Dodaj do ulubionych

Burza w schronisku

23.04.07, 18:32
W stargardzkim oddziale Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami panuje zła
atmosfera. Członkowie kłócą się ze sobą, zarzucają nieprawidłowości prezes
zarządu oraz brak dobrej opieki nad zwierzętami. Funkcjonowaniem schroniska
zajęli się też reprezentanci komisji społecznej Rady Miasta, ale nie znaleźli
większych uchybień w rozliczeniu miejskiej dotacji, a personalne układy między
członkami TOZ ich nie zainteresowały.
Członkowie komisji rewizyjnej stargardzkiego oddziału TOZ wykazują sporo
nieprawidłowości w funkcjonowaniu stowarzyszenia. Twierdzą m.in., że władzę
dzierży w swych rękach wyłącznie prezes organizacji, nikt nie kontroluje
zasadności podpisywania faktur, od kilku lat nie są organizowane zebrania
sprawozdawczo-wyborcze oraz nie wypełnia się wszystkich celów statutowych TOZ.
– Bardzo dużo pieniędzy z dotacji miejskiej na funkcjonowanie schroniska dla
bezdomnych zwierząt pochłaniają rachunki telefoniczne, koszty eksploatacyjne
placówki oraz energia elektryczna – twierdzi Ewa Czarny z komisji rewizyjnej
stargardzkiego oddziału TOZ. – Chore psy są wożone do weterynarzy w
Szczecinie, jakby stargardzcy lekarze nie znali się na swoim zawodzie. Wybrano
również szczecińskie biuro rachunkowe do prowadzenia faktur schroniska,
chociaż w naszym mieście nie brakuje fachowców w tej dziedzinie. Jesteśmy
wdzięczni prezydentowi za wybudowanie ładnego i nowoczesnego schroniska dla
zwierząt, ale naszym zdaniem pieniądze z dotacji na jego utrzymanie są
marnotrawione.
Nieprawidłowości zgłoszono także miejscowej Prokuraturze Rejonowej, ale
postępowanie zostało umorzone. Sprawozdaniem z funkcjonowania schroniska
zajęli się 17 bm. członkowie komisji społecznej Rady Miasta, bo co roku na ten
cel przekazywane są 252 tys. zł dotacji. W posiedzeniu uczestniczyła także
prezes TOZ w Stargardzie. Wyjaśniła ona m.in., że koszty eksploatacyjne
obiektu podwyższają opłaty za energię elektryczną (prądem zasilane są
urządzenia grzewcze), zakup specjalnego mleka dla młodych psiaków i kociąt,
profilaktyka i leczenie zwierząt oraz drobne remonty (wiele strat powodują
agresywne psy).
– Do weterynarza w Szczecinie wozimy zwierząta sporadycznie, gdy wymagają
skomplikowanych zabiegów chirurgicznych i okulistycznych – tłumaczy Aleksandra
Fila, prezes TOZ w Stargardzie. – Rachunki telefoniczne są zaś wysokie, bo
nasz stróż się zakochał i na nasz koszt dzwonił do swej wybranki. Niestety,
dozorca nagle wyjechał i ślad po nim zaginął. Ale szukamy go intensywnie.
Zapewniam, że każdą złotówkę przed wydaniem oglądamy milion razy. Nie możemy
sobie pozwolić na nieracjonalne wydawanie pieniędzy.
Prezes dodała, że sytuacja w stargardzkim oddziale TOZ wkrótce zostanie
wyjaśniona w zarządzie głównym organizacji w Warszawie. Członkowie komisji
społecznej RM uznali jednak, że konflikty personalne w stowarzyszeniu ich nie
interesują, a miejska dotacja rozliczona została poprawnie. Przedstawiciele
komisji rewizyjnej stargardzkiego oddziału TOZ zawiesili zaś swoje członkostwo
do wyjaśnienia całego sporu, bo „w atmosferze pomówień, oskarżeń i niejasnych
rozliczeń finansowych” nie widzą możliwości pełnienia dalszej pracy społecznej.
www.kurier.szczecin.pl/?d=regiony1&id=103945
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka