tygrys_koszalin
20.08.04, 22:47
Oddał dzieci w ręce pedofila
Zboczeniec od lat prowadzi w Koszalinie wycieczki dla młodzieży. Sam przyznał
się naszemu dziennikarzowi, że molestował dzieci. Wiedzą o tym jego
przełożeni, prokurator, policja. Nie robią nic!
Wczoraj podczas rozmowy z naszym dziennikarzem czterdziestokilkuletni
mężczyzna przyznał, że jest chory na pedofilię. W 1989 roku został skazany na
5 lat więzienia za czyny lubieżne wobec nieletnich na kolonii w Bielsku-
Białej. Po trzech latach wyszedł z więzienia i wrócił do Koszalina. Nie ma
stałej pracy a w Polskim Towarzystwie Turystyczno-Krajoznawczym w Koszalinie
organizuje i prowadzi rajdy i wycieczki, jest też wychowawcą na koloniach. W
styczniu 2003 roku opiekował się dziećmi na zimowisku w Unieściu. Trójka
dwunastolatków poskarżyła się rodzicom, że opiekun podglądał jednego z nich
podczas kąpieli, spał pijany z innymi chłopcami w jednym pokoju, często
przytulał ich i obejmował. Rodzice dzieci powiadomili prokuraturę, która
poprosiła Włodzimierza Wawrzynowskiego, koszalińskiego psychologa, aby
sprawdził jako biegły, ile prawdy jest w tym, co mówią chłopcy.
- Stwierdziłem, że ich opowieści są wiarygodne - mówi psycholog. Sprawę
jednak umorzono. Stało się tak pomimo tego, że pedofil przyznał przed
prokuratorem, iż aby trafić na kolonię zataił swoje skłonności i wyrok z
Bielska-Białej!
Władze PTTK także doskonale wiedzą o przeszłości mężczyzny i wydarzeniach z
ubiegłego roku. Włodzimierz Wawrzynowski: - W rozmowach z pracownikami PTTK
zwracałem uwagę, że pomimo umorzenia sprawy przez prokuraturę człowiek ten
nie powinien mieć żadnego kontaktu z młodocianymi. Wśród tych, z którymi
psycholog rozmawiał był Piotr Talko-Hryncewicz, jeden z działaczy PTTK. -
Natychmiast powiadomiłem prezesa o podejrzeniach psychologa. Niestety, nie
zareagował - twierdzi.
Spotkaliśmy się z matką jednego z chłopców (imię i nazwisko do wiadomości
redakcji), który jakiś czas temu brał udział w marszu na orientację. Podczas
marszu instruktorem był skazany za molestowanie. - Podobno w dziwny sposób
chłopców dotykał, cały czas się przysiadał i przytulał. Syn się wystraszył i
trzymał się od niego z daleka. To prawda, że nie zrobił nikomu krzywdy, ale
ja już nigdy mojego syna nie oddam pod opiekę PTTK - zapowiada kobieta.
Więcej na ten temat w papierowym wydaniu "Głosu Pomorza".