Gość: Mariner
IP: *.cust.tele2.pl
26.07.05, 14:57
Sprawa korporacji prawniczych i związane z tym przepychanki to
tylko odłamek większej całości. To relikt Polski branżowej, rodem z PRL, a
może nawet relikt z czasów średniowiecza.
Poszczególne resorty są postrzegane jako rodzaj super związków zawodowych,
których jedynym zadaniem jest zapewnienie „swoim”, lepszych niż ogólne
warunków życia.
Korporacje to szczególny przypadek tej choroby. To wyższa kategoria
uprzywilejowanych ludzi w resortowych księstwach.
Niewydolne państwo z chęcią się pozbywa kłopotów, zajęte walką polityczną o
przetrwanie. Z kolei po dziesięcioleciach zamordyzmu wolność jest często
pojmowana jako brak jakichkolwiek zobowiązań wobec państwa i społeczeństwa, a
autonomia zawodowa to z kolei zero odpowiedzialności, a nawet, jak to bywało w
przypadku medyków, prawo do bezkarnego zabijania. (nie chodzi mi o błąd w
sztuce!)
Nastąpiło totalne odwrócenie zasad, na których powinno opierać się społeczeństwo.
Służba zdrowia, w.g. medyków powinna więc być, dziedziną życia oddaną w pacht
jej pracownikom, oczywiście z nieograniczonym dostępem do publicznych
pieniędzy. Prawo ma być prywatnym poletkiem prawników. Nawet jego stanowienie,
ma zapewnić szmal prawnikom.
Szkoły z kolei to przede wszystkim źródło dochodów nauczycieli, a nie miejsce
kształcenia młodych obywateli. Uczniowie to zło konieczne, co było widać w
walce o kształt matur. Matury mają służyć debilowatym nauczycielom, a nie uczniom!
W związku z powyższym ministrem zdrowia musi być koniecznie lekarz, resortem
oświaty musi kierować nauczyciel, a sprawiedliwości, prawnik. Maja pilnować
interesów sitwy. Tak samo jest z innymi zawodami.
Od rolników wszystko trzeba kupić po „opłacalnych”, a jakże, cenach. Węgiel
należy fedrować, bez względu na koszty i potrzeby. Jak nie, to rozwydrzeni
pijani górnicy zdemolują Warszawę.
Polskie filmy trzeba przymusowo oglądać, bez względu na ich poziom, a
przynajmniej płacić beztalenciom rodzaju Pazury. (mnie jest wszystko jedno,
czy przymusowo muszę kupić bilet, czy zapłacę na ten cel podatek).
Przedstawiciele zawodów, którzy nie mają „swoich” resortów mają
„przechlapane”, będąc żerowiskiem uprzywilejowanych zawodowych korporacji.
Ponieważ pieniędzy na to wszystko brakuje, walka o nie przypomina walkę stada
zgłodniałych hien nad resztkami padliny.
Zapomina się o podstawowej funkcji, jaką spełniają poszczególne zawody.
Profesja powstaje wtedy, gdy istnieje społeczne zapotrzebowanie na jakąś
usługę lub produkcję. Każdy zawód pełni więc rolę służebną wobec reszty
społeczeństwa. Nie ma zapotrzebowania, to zawód upada i zanika. Wszelkie formy
zmuszania do kupna towarów i usług to rozbój w biały dzień. I nie ważne, czy
przymusowo kupuje państwo, czy poszczególny obywatel. Pieniądze są i tak
podatnika.
To społeczeństwo powinno decydować o kształcie, jaki ma mieć poszczególna
dziedzina życia, a w konsekwencji o poziomie życia w poszczególnych zawodach.
Tymczasem, w Polsce lekarze decydują, jaką mamy mieć służbę zdrowia, prawnicy,
jakie prawo, nauczyciele, jakie szkoły i tak dalej. Z jakim skutkiem? Każdy
widzi. Społeczeństwo w praktyce nie ma nic do powiedzenia jak ma wyglądać w
Polsce służba zdrowia, system prawny, szkolnictwo i tak dalej. Prostaczki mają
siedzieć cicho i słuchać, co im „oświeceni mądrale” wymyślą. Oczywiście ubiera
się to w „prospołeczną” frazeologię.
Korporacje to związki zawodowe przedstawicieli wolnych zawodów, których
głównym celem jest wyciśnięcie ze społeczeństwa tyle ile się da i to dla
możliwie wąskiej, uprzywilejowanej grupy ludzi. Tak było w cechach
rzemieślniczych w przededniu rewolucji przemysłowej.
W pewnym momencie cechy tak blokowały rozwój przemysłu, że zostały one
zmiecione, lub marginalizowane.
O braku jakiejkolwiek logiki w tym systemie, świadczy jak wprowadzano kasy
fiskalne dla różnych zawodów. Tym, którzy się bronic nie potrafili, a nie
korporacyjnym mafiom.
Mam nadzieję, ze czas i życie jednak działają na niekorzyść korporacji w
obecnym ich kształcie i kompetencjach.. Oby!
M.