00
          chyba Edek, o ile to ten sam, bo dzieli nas parę lat...
          Mam nawet jego zdjęcie z wielkimi rogami narysowanymi na tablicy (owoc twórczej
          pracy kolejnego dyżurnego). Najlepsze, że Edziu niczego nie podejrzewając,
          dawał się zabawiać naszym dziewczynom siedzącym w pierwszych ławkach. No i
          efekt - śmiejący się łoś

          • Gość: kaes Re: ZPT - u nas się nazywało WT IP: 64.124.150.* 17.08.01, 15:36
            Czy piszecie o p.Morence - znak rozpoznawczy syrenka 105 ???(= najlepsze auto
            na świecie) Wszystko się zgadza z waszym opisem: np.
            uczeń: p. psorze jaki dziś dzień???
            Morenko: A tak, ołówkiem, ołówkiem...

            Albo rozpylenie pół dezodorantu nad jego głową. Wszyscy się duszą - a Morenko
            po 20 min: "Ale ktoś się wyperfumował!..."

            + opowieść kolegi obok siedzącego (pseudo: M.):
            ZPT czy też WT było, paradoksalnie pomimo luzu-bluesu, lekcją dosyć nudną.
            Dlatego też po kartach na pierwszej lekcji przychodził czas na spożywanie piwa
            na kultowej ławeczce w rejonie ul. Odzieżowej. W trakcie ZPT "BALTIC BEER"
            smakował wybornie, tym bardziej że kosztował ok. 6000 zł. Wracało się zawsze
            pod koniec ostatniej (drugiej godziny) zajęć do klasy, a ten kto nie mógł w
            ciągu jakichś 40-50 min wpompować w siebie więcej niż jednego browara oznajmiał
            Morence na wddechu: "Panie psorze nie mogliśmy znaleźć sali, w tej szkole
            ciągle coś przenoszą", a facet kupował to mówiąc "No dobra chłopcy siadajcie
            już szybko". Jakieś prace i tak można było zawsze wydębić od dziewuch.
            • Gość: piotrek Re: ZPT - u nas się nazywało WT IP: 10.10.129.* 17.08.01, 16:16
              Tak! Morenko! Dzięki.
              • Gość: bury Re: ZPT - u nas się nazywało WT IP: 64.124.150.* 24.08.01, 14:25
                Jedno małe sprostowanie: Morenko miła na imię Jerzy. Sprawdziłem...
                • Gość: wojtekk o ile dobrze pamietam zwalismy go Wutenko IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 13:54
              • Gość: bury Re: ZPT - u nas się nazywało WT IP: 64.124.150.* 24.08.01, 14:28
                Stara siedziba VLO była w czerwonym budynku na ul. Małopolskiej 22. To jest
                obok Domu Rybaka. Podobno pod koniec lat osiemdziesiątych o mało V nie wróciło
                na star miejce. W sumie szkoda bo to ładny budynek... Choć z drugiej strony do
                tego na Ofiar Oświęcimia miałem znacznie bliżej.
              • Gość: bury Re: ZPT - u nas się nazywało WT IP: 64.124.150.* 24.08.01, 14:32
                Jedno małe sprostowanie: Morenko miła na imię Jerzy. Sprawdziłem...
            • Gość: Andy Re: ZPT - u nas się nazywało WT IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 29.08.01, 19:25
              Morenko uczył jeszcze moją Mamę w LO nr 2, gdzie z resztą chodziła większość
              mojej rodziny. Mój wuj był nawet świadkiem epokowego wydarzenia w życiu
              Morenki - facet na jego lekcji przeczytał w gazecie, że wygrał swoją syrenkę na
              loterii. Wyobraźcie sobie radochę :)))))D
    • Gość: suchy2 Re: V LO - piszcie!!! IP: *.shaco.pl 19.08.01, 06:03
      A jak to było ?
      PO - dziadek płk. Wiśniewski co nam kazał w 1970 kuszę do Muzeum Pamięci
      zrobić , a potem pierdolną ją o szkarpę ,
      córka Dziadka też PO , nie wiem jak teraz zwana , u nas była to po prostu
      Szczęka ,
      GEGRA - Patyra nic nie pisze bo sie boje ,
      RUSKI - Marta Stanisławowna Puszczalska - pamiętacie , tak witaliśmy się z nią
      na każdej lekcji,
      ZACHA - co nam mierzył długość włosów i wywalał do fryzjera .....
      takie to były piękne czasy ....
      • Gość: jawal Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.01, 13:33
        Gość portalu: suchy2 napisał(a):

        > A jak to było ?
        > PO - dziadek płk. Wiśniewski co nam kazał w 1970 kuszę do Muzeum Pamięci
        > zrobić , a potem pierdolną ją o szkarpę ,
        > córka Dziadka też PO , nie wiem jak teraz zwana , u nas była to po prostu
        > Szczęka ,
        > GEGRA - Patyra nic nie pisze bo sie boje ,
        > RUSKI - Marta Stanisławowna Puszczalska - pamiętacie , tak witaliśmy się z nią
        > na każdej lekcji,
        > ZACHA - co nam mierzył długość włosów i wywalał do fryzjera .....
        > takie to były piękne czasy ....
        >


        taaaa...
        Zacha nie był już naszym dyrektorem - zastąpił go Król (i nazwisko, i zachowanie
        monarsze).
        Córkę Dziadka pamiętam - myśmy ją zwali Kobyła (też z racji pokrewieństwa z
        Gmochem :))))
        Kiedyś Kobyła postanowiła nam pokazać konstrukcję naboju do KBKS. Gdy rozwodziła
        się nad pociskiem, nasz kolega Waldi (zapalony chemik) wziął łuskę ze spłonką w
        obroty. Poskrobał spinaczem i huknęło. Kobyła zaliczyła padnij...
        Skończyło się niestety sprawdzianem (tematu nie pamiętam, ale wszystkie były
        beznadziejne).

        • Gość: Wojciech Re: V LO - piszcie!!! IP: *.kvarner.net 20.08.01, 10:17
          Za moich czasow PO uczyla Domanska. Ze wzgledu na fizjonomie rowniez mozna by
          ja nazwac Kobyla. Najbardziej zapadlo mi w pamiec jedno jej stwierdzenie, kiedy
          to na srodu klasy "piecdzesiatki" cala podniecona prezentowala rozne rodzaje
          masek p-gaz, na koniec wyciagnela jakis model z naroslami i oswiadczyla
          rozemocjonowana: "Ta maska jest inna od innych masek!". Niestety, nie bylem w
          stanie opanowac smiechu, a za mna ponioslo reszte klasy...

          Na tej lekcji rowniez goraco ja namawialismy, zeby pokazala nam, jak ubiera sie
          maske. Oczywiscie zeby pokazala na sobie, bo efekt koncowy, ze wzgledu na jej
          intensywny rozowy mikijaz wokol oczu, wzbudzal nasza ciekawosc. No i dopielismy
          swego... UFO przy tym to maly pikus... Cala klasa miala ubaw.
          • Gość: bury Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.uw.gov.pl 20.08.01, 14:32
            Słuchajcie -czemu nikt nic nie wspomni o dawnej siedzibie VLO. Gdzie to było i
            co tam teraz jest ???
            Dla mnie to zbyt odległe czasy - ale przecież nie zawsze było na ul. Ofiar
            Oświęcimia...
            • Gość: jawal Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 00:21
              Gość portalu: bury napisał(a):

              > Słuchajcie -czemu nikt nic nie wspomni o dawnej siedzibie VLO. Gdzie to było i
              > co tam teraz jest ???
              > Dla mnie to zbyt odległe czasy - ale przecież nie zawsze było na ul. Ofiar
              > Oświęcimia...

              To było na ul.Małopolskiej. Teraz jest tam chyba gimnazjum, lub szkoła podstawowa.
              Nie powiem więcej, bo nie wiem. Nawet dla mojej siostry to zbyt zamierzchłe czasy.
              Nie mogę też nic zacytować, bo pożyczyłem któremuś koleżce książkę wydaną z
              okazji 50-lecia PIĄTKI (a tam było trochę o starej siedzibie).
              Obiecuję coś napisać, kiedy tylko odzyskam przewodnik po starej "budzie"

              pozdrówko
              jawal
          • Gość: Darek W. Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 11:11
            Gość portalu: Wojciech napisał(a):

            > Za moich czasow PO uczyla Domanska. Ze wzgledu na fizjonomie rowniez mozna by
            > ja nazwac Kobyla...

            Witam.
            Spiesze wyjasnic, ze Pani Domanska i "Kobyla", to jedna i ta sama osoba. Wypada
            dodac, ze nazwisko przyjela po mezu... Edziu Domanskim. Tak, tak, wlasnie po
            slynnym Edziu od WT (wychowanie techniczne). Do "mezaliansu" doszlo o (ile dobrze
            pamietam) chyba w 1990 podczas przerwy wakacyjnej.
            A tak w ogole - lza sie w oku kreci..., kiedy czytam Wasze posty i przypominam
            sobie swoje lata spedzone w tej szkole (1988-1992).
            Obiecuje, ze wroce tu niedlugo i na pewno cos od siebie dodam.
            Wszystkich absolwentow V LO serdecznie pozdrawiam.
            • Gość: jawal Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 21.08.01, 11:58
              Gość portalu: Darek W. napisał(a):

              > Gość portalu: Wojciech napisał(a):
              >
              > > Za moich czasow PO uczyla Domanska. Ze wzgledu na fizjonomie rowniez mozna
              > by
              > > ja nazwac Kobyla...
              >
              > Witam.
              > Spiesze wyjasnic, ze Pani Domanska i "Kobyla", to jedna i ta sama osoba. Wypada
              >
              > dodac, ze nazwisko przyjela po mezu... Edziu Domanskim. Tak, tak, wlasnie po
              > slynnym Edziu od WT (wychowanie techniczne). Do "mezaliansu" doszlo o (ile dobr
              > ze
              > pamietam) chyba w 1990 podczas przerwy wakacyjnej.
              > A tak w ogole - lza sie w oku kreci..., kiedy czytam Wasze posty i przypominam
              > sobie swoje lata spedzone w tej szkole (1988-1992).
              > Obiecuje, ze wroce tu niedlugo i na pewno cos od siebie dodam.
              > Wszystkich absolwentow V LO serdecznie pozdrawiam.

              To jednak się stało!?
              Pamiętam, że Kobyła kręciła z Edziem już w 1979 roku.
              Trochę im się to narzeczeństwo przedłużyło ;)))

              pozdrówko
              jawal
            • Gość: piotrek Re: V LO - piszcie!!! IP: 10.10.129.* 21.08.01, 12:56
              Gość portalu: Darek W. napisał(a):

              > Gość portalu: Wojciech napisał(a):
              >
              > Witam.
              > Spiesze wyjasnic, ze Pani Domanska i "Kobyla", to jedna i ta sama osoba. Wypada
              >
              > dodac, ze nazwisko przyjela po mezu... Edziu Domanskim. Tak, tak, wlasnie po
              > slynnym Edziu od WT (wychowanie techniczne). Do "mezaliansu" doszlo o (ile dobr
              > ze
              > pamietam) chyba w 1990 podczas przerwy wakacyjnej.

              Coś mi się tu nie zgadza. Mnie również uczyła Domańska, a było to w latach 84-88. I już wtedy nosila takie
              nazwisko. Nie mogla zatem przejąć nazwiska w... 90 r. od gościa od WT. Tym bardziej, że jak słusznie
              przypomniał kaes gość od WT nazywał się Morenko. Trochę się w tym gubię... albo mi pamięć
              szwankuje.
              • Gość: wojtekk Re: V LO - piszcie!!! IP: *.kv.tu-harburg.de 29.08.01, 12:24
                nie gubisz sie koledze sie pomerdaly chyba daty
                w 90 od WT na pewno byl Morenko.
                a Domanska mnie PO nie uczyla w tym czasie mielismy Kapitana - oliwa nieziemska
                • Gość: Andy Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 29.08.01, 19:32
                  Facet nazywał się Fogiel albo Fogel i Zbychu mu było na imię. Pamiętam
                  opowieści gości z innej klasy z mojego rocznika, którzy byli z nim na biwaku.
                  Ponoc nie dość, że łoił, to jeszcze do panienek się zabierał, figlarz :)
                  • Gość: wojtekk Re: V LO - piszcie!!! IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 09:37
                    a co masz przeciwko mojej klasie:)
                    zawsze podawal z nami na biwaki juz w pierwszej klasie na biwaku nam zaimponowal
                    jest moze jeszcze ktos z rocznika 91
            • Gość: piotrek Re: V LO - piszcie!!! IP: 10.10.129.* 21.08.01, 13:04
              Gość portalu: Darek W. napisał(a):

              > Gość portalu: Wojciech napisał(a):
              >
              > Witam.
              > Spiesze wyjasnic, ze Pani Domanska i "Kobyla", to jedna i ta sama osoba. Wypada
              >
              > dodac, ze nazwisko przyjela po mezu... Edziu Domanskim. Tak, tak, wlasnie po
              > slynnym Edziu od WT (wychowanie techniczne). Do "mezaliansu" doszlo o (ile dobr
              > ze
              > pamietam) chyba w 1990 podczas przerwy wakacyjnej.

              Coś mi się tu nie zgadza. Mnie również uczyła Domańska, a było to w latach 84-88. I już wtedy nosila takie
              nazwisko. Nie mogla zatem przejąć nazwiska w... 90 r. od gościa od WT. Tym bardziej, że jak słusznie
              przypomniał kaes gość od WT nazywał się Morenko. Trochę się w tym gubię... albo mi pamięć
              szwankuje.
              • Gość: Darek W. Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 13:12
                Gość portalu: piotrek napisał(a):

                > Gość portalu: Darek W. napisał(a):
                >
                > > Gość portalu: Wojciech napisał(a):
                > >
                > > Witam.
                > > Spiesze wyjasnic, ze Pani Domanska i "Kobyla", to jedna i ta sama osoba. W
                > ypada
                > >
                > > dodac, ze nazwisko przyjela po mezu... Edziu Domanskim. Tak, tak, wlasnie
                > po
                > > slynnym Edziu od WT (wychowanie techniczne). Do "mezaliansu" doszlo o (ile
                > dobr
                > > ze
                > > pamietam) chyba w 1990 podczas przerwy wakacyjnej.
                >
                > Coś mi się tu nie zgadza. Mnie również uczyła Domańska, a było to w latach 84-8
                > 8. I już wtedy nosila takie
                > nazwisko. Nie mogla zatem przejąć nazwiska w... 90 r. od gościa od WT. Tym bard
                > ziej, że jak słusznie
                > przypomniał kaes gość od WT nazywał się Morenko. Trochę się w tym gubię... alb
                > o mi pamięć
                > szwankuje.

                PRZEPRASZAM WSZYSTKICH, ALE TO JA POPEŁNIŁEM BŁĄD I DODAŁEM PRZEZ POMYŁKĘ 10 LAT
                DO PRZODU (JAK TEN CZAS LECI). SŁUSZNIE, FAKT MIAŁ MIEJSCE W 1980 (NIE W 1990), A
                JA UCZĘSZCZAŁEM W LATACH 1978-1982.
                JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM, ALE CIĄGLE MI SIĘ WYDAJE, ŻE TO BYŁO TAK NIEDAWNO...
                • Gość: Wojciech Re: V LO - piszcie!!! IP: *.kvarner.net 21.08.01, 14:57
                  Kurcze, w ten oto sposob poznalem historie pani od PO. No, no... Za moich
                  czasow prawie na kazdej lekcji robila nam lament, ze cos tam jej ukradli z
                  magazynka (oczywiscie nie teraz, tylko kiedys), albo cos tam poniszczyli w
                  sali. No i nie mielismy strzelania....:-(
                  • Gość: suchy2 Re: V LO - piszcie!!! IP: 195.205.77.* 21.08.01, 17:42
                    Gość portalu: Wojciech napisał(a):


                    > No i nie mielismy strzelania....:-(
                    A myśmy mieli .
                    Jak to było...?
                    Zajęcia prowadził płk Wiśniowski . Strzelało się z kbks w szatni w piwnicy .
                    Dokładnie nie pamiętam ale strzelanie było chyba do chwili gdy później wyświęcony
                    kol. Adaś albo kol. Lorenc kładąc się do pozycji strzeleckiej wystrzelił w sufit.
                    Trenowaliśmy również rzut granatem (ćwiczebnym) ale tym razem z tyłu szkoły .
                    Tak to było ...

                  • Gość: Much Re: V LO - piszcie!!! IP: *.dsconsulting.com.pl / *.gazeta.pl 09.12.02, 08:16
                    Myśmy się w 1. klasie na kłódki do szafek składali, żeby
                    już nikt nic nie ukradł
                • Gość: rsad Re: V LO - piszcie!!! IP: *.pbks.pl 07.09.01, 14:02
                  Witam rówieśnika. Ja także uczęszczałem do piątki w latach 1978-82. Klasa mat-
                  fiz z angielski. Wychowawczyni i j. polski - Borkowska, matma - Król, fiza -
                  Prajsnar, historia - Gosławska, PO - Kobyła, WT - Edek, geografia - Patyra,
                  angielski - Połówka. Piękne czasy.

                  rsad
                  • Gość: rsad Re: V LO - piszcie!!! IP: *.pbks.pl 25.09.02, 17:19
                    Gość portalu: rsad napisał(a):

                    > Witam rówieśnika. Ja także uczęszczałem do piątki w latach 1978-82.
                    Chyba jednak jestem ciut młodszy 1979-83 (teszta bez zmian)

                    > Klasa mat-
                    > fiz z angielski. Wychowawczyni i j. polski - Borkowska, matma - Król, fiza -
                    > Prajsnar, historia - Gosławska, PO - Kobyła, WT - Edek, geografia - Patyra,
                    > angielski - Połówka. Piękne czasy.
                    >
                    > rsad

                    rsad
                • Gość: wojtek_w Re: V LO - piszcie!!! IP: *.client.attbi.com 12.02.02, 18:39
                  Darek - pozdrowienia :) Pamiec juz nie ta - odwiedz strone Sochy to Ci sie
                  odswiezy
                  Wojtek
        • Gość: Rafał Re: V LO - piszcie!!! IP: 217.153.6.* 30.08.01, 11:17
          Opis "Kobyły" pasuje do wizerunku mojej oprawczyni. Jak się nazywa(ła)? Dzięki.
        • Gość: Rafał Re: V LO - piszcie!!! IP: 217.153.6.* 30.08.01, 12:11
          Przepraszam, znalazłem już niżej. Pani Domańska, nasza lokalna G.I.Jane!
          • Gość: jawal Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 12:38
            Gość portalu: Rafał napisał(a):

            > Przepraszam, znalazłem już niżej. Pani Domańska, nasza lokalna G.I.Jane!

            Tylko pióra miała za długie ;)
            • Gość: Rafał Re: V LO - piszcie!!! IP: 217.153.6.* 31.08.01, 09:04
              Gość portalu: jawal napisał(a):

              > > Przepraszam, znalazłem już niżej. Pani Domańska, nasza lokalna G.I.Jane!
              > Tylko pióra miała za długie ;)
              :-)
              Dokładny obserwator znalazłby chyba jeszcze kilka różnic, ale nie wdawajmy się w
              szczegóły ;-)
      • Gość: st Re: V LO - piszcie!!! IP: *.family4.net 23.08.01, 20:37
      • Gość: st Re: V LO - piszcie!!! IP: *.family4.net 23.08.01, 20:42
        1.A czy ktoś pamięta ś.p. profesora Imiałka od historii?\
        2. Pani Patyra miała ksywę "Pantera".
        3. Zacha był przed Królem. Podobno "zachwyt" to jest chwyt Zachy. Jeśli ktoś
        pamięta o tym, to niyech się odezwie. Król na przerwach wpadał do toalety i
        łapał pierwszego z papierosami, bo Jemu akurat zabrakło.
    • Gość: Wojciech Goslawska-cd. IP: *.kvarner.net 22.08.01, 09:40
      Jesli chodzi o historyjki z Goslawska, to najbardziej chyba podobalo mi sie,
      jak w czasie lekcji o sytuacji w Korei w latach piecdziesiatych oswiadczyla
      znienadzka (w stylu, ktory tylko ona umiala, tak lekko pod nosem...): "A juz
      niedlugo to komunizm bedzie w calej Korei, w calej! Widzicie co sie dzieje!"

      Takie wnioski wyciagnal madry i doswiadczony pedagog renomowanego
      szczecinskiego liceum z kryzysu ekonomicznego w Korei Pd. I postanowil
      podzielic sie nimi ze swoimi uczniami...
      • Gość: Syla inni bohaterowie tej samej bajki IP: *.bham.ac.uk 22.08.01, 13:33
        az sie cieplo na sercu robi, ze dyskusja o latach spedzonych a piatce tak sie
        zywo toczy... mature zdawalam w 1995r. za czasow oslawionej prof. Nowak-
        Stelmaszczykowej, niezapomnianej prof. Zochowskiej (''chlopie, nie mamy ze soba
        o czym rozmawiac'', ''autentycznie'', czy ''a teraz zadanko i zabawa'') - wiele lez
        wylalam nad matematyka, ale jestem dozgonnie wdzieczna za to, ze cenila ciezka
        prace... nawet jesli nie zawsze wychodzilo... a prof. Weckwerth (Jezu, jak to
        sie pisalo, to byla w koncu moja wychowawczyni)... toz to istna legenda... a
        pamietacie Motylewska od biologii? z Kazia tez mialam fize i pamietam te
        swastyki w oczach u kazdego przed gabinetem... a w Dzikim Ryju to sie pare
        dziewczyn notorycznie podkochiwalo, pamietacie cos jeszcze???
        • Gość: Wojciech Zochowska IP: *.kvarner.net 22.08.01, 14:31
          Zochowska: "Siadaj chlopie, nie masz zielonego pojecia. Jedynka" - wszystko z
          usmiechem na ustach.

          Rownie czeste powiedzenie Zochowskiej: "Wyciagnijcie wnioski." Ale jak pewnego
          razu na dzien wagarowicza na scianie obok gabinetu pojawil sie wierszyk na ten
          temat, przestala tak mowic. A szkoda...

          A kto pamieta slynne "Funkcja jest rosnaca w kazdym z przedziaLOW" z silnym
          akcentem na ostatnia sylabe?

          "No dobrze, kto nie odrobil zadanka domowego, raczka do gory?"

          "A teraz zadanko z kruczkiem. Szukam ochotnikow..."

          "Ja pracowalam caly rok, a wy...? Nie bedzie zadnych dogrywek." I tak zawsze
          byly, bo ta kobieta miala golebie serce.

          "Marta, powiedz mi, co wedlug ciebie znaczy "glupia liczba"" - to bylo tylko
          raz, dziewczynie wyszla w zadaniu glupia liczba i dotarlo to do Zochowskiej.

          "A co by bylo, gdybym ja tak pisala na tablicy?" - do osob nie zachowujacych
          wymaganej starannosci oraz kolejnosci zapelniania miejsca na tablicy (zawsze od
          gory z lewej strony).

          "Oo, a coz to za arcydzielo?" - to o dziwnie wygladajacych zadaniach lub
          figurach geometrycznych.

          Do ucznia, ktory powiedzial cala definicje/twierdzenie, ktore to Zochowska
          wysluchala w calosci lekko sie przy tym usmiechajac, kiedy uczen skonczyl juz
          mowic: "Co nie jest prawda." Ostatni wyraz ma byc w narzedniku (tzn. [om] na
          koncu, ale nie mam polskich czcionek)

          Najlepsza nauczycielka jaka w zyciu spotkalem. Serio. Tyle serca wkladala
          zawsze w tlumaczenie nowego zagadnienia, ta gestykulacja, sinus przesuwamy
          o "pi drugich" w kierunku okna, itd. A ile ja sie nasmialem na matmie z powodu
          tych tekstow... Chcialbym jeszcze kiedys znalezc sie na matmie prowadzonej
          przez Zochowska, moze powinni zorganizowac jakies lekcje dla absolwentow..?

          Jesli ktos jeszcze pamieta jakies teksty Zochowskiej, niech je czym predzej TU
          opisze. Na razie!
          • Gość: bury Re: Zochowska IP: 216.104.228.* 23.08.01, 09:46
            Wojtku - zapomniałeś chyba o najbardziej charakterystycznym powiedzonku p.
            Żochowskiej: "... zawsze na korzyść ucznia ...".
            Cóż moje zdanie jest takie - to był w moich czasach najelpszy nauczyciel w VLO.
            O ile mi zresztą wiadomo, ma ona za sobą karierę naukową na uczelni - co wiele
            wyjasnia.
            Rzecz którą nie mozna jej zarzucić, to chorobliwe wręcz dążenie do obiektywnego
            oceniania. Taka histiryjka która dobrze to oddaje:
            w moich czasch skala ocen wahała się w przedziale zamknetym od 2 do 5.
            Matematyk ze mnie był nie najgorszy ale ... niechlujny - tu zgubiłem plus a tam
            znowu minus. W sumie przez 3 lata moje oceny na klasówkach to 2 lub 3 lub 3+.
            Przyzwyczaiłem się i nie mam bynajmniej o to pretensji. Ale pewnego razu
            zrobiłem wszystko, a wyniki poszczególnych zadań się zgadzały. Przyznaję 1 z
            pieciu zadań - a własciwie rozwiązanie przewaliłem żywcem z książki na ściągę
            a z tej pomocy naukowej na klasówce. Z niecierpliwoscią oczekiwałem na wyniki -
            tj 2 lub 3. I co dostałem??? - nigdy nie zgadniecie: dostałem bowiem "cztery
            plus z ... plusem". Wszystko było dobrze ale jedno z zadcań byoł tak samo jak w
            książce. Żochowska spytała mnie tylko czyściągałem z książki a ja zgodnie z
            prawdą mogłem odpowiedzieć że z KSIĄŻKI nie ściągałem... To przecież akurat
            była prawda. Ale takiej oceny nie dostałem już nigdy później. Choć wklasie
            maturalnej zdarzyła mi się nawet "5" z klasówki co prawie skłoniło Żochowską do
            odpytywania mnie na lepszą ocenę na koniec roku. Wtedy jednak się z tego
            wykręciłęm bo moje drogi z matemetyką na zawsze się rozchodziły.
            Mogę tylko powiedzieć na jej temet jedno: świetny nauczyciel i fachowiec a przy
            tym uczciwy cżłowiek.
            p. Żochowska to chluba VLO... O ile Kazia jest spektakularnym obiektem
            rozwarzań - to jednak prawdziwe oblicze naszej szkoły tworzyły takie osoby jak
            p. Żochowska. W tym przypadku bez zarzenowania stawiam to "p." przed nazwiskiem
            • Gość: Wojciech Re: Zochowska IP: *.kvarner.net 23.08.01, 10:05
              Fakt, przypomnialem sobie. Jak przychodzil dzin rozdania klasowek, Zochowska
              przychodzila, siadala, itp. formalnosci z poczatku lekcji, po czym
              obwieszczala: "Sluchajcie druga de, praca klasowa wypadla BEZNADZIEJNIE". Po
              czym przystepowala do szczegolowego prezentowania punktacji na tablicy, przy
              kazdej ocenie demonstrujac, ze tu granica powinna byc taka (wiadomo, procenty),
              ale ona naciagnela, i wystarczy miec tyle a tyle punktow "z plusem" zeby dostac
              ta ocene. "Na korzysc ucznia". Swiete slowa.

              Smiac mi sie chcialo, jak na maturze kolega rabnal sie w sumie katow w
              trojkacie i napisal 360 zamiast 180. Nie uzywal tego nigdzie dalej w zadaniu,
              ale blad byl blad, mogl spowodowac obnizenie oceny za zadanie. Przy wrednej
              nauczycielce. A co zrobila Zochowska? Napisala komentarz: "Uczen musial sie
              pomylic, bo nie wierze, zeby nie wiedzial." I nie obnizyla. Cala Zochowska...

              P.s.: A musicie wiedziec, ze za moich czasow nauczyciele mieli scisle wytyczne
              z kuratorium jak oceniac zadania na maturze. Nie bylo wiec to takie proste...
              • Gość: bury Re: Zochowska IP: 64.124.150.* 23.08.01, 13:04
                Było tak jak piszesz...
                Stare dobre czasy. Im dalej - tym więcej żywię dla tej kobiety szacunku. Tak na
                marginesie - w moim roczniku wszyscy zdali maturę pisemną poza jednym
                człowiekiem który widząc pytania z matematyki po prostu wstał i uciekł w
                popłochu - dystansując w sprincie pilnujacych wejścia rodziców którzy starali
                się powstrzymać desperata. Ale to nie zmienia faktu, iż taki wynik jak
                najlepiej świadczy o naszych nauczycielach.

                P.s. Długo się zastanawiałem nad jakąś zabawną historią u p. Żochowskiej na
                lekcji i przypomniałem sobie. Pewnego razu siedziałem i z utęsknieniem czekałem
                na dzwonek. Z tego też powodu zerknąłem na zegarek mojej koleznaki z ławki. Po
                pierwszym jednak spojrzeniu musiałem powtórzyć to kilkukrotnie. Zegarek a
                właściwie wskazówka sekundnika poruszała się bowiem w prawo (= do tyłu!!!)
                Widząc to wybuchłem śmiechem.
                "Co się tak śmiejesz ???"
                "Bo Koleżance idzie zegarek do tyłu !!!" Oczekiwałem uśmiechu z jej strony.
                "no ico z tego - nie ma w tym nic śmiesznego, skup się lepiej na zadaniu ..."
                TAK TO BYŁA KOBIETA. Do dzisiaj nie wiem czy śmiała się ale tylko w duchu - czy
                też naprawdę sytuacja nie była dla niej zabawna.
                • Gość: Wojciech Re: Zochowska IP: *.kvarner.net 23.08.01, 15:38
                  Jeszcze jedna historyjka z matury.

                  Bylismy profilem matematycznym, ale zadania na maturze mielismy takie same jak
                  ogolny, tylko inna punktacje. Bylo zadanie z przebiegiem zmiennosci funkcji,
                  proste, ale przy liczeniu drugiej pochodnej zaczynaly wychodzic niezle jaja, bo
                  wielomian nie mial calkowitych pierwiastkow, tylko jakies niewymierne. Zadanie
                  nie bylo przeznaczone do liczenia ta metoda, nalezalo poprzestac na pierwszej
                  pochodnej, bo profil ogolny tylko tyle umial, a madrzy panowie z kuratorium nie
                  uprzedzili nas o tym. Poszla wiec po sali ploty, ze drugirj pochodnej nie
                  trzeba liczyc. Postanowilem sie upewnic i poszedlem zapytac sie Zochowskiej,
                  nipy przy okazji brania kartki (nie byla mi wcale potrzebna).
                  - Pani profesor, czy w pierwszym zadaniu trzeba liczyc druga pochodna? Bo nie
                  wychodzi.
                  Na to Zochowska, lekko sie usmiechajac:
                  - Wojtek, ja nie moge ci powiedziec, co trzeba liczyc, a co nie trzeba, bo
                  potem zrobisz cos zle i powiesz "Zochowska mi tak powiedziala".
                  Kiedy juz nieco zrezygnowany z powodu niezbyt wyczerpujacej odpowiedzi
                  zbieralem sie do odejscia, dodala po chwili:
                  - Ale moge ci powiedziec, ze gdybym ja liczyla to zadanie, to drugiej pochodnej
                  bym nie liczyla...

                  Cala Zochowska!

                  A ha, przypomnialo mi sie jeszcze jedno powiedzonko. Zawsze przed podyktowaniem
                  zadan na sprawdzianie, podlamana naszymi wczesniejszymi wynikami,
                  oswiadczala: "Zadania sa elementarne". Po czym prezentowala jakas zapisana
                  kartke mowiac przy tym: "Rozwiazanie wszystkich zadan zajelo mi TYLE". A mi i
                  tak zawsze bylo za malo czasu...
              • Gość: Rafał Re: Zochowska IP: 217.153.6.* 30.08.01, 10:56
                Gratuluję kolejnej świetnej nauczycielki matematyki! Rozumiem, że o trąkącie na
                maturze opowiada legenda...
                A swoją drogą musimy uważać, żeby z tymi wspomnieniami się nie zagalopować.
                Będą je czytać nie tylko absolwenci.
          • Gość: Much Re: Zochowska IP: *.dsconsulting.com.pl / *.gazeta.pl 09.12.02, 08:21
            Gość portalu: Wojciech napisał(a):

            > Rownie czeste powiedzenie Zochowskiej: "Wyciagnijcie
            wnioski." Ale jak pewnego
            > razu na dzien wagarowicza na scianie obok gabinetu
            pojawil sie wierszyk na ten
            > temat, przestala tak mowic. A szkoda...

            Za moich czasów (matura 1997 tak mówiła) :-)

            Moja wychowawczyni.
            1000% sentymentu. dzięki Niej przez prawie całą atmę na
            studiach wszystkow iedziałem :-)

            > A kto pamieta slynne "Funkcja jest rosnaca w kazdym z
            przedziaLOW" z silnym
            > akcentem na ostatnia sylabe?

            I jeszcze kombinatorkę :-) bez "y" w ostatniej sylabie.
            >

            >
            > Najlepsza nauczycielka jaka w zyciu spotkalem. Serio.
            Tyle serca wkladala
            > zawsze w tlumaczenie nowego zagadnienia, ta
            gestykulacja, sinus przesuwamy
            > o "pi drugich" w kierunku okna, itd. A ile ja sie
            nasmialem na matmie z powodu
            > tych tekstow... Chcialbym jeszcze kiedys znalezc sie na
            matmie prowadzonej
            > przez Zochowska, moze powinni zorganizowac jakies
            lekcje dla absolwentow..?

            Koniecznie :-)
            Dla mnie ideał nauczyciela.

            Pawel
        • Gość: mada Re: inni bohaterowie tej samej bajki IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.01, 19:04
          Dorzucam garsc wspomnien- tez sie zawsze zastanawialismy czy nie zakosic
          Goslawskiej zeszytu, ale bardzo go pilnowala. Z Domanska (super kobieta)
          ogladalysmy na PO Niewolnice Izaure- powtarzali to rano. Morence odtwarzalismy
          dzwiek dzwonka nagrany na tasmie magnetofonowej- nie orientowal sie w porach
          dzwonienia (albo nie chcial), raz tez odglos spuszczanej wody w WC. Filipek
          rzeczywiscie sie czerwienil, szczegolnie gdy puscilismy po klasie kartke z
          tekstem: kto kochal sie dzis w nocy niech sie usmiechnie (oczywiscie mial ten
          liscik zabrac i przeczytac, mozna bylo na niego liczyc) -gosc bardzo w porzadku.
          Dziki Ryj mial tez ksywe Kozakiewicz, pamietacie? A Krolowa na biologii mowila,
          ze gesie to dobre latawce.
          Ludzie, gdzie te czasy?

          • Gość: jawal Re: inni bohaterowie tej samej bajki IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.01, 00:26
            Gość portalu: mada napisał(a):

            > Dorzucam garsc wspomnien- tez sie zawsze zastanawialismy czy nie zakosic
            > Goslawskiej zeszytu, ale bardzo go pilnowala. Z Domanska (super kobieta)
            > ogladalysmy na PO Niewolnice Izaure- powtarzali to rano. Morence odtwarzalismy
            >
            > dzwiek dzwonka nagrany na tasmie magnetofonowej- nie orientowal sie w porach
            > dzwonienia (albo nie chcial), raz tez odglos spuszczanej wody w WC. Filipek
            > rzeczywiscie sie czerwienil, szczegolnie gdy puscilismy po klasie kartke z
            > tekstem: kto kochal sie dzis w nocy niech sie usmiechnie (oczywiscie mial ten
            > liscik zabrac i przeczytac, mozna bylo na niego liczyc) -gosc bardzo w porzadku
            > .
            > Dziki Ryj mial tez ksywe Kozakiewicz, pamietacie? A Krolowa na biologii mowila,
            >
            > ze gesie to dobre latawce.
            > Ludzie, gdzie te czasy?
            >
            Dźwięk spuszczanej wody w kiblu (ponoć z lewej toalety na piętrze - jak zaklinał
            się autor nagrania) został wyemitowany już w 1980 roku na studniówce w skeczu
            pt. "Jak spędzać przerwy w V LO", (moze był inny, ale i tak już nikt z naszego
            rocznika nie ma takiej pamięci :)))))
            Strasznie sie wtedy spienił Król (nasz dyro), który miał w zwyczaju robić naloty
            w kibelkach i łapać palaczy.
            Do legendy przeszła słynna odzywka kolesia zajętego paleniem i klepniętego w
            plecy przez Króla:
            -"Masz pojarać, tylko nie przeciągnij"

            pozdr

    • Gość: suchy2 Re: V LO - piszcie!!! IP: 195.205.77.* 24.08.01, 11:43
      Jak to było ..............
      Pojechaliśmy na wykopki , pamiętam , z klasą "a" humanistyczną
      same dziewczyny , eh jak to było . Jedno pamiętam Polska -Walia ale wyniku już
      nie.Pozdro.
    • Gość: bury Re: V LO - piszcie!!! IP: 64.124.150.* 24.08.01, 14:36
      Sprawdziłem : dawna siedziba VLO była przy ul. Małopolskiej 22 = czerwony
      budynek obok Domu Rybaka, niedaleko Wałów Chrobrego. podobno pod koniec lat 80-
      tych V miła wrócić na star miejsce ale się nie udało. Trochę szkoda, ale z
      drugiej strony miałbym dalej...
      • Gość: suchy2 Re: V LO - piszcie!!! IP: 195.205.77.* 24.08.01, 17:38
        Jak to było...................
        Lekcja PO , Dziadek z pożółknietymi zębaaami demonstruje nam udzielanie
        pierwszej pomocy w nagłych wypadkach , najsampierw metoda ust-usta i już
        wszyscy spierdolili a ci zostali zdrowi są do tej pory. Andy potwierdź. nie?
    • Gość: Andy Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.08.01, 23:28
      A propos sporów pomiędzy Kazią i Galusem.

