Gość: sanders
IP: *.one.pl / *.one.pl
08.01.06, 21:40
Ja i moi rodzice przeżyliśmy takie zaczadzenie. Był środek nocy, sąsiadka
mieszkająca piętro wyżej chciała się wykąpać, woda podgrzewana była piecykiem
gazowym. Odkręciła kurek, poszła do pokoju i... zasnęła. A woda leciała,
tlenek węgla z piecyka trafił do niedrożnego przewodu kominowego i zamiast do
góry poleciał na dół - do nas do łazienki. U sąsiadki rozprzestrzenił się po
całym mieszkaniu - kobieta zginęła. U nas pozostał w łazience, a każdy kto do
niej wszedł stracil przytomność. Akurat wszyscy, poza babcią, udali się do
mniej mniej więcej w tym samym czasie. Zaczęliśmy tracić przytomność. Babcia
zobaczyła co się dzieje i poszła sąsiadów którzy powiadomili pogotowie.
Skończyło się na utracie przytomności, kiedy się obudziłem podawano mi tlen.
Wydarzyło się to 15 lat temu, w dniu, kiedy przypadały moje urodziny...