Dodaj do ulubionych

Pomnik Dmowskiego

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.10.06, 14:25
w Warszawie. Dlaczego tak denerwuje różne mniejszości?
Obserwuj wątek
    • Gość: historyk Re: Pomnik Dmowskiego IP: 212.14.8.* 19.10.06, 14:30
      Dlaczego tak denerwuje różne mniejszości?

      Bo nazywał niepodległe państwo ukraińskie "karczmą zajezdną Europy", a w
      swoich, pożal się Boże, "powieściach" odmalowywał postaci potwornych żydowskich
      arendarzy, dybiących na zgubę niewinnych, lnianowłosych polskich arystokratów
      tudzież na pszenno-buraczaną krasę ich cnotliwych bogdanek. Antysemita,
      ukrainożerca, grafoman, germanofob i homoseksualista, nienawidzący gejów w
      jednym - ogólnie rzecz biorąc, jednostka głęboko zaburzona. Istny wzór dla
      młodzieży. W IV RP.
      • praszczur1 Re: Pomnik Dmowskiego 19.10.06, 14:33
        Młodzieży Wszechpolskiej.
      • Gość: Szczuty Re: Pomnik Dmowskiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.10.06, 15:10
        Na te bogdanki to dybie Mosze Kacaw. :)
        • Gość: monty Re: Pomnik Dmowskiego IP: *.chello.pl 19.10.06, 15:21
          Wiele dobrego dla niepodległości zrobił, należy mu się godne miejsce dla jego
          majestatu, miejsca jest dość na Powązkach jak usuniemy te komusze katafalki.
          A gejów wtedy nie było, tylko sodomici.
          • Gość: historyk Re: Pomnik Dmowskiego IP: *.chello.pl 20.10.06, 01:17
            > A gejów wtedy nie było, tylko sodomici.

            Sodomita to naonczas (jak i dzisiaj) zoofil. Polecam zapoznanie się z
            prawodawstwem II RP i zniesieniem penalizacji stosunków HOMOSEKSUALNYCH. Nie
            stylizuj się tak bardzo na epokę, bo jeszcze przestaniesz uzywać kompa (mózgu
            juz nie używasz, ale to w historii powszechne zjawisko, niezależne od epoki).
      • teodor_jeske_choinski_1 Re: Pomnik Dmowskiego 13.08.14, 14:44
        Gość portalu: historyk napisał(a):

        > Dlaczego tak denerwuje różne mniejszości?
        >
        > Bo nazywał niepodległe państwo ukraińskie "karczmą zajezdną Europy",
        ---------------------------------------------------------------------------------------------------
        I mial racje.
        • Gość: X Re: Pomnik Dmowskiego IP: *.dynamic.chello.pl 14.08.14, 03:30
          A nawet srację.
          • Gość: Vlad.H. Re: Pomnik Dmowskiego IP: *.FTTH.ispfabriek.nl 14.08.14, 19:28
            swietne okreslenie na temat tego co mamy w Polsce - sracja!
    • dariusz.matecki Re: Pomnik Dmowskiego 19.10.06, 19:14
      Skandalem jest, aby w takim sporym mieście jak Szczecin nie było nawet ulicy
      Romana Dmowskiego. Mam nadzieję, że po 12 listopada to się zmieni.
      • absztyfikant Re: Pomnik Dmowskiego 19.10.06, 20:47
        Nie ma i nie bedzie. Mam w tym pewne zaslugi.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=70&w=8913565&a=8913565
        • sprawiedliwosc_ludowa Re: Pomnik Dmowskiego 19.10.06, 20:58
          Obym cie nie dopadla, kmiotku.
          • sprawiedliwosc_ludowa Absztyfikant zapewne jest goracym przeciwnikiem 19.10.06, 22:47
            lustracji, a tutaj w imie przyjazni polsko-zydowskiej lustruje Dmowskiego,
            jakby nie bylo czlowieka ktory przyczynil sie do odzyskania niepodleglosci
            przez Polske.
            Towarzyszu Absztyfikancie! Dobrze przyswoiliscie sobie zasady dialektyki
            marksistowskiej!


            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25695&w=50625447&wv.x=2&a=50632416
            • absztyfikant Re: Absztyfikant zapewne jest goracym przeciwniki 20.10.06, 15:43
              Jakie lustruje? Dmowski jest powszechnie opisany w literaturze historycznej.
              Mam zwyczajnie wrodzony wstret do nazistowskiego scierwa. Prosze zatem nie
              wyciagac pochopnych wnioskow.
        • Gość: historyk Re: Pomnik Dmowskiego IP: *.chello.pl 20.10.06, 01:14
          Chylę czoła, absztyf, za uratowanie Szczecina, miasta doświadczonego Maryjanem,
          od pokarania Dmowskim jako patronem ulicy...
          • ja_aska Re: Pomnik Dmowskiego 20.10.06, 11:55
            jeżeli ktoś nie rozumie protestów przeciw gloryfikacji dmowskiego najwidoczniej
            nie zna jego hańbiącej działalnosci
    • absztyfikant Fatalne dziedzictwo czesc 1 20.10.06, 16:00
      [pagina] LITERATURA I IDEOLOGIA
      Dmowski - fatalne dziedzictwo
      [podpis] ANDRZEJ OSĘKA
      Gazeta Wyborcza nr 258, wydanie waw z dnia 05/11/2005 - 06/11/2005 ŚWIĄTECZNA,
      str. 24
      Żydówka zawsze pozostanie Żydówką, Żyd - Żydem. Mają skórę inną, zapach inny,
      sieją zepsucie wśród narodów - pisał Roman Dmowski. Ten zasłużony dla sprawy
      niepodległości Polski mąż stanu potrafił napisać i takie słowa w
      swoim "Dziedzictwie" - powieści obsesyjnej

      Zakochany pyta: "Czy lubisz Żydów?". Zakochana odpowiada: "Nie, brzydzę się
      nimi". On czuł to od dawna, bo gdy trzymali się kiedyś za ręce, dziewczyna rękę
      wyrwała, spuszczając wzrok. Wyszedł, by jej słabości nie wykorzystać.

      Tu snucie miłosnych wspomnień przeradza się w wykład o różnicach rasowych: "W
      tobie odezwał się wtedy wstyd kobiety, a we mnie honor mężczyzny - dwie wielkie
      instytucje naszej cywilizacji. (...) Tego nie znają Żydzi. Oni są niehonorowi,
      a ich kobiety bezwstydne". I tak przez całe 267 stron powieści Kazimierza
      Wybranowskiego "Dziedzictwo": mówi się o miłości, krajobrazie, patriotyzmie,
      polowaniu, nauce, społeczeństwie, religii - lecz każdy wątek prowadzi w końcu
      do tego, że Żydzi są brudni, chciwi, podli, zdradzieccy i wiecznie spiskują, by
      Polskę zgubić. Należy więc ich "tępić, jak się tępi drapieżne zwierzęta i
      jadowite gady".


      Wielki Polak
      Kazimierz Wybranowski to pseudonim literacki Romana Dmowskiego, głównego
      ideologa Narodowej Demokracji, twórcy Obozu Wielkiej Polski (1926) i
      Stronnictwa Narodowego (1928). Jego "Myśli nowoczesnego Polaka" (1903) uważane
      są za tekst fundamentalny dla narodowej orientacji politycznej. On sam - za
      czołową postać tego nurtu.

      Dmowski był wobec polskiej tradycji krytyczny. Wskazywał na jałowość mitologii
      powstańczej, na szkodliwość czynów zbrojnych z góry skazanych na przegraną.
      Jego wizja narodu była pod wieloma względami bliska koncepcji społeczeństwa
      obywatelskiego: Polacy mają walczyć o niepodległość poprzez rozszerzanie
      obszarów wolności, zakładanie związków i stowarzyszeń, szerzenie oświaty -
      zwłaszcza wśród ludu. Dążył do tego, by "wprowadzić lud do narodu" - do narodu,
      który przez stulecia był przede wszystkim szlachecki. Istnieje pogląd, że to
      inspirowana w dużej mierze przez Dmowskiego działalność oświatowa endecji
      sprawiła, iż w roku 1920 w Polsce lud wystąpił przeciw bolszewikom, ponieważ
      poczuł się związany z narodem polskim, nie zaś ze światową rewolucją
      proletariacką.

