Gość: Szczuty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.10.06, 14:25 w Warszawie. Dlaczego tak denerwuje różne mniejszości? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: historyk Re: Pomnik Dmowskiego IP: 212.14.8.* 19.10.06, 14:30 Dlaczego tak denerwuje różne mniejszości? Bo nazywał niepodległe państwo ukraińskie "karczmą zajezdną Europy", a w swoich, pożal się Boże, "powieściach" odmalowywał postaci potwornych żydowskich arendarzy, dybiących na zgubę niewinnych, lnianowłosych polskich arystokratów tudzież na pszenno-buraczaną krasę ich cnotliwych bogdanek. Antysemita, ukrainożerca, grafoman, germanofob i homoseksualista, nienawidzący gejów w jednym - ogólnie rzecz biorąc, jednostka głęboko zaburzona. Istny wzór dla młodzieży. W IV RP. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szczuty Re: Pomnik Dmowskiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.10.06, 15:10 Na te bogdanki to dybie Mosze Kacaw. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monty Re: Pomnik Dmowskiego IP: *.chello.pl 19.10.06, 15:21 Wiele dobrego dla niepodległości zrobił, należy mu się godne miejsce dla jego majestatu, miejsca jest dość na Powązkach jak usuniemy te komusze katafalki. A gejów wtedy nie było, tylko sodomici. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: historyk Re: Pomnik Dmowskiego IP: *.chello.pl 20.10.06, 01:17 > A gejów wtedy nie było, tylko sodomici. Sodomita to naonczas (jak i dzisiaj) zoofil. Polecam zapoznanie się z prawodawstwem II RP i zniesieniem penalizacji stosunków HOMOSEKSUALNYCH. Nie stylizuj się tak bardzo na epokę, bo jeszcze przestaniesz uzywać kompa (mózgu juz nie używasz, ale to w historii powszechne zjawisko, niezależne od epoki). Odpowiedz Link Zgłoś
teodor_jeske_choinski_1 Re: Pomnik Dmowskiego 13.08.14, 14:44 Gość portalu: historyk napisał(a): > Dlaczego tak denerwuje różne mniejszości? > > Bo nazywał niepodległe państwo ukraińskie "karczmą zajezdną Europy", --------------------------------------------------------------------------------------------------- I mial racje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: X Re: Pomnik Dmowskiego IP: *.dynamic.chello.pl 14.08.14, 03:30 A nawet srację. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Vlad.H. Re: Pomnik Dmowskiego IP: *.FTTH.ispfabriek.nl 14.08.14, 19:28 swietne okreslenie na temat tego co mamy w Polsce - sracja! Odpowiedz Link Zgłoś
dariusz.matecki Re: Pomnik Dmowskiego 19.10.06, 19:14 Skandalem jest, aby w takim sporym mieście jak Szczecin nie było nawet ulicy Romana Dmowskiego. Mam nadzieję, że po 12 listopada to się zmieni. Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: Pomnik Dmowskiego 19.10.06, 20:47 Nie ma i nie bedzie. Mam w tym pewne zaslugi. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=70&w=8913565&a=8913565 Odpowiedz Link Zgłoś
sprawiedliwosc_ludowa Re: Pomnik Dmowskiego 19.10.06, 20:58 Obym cie nie dopadla, kmiotku. Odpowiedz Link Zgłoś
sprawiedliwosc_ludowa Absztyfikant zapewne jest goracym przeciwnikiem 19.10.06, 22:47 lustracji, a tutaj w imie przyjazni polsko-zydowskiej lustruje Dmowskiego, jakby nie bylo czlowieka ktory przyczynil sie do odzyskania niepodleglosci przez Polske. Towarzyszu Absztyfikancie! Dobrze przyswoiliscie sobie zasady dialektyki marksistowskiej! forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25695&w=50625447&wv.x=2&a=50632416 Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: Absztyfikant zapewne jest goracym przeciwniki 20.10.06, 15:43 Jakie lustruje? Dmowski jest powszechnie opisany w literaturze historycznej. Mam zwyczajnie wrodzony wstret do nazistowskiego scierwa. Prosze zatem nie wyciagac pochopnych wnioskow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: historyk Re: Pomnik Dmowskiego IP: *.chello.pl 20.10.06, 01:14 Chylę czoła, absztyf, za uratowanie Szczecina, miasta doświadczonego Maryjanem, od pokarania Dmowskim jako patronem ulicy... Odpowiedz Link Zgłoś
ja_aska Re: Pomnik Dmowskiego 20.10.06, 11:55 jeżeli ktoś nie rozumie protestów przeciw gloryfikacji dmowskiego najwidoczniej nie zna jego hańbiącej działalnosci Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Fatalne dziedzictwo czesc 1 20.10.06, 16:00 [pagina] LITERATURA I IDEOLOGIA Dmowski - fatalne dziedzictwo [podpis] ANDRZEJ OSĘKA Gazeta Wyborcza nr 258, wydanie waw z dnia 05/11/2005 - 06/11/2005 ŚWIĄTECZNA, str. 24 Żydówka zawsze pozostanie Żydówką, Żyd - Żydem. Mają skórę inną, zapach inny, sieją zepsucie wśród narodów - pisał Roman Dmowski. Ten zasłużony dla sprawy niepodległości Polski mąż stanu potrafił napisać i takie słowa w swoim "Dziedzictwie" - powieści obsesyjnej Zakochany pyta: "Czy lubisz Żydów?". Zakochana odpowiada: "Nie, brzydzę się nimi". On czuł to od dawna, bo gdy trzymali się kiedyś za ręce, dziewczyna rękę wyrwała, spuszczając wzrok. Wyszedł, by jej słabości nie wykorzystać. Tu snucie miłosnych wspomnień przeradza się w wykład o różnicach rasowych: "W tobie odezwał się wtedy wstyd kobiety, a we mnie honor mężczyzny - dwie wielkie instytucje naszej cywilizacji. (...) Tego nie znają Żydzi. Oni są niehonorowi, a ich kobiety bezwstydne". I tak przez całe 267 stron powieści Kazimierza Wybranowskiego "Dziedzictwo": mówi się o miłości, krajobrazie, patriotyzmie, polowaniu, nauce, społeczeństwie, religii - lecz każdy wątek prowadzi w końcu do tego, że Żydzi są brudni, chciwi, podli, zdradzieccy i wiecznie spiskują, by Polskę zgubić. Należy więc ich "tępić, jak się tępi drapieżne zwierzęta i jadowite gady". Wielki Polak Kazimierz Wybranowski to pseudonim literacki Romana Dmowskiego, głównego ideologa Narodowej Demokracji, twórcy Obozu Wielkiej Polski (1926) i Stronnictwa Narodowego (1928). Jego "Myśli nowoczesnego Polaka" (1903) uważane są za tekst fundamentalny dla narodowej orientacji politycznej. On sam - za czołową postać tego nurtu. Dmowski był wobec polskiej tradycji krytyczny. Wskazywał na jałowość mitologii powstańczej, na szkodliwość czynów zbrojnych z góry skazanych na przegraną. Jego wizja narodu była pod wieloma względami bliska koncepcji społeczeństwa obywatelskiego: Polacy mają walczyć o niepodległość poprzez rozszerzanie obszarów wolności, zakładanie związków i stowarzyszeń, szerzenie oświaty - zwłaszcza wśród ludu. Dążył do tego, by "wprowadzić lud do narodu" - do narodu, który przez stulecia był przede wszystkim szlachecki. Istnieje pogląd, że to inspirowana w dużej mierze przez Dmowskiego działalność oświatowa endecji sprawiła, iż w roku 1920 w Polsce lud wystąpił przeciw bolszewikom, ponieważ poczuł się związany z narodem polskim, nie zaś ze światową rewolucją proletariacką. Z upływem lat poglądy Romana Dmowskiego ewoluowały, zmieniała się sytuacja polityczna, a także klimat ideowy. Zmieniało się znaczenie słów i haseł. Pojęcie "wszechpolski" było początkowo związane ze śmiałą koncepcją skoordynowanej walki o niepodległość Polski na terenie wszystkich trzech zaborów. Temu służył wydawany przez Dmowskiego we Lwowie "Przegląd Wszechpolski". Gdy w wolnym zjednoczonym kraju zakładano z błogosławieństwem Dmowskiego Związek Młodzieży Wszechpolskiej, w słowie tym pobrzmiewała już głównie narodowa megalomania. Z której kiedyś Dmowski szydził, a ślady tego szyderstwa pozostały nawet w "Dziedzictwie". Idea zbliżenia z Rosją carską, połączona z uznaniem Niemiec za naszego głównego wroga, wielu wydaje się co najmniej wątpliwa, jednak to dzięki meandrom tej idei udało się Dmowskiemu na konferencji paryskiej w 1919 roku w sposób przekonujący przedstawić polskie prawa do ziem pod zaborem pruskim, tak że je odzyskaliśmy. Był - czemu nawet jego wrogowie nie zaprzeczają - niezwykle zręcznym i skutecznym dyplomatą. Wyrażano się o nim z ciepłym szacunkiem: Pan Roman. Przed paroma laty nazwano imieniem Dmowskiego rondo w centrum stolicy. Wkrótce będzie miał on w Warszawie okazały pomnik. Trwa konkurs, właśnie minął termin składania prac. Sympatie Pana Romana W dwudziestoleciu międzywojennym myśl narodowa coraz częściej ujawniała swe oblicze agresywne, totalitarne - we Francji, Włoszech, w Niemczech, Rumunii, Hiszpanii, także w Polsce. Również antysemityzm przestawał być tematem salonowych sporów i przejawem "zrozumiałej walki ekonomicznej". W ruch poszły pałki i posypały się szyby. Niby to jeszcze niewiele, lecz już pachniało mordem. W takiej to sytuacji Roman Dmowski, zasłużony dla sprawy niepodległości Polski mąż stanu i przenikliwy strateg polityki międzynarodowej, zaczął snuć swoje fantazje literackie, układając powieść, którą zatytułował "Dziedzictwo". Nie napisał jej przez sen. Włożył w nią wiele uczucia i przemyśleń. Ona jest faktem, którego się z naszej historii usunąć nie da. Powieść ukazywała się najpierw w odcinkach w endeckiej "Gazecie Warszawskiej Porannej". W formie książki wyszła w roku 1931. Dmowski (ur. 1864) wycofał się już wtedy z działalności partyjnej, nadal był jednak czynnym publicystą, ideologiem obozu narodowego. Sprzyjał włoskiemu faszyzmowi, który wedle niego "zdobył się na wielkie wysiłki ku wymieceniu z życia narodu czynników rozkładu moralnego, obyczajowego i religijnego". W szkicu "Hitleryzm jako ruch narodowy" (1932) Dmowski pisał: "Hitlerowcy rozumieją, że chcąc zorganizować Niemcy na podstawach narodowych, muszą zniszczyć pozycję Żydów i ich wpływ na społeczeństwo niemieckie". Zwracał jednak uwagę, że naziści mają przed sobą dylemat: "Żydzi byli awangardą niemczyzny na ziemiach polskich, [więc gdy się] idzie z Żydami przeciw Polsce, to trudno tych Żydów niszczyć w Niemczech". Niemcy - wiemy dziś - jakoś sobie z tym problemem poradzili. Niszczeniem Żydów w Polsce w celu "budowania podstaw narodowych" zajęła się w tamtych latach, na miarę swych możliwości, Młodzież Wszechpolska, napadając na żydowskie sklepy i bijąc studentów pochodzenia żydowskiego. Myśleć i działać uczyli się wszechpolacy, czytając Dmowskiego. Uczynili go swym prezesem honorowym. W latach 30. ukazywały się niemal co rok kolejne wydania "Dziedzictwa". W roku 1942 książka wyszła w Londynie staraniem ks. Stanisława Bełcha, duszpasterza polskich emigrantów. Dwa lata później wydano ją w okupowanym Krakowie bez jakichkolwiek cięć. Hitlerowskim cenzorom ten rodzaj polskiego patriotyzmu widać nie przeszkadzał. Teraz można tę książkę kupić w Polsce w dwóch różnych wydaniach. Dwa wydawnictwa przekonują czytelników, jak bardzo jest aktualna, jak realne są opisywane w niej masońskie zagrożenia dla narodu. Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Fatalne dziedzictwo czesc 2 20.10.06, 16:01 Ideologiczny dreszczowiec Na polską wieś zjeżdża z zagranicy młody człowiek, który się tam wychowywał na koszt mało znanego sobie stryja. Stary pan zmarł właśnie, zostawiając mu dwór, pokaźny majątek ulokowany w londyńskich bankach oraz dziedzictwo duchowe w postaci dawnych swych grzechów, dramatów i nieszczęść. Jest pogrzeb w wiejskim kościółku, nocą, wokół panują "nieprzeniknione ciemności". Przy trumnie prawie pusto, żadnych przemówień, tylko cisza i groza. Zmarły - kiedyś światowiec - ostatnie lata spędził w zupełnej samotności, w domu otoczonym murem, strzeżonym przez złe psy. Bratanek, człowiek śmiały i twardy - nazywa się Zbigniew Twardowski - postanawia zmierzyć się ze spuścizną po stryju, stopniowo poznaje ponure tajemnice, które go złamały. A jest to ni mniej, ni więcej, tylko przegrana walka z masonerią i światowym żydostwem. Stryj Alfred Twardowski sam należał kiedyś do loży, posłusznie wykonywał amoralne rozkazy, gdy jednak zobaczył, jak "uczynni grabarze" (tak się bowiem w książce masoni nazywają) chcieli w toku wojny światowej wydać Polskę w ręce Niemiec, jej najgorszego wroga (niczego konkretnego o tych planach autor nam nie mówi), obudziło się w nim polskie sumienie - zerwał z "grabarzami", wykradłszy im uprzednio jakieś tajne masońskie papiery, wysoce całą organizację kompromitujące. "Grabarzom" nie udało się tych papierów odzyskać, poczęli więc niszczyć dawnego konfratra, czym się da, głównie oszczerstwami. Najbardziej jadowita okazała się plotka, której uwierzyła narzeczona zbuntowanego: że ma on brzydką chorobę prowadzącą do paraliżu i szaleństwa. Odeszła odeń, wyszła za innego, co doprowadziło Alfreda do przedwczesnej śmierci. Teraz bój z prześladowcami podejmuje Zbigniew, lecz on - jak mówi o sobie - nie jest "z tych, którzy są bici". Okazuje się, że przez dziesięć lat studiował różne nauki tajemne, zna język hebrajski, posiadł wiedzę o wszelkich sztuczkach masonów - a więc zna ich i potrafi odróżnić, choćby się podawali za Anglików, Holendrów, Polaków. Gdy więc przychodzą, by go wybadać, przekupić, nastraszyć, by w papierach po stryju odnaleźć masońskie dokumenty - Twardowski widzi, że na przykład dystyngowany mecenas Culmer, rzekomo Anglik z pochodzenia, ma grube wargi i oczy czarne jak węgle, gorejące, od których "wieje żar arabskiej czy syryjskiej pustyni". Semita, myśli Zbigniew. Sam ma oczy szare i cienkie zaciśnięte usta, jakie powinien mieć nieubłagany sędzia. Wkrótce wychodzi na jaw, że Culmer nazywa się Kulmer, a Kulmery to "Żydy polskie z Chełmna na Pomorzu". To właśnie ów mecenas - najważniejszy wśród miejscowych "grabarzy" - zniszczył stryja Alberta; dzięki niepojętym wpływom wynosi jednych ludzi, pogrąża innych, umiejętnie pilnując interesów żydowskich, jak to robią Żydzi w Polsce od wieków. Treścią "Dziedzictwa" jest atak masonów i kierujących nimi Żydów na głównego bohatera oraz osoby mu bliskie: haniebne oszczerstwa, szwindel z nieistniejącymi kopalniami złota, perfidne zrujnowanie szlachetnego, choć naiwnego ojca Wandy, ukochanej Zbigniewa, nagłe śmierci ze zgryzoty, zamach bombowy, wizyty tajemniczych delegatów ze światowej masońskiej centrali, ustawiczne spiskowanie, malownicza rozwiązłość (żydowska, oczywiście), pożar podpalonego przez masonów dworu. Mamy też podwójne morderstwo, jednak tutaj ofiarami są dwaj Żydzi: mecenas Kulmer i jego służący, również ciemny typ. Załatwił się zaś z nimi Grzegorz, wierny służący kiedyś Alberta, potem Zbigniewa. Wkrótce Grzegorz ginie bohatersko w czasie pożaru. Modlą się za jego duszę. Rady starego Żyda dla młodego Pewien fragment książki porównać można do protokołów mędrców Syjonu w miniaturze. Oto stary Kulmer, ojciec przyszłego mecenasa, poucza dorastającego syna, jak postępować z Polakami: "Lepiej, żeby się bawili dla Polski, niż pracowali dla niej. A gdy przyjdzie odpowiednia chwila, pchnąć ich dalej do krwawych manifestacji, żeby się dali zarzynać i zarzynali Polskę. Tak zrobiliśmy w 63 roku. I w tym jednym roku uszliśmy naprzód więcej niż przez trzydzieści lat poprzednich. A im przybywa jeszcze jedna rocznica do obchodzenia... Gdyby oni dostali z powrotem swoje państwo i na nowo by im było wszystko wolno, to bez przerwy urządzaliby jubileusze, rocznice, zjazdy, obchody, pochody... (...) Ja ci ręczę, że oni najpierw nauczą się ordynarnie kraść, niż powiększać polski majątek, i zanim Polskę wzbogacą, już ją rozkradną. I do tego także trzeba ich zachęcać. (...) Pieniądze przechodzą w nasze ręce i przyjdzie nie za długo czas, że tylko my je będziemy mieli. Wtedy wszyscy oni będą w naszej niewoli, będą służyli nam za część tego grosza, który żeśmy im zabrali. Ty, Henryku, będziesz bogaty, a twoje dzieci jeszcze bogatsze...". Dmowski pisał to, gdy Polacy mieli już od 12 lat niepodległe państwo, jednak obóz narodowy w nim nie rządził. Pisał "Dziedzictwo" przeciw rządzącej sanacji. Cała zawarta w książce spiskowa wizja nowego państwa sprowadza się do tego, że wszyscy rozkradają Polskę, a kierują tym i korzystają na tym Żydzi. Będą coraz bogatsi, my coraz biedniejsi. Działają z ukrycia. Ochrzcili się, pozmieniali nazwiska, stali się strasznymi patriotami. Jak stary Kulmer, który mówi do syna: "Widzisz, tu w rogu stoi Mickiewicz z gipsu, a przed nim lampka się pali. Ale za ile groszy dziennie tej oliwy się wypali? To mnie nie zrujnuje...". Córka Kulmera nazywa się Brzozowska. Za namową masonerii uwodzi Twardowskiego zmysłowymi liniami swego ciała, lecz mężczyzna o narodowym umyśle dostrzega u niej "wczesne przekwitanie kobiet tej rasy". A przy tym przez zapach mocnych perfum "przedziera się ostra, drażniąca, przykra woń jej bujnych, czarnych włosów". Żydówka zawsze pozostanie Żydówką, Żyd - Żydem, fizycznie, psychicznie, kulturowo. Mają skórę inną, zapach inny, z natury są cyniczni, rozpustni. Głosząc liberalizm - są rozsadnikami zepsucia wśród narodów. We wspomnianym szkicu z 1932 roku Dmowski pochwala faszystowskie i nazistowskie ograniczanie wolności - "bo w języku masońskiego liberalizmu wolnością nazywa się nie tylko możność myślenia, wierzenia i życia tak, jak się każdemu podoba, ale i pełną swobodę dla wszelkiej kanalii promenowania publicznie swej zgnilizny, narzucania jej wszystkim, czy chcą, czy nie chcą na nią patrzeć...". Podobnie myślą ci, którzy ze wstrętem wyrażają się dzisiaj o "paradach pedałów". Z powieści Dmowskiego wynika, że brzydzić się szczerze wszystkim, co tyczy "tej rasy" - to dawać świadectwo czystości moralnej, prawdziwej polskości. Wiejski proboszcz, człowiek gołębiego serca, współczuje znajomemu lekarzowi opatrującemu chore dzieci, że "dla chleba musi się tak grzebać w brudach żydowskich". Dla Zbigniewa Twardowskiego nawet potrawy żydowskiej kuchni są niedobre, za ciężkie. Narodowe powietrze "Dziedzictwo" nie jest jedynie książką dającą upust fobiom i obsesjom autora. Mamy tu również pewien obraz ideału narodowego - wzorowego mężczyzny, godnej naśladowania kobiety, znajdujemy opis właściwych stosunków międzyludzkich, a nawet pożądanych relacji między człowiekiem i zwierzęciem. Po zmarłym stryju Zbigniew odziedziczył rasowego wilka wabiącego się Piorun. Pies ten jest wcieleniem wierności oraz niezawodnego instynktu. Na niepojętej zasadzie wyczuwa, kto staje się jego nowym panem, a kto jest obcy. Gdy żydomasoneria podkłada bombę pod łóżko Twardowskiego, Piorun unieszkodliwia zamachowca, ratując swemu panu życie. Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Fatalne dziedzictwo czesc 3 20.10.06, 16:01 Instynkty są w wyobrażonym przez Dmowskiego-Wybranowskiego świecie niezmiernie ważne, nie tylko ostrzegają przed Żydem, lecz także pozwalają na mistyczną łączność z ziemią, ojcowizną. Gdy Zbigniew wychodzi z dubeltówką w pole i "wciąga w płuca to ostre zimowe powietrze polskie" - zaczyna się odradzać. Poznaje to po nim wspomniany proboszcz: "To zetknięcie z Polską tak na pana działa: tam, na obczyźnie, był pan rośliną, którą z korzeniami wyrwano z ziemi". Mądry starzec Grzybowski, wokół którego gromadzą się ludzie walczący z masonami, mówi Twardowskiemu: "był pan wśród obcych, którzy nic pana nie obchodzili". To - zwróćmy uwagę - plemienny sposób myślenia: obcy nie mogą człowieka obchodzić, tylko swoi. Wedle Grzybowskiego należy odrzucić indywidualizm, wznieść się ponad własne interesy, "oddać siły sprawie zbiorowości, społeczeństwa, narodu". Starzec widzi w Twardowskim coś, "co jest naszą wyższością nad ludźmi zachodnimi: pan ma mocne instynkty, wiążące pana z narodem; siedzi w panu porządny Polak". Potem okazuje się, że Twardowski to również człowiek, który umie rozkazywać, inni zaś słuchają jego rozkazów. W odróżnieniu od Alfreda, samotnika pokonanego przez wrogów, Zbigniew potrafi działać w zorganizowanych grupach - i zwycięża. Niczego jednak konkretnego o tych zwycięstwach się nie dowiadujemy, bo są to tylko rojenia autora o roli silnego człowieka na czele silnego, karnego narodu (Dmowski pochwalał skoszarowanie mężczyzn przez Hitlera.) Twardowski zdobył wszelako Wandę, która - co autor opisuje z rozmarzeniem - nazywa Zbigniewa w duszy "swoim władcą" i mówi mu: "Nikt nie wie, jak ja umiem być posłuszną. Ale tylko temu, kto umie rozkazywać". Pewien Żyd chciał Wandę poślubić, lecz ona go odtrąciła z odrazą, a Zbigniew - moralnie zmiażdżył i zdemaskował jego szalbierstwo. Robienie polskiego antysemityzmu Bardziej powściągliwi narodowi ideologowie utrzymują, że "Dziedzictwo" jest w dorobku Romana Dmowskiego pozycją marginalną, napisał bowiem tę książkę jako starszy schorowany człowiek. Prawda, że w powieści Dmowski pohulał sobie z większą niż zwykle swobodą, nadał swoim poglądom formę sensacyjną i melodramatyczną - lecz to są przecież jego poglądy. Wyrażał je już wtedy, gdy w 1919 roku jako przedstawiciel państwa polskiego brał udział w międzynarodowej konferencji pokojowej. W liście do Stanisława Grabskiego pisał: "Dziś nie ma już wątpliwości, że międzynarodowy kahał zapanował na konferencji. Ze składu delegacji angielskiej, amerykańskiej, a nawet francuskiej i włoskiej usuwa się ludzi niemiłych Żydom, a nam przyjaznych...". Ten fragment mógłby się znaleźć w "Dziedzictwie". Przez dziesiątki lat Dmowski uparcie zespalał sprawy polskie z obsesją żydowskiego spisku. W "Dziedzictwie" miłość do ziemi ojczystej i antysemityzm tworzą jeden pogmatwany supeł. Prawda, że takie - nazwijmy je - poglądy istniały przed Dmowskim, jak również że podzielają je ludzie, którzy o nim nie słyszeli. Jednak może to być znak niedobry, że teraz właśnie stawia się Romanowi Dmowskiemu pomnik w Warszawie. ANDRZEJ OSĘKA [Podpis pod fot.] "Dzień bez Żydów. Żądamy urzędowego ghetta" - głosi napis na transparencie powieszonym przy wejściu do Politechniki Lwowskiej, rok 1937 Roman Dmowski [autor fot./rys] ŻYDOWSKI INSTYTUT HISTORYCZNY, ADM GW Tekst pochodzi z Internetowego Archiwum Gazety Wyborczej. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez odrębnej zgody Wydawcy zabronione. © Archiwum GW 1998,2002,2004 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dysio Kompleks IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 16:26 Masz z jo-aska jakiś kompleks? Odpowiedz Link Zgłoś
absztyfikant Re: Kompleks 20.10.06, 16:27 Nie sadze. Aska prawdopodobnie brzydzi sie, jak wszyscy przyzwoici ludzie, nazizmem. Odpowiedz Link Zgłoś