kielbaska.i.kiszona.kapusta
05.09.08, 10:31
www.dziennik.pl/opinie/article232617/Rokita_Osobiste_rzady_Donalda_Tuska.html
Pragnienie hegemonii zamiast rządzenia
czwartek 4 września 2008 23:32
Rokita: Osobiste rządy Donalda Tuska
» Rokita: Osobiste rządy Donalda Tuska Zamknij X
zobacz galerię Jan Rokita w DZIENNIKU: Osobiste rządy Tuska fot.
Piotr Gęsicki Donald Tusk zyskał status pozwalający na sprawowanie w
Polsce rządów osobistych. Dlaczego w takim razie premier osobiście
sformułował jak dotąd tylko jeden cel dla swojego rządu i to cel tak
nieskomplikowany, jak budowa gminnych boisk piłkarskich? - pyta w
DZIENNIKU Jan Rokita.
czytaj dalej...REKLAMA
System rządów osobistych Donalda Tuska określa dziś zasadniczy
kształt władzy politycznej w Polsce. Rządów osobistych - rzecz
jasna - nie wolno mylić z dyktaturą albo jakąkolwiek inną formą
tyranii. Od tyranii - generalnie - różni je silna legitymizacja.
Tyrania z natury rzeczy jest skutkiem jakiejś przeszłej opresji i
nie posiada dlatego dostatecznego uzasadnienia dla faktu swych
narodzin. Rządy osobiste przeciwnie. Nie tylko zrodziły się w sposób
całkowicie legitymizowany, a więc także legalny, ale ponadto - dla
swojego trwania potrzebują powtarzalnych świadectw nieustanności
silnego mandatu poparcia. Od dyktatury zaś w szczególności rządy
osobiste różnią się tym, że nie zawieszają normalnego funkcjonowania
podstawowych instytucji politycznych. Zachowując je, ograniczają
jednak istotnie ich realną polityczną moc i sprawczość.
"Wydarzenia" Polsatu: Rząd Tuska dostał wotum zaufania
W okresie nowej niepodległości Polska przeszła już raz przez krótki
okres rządów osobistych. Były to rządy Tadeusza Mazowieckiego do
późnej wiosny roku 1990, kiedy to Lech Wałęsa pozbawił je niezbędnej
mocy i poparcia. Legitymacja tamtych rządów miała charakter
wyjątkowy, wynikała z fali politycznych przewrotów ogarniających
Europę Środkową. Dzisiaj oczywiście jest inaczej. Nie dzieje się
żaden nadzwyczajny historyczny proces, który by dawał obecnie rządom
osobistym w Polsce mocne uzasadnienie. Mimo to w sytuacji dość
pospolitej ukształtował się taki właśnie model wykonywania władzy.
Chyba powszechne jest odczucie, że coś zmieniło się naprawdę w
mechanizmie polskiej polityki w ciągu ostatniego roku oraz że nie
jest to zmiana mało istotna. Żeby tę zmianę zrozumieć i ocenić,
trzeba spróbować stworzyć model, który byłby w stanie uchwycić jej
głębszą polityczną naturę. Budowanie modeli jest zawsze myślowo
ryzykowne. Stąd najczęściej uwaga nasza koncentruje się na
obserwacjach często ciekawych, acz powierzchownych. Dyskusje i
komentarze obracają się więc głównie wokół dwóch zjawisk rzucających
się w oczy w polskiej polityce, o nie do końca jasnej genezie:
wszechogarniającego konfliktu PO contra PiS oraz zdumiewającego
zazwyczaj obserwatorów, bo paradoksalnego braku inicjatywy bardzo
silnego politycznie rządu. Ten ostatni wątek stał się od pewnego
czasu motywem przewodnim poważniejszych analiz czynionych za granicą
(np. obszerny tekst w "The Economist”).
Spot PiS o złym wilku Tusku
System rządów osobistych spowodował istotne przemiany kilku ważnych
instytucji politycznych, gdy idzie o ich rzeczywisty wpływ na
kształtowanie polityki i ich realną, a nie prawno-legalną,
polityczną naturę. Zmiana ta w pierwszej kolejności dotyczy
parlamentu. Sejm utracił znaczenie nie tylko jako miejsce
wypracowywania i podejmowania decyzji. Przestał również być miejscem
ustrojowo ważnym z punktu widzenia formowania opinii publicznej, ba…
przestał ważyć nawet jako ośrodek politycznej propagandy. U źródeł
tej zmiany legł brak parlamentarzystów suwerennie formułujących sądy
albo podejmujących działania, które miałyby znaczenie dla
kształtowania polityki. Przeciwnie. Politycy parlamentarni nie
wyrażają ani własnego, ani reprezentatywnego dla jakiejś grupy
poglądu na sprawy państwa, a już na pewno nie czyni tego żaden
polityk obozu rządowego. Historia poufnego przesyłania z urzędu
premiera kompletnych sformułowań, jakich danego dnia używać mają
posłowie partii rządzącej we wszelkich oświadczeniach publicznych,
jest w istocie przecież koronnym, empirycznym - i co tu dużo mówić -
mocno żałosnym świadectwem gnuśności parlamentaryzmu, a nie żadną
wesołą ludową anegdotką o niemądrych posłach. Odpowiedzialność
parlamentarzysty w systemie rządów osobistych redukuje się bowiem do
obowiązku entuzjastycznego okazywania poparcia i zaufania dla
przywódcy i - co ważne - znajdowania do tego na własną rękę częstych
okazji. A także do niezmordowanego potępiania i ośmieszania jego
przeciwników najlepiej w sposób brutalny, bo ten - co poświadczają
analitycy polityki - najsilniej zapada w powszechną pamięć (vide
głośny wywiad z Erykiem Mistewiczem).
"Wydarzenia" Polsatu: Tusk: polityka zagraniczna to ja
Zanik politycznego znaczenia parlamentu postąpił mocno naprzód, gdy
opisywany tu mechanizm zapanował ostatnio nad trybem prac komisji
sejmowych. Jeszcze całkiem niedawno konflikty polityczne na
posiedzeniach komisji nie rozgrywały się wedle formuły: "popatrz w
lustro, do czego ty jesteś podobna” (między posłankami), lub
mocniejszej: "niedługo już skończymy z waszym matolstwem” (pomiędzy
posłami). W takiej sytuacji tracą na politycznym znaczeniu nawet
kluczowe urzędy parlamentarne. Widać, że urząd marszałka sejmu
przestał być narzędziem niemal automatycznego - jak w przeszłości -
zdobywania autorytetu. Zaś przypomnienie ciągu personalnego
następstwa (spoza SLD) na urzędzie szefa komisji spraw zagranicznych
(Geremek - Bielecki - Zalewski - Lisek) dobrze unaocznia skalę tego
trendu. Znaczenie izby poselskiej redukuje się stopniowo do tego, że
jej partyjny podział jest jakby mechaniczną stop-klatką w ciągle
przepływającym strumieniu sondaży. Można zapytać, czy aby wielki
monitor ustawiony naprzeciw siedziby premiera, który wykazywałby,
jaka decyzja znalazła wymaganą większość, a jaka z jej braku upadła,
nie byłby w stanie skutecznie i sprawnie wejść w dzisiejszą rolę
izby?. W każdym razie posłowie wyzuci z konstytutywnego dla
wszelkiej polityki prawa do osądzania spraw państwa, tym bardziej są
pozbawieni politycznej inicjatywy. W Sejmie przestało się więc
toczyć realne życie polityczne.
Dworskie partie