      Z upływem lat poglądy Romana Dmowskiego ewoluowały, zmieniała się sytuacja
      polityczna, a także klimat ideowy. Zmieniało się znaczenie słów i haseł.
      Pojęcie "wszechpolski" było początkowo związane ze śmiałą koncepcją
      skoordynowanej walki o niepodległość Polski na terenie wszystkich trzech
      zaborów. Temu służył wydawany przez Dmowskiego we Lwowie "Przegląd
      Wszechpolski". Gdy w wolnym zjednoczonym kraju zakładano z błogosławieństwem
      Dmowskiego Związek Młodzieży Wszechpolskiej, w słowie tym pobrzmiewała już
      głównie narodowa megalomania. Z której kiedyś Dmowski szydził, a ślady tego
      szyderstwa pozostały nawet w "Dziedzictwie".

      Idea zbliżenia z Rosją carską, połączona z uznaniem Niemiec za naszego głównego
      wroga, wielu wydaje się co najmniej wątpliwa, jednak to dzięki meandrom tej
      idei udało się Dmowskiemu na konferencji paryskiej w 1919 roku w sposób
      przekonujący przedstawić polskie prawa do ziem pod zaborem pruskim, tak że je
      odzyskaliśmy. Był - czemu nawet jego wrogowie nie zaprzeczają - niezwykle
      zręcznym i skutecznym dyplomatą.

      Wyrażano się o nim z ciepłym szacunkiem: Pan Roman. Przed paroma laty nazwano
      imieniem Dmowskiego rondo w centrum stolicy. Wkrótce będzie miał on w Warszawie
      okazały pomnik. Trwa konkurs, właśnie minął termin składania prac.


      Sympatie Pana Romana
      W dwudziestoleciu międzywojennym myśl narodowa coraz częściej ujawniała swe
      oblicze agresywne, totalitarne - we Francji, Włoszech, w Niemczech, Rumunii,
      Hiszpanii, także w Polsce. Również antysemityzm przestawał być tematem
      salonowych sporów i przejawem "zrozumiałej walki ekonomicznej". W ruch poszły
      pałki i posypały się szyby. Niby to jeszcze niewiele, lecz już pachniało
      mordem.

      W takiej to sytuacji Roman Dmowski, zasłużony dla sprawy niepodległości Polski
      mąż stanu i przenikliwy strateg polityki międzynarodowej, zaczął snuć swoje
      fantazje literackie, układając powieść, którą zatytułował "Dziedzictwo". Nie
      napisał jej przez sen. Włożył w nią wiele uczucia i przemyśleń. Ona jest
      faktem, którego się z naszej historii usunąć nie da.

      Powieść ukazywała się najpierw w odcinkach w endeckiej "Gazecie Warszawskiej
      Porannej". W formie książki wyszła w roku 1931. Dmowski (ur. 1864) wycofał się
      już wtedy z działalności partyjnej, nadal był jednak czynnym publicystą,
      ideologiem obozu narodowego. Sprzyjał włoskiemu faszyzmowi, który wedle
      niego "zdobył się na wielkie wysiłki ku wymieceniu z życia narodu czynników
      rozkładu moralnego, obyczajowego i religijnego". W szkicu "Hitleryzm jako ruch
      narodowy" (1932) Dmowski pisał: "Hitlerowcy rozumieją, że chcąc zorganizować
      Niemcy na podstawach narodowych, muszą zniszczyć pozycję Żydów i ich wpływ na
      społeczeństwo niemieckie". Zwracał jednak uwagę, że naziści mają przed sobą
      dylemat: "Żydzi byli awangardą niemczyzny na ziemiach polskich, [więc gdy się]
      idzie z Żydami przeciw Polsce, to trudno tych Żydów niszczyć w Niemczech".
      Niemcy - wiemy dziś - jakoś sobie z tym problemem poradzili.