      Chodziłem do jednej klasy z gościem, który był wielką nadzieją Henia na
      zwyciestwo w olimpiadzie fizycznej (wygrał takową w szkole podstawowej i
      zanosiło się od pierwszej klasy, że powtórzy ten sukces w szkole średniej).
      Pech w tym, że kółko fizyczne dla klas pierwszych i drugich prowadziła Kazia,
      zaś Heniu dopiero zaczynał pracę w V LO (przeniósł się z IV LO). Po paru
      tygodniach niepewności i stresu o ulubionego ucznia Heniu nie zdzierżył i
      zagadnął "Po co ty Marcin do tej Kazi na kółko chodzisz? Jeszcze się od niej
      nieuctwem zarazisz".

      Zdajecie sobie sprawę z tego, że nic tak nie cieszyło naszych uszu jak
      odpowiedzi Henia na często zadawane pytanie: "Panie psorze! A kto się zna
      lepiej na fizyce - pan psor, czy Kazia?".

      Pozdro i dzięki za uruchomienie tego wątku.
      • Gość: Wojciech Re: V LO - piszcie!!! IP: *.kvarner.net 27.08.01, 11:01
        >"Panie psorze! A kto się zna
        > lepiej na fizyce - pan psor, czy Kazia?".
        ===============================================

        No i jaka byla ta odpowiedz???

        Co do Galusa, to w skrypcie do laboratorium z fizyki Rewaja na Polibudzie
        Szczecinskiej sa rozdzialy autorstwa Henia Galusa, a wiec rzeczywiscie byl tam
        pracownikiem naukowym. Tylko za co go wywalili? Sa dwie wersje:
        1) Za picie,
        2) Za przekonania polityczne.

        Znajac paru wykladowcow z P.S. pierwsza wersje uwazam za malo prawdopodobna...


        • Gość: Andy Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 27.08.01, 18:27
          Heniu pracował w Instytucie Fizyki, a później na WBiA jako pracownik techniczny.
          Po paru latach, na fali redukcji etatów nie związanych z dydaktyką, przeszedł do
          pracy w oświacie. I to by było na tyle, jeśli chodzi o tę legendę "piątkową".
          Pozdro.
          • Gość: suchy2 Re: V LO - piszcie!!! IP: 195.205.77.* 28.08.01, 10:10
            jak to było .............?
            Klasówka na astronomii (mieliście taki przedmiot ?) , prof. Gelbert ostro
            pilnuje , jeden z kolegów ukradkiem spogląda cały czas na lewą rękę i dalej
            pisze. Gelbert cichaczem zaszedł go od tyłu , złapał za rękę - pokaż co tam
            masz ?! A tam napisane było - A co myślałeś , że ja ściągam ?
            Tak to było...
            • Gość: Andy Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 28.08.01, 10:18
              Piękne. Aż żal, że sam na to nie wpadłem. Pozdro.
      • Gość: wojtekk Re: V LO - piszcie!!! IP: *.kv.tu-harburg.de 29.08.01, 12:36
        ja zapoczatkowalem zwalnianie sie u henia z odpowiedzi na zwolnienie od
        okulisty. pozniej pamietam ze chodzily nawet zwolnienia od ginekolaga itp. ale
        henio zczail i po pewnym czasie nie lykal zartu:)
        Andy a pamietasz akcje w maturalnej klasie z kluczem?
        • Gość: Andy Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 29.08.01, 19:44
          Jeśli chodzi o klucz, to pamiętam tylko jak Heniu miotał się po dzwonku po całej
          klasie w poszukiwaniu tego narzędzia. Do klasyki przeszła opowieść o tym, jak
          dwie panienki z mojej klasy przywiązały Heniowi klucz do biurka nitką powstałą ze
          sprutej opaski do włosów. A że nitka była długa biedak zorientował się w czym
          rzecz dopiero po opuszczeniu klasy (naraz, ni z tego ni z owego nitka się
          skończyła).

          Natomiest jeśli chodzi o zwolnienia od okulisty to piękne podziękowania po latach
          za poddanie pomysłu - w mojej klasie korzystaliśmy z usług ojca koleżanki,
          znanego w Szczecinie ginekologa. No to na tyle...
          • Gość: wojtekk Re: V LO - piszcie!!! IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 10:15
            z tym okulista to calkiem przez przypadek sam mi zaproponowal takie
            rozwiazanie, po tym jak mi kazal przez tydzie jakims swinstwem zakrapiac oczy.
            ja mu powiedzialem ze mam klasowke a on ze mi napisze usprawiedliwienie i tak
            sie zaczelo.
    • Gość: skuter Re: V LO - piszcie!!! IP: 192.168.0.* / *.unregistered.formus.pl 28.08.01, 14:15
      Prosze, prosze. Ja na urlopie a tu taki ciekawy watek.

      1) Pierwsze zajecia z naszym wychowawca i pada pierwsze nasze pytanie:
      - Czy bedziemy mieli z pania Patyra????

      - Nie

      - Huraaaaaaa!!!!!

      O ile wiem Patyra uczyla potem jeszcze w plastyku.

      2) Moje pierwsze zetkniecie z Goslawska. Wstaje zeby sie zglosic przy
      sprawdzaniu obecnosci i wita mnie wrzask:
      A TY „X” GDZIE MASZ TARCZE????!!!! SZKOLY SIE WSTYDZISZ???!!!

      Lekcja na temat II WS w Afryce: eeee tam byla taka droga hehehe , i oni sie
      tam hehehe... ganiali, raz Niemcy hehehe Anglikow w jedna strone, potem Anglicy
      Niemcow ...hehehe... w druga....

      Ruch oporu we Francji: noooo wiec de Gaule mial .....hehehe radio i sobie
      przez to radio hehehe.... gadal i tak wygladal hihihihi ruch oporu we Francji
      hehehe...

      Za moich czasow nie bylo oficjalnego podrecznika do ostatniej klasy, ja mialem
      jakis potwornie stary „nieaktualny”. Kiedys na zajeciach gdy Goslawska czytala
      lekcje ze swojego zeszyciku ja podkreslalem sobie w ksiazce zdania czytane
      przez pania psor. Miala w swoim „zrodle” zywcem przepisana ksiazke.

      Bylbym zapomnial o najwazniejszym: „historii nie nalezy uczyc sie na pamiec”
      ale „praca z historii bez dat to nie jest praca z historii”

      3) widzieliscie jak Edek wsiadal do swojej SYRENY??
      Podchodzil do lewych drzwi, cos przy nich grzebal, nastepnie obchodzil samochod
      dookola, otwieral drzwi prawe, wsiadal, od srodka odblokowywal lewe, wysiadal,
      obchodzil samochod dookola i spokojnie z kulturka wreszcie wsiadal do swojej
      limuzyny jak pan Bog przykazal przez drzwi lewe.

      4) Polski z Kasperska (Kacperska?). Kolega staral sie w pocie czola udowodnic,
      ze jednak przeczytal lekturke.
      „Ja napraaawde czytaaaalem! Niech mnie pani jeszcze o cos zapyta”
      Dorotka byla litosciwa, wiec dala mu jeszcze jedna szanse zadajac proste
      pytanie „Jakie oczy mial Konrad Wallenrod?”
      Potem jeszcze polskiego uczyla nas Czernis, ktorej PAN WOZNY nie chcial
      wpuszczac do szkoly wejsciem dla nauczycieli, bo nie wygladala mu na
      nauczycielke.

      5) Widze, ze ktos byl w piatce w moich czasach: tez pamietam numer z hasłami na
      scianach i dzieki temu dzien wolny:)
      Byl jeszcze jeden dowcip charakterystyczny dla tamtych lat: na pochod 1 majowy
      dziewczyny przyszly ubrane na czarno. Potem byla niezla zadymka.
      A pochod był „nieobowiazkowy, ale wszyscy przyjsc musza” (Kazia)

      6) Wszystkim wielbicielom Kazi chcialbym powiedziec, ze byla moja
      wychowawczynia. Wyrazy wspolczucia mile widziane :). Choc na lekcjach
      wychowawczych nie bylo zle, jak dostalem lufe z dyktanda to Kazia potem mnie
      przepytywala z ortografii :)) pamietam do dzis, ze duzo czasu poswiecilismy
      wyrazom „helm” i „Chełm” choc do dzis nie wioem jak to sie pisze:). Ale i tak
      nie bylem wtedy najgorszy bo przycmil mnie kolega, ktory napisal „rze”.

      Jedno musze jej przyznac: na maturze Kazia pomagala.

      Zeszyt pomocniczy miala nie tylko Goslawska, rowniez Kazia wszystkie zadania
      miala rozwiazane w zeszycie i biada temu kto smial rozwiazac zadanie inna
      metoda niz bylo w kajeciku.

      7) pani Wisniewska (?) od ruskiego oskarzala nas, ze chodzimy na papierosa na
      przerwach „bo ona wszystko widzi ze swego gabinetu”, niestety trafiala ze swymi
      oskarzeniami akurat w tych, ktorzy nie palili -
      w rzeczywistosci chodzilismy na piwo:) (kto pamieta, ze kupienie w tamtych
      czasach piwa to byla sztuka:(()

      8) Z dzikim ryjem tez mialem, z naczelnym komunista piatki Gierczakiem rowniez,
      z ciekawszych postaci byla jeszcze Weckwerth (?) od chemii (na szczescie rzadko
      przychodzila do szkoly)

      A glowne obrazki jakie pamietam ze szkoly to WF na 7, szturm na stolowke i
      bitwy do ostatniego guzika w szatni.
      • Gość: Wojciech Re: V LO - piszcie!!! IP: *.kvarner.net 28.08.01, 16:10

        > 4) Polski z Kasperska (Kacperska?). Kolega staral sie w pocie czola udowodnic,
        > ze jednak przeczytal lekturke.
        > „Ja napraaawde czytaaaalem! Niech mnie pani jeszcze o cos zapyta”
        > Dorotka byla litosciwa, wiec dala mu jeszcze jedna szanse zadajac proste
        > pytanie „Jakie oczy mial Konrad Wallenrod?”
        =============================================================================
        Taak, Kacperska lubila "proste" pytania o lektury. A czy za twoich czasow tez
        miala sklepik? Bo za moich tak, ciagle do niego ganiala na okienkach, w zwiazku z
        tym spozniala sie na lekcje. Ni ukrywam, ze zawsze na to liczylismy.

        Dosc zabawna byla sytuacja, kiedy jeszcze nie wiedzielismy o istnieniu jej
        sklepiku CITO, i poszlismy sobie odkserowac cos tam do najblizszego wtedy ksero,
        bo to jeszcze blizsze wlasnie zamkneli. Jakiez bylo nasze zdumienie, gdy przy
        obsludze ksero zobaczylismy nasza pania profesor! W pierwszej chwili nie
        wiedzielismy co powiedziec.
        ================================================================================
        > 6) Wszystkim wielbicielom Kazi chcialbym powiedziec, ze byla moja
        > wychowawczynia. Wyrazy wspolczucia mile widziane :). Choc na lekcjach
        > wychowawczych nie bylo zle, jak dostalem lufe z dyktanda to Kazia potem mnie
        > przepytywala z ortografii :)) > Jedno musze jej przyznac: na maturze Kazia
        pomagala.
        ====================================
        Za moich czasow klasa ktorej Kazia byla wychowawczynia raczej na nia nie
        narzekala jako na wychowawce.
        ====================================
        >
        > 8) Z dzikim ryjem tez mialem, z naczelnym komunista piatki Gierczakiem rowniez,
        >
        > z ciekawszych postaci byla jeszcze Weckwerth (?) od chemii (na szczescie rzadko
        >
        > przychodzila do szkoly)
        >
        ==================================
        Tez mialem chemie z Weckwerth, najnudniejsza chemia jaka mozna sobie wyobrazic.
        Podobno kobieta miala uczulenie na chemikalia, ale my przez to przez cala szkole
        srednia ZERO doswiadczen. Jak raz mielismy zastepstwo z Kapuscinskim, to byla to
        zupelnie inna chemia.
        ==================================
        > A glowne obrazki jakie pamietam ze szkoly to WF na 7, szturm na stolowke i
        > bitwy do ostatniego guzika w szatni.

        ===================================
        Ja pamietam to samo... W tej stolowce nigdy nie bylo miejsca. A WF na siodma
        najlepszy byl w zimie: ciemno na dworze, na sali prawie mroz, wszyscy zaspani i
        pelni entuzjazmu do sportu.

        Pozdrowienia dla "nowego" :))))
        • Gość: jawal Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 28.08.01, 18:20
          Gość portalu: Wojciech napisał(a):


          > Tez mialem chemie z Weckwerth, najnudniejsza chemia jaka mozna sobie wyobrazic.
          >
          > Podobno kobieta miala uczulenie na chemikalia, ale my przez to przez cala szkol
          > e
          > srednia ZERO doswiadczen. Jak raz mielismy zastepstwo z Kapuscinskim, to byla t
          > o
          > zupelnie inna chemia.

          nie czy Weckwerth miała uczulenie na chemikalia, ale na pewno miała na szalonych
          chemików. Kiedyś prowadziła nawet kółko chemiczne, ale jej przeszło, jak nasz
          koleżka odpalił bliżej nieznaną substancję w wyciągu na zapleczu tak, że połowa
          szyb z niego prysnęła.

          pozdro
        • Gość: skuter Re: V LO - piszcie!!! IP: 192.168.0.* / *.unregistered.formus.pl 29.08.01, 08:07
          Gość portalu: Wojciech napisał(a):


          > =============================================================================
          > Taak, Kacperska lubila "proste" pytania o lektury. A czy za twoich czasow tez
          > miala sklepik? Bo za moich tak, ciagle do niego ganiala na okienkach, w zwiazku
          > z
          > tym spozniala sie na lekcje. Ni ukrywam, ze zawsze na to liczylismy.

          jesli dobrze pamietam to wlasnie wtedy gdy zaczela zabawe w sklep nam
          przydzielono inna polonistke, ewentualnie zaczela prowadzic sklep akurat wtedy
          gdy ja skonczylem szkole


          > Tez mialem chemie z Weckwerth,

          na koniec szkoly Kazia kazala nam ocenic wszystkich nauczycieli
          wszyscy oczywiscie Kazie ocenili na bdb (nie bylo innego wyjscia:)
          za to Weckwerth dostala noty katastrofalne



          • Gość: piotrek Re: V LO - piszcie!!! IP: 10.10.129.* 29.08.01, 14:10
            Od chemii był jeszcze jeden gość, niezbyt długo - nazywal się Lasocki. Stosowal metody uczelniane -
            wszelkie klasowki i kartkówki na ndst trzeba było zaliczać i to najczęściej zapraszał do pobliskiej
            budowlanki, gdzie niekiedy robił nam nawet lekcje.
            • Gość: Andy Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 29.08.01, 19:17
              Na lekcje z Lasockim nie zdążyłem się już załapać, ale znam gościa z innej
              beczki. Poza tym, że nadal uczy chemii w Budowlance, jest bardzo znanym w
              szczecińskim "światku" brydżystą. Z opowieści o nim słyszałem tylko, że podczas
              klasówek w sali chemicznej chodził między ławkami napodwyższeniu, w którym
              umocowane były zlewy (nie wiem, czy jeszcze pamiętacie geogragfie tamtej sali,
              bodajże o numerze 14?). Pzdr.
              • Gość: wojtekk Re: V LO - piszcie!!! IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 10:21
                a jak lekcje z lichosikiem?
                • Gość: Andy Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 14:24
                  Facet rzucił mnie w pierwszej klasie na kolana - należałem w mojej klasie do 3-
                  osobowej mniejszości, która nie uczyła się wcześniej angola. Ale dzięki niemu
                  zaparłem się, żeby nadrobić zaległości w stosunku do uprzywilejowanej reszty i
                  dzisiaj nie żałuję. Potem nasze drogi zeszły się powtórnie na US, biedny
                  Lichosik narzekał, że musi męczyć się z uczniami "wyższej szkoły podstawowej".
                  A parę lat później mój kolega załapał się u niego na korepetycje privado i
                  dzięki temu opowiadał o nim kilka smacznych kawałków. Generalnie, na myśl o nim
                  staje mi przed oczami potężny burdel w jego starym fiacie 125P - porównywalny
                  syf miał tylko Galus w kanciapce z pomocami naukowymi :)
                  • Gość: wojtekk Re: V LO - piszcie!!! IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 15:49
                    Galus nie mial kantorka, tylko ziemniaki mu sie z torby wysypywaly.
                    kantorek Kazia chyba dzierzyla w lapkach. a zreszta nie wiem.
                    troche henio nas tej fizy nauczyl jednak.
                    • Gość: Andy Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 16:29
                      Protestuję! Kazia opiekowała się kantorkiem na końcu korytarza, do którego
                      drugie wejście prowadziło z jej sali od fizy. W sali Henia były drzwi
                      (naprzeciwko tablicy, wchodziło się poschodkach), przez które można było dostać
                      się do jego kantorka, który tak naprawdę zajmował część kubatury nad klatką
                      schodową. Pzdr.
                      • wk112 Re: V LO - piszcie!!! 30.08.01, 16:32
                        masz racje Andrzeju, ale pamietam on tam nas nigdy nie wpuszczal
                        to jak nie gitara to co?
                        • Gość: bury Nie dajcie umrzeć nadłużemy wątkowi na forum... IP: 64.124.150.* 13.09.01, 09:32
                          Wiśniowska story: "Nie odrobiłeś zadania domowego?, Zobaczysz w przyszłości to
                          się na tobie odbije. Ju biznes!!!"
                          "?"
                          Chyba angielski nie był jej najlepszą stroną...
                      • wk112 Re: V LO - Andy - to juz 10 lat od matury 30.08.01, 17:48
                        robicie jakies spotkanie po latach? z tej okazji?
            • Gość: Rafał Re: V LO - piszcie!!! IP: 217.153.6.* 31.08.01, 19:14
              Gość portalu: piotrek napisał(a):

              > Od chemii był jeszcze jeden gość, niezbyt długo - nazywal się Lasocki. Stosowal
              > metody uczelniane -
              > wszelkie klasowki i kartkówki na ndst trzeba było zaliczać i to najczęściej zap
              > raszał do pobliskiej
              > budowlanki, gdzie niekiedy robił nam nawet lekcje.

              Vide wyżej: Ziutek
              • Gość: suchy2 Re: V LO - piszcie!!! IP: *.shaco.pl 01.09.01, 01:31
                suchy2-matura 1974 ,
                Jak to było..........
                Dziadek Wiśniowski , ojciec waszej później pani o ruskiego , demonstrował nam
                na lekcji udzielanie pierwszej pomocy - usta-usta , swymi pożółkmimi od palenia
                sportów zębami nachylił się do kol. Maćka i w tym momencie wszyscy uciekli.
                Pozdro. Ale do Maćka zajrzyjcie czaem , leży za Tych co na morzu . Taki los.
                • Gość: pakuz Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 07.09.01, 15:15
                  cześć tu pakuz - matura 1980
                  czytam o różnych nauczycielach , ale jakoś nic o basi rosiak (matma)
                  a ja akurat z nią mialem najwięcej przeboi
                  a zaczęło się od tego , że pojechaliśmy na wycieczkę gdańsk / malbork
                  w trakcie weekendu majowego (wtedy nazywalo się to święto pracy )
                  kiedy dojeżdżaliśmy do zamku w malborku zobaczyliśmy na szczycie wieży
                  olbrzymią czerwoną flagę
                  no i wtedy mi się wyrwało " o k.... , ruscy zamek zdobyli !!"
                  rosiakowa niestety to usłyszała i miałem przechlapane.

                • Gość: pakuz Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 07.09.01, 15:18
                  cześć tu pakuz - matura 1980
                  czytam o różnych nauczycielach , ale jakoś nic o basi rosiak (matma)
                  a ja akurat z nią mialem najwięcej przeboi
                  a zaczęło się od tego , że pojechaliśmy na wycieczkę gdańsk / malbork
                  w trakcie weekendu majowego (wtedy nazywalo się to święto pracy )
                  kiedy dojeżdżaliśmy do zamku w malborku zobaczyliśmy na szczycie wieży
                  olbrzymią czerwoną flagę
                  no i wtedy mi się wyrwało " o k.... , ruscy zamek zdobyli !!"
                  rosiakowa niestety to usłyszała i miałem przechlapane.

                  • Gość: wojtek Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.01, 16:21
                    witam w klubie podobnie mialem
                    ale rosa i tak byla i chyba dalej jest super matematyczka:)
                    na studiach nie mialem dzieki niej matematycznej czkawki
                    • Gość: pakuz Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 10.09.01, 19:46
                      co do jej wiedzy i umiejętności uczenia - zgoda
                      byla (i chyba jest nadal) super matematyczką
                      byla naszą wychowawczynią i czasami lekko przeginała
                      typowe wisty basi:
                      pierwsza lekcja wychowawcza w liceum , siedzimy przejęci
                      jak to pierwszaki a Basia rzuca hasło
                      "kto chce wstąpić do harcerstwa ?"
                      nikt się nie zglosił
                      "słuchajcie , ale wy przecież wcale nie musicie skończyć tej szkoly !
                      no to kto się zapisuję ?"
                      zapisali się wszyscy

                      tuż przed maturą
                      z czego chcesz zdawać maturę?
                      z fizyki i z angielskiego.
                      a z matematyki nie?! no to chyba w ogole nie zdasz !
                      coż, zmienilem fizykę na matmę i zdałem

                      w drugiej czy trzeciej klasie Basia namierzyla mnie z koleżanką
                      z klasy Ewą jak po lekcjach poszliśmy na kawę do "ambrozji" - pamiętacie taki
                      lokal?
                      na drugi dzień posadzila nas obydwoje w ostanich lawkach i kazala
                      pisać sprawdzian

                      w trzeciej klasie byliśmy na biwaku nad rzeką ,razem z kolegą "ziemniakiem"
                      zrobiliśmy sobie zdjęcie - stoimy w wodzie do kolan , gacie w dół i gołe
                      dupy do obiektywu.
                      mnie można było rozpoznać bez problemu , ale twarzy kolegi nie było widać
                      a na dodatek wodorost ułożył mu się na plecach tak , że wyglądał jak stanik.
                      nasz złośliwy kolega fotograf dał to zdjęcie do gazetki ściennej , a Basia
                      wmowiła sobie że ze mną jest koleżanka Gosia a nie "ziemniak"
                      Gosia miala przechlapane , ja zresztą też

                      pozdrowienia
                      pakuz (matura 1980)
                • Gość: Oberzysw Re: V LO - piszcie!!! IP: *.astro.net.pl 27.11.01, 22:00
                  No zagladamy do Macka

                  (Rychu to Ty?)
            • Gość: Tomek Re: V LO - piszcie!!! IP: *.*.*.* 10.09.01, 10:30
              Witam Cię Piotrze!
              Bardzo miło wspominam tego Lasockiego, był obiektywny i sprawiedliwy a do tego
              zawsze dawał szansę poprawy. Pamiętam, że pod koniec semestru (półrocza)
              spotykaliśmy się u niego w budowlance i każdy z nas zgłaszał jaki zakres
              materiału (sprawdzian) chce zaliczyć lub poprawić. Nie jestem tego pewien, ale
              wydaje mi się, że oceny na półrocze wystawiał tylko z tych najlepszych
              (poprawionych) stopni bo dziennik uzupełniał w ostatnim momencie ze swoich
              prywatnych notatek. To był wyjątkowy nauczyciel, bardziej "akademicki" od tych,
              których później spotkałem w trakcie studiów.

              A wracając do Twoich wcześniejszych wypowiedzi to ubawiłem się setnie, kiedy
              przeczytałem historyjkę o Patyrze tłumaczącej tak zawzięcie temat, że aż
              tablica spadła na podłoge. Łezka się w oku kręci bo to przecież ja stałem przy
              tej tablicy i nawet pamiętam dokładnie o co jej wtedy chodziło. Nigdy nie
              zapomnę, kiedy podchodziła do Marka (dla niej zawsze Marcinek) i mówiła "wstań"
              a kiedy nasz potężny "dwumetrowiec" wstawał sięgała mu do pasa i to odpytywanie
              wyglądało niezwykle komicznie.
              Gosławska rzeczywiście była i jest wyjątkowo niesprawiedliwa i mówię to jako
              jej były pupilek. Podobno Wiśniowska (kiedyś rusycystka) ma jeszcze gorsze
              notowania w tym względzie.
              Może pamiętasz (lub ktoś inny pamięta) jak nazywała się kobieta od
              angielskiego, która uczyła nas w 86 roku. Chodziła po szkole boso, raz
              widziałem ją idącą "na czworaka" po złączonych w podkowę ławkach w kierunku
              wazonu z kwatkami, który akurat bardzo się jej spodobał. Zaraz po tym została
              hospitalizowana i już jej nie widzieliśmy.

              To tyle na razie. Pozdrawiam Ciebie i wszystkich "Piątkowiczów"

              Kolega z ławki
              • Gość: mada Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.01, 19:07
                Kobieta od angielskiego nazywala sie Juchniewicz (albo podobnie). Imie chyba
                Barbara. Na klasowkach stawala na lawce i pilnowala, zeby nikt nie sciagal,
                najbardziej zadowoleni byli koledzy w pierwszych lawkach.
                • Gość: Tomek Re: V LO - piszcie!!! IP: *.*.*.* 11.09.01, 13:27
                  Dzięki, rzeczywiście tak się nazywała. Co do sprawdzianów to ja zawsze
                  siedziałem w ostatnich rzędach ale i tak było wesoło i ciekawie. Biedna
                  kobieta, ale zawsze pamiętam ją szczęśliwą i uśmiechniętą. Potem nastał McFly,
                  ten też niczego nikogo nie nauczył a do tego był urodzonym pesymistą. W tym
                  okresie szkoła miała pecha jeżeli chodzi o anglistów (niemieckiego można się
                  było nauczyć - Krupka, Sarecka).
                  Hej, młodzi! Czy w klubie dalej można kupić pączki na długiej przerwie? Czy w
                  szatni na korytarzu w ramach "PO" odbywa się strzelanie z wiatrówek do tarczy i
                  do tych co wychodzą z WT od Morenki?

                  Tomek
                  • Gość: Wojciech Re: V LO - piszcie!!! IP: *.we1.tuniv.szczecin.pl 11.09.01, 13:43
                    Napisalem to juz wczesniej, ale wstawilo sie gdzies posrodku, sam nawet nie
                    moglem znalezc, wiec wpisuje na koniec.

                    Do watku o Rosiakowej:

                    Wg mnie Zochowska jest lepsza nauczycielka matmy od Rosiakowej. Sytuacja jest o
                    tyle dobra, ze raczej kazdy uczen broni swojej nauczycielki. Ja mialem z
                    Zochowska, wiec glosuje za nia, a ci co mieli z Rosiakowa, trzymaja jej strone.
                    Jednak po wysluchaniu wielu historii o Rosiakowej stwierdzam wyzszosc
                    Zochowskiej. Nigdy tak dobrze sie na matmie nie bawilem, jak przez 4 lata
                    piatki, nigdy tez nie nauczylem sie tak duzo. Zochowska to jedyne w sobie
                    polaczenie elegancji, poczucia humoru i checi nauczania. Rosiakowa to nie to...

                    Poczytajcie sobie wyzej historie o Zochowskiej. Ale zeby naprawde ja docenic,
                    trzeba by przezyc pare lekcji.
                    • Gość: bury Re: V LO - piszcie!!! IP: 64.124.150.* 11.09.01, 13:55
                      Nie mogę się zgodzić z porównaniami - ten nauczyciel jest lepezy od innego. Cóż
                      każdy ma swoją opinię i powód dla którego ją przyjął. Wg. mnie Żochowska była
                      najlepszym nauczycielem - w całej włąściwie "karierze" uczniopwskiej, ale nie
                      chciałbym twierdzić że była lepsza od kogoś kogo nie miałem okazji dobrze
                      poznać. Takie podejście może być krzywdzące...
                      • Gość: Wojciech Rosiakowa IP: *.we1.tuniv.szczecin.pl 13.09.01, 12:13
                        Racja, bury, racja. Troche zle sformulowalem swoja mysl. Zeczywiscie, nie jest
                        mozliwe do konca porownanie dwoch nauczycieli, to nie konie na wyscigach.
                        Chodzilo mi jednak o to, ze wg mnie Zochowska najbardziej z calej "piatki"
                        zasluguje na upamietnienie, po prostu nie spotkalem w zyciu rownie dobrej,
                        lubiacej uczyc i sprawiedliwej nauczycielki. U Zochowskiej nie do pomyslenia
                        bylyby historie takie jak z Rosiakowa, opisane pare postow nizej. To byla
                        kobieta obiektywna i sprawiedliwa az do przesady. Naprawde. Z Rosiakowa nie
                        mialem zajec, ale slyszalem rozne historie od znajomych. Nie zawsze bylo z nia
                        tak fajnie.
              • Gość: Aśka B. Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 26.04.04, 18:42
                No hej...też pamiętam tę lekcję - Tomek miał narysować na mapce konturowej
                Polski (umieszczonej na stałe na tablicy) rzekę Wisłę, o ile się nie mylę:)))
                Strasznie dawno to wszystko było...ale wspomina się super:))) Rozpoznałam Cię
                od ręki, Piotrka zresztą też, zaraz po pierwszym poście... Napiszcie co u Was.
                Pozdrówka, Aśka B.
    • Gość: cameleon Re: KNYPIŃSKI IP: 64.124.150.* 30.08.01, 14:30
      Czy ktoś z Was ma może jakieś "miłe" wspomnienia związane z jednym z nowszych
      nabytków V LO - prof. Knypińskim? Podobno istnieją jacyś jego fani.
      • Gość: knypol Re: KNYPIŃSKI IP: 64.124.150.* 30.08.01, 14:38
        Gość portalu: cameleon napisał(a):

        > Czy ktoś z Was ma może jakieś "miłe" wspomnienia związane z jednym z nowszych
        > nabytków V LO - prof. Knypińskim? Podobno istnieją jacyś jego fani.

        A TEn PAN:
        "Brunetki, blondynki
        ja wszystkie was...uuuups
        Bruneci, blondyni
        ja wszystkim wam ...?"
        • Gość: Andy Re: KNYPIŃSKI IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 16:20
          Ej, gościu trzymaj poziom.
      • Gość: Wojciech Re: KNYPIŃSKI IP: *.kvarner.net 30.08.01, 15:02
        Ja mam, bo uczyl mnie anglika przez cztery lata. Jeden z lepszych nauczycieli w
        tej szkole, na koniec czwartej klasy praktycznie wszyscy umieli mowic po
        angielsku, a niektorzy startowali od zera. Slynal z surowych wymagan, oraz
        powsciagliwego, nieco angielskiego sposobu bycia.

        Facet bardzo sie przykladal do nauki, lekcje byly od poczatku do konca
        wypelnione materialem i zaplanowane. Zupelnie jak w dobrej prywatnej szkole.

        W pierwszych dwoch klasach Knypinski bezpardonowo wywalal nas z lekcji za
        najmniejsze nawet uchybienia w dyscyplinie. I to praktycznie bez ostrzezenia.
        Nienawidzil np. zucia gumy, o czym wiedzielismy juz po pewnym czasie. Czasem
        jednak ktos sie zapomnial. Wtedy najczesciej padaly slowa: "Poprosze nazwisko
        tego pana w dlugich wlosach. Tak, pana w szarym. (Tu padalo"zdziwione"
        nazwisko) Dowidzenia panu. Do zobaczenia na nastepnej lekcji." I nie bylo
        dyskusji. Zadna proba tlumaczenia nie przechodzila. Sam tez pare razy
        wylecialem.

        Nosil dziennik w bardzo charakterystyczny sposob: na wysokosci glowy. Po
        wejsciu do klasy opieral sie dziennikiem o biurko, padalo sakramentalne "Amm,
        hello.", po czym zaczynala sie lekcja. Czasem od niezapowiedzianej kartkowki...

        U nas w klasie dostal ksywke "krecik", bo jak przestal nosic okulary, to
        zrobily mu sie male oczka.

        Jeszcze jedna charakterystyczna cecha. Praktycznie nigdy nie nauczyl sie
        naszych imion, zawsze jakies mu sie mylily. Nawet po czterech latach nauki. A
        pomyslec, ze Zochowska juz na drugiej, trzeciej lekcji zwracala sie do
        wszystkich po imieniu z pamieci...

        Podobno Knypinski z wyksztalcenia tez jest matematykiem..?
        • Gość: wojtekk Re: KNYPIŃSKI IP: *.kv.tu-harburg.de 30.08.01, 15:50
          to ten klient wysoki lekko krecone wlosy?
          jezeli tak to mial kiedys praktyki jako student matematyk u Rosiakowej:)
        • Gość: Andy Re: KNYPIŃSKI IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 16:18
          Pamiętam jak dzisiaj dzień, w którym Knypiński pierwszy raz pojewił się u nas
          na lekcji - to był początek roku szkolnego 89/90. Facet skończył VLO, potem
          matematykę, a po studiach wrócił do piątki i ktoś wpadł na pomysł, by zatrudnić
          go do nauczania angola (po odejściu Lichosika). Wtedy okazało się to kompletnym
          niewypałem z prostego powodu - jego angielszczyzna nie uprawniała do nauczania
          w średniej szkole. Po roku męki buda zatrudniła anglistkę z prawdziwego
          zdarzenia, zresztą też absolwentkę VLO i Knypiński zajął się nauczaniem matmy.
          Z tego co piszesz wynika, że wrócił do angola i teraz radzi sobie dużo lepiej
          niż 10 lat temu. Życzę mu powodzenia, bo w gruncie rzeczy porządny był z niego
          gość, choć nieco zakręcony i początkowo mocno zastraszony napastliwością
          młodzieży :))
        • Gość: Wojciech Re: KNYPIŃSKI IP: *.we1.tuniv.szczecin.pl 07.09.01, 13:53
          Przypomniala mi sie jeszcze jedna wlasciwosc, z ktorej slynal Knypinski. Otoz
          wymyslal czasem ciekawe zdania do tlumaczenia na sprawdzianach. Przyklady ktore
          mi sie nasunely:
          - Karaluchy w naszej kuchni sa juz prawie tak duze, jak nasz dwuipolletni synek.
          - Od kiedy masz bol glowy? Od urodzenia.

          To tyle na razie, jak mi sie cos wiecej przypomni, to napisze.
      • Gość: LOSIOwa Re: KNYPIŃSKI IP: *.pam.szczecin.pl 19.10.01, 12:10
        jasne! to jedyny nauczyciel, ktory nie zauwarzal, ze ma sie scionge na reku,
        kimo, ze to sprawdzal!
        i lekcje byly dosc ciekawe - o niebo lepsze niz niemiecki
        i to jego" my name is hm, yhmm hmmm"
        "i am bla, bla ,bla"
        Wspominam calkiem mile - czegos sie nauczylam :)
        • Gość: Gola Artur Knypinski, pani Lesnik IP: *.tch.harvard.edu 11.02.02, 22:52
          Artur Knypinski, (pseudonim Glus) byl jednym z najlepszych nauczycieli, z
          ktorymi mialam do czynienia (lata 89-93). Uczyl nasza klase matematyki od
          poczatku i prawie do konca, jakos tak przed sama matura nas opuscil, co bylo
          wielkim szokiem. Musze przyznac, ze drzalam przed kazda matma jak osika, bo
          orlem nie bylam, ale facet mial klase, umial trzymac nas w ryzach (mimo
          niewielkiej roznicy wieku) i do tego potrafil byc zabawny. Pamietam tajemniczy
          przypis, jaki stawial na pracach klasowych, gdy zadanie bylo calkowicie
          sknocone: PJCC??- pozniej wyjawil, ze znaczylo to "Prorok Jaki Czy Co?".
          Moj drugi typ to pani Lesnik (niestety nie pamietam imienia) od niemieckiego-
          prowadzila moja klase (bylam w tej z poszerzonym niemieckim) do 3 klasy , potem
          zaszla w ciaze z blizniakami i odeszla na urlop. Byl to taki typ nauczyciela
          (bardzo dzis rzadki, jak sadze), na ktorego lekcje NIE WYPADALO byc
          nieprzygotowanym. Po jej odejsciu germanisci zmieniali sie nam jak w
          kalejdoskopie, na koncu byla Magiera-Ok, nie bylo tak zle.
          Pozdrawiam wszystkich Piatkowiczow!!
    • Gość: Rafał Ziutek IP: 217.153.6.* 30.08.01, 17:17
      A rzecz dotyczy nauczyciela chemii, który z doskoku Piątkę obsługiwał. Jeśli
      potrzeba tego wymagała, Ziutek podejmował nas u siebie, tj. w Technikum
      Budowlanym koło WDS. Chadzaliśmy tam całą klasą, ale również indywidualnie, np.
      kiedy sprawdzian wymagał "dogrywki". Ulubioną formą sprawdzania były testy
      wyboru, które dla jednych przekleństwem, a dla innych zbawieniem.
      Nie na tym jednak urok Ziutka polegał. Ziutek miał żartobliwy, a nawet
      ironiczny styl bycia, swoje zamierzone lub przypadkowe nietypowosci zawsze
      potrafił obrócić w cnotę i żart. Prawie zawsze się spóźniał na lekcje i wtedy z
      sadystycznym zadowoleniem obserował, jak nas nadzieja opuszcza. Był
      nieprzejednany. Z byle okazji, jeśli ta schodziła się z klasówką, między klubem
      Pod Piątką a biurkiem Ziutka ustawialismy taśmociąg, którym jechały pączki.
      Ziutek konsumował, a my pisalismy klasówę. Nie koniec. Rozkładał przy tym
      gazetę niczym parawan mający dać obu stronom poczucie intymności. (Można by się
      spierać, czy miało to nam dawać radość męki bez widoku kata, czy oszczędzać
      przykrości próżnego błagania...) Perfidia - nagle złożył gazetę na pół, z
      grzbietu wyrwał niewielkie półkole, po czym wrócił za swój parawan. Nie trudno
      zgadnąć, ze dziurze gazety ukazało się oko.
    • Gość: Edek Re: A kiedy wy robiliście matury ? IP: *.Frankfurt-9.Contrib.Net 31.08.01, 09:38
      Dla porządku moglibyście zawsze załączać rok matury - bo np. jak ktoś
      pisze "Domańska" to nie wszyscy muszą wiedzieć, że chodzi o "Kobyłę" - tak ją
      nazywano za moich czasów zanim wyszła za "Edzia" (też już na forum wspomnianego)
      A kto pamięta jezsze Zachę, dyrektora przed Królem, panią Adamczyk, Krupkę...?
      Pozdrawiam - Edek (matura 1977)
      P.S. Za rok mija 25 lat - będzie imprezka !!!
      • Gość: bury Re: A kiedy wy robiliście matury ? IP: 64.124.150.* 31.08.01, 09:52
        Gość portalu: Edek napisał(a):

        > Dla porządku moglibyście zawsze załączać rok matury - bo np. jak ktoś
        > pisze "Domańska" to nie wszyscy muszą wiedzieć, że chodzi o "Kobyłę" - tak ją
        > nazywano za moich czasów zanim wyszła za "Edzia" (też już na forum wspomnianego
        > )
        > A kto pamięta jezsze Zachę, dyrektora przed Królem, panią Adamczyk, Krupkę...?
        > Pozdrawiam - Edek (matura 1977)

        NIEŻLE - ja mam 25 lat za sobą... ale życia. Matura - 1995.
        Pozdro.
        > P.S. Za rok mija 25 lat - będzie imprezka !!!

      • Gość: suchy2 Re: A kiedy wy robiliście matury ? IP: 195.205.77.* 31.08.01, 10:22
        Gość portalu: Edek napisał(a):

        > Dla porządku moglibyście zawsze załączać rok matury .

        Suchy2 - matura 1974 - imprezka była.Pozdro.
      • Gość: jawal Re: A kiedy wy robiliście matury ? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 31.08.01, 10:53
        matura 1980, ale nie wytrzymaliśmy do 25-lecia i zrobiliśmy imprezkę w maju
        2000. Co nie znaczy, ze za 4 latka nie będzie następnej ;)

        • Gość: Edek Re: Imprezka IP: *.Frankfurt-9.Contrib.Net 31.08.01, 11:01
          My też nie czekaliśmy, imprezki odbywały się dość regularnie - co 5 lat. Przed
          4 laty wynajęliśmy autobus i pojechaliśmy ... w las do pewnego ośrodka
          wypoczynkowego - żeby nikomu nie przyszło do głowy iść w połowie imprezy do
          domu. (bo my to się bawimy bez ... "ogonów")
          Pozdrowienia
          • Gość: jawal Re: Imprezka IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 01.09.01, 02:17
            Gość portalu: Edek napisał(a):

            > My też nie czekaliśmy, imprezki odbywały się dość regularnie - co 5 lat. Przed
            > 4 laty wynajęliśmy autobus i pojechaliśmy ... w las do pewnego ośrodka
            > wypoczynkowego - żeby nikomu nie przyszło do głowy iść w połowie imprezy do
            > domu. (bo my to się bawimy bez ... "ogonów")
            > Pozdrowienia

            Też mamy taką zasadę. Dlatego było mnóstwo wspomnień, i żadna zazdrosna żoneczka
            i takiż mąż nie mogli stresować drugiej połówki ;)

            pozdrówko
            jawal
      • Gość: jawal Re: A kiedy wy robiliście matury ? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 31.08.01, 11:02
        Gość portalu: Edek napisał(a):

        > Dla porządku moglibyście zawsze załączać rok matury - bo np. jak ktoś
        > pisze "Domańska" to nie wszyscy muszą wiedzieć, że chodzi o "Kobyłę" - tak ją
        > nazywano za moich czasów zanim wyszła za "Edzia" (też już na forum wspomnianego
        > )
        > A kto pamięta jezsze Zachę, dyrektora przed Królem, panią Adamczyk, Krupkę...?
        > Pozdrawiam - Edek (matura 1977)
        > P.S. Za rok mija 25 lat - będzie imprezka !!!

        1977 - byłem w drugiej klasie
        wych + matma Rosiak
        biola Adamczyk
        fiza Żyła (najbardziej spoko gość)
        angielski Sarzyńska, zwana połówką
        PO Kobyła
        gegra - wsie znajut ;)
        rosyjski Romaniuk
        historia Gosławska
        chemia Weckwerth
        polski Bogucka
        w ogóle niezły zestaw
        Zacha został zdetronizowany przez Króla i jego pamiętam, oj pamiętam.
        Adamczyk... ją już wspominałem na tym forum. W każdym razie nie byłem orłem z
        biologii ;)

        pozdro/jawal
      • Gość: Andy Re: A kiedy wy robiliście matury ? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 31.08.01, 20:22
        Matura 1991 - w tym roku 10-lecie, ale imprezki chyba nie będzie. Pzdr.
        • Gość: jawal Re: A kiedy wy robiliście matury ? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 01.09.01, 02:27
          Gość portalu: Andy napisał(a):

          > Matura 1991 - w tym roku 10-lecie, ale imprezki chyba nie będzie. Pzdr.

          To zróbcie coś!
          Znam ten ból. Przez 18lat nikt nie chciał się spotkać, dbając tylko o własny
          interes. A teraz, cóż, starość nie radość, i wielu ma chetkę na wspominki (uuuu
          dziadki)
          • Gość: Andy Re: A kiedy wy robiliście matury ? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 01.09.01, 10:12
            U nas wszyscy w rozjazdach - takie czasy :((
            • wk112 Re: A kiedy wy robiliście matury ? 01.09.01, 11:25
              ja teraz do konca roku bede czesciej w domu niektorzy sa na miejscu
        • wk112 Re: A kiedy wy robiliście matury ? 01.09.01, 11:22
          rocznik 91 top moze zakladamz komitert organizacyjny?
          bo az glupio
      • Gość: IrZa Re: A kiedy wy robiliście matury ? IP: *.sssa.com.pl 03.09.01, 10:48
        Jestem matką dwóch absolwentów VLO: matury 1997 i 2001 (sama kończyłam ILO). W
        jednym z dyskutantów, po anegdotach, rozpoznaję swojego syna, może to być ew.
        ktoś z jego klasy. Widzę, że nie pamiętacie nazwisk, mylą wam się daty. Ja też
        mam taki problem. Myślę, że moi synowie i ich koledzy będą mieli lepiej. Byłam
        siłą sprawczą wydania w 1997 i 2001 roku albumów absolwentów: 24 stronicowych
        ładnie oprawionych książeczek z podpisanymi zdjęciami uczniów wszystkich klas
        kończących szkołę oraz nauczycieli, którzy ich uczyli. Ja jestem bardo
        zadowolona ze swojego dzieła, absolwenci chyba to docenią po latach. Albumy
        mają być dostępne w czytelni szkoły. Uważam, że pomysł powinien być
        kontynuowany.
        • Gość: Edek Re: Pamięć IP: *.cai.com 03.09.01, 12:14
          Gość portalu: IrZa napisał(a):

          >Widzę, że nie pamiętacie nazwisk, mylą wam się daty. Ja też
          > mam taki problem. Myślę, że moi synowie i ich koledzy będą mieli lepiej. Byłam
          > siłą sprawczą wydania w 1997 i 2001 roku albumów absolwentów: 24 stronicowych
          > ładnie oprawionych książeczek z podpisanymi zdjęciami uczniów wszystkich klas
          > kończących szkołę oraz nauczycieli, którzy ich uczyli. Ja jestem bardo
          > zadowolona ze swojego dzieła, absolwenci chyba to docenią po latach. Albumy
          > mają być dostępne w czytelni szkoły. Uważam, że pomysł powinien być
          > kontynuowany.

          Pomysł jest oczywiście niezły, ale po pierwsze nie jest nowy - robiliśmy to 25
          lat temu we własnym zakresie (na ile pozwalała tamta technologia), po drugie przy
          wspominaniu nie pomoże to zbyt wiele (poza znajomością imion i nazwisk), problem
          polega na tym, że różnimy się intensywnością przeżywania poszczególnych faktów
          dodatkowo w zależności od stopnia zaangażowania. To co dla niektórych było
          istotne (bądź śmieszne) było przez innych zapomniane już na drugi dzień. Mnóstwo
          historii zna się tylko z "drugiej ręki", po latach ma się oczywiście wrażenie, że
          się przy tym było. Znam ten ból.
          Jedyne w miarę rozsądne wyjście to zastosowanie 2 metod: prowadzenie w miarę na
          bieżąco "pamiętnika" (ale komu się chce, każdy myśli. że "TAKIE JAJA" to się
          zapamiętuje do końca życia automatycznie) albo regularne spotkania gdzie wiele
          faktów pozostanie w pamięci przez "ciągłe odgrzewanie".
          Pozdrawiam - Edek
        • Gość: Much Re: A kiedy wy robiliście matury ? IP: *.dsconsulting.com.pl / *.gazeta.pl 09.12.02, 08:36
          Uriczyście dziękuję za ten album w 1997.
          Tearz miło wspominać :-)

          Pawel
    • Gość: Rafał Re: V LO - piszcie!!! IP: 217.153.6.* 03.09.01, 08:58
      Tak mnie wspomnienia "roztkliwiły", że wybieram się dziś na rozpoczęcie. Czy
      ktoś ze starszyzny podziela plan? (Ze względu na porę spodziewam się responsu
      post factum.)
    • Gość: Radzio Kacperska IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 04.09.01, 01:30
      Matura 2001. Miałem lekcje z tą Panią przez 4 lata. Do dziś wspominam
      najzabawniejsze cytaty i BARDZO wyraźne aluzje polityczne. A oto najfajniejsze
      sytuacje:
      Kolega przy odpowiedzi. Jednym słowem nic nie umie. Po pastwieniu się nad nim
      przez kilka minut pani prof. oznajmiła retorycznie "Wiesz co
      dostałeś?" "Tak" "No to usiąć".
      Kacperska lekko spuźniona (to było w normie) wchodzi do klasy. Klasa generalnie
      rozluźniona i spokojna. Zaraza po wejściu do klasy Kacperska oznajmiła poważnym
      tonem "Proszę wszystko pozamykać" na co klasa poprostu zasztywniała. Kacperska
      widząc strach w naszych oczach dodała z uśmiechem "Ale rozluźnijcie się" po
      czym zaczęła się cała godzina odpytawania z poprzednich lekcji.
      PS
      Widzę że pisują tu także "starsze roczniki". Czy ktoś znał panią Angelike
      Stańczyk (nazwisko po mężu który kończył LOV w równoległej z nią klasie,
      panieńskiego nie znam), najprawdopodobniej matura 92 + - jeden rok. Obecnie
      uczy biologii w LOV.
      • Gość: Andy ''91 Re: Kacperska IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 06.09.01, 22:11
        Andżelika "z panieńska" nazywała się Bartkowaiak i skończyła biol-chem w ''93.
        Nazwisko po mężu, też absolwencie VLO - klasa mat-fiz, również ''93. Pozdro.
      • Gość: Tomek Re: Kacperska IP: *.*.*.* 07.09.01, 15:47
        Gość portalu: Radzio napisał(a):

        > Matura 2001. Miałem lekcje z tą Panią przez 4 lata. Do dziś wspominam
        > najzabawniejsze cytaty i BARDZO wyraźne aluzje polityczne. A oto najfajniejsze
        > sytuacje:
        > Kolega przy odpowiedzi. Jednym słowem nic nie umie. Po pastwieniu się nad nim
        > przez kilka minut pani prof. oznajmiła retorycznie "Wiesz co
        > dostałeś?" "Tak" "No to usiąć".
        > Kacperska lekko spuźniona (to było w normie) wchodzi do klasy. Klasa generalnie
        >
        > rozluźniona i spokojna. Zaraza po wejściu do klasy Kacperska oznajmiła poważnym
        >
        > tonem "Proszę wszystko pozamykać" na co klasa poprostu zasztywniała. Kacperska
        > widząc strach w naszych oczach dodała z uśmiechem "Ale rozluźnijcie się" po
        > czym zaczęła się cała godzina odpytawania z poprzednich lekcji.
        > PS
        > Widzę że pisują tu także "starsze roczniki". Czy ktoś znał panią Angelike
        > Stańczyk (nazwisko po mężu który kończył LOV w równoległej z nią klasie,
        > panieńskiego nie znam), najprawdopodobniej matura 92 + - jeden rok. Obecnie
        > uczy biologii w LOV.

        Cześć. Nie znam Angeliki Stańczyk ale znam jej męża Piotra, pracuję z nim w
        jednej firmie (matura 1993). Czy chcesz złapać kontakt? ;-)
        Jak ten czas leci, to już takie roczniki tam nauczają? Ja również kończyłem 5LO
        (matura 1988), chodziłem do klasy "a", wychowawcą była p. prof. Anuszkiewicz.
        Pozdrawiam wszystkich "piatkowiczów"

        Tomek
    • Gość: wojtekk Re: V LO - piszcie! IP: *.kv.tu-harburg.de 04.09.01, 21:46
      czyzby spadala popularnosc tego watku:(
      pamietam ze na piwo sie chodzilo do sklepu na skarpie
      ucchhh ten kozlak
    • Gość: Wojciech Re: V LO - piszcie!!! IP: *.we1.tuniv.szczecin.pl 11.09.01, 13:00
      Wg mnie Zochowska jest lepsza nauczycielka matmy od Rosiakowej. Sytuacja jest o
      tyle dobra, ze raczej kazdy uczen broni swojej nauczycielki. Ja mialem z
      Zochowska, wiec glosuje za nia, a ci co mieli z Rosiakowa, trzymaja jej strone.
      Jednak po wysluchaniu wielu historii o Rosiakowej stwierdzam wyzszosc
      Zochowskiej. Nigdy tak dobrze sie na matmie nie bawilem, jak przez 4 lata
      piatki, nigdy tez nie nauczylem sie tak duzo. Zochowska to jedyne w sobie
      polaczenie elegancji, poczucia humoru i checi nauczania. Rosiakowa to nie to...

      Poczytajcie sobie wyzej historie o Zochowskiej. Ale zeby naprawde ja docenic,
      trzeba by przezyc pare lekcji.
    • javal Re: V LO - piszcie!!! 11.11.01, 00:01
      Co jest?
      Wspomnienia się skończyły, czy brak czasu?
      Muszę wezwać Pakuza na pomoc. Wtedy wspólnie coś nasze starcze umysły sobie
      przypomną. Młodzieży do dzieła!!
      Nie czekać na dziadków!
      • pakuz Re: V LO - piszcie!!! 21.11.01, 15:26
        javal napisał(a):

        > Co jest?
        > Wspomnienia się skończyły, czy brak czasu?
        > Muszę wezwać Pakuza na pomoc. Wtedy wspólnie coś nasze starcze umysły sobie
        > przypomną. Młodzieży do dzieła!!
        > Nie czekać na dziadków!

        bez pol litra nie da rady :)
        a poza tym ten watek jest za dlugi , trzeba by zaczac od poczatku !

        • bbury Re: to chyba dobre miejsce na odnotowanie 27.11.01, 08:07
          Wklejam tu artykuł z dzisiejszej wybirczej.
          PS Czy ten Muszyński z tekstu to TEN MUSZYŃSKI???

          " Młynarski obraził uczniów V LO

          Ewa Podgajna (26-11-01 18:33)

          Przed koncertem Wojciecha Młynarskiego w Filharmonii Szczecińskiej doszło do
          incydentu, podczas którego artysta po chamsku odnosił się do młodzieży z V LO

          Wojciech Młynarski kończy w tym roku 60 lat. Z tej okazji organizator jego
          koncertu w sobotę w Szczecinie Piotr Muszyński z agencji Trans postanowił
          zrobić mu niespodziankę. Zwrócił się do dyrektor V LO Hanny Bartnik z
          propozycją, czy młodzież nie zechciałaby wystąpić na zakończenie koncertu. To
          miała być niespodzianka.

          Klasa IIIa pod kierunkiem wychowawczyni Justyny Dunin-Wąsowicz przygotowywała
          się trzy tygodnie. Chcieli zaśpiewać sześć piosenek. Próba generalna odbyła się
          w sobotę o godz. 14 w Filharmonii Szczecińskiej. Na salę wszedł Wojciech
          Młynarski. - Powiedział, żebyśmy pokazali, co robimy, a potem na koncercie on
          będzie udawał, że to niespodzianka - opowiadają.

          No i zaczęło się. Najpierw artyście nie spodobało się, że młodzież chce wykonać
          aż sześć jego piosenek. - Podczas moich recitali wielkie gwiazdy wykonują
          najwyżej jedną - uzasadniał.

          Po wysłuchaniu pierwszych utworów Młynarski bardzo się zdenerwował.

          - Zachowywał się po chamsku - skarżą się uczniowie IIIa. - Zaczął się na nas
          wydzierać. Powiedział, że to nie jest żadna "Szansa na sukces", że my jesteśmy
          bandą amatorskich pętaków, która chce mu się wtrynić na koncert.

          Wychowawczyni usłyszała: "Co się pani tak głupio uśmiecha". Nie spodobało się
          też mistrzowi, że monter pracujący na scenie odwrócił się do niego "d..."

          Młynarski ostatecznie pozwolił młodzieży na wykonanie podczas swojego recitalu
          trzech piosenek. Wychowawczyni IIIa całą drogę powrotną z filharmonii do domu
          przepłakała.

          Jeszcze dwa dni po incydencie wszyscy w szkole bardzo to przeżywają. W
          poniedziałek rozmawiała z nimi dyrektor.

          - My nie mamy pretensji, że nas nie chciał, że skrócił nam program - mówią. -
          Takie są jego prawa, bo to jego koncert, na niego ludzie przyszli, wydali
          pieniądze. Chodzi o sposób, w jaki nas traktował. Tak się prezentów nie
          przyjmuje.

          Dla gazety:

          Justyna Dunin-Wąsowicz, wychowawczyni IIIa

          Pan Młynarski okazał się człowiekiem o bardzo małym zintegrowaniu i upadającym
          ja. Do tej pory traktowaliśmy go jak człowieka, który coś sobą reprezentuje,
          piszącego teksty, które nas poruszają. Jesteśmy nim bardzo rozczarowani. Nam
          się nic nie stało. On po prostu przestał być naszym idolem.

          Hanna Bartnik, dyrektor V LO

          Nasze intencje były szczere i słuszne. Młynarski zdenerwował się tą
          niespodzianką. Byłoby dobrze, gdyby przyjęło to inną formę. Ja czułam się,
          jakbym dostała w twarz. On chyba nie zrozumiał idei. Myśmy nie
          chcieli "podłączać się" pod jego nazwisko, chcieliśmy zrobić mu prezent.

          Piotr Muszyński, szef agencji Trans

          Nie widzę nic nagannego w zachowaniu pana Młynarskiego. On po prostu ma taki
          styl. Jedni owijają wszystko w bibułkę. On jest bezpośredni. Ale potem przecież
          przeprowadził z nimi profesjonalną próbę. Powinni być mu wdzięczni, że mogli z
          nim pracować. A dla mnie jest to nauczka, żeby więcej takiego amatorskiego
          ruchu na scenę do profesjonalnego artysty nie wpuszczać."

          • Gość: mada Re: to chyba dobre miejsce na odnotowanie IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.01, 21:31
            Były dyrektor "Piątki" ma na imię Maciej.
            • Gość: Małysz PANI DOROTA KACPERSKA IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.01, 22:43
              Czy ktos z was mial ( albo ma ) przyjemnosc miec lekcje z Frau Kacperska? Czy ktos wie co sie z nia
              teraz dzieje???? W lo V oczywiscie nikt nie jest w stanie udzielic mi na to pytanie odpowiedzi :-(
              Pozdrawiam wszystkich
              absolwent
              • wk112 Re: PANI DOROTA KACPERSKA 05.12.01, 18:26
                Ja mialem kiedys jezyk polski z Frau D. Kacperski.
                czyli pozdrowienia.
                Teraz polski ma z nia moj kuzyn
              • Gość: PS Re: PANI DOROTA KACPERSKA IP: 195.124.228.* 18.12.01, 11:18
                Hej absolwent, kim jestes?
                Czy byles moze w klasie "a"?
                Moze sie przeprowadzila. Przeciaz budowala dom.
                A tak miedzy nami do nawet jej w sklepie juz dawno nie widzialem.



                Gość portalu: Małysz napisał(a):

                > Czy ktos z was mial ( albo ma ) przyjemnosc miec lekcje z Frau Kacperska? Czy k
                > tos wie co sie z nia
                > teraz dzieje???? W lo V oczywiscie nikt nie jest w stanie udzielic mi na to pyt
                > anie odpowiedzi :-(
                > Pozdrawiam wszystkich
                > absolwent

                • Gość: Student Gierczak-zalosny erotoman i fantasta_XXXXXXX) IP: 195.124.228.* 18.12.01, 11:28
                  Jak to sie moglo stac ze jeszcze nikt sie nie wypowiedzial na temat naszego SB´ka
                  i mikrego erotomanka. Przeciez przez tyle lat dostarczal nam tematow do brechtow
                  opowiadajac o swojej odwadze, miesniach i podbojach milosnych.Bo nawet jesli znal
                  sie troche na swym fachu to i tak wolal opowiadac jak bzykali sie zolnierze
                  napoleonscy, czy jak to robiono z 10 letnimi chlopcami w Grecji. A tak na dobra
                  sprawe to moze juz nie uczy w V´ce.Moze zainteresowal sie nim IPN albo
                  prokuratura bo z tego co pamietam to obrzydliwie lepil sie do niektorych
                  nieletnich.
                  Ach feeeeeee Panie Profie.....:(
                  • bbury Re: Gierczak-zalosny erotoman i fantasta_XXXXXXX) 20.12.01, 10:32
                    Było było spójrz powyżej a dowiesz się o PNOSIE i innych takich atrakcjach ;)))
                    • wk112 chyba trza zaczac w nowym watku pisac 28.12.01, 23:06
                      • Gość: Jerzy Ch Wspomnienia i spotkania IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 01.01.02, 22:25
                        Milo jest tak poczytac o starych czasach. Za moich
                        czasow uczyli: angielskiego Majewska, moja wychowczyni,
                        polskiego Borkowska i Kowalski (mial nieprzecietna
                        wiedze o polskiej heraldyce, mojego mlodszego brata
                        zawsze w szlachcice wstawial), historii Zakrzewska
                        (spotkalem ja jeden raz po latach, mieszkajac juz w
                        Gdansku, byla wicedyrektorka), geografii Patyra i
                        jeszcze jedna mlodsza dzidzia, ale krotko, matematyki
                        Oborski, rowniez Parowa (pamieta kto jej prawdziwe
                        nazwisko), fizyki Zylinski, chemii Lenczewski, biologii
                        Adamczyk, p.o. plk Wisniewski, nie pamietam, kto uczyl
                        ruskiego, ale pamietam twarz i sylwetke. Dyrem byl
                        Madej (chyba). Poczytaloby sie wspomnienia o tych
                        belferkach. Konczylem Asnyka w 1966 razem z kilkoma
                        wielkimi ludzmi obecnego Szczecina, ale nie dane mi
                        bylo dlugo mieszkac, wyjechalem na studia na
                        Uniwersytet i nigdy juz nie wrocilem. Bywam w
                        Szczecinie co dwa lata, gdy odwiedzam Polske, choc
                        interesow mam juz coraz mniej (wraz ze smiercia mojego
                        ojca zakonczyl sie szczecinski odcinek sagi Chudzinskich).
                        Chetnie dopisze moje wspomnienia o belferkach,
                        niektorych niezwykle wymagajacych, niektorych
                        opiekunczych, a niektorych zawsze pijanych.

                        A teraz Kochani pytanie. Odbywaja sie jakies zjazdy,
                        spotkania, wieczorki, rocznice, itd? Chetnie przylece,
                        jesli mi moje obowiazki szkolne pozwola (ucze
                        matematyki i komputerow w kanadyjskiej szkole sredniej).

                        Pozdrawiam serdecznie
                        Jerzy Chudzinski
                        PS. Mozna do mnie pisac na jerzych@rogers.com lub
                        georgech@sprint.ca
                      • Gość: Jerzy Ch Wspomnienia i spotkania IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.01.02, 00:30
                        Milo jest tak poczytac o starych czasach. Za moich
                        czasow uczyli: angielskiego Majewska, moja wychowczyni,
                        polskiego Borkowska i Kowalski (mial nieprzecietna
                        wiedze o polskiej heraldyce, mojego mlodszego brata
                        zawsze w szlachcice wstawial), historii Zakrzewska
                        (spotkalem ja jeden raz po latach, mieszkajac juz w
                        Gdansku, byla wicedyrektorka), geografii Patyra i
                        jeszcze jedna mlodsza dzidzia, ale krotko, matematyki
                        Oborski, rowniez Parowa (pamieta kto jej prawdziwe
                        nazwisko), fizyki Zylinski, chemii Lenczewski, biologii
                        Adamczyk, p.o. plk Wisniewski, nie pamietam, kto uczyl
                        ruskiego, ale pamietam twarz i sylwetke. Dyrem byl
                        Madej (chyba). Poczytaloby sie wspomnienia o tych
                        belferkach. Konczylem Asnyka w 1966 razem z kilkoma
                        wielkimi ludzmi obecnego Szczecina, ale nie dane mi
                        bylo dlugo mieszkac, wyjechalem na studia na
                        Uniwersytet i nigdy juz nie wrocilem. Bywam w
                        Szczecinie co dwa lata, gdy odwiedzam Polske, choc
                        interesow mam juz coraz mniej (wraz ze smiercia mojego
                        ojca zakonczyl sie szczecinski odcinek sagi Chudzinskich).
                        Chetnie dopisze moje wspomnienia o belferkach,
                        niektorych niezwykle wymagajacych, niektorych
                        opiekunczych, a niektorych zawsze pijanych.

                        A teraz Kochani pytanie. Odbywaja sie jakies zjazdy,
                        spotkania, wieczorki, rocznice, itd? Chetnie przylece,
                        jesli mi moje obowiazki szkolne pozwola (ucze
                        matematyki i komputerow w kanadyjskiej szkole sredniej).

                        Pozdrawiam serdecznie
                        Jerzy Chudzinski
                        PS. Mozna do mnie pisac na jerzych@rogers.com lub
                        georgech@sprint.ca
                        • Gość: E. Re: Wspomnienia i spotkania IP: 141.202.246.* 03.01.02, 09:48
                          A to ciekawostka - moje siostry robiły maturę w 1966 - ja byłem szczun, ale
                          Twoje imię padało czasami. Ciekawe czy pamiętasz moje rodzeństwo ?
                        • Gość: E. Re: Do Jurka Ch. IP: 141.202.246.* 03.01.02, 22:55
                          Gość portalu: Jerzy Ch napisał(a):

                          > A teraz Kochani pytanie. Odbywaja sie jakies zjazdy,
                          > spotkania, wieczorki, rocznice, itd? Chetnie przylece,
                          > jesli mi moje obowiazki szkolne pozwola (ucze
                          > matematyki i komputerow w kanadyjskiej szkole sredniej).

                          We wrześniu 1998 odbył się zjazd absolwentów z okazji 50-lecia szkoły, wydano z
                          tej okazji "książkę" pt. -Pół wieku "piątki"- z listami absolwentów, nauczycieli
                          i wspominkami. Jeśli nie masz - może da się coś zrobić, daj cynk.
                          Wasz rocznik miał zjazd bodajże na 20-lecie matury, (a może 25?) nie pamiętam
                          dokładnie, było podobno nawet sporo osób. Inne "imprezy" są organizowane raczej
                          również w ramach poszczególnych klas zależnie od stopnia ... zżycia.
                          Pozdrawiam
                          E.

                          • Gość: Jurek Ch Re: Do E. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.01.02, 04:23
                            Stary, napisz do mnie na jeden z tych adresow:
                            jerzych@rogers.com lub georgech@sprint.ca Dzieki.
                            Albumem jestem ostro zainteresowany, siostry - jak mi
                            sie zdaje - kojarze przez mgielke (lepiej niz wcale,
                            prawda). Wlaczylem ostro resztki pamieci i zdaje mi
                            sie, ze pomylilem niektore nazwiska, np. Machaj, a nie
                            Madej, i Zarzycka, a nie Zakrzewska. Reszta prywatnie.
                            Pozdr Jurek
                            • Gość: Eliza hej ludzie z IV d - matura 1991 IP: 150.254.69.* 08.01.02, 11:40
                              Hej,
                              jestem pod wrażeniem, ze wspomnienia z VLO tak mogą wciągnąć. Mam pytanie, czy
                              jest tu kto z mojej miłej klasy IVd (matura 1991) - zupełnie straciłam kontakt
                              z 95% klasy po maturze. Beatko,jesteś tam?
                              A Galus i reszta ekipy to rzeczywiście był coś...
                              Pozdrawiam wszystkich, którzy przetrwali ten zakład bez większych strat
                              moralnych i psychicznych.
                              • wk112 Re: hej ludzie z IV d - matura 1991 08.01.02, 14:59
                                Elizo pewnie ze jest
                                masz wogole pozdrowienia od mojej Ciotki ostatnio jak byla u nas pytala o
                                Ciebie a ja jej powiedzialem ze kontaktu z Eliza nie mam
                                a tu patrzajta
                                pozdrowienia
                                WK
                                • Gość: bea Re: hej ludzie z IV d - matura 1991 IP: *.*.*.* 08.01.02, 17:29
                                  jestem, jestem i licze, ze pojawi sie tu wiecej osob,
                                  bo juz dalam znac o tym forum Karoli, a Ona moze pusci
                                  info dalej
                                  moje zdanie o naszej szkole jest podobne jak Elizy -
                                  choc pewnie nigdy nie bylo po mnie tego widac... coz,
                                  ludzie sie zmieniaja; ciekawe jak zmienili sie inni,
                                  co? moze kiedys uda nam sie spotkac
                                  • wk112 Re: hej ludzie z IV d - matura 1991 08.01.02, 20:23
                                    a wiecie ze to w zeszlej wiosny strzelilo nam 10 lat od matury az strach
                                    pomyslec:(
                                    • Gość: Eliza Re: hej ludzie z IV d - matura 1991 IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.02, 10:19
                                      To wiecie co IV d - robimy nowy wątek, co?
                                      Hej Bea, hej WK (dzięki pięknie za pozdrowienia od Cioci!
                                      idę robić nowy wątek. Eliza
                                  • Gość: Karo Re: hej ludzie z IV d - matura 1991 IP: 195.127.154.* 14.01.02, 13:49
                                    Czolem,
                                    Puszcze wiesci do Pszczol i Kamili, moze maja z kims jeszcze kontakt.
                                    Na zrazie, K.
                              • Gość: Karo Re: hej ludzie z IV d - matura 1991 IP: 195.127.154.* 14.01.02, 13:48
                                Czolem Eliza!
                                Oj, chyba nas tu niewielu! Be dopiero dzisiaj dala mi cynk i jest super. Milo
                                powspominac. Moze ta droga dotrzemy jeszcze do paru zagubionych owieczek Super
                                Weck(werth)'a?
                                Pozdrowienia, K.
    • abcdefg1 Re: V LO - piszcie!!! 15.01.02, 14:38
      Czy Kazia i Ylma to jedna i ta sama osoba?
      Uczyła mnie fizy w III klasie. Moja matura - 1980 lub 1981 rok (dokładnie nie
      pamiętam, ale wstyd).
      A czy Cybak od polskiego ktoś pamieta? To był dopiero ewenement.
      • pakuz Re: V LO - piszcie!!! 16.01.02, 15:39
        heja
        chyba ten sam rocznik - matura 1980 (w zeszlym roku byl niezly jubel -25 lat)
        Cybakowa oczywiscie pamietam , chociaz ja sam mialem z Bogucka
        jesli jestes z naszego rocznika to wejdz koniecznie na
        www.absolwencipiatki.v.pl - zobaczysz troche znajomych mord
        pozdro - pakuz
        • abcdefg1 Cybak 17.01.02, 14:44
          Tak to ten rocznik, a strona która mi podałeś jest mi znana. Często sprawdzam
          czy coś nowego jest.
          A na szkolne wspomnienia piatkowiczów w gazecie przypadkowo weszłam i bardzo mi
          sie spodobały, dlatego postanowiłam też coś w swojej pamięci odkurzyć i zabrać
          głos. Najbardziej charakterystyczna była dla mojej klasy Cybakowa, więc
          wspominki zacznę od niej. Może ktoś uzupełni???
          Apolonia Cybak - była to korpulentna niewiasta, ubierała się w kolorowe,
          kwieciste sukienki, które marszczyły się jej na fałdach brzusznych. Miała
          niesamowite skoki nastrojów, tak więc trudno było przewidzieć jej zachowanie.
          Kobieta ta nie potrafiła normalnie poprowadzić lekcji. Zawsze czymś nas
          zaskakiwała. Do tego dochodziła skleroza, więc często zmieniała temat,
          zapominała się, poruszała inny wątek. Czasami było to śmieszne, ale ogólnie
          rzecz biorąc – tragiczne. Zapamiętałam kilka charakterystycznych lekcji, które
          postaram się pokrótce opisać.
          Lekcja nr 1. Po sprawdzeniu listy obecności, nauczycielka podała
          temat: „Życie i twórczość Jana Kochanowskiego”. Następnie zaczęła dyktować
          notatkę:
          - „Jan Kochanowski należy do najwybitniejszych przedstawicieli epoki renesansu.
          Urodził się w 1530 roku w Sycynie ......”
          W trakcie monologu Apolonia grzebała sobie w uszach. W pewnym momencie spytała:
          - Kto powie jak się czyści uszy?
          Zatkało nas to pytanie, co prawda nie po raz pierwszy, ale oczywiście nikt się
          nie odezwał. Dostojna matrona wpatrywała się w nas z wyraźnym niesmakiem. Cisza
          doprowadziła ją do wściekłości i podniesionym tonem zaczęła nam wymyślać:
          - Jak to? Nikt nie wie w jaki sposób czyści się uszy? W takim razie proszę
          zapisać w zeszycie: „Przygotowujemy zapałkę, ucinamy łebek zakończony siarką i
          owijamy go watką. Następnie tak przygotowany wacik wkładamy najpierw do jednego
          ucha. Poruszamy ruchem obrotowym i po kilku sekundach wyjmujemy z ucha.
          Zmieniamy watkę na patyczku i wkładamy do drugiego ucha wykonując identyczne
          obroty. Po zakończeniu tych czynności wyrzucamy waciki do śmieci.”.
          Po zapisaniu tak ważnych informacji pani Cybak kontynuowała notatkę na temat
          Jana Kochanowskiego. Nagle coś sobie przypomniała i powiedziała:
          - Wiecie, wczoraj byłam w rzeźniku i kupiłam bekon.
          Wyskoczyła ni z gruszki, ni z pietruszki, więc tym bardziej nas rozśmieszyła.
          Gruchnęliśmy gromkim śmiechem. Taki obrót sprawy nie spodobał się polonistce,
          więc chwyciła za dziennik i zaczęła odpytywanie:
          - XXXXXXX, proszę powiedzieć co to jest bekon.
          XXXXXXX wstał, ale oczywiście nie potrafił podać odpowiedniej definicji.
          Zdenerwowana nauczycielka postawiła mu dwóję i powiedziała nie znoszącym
          sprzeciwu tonem:
          - Bekon to jest boczek wędzony. Proszę zapisać to w zeszytach! A przy okazji
          YYYYYYY poinformuj klasę co to jest rzeźnik.
          YYYYYY wstała, ale również nie potrafiła sklecić żądanej definicji. Tyczkowatą
          szyją poruszała i rozglądała się na boki z nadzieją, że ktoś wpadnie na
          genialną myśl i jej podpowie. Widząc tę sytuację, brak jakiejkolwiek reakcji ze
          strony zapytanej, Cybak prawie ze wściekłością krzyknęła:
          - Stanie taka długa gidyja i nic nie mówi. Mów coś!
          Oczywiście cisza, krzyk Apolonii nie odniósł żądanego rezultatu, więc znowu
          sarknęła:
          - Nic nie wiesz, siadaj! A wy piszcie: „Rzeźnik to jest sklep mięsny”.
          Po zapisaniu tych notatek wróciliśmy do właściwego tematu, czyli twórczości
          Jana Kochanowskiego. Najpierw omawialiśmy oczywiście słynne „Treny”. W trakcie
          analizy Cybak próbowała nas zaciekawić tematem, jednak byliśmy tak
          rozkojarzeni, że nikt nie wykazywał żadnych oznak zainteresowania. W końcu
          polonistka się zdenerwowała, chwyciła dziennik i krzyknęła:
          - ZZZZZ, co mam na myśli?
          Prawdopodobnie chodziło jej o problem zawarty w „Trenach”. ZZZZZ wstała i
          zdumionym wzrokiem rozglądała się po klasie szukając wsparcia. Jednak znikąd
          żadna podpowiedź nie przychodziła, bo któż mógł wiedzieć o co naszej Apolonii
          chodzi. Może tym razem sobie przypomniała, że była w sklepie odzieżowym i
          kupiła żakiet? Ponieważ w klasie panowała cisza, Cybak rzucając miażdżące
          spojrzenie ze złości syczała:
          - Jedyne, co wyraźnie słyszę zamiast odpowiedzi, to twoje milczenie. Siadaj!
          Dwója!
          Jak powiedziała, tak zrobiła i dalej wywoływała z dziennika. Przeszywając klasę
          po belfersku wzrokiem – ryknęła:
          - Co mam na myśli powie mi .... AAAAA.
          Pasmo naszych udręk przerwał dzwonek.

          cdn....

          • Gość: Jurek Ch Piątka, rocznik 1966 IP: *.sprint.ca 18.01.02, 05:36
            Są jeszcze tacy ludzie w Szczecinie? Chyba nie jestem najstarszy na tej
            stronie, co? Odezwijcie się. Wywołałbym po nazwisku kilka miłych mi dawniej
            ludzienków, ale szanuję prywatność. Bywam w Szczecinie co dwa lata, następny
            będzie w lipcu-sierpniu 2003, więc mamy sporo czasu na pogadanie w sieci, zanim
            (być może) się spotkamy. Oby.
            Ciekawią mnie również losy moich belferków. Zyją jeszcze? A jeśli tak, jak np.
            pani Zarzycka (tak przypuszczam, bo była od nas starsza od kilka lat zaledwie),
            to co robią. Słyszałem kiedyś, że podobno Zyła (p.Stefan Zyliński) już nie jest
            wśród nas. A co się dzieje z np p. Królem, moim ulubionym nauczycielem?? A jak
            się mają moje dwie gnębicielki (czytaj anty-nauczycielki), czyli Borkowska i
            Adamczykowa? A aparat Lenczewski? Wywalili go za dziewczynki, czy sam poszedł?
            A anglistka Majewska, starsza już wówczas pani? O, takie i inne pytania. Dajcie
            znać. Można też do mnie pisać na georgech@sprint.ca Najserdecznej pozdrawiam
            Jerzy Chudziński
            Ogromnie żałuję, że mogę przylatywać tylko latem. Niewiele wtedy możliwości.
            Może więc tą drogą kogoś znajdę. Jedną wspaniałą duszyczkę już znalazłem -
            czekam na następne.
            • abcdefg1 Re: Piątka, rocznik 1966 18.01.02, 14:09
              O losach naszych belfrów nic konkretnego nie wiem.
              Kilka lat wstecz było huczne świetowanie 'urodzin" piatki. Żałuję, ale nie
              byłam na akademii i innych spotkaniach, byłam tylko na pikniku w Gadomiu. Było
              wtedy pare nauczycielek.
              Jak ze wcześniejszych wypowiedzi wynika, a ja to potwierdzam, Patyra wcale się
              nie zmienia. Jak wyglądała X lat temu, tak samo się trzyma teraz. Właściwie to
              można pozazdrościć jej tego.
              Natomiast szok przeżyłam, gdy zobaczyłam Adamczykową. Zawsze starała się dbać o
              siebie, natomiast na pikniku zobaczyłam zgarbioną starszą kobiecinę. Nie do
              poznania!!!
              Pozdrowienia dla piatkowiczów.
              • javal Re: Piątka, rocznik 1966 22.01.02, 12:12
                abcdefg1 napisał(a):

                > Jak ze wcześniejszych wypowiedzi wynika, a ja to potwierdzam, Patyra wcale się
                > nie zmienia. Jak wyglądała X lat temu, tak samo się trzyma teraz. Właściwie to
                > można pozazdrościć jej tego.
                > Natomiast szok przeżyłam, gdy zobaczyłam Adamczykową. Zawsze starała się dbać o
                > siebie, natomiast na pikniku zobaczyłam zgarbioną starszą kobiecinę. Nie do
                > poznania!!!
                > Pozdrowienia dla piatkowiczów.

                fakt - widocznie Patyra się lepiej konserwowała ;)
                Nie zmienia się zewnętrznie, ale na imprezie zapalała takie teksty
                "A kto ty jesteś kochaneczku..."
                "Zenek ... pani psor" - padała odpowiedź
                "A tak.. tak... no i jak się masz Zbysiu?"
                :)) kabaret był niezły


          • abcdefg1 Gosławska 18.01.02, 14:20
            A teraz przypomniała mi się historia z Gosławską. Do dziś śmiać mi się chce jak
            przypominam ten fakt.
            Jak ktoś już wcześniej zauważył Gosławska zawsze miała to do siebie, że
            znienacka zaczynała się śmiać Któregoś razu, prowadząc lekcję, napadł ją atak
            wesołości. Delikatnie zapytaliśmy, z czego się śmieje, a ona na to:
            - Słuchajcie. Spytałam się dziś mojego synka: Wojtuś co ci się śniło? Jak
            myślicie, co odpowiedział?
            Próbowaliśmy znaleźć właściwą odpowiedź, ale bez rezultatu. Gosławska
            dokończyła więc swój wątek.
            - Wojtuś mi odpowiedział, że śnił mu się młotek!

            Kto pamięta jeszcze jakieś ciekawe historie z życia szkoły, belfrów?
            Piszcie!!!!!!!!!!


        • javal Re: V LO - piszcie!!! 22.01.02, 12:06
          pakuz napisał(a):

          > heja
          > chyba ten sam rocznik - matura 1980 (w zeszlym roku byl niezly jubel -25 lat)
          > Cybakowa oczywiscie pamietam , chociaz ja sam mialem z Bogucka
          > jesli jestes z naszego rocznika to wejdz koniecznie na
          > www.absolwencipiatki.v.pl - zobaczysz troche znajomych mord
          > pozdro - pakuz

          oj pakuz.. pakuz..
          w zasadzie wszystko się zgadza, ale dwa lata temu... a na 25 lecie to się jeszcze
          zabawimy :))


          • pakuz Re: V LO - piszcie!!! 22.01.02, 13:13
            javal napisał(a):

            > oj pakuz.. pakuz..
            > w zasadzie wszystko się zgadza, ale dwa lata temu... a na 25 lecie to się jeszc
            > ze
            > zabawimy :))
            >
            o qrwa , to juz dwa lata ? - a ja jeszcze dobrze nie wytrzezwialem po tej
            imprezie? :)
            i jescze chcesz mi zaserwowac powtorke na 25 lat ?
            moja watroba chyba tego nie wytrzyma

            • javal Re: V LO - piszcie!!! 22.01.02, 14:15
              pakuz napisał(a):

              > javal napisał(a):
              >
              > > oj pakuz.. pakuz..
              > > w zasadzie wszystko się zgadza, ale dwa lata temu... a na 25 lecie to się
              > jeszc
              > > ze
              > > zabawimy :))
              > >
              > o qrwa , to juz dwa lata ? - a ja jeszcze dobrze nie wytrzezwialem po tej
              > imprezie? :)
              > i jescze chcesz mi zaserwowac powtorke na 25 lat ?
              > moja watroba chyba tego nie wytrzyma
              >

              :-)))))))))))
    • Gość: Jazzek Re: V LO - 1981 IP: 212.244.79.* 21.01.02, 13:42
      Włączam się jako brakujące ogniwo pomiędza pakuza z jawalem a piotrka z rsadem.
      Niestety, mam wrażenie, że mój rocznik nie należał do tych wybitnych i
      barwnych, jak chociazby 1980, no ale trochę historyjek by się uzbierało.
      Postaram się tu w kilku(nastu?) odcinkach powspominać postacie grona
      pedagogicznego i co tam jeszcze mi się skojarzy.

      No to na początek Jego Wysokość Król.

      Nie był to dyrektor jakim by się można pochwalić. Nie wychowawca czy partner
      młodzieży, ale typ nudnego aparatczyka. Bardzo charakterystyczne było jego
      wystąpienie podczas jubileuszu "piątki:. Podczas gdy poprzedni dyrektorowie
      mówili ciekawie i z humorem, to nasz Król przedstawił referat w stylu "przed
      wojną staliśmy na skraju przepaści...". Weźmy też pierwszą Solidarność, gdy
      chodziły dowcipy, że w partii w VLO zostały tylko 2 osoby: Rosiakowa i właśnie
      Król, bo jako dyrektor bał się podpaść partii (nomenklatura!). A pierwszy raz,
      gdy zobaczyłem że jest to człowiek bez fantazji nastąpił już jesienią '77 -
      otóż na jednej z przerw obiadowych zebrała się grupka muzykantów bodajże z
      czwartych klas (matura '78), i dalejże zaczęli przygrywać na jazzowo. No i
      wszystko pięknie, publika zadowolona, a tu wbiega Ludomir i rozgania imprezę.
      Tak oto zachęcano młodzież do aktywności! Nic dziwnego, że w pamięci uczniów
      Król figuruje głównie jako tępiciel palaczy.
      • javal Re: V LO - 1981 22.01.02, 12:04
        rzeczywiście Król zupełnie nie miał poczucia humoru
        pamiętam jak się wściekł gdy w Kaktusie opublikowano podobizny (jego i dwóch
        wice dyrektorek) na kartach do gry i podpisano "Król i dwie damy"
        Innym razem przeprowadził drobiazgowe śledztwo gdy na drzwiach do jego gabinetu
        powiesili mu tabliczkę "ANTYK-WARIAT". O ile pamiętam czynności dochodzeniowe
        nie przyniosły rezultatu ;))


        • abcdefg1 Edziu 22.01.02, 12:42
          A ja powspominam o Edziu. Kto pamięta cos ciekawego z jego "licealnego"
          życiorysu?

          Pracy techniki i plastyki uczył nas Edziu Domański. Zajęcia odbywały
          się w sali w piwnicy. Chyba do końca życia nie zapomnę, jakie wrażenie na mnie
          zrobił nauczyciel tego przedmiotu pojawiając się na pierwszej lekcji. Otóż
          wesoło rozprawiając staliśmy przed salą i oczekiwaliśmy na nadejście pedagoga.
          W trakcie dyskusji zauważyliśmy faceta, który zbliżał się chwiejnym krokiem w
          naszym kierunku. Miał na sobie poplamioną marynarkę i nieuprasowane spodnie. Z
          daleka brud błyszczał z wyświechtanych nogawek staromodnych portek. Całości
          wyglądu zewnętrznego sylwetki dopełniały mokasyny nieco nadgryzione zębem
          czasu. Głowę ozdabiały tłuste i przylizane włosy. Któraś z dziewczyn przerażona
          krzyknęła:
          - O Boże! Jakiś pijak idzie!
          Pomyliła się, bo to był nasz nauczyciel od pracy techniki i plastyki. Na tych
          zajęciach nasza klasa (chyba nie tylko nasza) szalała, wrzeszczała i huczała.
          Nikt nie zwracał uwagi na zacne ciało pedagogiczne. Panował taki harmider, że
          nie słychać było własnych myśli. Edziu próbował okiełznać nasz wybujały
          młodzieńczy temperament, lecz jego usiłowania nie przynosiły zamierzonego
          rezultatu. W końcu przestawał panować nad sytuacją i aby wzmocnić swoją pozycję
          nie przebierał w słowach:
          - Z Wami to tylko do ZOO!
          - Zachowujecie się jak banda pajaców!
          - Z czego rżysz YYYYY?
          - Przestańcie rechotać jak konie!
          - Tylko mi spróbuj chamie !
          - Bo w gębę zaraz ...


          cdn
          • pakuz Re: Edziu 22.01.02, 13:07
            e tam , do Edka nie ma sie co czepiac
            u nas bylo calkiem spokojnie , a najwazniejsze , ze Edek nie przeszkadzal
            nam grac w brydza
            czasami tylko jak wpadl mu do glowy jakis glupi pomysl , zeby poprowadzic lekcje
            to musielismy go uciszac
            ale ogolnie byl bardzo grzeczny :)
            dopiero pozniej , jak sie hajtnal z peosia to mu odbilo - ale to juz nie moje
            czasy
            • javal Re: Edziu 22.01.02, 14:19
              pakuz napisał(a):

              > e tam , do Edka nie ma sie co czepiac
              > u nas bylo calkiem spokojnie , a najwazniejsze , ze Edek nie przeszkadzal
              > nam grac w brydza
              > czasami tylko jak wpadl mu do glowy jakis glupi pomysl , zeby poprowadzic lekcj
              > e
              > to musielismy go uciszac
              > ale ogolnie byl bardzo grzeczny :)
              > dopiero pozniej , jak sie hajtnal z peosia to mu odbilo - ale to juz nie moje
              > czasy

              taaaak - bliższy kontakt z Kobyłą musiał być niezdrowy
      • Gość: Jurek Ch Krol? Czy to ten Krol? IP: *.sprint.ca 23.01.02, 04:35
        Dla mnie, Jazzku, to jest bomba wiadomosc. Nigdy bym nie pomyslal, ze ten
        facet byl taki. Jesli to ten sam facet. Bo Krol (nie pomne imienia) uczyl mnie
        matematyki w I LO, do ktorego chodzilem przed Piatka. Byl tam vice. Lekcje byly
        wprost fantastyczne. Bardzo go lubilismy. Chodzil w nieco przykrotkich
        spodniach, w pospiechu przeskakiwal po kilka stopni, by zdazyc na lekcje,
        nogawki podciagaly sie nieco za wysoko, zawsze spozniony, zawsze spieszacy
        gdzies. Opowiadalismy o nim taka zagadke: kto to? Wpada do klasy piec minut
        przed koncowym dzwonkiem, opowiada dowcip, sprawdza domowe, wyklada lekcje,
        odpowiada na pytania i wypada z klasy pietnascie minut przed koncowym
        dzwonkiem. Ale wspomnienia nie musza sie pokrywac, to jasne. Ja wspominam
        bardzo przykro Adamczykowa. Byla absolutnie strasza, typowy socjalistyczny
        antynauczyciel - zawsze sie darla, siala strach, krancowo nie obiektywna, nie
        wykladala, lecz dyktowala, nie uczyla myslenia, nie motywowala (no nie,
        motywowala, skrajnie negatywnie) - nauczyla mnie mniej niz zero. To dzieki
        niej, jak zwyklem mowic, do dzis odrozniam drzewo od ptaka, tylko dlatego, ze
        drzewo nie lata. Ale beda ludzie, ktorzy jakos przertwali lub wdarli sie w
        laski, ktorzy powiedza, ze nie bylo najgorzej, bo najgorsza byla .... Obora.
        Obora, czyli Oborski, bardzo czesto pijany, w poniedzialki zawsze, nauczyciel
        matematyki. Ale z matemy, to mi kazdy mogl skoczyc, wiec to mnie nie ruszalo.
        Wracajac do Krola - moge uwierzyc w jego propartyjnosc i gnebienie palaczy.
        Szkoda prawdziwa, ze tyle z niego zostalo w pamieci niektorych kolegow. Cieplo
        pozdrawiam wszystkich piatkowiczow
        • javal Re: Krol? to ten Krol 23.01.02, 09:38
          tenże sam. wiem, że czasem uczył matmy, ale przede wszystkim zajmował się
          "królowaniem"
        • javal Re: Krol? to ten Krol? 23.01.02, 09:40
          a... zapomniałem dodać, że został dyrem tak coś około 75-76 roku. przed nim był
          Zacha (o ile mnie pamięć nie myli, a ma prawo :)
        • Gość: Jazzek Re: Krol? Czy to ten Krol? IP: 212.244.79.* 23.01.02, 10:00
          Jurku, Ty masz obraz Króla jako nauczyciela, a ja obraz Króla jako króla... Nic
          dziwnego, że nie przystają one do siebie. Za moich czasów także nauczał, ale
          nie było mi dane :)
          Pozdrowienia z tej strony jeziorka! (tzn. wschodniej)
        • Gość: Andy'91 Re: Krol? Czy to ten Krol? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 13:33
          Pozdrowienia dla Szanownych Kolegow, ktorzy przezyli VLO kilkanascie lat przede
          mna - zwlaszcza dla znanych z innych watkow Javala i Pakuza. Co do Krola to
          macie calkowita racje - przed objeciem posady w VLO uczyl kilka lat w ILO
          (warto przeczytac Jego wspomnienia umieszczone na stornie piatki), m.in. matke
          mojego kolesia z klasy, do ktorej to mial zwyczaj biedaka porownywac. Ja
          zalapalem sie na ostatnie lata jego "krolowania" (zastapil Go przybyly z
          Technikum Kolejowego historyk Muszynski) i koncowke Jego kariery matematycznej.
          Byl juz niestety cieniem samego siebie sprzed lat, mial spore klopoty z
          rozwiazywaniem zadan i jeszcze wieksze z utrzymaniem dyscypliny na lekcjach.
          Przez rok uczyla mnie rowniez biologii Jego zona, zastepujaca w tym czasie
          Adamczykowa, z ktora nigdy nie mialem okazji sie bezposrednio spotkac. O samej
          Adamczykowej nasluchalem sie niesamowitych opowiesci od rok starszeo kolesia
          (uczestnik rejsu Sydnej-Hobart na "Lodce Sport" - tak, tak, tam tez byli nasi),
          ktory wyjezdzal na cotygodniowe mecze poza Szczecinem uzbrojony obowiazkowo w
          ksiazke od bioli. Pozdro. A.
      • Gość: Jazzek Odc. 2: Zarzycka IP: 212.244.79.* 23.01.02, 10:13
        Nie wiem dlaczego do tej pory nie pojawiła się we wspomnieniach ta nad wyraz
        sympatyczna osoba. Jeśli by próbować ją scharakteryzować jednym słowem, to
        najlepszy byłby wyraz "terrorystka". Może ja się mylę, ale chyba nie lubiła za
        bardzo młodzieży (teraz już się nie dziwię ;).
        Nie miałem z nią zajęć, ale zetknęliśmy się podczas jednego incydentu.
        Otóż jednym z naczelnych zadań grona pedagogicznego w moich czasach było
        tępienie gry w brydża. Przeganiani z klubu, stołówki i innych miejsc
        znaleźliśmy kiedyś przytulny zakątek. Jak wiadomo, z szatni prowadziły na górę
        dwa wyjścia. W celu skuteczniejszej kontroli obuwia zmiennego wąskie przejście
        drugą klatką schodową zostało zamknięte na amen, dzięki czemu utworzył się kąt
        na tyle obszerny, że mogła się tam swobodnie zmieścić czwórka brydżystów (nie
        pamiętam już, czy też jakieś siedziska i stolik). Zbieraliśmy się tam często po
        lekcjach czy na przerwach na parę partyjek. Jedno takie posiedzenie zakończyło
        się niezbyt przyjemnie, gdyż p. Zarzycka podczas rutynowej kontroli korytarzy
        musiała usłyszeć naszą zapewne zbyt gorącą licytację. Oczywiście zostaliśmy
        objechani z góry na dół (i na boki też ;). Lecz brydż nie umarł!!!
    • abcdefg1 Edziu 22.01.02, 14:20
      Edzia się nie czepiam, tylko wspominam jego charakterystyczną sylwetkę,
      zachowanie ..... Fakt, był w porząsiu. A jak się zmienił gdy wszedł na nowa
      drogę życia z Peosią vel Kobyłą, tego nie wiem, bo to nie za moich lat edukacji
      w piątce. Fakt, że gdy dowiedziałam się o tym małżeństwie to usiadłam z
      wrażenia, bo wydawało by się, że absolutnie do siebie nie pasowali. Ale cóż:
      życie płata niespodzianki!
      A tak nawiasem mówiąc: swoimi wspominkami chcę uaktywnić pamięć piątkowiczów i
      sprowokować do wypowiedzi.
      Pozdrowienia dla piątkowiczów.
      • Gość: Jurek Ch Jeszcze o moich czasach IP: *.sprint.ca 23.01.02, 05:08
        i nauczycielach, a kończyłem w roku 1966. (są jeszcze na świecie ludzie z tych
        czasów??) Obsmarowałem przed chwilą Adamczykową. Nie lubiłem też (z
        wzajemnością) Borkowskiej, polonistki. Dała mi ostro do wiwatu od pierwszego
        dnia, gdy się przeniosłem z I LO. W jedenastej klasie bardzo się starałem
        zapracować na czwórkę, ale mi się nie udało. Na maturze, inne polonistki
        podczytywały moją pracę i notatki, i nie kryły zadowolenie ze sposobu, w jaki
        radziłem sobie z tematem. W pracy nie było ani jednego błędu - dostałem 3+ z
        recenzją, że "temat spłycony". Jak widać, nie przeskoczyłem. Bywa. Do moich
        ulubionych nauczycieli należeli pani Zarzycka od historii (i wiadomości o
        świecie współczesnym), póżniejsza (chyba) vice w piatce oraz niezapomniany, a
        nieżyjący już (jak się przed chwilą dowiedziałem - dzięki Ewo, zaraz odpiszę)
        pan Zyliński, czyli Zyła. Uczył mnie (oprócz fizyki) również astronomii. Był
        bardzo ludzki. Brał wszystko, rozumiał jeszcze więcej, patrzył dalej, niż my
        jeszcze dziś potrafimy (przynajmniej niektórzy z nas). Lubił nas, lubił
        młodzież, często żartował, pomagał. I nigdy, przenigdy nie robił problemów.
        Pogodny, leciutko uśmiechnięty, jakby zamyślony. A może ta postawa tak duży go
        kosztowała. W tamtych czasach?!?!
        Pozdrawiam ciepło
        • javal Re: Jeszcze o moich czasach 23.01.02, 09:47
          Zarzycka został wice za czasów Króla i ją to uwieczniono na portetach
          karcianych.
          Fizę mieliśmy też z Żylińskim i powiem szczerze, że był to jeden z najlepszych
          belfrów jakich miałem w życiu. Co prawda w czwartej klasie, w ramach
          przygotowania do egazminów na uczelnie techniczne dostaliśmy do zrobienia
          nadprogramowo 500 wybranych zadań z fizy, ale to tylko procentowało na studiach.
          Astronomia za to była z Koniem (qrcze - jak on miał na nazwisko?)
          może mnie ktoś poratuje: niski, z charakterystyczną szczęką
          Tylko niech nikt nie mówi, że nazywał się Gmoch ;)

          • Gość: Edek Re: Jeszcze o moich czasach IP: 141.202.246.* 23.01.02, 09:52
            javal napisał(a):

            > Astronomia za to była z Koniem (qrcze - jak on miał na nazwisko?)
            > może mnie ktoś poratuje: niski, z charakterystyczną szczęką
            > Tylko niech nikt nie mówi, że nazywał się Gmoch ;)
            >
            Józef Gelbard zwany "Koniem" - podobno mieszka w Danii

            • javal Re: Jeszcze o moich czasach 23.01.02, 10:12
              Gość portalu: Edek napisał(a):

              > javal napisał(a):
              >
              > > Astronomia za to była z Koniem (qrcze - jak on miał na nazwisko?)
              > > może mnie ktoś poratuje: niski, z charakterystyczną szczęką
              > > Tylko niech nikt nie mówi, że nazywał się Gmoch ;)
              > >
              > Józef Gelbard zwany "Koniem" - podobno mieszka w Danii
              >

              ufff - tks
              też na G ;)
              Z powodu rzadkich z nim kontaktów jakoś nie zakodowałem.
              Co on robi w Danii?
              • Gość: Edek Re: Jeszcze o moich czasach IP: 141.202.246.* 23.01.02, 10:55
                javal napisał(a):
                > > >
                > > Józef Gelbard zwany "Koniem" - podobno mieszka w Danii
                > >
                > ufff - tks
                > też na G ;)
                > Z powodu rzadkich z nim kontaktów jakoś nie zakodowałem.
                > Co on robi w Danii?

                Tego niestety nie wiem - wiadomość o Danii wzięta z wątku "Entuzjazm V-
                kowiczów..." podana przez bpiasek - ja wcześniej słyszałem o wyjeździe do Izraela
                (okazało się, że pakuz też to słyszał) i że mu się tam nie najlepiej wiodło...
                (tzn. "Koniowi", a nie pakuzowi)

                Przyjmuję, że bpiasek ma najświeższe dane .... czyli Dania, ale nic ponadto.

                • abcdefg1 Cybak- c.d 23.01.02, 11:55
                  Ponieważ najbarwniejsze wspomnienia wiążą mi się z Cybakową, więc ten wątek
                  będę poruszała co jakiś czas. Może komuś coś sie przypomni?

                  Kolejna lekcja języka polskiego. Apolonia z miną wklęsłą wtoczyła się do
                  klasy. Gdy groźnie zlustrowała wzrokiem obecnych to zaraz umilkły rozmowy a
                  blady strach padł na nas. W milczeniu myśleliśmy: "Czym ona nas dziś zaskoczy?"
                  A katalog pomysłów miła niezwykle imponujący. Z każdym dniem był bogatszy o
                  nowe przedsięwzięcia, którymi nas raczyła. Usiadła przy pulpicie nauczycielskim
                  i oczywiście szeroko rozstawiła nogi, aby zająć wygodną pozycję na dalszą część
                  dnia. Po odczytaniu listy obecności przez chwilę zajęła się własną osobą.
                  Podpiłowała sobie paznokcie, gdzieś się podrapała, poprawiła biustonosz.
                  Ponadto musiały ją kozaki uwierać, bo porozsuwała sobie suwaki. Przypomniała
                  sobie, że trzeba podać temat lekcji, więc poczłapała w tych kłapiących kozakach
                  w kierunku tablicy. Następnie zadała nam analizę fraszek Kochanowskiego, a sama
                  usiadła na krześle. W pewnym momencie zauważyłam, że Apolonia zdejmuje kozaka z
                  jednej nogi. Zaintrygowana obserwowałam w napięciu dalszy rozwój akcji. A było
                  na co popatrzeć. Nasza polonistka zaczęła zdejmować pończochę. Byłam zszokowana
                  tym widokiem (i nie tylko ja), więc z otwartą buzią i wybałuszonymi oczami
                  czekałam co będzie dalej. Otóż Apolonia po zdjęciu pończochy zaczęła
                  wygrzebywać sobie brud między palcami nóg. To było niezwykle zajmujące zajęcie,
                  więc pochłonięta czynnościami higieny osobistej nie widziała rosnącego
                  zainteresowania klasy jej zachowaniem. Następnie, jak gdyby nic, założyła
                  pończochę i kłapiącego kozaka. Tych samych czynności dokonała z drugą nogą.
                  Wszyscy gapili się w nią jak sroki w gnat. Byłoby to dobre porównanie gdyby nie
                  to, że nie było na niej gnatów. Później Apolonia przypomniała sobie o lekcji i
                  zaczęła wyrywać do odpowiedzi. Oczywiście nikt nawet jednej fraszki nie
                  przeczytał, bo był zainteresowany osobą Apolonii. No i zaczęło się:
                  - VVVVVVVV co chciał przekazać Kochanowski we fraszce „Na zdrowie”?


                  Ludzie!!! Tak naprawdę było!!!!!!
                  • Gość: Jurek Ch A ja tak dobrze wspominam Zarzycka! IP: 10.13.129.* 23.01.02, 22:54
                    Jest jednakze, Drodzy Moi, jedna zasadnicza roznica. Jedna, jedyna. Gdy
                    Zarzycka zaczela uczyc w Piatce, to nazywala sie ... Morawska. I byla TUZ po
                    studiach. Nie miala wiele dosiadczenia, wiec uczyla, jak umiala. Czyli calkiem
                    przyzwoicie. I wcale nie byla ostra, ani zlosliwa. To byl jej pierwszy rok w
                    szkole, a moj ostatni. Pamietam takie zdarzonko. Dwie dziewuszki majace ocenki
                    typu piatka i trojka uparly sie zdawac na piatke na okres (byl to czas czterech
                    okresow). Zarzycka sie zgodzila. Stwierdzilem, ze mam dwie czworki, wiec tez
                    chce. Tez sie zgodzila. Stoimy tak sobie przed psorka, panie po bokach,
                    rodzynek w srodeczku. Zarzycka rzuca po pytanko, raz w lewo, raz w prawo, znow
                    w lewo, to w prawo. Przytaknalem ze dwa razy, wyszlismy z piatkami. Mile bylo.
                    Umiem historie najlepiej z calej dalekiej i bliskiej mojej rodziny, a takze
                    wsrod licznych przyjaciol malo kto mi dorwnuje. Mozna wiec miec miec do ucznia
                    dobre podejscie. Szkoda, ze pozniej byla, jaka byla. Zreszta ... moze "musiala"
                    (no brydza nie musiala tepic, powinna wspierac) taka byc, skoro sie
                    zdeklarowala. O ile wiem, byla partyjna i latala do tego komitetu co chwila. A
                    byli (i jeszcze zyja - okresie jaruzela, gdy najpierw stawiano na "kadry", a
                    potem przymuszano) tacy, co oddali posady, a do partii nie wstapili.
                    To jak to byla z ta Adamczykowa?? Cieplo pozdrawiam
                    • Gość: Jazzek Re: A ja tak dobrze wspominam Zarzycka! IP: 212.244.79.* 24.01.02, 09:02
                      Na pewno się ucieszy :)

                      No cóż, nasze oceny są z zasady subiektywne. I bardzo dobrze, że jest takie
                      forum, gdzie można człowieka zobaczyć w różnych aspektach.

                      Tak nawiasem, to właśnie odkryłem, że kończyłeś piątkę razem z moją kuzynką Ewą
                      (jedną z siedmiu Ew w tym roczniku). Dla ułatwienia dodam pierwszą literkę
                      nazwiska - S. ;)
                      • abcdefg1 A mnie uczyły same miernoty 24.01.02, 13:21
                        A mnie edukowały same miernoty.

                        j. polski - Cybak (patrz wyżej jak wyglądały lekcje )
                        j. niemiecki - najpierw Krupka 2 lata (nie narzekam), ale później przez 2 lata
                        same zastępstwa (?????!!!!!!) - fajnie, no nie?
                        j. rosyjski - Romaniuk (do niej nic nie mam, a właściwie chyba najmilej
                        wspominam)
                        matma - najpierw przez 1 rok kobieta o imieniu Maria, która tylko rok zabawiła
                        w VLO, a później Barbara Piasecka (beznadziejny nauczyciel, kiedyś ją opiszę),
                        biola - Adamczyk
                        gegra - Frej (lekcje polegały na przepisywaniu urywków z ksiązki - tzw.praca
                        indywidualna z podręcznikiem)
                        chemia - Weckwert
                        fiza - najpierw Siudziński, później Ylma (to chyba sławetna Kazia)
                        PO - Kobyła
                        wt - Edziu
                        historia - Gocławska

                        I co Wy na to?
                        • pakuz Re: A mnie uczyły same miernoty 24.01.02, 13:35
                          abcdefg1 napisał(a):

                          > A mnie edukowały same miernoty.
                          >
                          > j. polski - Cybak (patrz wyżej jak wyglądały lekcje )
                          j.polski - bugucka (chyba jednak lepiej mialem od ciebie)
                          > j. niemiecki - najpierw Krupka 2 lata (nie narzekam), ale później przez 2 lata
                          > same zastępstwa (?????!!!!!!) - fajnie, no nie?
                          j.angielski - polowka (nie bylo tak najgorzej)
                          > j. rosyjski - Romaniuk (do niej nic nie mam, a właściwie chyba najmilej
                          > wspominam)
                          romaniuk byla extra - kto sie nie chcial nauczyc , nie musial (czyli ja)
                          > matma - najpierw przez 1 rok kobieta o imieniu Maria, która tylko rok zabawiła
                          > w VLO, a później Barbara Piasecka (beznadziejny nauczyciel, kiedyś ją opiszę),
                          matma to oczywiscie basia rosiak (zwana rowniez- rosa) matematyczka wspaniala
                          wychowawczyni - ................ albo lepiej bez komentarza
                          > biola - Adamczyk
                          jak wyzej, haslo: zakuj-zdaj-zapij-zapomnij
                          > gegra - Frej (lekcje polegały na przepisywaniu urywków z ksiązki - tzw.praca
                          > indywidualna z podręcznikiem)
                          gegra - oczywiscie PATYRA
                          > chemia - Weckwert
                          jak wyzej - wspominam bardzo dobrze , najbardziej sie zdziwilem z oceny koncowej
                          dostalem 4 !!! - JA !!! TOTALNY CHEMICZNY MATOŁ
                          > fiza - najpierw Siudziński, później Ylma (to chyba sławetna Kazia)
                          fiza - zylinski , klasa sama w sobie
                          > PO - Kobyła
                          > wt - Edziu
                          > historia - Gocławska
                          po,wt,historia j.w.
                          > I co Wy na to?
                          chyba nie bylo tak zle ??
                        • javal Re: A mnie uczyły same miernoty 12.02.02, 10:45
                          miernoty? ale te 90% ludków dostawało się na studia i w pracy zawodowej też
                          sobie nie najgorzej radzą. więc tacy genialni byliśmy? :))


                          • Gość: Jazzek Re: A mnie uczyły same miernoty IP: 212.244.79.* 19.02.02, 10:10
                            He he, jak szkoła brała najlepszych, to i wyniki miała najlepsze.
                            Weźmy rocznik 1978. Ile tam było tęgich głów, co różne laury zdobywały, a jeden
                            to nawet w ministry poszedł (ale to nie z tych tęgich głów ;)
                            A mój 1981 skromniutko... Niby nauczyciele Ci sami, więc co, nagle zaczęli
                            gorzej uczyć? Pedagodzy OK, ale cóż oni poradzą, gdy geniuszów brak...
                      • Gość: Jurek Ch Re: A ja tak dobrze wspominam Zarzycka! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.01.02, 03:57
                        Gość portalu: Jazzek napisał(a):

                        > Tak nawiasem, to właśnie odkryłem, że kończyłeś piątkę
                        razem z moją kuzynką Ewą
                        >
                        > (jedną z siedmiu Ew w tym roczniku). Dla ułatwienia
                        dodam pierwszą literkę
                        > nazwiska - S. ;)

                        Pamietam, Drogi Jazzku, dwie Ewy. Jedna P, druga O.
                        Pierwsza studiowala w Wwie (chyba, jakby mateme), druga
                        byla jakis czas (i moze jeszcze jest) w Sz). Wiec Ew nie
                        kojarze. Jakies dodatkowe namiary. A moze napiszesz do
                        mnie na georgech@sprint.ca
                        to moze popiszemy sobie i o innych sprawach, bo chyba nie
                        tylko na tym forum skrzyzowaly sie (pozytywnie) nasze
                        poglady.
                        Cieplo pozdrawiam Jurek
                        PSPSPSPSPS
                        Pamietacie LUDZIE, takiego czlowieczka nazwiskiem
                        Lenczewski???
                        Mialem okazje pogadac w czas weekendu o nim z kims, kogo
                        on rowniez uczyl Ciekaaaaawe to bylo. Wiecie cos wiecej.
                        Ja napisze o nim nieco pozniej (czyli, jak skoncze
                        poprawiac obecne egzaminy w mojej szkolce, brr, to jest
                        sporo roboty, ale lubie).
                        • ula.mac Matura 1991 - klasa IVe (biol-chem) 28.01.02, 23:25
                          Hello,
                          Minelo juz ponad 10 lat od czasu kiedy ostani raz widzialam kogokolwiek,
                          niektorych nazwisk juz nie pamietam a i twarze juz niezbyt wyrazne. Ciekawa
                          jestem co slychac, jak leci, pewnie wszyscy juz maja dzieci, mezow, zony -
                          szkoda ,ze tak potracilismy kontakt, bo pewnie bylo by co opowiadac i
                          wspominac... Mam nadzieje, ze ta droga, znowu mozemy nawiazac kontakt... pa

                          Ula
                  • Gość: wojtek_w Re: Cybak- c.d IP: *.client.attbi.com 12.02.02, 18:51
                    o o "obierajacym sie" paluszku pani Cybak - albo o przeciskaniu sie pomiedzy
                    zsunietymi lawkami - niestety te opowiesci sa z "drugiej reki" ( o ile sie nie
                    myle to tylko klasa "A" 74-80 miala z pania Cybak) , choc wciaz je pamietam
                    :)))
                    • Gość: abcdefg1 Re: Cybak- c.d IP: *.filar.pl 14.02.02, 08:04
                      Tego nie słyszałam. Moze tak wiecej szczegółów?
    • abcdefg1 Re: V LO - piszcie!!! 30.01.02, 11:51
      Czyżby spadło zainteresowanie wspominkami z VLO?
      Ludzie piszcie!!!!!!!!!!! Wspominajcie!!!!!!!!!

      • fianka V LO - piszcie!!! 04.02.02, 13:36
        Moze i ja dolacze. Mature zdalam w 1975 roku. Byl i prof.prof. Zacha i Król i
        Zarzycka i prof. Patyra i Sacharska,Żylinski i Gelbart ( ten od fizyki i
        astronomii) i prof. Bogucka od jęz. polskiego i prof. Romaniuk i Kossowska( WF/
        w damskim wykonaniu ) . I nie pozostalo mi nic jak wspominac z sentymentem.
        Jakos zlych chwil nie pamietam a moze nie chce pamietac, nie komentuje i nie
        krytykuje. To byla moja szkola , najmilszy ogólniak bo moze innych nie znalam .
        Czytam i ze zdumieniem dowiaduje sie,ze to byla okropna szkola, jakies dziwne
        grono pedagogicze zlozone z nieudacznikow? Czyzby?? Czy tak rzeczywiscie
        bylo??? W koncu popatrzcie jakich wsapnialych ludzi ta szkola wypuscila....nie
        nie mowcie,ze nie mieli w tym swojej zaslugi bo wlasnie tu mlodziez dorastała.
        Piszecie,ze musieliscie ich znosic !! :-)) oj cos mi sie wydaje , ze to
        wlasnie owo grono pedagogiczne musialo sie meczyc z uczniami, ktorzy czasami
        byli nieposkromieni, pozjadali wszystkie rozumy, byli zlośliwi i mieli
        prominentnych rodzicow ( tak..tak...!!)
        Nagle amnezja i nikt nie pamieta....jak bylo w rzeczywistosci.
        A mnie raduja wspomnienia Dyr. Zachy, ktory potrafil wyciagnac z kieszeni
        pieniadze i dlugowlosego ucznia wyslac do fryzjera. A te przyklejane na "
        skorolep" tarcze - zapomnieliscie? A w latach 70-tych mundurki??? a obuwie
        zastepcze??? a wycieczki krajoznawcze z prf. Patyra????
        Klub pod 5- tka , Kaktus czytany namiętnie, palenie papierosow w toalecie i
        chetnie robione gazetki scienne by nie uczestniczyc w lekcjach.
        Troszke usmiechu kochani "piatkowicze"- to bylo i juz nie wroci.
        A mnie pozostaly wspomnienia i szacunek dla tych moich kochanych profesorw.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka