felix_edmundowicz
22.01.07, 06:07
Nawet Olejniczak jak się okazuje nie ma za dobrego zdania o
ubekoesbekach(chociaż dobre zdanie ma xyz):
Założę się, że jak przyjdzie co do czego, to będziecie przeciw odbieraniu
przywilejów esbekom.
Zakład przyjęty. Niech będzie o kawę - sprawdzimy to na koniec kadencji. Jeśli
mówi pan, żeby odebrać emeryturę tym, którzy nękali opozycję, to ja mówię –
tak, odebrać. I mam nadzieję, że bracia Kaczyńscy to zrobią, a ja za takim
rozwiązaniem podniosę rękę.
Choćby na czele SLD stanęła osoba niepełnoletnia, urodzona w wolnej Polsce i
choćbyście otoczyli się gromadą zmultiplikowanych Sławomirów Sierakowskich,
choćbyście byli najbardziej europejscy w Europie, to zawsze będziecie bronić
SB. Taka wasza karma.
Udowodnię panu, że nie ma u nas rozmiękczania tej sprawy, że zawsze będziemy
dążyli do tego, by sprawiedliwości stało się zadość. Ale sprawiedliwości - nie
zemście. I to jest sedno sprawy. Bo trzeba oddać sprawiedliwość byłym
opozycjonistom.
To opozycjoniści, nie działacze partyjni mieli historyczną rację?
Zawsze powtarzałem i powtarzam, że dziękuję wszystkim tym, którzy walczyli o
wolną Polskę, że cieszę się, że mogę żyć w demokratycznym państwie bez
esbeków, bez łamania kręgosłupów.
www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=28771
Weryfikacja funkcjonariuszy SB w 1990 roku była fikcją
Trwają prace nad ustawą deubekizacyjną. Dziś już wiadomo, że weryfikacja
funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa w 1990 roku była fikcją. Uczestniczyli w
niej agenci bezpieki, a w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych zatrudniano
negatywnie zaopiniowanych esbeków - pisze "Głos Wielkopolski".
Dziennik przypomina, że w 1990 roku weryfikowano 14.038 funkcjonariuszy Służby
Bezpieczeństwa. Pozytywnie zaopiniowano 10.439 (74%). Spośród nich 8681
otrzymało pozytywne opinie w komisjach wojewódzkich, a pozostali po odwołaniu
się do Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej.
Weryfikację przeprowadzano w oparciu o przepisy wydane przez Czesława
Kiszczaka, szefa MSW i wicepremiera w rządzie Mazowieckiego. Wpływ na
działalność Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej mieli oficerowie Służby
Bezpieczeństwa, jeden z nich (Andrzej Anklewicz) był jej członkiem.
Wbrew powszechnym opiniom, nie wszyscy esbecy byli weryfikowani. Bez
sprawdzania zatrudniano pracowników pionów "B" (zajmujących się tajną
obserwacją), "T" (technika operacyjna np. zakładanie podsłuchów) i "W"
(kontrola korespondencji), chociaż wielu z nich czynnie zwalczało opozycję w
PRL. Z pozostałych struktur SB weryfikowano jedynie tych, którzy byli w SB do
31 lipca 1989, mieli poniżej 55 lat i chcieli dalej pracować w resorcie spraw
wewnętrznych. Tymczasem część oficerów jeszcze przed "okrągłym stołem"
wiedziała, że nastąpią zmiany. Uprzedzając je przenosili się do milicji i
innych służb, które nie podlegały weryfikacji.
Było wiele sposobów na przejście przez kwalifikacje. Niektórzy oficerowie
mieli łzy w oczach stając przed komisją, błagali o pozostawienie w pracy, a
inni zręcznie kłamali. Nie wiedzieliśmy wtedy, jaką potężna machiną było SB.
Oni byli szkoleni, by kłamać bez zmrużenia oczu. Nie mieliśmy wglądu w akta
prowadzonych przez nich spraw, lecz jedynie w teczki personalne zawierające
skąpe informacje. Dopiero po weryfikacji okazywało się, że byliśmy okłamywani
- mówi jeden z członków komisji kwalifikacyjnej. (PAP)