      Niszczeniem Żydów w Polsce w celu "budowania podstaw narodowych" zajęła się w
      tamtych latach, na miarę swych możliwości, Młodzież Wszechpolska, napadając na
      żydowskie sklepy i bijąc studentów pochodzenia żydowskiego. Myśleć i działać
      uczyli się wszechpolacy, czytając Dmowskiego. Uczynili go swym prezesem
      honorowym.

      W latach 30. ukazywały się niemal co rok kolejne wydania "Dziedzictwa". W roku
      1942 książka wyszła w Londynie staraniem ks. Stanisława Bełcha, duszpasterza
      polskich emigrantów. Dwa lata później wydano ją w okupowanym Krakowie bez
      jakichkolwiek cięć. Hitlerowskim cenzorom ten rodzaj polskiego patriotyzmu
      widać nie przeszkadzał.

      Teraz można tę książkę kupić w Polsce w dwóch różnych wydaniach. Dwa
      wydawnictwa przekonują czytelników, jak bardzo jest aktualna, jak realne są
      opisywane w niej masońskie zagrożenia dla narodu.
      • absztyfikant Fatalne dziedzictwo czesc 2 20.10.06, 16:01
        Ideologiczny dreszczowiec
        Na polską wieś zjeżdża z zagranicy młody człowiek, który się tam wychowywał na
        koszt mało znanego sobie stryja. Stary pan zmarł właśnie, zostawiając mu dwór,
        pokaźny majątek ulokowany w londyńskich bankach oraz dziedzictwo duchowe w
        postaci dawnych swych grzechów, dramatów i nieszczęść. Jest pogrzeb w wiejskim
        kościółku, nocą, wokół panują "nieprzeniknione ciemności". Przy trumnie prawie
        pusto, żadnych przemówień, tylko cisza i groza. Zmarły - kiedyś światowiec -
        ostatnie lata spędził w zupełnej samotności, w domu otoczonym murem, strzeżonym
        przez złe psy. Bratanek, człowiek śmiały i twardy - nazywa się Zbigniew
        Twardowski - postanawia zmierzyć się ze spuścizną po stryju, stopniowo poznaje
        ponure tajemnice, które go złamały. A jest to ni mniej, ni więcej, tylko
        przegrana walka z masonerią i światowym żydostwem.

        Stryj Alfred Twardowski sam należał kiedyś do loży, posłusznie wykonywał
        amoralne rozkazy, gdy jednak zobaczył, jak "uczynni grabarze" (tak się bowiem w
        książce masoni nazywają) chcieli w toku wojny światowej wydać Polskę w ręce
        Niemiec, jej najgorszego wroga (niczego konkretnego o tych planach autor nam
        nie mówi), obudziło się w nim polskie sumienie - zerwał z "grabarzami",
        wykradłszy im uprzednio jakieś tajne masońskie papiery, wysoce całą organizację
        kompromitujące. "Grabarzom" nie udało się tych papierów odzyskać, poczęli więc
        niszczyć dawnego konfratra, czym się da, głównie oszczerstwami. Najbardziej
        jadowita okazała się plotka, której uwierzyła narzeczona zbuntowanego: że ma on
        brzydką chorobę prowadzącą do paraliżu i szaleństwa. Odeszła odeń, wyszła za
        innego, co doprowadziło Alfreda do przedwczesnej śmierci.

        Teraz bój z prześladowcami podejmuje Zbigniew, lecz on - jak mówi o sobie - nie
        jest "z tych, którzy są bici". Okazuje się, że przez dziesięć lat studiował
        różne nauki tajemne, zna język hebrajski, posiadł wiedzę o wszelkich sztuczkach
        masonów - a więc zna ich i potrafi odróżnić, choćby się podawali za Anglików,
        Holendrów, Polaków. Gdy więc przychodzą, by go wybadać, przekupić, nastraszyć,
        by w papierach po stryju odnaleźć masońskie dokumenty - Twardowski widzi, że na
        przykład dystyngowany mecenas Culmer, rzekomo Anglik z pochodzenia, ma grube
        wargi i oczy czarne jak węgle, gorejące, od których "wieje żar arabskiej czy
        syryjskiej pustyni". Semita, myśli Zbigniew. Sam ma oczy szare i cienkie
        zaciśnięte usta, jakie powinien mieć nieubłagany sędzia. Wkrótce wychodzi na
        jaw, że Culmer nazywa się Kulmer, a Kulmery to "Żydy polskie z Chełmna na
        Pomorzu". To właśnie ów mecenas - najważniejszy wśród miejscowych "grabarzy" -
        zniszczył stryja Alberta; dzięki niepojętym wpływom wynosi jednych ludzi,
        pogrąża innych, umiejętnie pilnując interesów żydowskich, jak to robią Żydzi w
        Polsce od wieków.

        Treścią "Dziedzictwa" jest atak masonów i kierujących nimi Żydów na głównego
        bohatera oraz osoby mu bliskie: haniebne oszczerstwa, szwindel z
        nieistniejącymi kopalniami złota, perfidne zrujnowanie szlachetnego, choć
        naiwnego ojca Wandy, ukochanej Zbigniewa, nagłe śmierci ze zgryzoty, zamach
        bombowy, wizyty tajemniczych delegatów ze światowej masońskiej centrali,
        ustawiczne spiskowanie, malownicza rozwiązłość (żydowska, oczywiście), pożar
        podpalonego przez masonów dworu. Mamy też podwójne morderstwo, jednak tutaj
        ofiarami są dwaj Żydzi: mecenas Kulmer i jego służący, również ciemny typ.
        Załatwił się zaś z nimi Grzegorz, wierny służący kiedyś Alberta, potem
        Zbigniewa. Wkrótce Grzegorz ginie bohatersko w czasie pożaru. Modlą się za jego
        duszę.


        Rady starego Żyda dla młodego
        Pewien fragment książki porównać można do protokołów mędrców Syjonu w
        miniaturze. Oto stary Kulmer, ojciec przyszłego mecenasa, poucza dorastającego
        syna, jak postępować z Polakami: "Lepiej, żeby się bawili dla Polski, niż
        pracowali dla niej. A gdy przyjdzie odpowiednia chwila, pchnąć ich dalej do
        krwawych manifestacji, żeby się dali zarzynać i zarzynali Polskę. Tak
        zrobiliśmy w 63 roku. I w tym jednym roku uszliśmy naprzód więcej niż przez
        trzydzieści lat poprzednich. A im przybywa jeszcze jedna rocznica do
        obchodzenia... Gdyby oni dostali z powrotem swoje państwo i na nowo by im było
        wszystko wolno, to bez przerwy urządzaliby jubileusze, rocznice, zjazdy,
        obchody, pochody... (...) Ja ci ręczę, że oni najpierw nauczą się ordynarnie
        kraść, niż powiększać polski majątek, i zanim Polskę wzbogacą, już ją
        rozkradną. I do tego także trzeba ich zachęcać. (...) Pieniądze przechodzą w
        nasze ręce i przyjdzie nie za długo czas, że tylko my je będziemy mieli. Wtedy
        wszyscy oni będą w naszej niewoli, będą służyli nam za część tego grosza, który
        żeśmy im zabrali. Ty, Henryku, będziesz bogaty, a twoje dzieci jeszcze
        bogatsze...".

        Dmowski pisał to, gdy Polacy mieli już od 12 lat niepodległe państwo, jednak
        obóz narodowy w nim nie rządził. Pisał "Dziedzictwo" przeciw rządzącej sanacji.
        Cała zawarta w książce spiskowa wizja nowego państwa sprowadza się do tego, że
        wszyscy rozkradają Polskę, a kierują tym i korzystają na tym Żydzi. Będą coraz
        bogatsi, my coraz biedniejsi. Działają z ukrycia. Ochrzcili się, pozmieniali
        nazwiska, stali się strasznymi patriotami. Jak stary Kulmer, który mówi do
        syna: "Widzisz, tu w rogu stoi Mickiewicz z gipsu, a przed nim lampka się pali.
        Ale za ile groszy dziennie tej oliwy się wypali? To mnie nie zrujnuje...".

        Córka Kulmera nazywa się Brzozowska. Za namową masonerii uwodzi Twardowskiego
        zmysłowymi liniami swego ciała, lecz mężczyzna o narodowym umyśle dostrzega u
        niej "wczesne przekwitanie kobiet tej rasy". A przy tym przez zapach mocnych
        perfum "przedziera się ostra, drażniąca, przykra woń jej bujnych, czarnych
        włosów". Żydówka zawsze pozostanie Żydówką, Żyd - Żydem, fizycznie,
        psychicznie, kulturowo. Mają skórę inną, zapach inny, z natury są cyniczni,
        rozpustni. Głosząc liberalizm - są rozsadnikami zepsucia wśród narodów. We
        wspomnianym szkicu z 1932 roku Dmowski pochwala faszystowskie i nazistowskie
        ograniczanie wolności - "bo w języku masońskiego liberalizmu wolnością nazywa
        się nie tylko możność myślenia, wierzenia i życia tak, jak się każdemu podoba,
        ale i pełną swobodę dla wszelkiej kanalii promenowania publicznie swej
        zgnilizny, narzucania jej wszystkim, czy chcą, czy nie chcą na nią patrzeć...".
        Podobnie myślą ci, którzy ze wstrętem wyrażają się dzisiaj o "paradach
        pedałów".

        Z powieści Dmowskiego wynika, że brzydzić się szczerze wszystkim, co tyczy "tej
        rasy" - to dawać świadectwo czystości moralnej, prawdziwej polskości. Wiejski
        proboszcz, człowiek gołębiego serca, współczuje znajomemu lekarzowi
        opatrującemu chore dzieci, że "dla chleba musi się tak grzebać w brudach
        żydowskich". Dla Zbigniewa Twardowskiego nawet potrawy żydowskiej kuchni są
        niedobre, za ciężkie.


        Narodowe powietrze
        "Dziedzictwo" nie jest jedynie książką dającą upust fobiom i obsesjom autora.
        Mamy tu również pewien obraz ideału narodowego - wzorowego mężczyzny, godnej
        naśladowania kobiety, znajdujemy opis właściwych stosunków międzyludzkich, a
        nawet pożądanych relacji między człowiekiem i zwierzęciem.

        Po zmarłym stryju Zbigniew odziedziczył rasowego wilka wabiącego się Piorun.
        Pies ten jest wcieleniem wierności oraz niezawodnego instynktu. Na niepojętej
        zasadzie wyczuwa, kto staje się jego nowym panem, a kto jest obcy. Gdy
        żydomasoneria podkłada bombę pod łóżko Twardowskiego, Piorun unieszkodliwia
        zamachowca, ratując swemu panu życie.
        • absztyfikant Fatalne dziedzictwo czesc 3 20.10.06, 16:01
          Instynkty są w wyobrażonym przez Dmowskiego-Wybranowskiego świecie niezmiernie
          ważne, nie tylko ostrzegają przed Żydem, lecz także pozwalają na mistyczną
          łączność z ziemią, ojcowizną. Gdy Zbigniew wychodzi z dubeltówką w pole
          i "wciąga w płuca to ostre zimowe powietrze polskie" - zaczyna się odradzać.
          Poznaje to po nim wspomniany proboszcz: "To zetknięcie z Polską tak na pana
          działa: tam, na obczyźnie, był pan rośliną, którą z korzeniami wyrwano z
          ziemi".

          Mądry starzec Grzybowski, wokół którego gromadzą się ludzie walczący z
          masonami, mówi Twardowskiemu: "był pan wśród obcych, którzy nic pana nie
          obchodzili". To - zwróćmy uwagę - plemienny sposób myślenia: obcy nie mogą
          człowieka obchodzić, tylko swoi. Wedle Grzybowskiego należy odrzucić
          indywidualizm, wznieść się ponad własne interesy, "oddać siły sprawie
          zbiorowości, społeczeństwa, narodu". Starzec widzi w Twardowskim coś, "co jest
          naszą wyższością nad ludźmi zachodnimi: pan ma mocne instynkty, wiążące pana z
          narodem; siedzi w panu porządny Polak".

          Potem okazuje się, że Twardowski to również człowiek, który umie rozkazywać,
          inni zaś słuchają jego rozkazów. W odróżnieniu od Alfreda, samotnika pokonanego
          przez wrogów, Zbigniew potrafi działać w zorganizowanych grupach - i zwycięża.
          Niczego jednak konkretnego o tych zwycięstwach się nie dowiadujemy, bo są to
          tylko rojenia autora o roli silnego człowieka na czele silnego, karnego narodu
          (Dmowski pochwalał skoszarowanie mężczyzn przez Hitlera.)

          Twardowski zdobył wszelako Wandę, która - co autor opisuje z rozmarzeniem -
          nazywa Zbigniewa w duszy "swoim władcą" i mówi mu: "Nikt nie wie, jak ja umiem
          być posłuszną. Ale tylko temu, kto umie rozkazywać". Pewien Żyd chciał Wandę
          poślubić, lecz ona go odtrąciła z odrazą, a Zbigniew - moralnie zmiażdżył i
          zdemaskował jego szalbierstwo.


          Robienie polskiego antysemityzmu
          Bardziej powściągliwi narodowi ideologowie utrzymują, że "Dziedzictwo" jest w
          dorobku Romana Dmowskiego pozycją marginalną, napisał bowiem tę książkę jako
          starszy schorowany człowiek. Prawda, że w powieści Dmowski pohulał sobie z
          większą niż zwykle swobodą, nadał swoim poglądom formę sensacyjną i
          melodramatyczną - lecz to są przecież jego poglądy. Wyrażał je już wtedy, gdy w
          1919 roku jako przedstawiciel państwa polskiego brał udział w międzynarodowej
          konferencji pokojowej. W liście do Stanisława Grabskiego pisał: "Dziś nie ma
          już wątpliwości, że międzynarodowy kahał zapanował na konferencji. Ze składu
          delegacji angielskiej, amerykańskiej, a nawet francuskiej i włoskiej usuwa się
          ludzi niemiłych Żydom, a nam przyjaznych...". Ten fragment mógłby się znaleźć
          w "Dziedzictwie".

          Przez dziesiątki lat Dmowski uparcie zespalał sprawy polskie z obsesją
          żydowskiego spisku. W "Dziedzictwie" miłość do ziemi ojczystej i antysemityzm
          tworzą jeden pogmatwany supeł. Prawda, że takie - nazwijmy je - poglądy
          istniały przed Dmowskim, jak również że podzielają je ludzie, którzy o nim nie
          słyszeli.

          Jednak może to być znak niedobry, że teraz właśnie stawia się Romanowi
          Dmowskiemu pomnik w Warszawie.

          ANDRZEJ OSĘKA


          [Podpis pod fot.]

          "Dzień bez Żydów. Żądamy urzędowego ghetta" - głosi napis na transparencie
          powieszonym przy wejściu do Politechniki Lwowskiej, rok 1937

          Roman Dmowski


          [autor fot./rys] ŻYDOWSKI INSTYTUT HISTORYCZNY, ADM
          GW
          Tekst pochodzi z Internetowego Archiwum Gazety Wyborczej. Wszelkie prawa
          zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez odrębnej
          zgody Wydawcy zabronione.


          © Archiwum GW 1998,2002,2004
      • Gość: dysio Kompleks IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 16:26
        Masz z jo-aska jakiś kompleks?
        • absztyfikant Re: Kompleks 20.10.06, 16:27
          Nie sadze. Aska prawdopodobnie brzydzi sie, jak wszyscy przyzwoici ludzie,
          nazizmem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka