Dodaj do ulubionych

Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta

17.01.09, 00:59
Pan Dyrektor Rychert - Dyrektor Artystyczny - zrobił bardzo wiele
dobrego dla Szczecina. Trzeba mu oddac za to zasłużony i należny
szacunek, nie w takich zdawkowych i fałszywie brzmiących frazesach
jak to zostało tu wypowiedziane. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby on
także miał już dosyć Szczecina i jego "filharmoników". Niestety kto
choć trochę zna prawdę i realia, przyzna - że gdyby nawet i sam Sir
Simon Rattle przybył do nas a nie jego asystent - orkiestra
filharmonii szczecińskiej pozostanie zacofana i prowincjonalna.
Odpowiedź na pytanie - dlaczego - tkwi w samym temacie. To temat
oddzielny, który w najbliższym czasie będzie z pewnoscoą poruszany.
Osobiście uważam, że dużo lepiej by było dla Szczecina, gdyby to Pan
Rychert pozostał i zajął się obecnie poszukiwaniem kandydata na
stanowisko Dyrektora Naczelnego. Należy tu jednak zadać pytanie: czy
takie stanowisko w naszej małej Filharmonii, w naszym małym mieście
na prowincji, w ogóle jest obecnie w najbliższych kilku latach
potrzebne. W większości wszak filharmonii w Polsce jest jeden
dyrektor - naczelny i artystyczny, posługujący się w pracy
profesjonalistami - kierownikami działów, sekcji czy biur. Czy nasze
biedniutkie 400 tysięczne miasteczko stać jest na wielotysięczną
pensję Dyrektora Naczelnego - jak dotychczas nic nie wnoszącego do
dzialalności instytucji.
Obserwuj wątek
    • Gość: bombel Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 17.01.09, 01:18
      mysle, ze wiele pomogloby, gdybys, o "natychmiastowy", posiedzial w
      pulpicie orkiestrowym i przyjrzal sie metodom pracy z maestro
      Rychertem. Wiele by to wyjasnilo i potwierdzilo zasadnosc decyzji
      filharmonikow. a stare przyslowie mowi "jaki pan, taki kram". czy to
      nie dziwne, ze gdy przyjezdza Duczmal, Diadura, Stanienda, inni
      wielcy tego swiata muzycznego, orkiestra gra jak "odmieniona"?
      Jerzy Maksymiuk, "malo" znany polski dyrygent powiedzial
      kiedys: "Nie ma zlych orkiestr, sa tylko zli dyrygenci"
      • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta plusik IP: *.szczecin.mm.pl 17.01.09, 01:19
        a Kotla nie wiem skad sie wzial w tym rankingu...chyba tylko dzieki
        ojcu ze starymi ukladami...
        • skoluba2000 Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta plusi 17.01.09, 02:21
          Widać jesteśmy już taką prowincją, że nawet Londyńska Orkiestra Symfoniczna niewiele niektórym mówi. No, ale do tej klasy orkiestr rzadko polskich dyrygentów ostatnio zapraszają, więc ludzie może nie wiedzą co to jest. Człowieku puknij się w głowę - ciekawe jak ojciec mógłby mu to załatwić. No, ale popluć nie zaszkodzi, prawda? A orkiestrze przydałby się w końcu ktoś młody, bo już za dużo było tych Panów jeszcze z poprzedniej epoki, którzy próbowali sobie tutaj "dobić" do emeryturki.

          A jeśli chodzi o łączenie funkcji artystycznej z administracyjną, to nie rozumiem, dlaczego ktoś jeszcze z uporem maniaka przy takim rozwiązaniu się upiera. To przeżytek z czasów komuny, który już nawet w polskich orkiestrach zanika. Wystarczy przejechać przez granicę i zobaczyć jak to wygląda w Niemczech. Dyrektor naczelny musi się znać na ekonomii, administracji i pozyskiwaniu funduszy europejskich i sponsorów, artystyczny - na muzyce, i powinien także pracować z innymi orkiestrami, żeby przywozić ze sobą jak najwięcej kontaktów do swojego zespołu. W końcu na dyrygenturze, o ile wiem, ekonomii nie uczą, i ci najwięksi - Karajan, Bernstein takimi duperelami jak np. brakujący papier w toaletach i zatrudnianiem sprzątaczek zajmować się nie musieli (a o tym musi też myśleć niestety administracyjny).

          Tak więc Panowie - merytorycznie proszę, bo orkiestra już od paru lat podupada, nie tylko przestaje być zapraszana za granicę, ale i do innych miast w Polsce i na głupie i nierzeczowe wypowiedzi muzycy i melomani czasu już nie mają.
          • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta plusi 17.01.09, 12:55
            cyt" Dyrektor naczelny musi się znać na ekonomii, administracji i
            pozyskiwaniu funduszy europejskich i sponsorów, artystyczny - na
            muzyce, i powinien także pracować z innymi orkiestrami, żeby
            przywozić ze sobą jak najwięcej kontaktów do swojego zespołu. W
            końcu na dyrygenturze, o ile wiem, ekonomii nie uczą, i ci
            najwięksi - Karajan, Bernstein takimi duperelami jak np. brakujący
            papier w toaletach i zatrudnianiem sprzątaczek zajmować się nie
            musieli (a o tym musi też myśleć niestety administracyjny).
            - Oczywiście na studiach aktorskich tego wszystkiego uczą i obecny
            dyrektor ma na tym polu po dwóch latach pracy ogromne sukcesy.
            Rzeczywiście pani Podgajna nigdy nie donosiła, że w filharmonii
            podczas koncertu zabrakło papieru toaletowego, a sporo go
            musi "iść"...Od papieru to jest kierownik, który zarabia (kosztuje)
            nie więcej jak 3000 brutto a nie 9000 - jak dyrektor naczelny. We
            wszystkich poważnych filharmoniach są specjaliści do promocji,
            marketingu, pozyskiwania funduszy i ogranizacji widowni - może to
            być nawet i jedna osoba ale kompetentna, z wykształceniem
            kierunkowym i praktyką, pozyskana w drodze autentycznego konkursu
            dyplomów i osiągnięć, bez powszechnego u nas nepotyzmu. Nikt nie
            mówi, że dyrygent ma się znać na administrowaniu, ale - że tu
            wystarczy kierownik działu z trzykrotnie niższą pensją i podlegający
            służbowo dyrektorowi filharmonii. Dyrektora, ekonomisty, menagera,
            organizatora instytucji nie da się zagrać aktorsko - robiąc dobrą
            minę do złej gry; trzeba nim być - ba tak jak skoluba
            napisała "Dyrektor musi być ekonomistą, administratorem..." - a nie
            jest!
        • Gość: XX Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta plusi IP: 62.69.217.* 17.01.09, 08:18
          Kotla? Układy??? On coś potrafi. Jak utopi swoje życie tutaj, będzie
          głupcem. Jest tyle światowych orkiestr.
          Stowarzyszenie miernot -jak widać - kontratakuje.
          I wygra!
          Niech zgadnę: Euzebiusz Kuss? Bogusław Boguszewski? Paweł Osuchowski?
          Niech wygra najlepszy i najbardziej zasłużony dla Szczecina.
          Niekoniecznie dla muzyki jako takiej...
          • Gość: olek Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta plusi IP: *.chello.pl 17.01.09, 08:46
            Zauważ, że Kotla jest ze Szczecina i tutaj ktoś musiał jego uczyć.
          • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta plusi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.01.09, 10:02
            kotla jest ze szczecina-fakt.
            diadura z kijowa i sroce spod ogona nie wypadl
            blaszczyk - podobnie.
            nie deprecjonuje kotli ale w zestawieniu z dwoma poprzednimi - sorry.
            rattle mial dziesiatki asystentow, a kotla aktualnie prowadzi dwie orkiestry pod
            londynem, w tym jedna zlozona z amatorow i maja koncerty 2 razy w roku. porsze
            sobie wygooglac i poczytac.
            a ze dwaj pozostali sa bardziej doscwiadczeni w PRACY Z ORKIESTRA nikogo nie
            obchodzi...
            nie mam nic przeciwko kotli, ale kwalifikacje lepsze maja dwaj pozostali i ci sa
            wymieniani prze muzykow, o kotli NIKT poza p. podgajna nie wspominal!!! przypadek?
          • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta plusi 17.01.09, 13:10
            Oczywiście, że nikt rozsądny, kto coś wie o realiach lokalnych, o
            braku kultury wśród radnych i rzeczywistym poziomie orkiestry, o
            realiach finansowych - odzwierciedlających się np. w tym, że p
            Prezydent finansuje kwotą 1,6 miliona zł komercyjną imprezę podczas
            gdy degraduje mu się filharmonia z biedy oraz rozpada się ohydna
            salka na piętrze "przy Urzędzie" - zwana na wyrost "Salą koncertową
            Filharmonii Szczecińskiej" - nikt taki tu nie przyjedzie. Tak na
            marginesie, to bardzo zaslużony i już emerytowany P. Kus ma na imię
            Eugeniusz a nie Euzebiusz, a dużo mniej zasłużony a dużo bardziej
            ambitny p. Boguszewski ma na imię Bohdan a nie Bogusław. Zgoda, że w
            interesie miasta jest, aby dyrektorem filharmonii została osoba "z
            zewnątrz" - bo tylko wtedy będzie to służyło miastu a nie tejże
            osobie i siłom konserwatywnym.
      • Gość: meloman Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.09, 10:12
        do artykułu pana Hawryszuka:
        Ten artykuł to kolejny przykład na wypowiedzi osób, którzy z kulturą wyższą mają
        tyle wspólnego co krowa z operą, która nawet nie wie gdzie jest jej siedziba.
        Aby wypowiadać się na te temat kultury przez duże K trzeba być jej
        systematycznym konsumentem i być znawcą w tej dziedzinie. Niestety jeżeli pisze
        się na zamówienie, to okazuje się, że to wszystko nie obowiązuje.
        Po pierwsze, jeżeli praca dyrektora artystycznego jest jego sprawą osobistą, to
        nie wie pan o czym pan pisze. Praca nikogo, kto jest opłacany z moich pieniędzy,
        podatnika, nie jest jego sprawą osobistą. Praca nikogo nie jest jego sprawą
        osobistą, bo albo jest opłaca z pieniędzy publicznych albo z pieniędzy
        właściciela firmy. Ktoś, kto świadczy pracę dla kogoś musi liczyć się z tym, że
        jego praca będzie oceniana. Albo publicznie, gdy to funkcja w instytucji
        budżetowej, bądź na forum zakładu pracy.
        Pan niestety nigdy na poważnie nikomu nie świadczył pracy, nawet sobie jako
        właścicielowi firmy, więc może być panu trudno wypowiadać się na te tematy, a w
        związku z tym nie powinien pan zabierać głosu. Jako animatorowi kultury, jak
        napisała Wyborcza, podejmował pan chyba jedynie próby organizowania imprez
        kulturalnych w remizach strażackich. O innych chyba nikt nie słyszał.
        Miał pan również w swoim życiorysie Incydent pt „radny miasta” ale to też
        wynikało tylko z tego że powstająca „Odnowa” totalnie nie miała ludzi do swoich
        szeregów, więc zgarniano wszystkich co mieli pracy i wszystko jedno im było
        gdzie się przytulą. To miało swoje efekty, tylko że mierne, bo niby co udało się
        panu osiągnąć ? Może wybudować halę sportową, może uratować stocznię, może
        wybudować stadion, może filharmonię, może był pan wybitnym animatorem kultury w
        mieście, która za rządów pana rady rozkwitła w Szczecinie jak nigdy dotąd?
        Aby pisać o kulturze wyższej trzeba być przynajmniej jej konsumentem, no
        odbiorcą !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 30.01.09, 17:19
          Zupełnie niepotrzebne pieniactwo.
          Pan Hawryszuk - pisał o kulturze "normalnej" - czyli tej codziennej,
          ogólno-ludzkiej. Wypowiedź "melomana" opiera się na przekonaniu, że
          jeśli ktoś pójdzie do filharmonii, kupi bilet i posiedzi, a jeszcze
          uda mu się nie zasnąć i nie puścić "bąka" , jeszcze słoma mu z
          bucików nie wylezie - to już jest kulturalny. Jeśli co tydzien tak
          się pokazuje publicznie - to jest jeszcze bardziej kulturalny i
          już "znawca". A jeśli co tydzień siada na głównym miejscu w loży,
          na "balkonie" - to daje mu prawo bycia Jedynym Znawcą i Autorytetem.
          Ale to nie jest tak. Nie jest tak. Pan Hawryszuk pisał o normalnej
          ludzkiej kulturze, obowiązującej także i wśród "obszczymurków" i
          wśród przeciętnych ludzi pracy. Pisał ciekawą niezłą polszczyzną,
          którą nie każdy "meloman" może zrozumieć. Pisał. że postąpiono wobec
          Dyrektora Rycherta niezgodnie z zasadami tejże normalnej, ludzkiej
          kultury. "Meloman" po prostu jest tu przedstawicielem kołtunów i
          pozorantów, którzy oceniają innych ludzi "po butach" a sami
          są "...jak te groby pobielane, po wierzchu czyste a wewnątrz pełne
          wszelakiej nieczystości, po których ludzie - nie wiedząc o nich -
          przechodzą". Przepraszam, że posłużyłem się cytatem z Ewangelii ale
          do pewnego stopnia okerśla on i takich "znawców" co to nie potrafiąc
          pojąć humanistycznego sensu i przesłania muzyki -
          przynajmniej "bywają" , prezentując co raz nową kreację i w
          pogardzie mając każdego, kto nie jest w smokingu. Dla takich i Jacek
          Kuroń by był "obszczymurkiem" - bo chodził w Dżinsie. Dużo większym
          znawcą muzyki można się stać nie "bywając" w loży dyrektorskiej i na
          po-koncertowych bankietach nieświeżej "smietanki" - tylko słuchając
          bardzo dobrej muzyki z płyt, czytając, oglądając filmy, rozwijając
          umiejętniści zrozumienia uczuciowego, emocjonalnego przekazu jaki
          niesie ze sobą muzyka. Ta umiejętność czyli po prostu KULTURA nie
          jest widoczna, nie zależy od ubioru ani od częstotliwości bywania w
          tej - pożal się boże - filharmonii. Ileż to było awantur wśrod
          muzyków; że kolega się nie umył i śmierdzi, że koleżanka chyba się
          cała oblała ruskimi perfumami i wytrzymac nie można, że ktoś za
          blisko usiadł, że organista i pianista (absolwent fizyki nuklearnej)
          śmierdzi i wygląda jak szczur...i już zaraz Pani Skrzypaczka (Pani
          Hamulec) zemdleje...świetne i pouczające przykłady kultury osobistej
          muzyków i ich kultury wypowiedzi. Czy Pan "Meloman" - bywaniem na
          koncertach - chce się snobować na bardziej kulturalnego niż muzycy,
          którzy ten koncert grają?
          Do rzeczy. Pan Hawryszuk pisał o normalnej kulturze, wcale nie obcej
          nawet bezdomnym czy bezrobotnym, a często obcej zakłamanym
          dwulicowym pozerom. Nie wypowiadał sie w sprawach muzycznych, nie
          czynił się ekspertem od muzyki. Apelował o kulturę zwyczajną.
      • ivovita Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 27.02.11, 14:09
        Gość portalu: bombel napisał(a):

        > mysle, ze wiele pomogloby, gdybys, o "natychmiastowy", posiedzial w
        > pulpicie orkiestrowym i przyjrzal sie metodom pracy z maestro
        > Rychertem. Wiele by to wyjasnilo i potwierdzilo zasadnosc decyzji
        > filharmonikow. a stare przyslowie mowi "jaki pan, taki kram". czy to
        > nie dziwne, ze gdy przyjezdza Duczmal, Diadura, Stanienda, inni
        > wielcy tego swiata muzycznego, orkiestra gra jak "odmieniona"?
        > Jerzy Maksymiuk, "malo" znany polski dyrygent powiedzial
        > kiedys: "Nie ma zlych orkiestr, sa tylko zli dyrygenci"

        A ja zacytuję stare polskie przysłowie -" z gówna bata nie ukręcisz.."
    • natychmiastowy Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 17.01.09, 13:32
      Prezentowane tutaj dązenie do tego, aby dyrektor artystyczny był
      muzykiem wysokiej klasy i potrafił orkiestrę
      zmobilizować, "podciągnać", podnieść jej klasę wykonawczą - nie jest
      w samej nawet filharmonii takie powszechne. Spora część muzyków,
      nawet można ją traktować umownie jako "połowę" - nie chce już
      wkładać w pracę - a szczególnie własny rozwój - żadnego wysiłku, boi
      się panicznie EGZAMINU, jakim by były oczekiwania wymagającego
      dyrektora artystycznego, woleliby, aby to był ktoś "swój" -
      kto"rozumie o co chodzi" i nie będzie się wyrywał, da pograć i pożyć
      tak jak dotychczas, bez dodatkowego ćwiczenia w domu. Kimś takim
      byłby z pewnością p. Osuchowski. Będzie miał on więc swoich
      zwolenników jako kandydat, ale zaprzepaściłoby to z pewnością szanse
      na rozwój. Wielką zasługą p. Rycherta jest i pozostanie już na
      zawsze, że jako osoba spoza układów - pokazał tu niektórym osobom
      kim są na prawdę i gdzie jest ich miejsce. Za to mu dziękujemy. Tak
      na marginesie: podle postąpił ktoś, ogłaszając już teraz publicznie
      koniec współpracy z p. Zygmuntem Rychertem. Bo w jakiej Go to teraz
      stawia sytuacji: do końca sezonu koncertowego jeszcze prawie pół
      roku...Można to było zrobić w maju, czerwcu...
      • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 17.01.09, 13:48
        ...z drugiej natomiast strony to o tyle dobrze, że daje to czas na
        obszerniejszą i poważną dyskusję o filharmonii szczecińskiej "w
        ogóle"; dyskusję która jest od dawna potrzebna i konieczna wręcz.
        A Szanowny Pan Zygmunt Rychert - od szczecińskich "filharmoników"
        nie zależy; z pewnością da sobie radę, jeszcze zadyryguje,
        czyli "pomacha" - jak sam to dowcipnie określał w jednym z wywiadów -
        ważnymi i wysokiej rangi artystycznej koncertami poza Szczecinem,
        jest świetlaną postacią polskiej kultury muzycznej z olbrzymim
        dorobkiem zawodowym i osobistym z którym nawet się nie równac innym
        wymienianym tu osobom. Choc szkoda... tak mi się marzyło posłuchanie
        w Szczecinie wielkiej mszy Beethovena pod dyrekcją Zygmunta
        Rycherta...którą "machał" w Oliwskiej Katedrze ale nie u nas...nie u
        nas...
        Tak czy inaczej - wszystkiego najlepszego Panie Dyrektorze.
        • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: 62.69.212.* 17.01.09, 16:24
          odnosze wrazenie, ze Pan/Pani "natychmiastowy" jest wielkim
          oredownikiem prof./Maestro Rycherta w kwestii dyrygenckiej.
          Fakt, jego dorobek jest obszerny, wklad pracy w kulture muzyczna
          Polski nie do przecenienia (chocby zalozenie i wieloletnie
          prowadzenie Polskiej Filharmonii Baltyckiej).
          Niestety, faktem jest, ze nalezy wyraznie rozgraniczyc bycie
          dyrygentem, a bycie dyrektorem artystycznym pod koniec kariery (dwa
          lata do emerytury). Brak zaangazowania, brak pasji do pracy z
          zespolem, brak ZAMORDYZMU (sic! ten konieczny jest zeby zespol
          ZACZAL WRESZCIE PRACOWAC) negatywnie wplywaja na podnoszenie poziomu
          instytucji, etc. etc.
          Sprawiedliwie mowiac: swietny Rychert BYL, MA wielki, naprawde
          ogromny dorobek artystyczny!!!, ale teraz pozostaly kurtuazja i
          wieczne powtarzanie w kolko tego samego:) (wiem o tym, bo SIEDZE w
          orkiestrze).
          Bez dyrygenta-despoty z autorytetem i charyzma (!)nie ma szans na
          porzadny poziom filharmonicznego zespolu
          • Gość: mazzy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.chello.pl 17.01.09, 16:56
            O ile pamiętam to wszyscy dotychczasowi szefowie , którzy odeszli to w
            atmosferze jakiegoś niesmaku ,skandalu, to nie zostawia dla nas dobrej opinii.
            Swego czasu pytałem się muzyków, to wypowiadali się o Rychterze w samych
            superlatywach.
            A może to Osuchowski nie sprawdził się na innych posadach i zwrócił sie do
            konowała ,że teraz juz wie jak poprowadzić orkiestrę. Być może wierzy w to ,że
            zaraz zbudują ten zamek królowej śniegu i przypadnie mu udział przecinania
            wstęgi. Myśle ,że to nie będzie za kadencji tych złodziei .
            To wszystko jest sprawa kasy , która miała iść na filharmonie , a
            konował przerzucił to na prywatnych szarpidrutów.
            Tak chamusie z przedmieścia niszczą dorobek wspaniałych ludzi.
            • Gość: eryk Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.09, 17:38
              Takie spiskowe bajdurzenia, jak to w Szczecinie. Na filharmonie sa
              przede wszytskim fundusze europejskie, a z budzetu miejskiego
              inwestycyjne, i nie da rady ich "przerzucac". A od ewentualnego
              dyregenta wymaga sie zeby sprawdzial sie jako dyregent, a nie na
              "innych" posadach. Ciasnota umyslowa takich uwag jest typowa dla
              szczeciśkiego forum. Tak jak autor o sobie pisze, wyglada ze nalezy
              do do grona konsumentow szczecinskiej kultury. Od konsumentow
              kultury tez nalezy czegos wymagac, bo dla debili nie chce sie nic
              robic porzadnie, i tak sie nie zorientują.
              • Gość: mazzy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.chello.pl 17.01.09, 19:25
                Nasza filharmonia znana jest przede wszystkim z najdłuższego strajku w kulturze.
                Jak na razie niczym bardziej wybitnym się nie wyróżniła.
                przeważnie winny jest zawsze dyrektor artystyczny.
                Nie myślałem ,że filharmonia jest na utrzymaniu UE, to w takim razie dlaczego z
                komisji zrezygnował Bartnik.
                Jestem tylko konsumentem tej sztuki i g.. mnie obchodzi , czy papier toaletowy
                jest , czy go nie ma.
                O szczecińskich filharmonikach przypomina mi sie uwaga Carrerasa o nich.
                Forum idealnie nadaje się do wymiany opinii o wydatkowaniu naszych podatków
                przez konowała.
                • Gość: eryk Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.09, 20:48
                  Dalej typowy słowotok szczecinskiego "konsumenta" kultury, ktory sam
                  nie wie co pisal post wyzej. O poziomie filharmonii nie pisalem nic.
                  Pisalem natomiast o poziomie odbiorcow kultury typowych dla forum,
                  ktorzy sa tak słabi, ze nie warto sie dla nich starac.
                  Bartnik zrezygnowal w protescie przeciwko przeciwko finansowaniu
                  festiwalu rockowego z funduszy publicznych, a nie w zwiazku z
                  "przerzucaniem" funduszy inwestycyjnych na fundusze służące
                  finansowaniu bieżącej dzialalnosci artystycznej. Fundusze
                  inwestycyjne musza pozostac tam gdzie są, bo są szczecinskim wkładem
                  w grant europejski przeznaczony na budowe filharmonii, a te sa nie
                  do ruszenia, co jest publicznie podane do wiadomosci na liscie
                  projektow kluczowych regionalnego programu operacyjnego na stronie
                  www Wojewodztwa Zachodniopomorskiego. Teraz "konsument" zrozumial,
                  czy trzeba jeszcze jakos bardziej elementarnie?
          • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 17.01.09, 20:39
            Nie jestem zwolennikiem/czką Pana Rycherta tylko po prostu
            obiektywizmu i prawdy. Chcę przypomnieć, że gdy wiele lat temu
            pojawił się w Szczecinie dyrygent, który wcale nie grzeszył brakiem
            zamordyzmu - skończyło się to wielomiesięcznym strajkiem orkiestry i
            o włos likwidacją filharmonii, która też z tego powodu przestała być
            państwowa. Chcę wierzyć, że nie w bacie jest narzędzie i metoda
            skłonienia muzyków do pracy nad poziomem własnym i zespołowym, tylko
            w zrozumieniu, atmosferze i konkretnej zarysowanej przed nimi
            perspektywie mającej też związek z ich płacą, dochodami oraz
            poczuciem prestiżu i osiągnięcia zawodowego. Wszak mowa o
            zawodowcach czyli ludziach "żyjących" z pracy muzyków.W takiej jak
            obecna strukturze organizacyjnej, która nie powinna dłużej mieć
            miejsca, ktokolwiek będzie dyrygentem - jest formalnie w sensie
            organizacyjnym podwładnym Dyr. Naczelnego nie mającego pojęcia o
            organizacji pracy, zarządzaniu instytucjami kultury itp. Dyrektor
            Artystyczny musi mieć oparcie w swoich działaniach organizacyjnych w
            autorytecie Naczelnego, a nie ma - jeśli jest to dorobkiewicz,
            człowiek bez charakteru i własnego zdania, tytpowy "Nikoś (Dyzma)".
            Opowiadano mi, że p. Rychert chciał poczynić pewne zmiany, np.
            powrócić do 4-godzinnygo cyklu prób (z przerwą) wymaganego
            przepisami oraz oczekiwanego przez ZUS, po to aby poprzez pełne
            wykorzystanie należnego czasu więcej pracować z orkiestrą, ale
            spotkał się z zaciętym oporem "leniuchów" i pseudo-związkowców oraz
            kompletnym brakiem wsparcia ze strony naczelnej...Gdyby Dyrektorem
            został Diadura, człowiek dość ponury i pozbawiony humoru,
            pedantyczny i wymagający bo bardzo dbający o swój wizerunek zawodowy
            i karierę - bardzo szybko nastąpi kolejny konflikt. Nie mówiac już o
            kwestiach finansowych; nie wyobrażam sobie kogoś innego, kto jak p.
            Rychert będzie zadowalał się w zasadzie symbolicznymi pieniędzmi.
            • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 17.01.09, 20:44
              co do strajku i dyr. z powodu ktorego tenze nastapil, nie moge
              powiedziec, bo przyszedlem tu duzo pozniej, wiem jedno - ludzie
              mlodzi, ktorzy tu przychodza, wiecej od siebie daja i wiecej
              wymagaja. chca tez, zeby przyszedl ktos, kto RZECZYWISCIE wezmie
              tych leniuchow i pseudo-zwiazkowcow za morde! tak! bo sa tacy i jest
              ich wiecej i wiecej, ktorzy chca isc do gory, a nie trzepac godzinki
              (trzy nie cztery, niestety, choc muzycy powinni miec DWIE proby
              dziennie po 4 godziny wg kodeksu!!!).
              i nie pomoze cud, tylko ciezka robota.
              co do wspolpracy naczelnego i artystycznego - w pelni sie zgadzam.
              musza wspolpracowac. a tego nie ma na razie.
              no i jeszcze jedno - kompletny brak managera pelna geba, co
              dyskwalifikuje nas - poza poziomem gry - w miedzynarodowej stawce
              orkiestr. taka prawda.
              ale trzeba dazyc do lepszego, a nie zakladac rece i puszczac baki od
              9 do 12.30...
              • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 17.01.09, 21:31
                Brawo Googler, to mi się podoba. W takiej zbiorowości jak wasza
                orkiestra (myślę, że jakieś 78 - 80 osób?) jest ważne, kto komu
                narzuca styl a kto się biernie podporządkowuje. U nas np. było tak,
                że styl pracy, zachowania, kultury ogólnej i muzycznej, kultury
                osobistej - narzucali zatrudniani tam obcokrajowcy, z kraju poniekąd
                bardziej niż my oddalonego od cywylizacji zachodniej. Mlodzi muzycy
                bardzo - ale po cichu niestety narzekali na takich właśnie,
                szczególnie podczas wyjazdów, gdy kolesie swoim zwyczajem wypili
                sporo wódki "Stolicznej" już w autobusie, zagryźli domową, bardzo
                czosnkową kiełbaską i na cały autobus wydzierali się - (rozmawiali)
                w swoim dialekcie, przeklinając paskudnie i wulgarnie. Wiadomo:
                artysci zza Buga...Nawet Dyrektor ulegał tej presji -
                podporządkowując się przynajmniej w używanym słownictwie. A więc
                ważne jest - kto narzuca styl...poczujmy się wreszcie u siebie i w
                kraju i w filharmoniach...A'propos próby: przyjęte jest, że połowa
                czasu prób czyli 4 godziny (minus konieczna przerwa) mają byc pracą
                zespołową, a pozostały czas pracy - pracą indywidualną w domu,
                egzekwowaną jedynie przez poczucie uczciwości zawodowej i
                przyzwoitość oraz widoczne publicznie umiejętności i ich rozwój (lub
                brak rozwoju). Muzyk więc nie jest w stanie nikogo oszukać, pomimo
                braku w szczecinie rzetelnej i kompetentnej krytyki muzycznej.
                Niestety marnosć zarobków nie starczających na utrzymanie rodziny
                powoduje, że rzeczywistość odbiega od ideału i nie ma "pędu" do
                rozwoju. Dlatego też pisałem, że potrzeba odnowy od podstaw. Tu
                faktycznie jest 3,5 godziny pracy minus przerwa, ale co można zrobić
                w takim czasie? Dyr. Rychert właśnie chciał powrotu do 4 godzin,
                zawsze pół godziny więcej grania w zespole, ale został zakrzyczany i
                nie poparła go naczelna - co w jej przypadku nie dziwi. W każdym
                razie odważył się spróbować z obowiązku zawodowego.
            • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 17.01.09, 21:05
              Szanuję p. Pawła Osuchowskiego za to co robi dotychczas w
              szczecinskiej kulturze muzycznej, łącząc poniekąd szczecin z
              Krakowem, i być może że po niefortunnym "wdaniu się" w absurdalny w
              swej nierealności projekt ESK 2016 - poszukuje teraz dla siebie
              miejsca i platformy działania. Był dobry w tym co robił wcześniej,
              ale jako dyrektor artystyczny zaprzepaściłby mimowolnie szanse
              filharmonii na rozwój, co najwyżej stabilizując w ten sposób swój
              rozwój (i swojej rodziny). Nie mam wątpliwości, że potrzebny jest
              autentyczny przełom, zdefiniowanie od nowa wszystkiego co dotyczy
              filharmonii i kultury szczecińskiej w ogóle, wraz z formami i
              wysokością finansowania. Wiele ciekawych rzeczy powiedział właśnie
              p. Osuchowski w wywiadzie na temat swej roli jako "koordynatora ESK"
              i proszę tak dalej, trzeba się zbliżyć jeszcze bardziej do PRAWDY.
              A "konował" - podobno wraca do swej konowalskiej roboty, ale to nie
              ma istotnego znaczenia dla sprawy.
              • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 17.01.09, 21:13
                istotne dla sprawy jest jedno:
                dopoki my-filharmonicy, nie zmienimy swojego podejscia do pracy,
                dopoty nie bedzie wyzszego poziomu i bedziemy postrzegani jak
                prowincjonalni muzykanci z wielkimi ambicjami, bez efektu. a na
                efekty trzeba zasuwac,z nowym dyrektorem czy bez niego. w pocie
                czola, nie od 9 do ktorejs
                • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 17.01.09, 21:44
                  Niestety aż takie proste to nie jest. Przyszedł mi na myśl pewien
                  gatunek mrówek, które znane są z tego że bardzo są pracowite i jeśli
                  trzeba przenieść jakiś np. liść - to się garną i pchają jedna przez
                  drugą aby wziać udzial w tej pracy; niestety - chwytają liść ze
                  wszystkich stron po obwodzie i ciągną każda w swoją stronę co
                  powoduje, że tracą ogromne ilosci energii a liść porusza się tylko
                  wtedy - gdy siła po którejś stronie przeważy (jak przy przeciąganiu
                  liny). Dokładnie tak jest w filharmonii. Ale wsrtód ludzi wcale nie
                  musi tak byc.
          • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 17.01.09, 21:58
            Dla bardzo wielu muzyków z filharmonii nie ma nikogo z większą
            charyzmą i autorytetem - niż są sami dla siebie...
    • Gość: andrzej Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.09, 22:01
      Najlepszy Błaszczyk. Ale to chyba marzenie? Czy zechce porzucić
      Katowice dla Szczecina. Koncerty pod kierunkiem Diadura kończą sie
      owacją na stojąco. Też dobry. Kotlę namawiał do Filharmonii
      Krzystek w Londynie.
      Ale zamiast gonić Rycherta, pogońcie Oryla.
      • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 17.01.09, 22:28
        Problem polega na tym, że dyrygent raz na jakiś czas (raz na rok)
        występujący w szczecinie to nie jest ta sama osoba - co ten sam
        dyrygent przebywający tu na dłużej w charakterze Dyrektora -
        dyrygenta. To zupełnie inna pozycja wobec orkiestry. Dyrygent
        gościnny nie interesuje się problemami i szczegółami, mówi: ja za
        pięć dni stad wyjadę a wy tu pozostaniecie...! Chce zagrać dobry
        koncert - w miarę możności, martwiąc się o siebie i swoją głównie
        opinię, nie ma czasu ani chęci aby uczyć miejscowych muzyków czegoś
        całkiem nowego, stara się dobrnąć do końca bez awantury i złej
        atmosfery która mu "wylezie" na koncercie. Tymczasem dyrektor
        artystyczny - dyrygent jest dużo bardziej związany i odpowiedzialny.
        Znacie Diadurę jako gościa przybywającego na 4 lub 5 dni, a jaki by
        był w roli dyrektora - nie wiecie... Boje sie już nawet wspomnieć,
        ilu naszych muzyków straci miejsce w orkiestrze - zastąpionych przez
        takich "dużo lepszych" ze Lwowa albo i Kijowa rodem...Tak się działo
        w innych instytucjach np Operze, więc dlaczego nie...
        • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 17.01.09, 23:02
          odpowiadam i tobie i twojemu przedmowcy:
          Blaszczyk nie jest najlepszy. Popytaj ludzi z Katowic, co stalo sie
          z Filharmonia Slaska za jego wladzy. Zeszla na psy, jesli chodzi o
          poziom. bo jako czlowiek jest swietny, jako szef trzymajacy w
          ryzach - nie. zbyt miekki i za bardzo "przy" ludziach...w
          tym "gorszym znaczeniu"(nie bede mowil wszzystkiego, bo nie
          sprawdzilem, a to co wiem to tylko slowa ludzi z filhamonii w
          Katowicach, wiec nie bede plotkowal).
          Diadura nie sciagnie tu ludzi zza Buga, bo zwiazki zawodowe
          Filharmonii mu na to nie pozwola. Nie ma takiej mozliwosci, bo i tak
          wielu ludzi z Ukrainy u nas pracuje (o dziwo, nic sie z tego powodu
          zlego nie stalo).
          Nie znam osobiscie Diadury, ale wiem jak pracuje z ludzmi w Kijowie.
          Wiem, to inna mentalnosc, ale mowia to samo co ja widze: trzyma
          krotko, ale jest sprawiedliwy. Jak ktos pracuje, docenia, jak nie,
          miesza z blotem. I tak, moim zdaniem byc powinno.
          I, Natychmiastowy, nie moge sie zgodzic, ze nasz brak pracy
          indywidualnej nie da sie ukryc. Da sie, doskonale. Nie ukryjesz w
          detych, zwlaszcza w pierwszych glosach, ale kwintet smyczkowy, poza
          chlubnymi wyjatkami, ktorych na szczescie przybywa, opieprza sie
          regularnie. Ludzie pojawiaja sie w pracy o 8.55 a o 12.33 juz sa za
          drzwiami instytucji!!!
          I tak codziennie.
          Tych trzeba ganic, pietnowac, nie wystarczy ladnie poprosic, bo ta
          degrengolada i jak powiedziales/as, "poczucie bycia autorytetem
          samemu dla siebie" trwaja kilka albo nascie lat!!!!! Brak pokory
          wobec pracy i poczucie bycia najlepszym na swiecie zabily
          elementarne poczucie zdrowej samooceny. i sie cofamy w muzycznym
          rozwoju az milo. I trzeba chwalic tych, ktorzy cwicza, pracuja,
          graja w roznych zespolach, pokazuja sie z lepszym lub gorszym
          skutkiem, ale dzialaja, zeby udowodnic, ze muzyka zyje, a oni
          staraja sie byc lepsi (zwlaszcza ci mlodzi, ktorym trzeba sily by
          wytrwali i nie zniechecili sie do pracy).
          Dlatego tez potrzebny nam obcy dyrygent (spoza Szczecina). Bo
          miejscowy bedzie za wszelka cene predzej czy pozniej chcial tu sobie
          uwic cieple gniazdo (i tak bedzie jesli Kotla, Osuchowski,
          ktorykolwiek inny dostana te posadke).
          • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 12:40
            W zasadzie trudno się nie zgodzić, może poza malutkimi szczegółami.
            Mam nadzieję - Googler - że nie jesteś tam sam. Cóz: z tym
            ukrywaniem się w grupie - to zależy kto słucha. Muzycy nazbyt często
            nie doceniają słuchaczy; przykład - ostatnia płyta (Kuropaczewski,
            Baran). Na początku koncertu Rodrigo - spiccato smyczków - słychać
            ZARDZEWIAŁY DRUT NACIĄGNIĘTY NA PUDEŁKO PO GWOŻDZIACH. To nic, że
            tam jedna tak gra "szarpidrutka" ale to się słyszy, zła technika
            prawej ręki psuje wszystko. Co do ukrywania się - zauważmy z drugiej
            strony, że orkiestra ma brzmiec jako całość w zasadzie
            (pomijając "przechodzenie głosów" czy ewidentne solówki), dlatego
            wydaje mi się, że tam w pewnym sensie każdy ma się wtopić w całość.
            Ukryć to się możecie przed aktorem albo udawaną hrabinią J.I.S.
            Zresztą - czy były koncertmistrz, ze swoim knajpiarskim sposobem
            wibracji i cygańską intonacją mógł się ukryć? Pokazał to podobno
            właśnie Rychert - miał odwagę i uczciwość zawodową.To,że Niemcy,
            choćby i z Neubrandenburga nie bardzo się garną, nie tylko jest
            sprawą braku managera u nas, ale tego, że oni sami dobrze znają
            się "niestety" i na dobrej muzyce, i na pięknie brzmienia
            instrumentów i na porządnej pracy, uczciwym podejściu do zawodu. Czy
            kopcący papierochy puzonista lub waltornista jest uczciwy...? Po
            prostu potraktowali nas - jak nas poznali - jak zespół raczkujący,
            dopiero w stadium organizacji od 60 lat.Manager nie może być
            sprzedawcą jaj mającym świadomosć że są to jaja już zepsute, zbuki i
            że nabywca nie zauważy przed zapłaceniem. Tak jak pisałem o tych
            mrówkach - nie wystarczy pracowitosć, trzeba jeszcze mieć
            kierownictwo oraz chęć podporządkowania się mu dla dobra sprawy. A i
            tego i tamtego brak.
            Zgodzę się też co do oceny kandydatury Błaszczyka. To równiacha ale
            wystarczy wspomnieć jak się "przymilał" do "Dyrekcji" niedawno w
            czasie dyrygowania w Sczcecinie.
            • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 18.01.09, 13:05
              kwestia smyczkow to tez sprawa podejscia do pracy. ale to szczegol
              techniczny: kazdy dostaje dodatek (jaki by nie byl - jest_ na
              akcesoria, za co musi/powinien kupic struny, wlosie, inne. ale nie
              raz slysze, np. ze "moje struny sa starsze od ciebie, hihihi", a dla
              mnie to nie jest smieszne...
              mysle, ze jestesmy jako filharmonia na poczatku trudnej drogi
              przejscia od bycia "jedyna orkiestra w regionie" (z poziomem ponizej
              sredniej europejskiej) do "orkiestry aspirujacej do bycia kreatorem
              zycia artystycznego". Na to trzeba wielu zmian i ludzi
              skonsolidowanych mysla wyciagniecia filharmonii z tego
              bagienka "wzajemnej adoracji" - "jacy to wspaniali jestesmy i jedyni
              w swoim rodzaju". Zasze powtarzam, ze artysta sie nie jest tylko
              bywa, a my mamy byc na codzien porzadnymi rzemieslnikami (tak!),
              ktorzy w porzadny i staranny sposob pokaza melomanom, jak ma brzmiec
              dany utwor. Bo od tego tez zaczac trzeba "umuzykalnianie"
              spolecznosci szczecina, ktora przywykla do um-pa-um-pa a la knajpa i
              dzielem najwyzszych lotow jest co najwyzej Bolero Ravela (nie
              ujmujac kompozycji wspanialosci, na nic innego nas na razie nie stac
              w kwestii kreacji muzycznej). Bo kazde dzielo mozna pokazac
              wspaniale, tylko trzeba DAC Z SIEBIE WSZYSTKO na scenie!
              tego nam tez brakuje - pasji...

              ps. wydaje mi sie, ze jestesmy z jednej fabryki, ale to tylko
              przypuszczenia:))) boje sie pomyslec z kim tu rozmawiam (nawiazania
              do teatru, itp.), choc mam przeczucia ze z przelozonym:)
              • exman Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 13:12
                Jak w każdej fabryce, wiem że filharmonicy czają oczko, tak i tu czas na zmiany,
                nie mam nic przeciwko obecnemu dyrygentowi ale czasy jak i ludzie są okrutne.
                • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 18.01.09, 13:27
                  ;) dokladnie exman, dokladnie ;)

                  ja tylko mam nadzieje, ze jak juz nam - szczecininom - zbuduja nowa
                  filharmonie, nie okaze sie, ze nie ma jej jak utrzymac, bo:
                  -koncerty raz w tygodniu to porazka i nie ma cudow, nie dadza
                  zadnych pieniedzy
                  -na marne wystepy nikt,poza "starszymi" i towarzystwem wzajemnej
                  adoracji z kregow administracji nie przyjdzie
                  -bez sceny kameralnej, odrobiny rozryki lzejszego gatunku (jazz,
                  fusion, performance multimedialne np.
                  muzyka+video/plastyka/aktorstwo) nie przyciagniemy mlodszych
                  sluchaczy
                  -bez gwiazd SWIATOWEGO nie poznansko-szczecinskigo formatu nie
                  znajdziemy sponsorow na duze eventy, choc i male sa potrzebne, a
                  tych tez nie ma:)
                  itd. itp...
              • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 13:46
                Kulturalni ludzie bywają też w teatrach i bardzo się mylisz; gdybyś
                miał takich przełożonych - nie było by tak źle. Masz nie zanjącego
                się na niczym prócz "robienia małpy" niespelnionego aktora, coś
                jakby pierwsze pół hamleta, nie mającego pojęcia o zarządzaniu
                czymkolwiek, pragnącego jedynie spłacić swój kredyt bez
                przeszkód...ale o tym później.
            • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 13:36
              Moim zdaniem błędem jest sprowadzanie wszystkiego do problemu obsady
              stołka. To nic nie zmieni. Jeśli dyrygent - dyrektor będzie dobry -
              to natychmiast wywoła konflikt, a jeśli będzie kiepski - nie będzie
              konfliktu ani też rozwoju, poprawy poziomu. Potrzebna jest reforma,
              zmiana całości, plan, układ. Pierwsza sprawa - pieniądze. Muzyk
              zawodowy żyje z pracy. To praca delikatna, wymagająca nie tylko
              nakładu wysiłku, poświecenia ogromnego czasu ale i warunków
              zewnętrznych, nastawienia psychicznego, luzu. Od wieków tak było, że
              muzyk miał protektora u którego brał pensję i dla niego mógł
              poświęcić cały czas, przy okazji powstawały dzieła genialne będące
              dziś własnością calej ludzkości. Waszym protektorem ma być Miasto;
              władze miasta za zrozumieniem i błogosławieństwem mieszkańców,
              inwestujących w ten sposób we własną świetność i splendor. Muzyk
              musi zarabiać tak, aby mógł poświęcić się pracy i wtedy można od
              niego wymagać poziomu artystycznego i "warsztatu", oraz
              wykorzystywac jego pracę do promocji miasta i jego mieszkanców. A
              tymczasem - ktoś tam ma warsztat samochodowy, ktoś biega pomiędzy
              trzema etatami, ktoś miał sklepik warzywny, ktoś inny prowadził
              cukiernię...i musiał, bo chciał jakoś utrzymać rodzinę.Tak się nie
              da dlużej. Budżet kultury szczecina na 2008 rok - to ok. 38 mln zl a
              wrocławia - 197 mln zl, a tu i filharmonia i Opera jest finansowana
              z ministerstwa kultury. Tego nie przeskoczymy. Powstał jednak
              projekt w komisji kultury p. Bartnika i zostało to zapisane jako
              uchwała komisji w protokole, że musi powstac system stopniowego
              podwyższania budżetu filharmonii z przeznaczeniem na wzrost płac
              muzyków, tak aby po kilku latach dojść do średniego krajowego
              poziomu. To jest realne ale pozostało na papierze. Rada miasta jako
              całość miała to w d...., tak jak i Prezydent. Jeśli nawet powstanie
              nowy budynek filharmonii, a nie jest to pewne - może być jak z
              Pleciugą: lada chwila wejdą do nowego teatru a budżet mają poniżej
              kosztów utrzymania. Ludzie oddani Pleciudze uciekają, bo nie mogą
              wyżywić rodzin. Jeszcze jak na szyderstwo - prezydent Krzystek
              oczekiwał, że pleciuga pokaże coś ekstra , jakieś świetne pomysły na
              otwarcie nowej siedziby, ale jak zobaczyli budżet - pomysły im się
              spłaszczyły. Nawet i dziecko rozumie, że najpierw trzeba utrzymać to
              co się ma a nowe tworzyć z nadwyżki jeśli taka jest. Prezydenta
              jednak jak dotychczas głupcy rozliczają z tego co stworzył nowego a
              nie z tego co zmarnował już intniejącego.I w takich warunkach -
              prezydent finansuje komercyjny koncert prywatnej rozgłośni radiowej
              z Wrocławia kwotą 1.6 mln publicznych pieniędzy, kwotą która by
              mogła uratować i postawić na nogi na ten rok i Pleciugę i
              Filharmonię. To skandal którym powinna się zająć prokuratura, ale
              nikt nic nie mówi, cicho-sza. Wiadomo, że na takich koncertach czy
              festiwalach się ZARABIA - więc jest to co najmniej podejrzane o
              wyprowadzanie publicznych pieniędzy, transfer pieniędzy z publicznej
              kasy do prywatnych kieszeni. Kto jest imiennie właścicielem Radia
              Eska i jakie naciski polityczne w PO sprawiają, że prezydent
              zachowuje się w taki skandaliczny sposób, nie bacząc na protesty, na
              stawiania na szalę wlasnego autorytetu przez niektóre osoby. Gdzie
              się podziali wasi szczecińscy dziennikarze kulturalni, dlaczego nikt
              nic nie mówi, nie pisze? Czekają na przyszłą komisję sejmową?
              • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 18.01.09, 13:49
                ze wszystkim sie zgadzam i podpisuje "oboma rekoma" jak to mowia,
                poza jednym:
                nasz poziom nie jest zalezny od pieniedzy. jak dasz, natychmiastowy,
                komus 10000,- (dziesiec tysiecy) za koncert i tak sie nie przylozy,
                bo to kwestia podejscia do PRACY nie do ZAROBKOW. vide - orkiestra
                kameralna miasta Tychy - Aukso. jenda z najlepszych w Europie. Graja
                za marne pieniadze, ale jak!!!!!
                To ludzie, nie ich zarobki robia poziom. I tak dlugo jak filharmonia
                bedzie przez nich traktowana jako odpieprzanie godzinek, nie bedzie
                lepiej.
                Akurat osoby, ktore mialy warsztat, cukiernie sa jednymi z
                najlepszych muzykow u nas:) paradoks?
                A reszta - nic dodac nic ujac, natychmiastowy!
                • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 14:18
                  zaraz...zaraz, ja napisałem "zacznijmy od pieniędzy" a nie "skończmy
                  już na tym". Więc najpierw trzeba ustalić i zagwarantowac finanse,
                  żeby się "chciało chcieć", i da się to zrobić ale za pomocą wspólnej
                  akcji medialnej, tłumaczenia naszej nieobeznanej władzuchnie od
                  podstaw i w sposób nie dający się zbyć. Jeśli jednak siły nacisku
                  kumplowsko-politycznego są tak silne i nie liczą się z niczym - to
                  trudne będzie. Niezbędne są dalsze dzialania. Trzeba ustalić jaki ma
                  być model zarządzania instytucją od podstaw a są różne możliwości
                  które by miały swoich orędownikow - z rożnych nie zawsze
                  obiektywnych przyczyn. To temat nr 1. Pan Aktor będzie musiał odejść
                  i wkrótce odejdzie, pytanie tylko - czy ma być następca, czy też
                  zastosować obecnie tymczasowy jednoosobowy system zarządzania a
                  skupić się na zmianie i doskonaleniu pracy i zespolu i koniecznej
                  reorganizacji administracji. W sieci znajdziesz regulaminy
                  organizacyjne i strukturę organizacyjną prawie wszystkich
                  filharmonii w polsce i wiele zagranicznych. Szczecińska jest
                  zacofana, to obraz układu towarzyskiego pani J.I.S opartego na
                  prywacie i nepotyzmie - który trzeba natychmiast zmienić - jeśli
                  chcecie marzyć o poprawie wizerunku i nowoczesnej współpracy z
                  Niemcami. Za lepszą płacę i perspektywę jeszcze lepszej - trzeba
                  zwiększyć wymagania do muzyków; wymagania zarówno co do dyscypliny
                  zawodowej i pracowniczej, jak i co do poziomu warsztatowo-
                  artystycznego. Co Googler myślisz o powszechnym w niemczech systemie
                  zatrudniania muzyków na kontrakty roczne, z corocznym egzaminem na
                  ponowienie konraktu na rok następny? Przecież muzyk w Filharmonii
                  jest artystą, owszem, trzeba to uwzględniać z całą przychylnością,
                  ale jest także po p[rostu pracownikiem najemnym w sektorze usług dla
                  ludności, podlegającym dyscyplinie pracy i kodeksowi pracy,
                  normalnym pracownikiem na umowę o pracę - niestety umowę
                  tzw. "stałą" - co niektórym gwarantuje doemerytalne zatrudnienie i
                  skutecznie ich zniechęca do ćwiczenia w ogóle, poza efektywnymi 3
                  godzinami próby.
                  • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 18.01.09, 14:23
                    na temat kontraktow molestuje juz od dawna, jeszcze od czasow
                    Salwarowskiego, ale niestety, cala dyskusja konczy sie
                    stwierdzeniami w stylu "aaaaa, to musielibysmy zwolnic pol
                    orkiestry, a kto wtedy bedzie gral" lub "zwiazki zawodowe na glowe
                    urwa"...juz sie zmeczylem przez te ponad 5 lat.
                    W Niemczech tez sa umowy na stale, ale dopiero po 2-3 latach w
                    zaleznosci od tychze egzaminow weryfikacyjnych, o ktorych
                    wspomniales. I to mi sie podoba. Tylko, ze ja nie mam problemu z
                    tym, zeby wyjsc i zagrac (i ciagle sie ucze czegos nowego, bo na tym
                    nasz zawod polega), a reszta? hmmm...roznie byc moze, zwlaszcza w
                    kwintecie...o dyscyplina pracy, jejku, temat nastepny i dlugi...
                    • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 16:00
                      Dobrze, ale na razie jedynego człowieka - który odważył się pokazać
                      byłemu pierwszemu, nietykalnemu i niezastąpionemu - że już nie moze
                      być pierwszym - chcecie się pozbyć...Jeśli Filharmonia ma być
                      synonimem najwyższego poziomu artystycznego, muszą tam w pierwszym
                      składzie grać najlepsi, aktualnie rzeczywiście najlepsi z
                      dostępnych. Tego się nie da oszukać. Gdy będą dwie sale, może być
                      drugi skład grający rzeczy pod publiczke, ladne i przyjemne bo na to
                      też jest publiczność, która by umarła przed końcem Symfonii Mahlera
                      w męczarniach, do końca nie doczekawszy. Ostatecznie to jest
                      działalność dla miasta, dla ludzi, więc także i tych najmniej
                      wyrobionych trzeba zachęcić, przygarnąć. Nie jest powiedziane że ci
                      co się nie dostaną do składu - idą do sklepu warzywnego lub panie -
                      na pocztę. Nie. Trzeba i można tu postępować "po ludzku" -
                      wprowadzać zmiany stopniowo, dać każdemu szansę zmiany nastawienia
                      do pracy, jeśli jeszcze chce. To nie może i nie musi być szok, bo
                      wówczas to się nigdy nie stanie polem porozumienia i umowy. Może na
                      początek sprawdzić jak jest naprawdę. Bez zmiany systemu
                      zatrudnienia zrobić przesłuchania, niech ludzie sami we własnym
                      tylko gronie zobaczą jacy są, kim są. Może na początek wyraźnie
                      uzależnić płacę od zdania przesluchania, które by nie było
                      obowiązkowe. Byłby bodziec ekonomiczny dla tych co jeszcze mogą, że
                      po roku intensywnego cwiczenia w domu i oni staną do następnego
                      przesłuchania, natomiast ci co już nie mogą - sami by to zrozumieli
                      wreszcie, przyznali się przed sobą... Takie zmiany muszą być na
                      kilka lat: cztery - pięć, stopniowo i po ludzku ale konsekwentnie.
                      Dlatego ich wykonawcą i koordynatorem nie mogą byc "filharmonicy",
                      obojętnie jak byśmy tego nie rozumieli - związkowcy, czy najgłośniej
                      mielący ozorami itp. To musi byc prawdziwy lider opierający się na
                      własnej pozycji artystycznej, niezależności finansowej i
                      merytorycznej, układzie z Radą Miasta i większością pracowników,
                      układzie raz ustalonym i bezwzględnie realizowanym. Postawcie więc
                      takie zadanie nowemy Dyrektorowi-dyrygentowi, jeśli uważacie, że pan
                      Rychert taką osobą nie jest, szukajcie kondydata pod takie plany i
                      takie zadanie. Dla mnie Zygmunt Rychert jest jedynym znanym mi,
                      który dotychczas się na coś takiego odważył przynajmniej częściowo,
                      nie mając poparcia nawet u swojego szefa Naczelnego.
                • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 17:50
                  Zgadzam się, że osoby te akurat - dorabiające sobie w jakiś sposób
                  poza-muzyczny do symbolicznych pensyjek - są także dobrymi muzykami.
                  Tym bardziej - jeśli im wychodzi i to i tamto. Pisałem to jednak z
                  pewnym ubolewaniem, że wynika to z konieczności finansowej. Trzeba
                  powiedziec - a wy jako muzycy dla których jest to czywiste - błędnie
                  zakładacie, że to także jest dla wszystkich oczywiste np. dla
                  naszych Radnych - jaka jest różnica, w czym tkwi istota i sens pracy
                  muzyka. Bo słyszy się takie głosy: właściwie to po co ta
                  filharmonia, jest doskonały sprzęt audio i doskonałe nagrania
                  światowych orkiestr, ktoś lubi to sobie posłucha w domu. Ale...
                  przede wszystkim ktoś to musiał nagrać. Nieststy nieuchronnie zanika
                  nie tylko potrzeba ale i umiejętność wsłuchania się i czerpania
                  radości z pięknego brzmienia instrumentu, obojętnie nawet - jakiego.
                  To oczywiście jest tendencja ogólna, ale można to trochę
                  powstrzymac, to wymaga promocji, tłumaczenia ludziom, pracy
                  oświatowej - tak jak to robią Niemcy. Poza tym - odrodzenia muzyki
                  kameralnej i instrumentalnej z orkiestrą kameralną lub b.c. Niemcy
                  mają audycje muzyczne nie tylko dla dzieci, szkolne, ale i tego typu
                  oświatę dla dorosłych. To, że przy okazji schodzą do poziomu
                  kotleta - to inna sprawa, różne propozycje dla rożnych środowisk.
                  Chodzi o to, że koncert "na żywo" jest czymś niepowtarzalnym.
                  Również wiąże się to z przebywaniem wsród innych osob, z
                  koniecznoscią odpowiedniego ubrania się, okazją towarzyską. Nagrania
                  są, mimo swej doskonalości - właśnie sztuczne. Jaśli muzycy traktują
                  to poważnie, a słuchacz to widzi i wyczuwa natychmiast - może on
                  jakby przyłączyc się do ich emocji, podążyć wraz z nimi tą "ścieżką"
                  nakreśloną przez kompozytora, dać się poprowadzić...Recenzenci
                  czasem piszą wówczas, że "duch kompozutora unosił się na sali". Dla
                  mnie to czasem jest naprawdę głębokie przeżycie, zwmocnione także
                  świadomością współuczestniczenia w jakimś misterium, poczuciem
                  niesamowitej wspólnoty muzyków do którego i ja jestem w malutkiej
                  części "dopuszczany" na takim koncercie. Żeby muzyk był
                  takim "przewodnikiem",musi być autentyczny, doskonale wyksztalcony,
                  osobiście zaangażowany emocjonalnie, niezależny emocjonalnie od
                  publicznosci, szczery. Do tego potrzeba "luzu", nie można być
                  gnębionym przez troski materialne, czekające niezapłacone rachunki,
                  czy nawet niezdrowe, byle jakie i tanie pożywienie zalegające "na
                  wątrobie", niewygodne buty, brak środków na opiekunkę do dziecka na
                  czas pracy, itp. Tak! Prawdziwa sztuka jest jednak sprawą pewnego
                  przepychu, potrzebą "wyższą" dla - mimo wszystko - elity i to
                  zarówno po stronie wykonawcow jak i odbiorców. To "komuna" wszystko
                  wypaczyła. Dlatego zaplecze muzyków, foyer artystów musi być co
                  najmniej tak piękne i pozytywnie nastawiające - jak foyer
                  publiczności. NIe wspomnę o ładnych garderobach, dostępnych i
                  wygodnych urządzeniach toaletowo-higienicznych...To żaden luksus, to
                  konieczność. Dobre zarobki muzyków to nie jest sprawa kaprysu czy
                  zwyczaju, ale konieczności obiektywnie i naukowo uzasadnionej,
                  inaczej wszystko jest psu na budę, marnotrawstwo i głupota. Szczecin
                  jako miasto wojewódzkie ma obowiązek mieć filharmonię, jest sens
                  wydawac pieniądze tylko na bardzo dobrą filharmonię i to
                  jednocześnie służy i mieszkańcom i władzy i miastu, jest doskonalym
                  i obiektywnie tanim w stowunku do swojej trwałosci - środkiem
                  promocji miasta i jego wladz. I to trzeba jak dzieciom tlumaczyć
                  Radnym i Zarzadowi miasta, Prezydentowi, bo oni po prostu tego nie
                  wiedzą. Ali pani jaśnie ani jej następca tego jednak nigdy nie
                  robili i nie robią. Czy mam wyjaśnić - dlaczego?
    • Gość: act Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.adsl.inetia.pl 18.01.09, 13:44
      Dajcie muzykom porządne pensje, a nie takie jak dla sprzątaczek. Ci ludzie
      latami uczyli się aby grać i na pewno nie robią tego dla pieniędzy, ale to co
      dostają godzi w ich godność, a po latach zarabiania jak "dziady", grają jak
      "dziady". Za to co dostają powinniście ich po rękach całować, że przychodzą
      codziennie na 3,5 godzinne próby. Zamiast ćwiczyć po próbach są zmuszeni do
      dorabiania żeby przeżyć. Będą pieniądze to orkiestra zagra porządnie nawet pod
      batutą Rubika (bez urazy dla fanów).
      • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 18.01.09, 13:51
        tez fakt, act. Kasjer w Netto: 1700,- brutto plus premia, skrzypek w
        filharmonii 1550,- brutto bez premii...bez komentarza
        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 15:13
          Zgoda, więc dlaczego Pan Aktor siedzi tak cicho. Bo sam jest byłym
          urzędasem Wydziału Kultury (w szczecinie to chyba powinien być
          wydział niedoboru kultury) i tam będzie chciał pewnie wrócić, jak go
          wreszcie wyleją - co i tak by było ze szkodą dla tego miasta, bo
          urzędnika też się nie da zagrać. Macie rację. Problem w tym, kładąc
          już zasłonę milczenia na aktorzynę, że nikt w Radzie Miasta - no
          może poza Pawłem Bartnikiem i kilkoma radnymi - nie wie i nie
          rozumie o czym mówicie. Nie da się tego wyjaśnić osobiście a już na
          pewno nie na posiedzeniu komisji, gdzie będzie taki Szałabawka
          przeszkadzał - tylko medialnie. Nie rozumiem właściwie, dlaczego nie
          możecie liczyć na pomoc dziennikarzy zajmujących się sprawami
          kultury. Wydają się być koniunkturalistami, bardzo uważającymi na
          słowa i układy - a to dziennikarzopm nie przystoi. Obawiam się, że
          pani z GW jest bardzo ostrożna i po prostu niesamodzielna. Dajcie
          sobie też już spokój z post-solidarnościową grupką popierania
          wlasnych interesików, z etosem i rodowodem związku nie mającą nic
          wspólnego. W wyrażaniu własnych propozycji, pomysłów, oczekiwań i
          żądań nie musicie być zależni od takiego pośrednictwa, choć nic
          przeciwko działalności związkowej przecież nie mamy, prawda. To jest
          ważne w sprawach syndykalnych. Ale jako wyborcy i mieszkańcy miasta
          mamy prawo wypowiadać się, a zwłaszcza występować do radnych
          osobiście, pisząc do nich na podane przecież publicznie adresy
          kontaktowe e-mail lub zapraszając ich na spotkania prywatne,
          umawiając się w biurach radnych na indywidualne z nimi rozmowy.
          Trzeba radnych POINFORMOWAć, trzeba ich przekonać do sprawy,
          zachęcić, wskazac im dobre działania w których mogą wziać udział z
          zyskiem także dla nich.Przekonać - do jakiej sprawy? Do tego, że
          warto jest aby miasto zainwestowało w filharmonię, że warto stworzyć
          i realizować odpowiedni układ, dający korzyści i miastu i
          filharmonikom. Filharmonia jest potencjalnym doskonałym instrumentem
          promocji miasta. Pomimo bliskości Berlina - Szczecin może - jak
          Berlin czy Amsterdam - słynąć w Europie z doskonałej orkiestry na
          światowym poziomie, również i dzięki wspaniałej, niepowtarzalnej i
          jedynej takiej na świecie siedzibie - kryształowemu pałacowi przy
          pl. Solidarności, do którego z ciekawości będą chcieli przyjechac
          sławni dyrygenci. Do tego jest potrzebny solidarny układ z miastem:
          wy - wladza - inwestujecie w nas, w obiekt i w ludzi, a my - muzycy -
          poddajemy się dyscyplinie, zaczynamy poważnie traktować swoją pracę
          i swoje własne umiejętnosci, gwarantujemy szybkie i wymierne efekty.
          Wy inwestujecie w nas a my - w was. Zyskuje na tym Szczecin, mając
          coraz bardziej znaną i docenianą orkiestrę i wspaniały obiekt. To
          jest realne. Na początek trzeba by się dogadać, zyskać zrozumienie i
          przychylność rady, nie trzeba bajkowych ogromnych pieniędzy od razu.
          Ale wówczas nie mogą rządzić "filharmonicy", nikt nikogo nie ma
          prawa straszyć strajkiem, nie może być atmosfery wojennej,
          roszczeniowej, nie może być pogardy dla dyscypliny zawodowej i
          osobistej. W Filharmonii muszą grać aktualnie najlepsi, czytaj
          najbardziej pracowici, najzdolniejsi i najpoważniej traktujący swój
          zawód a nie dozgonni etetowcy, rutyniarze którzy już 20 lat temu
          przestali ćwiczyć. Choćby i miał powstać drugi zespół, druga liga
          dostojnych i zaslużonych jubilatów, czerpiących przyjemność z grania
          Straussa a nawet i na wzór samego maestro - z dyrygowania od
          instrumentu. Może powstać porządny zespół kameralny z muzyków nie
          grających w filharmonii aktualnie. To na prawdę jest realne bo
          pieniądze przecież są. Są! Chodzi o to ile na filharmonię a nie musi
          wcale być tyle - ile obecnie; to sprawa umowna. Chodzi też o to jak
          się je wydaje. Obecna wielotycięczna pensja dyrektora z gatunku
          naczelnych, który nic nie zrobił - jest marnotrawstwem. Zły jest
          system opracowania projektu budżetu, w którym każdy dostaje "na
          poziomie roku ubiegłego" od wszechstronnie wyksztalconego i
          znającego się na wszystkim skarbnika miasta, a nadwyżkę - się
          roztrwania, jak pieniądze na prywatny festiwal. Nie ma w Radzie
          Miasta nikogo autentycznie związanego se środowiskiem kultury a to
          wina i dowód słabości środowiska. Komisja Kultury jest połączona z
          oświatą i zdominowana przez nauczycieli i problemy przekształceń w
          szkolnictwie. A wiadomo, że nauczycielki do Filharmonii nie chodzą
          bo nie mają czasu. Ze zdziwieniem stwierdziłem na programach
          szkolnych, że nauczycielki przyprowadzające swoje klasy na koncert -
          zacghowują sie tka, jakby były w Fil;harmonii po raz pierwszy w
          życiu. Ale to one nadają ton Komisji Kultury.
          • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 15:21
            To gadajcie, kochani - gadajcie, bo widze że ja piszę coraz więcej,
            bo to chyba mój "konik" albo może "bolące miejsce". Nie
            zastanawiajcie się kto jest kto, tylko czy dobrze gada i co z tym
            zrobić...
    • Gość: betelguese Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.09, 18:15
      Gadu gadu o zbawczej roli filharmonii dla miasta. Jedno z tego
      wynika i to jest prawda: poziom tej orkiestry nie sięga pięt
      poziomowi nowego gmachu filharmonii, i jako architekturze i jako
      inwestycji.
      U nas wszystko na głowie. Np teatr współczesny jest naszą
      najbardzoej ceniona w Polsce instytucją kultury, a niedawny deszcz
      nagród za Wesele i triumfalny objazd po Polsce jest tego dowodem.
      Nawet odejście dyrektora do Warszawy tego nie zmiania, co znaczy ze
      to dobry teatr jako całośc.
      I czy ktoś sie pomartwil aby jeden z lepszych Teatrow w Polsce mial
      porządną siedzibę a nie kąt w starym gmaszysku? Nie, bo radnym sie
      śni wielka sala obrad. I takie mamy myslenie o kulturze. Nie buduje
      sie siedziby dla swietnego teatru, tylko robi sie drogą zabawkę dla
      przeciętnej, aby nie powiedziec - miernej - orkiestry. Czy aktorzy w
      Teatrze tez czekają az im podniosa pensje albo zmienią dyrektora
      zeby dobrze grac?
      • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 19:13
        Najwiekszą głupotą byłoby, gdybyśmy się zaczęli licytować, kto jest
        biedniejszy albo kto bardziej zasłużony. Po pierwsze - tak zła ocena
        Filharmonii w rozumieniu artystycznym jest niesprawiedliwa,
        naciągana pod potrzeby zaprezentowanej argumentacji, czyli z gruntu
        niesłuszna. Widzę w tym typowo polską postawę: skoro my nie mamy to
        i im niech się nie uda. To nie jest zla orkiestra. Nie tylko Pan
        Zygmunt Rychert ale i wielu innych zarówno polskich jak i
        zagranicznych dyrygentów (niemcy,hiszpania) twierdzili tu
        publicznie, że to jest dobra orkiestra, jedna z najlepszych w kraju
        po narodowej. Występy w Narodowej, szczególnie dwa ostatnie - także
        były autentycznymi sukcesami, z aplauzem kilkunastominutowym na
        stojąco ostatnio, a wszyscy wiemy jak niechętnie w stolycy klaszczą
        przyjezdnym. Było wiele koncertów które zaowocowały promocją miasta
        i bardzo pochwalnymi recenzjami. To filharmonia promowała w berlinie
        zlot żaglowców, grała na wejście do Unii itp, itd. Filharmonia jest
        z pewnością dyżo bardziej strawna i powszechniej "rozumiana" niż
        teatr - z natury bardziej hermetyczny i mniej mobilny. Zupełnie
        nieuprawnione jest takie działanie i taka postawa, jakbyśmy byli
        głodnymi psami walczącymi o jedną kosć. Ta kość nie jest jedyną
        kością, ale nie może być kością niezgody.Teatr ma swój budżet i
        swoje sukcesy a filharmonia swoje. Kazdy ma prawo do należnych mu
        braw - jak mawiał maestro Salwarowski z godnością ale i zadowoleniem
        kłaniając się melomanom. Ponadto - należy tu podkreslić, ze nikt nie
        dał w prezencie filharmonii ani pomysłu ani sukcesu w staraniach o
        nową siedzibę, o prawdziwą siedzibę. Ówczesna Dyrektor Naczelna
        doskonale wyczuła wlaściwy moment, chwilę sposobną do rzucenia
        propozycji, inicjatywy, stworzyła społeczny aktywny zespół ludzi
        kompetentnych w rożnych dziedzinach, aby popierać, przygotować,
        chołubić i popychać do przodu projekt, początkowo pozornie
        nierealny. To jest i pozostanie jej niezaprzeczalną zasługą. Teraz i
        Opera żaluje, że przespała tę chwilę i kolejny gapa - teatr. A któż
        wam bronił zabiegać o to kiedy ważyły się losy unijnich grantów i
        dotacji dla woj. zachodniopomorskiego. Któż wam bronił stworzyć
        społeczne stowarzyszenie na rzecz budowy teatru współczesnego w
        szczecinie, i nie jako rywalizację dla innych ale obok, razem z
        innymi - bo pieniądze by się znalazły i na to i na tamto. Można to
        zrobić i teraz , zamiast świnię podkładać filharmonii. Jest dobra
        orkiestra, ale nam to nie wystarcza: chcemy doskonałą orkiestrę
        sławną na caly swiat nie tylko dzięki siedzibie ale przez swój
        poziom. Jedno jest związane z drugim i z niego wynika. W
        tej "siedzibie" nie da się nic zrobić. Chcemy orkiestrę która się
        będzie kojarzyła ze szczecinem tak jak Koncerthebau z Amsterdamem.
        Trzeba w to wlożyć trochę pracy, ale i dbalości i poprawiania nigdy
        dość, takie zadania nigdy nie mają końca. Więc takie twierdzenia
        uważam za nieuzasadnione i szkodliwe. To rywalizacja jak Kargula z
        Pawlakiem, więc proszę się tu w taki sposób nie wcinać. Filharmonia
        w całej swej historii slużyła miastu i jego mieszkańcom tak jak tego
        chcieli, i tak będzie nadal, tyle że jeszcze lepiej...
      • Gość: betelguese Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.09, 21:04
        Argumnetacja tworzona ad hoc na potrzeby tezy... pomysl o wlasnej. A
        niby kto mial grać w Szczecinie na wejscie Polski do Unii (nic
        zreszta nie bylo słychac) albo promowac w Berlinie Tall Ship's
        Races? Filharmonia lubelska? Dalismy co mielismy. Jedynie występ w
        W-awie jest tu jakims argumnetem, ale sila braw nic nie znaczy,
        wiedzą o niej tylko tam obecni. I raczej nie dam sobie wmowic, ze w
        przeciwieństwie do hermentycznego teatru muzyka zwana powazna jest
        egalitarna. Byla czas ze chodzilem do filharmonii, i po kilku
        koncertach rozpoznawalem tych samych ludzi. Wystarczy zreszta
        porownac ilosc koncertow w filharmonii i ilosc spektakli w teatrze.
        Raz na tydzien fo filharmonii kazdy moze przyjśc.
        Masz racje, ze to zasluga dyrekcji filhrmonii, ze w porę wyszla z
        inicjatywą. Wlasnie dlatego mamy filharmonie jako inwestycje. I
        tylko dlatego, a nie ze straannego przemyslenia co byłoby wazniejsze
        na początek. Filharmonicy mogli sie starac, ale nie oni podejmowali
        decyzje. A ci ktorzy decydowali, zachowali sie po prostu jak kula
        bilardowa. Kto mial akurat kij w ręku ten osiągnal swoje.
        Nie zaprzeczam ze filharmonia moze stopniowo zdobyc imię ktore
        bedzie duma szczecina. Ale na razie to ze ona pierwsza otrzyma
        siedzibe to czysty przypadek a nie przemylanay plan.
        A zakladac ze jak bedzie wspaniala siedziba, to bedzie wspaniala
        orkiestra, to nawet nie tyle hipoteza, co myslenie zyczeniowe. Moze
        bedzie moze nie. Zycze powodzenia, calkiem szczerze. Ale odkąd to
        chęc szczera... (o ile jest jakas chęć)...
        Poza tym nie reprezentuje teatru. Dajesz do zrozumienia, ze tu sami
        zainteresowani, czyli filharmonicy?
        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 22:32
          Po prostu TEMAT dotyczy filharmonii i jej dyrektora artystycznego.
          Taki temat. Można przedstawić swoją opinię na ten temat. Co mają do
          tego tematu sprawy Teatru - nie wiem. Na marginesie - cała sztuka
          czasem polega na tym, żeby mieć kij bilardowy w ręku - wtedy kiedy
          trwa gra a nie po niej...To nie jest zresztą ważne. Moim zdaniem -
          skoro ma być filharmonia - niechaj będzie, byle coś się zmienilo,
          ruszyło w tym zapyziałym mieście. Uważam po prostu już w tej
          konkretnej sytuacji, że jest szansa na szybkie skompletowanie
          narzędzia do promocji miasta, przypadkowo akurat tym narzędziem może
          być najszybciej Filharmonia. Może się stać centrum wydarzeń
          kulturalnych, nie tylko muzyki symfonicznej - oczywiście przy
          odpowiednim, kompetentnym zarządzaniu. Pisano tu już o innych
          propozycjach muzycznych. Myślę po prostu, że skoro do tego nam
          najbliżej, to zróbmy to; zfinalizujmy sprawę i wykorzystujmy ten
          atut w pełni. To nie jest przypadek, że nie spektaklem teatralnym
          promowano zlot żaglowców albo nie teatr współczesny witał Unię. Nie
          przypadek. Po prostu muzyka jest bardziej uniwersalna i łatwiej
          służy miastu przy takich okazjach. Chcę przekonać Radę Miasta, o
          czymś przeciwnym niż zazdrośnicy którzy sie obudzili z ręką w
          przysłowiowym nocniku, że Filharmonia jako miejsce wszelkiej muzyki
          na poziomie, nie tylko symfonicznej, jest uniwersalnym, doskonałym,
          i trwałym narzędziem służącym do promocji miasta, to nie jest jakiś
          ekstrawagancki wybryk dla fanatyków. Nawet jeśli radni i Prezydent
          nie pójdą nigdy na żaden koncert, filharmonia będzie służyła całemu
          miastu - to jest najważniejsze. Problem tylko w tym, że to wymaga
          zmian, szybkich zmian - począwszy od Dyrektora Naczelnego. Ale to
          też nie jest żadna przeszkoda, można to łatwo zrobić, unowocześnić
          organizację i struktyrę instytucji na wzór innych dobrze
          działających. Chcę przekonać Radnych, że pieniądze wydane na
          Filharmonię, nie tylko na budowę ale i na konieczne zmiany, w tym i
          podwyżki płac - byłyby INWESTYCJĄ a nie WYDATKIEM, inwestycją trwałą
          i dość szybko przynoszącą wymierne efekty. To wszystko.
          • Gość: betelguese Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.09, 22:51
            Oczywicie ze to nie przypadek, ze wydarzeniom miedzynarodowym
            towarzysza zwykle koncerty filharmoniczne a nie spektakle teatralne.
            Nie jest to jednak dowod egalitarnosci muzyki powaznej, tylko kwestia
            stosownosci, ktorej argument abstrakcyjnej uniwersalnosci służy. I na
            tym wlasnie polega problem. Teatr jest zjawiskiem bardziej
            specyficznym loklanie i ograniczonym do sfery języka. Jego
            dyskursywny chrakter czyni z niego wypowiedz stematyzowaną.
            "Wypowiedzi" orkiestry filharmonicznej jako bezporblemowe dobrze
            słuzą celom rytualnego gestu maskujacego problemy i sugerujace
            jednosc tam gdzie jej nie ma - zwlaszcza przezycia estetycznego. Ten
            nieslyszalny koncert na Odrze podczas ceremoni unijnej zaraz po, czy
            przed koncertem rozrywkowym jest tego najlepszym dowodem. Tylko to
            nadal jest argumnet na nic. Jezeli na cos , to na potwierdzenie że
            wykonawstoa ma tu zasadnicze znaczenie. Orkiestra srednia, pozbawiona
            takiej renomy czy ropoznawalnosci jak Gewandhaus czy Berliner
            Philharmoniker nie jest czyms czym mozna sie chwalic. A taka wlasnie
            mamy. No wypada ją miec to mamy. To znak, zesmy nie wieśniacy. Ale
            tylko znak... zeby jeszcze odpowiadal rzeczywistości...
            O wartości orkestry tak naprawde decyduje jej obecnosc w dyskografii
            znaczona wspolpraca z wielkimi dyrygentami. Reszta to ozdobniki miast
            z aspiracjami, czy ich pozorami...

            Ja nie neguje zaslug dyrekcji filharmonii, zwracam jedynie uwagę ze z
            obowiazku przemyslanego planowania nie wywiazały sie wladze miejskie.
            A gdyby przypadkiem kij bilardowy trzymalo "XIII Muz" albo dom
            kultury w Dąbiu, byłoby sie czym chwalic? Takich spraw nie mozna
            powierzac przypadkowi. Ja sie bardzo ciesze ze budujemy ten
            fanastyczny budynek i wale nie zamierzam zawracac Wisy kijem. Ale nie
            jest dobrze jesli nie ma go czym wypełnic w sposob stosowny do jego
            efektownej formy. Jezeli bohateremi sa architekci nie uzytkownicy....
            • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 23:37
              Cóż... dopiero teraz przeczytałem informację o sposobach szukania
              nowego dyrektora artystycznego...przez obecnego naczelnego i szlag
              nagły mnie mało nie trafił. A już myślałem, że taki sposób myślenia
              i postępowania mamy za sobą...
              A może w takim razie betelgeuse ma rację? Może ma rację...
            • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 20:48
              Znając naze realia, jestem przekonany, że gdyby decyzja wówczas
              mieła być produktem głębokich przemyśleń władz miasta - to do
              dziasij nie zostałaby podjęta. Powstałyby grupki znawców, ekspertow,
              działaczy aspirujących do tego aby być "ojcami", innych dyżurnych
              sceptyków mających w każdej sytuacji zdanie odmienne...Wszyscy oni
              by się zwalczali, obrzucali błotem i świniami, aż by minął
              ostateczny termin zgłaszania projektów aspirujących do finansowania.
              Wszyscy by w swoim mniemaniu zwyciężyli a nic by z tego nie było.
              Myslę, że władze miasta potrzebują zdecydowanych pomysłów
              wychodzących od silnych, skonsolidowanych srodowisk - więc
              propozycja została przyjęta i uruchomiona (mimo że srodowisko wcale
              nie jest tak na prawdę skonsolidowane, wręcz przeciwnie). Znalazła
              się zdecydowana i silna osoba która to uruchomiła i chwała jej
              akurat za to. Ważne jest że coś będzie, że coś sie zmieni. Jestem
              przekanany, że pierwszy sukces, sfinalizowanie tego - doda wiary i
              energii innym i uruchomi lawinę kolejnych. Szczecin nadrobi
              zaległości. To zawsze jest tak jak z głodnymi biedakami: jakoś
              trwają o kromce chleba ale jak zobaczą dużo jedzenia - to by nagle
              chcieli wszystko na raz, i zupy, i ziemniaków i sałatki i ciastek...
              Zgadazm się , że w takim przypadku kolejność jest ważna ale
              narzekanie, że najpierw było drugie a po nim dopiero zupa - to
              przesada...
        • Gość: Lolo Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.chello.pl 18.01.09, 23:11
          Elitarna i egalitarna to naprawdę nie to samo...
    • natychmiastowy Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 23:08
      To skandal, że to akurat dyrektor Naczelny "prowadzi jakieś rozmowy
      z kandydatami". To kładzie wszystko.
      cyt>- Jak w każdej drużynie piłkarskiej po kilku latach pracy z
      jednym trenerem wszyscy się dobrze znają, wszystko o sobie wiedzą i
      przestaje iskrzyć - zauważa Andrzej Oryl, dyrektor filharmonii.

      Potwierdza, że podjął rozmowy kandydatami. Do końca stycznia
      obiecuje konkrety. - Postaramy się, żeby to było nazwisko wymiaru
      europejskiego - zapowiada Oryl. (koniec cyt.)
      Skandal. Sam nie jest nawet "wymiary krajowego". Powinna to robic
      Komisja Kultury w imieniu zalożyciela instytucji, bezstronnie i
      obiektywnie.
      Jak można coś tak odpowiedzialnego powierzać takiej osobie jak Aktor.
      To musi być otwarty konkurs, nie dobieranie sobie kumpla z
      odpowiednio "stępionymi zębami". Naczelny jest jeszcze bardziej
      archaiczny niż jego poprzedniczka w sposobach zarządzania, jest co
      najwyżej nędzną imitacją poprzedniczki. Domagam się otwartego
      europejskiego konkursu, o konkretnych wcześniej ogłoszonych zasadach
      i nieograniczonej ilości kandydatów, a nie wybierania archaicznych
      typów przez aktora za cichym przyzwoleniem "zwiazków zawodowych" i
      wszelkiego innego zacofaństwa, konformistów którzy niczego nie
      zmienią i będą siedzieć i czekac na emeryturkę. To by było
      zwycięstwo wszelkich sił zachowawczych, zasiedziałych leni
      o "ugruntowanej pozycji w orkiestrze", dokładnych przeciwników
      Googlera. Jeśli tak się stanie - wszelkie pieniądze przeznaczone na
      filharmonię zostaną wyrzucone w błoto.

      • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 23:26
        To wynik takiej konstrukcji organizacyjnej, że Dyrektor Artystyczny
        i Dyrygent - najważniejsza osoba w filharminii - podlega Naczelnemu
        Dyrektorowi, który jest niekompetentny pod każdym względem prócz
        aktorstwa, w Filharmonii akurat zupełnie nie potrzebnego i wręcz
        szkodliwego. Wiadomo przecież, że tak na prawdę, to dyrektora
        artystycznego wybiera Pani J.I.S - pod potrzeby zachowania możliwie
        jak najdłużej dotychczasowego Ststus Quo. To wszyscy przecież
        wiedzą. Dlaczego milczą? Propozycja oczywiście będzie skonsultowana
        po cichu z tymi, którzy nie chcą niczego zmienić, bo się boją utraty
        swoich wpływów i pozycji - dokładnie jak Pani Była. Aktor ma tu
        tylko grać i robić za małpę, za parawan.
        Cóż.
        Ostatecznie wyjazd do Filharmonii Berlińskiej kosztuje tylko 15 euro
        a bilet 26 euro, można jeździć tam co jakiś czas na dobre, prawdziwe
        koncerty. Ale szkoda by było, jeśli się nie obudzą Radni i grupa
        prawdziwych muzyków w samej Filharmonii postanowi dać sobie spokój i
        wyjechać do innego miasta...
        • Gość: bombel Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 18.01.09, 23:39
          ze spytam - a co w tym ma do roboty pani j.i.s???
          czyzby szara eminencja filharmonii na emeryturze???
          • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 18.01.09, 23:45
            Tak. Szara eminencja. To ona nadal podejmuje wszystkie decyzje.
            Oczywiście "dla dobra filharmonii i całego środowiska kulturalnego".
            A aktor robi jedyne co umie: gra ... dyrektora, choć jego koledzy z
            teatru kiedyś pisali, że "najlepiej mu wychodziły role
            funkcjonariuszy" (przy okazji afery z "teczką" podniesionej przez
            IPN i Radio Szczecin).
            • Gość: bombel Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 18.01.09, 23:51
              przeciez to spikerka z tv zs???
              • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 00:07
                Chyba faktycznie przez ostatnie 50 lat bąblowałeś... ocieplenie
                klimatu z lodowca cię wytopiło czy jak...?
    • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 01:50
      Jaka jest historia problemu: Gdy po śmierci Dyr. Marczyka nastał
      niejaki Lipke (przepraszam, że wspominam to nazwisko), dość szybko
      doprowadził on do ogromnego kryzysu, kryzysu pod każdym względem,
      kumulującego się ostatecznie w strajku a właściwie należaloby
      powiedzieć buncie pracownikow, nie tylko muzyków, żądających jego
      odwołania. Trwalo to bardzo długo bo było ewenementem na skalę
      kraju, władzuchna była jeszcze nie przyzwyczajona i stała nieugięcie
      za "kumplem" ale i filharmonicy byli nieugięci, przynajmniej
      większość. Gdy groziło realnie zlikwidowanie instytucji państwowej
      jako jedyna reakcja władzy, powstał prtojekt przy bardzo dużym
      zaangażowaniu zastępcy poprzedniego dyrektora - właśnie J.I.S a może
      jeszcze wówczas nie S. aby uczynić zadość honorowi wladzy - niech
      zlikwiduje instytucję, odwołując w ten sposób honorowo i Dyrektora
      Niechcianego, natomiast powoła Filharmonię i będzie finansowało jako
      zalożyciel - Miasto, z p. J.I.S na stanowisku Naczelnej, gdyż
      podjęła się ona załagodzić sytuację i doprowadzic do normalnej
      pracy. Oczywiście upraszczam dla skrócenia. Zaczęlo się wówczas
      właśnie ugłaskiwanie muzyków, pozorowanie jak to dużo oni mają do
      powiedzenia, oficjalne głoszenie nieprawdziwej teorii - iż to oni
      rządzą instytucją a wszystko i wszyscy mają im slużyc - słowem
      łagodzenie skutków konfliktu i powrot do normalności. To zrozumiale
      i uzasadnione. Byłoby wszystko w porządku - gdyby po pół roku czy po
      całym - nastąpiło już stawianie wszystkiego na nogach, powrót do
      rzeczywistej normalności, właściwego miejsca muzyków jako
      pracowników oraz właściwych relacji we wszystkim. Niestety p.
      Naczelna nie chciala lub nie potrafiła tego zatrzymac, powrócić do
      normalności, i po latach stworzyła potwory, wypaczyła wszystko w
      sposób chorobliwy. Nie wspominam o administracji - bo to inna nie
      mniej tragiczna historia. To właśnie rodowód nadętych,
      nietykalnych "działaczy" i pozbawionych kszty
      samokrytycyzmu "zasłużonych" artystów - niezależnych i samorządnych.
      Młodzi przychodzący tutaj mają prawo tego nie rozumieć, dziwią
      się...Była szansa, że zmiana dyrektora w sposób naturalny,
      emerytalny - coś zmieni. Nie udało się, bo Była nadal poczuwała się
      do obowiązku dopieszczania i ułagadzania święte krowy których
      była "matką" - dlatego uczyniła wszystko, aby nowy dyrektor niczego
      nie zmieniał. Jak dotychczas - skutecznie. Obecnie - nadal w swoim
      fałszywym pojęciu dbając o dobro artystów - znów uczyni wszystko,
      aby jej następca dobrał kolejnego "bezpiecznego" - nie
      wprowadzającego żadnych zmian Dyrektora. Nie da się wytłumaczyc, jak
      tragiczną krzywdę czyni od wielu lat Filharmonii, którą sama ocaliła
      od upadku , jak zabija własne "dziecko". Googler to rozumie choć
      historii nie zna, a inni? Tłumaczyć już się nie da; trzeba to
      przerwać po prostu, wymusić zmianę poprzez "siłę zewnętrzną" spoza
      tego chorego układu. Tą siłą mógłby być Prezydent? Rada miasta?
      Komisja Kultury? A może po prostu trzeba z pełną świadomością
      odsunać siły zachowawcze od tego wyboru TERAZ, a nowy dyrektor
      artystyczny i zarazem czasowo także naczelny zrobi swoje, skieruje
      zespół we właściwym kierunku, uzdrowi sytuację. Poźniej może już być
      tylko artystą, bo odnieniona administracja już bez towarzystwa
      wzajemnej adoracji Pani Dyrektor - zacznie działac sprawnie i
      nowocześnie a przede wszystkim kompetentnie. To jedyna droga i teraz
      stoimy na skrzyżowaniu...na rozdrożu...
      • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 02:45
        A jeśli tak, to wymagania stawiane tak rozumianemu dyrektorowi muszą
        być zupełnie inne. Musi to być nie tylko dyrygent i manager ale i
        organizator dobrze znający standardy i rozwiązania za granicą.
        Ewentualnie powinien zaproponować współpracownika spoza szczecina na
        stanowisko swojego pełnomocnika do spraw organizacyjno-
        administracyjnych, który z poziomu Zastępcy Dyrektora od nowa
        zorganizuje administrację, wytępi wszelką amatorszczyznę i
        pracowników przyprowadzonych "pod rączkę" przez "dyrekcję". Przecież
        tu calkowicie brak ludzi od promocji, marketingu, organizacji
        widowni, promocji muzyki, organizacji pracy artystycznej; jedna
        dziewczyna dwoi się i troi jak umie... a umie... ale to za mało.
        Jedna Pani Małgosia uniwersalna, genialna od wszystkiego na kilku
        stołkach; i projektuje plakaty i dekoracje i układa program i
        nadzoruje polgrafię, i biblioteka nutowa i umowy z
        solistami...ludzie, przecież to jakieś szaleństwo, młody czlowiek
        przyprowadzony pod rączkę przez Kogoś - którego wielkim ale jedynym
        atutem jest, że włada dwoma językami a poza tym całe jego
        wyksztalcenie filharmoniczne pochodzi od ... p. Małgosi. Nie ma
        wykształcenia informatycznego ani managerskiego a takie funkcje się
        mu przypisuje. To nie moze tak być, tak trwać. Jak
        chcecie "zawładnać" nowym wielkim budynkiem z dwiema salami,
        eksploatować je odpowiednio... z taką kadrą "wiernych" , oddanych P.
        Dyrektor. Przeciez wystarczy spojrzec trochę na innych; zawsze jest
        oddzielna osoba a w zasadzie asystent Dyr. Art. który się zajmuje
        solistami i programem, kontraktami, zagranicą. Odzielnie jest ktoś
        zajmujacy się promocją, reklamą, sponsorami, sprzedażą biletow i
        karnetów, obsługą publiczności, Oddzielnie ktoś inny zajmuje się
        organizacją pracy artystycznej, planami pracy, koordynacją i
        wynajmami sal. Oddzielnie jest ktoś od techniki. Oddzielnie jest
        ktoś od poligrafii i projektowania wydawnictw i plakatów. To nie
        moze już byc taka amatorszczyzna oparta na nepotyzmie i układach
        byłej, nagradzaniu za pokłony i lojalność. To się musi zmienić i
        zmieni się lub upadnie.
        • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 19.01.09, 08:04
          czyli:
          1. zmienic obu dyrektorow - artystycznego na swiatowego dyrygenta z
          wizja przyszlej filharmonii jako multimedialnego "kolosa" (nie
          zartuje, wlasnie kolosa, ktory powoli bedzie obrastal w
          kameralistyke i inne dziedziny muzyki), naczelnego na czlowiegka,
          kory ZNA SIE na realiach zarzadzania 100osobowa firma, a nie kilkoma
          kolegami
          2. zatrudnic tych wszystkich, o ktorych pisze natychmiastowy lub
          powoli zatrudniac, bo przeciez predzej czy pozniej powstanie nasza
          nowa filharmonia
          3. wprowadzac kontrakty na stanowiska muzykow
          i wszystko powinno byc cacy...

          tylko:
          co ze zwiazkami, JIS, starymi nierobami, kadra niepotrzebna???
          Jak ich puscic na trawke???
          • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 13:58
            Dlatego właśnie pisałem a nie szlifowałem sobie klawiatury na darmo -
            o poczuciu się "u siebie", o narzucaniu właściwych lub
            niewlaściwych zwyczajów i zachowań oraz o tym, kto komu narzuca i
            jak się normalni ludzie bezwiednie podporządkowują draniom lub
            idiotom - wlaśnie dlatego że są normalni, właśnie dlatego pisałem o
            koniecznym układzie z orkiestrą nawet i bez pośrednictwa związku
            które to pośrednictwo nie do wszystkiego jest potrzebne a na pewno
            nie do tego - żeby postępowac normalnie i racjonalnie. To trzeba
            zaproponować wlaśnie nowemu liderowi - poważne rozmowy plenarne z
            zarządem miasta, zawarcie kontraktu handlowego: wy inwestujecie w
            nas a my - w was, w pracę i w szczecin. Jak widac - na sam wydział
            kultury nie można liczyć bo on jest ignorowany przez Radę i zarząd.
            To może i zależy od tego kto personalnie zostanie nowym dyrektorem,
            ale ... cudów nie ma. Ktoś zaproponował na forum dot. Dyr. Wydz
            Kult. - żeby dyrektorem zostali dwaj: Cezary Cichy i Posłuszny Jan
            z PO: "byłby dyrektor Cichy i Posłuszny a o to przecież chodzi".
            Była juz zapisana w protokołach Komisji Kultury i konieczność
            podwyższenia płac, i sposób stopniowego, realnego dojścia do tego -
            ale rada i zarząd to ZIGNOROWAŁA. Skarbnik miasta i tak
            zaproponował " na poziomie roku ubiegłego" a istniejące pieniadze
            poszły na prywatny festiwal. Żadne protesty, nawet i zaangażowanie
            osobistego honoru przez Bartnika czy Szafrańskiego - nie zatrzymały
            tej barbarzyńskiej siły. Więc dotychczasowa droga nie ma żadnej
            wartości. Ona stwarza jedynie pozory, jacy to ważni i potrzebni są
            panowie ZB lub RM, czy nawet dyrektor PM, jacy to wielcy przywódcy i
            działacze, obrońcy uciśnionych. Ale to mit a do podtrzymania mitu
            potrzeba pozorów działań. Teraz już żaden strajk "nie przejdzie" to
            już nie te czasy. Nie wystarczy pobrzękiwać szabelką związkowa. Więc
            nie tędy droga. Do liderów związkowych się nie wtrącam ale bez
            nowego lidera zespołu, dyrektora artystycznego - się nie obejdzie i
            jest okazja do takiego układu, umowy czy kontraktu z miastem, ale
            nowy dyrektor jakiego sobie maupa przygrucha - nie będzie chciał bo
            mu pani JIS nie pozwoli a jeśli przypadkiem będzie niezależny - to
            musi o tym wiedzieć wcześniej, musi wiedzieć co się od niego
            oczekuje. Nie wyobrażam sobie jakoś Błaszczyka w tej roli -
            pertraktującego z zarządem miasta i promującego taki pomysł. Ale
            dlaczego nie Rychert; udowodnił ze jest niezależny i odwazny, nie
            liczy się z układami a szczególnie gdyby poczół poparcie zespołu,
            jego zdrowej części...Nie jeden bój ma za sobą, ale jak widzi obecną
            sytuację, co myśli. Może Pani Podgajna by się odważyła zapytać Go o
            to bezpośrednio. Jest to do zastanowienia. Związek zawodowy - to
            grupka kilku kolesiów załatwiających swoje interesy oraz kilkunastu
            sfrustrowanych machaczy ręką. Nawet Quorum tam się nie da zebrać
            porządnego. Sam pisałeś Googler, że coraz więcej jest młodych,
            normalnie myślacych i chcących zainwestować swoją pracę we własną
            przyszlosć. Bardzo wielu obecnie cichych i niezdecydowanych -
            pójdzie za tym, jeśli to będzie realne. Poza tym - jak wiadomo -
            "większosć jest za tym, kto wygrywa" - i trudno się ludziom dziwić,
            każdy chce spokojnie żyć. Na spokojną pracę też jednak trzeba sobie
            zapracowac i własnie jest okazja, właśnie ważą się losy przyszłości.
            Sprawa musi być ujawniona publicznie, załatwiona publicznie, Miasto
            musi się zadeklarowac publicznie z pełnym przekonaniem że inwestuje
            o nie wydaje - wtedy nie da się tego tak zignorować. Tak ja myślę...
        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 15:04
          Przytoczę przykład: niejaki Albrech Mayer - solista oboista etatowy
          Filharmonii Berlińskiej. Oprócz pracy - bardzo dużo nagrywa jako
          Mayer właśnie. Wystukaj Googler w Googlach jego nazwisko (a jak się
          domyślam z wypowiedzi - jesteś smyczkowcem)- wszędzie tam go pełno,
          kilkanaście płyt, filmiki na YouTube, mnóstwo reklamy, promocji,
          plakatów. Czy to nie promuje także jego pracodawcy, Instytucji,
          niemieckiej sztuki, muzyki w ogóle, piękna instrumentu. To normalny,
          zwyczajny, zdolny facet. Niezbyt przystojny i fotogeniczny - o ile
          umiem to ocenic. Faktycznie brzmi cudownie, szczególnie podoba mi
          się w baroku, renesansie i impresjonistach. Ale my także mamy
          doskonałych oboistów. Szczególnie I - jak dla mnie niczym nie
          ustępuje, szczególnie jakby uwierzyła sama w siebie. Doskonale
          operuje barwami, frazowaniem - udowodniła to po części na ile miała
          okazję i możność. Na dodatek jest przy okazji przepiękną kobietą,
          fotogeniczną, atrakcyjną, jeszcze do tego wzorową mamą...
          (Przepraszam ale jak już prawda to cała prawda!) Tyle że jak miała
          kiedyś grać w filharmonii, bodajże Vivaldiego - to nawet klawesynu
          nie ustawiono normalnie, pozostał "u góry", zignorowała ten koncert
          i orkiestra, i Dyrekcja... A dlaczego nie promujemy naszych muzyków,
          dlaczego nie ma ich plakatów na mieście, nie pomagamy im rozpocząć
          własnej drogi artystycznej. Bo ktoś by mógł zauważyć sławną Panią I
          a przez to nie zauważyć sławnej Pani JIS,na co nie można pozwolic,
          bo to jest osoba najsławniejsza i najbardziej we wszechświecie
          zasłużona? Tak przynajmniej twierdzą obłudni, dwulicowi, zakłamani i
          fałszywy klakierzy - których sama sobie wychowała, jakby szkoliła
          papugi. Oczywiście - teraz nie ma warunków lokalowych - ale to nie
          wyjaśnia...tłamszenia swoich. Jak udowodnić Władzom miasta, że to
          służyłoby miastu - nie tylko Pyrek czy olimpijczyk Sawrymowicz...nie
          tylko. Dajmy sobię więc spokój z ESK 2016 a wołajmy o konferencję na
          temat kultury w ogóle, ale nie akademię na cześć Prezydenta i
          zasłużonej Pani Dyrektor, tylko z calą prawdą...i z konstruktywnymi
          wnioskami.
          • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 19:31
            Warunki techniczne się zmienią, a jestem pewiem że będzie ta
            prawdziwa nowa filharmonia. Jestem pewien. Bedzie własna sala z
            dobrą akustyką. Przecież doradcą do spraw akustyki był między innymi
            i Pan Rychert - absolutny ekspert z absolutnym słuchem. Filharmonia
            będzie musiała mieć jakiegoś akustyka/elektroakustyka, jakiś sprzęt,
            mikrofony. Takie pierwsze płyty promocyjne dla wlasnych muzyków
            można nagrywać będzie własnymi siłami, u siebie. Nie musi na
            początek być problemem - sponsor, pieniądze. Zresztą żeby się
            znalazł sponsor na płytę komercyjną na której nie straci - też
            trzeba mu coś pokazać, coś wysłać - jakieś dobre demo, im lepsze tym
            łatwiej zachęcić... to zrozumiałe. Każdy wypromowany muzyk, znany w
            europie czy świecie jako pochodzący ze szczecina, bez uśmieszku, to
            promocja miasta, jego gospodarzy, władz mądrych które w to
            zainwestowały. Niestety to obraza dal zaslużonych i policzek dla
            elity kulturalnej znajdującej swe miejsce w Biurze. Dlatego to było
            blokowane, ale już dość. Można wynajmować salę na nagranie obce,
            komercyjne - za zapłatę przyjmując dokonanie także nagrania własnego
            muzyka. Taka wymiana bezgotówkowa. Jeśli sala bedzie dobra - będą
            chętni, bo to jest korzystne dla obu stron. Będą zupełnie nowe
            możliwości. Potrzeba managera żychliwego muzykom, nowoczesnego, z
            kontaktami i wykształceniem, nie aktora o szkolonym głosie i dobrej
            prezencji. Im lepszy manager - tym ciekawsze, nowsze pomysły, tym
            bardziej do przodu. Więc jest o co zabiegac. Niestety teraz coś się
            decyduje, coś się weryfikuje...
    • Gość: ktoś Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.chello.pl 19.01.09, 13:42
      jesteście żałośni (natychmiastowy i googler) jak wam tak źle to przecież możecie
      podbijać cały świat i realizować swoje wspaniałe pomysły, świat jest otwarty na
      oracje i wywody takich miernot co potrafią tylko narzekać, dobry lekarz coś temu
      powinien zaradzić.
      POWODZENIA
      • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 14:24
        Widzisz - tacy "ktosie" zawsze będą, ale to nie jest ważne. Nie
        chodzi o prywatę tylko i Szczecin, o Muzykę. Całkowicie się z
        Googleren zgadzam, że nie chodzi tu - co do administracji - żeby
        kogoś wyrzucać. Jeszcze jest czas - do nowego obiektu. Chodzi o to,
        żeby ten, kto ma być administratorem sieci komputerowej - faktycznie
        nim był a nie udawał, wyposażony w koneksje od pani JIS. Ma czas
        uzyskac wymaganą wiedzę i faktycznie spełniać tę rolę jak zawodowiec
        a nie amator; w nowym obiekcie już to nie przejdzie, tam awaria
        sieci położy całą instytucję. A ile było u nzas problemów z e-
        biletem, z programowaniem biletów w kasie biletowej... Zauważ, że to
        dokladnie to samo - co i z muzykami; to samo - bo autor tej sytuacji
        jest jeden - to kolejny dowód. Jeśli chce być managerem - niech
        naprawdę skonczy szkołę, chocby licencjat - jeszcze zdąży. Sama
        znajomość języków tu nie wystarczy. Przepraszam tę anonimową osobę,
        że ją użyłem tu jako przykładu, ale to dotyczy także innych, to
        dotyczy i mnie; chodziło jedynie o abstrakcyjny przykład oraz o to,
        że nikt nie chce tu żadnych eksterminacji czy wyrzucania, należy
        cenić dobrych pracowników i ich oddanie instytucji ale nie w
        drastycznie wypaczonej formie - jak to prezentowała J.I.S.Chcemy
        uczciwości zawodowej i poważnego traktowania pracy, a szczególnie
        tej właśnie drogiej nam pracy w tej właśnie drogiej nam instytucji.
        Przetłumaczę to wszystko na niemiecki i opublikuję w niemieckiej
        prasie jak będzie trzeba; ale się niemcy usmieją - jakie my tu mamy
        problemy po 60 latach istnienia instytucji...Przykro mi ale uważam,
        że w powstałej sytuacji jedynie upublicznienie prowadzi do
        oczyszczenia i wejścia na drogę właściwą. Jak myślisz...?
        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 15:49
          Jeśli już pooglądałes sobie strony o Albrehcie Mayerze - teraz wejdź
          na stronę Filharmonii Szczecińskiej www.filharmonia.szczecin.pl Co
          widzisz? po pierwsze - to samo co rok temu i dwa lata temu i
          trzy...Strona jest brązowo-czarna, odpychająca, nieprzyjemna, nikogo
          nie zainteresuje nie tylko dlatego - że jest niezmienna w swej
          szacie graficznej, ale dlatego - że nie zawiera informacji
          promocyjnych. Jest program i ceny biletów. W galerii zdjęć -
          najświeższe z 2005 roku. skład orkiestry - po nazwiskach. Dlaczego
          marnuje się taką szansę promocji. Stronę robi i utrzymuje na
          serwerach firma Infoludek. Zrobiła ją pod dyktando "znawców sztuki i
          plastyki" tzn. Pani JIS i Pani Uniwersalnej Wszechstronnej
          Kireownik. Dlaczego nie pokazuje się i nie promuje ludzi, artystów,
          muzyków, ich dorobku. Bo to był od lat tylko taki pic, że orkiestra
          jest najważniejsza a wszyscy jej służą; tak na prawdę najważniejsza
          była Pani i to jej i jej wizerunkowi w telewizji wszyscy i wszystko
          służyło, orkiestra też! Popatrz na strony innych niemieckich,
          angielskich filharmonii; tam jest wszystko żywe, aktualne. Dlaczego
          nie ma u nas fotoreportaży z koncertów i wydarzeń, wyjazdów,
          dlaczego muzycy nie są przybliżani zarówno i w pracy jak i
          prywatnie, w jinsach w ogródku. Dlaczego nie ma kolorowej,
          rozedrganej kształtami i barwami strony we flaschu -specjalnie
          przeznaczonej dla dzieci i młodzieży - która by ich przyciągnęła na
          koncerty dla nich adresowane. Jest wspaniały życiorys Dyrekcji.
          Dlaczego nie ma podstronek albo małych samodzielnych stron
          dotyczących konkretnych dużych wydażeń związanych z filharmonią.
          Potem ktos powie: nie było slychać, że filharmonia witała Unię,
          promowała Szczecin...Zajmuje się tym - ten sam młodzieniec - co i
          managerstwem i tłumaczeniem i informatyką i promocją. Tak mu wpisano
          aby uzasadnić podwyżkę płacy. Takie stronki się dzisiaj robi
          powszechnie - sprawny webmaster po technikum robi to w ciągu trzech
          dni łacznie z testowaniem. Może to robić w ramach etatu i osadzać na
          tanich serwerach za 100 zł miesięcznie, ale to trzeba na prawdę
          umieć a nie fikcyjnie, w opinii pani JIS. Firma opłacana drogo może
          i jest potrzebna - do e-biletu i rezerwacji, bo to jest
          odpowiedzialna sprawa, ale na srtony - trzeba dużo mniej pieniędzy.
          Jeden zatrudniony na etacie zapaleniec, który się tym będzie bawił,
          cieszył i zdobywał doświadczenie - wystarczy a ile pożytku, ile
          promocji. Więc dlaczego zajmuje się tym z takim opłakanym skutkiem
          ten - co już mówiłem wcześniej...przyprowadzony pod rączkę do
          pracy... Komu to służy? Kto tu komy sluży?
          • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 16:55
            Nie raz pewnie Googler grałeś z niemcami, wiesz, że oni dokumentują
            fotograficznie próby i koncerty gdy gdzieś wyjeżdżają. Zawsze jest
            ktoś - kto przyjeżdża z dobrym aparatem i pstryka. To jest
            konieczne, niezbędne. To materiał do późniejszej informacji i
            promocji. Przykład - koncert penerowy w parku z Noubrandenburgiem i
            Malzewem. Dlaczego nasza Filharmonia nie zakupi służbowej lustrzanki
            za 1200 zł do celów dokumentacyjnych, nie robi zdjęć? Niemcy wówczas
            robili zdjęcia, a nawet WZIĘLI NASZE, robione przez kogoś amatorskim
            aparacikiem, ale niektóre ciekawie pokazujące z góry orkiestrę i
            całe Błonia. Wzieli nasze i pewnie wykorzystali je do promocji lub
            archiwum, a czy Ty je widziałeś, jakieś choćby próby promocji
            fotograficznej? Archiwum fotograficzne Filharmonii to tekturowe
            pudełeczko w gabinecie Dyrektora (o ile go jeszcze nie wyrzucił
            jakiś parweniusz) czarno-białych pochodzących z czasów
            Wiłkomirskiego i Marczyka. Zdjęcia luzem poniszczone, nie podpisane -
            już nawet i Lechu nie wiedział kto tam na nich jest. Po tym - jest
            pustka. To ma być archiwum? Widziałeś kiedyś sporą stertę
            historycznych afiszy i plakatów dotyczących koncertów Filharmonii w
            całej jej historii? Lażała przez parę lat w kącie na korytarzu. Była
            tam także spora i bardzo cenna PRYWATNA KOLEKCJA plakatow i afiszy -
            wlasność Pani Iskry Marczyk, wdowy po Dyrektorze - z jej zbiorów
            prywatnych, pamiątek po mężu... Na wielokrotne zapytania ludzi -
            "Ktośo" Naczelny (czy może Bezczelny) miał ponoć odpowiedzieć:
            jeśli chodzi o moje zdanie to ja bym to wszystko wywalił do śmieci.
            Wiadomo - jego nazwiska tam nie uswiadczysz! Wreszcie - po latach -
            podarte, poniszczone, zagniecione i zmarnowane - trafiły do
            magazynu. To jest wlaściwe podejście do promocji Filharmonii? Byłeś
            może z filharmonią w Koncerthebau? Tam całe piękne foyer dla
            artystow jest wykładane piękie oprawionymi plakatami i afiszami -
            ślad historii i życia, pracy ludzi. A widziałeś w Narodowej w
            saloniku, bufecie i bibliotece dla muzyków na zapleczu - jak pięknie
            i godnie, wzruszająco wręcz są wyeksponowane jednakowe portreciki
            fotograficzne pracowników, muzyków, artystów - tych których nawet
            już często nie ma. Człowieku o czym my tutaj mówimy. Pani JIS na dwa
            tygodnie przed odejściem na emeryturę zdążyła jeszcze załatwić SOBIE
            bardzo duzy nakład folderów orkiestry, w których to ona jest
            Dyrektorem, jest jej kolorowe zdjęcie. Potem się doklejało erratę
            ale nie na wszystkich...Czy jest jeszcze o czy mówić, czego
            dowodzić? Chodzi o to, żeby to przerwać. Nie dało się dyskretnie, po
            cichcu - to teraz niestety trzeba głośno, ale to konieczne!.
            • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 19.01.09, 17:01
              jezeli mamy to glosno zrobic, to musi sie zebrac grupa, ktora
              przewali ten caly cyrk.
              Ale bez poparcia z zewnatrz (urzad, komisja kultury, inne, nie mam
              pojecia, mam zbyt maja wiedze, a zbyt duzy entuzjazm - boje sie zeby
              samemu czegos nie spi...) nic nie zrobimy jako garstka muzykow z
              ambicjami. a jesli cos sie uda to dlugoterminowo, na co trzeba
              determinacji i wspolnego wsparcia. Wierze, ze nam sie uda, tylko
              trzeba kopnac sie razem w tej sprawie "naprawczej"
              • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 17:27
                Mam nadzieję, ze ktoś to czyta, nie tylko "ktoś". Mam nadzieję, że
                część ludzi czytających zastanawia się nad słusznością argumentacji,
                nie tylko wytężając główki nad tym "KTO TO NAPISAŁ" - jakby to było
                choć trochę ważne i świadczyło o sluszności lub jej braku - ale
                raczej nad tym że to faktycznie prawda i co z tą prawdą zrobić. Mam
                nadzieję, że to przeczytają kandydaci na Dyrektora (ów), dowiedzą
                się, że są oszukiwani w tej sprawie i rzeczywistość jest bardziej
                złożona, choć nie beznadziejna. Mam nadzieję, ze to czyta Pani
                Podgajna a nawet i inni, konkurencja - i postanowią to rozwinąć,
                wykorzystać do zrobienia czegos ważnego dla miasta (no i dla swojej
                gazety ma się rozumieć). A dlaczego nie mieli by tego sobie poczytac
                radni choćby z samej tylko Komisji Kultury z po. Dyrektorem... Mam
                nadzieję, ze sprawa się znów nie rozmyje, nie zostanie przyklepana i
                zatajniaczona, do następnego przebudzenia, że nie zostanie
                zamieciona pod dywan albo wykładzinkę w Filharmonii - co by pewnie
                Pani Mistrzyni Miotły bardzo odpowiadało. Trochę jest niedosytu co
                do reakcji ludzi z firmy... boją się czy czekają, kto będzie
                zwyciężał - żeby się do niego przyłączyć... A że nie było
                bluzgania ... cóż , ostatecznie to środowisko kultury, to
                zobowiązuje. Osobiście bardzo przepraszam każdego, jeśli go
                niechcący uraziłem personalnie w ferworze dyskusji. Prawda czasem
                jest trudna, kłopotliwa ale i dla mówia/cych, nie tylko adresatow...
                • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 19.01.09, 17:42
                  dzieki, natychmiastowy.
                  Mnie zal tylko, ze w dyskusji uczestniczylo jedynie kilku
                  forumowiczow, a nie chocby nastu...
                  Bo im wiecej nas, entuzjastow (nie fanatykow, to istotna roznica),
                  tym wieksza szansa na to, ze zmieni sie cos szybciej niz nam sie
                  wydaje. I nie chodzi tylko o czcze gadanie, ale o to, by dzialac i
                  zmieniac nasza firme na lepsze.
                  A na przyszlosc, w realu, zapraszam na kawe/piwo/cokolwiek
                  do uslyszenia w filharmonii!
                  • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 18:47
                    Wygląda więc na to, a może po prostu jest najbardziej prawdopodobne,
                    że Instytucja potrzebuje pomocy z zewnątrz. Choć lepiej by było
                    oczywiście załatwić ten problem samodzielnie. Nie widzę w tym nic aż
                    tak nierealnego. Nie ma powodu aby to odkładac znowu "ad calendas
                    grecas". Z punktu widzenia oczywiście organizacyjno-
                    technicznego. Na psychologii aż tak się nie nzam. Bardzo dobrze
                    myślal Googler: skrzyknąć się! nie oglądać się na przynalezność
                    zwiazkową, ten czy ów rodowód, pozycję w firmie. Może przeciez
                    powstac grupa inicjatywna, jeśli związkowcy nie będą chcieli tego
                    zainicjować.Taka grupa może wystąpić jako grupa muzyków do pana
                    Dyrektora p.o. Cichego - aby:
                    wstrzymał skandaliczne działania obecnego naczelnego i spotkał się -
                    sam lub w gronie radnych z pracownikami - najlepiej tymi właśnie z
                    grupy inicjatywnej. Absolutnie jest tu konieczny moim zdaniem
                    niezależny otwarty konkurs poza filharmonią. Oczywiście z
                    powiadomieniem kandydatów, czego tak na prawdę zespół od nich
                    oczekuje a nie za pośrednictwem "zacofańców". Tam musiałaby paść
                    propozycja jakiejś wreszcie poważnej umowy, np coś w rodzaju przeze
                    mnie tu zarysowanej, może trochę dostosowanej...polegającej na tym,
                    że władze miasta po pierwsze uznają filharmonię, zespół - jako
                    miejsce inwestowania a nie wydatków i dlatego zgadzają się wreszcie
                    poważnie zainwestować w to narzędzie promocji, a zespół zabiera się
                    do roboty, gwarantuje sukcesy medialne i rozkłada swoje oczekiwania
                    finansowe na kilka etapów - tak jak to zostalo zapisane w Komisji
                    Kultury RM. Trzeba to było wcześniej a teraz może by była potrzebna
                    korekta budżetu - co jest przecież dopuszczalne i na porządku
                    dziennym. Oczywiście warunek: odchodzi Aktor, Pani IJS staje się
                    emerytką i gościem ze stalym karnetem na balkon, reorganizuje się
                    administrację zapewniając spełnianie przez nią najważniejszych
                    funkcji teraz i ustala się plan organizacyjny na przyszłe warunki.
                    Robi to asystent i zastępca nowego dyrektora artystycznego,
                    wykształcony manager i organizator, po studiach i z
                    podyplomowym "zarządzaniem instytucjami kultury", ze znajomością
                    jednego lub lepiej dwóch istotnych tu języków obcych, robi to w
                    sposób nowoczesny i ...ma zakaz nawet rozmawiać z Byłymi na ten
                    temat - żeby go nie zarazili swoimi nawykami myślowymi :-).
                    Aktorzy - do teatrów, emeryci do wnuczków,
                    muzycy do roboty, administracja - do nauki> Proste
          • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 19.01.09, 16:57
            Natychmiastowy, Mayera nie musisz mi reklamowac, bo mialem z nim
            przyjemnosc wspolpracowac w kilku projektach i jest to mega muzyk,
            ktorego buty moglbym ogladac (o czyszczeniu marzac).
            Niestety, w naszym kraju ciagle pokutuje przeknanie, ze jedyna osoba
            w instytucji kultury, ktora podlega promocji, jest jej dyrekcja.
            Zapomniano juz dawno, ze to ludzie tworza instytucje, ktora
            zarzadzaja dwie, trzy osoby. Pozostalosc po komunie, w ktorej
            premier byl bogiem, a reszta jak te pszczoly robia na niego i jego
            sukces.
            Apropos promocji muzykow nie raz zwracalem uwage, ze nalezy wiecej
            promowac naszych, rodzimych, szczecinskich, czy jak by tego nie
            nazwal. Jak? Proste. cykle kameralne w dziwnych/ciekawych miejscach
            miasta i wojewodztwa, koncerty z udzialem muzykow jako solistow, co
            dopiero teraz powoli sie odradza. Nasi muzycy tez musza uwierzyc, ze
            sa cos warci, ze moga cos zrobic i jest to dostrzezone.
            Niestety, na ogol dostrzezone znaczy skrytykowane, zmieszane z
            blotem, w najlepszym wypadku jedynie "wzmiankowane" (krytycy
            gazetowi, ktorych brak, a ci, ktorzy pisza do prasy, nie maja
            pojecia o rzetelnej krytyce) w mediach i koniec.
            Plyty. Mozna nagrywac. Sa ludzie z pomyslami, jak kolega, ktory mial
            kiedys piekarnie:) co z tego, jesli szefostwo odpowiada: "jak sobie
            pan znajdzie sponsora, to sobie pan moze nagrac".

            sprawa zasadnicza jest jedna: brak poczucia zespolu i pracy
            zespolowej. Nie ma tego, ze kazdy z osobna pracuje jak maly trybik
            wielkiej machiny, ktora dziala zle, gdy nawet ten najmniejszy
            szwankuje. Wiem, to patetyczne i "amerykanskie",ale tak dzialaja
            ZESPOLY. Na gorze jest ten ktory sweci przykladem i wyznacza
            kierunek, a my, idac za swoimi kierownikami grup, koncertmistrzem
            gramy i pracujemy razem (ale kazdy robi swoje, bez wpieprzania sie w
            rzeczy kolegi) na sukces.

            Do dzis w filharmonii pokutuje poglad, ze to my-administracja
            jestesmy filharmonia, a muzykanty sobie graja. Tylko...co bedzie,
            kiedy przestana grac i, jak napisales wczesniej, wyjada lub zmienia
            zawod na mniej stresujacy/bardziej oplacalny?
            Nad tym nikt z "gory" sie nie zastanawia.

            Owszem Szczecin poradzi sobie bez filharmonii. Dobrzy muzycy
            rowniez. Ale czy nie wstyd troche, ze w 400 tys miescie nie bedzie
            (hipotetycznie) filharmonii (w koncu mamy te 60 lat tradycji...)?

            Czas pokaze. Mysle, ze wszystko lub prawie wszystko zostalo
            powiedziane dzieki natychmiastowemu i innym (nawet ktosiom, ktorzy
            sieja ferment, ale daja dzieki temu do myslenia). I ciesze sie, jako
            pracownik tej szacownej instytucji, ze dyskusja nasza nie jest
            pluciem na siebie i wyzywaniem, tylko prawdziwie merytorycznym
            watkiem, ktory przynajmniej mnie daje nadzieje, ze sa jeszcze
            konkretnie i normalnie myslacy o kulturze ludzie.
            Moze sie kiedys spotkamy.
    • Gość: dziki Awaria IP: *.chello.pl 19.01.09, 19:21
      Na osłodę dostaniecie Marie Awarie. Na scenie Marczyka , Pawłowskiego , czy
      Wiłkomirskiej wystąpi teraz artystka , której sztukę można w skrócie określić
      jako zjadanie własnej kupy za wasze pieniądze.( 60 zł)
      Artystka w wywiadzie powiedziała ,że jest zakochana w ministrze Nowaku i
      Sikorskim . Idealna na wasze rozterki .
      • natychmiastowy Re: Awaria 19.01.09, 19:56
        To rzeczywiście spora awaria, ale kto na to się zgodził, kto to
        zaplanował? Orkiestra? Nie. To działania biura. Sekretarka pewnie
        będzie organizowała ten koncert. A z "chwiejnym" artystą cygańskim
        KK - to inaczej było? Muzykom w wieku szkolnym i amatorom wmawia
        się, że zagranie w Filharmonii - to nobilitacja, zaszczyt. I to
        prawda, bo filharmonia powinna kojarzyc się z najwyższym poziomem.
        Marię Awarię bardzo będzie nobilitowało zaprezentowanie się w
        Filharmonii, zapisze to sobie w CV zawodowym. A kto o tym
        zadecydował? Wasz Aktor? - bo się na tym nie zna? A może Rada Miasta
        o tym zadecydowała - obcinając jak się tylko da budżet filharmonii i
        zmuszając ją do takiego "PROSTYTUOWANIA SIĘ" - jak mawiał Palikot -
        dla zdobycia 2 czy 3 tysięcy na bieżące potrzeby, albo - by nie
        musieć odwoływać kolejnego koncertu symfonicznego. W taki sposób -
        nawet i te zbyt małe pieniądze są marnowane, wyrzucane w błoto -
        tylko z powodu ich drastycznego niedoboru. Dlatego właśnie namawiam:
        dość udawania filharmonii. Panie Prezydencie Krzystek. Panowie i
        Panie Radni. Po co nowa Pleciuga - jeśli ona nie na nawet na bieżące
        utrzymanie. Po co udawać filharmonię - jeśli się nie daje na nią
        właściwych środków, tylko te środki przeznacza na dofinansowanie
        prywatnych koncertow prywatnych rozgłośni. Są jacyś ludzie tym się w
        filharmonii zajmujący, powinni wiedzieć co filharmonii przystoi a co
        nie. Do jakiego poziomu się mogą zniżyć a poniżej jakiego już nie
        wolno. A nie wszystko wolno - nawet i żebrakom. Więc macie swoją
        cudowną kompetentną administrację, produkt pani Zasłużonej. Za
        chwilę Aktor zacznie przekonywać, że to nie taka zła
        artystka...zresztą co miałby zrobić w takiej sytuacji - pilnuje
        swego.
        Bardzo dziękuję za ten dodatkowy argument na moją stronę...
    • Gość: Ania Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.01.09, 19:57
      Panowie! Serdecznie dziękuję za Waszą ciekawą, kulturalną i
      merytoryczną dyskusję. Jestem z tej samej branży, trzymam kciuki za
      Wasze pomysły, ale znając środowisko, jestem niestety
      pesymistką...Pozdrawiam Was serdecznie i wirtualnie piję z Wami
      kawkę/piwko/kielicha.
      • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 20:10
        Dziękuję. Ale coś za dużo tych pesymistów...
        • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 19.01.09, 20:34
          zarazmy ich optymizmem! to wtedy sie uda.
          a mozna.
          chocby przez dzialanie, a nie ciagle "zaniechanie"!
          Tak jak robie od wielu lat i ciagle mam nadzieje, ze w koncu chwyci.
          tylko dzialanie jest warunkiem sukcesu, wiem, moze czasem nie jest
          przemyslane, ale lepsze to niz biadolenie, ze wszystko bez sensu
          itd. a takich jest duzo za duzo. ale bedzie mniej im wiecej bedzie
          aktywnych!
          zmeczyl mnie ten temat, ale, natychmiastowy, jezeli kiedys bedzie
          mozna zadzilac w sposob ten co proponujesz, to juz jestem za. i mam
          takich ktorzy pojda za mna.
          • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 21:02
            Ja mam jeszcze bardzo dużo do powiedzenia. Bardzo dużo! I powiem bo
            mi bardzo zależy na tym, na nie zmarnowaniu tej okazji.
            Zobaczymy jak się sprawy potoczą w najbliższych dniach, jaka będzie
            reakcja.
            Namawiałem właśnie Panią Podgajną, aby zrobiła wywiad z Rychertem
            nie jako dyrektorem i nie na jego temat i jego przyszlości - bo to
            by wręcz nie wypadało - ale na temat jego wiedzy i rozumienia tego
            co TU zostało napisane, tego co TU się dzieje. To doświadczony
            praktyk i organizator, ostatecznie nie byle kto może zalożyć nową
            filharmonię i ją prowadzić, więc bardzo jestem ciekaw co by
            powiedział gdyby mówił calkiem szczerze...już nie kandydując na
            dyrektora i nie będac związanym "poprawnością polityczną"; nawet
            gdyby mnie miał zrugać za to co tu napisałem. I tak zdania nie
            zmienię...
            • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 19.01.09, 22:10
              moim marzeniem, od kiedy Rychert byl z nami, bylo to, zeby wreszcie
              byl szczery. niestety, ciagle obieral poze kurtuazyjnego artysty,
              ktory wszystkich szanuje, itd. itp. to nie pomagalo w zdobyciu
              autorytetu u muzykow. ludzie nie lubia takiego, przepraszam za
              kolokwializm, lizusostwa. Niestety. Dlatego na poczatku watku
              wspomnialem jaki Rychert byl kiedys, ostry, bezczelny, wtedy byl
              najlepszy.
              Tu zjadl sam siebie przez falszywa grzecznosc i chwalenie kazdego
              kogo tylko spotkal po drodze, zamiast walic miedzy oczy, co mysli
              (moze poza kilkoma osobami z pierwszych pulpitow...).
              szkoda? nie wiem. ciezko oceniac. zobaczymy...
              • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 23:17
                Hm... Tłumaczyłem już tutaj - jak ja to rozumiem, jak to sobie
                tłumaczę.
                Nie był taki i u nas tak się zaczął zachowywać, bo został tak
                nastawiony: przez kogo - wiadomo. Tylko grzecznie z nimi Zygmusiu
                (?) - bo się obrażą, tylko nic nie mów - bo się zdenerwują, bo
                zaczną strajkowac, bo pójdą do Szafrańskiego na skargę, bo sobie
                przypomną znów o organach i będą pytać jak to było z tym zakupem,
                ostrożnie Zygmuś z nimi - jak z jajeczkiem - bo zażądają zmiany
                Dyrektora, bo pójdą do gazet i znów będą o mnie(!) źle
                pisac...Kochajmy się.
                Rozumiesz? Nie chodziło o spokój w Filharmonii tylko o wizerunek
                Pani Zaslużonej. On nie jest taki. Był taki dla dobra sprawy.
                Wyobrażam sobie ile go to musiało kosztować, żeby tak udawac przed
                wami. Chciał pracować efektywnie a wmówiono mu, że tylko tak
                można...z wami. Czasami było widać, jak się sili na grzeczność, jak
                sztucznie się zachowuje, czasem wręcz popadając w śmieszność. Ale to
                było "dla sprawy". Skutek stał się przyczyną a przyczyna - skutkiem.
                Pani Zaslużona zaczęła się bać swojego wytworu, was.
                Cały czas mi chodzi o to, że tak będzie dalej z następnym dyrektorem
                i jeszcze następnym, bo teraz Aktor kontynuuje dzieło, bo martwi się
                jedynie o swój kerdyt, do czego jest mu potrzebna dyrektorska
                pensja, a do dyrektorskiej pensji - spokój. Zrobi wszystko aby ją
                zachować. Ale jemu także wmówiono w maju 2006 kiedy był ledwie
                kandydatem - że aby się utrzymać musi być niekonfliktowy, musi się
                podlizywać, być po imieniu ze związkowcami... I jest. Zresztą ja
                uważam, że niegrzeczność nie powinna być potrzebna. Raczej
                stanowczość, obiektywizm, charakter i ... racja, kompetencja. Nie
                wytrzymał wreszcie z Pirewszym; zrobił to co powinien. Mimo że w
                gadaniu w bufecie na przerwach był już z dzesięć razy powieszony i
                pięć - zarżnięty żywcem - usiadł Pierwszy na swoim właściwym miejscu
                i przestał gadać. Odgrażał się, że nigdy nie będzie z Rychertem
                grał - ale gra.
                Przecież kandydatura Naczelnego była z orkiestrą konsultowana w maju
                2006, czy się aby zgodzą, czy im pasuje, a konkurs odbył się dopiero
                we wrześniu. Wynik byl z góry przesądzony. Była ona konsultowana z
                zacofańcami a nie z wszystkimi. Wygrał konkurs bo udowodnił że
                będzie niekonfliktowy. W takiej sytuacji - jeśli to Aktor teraz
                wybierze Artystycznego - masz jak w banku, że będzie jeszcze gorszy,
                bo nie będzie musiał udawać. Grunt to tradycja...
                • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 19.01.09, 23:25
                  coz...jak sam napisales, natychmiastowy, zobaczymy co przyniesie
                  natepny tydzien.
                  W najgorszym wypadku, poszukam nowej pracy, w najlepszym (oby byl co
                  najmniej dobry), wreszcie bede mogl pracowac z rasowym dyrygentem,
                  wymagajacym i sprawiedliwym, bez "slodzenia", ale z wysoka kultura,
                  a nie wiecznym wazeliniarstwem.
                  Ale nawet w najlepszym wypadku pozostanie pytanie: jak dlugo
                  bedziemy spierac sie z nieudolna administracja, chroniona, jak
                  mniemam, przez uklad z JIS (nie wiem, jaki to uklad, za krotko
                  jestem w filharmonii, moze kiedys sie doczytam - nie ukrywam, bede
                  wdzieczny za podpowiedzi:) )?
                  Jak dlugo bedziemy wszyscy pod pregierzem dwuwladzy zwiazki - miekki
                  dyrektor?
                  Jak dlugo stolek i swiety spokoj beda wazniejsze niz tworzenie
                  kultury i KREOWANIE prawdziwej sztuki???
                  Wiem, jestem monotematyczny, ale to moj zawod i hobby, nic innego
                  nie umiem:)
                • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 19.01.09, 23:36
                  Założycielem Filharmonii jest Zarząd Miasta - zgodnie z ustawą o
                  prowadzeniu dzialalności kulturalnej to Zarząd miasta ma powołać
                  Dyrektora. Aby to zrobić właściwie - powinien ogłosic otwarty
                  konkurs z poważnymi wymaganiami wobec kandydatów i wybrać
                  najlepszego z nich wg. przedstawionych kryteriów - nikogo nie
                  pytając o zgodę. Byłoby tak gdyby chodziło o dyrektora naczelnego i
                  artystycznego. Dyrektora artystycznego szuka dla filharmonii
                  Naczelny - dlatego, że formalnie jest jego przełozonym. Aktor nie
                  mający pojęcia o zawodzie muzyka ma powołać Dyrektora Artystycznego.
                  I zrobi to pod swoje potrzeby - te rzeczywiste i te urojone a nie -
                  wasze. Najlepszy przykład - kandydatura Błaszczyka.
                  • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 19.01.09, 23:45
                    tylko,ze istnieje powazna obawa w zwiazku z niezalezna
                    komisja...ktora wybierze taka osobe,ktora bedzie sie podobac JIS,
                    zwiazkom, etc....i mozemy dostac np. Kotle, ktory, owszem, jest
                    swietnym dyrygentem, ale buc z niego niemilosierny i nie da sie z
                    nim normalnie wspolpracowac, choc pani JIS chetnie by go widziala u
                    siebie, a on mialby pozycje do konca dni swoich (choc na jego
                    miejscu nie pchalbym sie tutaj).Albo Blaszczyka, ktory sie podoba,
                    bo jest "spoko" i mozna sie z nim kolegowac nie tylko w bufecie ale
                    i poza nim.
                    Nam trzeba Herkulesa, ktory te stajnie bedzie czyscil przy wsparciu
                    ambitnych, oddanych muzykow-artystow, nie "du..owlazow"
                    i "zwiazkomuzykow"!
                    Przepraszam z pytanie wprost, ale jakimk cudem JIS ma taki wplyw na
                    dzialalnosc biezaca filharmonii?????
                    • barbara_pogodno Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 20.01.09, 04:14
                      Zastanawiam się, co Kotla zrobił googlerowi. "jest swietnym dyrygentem, ale buc z niego niemilosierny i nie da sie z nim normalnie wspolpracowac" - a więc świetny dyrygent czy nie? bo podobno o to w tym zawodzie chodzi i takiej osoby filharmonia potrzebuje. Gratuluję merytorycznej głębi zarzutów.

                      Ja tam wiem jedno - nie obchodzi mnie, czy ktoś wśród wielu koncertów, które prowadzi, dwa razy do roku dyryguje orkiestrą amatorską. Mnie interesuje to, że jego droga zawodowa zaprowadziła go do dyrygowania czołowymi orkiestrami świata, do jakich Londyńska Symfoniczna i Filharmonia Petersburska na pewną należą. Jeśli do takiego sukcesu prowadzi dyrygowanie orkiestrą amatorską na Zachodzie, a nie profesjonalną polską, to problem, choć poważny, leży gdzie indziej.

                      Pozostali kandydaci raczej nie mogą się takimi zespołami pochwalić. Można tylko niepokoić się faktem, że bycie dyrektorem polskiej orkiestry od 20 lat nie stało się dla nikogo drogą do naprawdę poważnej międzynarodowej kariery (Maksymium, Duczmal, Nowak, Kaspszyk - to historie sprzed 30 lat, kiedy przyciągaliśmy egzotyką zza "Żelaznej Kurtyny"!). A że młody? Nałęcz i Borowicz zostali dyrektorami orkiestr w jeszcze młodszym wieku (jeden prosto ze studiów, drugi - prosto z asystentury u Wita) i ich orkiestry rozwijają się niezwykle dynamicznie.

                      Tu w końcu potrzeba kogoś, kto będzie miał pasję dla tego miasta i tego co tu się dzieje. Kto będzie rozumiał jego mentalność i przygraniczne kompleksy, ale będzie wiedział, w którym kierunku zmierza wielki muzyczny świat. Wątpię, żeby mógł to mieć Błaszczyk, który jednocześnie prowadzi orkiestrę w Katowicach i Jeleniej Górze, Diadura, który jest zajęty w Kijowie i Białymstoku czy Amadio, która "wpadałaby" tu z drugiego końca świata. Poza tym potrzeba tu kogoś z kontaktami w Europie - co mogą dać orkiestrze kontakty na Ukrainie, Śląsku czy Brazylii? Pytanie tylko - czy taki Kotla zechciałby wrócić? Pracuje teraz z najlepszymi na świecie - w naszym polskim kociołku szybko odebranoby mu chęć do życia. A tego, że zostawił rzekome "rodzinne układy", wyjechał ze Szczecina jako "młody zdolny" i samodzielnie przeciera ścieżki w miejscach, o których większość polskich dyrygentów/dyrektorów artystycznych może tylko marzyć - tego mu tutejsze "środowisko" na pewno nie daruje. Tak jak Nizioł pewnie nie będzie chciał z tym miastem mieć wiele wspólnego.

                      A tak na marginesie, to byłbym ostrożny w ocenie działań "amatorskich" muzyków. Takim zespołom jak Monteverdi Choir czy Boston Philharmonic wiele polskich orkiestr mogłoby niestety buty czyścić.
                      • skoluba2000 Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 20.01.09, 04:42
                        Cóż. Zgadzam się z barbarą - niewyczerpana jest głębia zawiści, jaką potrafimy
                        żywić dla "swoich". To, czy ktoś "zrozumie" to miejsce i tę orkiestrę wyprowadzi
                        na "europejskie estrady" najmniej się chyba w powyższej dyskusji liczy. A
                        sygnały płynące z Katowic rzeczywiście są niepokojące. Najlepiej o randze
                        tamtejszej filharmonii świadczy konkurs dyrygencki Fitelberga. Jego laureaci nie
                        mogą liczyć na angaże inne niż w polskich orkiestrach.
                      • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 20.01.09, 11:25
                        ciesze sie, ze na moja prowokacje zareagowaly inne osoby poza
                        natychmiastowym.
                        Opinia, ze buc nie pochodzi ode mnie, tylko od tzw. niezadowolonej
                        czesci zespolu, ale nie ukrywam, ze czasem drazni jego zadufanie.
                        ALE! ja tez tak bym sie zachowywal z tak imponujacym dorobkiem jak
                        Kotla, wiec sie nie dziwie.
                        Szanowni Panstwo, mam nadzieje, ze wezmiemy razem udzial w szerszej
                        dyskusji i nadal merytorycznie bedziemy wiesc dyspute nad losem,
                        badz co badz, NASZEJ, filharmonii.
                        Wiec, jesli na pytanie "co dalej" nie macie konkretnych pomyslow, a
                        jedynie krytykowanie przedmowcow, dajmy sobie spokoj z watkiem na
                        forum (wydawalo mi sie, ze forum jest od dyskusji,ale moze sie myle)
                        i zajmijmy sie swoja praca
                        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 20.01.09, 14:55
                          Cóż znaczy buc...? to sprawa oceny indywidualnej, zresztą zdarza
                          się, są przypadki zupełnie nie dyskusyjne...Pamiętamy tego niemca,
                          co ma orkiestrę kameralną i wydawnictwo płytowe a rugał muzyków jak
                          esesman. Nie będzie niemiec pluł nam w twarz...To jednak
                          dyskwalifikuje dyrygenta moim skromnym zdaniem. Troche tak piszesz o
                          Kotli - Googler - jak ruscy o Stalinie: to cóż że wymordował miliony
                          i tu i tam ale hitlera pokonał i był twardy...
                          Pytasz o administrację:...to trudny temat ale z drugiej strony
                          całkowicie analogiczny do sprawy orkiestry. Chodzi o lidera, tego
                          kto nadaje ton, styl. Jakby się tak zastanowić, to wszelkie
                          rozważania na temat obecnej administracji prowadzą do jedynego
                          wniosku tak jak kiedyś dyskusje polityczne - do przewodniej roli
                          partii, i tu się zatrzymują. Wniosek jest - że trzeba wszyskich
                          wymienić, ale to NIE jest wniosek słuszny, nie mówiąc - iż po prostu
                          nierealny. Stawiam z przekonaniem na ewolucję, rozwój o czym już
                          było wcześniej. Do tego jednak niezbędne by było właśnie zmienienie
                          lidera a właściwie liderów - bo jest tam dwoje i oboje ze "szkoły
                          papug" - Pani Zasłużonej. Generalnie i tak nieuniknione jest
                          zreformowanie tego - najpóźniej do otwarcia nowego obiektu; wymusi
                          to życie, ekonomia, ergonomia, prawo itp. Chciałoby się, żeby to się
                          zaczęło już teraz, tak jak wspominałem, poprzez autentyczną ewolucję
                          związaną i z dokształcaniem tych ludzi pod kątem przyszłych zadań
                          jakie mieliby spełniać autentycznie i profesjonalnie, a nie w sposób
                          udawany, poza tym częściowe uzupełnienie brakujących - już od razu
                          kompetentnych - pracowników do zadań jakie powinny być wykonywane a
                          nie są, albo są tylko markowane. Przecież Pani Kierownik nie da rady
                          wszystkiego, to nie jest możliwe pracować rzetelnie i skutecznie za
                          troje. Więc czasami coś zaniedba, czasami nie zdaży, czasami zapomni
                          a czasem wszystko uratuje a nawet dorzuci coś bardzo udanego i
                          wartościowego od siebie - i nie można o to winić jej - tylko ...
                          Was. Dokładniej związkowców - wymuszających redukcję etatów w
                          szeroko pojętej administracji - poniżej niezbędnych potrzeb.
                          Związane jest to oczywiście i z archaiczną strukturą organizacyjną
                          administracji. Wystarczy porównać z innymi Firmami, no może nie z
                          Koszalinem ale innymi dyżymi.Życie wymusi jednak powrót do
                          normalności i pod tym względem, tego jestem pewien.
                          Tak w skrócie siłą rzeczy - co do "cudownego" wpływu o jaki pytałeś;
                          tu nie potrzeba żadnych cudów. To bardzo obszerny i ciekawy temat,
                          który się pewnie doczeka kiedyś i publikacji książkowej, analizy
                          psychologicznej, jeśli się nic nie zmieni. Dla przykładu tylko
                          zapytam: załóżmy ża siedzimy razem przy stole i ja trzymam w ręku
                          jakąś skomplikowaną umowę do zatwierdzenia. Czytam, czytam ale czuję
                          że się nie znam, nie jestem pewien - więc zapytam: Googler - ty masz
                          więcej doświadczenia - czy magę podpisać tę umowę, czy mnie nie
                          powieszą? Ty powiesz: tak podpisuj, tam wszystko jest OK. Więc
                          podpisuję. Kto tak na prawdę podpisał tę umowę - pytam teraz? Ja tam
                          złożyłem swój podpis. Kto podjął decyzję? Ty. Gdyby ono nie było po
                          Twojej myśli, śmiało i skutecznie byś mnie odstręczył od podpisania
                          i na pewno bym się podporządkował - bo na tyle się nie znam i nie
                          czuję pewnie, żeby wbrew Tobie jednak zrobic po swojemu i podpisać.
                          Ale Ty nie musisz mnie odstręczać, bo przecież tę umowę sprządziła
                          Twoja najwierniejsza przyjaciółka. Twoja - nie moja. Rozumiesz? Masz
                          już mechanizm. Jeśli teraz przyjmiemy jeszcz, że to Ty tak na prawdę
                          załatwiłeś mi moją posadę, to ty posadziłeś mnie na moim stołku
                          dyrektorskim - to odpowiedz sobie sam: kto rządzi i co to
                          jest "realny wpływ" na decyzje. Ja jestem na razie zadowolony, czuję
                          się bezpiecznie, spłacam kredyt i uczę się, uczę się...Kiedyś się
                          nauczę i wtedy stanę się tyranem. Już nikt mi nie będzie podpowiadał
                          i pouczał. Rozumiesz? - Googler? To oczywiście pełna abstrakcja
                          a "wszelkie podobieństwa do osób znanych i nie znanych są całkowicie
                          przypadkowe:.
                        • Gość: też siedząca Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.cm.vtr.net 24.01.09, 06:07
                          do googler-jeśli również(jak sam stwierdziłeś)siedzisz w orkiestrze nie
                          rozumiem,jak możesz określić Kotlę mianem świetnego dyrygenta.Chyba że nie
                          grałeś ostatniego z Nim koncertu,z którego ledwie wybrnęliśmy,przyrzekając
                          sobie,nigdy więcej tego Pana.Mało mnie obchodzi,czy buc on czy nie,byleby
                          dyrygował,a tego,przepraszam,nie potrafi.
                    • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 20.01.09, 16:29
                      Tu mnie przekonaleś. To nie może być taka całkiem zewnętrzna
                      komisja. Faktycznie - wpływ orkiestry na taki wybór o ile on jest -
                      musi być i musi być co najmniej 50%.
                      Szczególnie w przypadku naszego miasta - wybierali by ludzie z
                      władzy - nie wiedzący tak na prawdę co robią.
                      Wracamy więc do poprzedniego zagadnienia: co to znaczy "orkiestra" w
                      tym przypadku. To przecież zbiorowość ludzi o najprzeróżniejszej
                      sytuacji osobistej i zawodowej, ciągnących w stronę jaka im
                      osobiscie wydaje się dla nich najlepsza. Dla nich.
                      Żadna "reprezentacja" tu się nie sprawdzi. Jedynie może jako
                      kompromis - powszechna dyskusja a po niej osobiste, bezpośrednie,
                      tajne glosowanie i podporządkowanie się większości albo ... wyjazd ?
      • Gość: studentka Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: 213.155.189.* 20.01.09, 13:26
        Dolaczam sie do podziekowan Anii. Dowiedzialam sie paru fajnych szczegolow z waszej dyskusji :)

        Polecam wszystkim narzekajacym jezdzic na koncerty do Berlina, czy Londynu, albo innych miejsc gdzie orkiestry graja na poziomie, a solisci sa z gornej polki swiatowej - ja tak robie pare razy do roku i wole te pare razy sie nasycic wspanialymi koncertami, niz wydawac co tydzien 11 zl na wejsciowke do naszej filharmonii. Bilet samolotowy do Londynu nawet za 0 zl mozna upolowac, a wejscie np. do Royal Albert Hall jest za 5 funtow. Studenci do Berlinskiej Filharmonii moga czasem wejsc za darmo (sa dla nich przygotowane specjalne miejsca na scenie bezposrednio kolo muzykow), albo za 5 euro (wtedy miejsca najczesciej z tylu, ale i tak swietnie slychac). Jak zbierze sie grupka 5 osob to za 26 euro kupuje sie bilet calodniowy na pociag do Berlina - wychodzi ok. 5 euro za osobe. Jesli komus zalezy, by sluchac muzyki na dobrym poziomie, to sobie poradzi. Szkoda tracic nerwy i czas na dyskusje czemu w Szczecinie orkiestra gra tak a nie inaczej ;)
        • Gość: . Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.chello.pl 20.01.09, 14:43
          Znam Filharmonię Berlińską ("cyrk Karajana"). To tam można sobie
          posłuchać za paręnaście euro Andreasa Scholla albo Zubina Mehty...
          Kiedy artyści tej klasy wystepowali ostatnio w fefinie, bo nie
          pamiętam? Do Filharmonii Szczecińskiej są ściągani na gościnne
          występy przedstawiciele specyficznego obszaru płatniczego, urocze
          osiemnastoletnie solistki z Konserwatorium Moskiewskiego, ew.
          genialni fagociści z Burgas - bo, jak rozumiem, nawet patriotycznie
          nastawiony K. Zimmermann nie rzuca się do grania w szczecińskim
          towarzystwie. To co tu mówić o muzykach klasy Zimmermanna,
          niemających żadnych emocjonalnych związków z Polską: Minkowskim,
          Curze albo von Otter... Zresztą - jeżeli na koncertach z muzyką
          młodszą niż śmierć Mahlera jest zapełniona 1/3 sali, to odechciewa
          się grać (a to prawie ostatnie 100 lat rozwoju myśli muzycznej)...
          • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 20.01.09, 16:56
            to troche tak jak: "po co uczyc sie w Szczecinie, skoro w
            Warszawie/Poznaniu/Gdziekolwiek jest wyzszy poziom nauczania (nie
            uogolniam, tylko podaje przyklad wypowiedzi!), po co jesc polskie
            wyroby, skoro za granica sa lepsze/swiezsze/tansze, po co zyc w
            Szczecinie i budowac cos, czego tu nie mielismy, skoro gdzie indziej
            to juz maja"
            Ech...ja sie wylaczam, bo z takimi glosami Szczecina nie zbudujemy
            (jak by sie nie nasmiewac z "wizji" Sztszetszczszcina, cos mogloby
            drgnac, jakby wszyscy wzieli d... w troki i zaczeli pracowac dla
            dobra miasta/regionu/filharmonii/podworka - tak, opadaja rece i czas
            chyba zakonczyc nierowna walke)
            kochani forumowicze.
            To my jestesmy dla Szczecina, nie on dla nas. I jezeli jest nam
            wygodniej szukac gotowych rozwiazan poza miastem, trudno - tak tez
            mozna. Ale lepiej, MOIM ZDANIEM, byloby, gdybysmy przyjrzeli sie
            gotowym rozwiazaniom i probowali je pozniej wdrozyc TU na miejscu.
            To jest tworzenie, kreowanie, proba zrobienia czegos dla siebie i
            miasta, ktore sie kocha, w ktorym chce sie zyc (troch smierdzi
            patetycznym amerykanizmem, ale tak uwazam).
            Nota bene: wszedzie na wspanialym zachodzie TYLKO I WYLACZNIE
            ORKIESTRY (ich muzycy, nie administracja) decyduja o wyborze
            dyrektora artystycznego. WSZEDZIE*!!!
            *) Niemcy, Francja, Holandia, Włochy, Norwegia, Szwecja, Dania,
            Szwajcaria. Tyle wiem.

            Pozdrawiam wszystkich i koncze dyskurs. Praca czeka.
            • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 20.01.09, 20:45
              Szkoda, że Googler "wybył" - bo bardzo chciałem aby wyjaśnił, nie
              mnie ale wszystkim czytającym i myślącym - jaka jest właściwie rola
              Dyrygenta Dyrektora. Przecież orkiestra gra za każdym razem z innym
              dyrygentem dającym swoje wskazówki wykonawcze, inaczej pracujacym, o
              innej osobowości i kulturze; stosunkowo mało więc styka się z
              dyrektorem, więc dlaczego tu OSOBA jest taka ważna, gdy na to z kim
              się gra większość koncertow - nie ma praktycznie żadnego wpływu...?
        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 20.01.09, 15:46
          Małe sprostowanie: to nie jest w zasadzie dyskusja. Zobacz co jest
          napisane powyżej: "przedstaw swoją opinię". Można tu zaprezentowac
          swoje zdanie i swoją opinię - co staram się czynić i do czego mnie
          upoważniają nie tylko podstawowe prawa zagwarantowane konstytucją,
          ale i zaangażowanie w życie naszego miasta w ogóle. Oczywiste jest,
          że przed KAŻDYM ZDANIEM tu napisanym powinienem pisać "Moim zadniem
          to..." , i nie robi się tego dla skrócenia, bo dla wszystkich jest
          to przecież oczywiste... prawda ?.I dotyczy to tak samo wszystkich.
          To, że to przybiera formę pewnego jakby "dialogu" to jedynie sprawa
          zgodności tychże opinii. Oczywiście zawsze się znajdą tacy, co lubią
          się spierac dla samego spierania, obojętnie z kim i o co - oni
          starają się przekształcić tę wymianę prywatnych opinii w kłótnię
          personalną na poziomie magla. Ale co do sprawy: cieszę się, że ktoś
          usłyszal coś o czym nie słyszał wcześniej. Może się nad tym
          zastanowić i wyrobic sobie pogląd i tu już prasa spełniła swą rolę.
          Co do wyjazdów na koncerty: zawsze warto ale chcemy aby to nie była
          konieczność, jedyna możliwość. Także pisałem wcześniej z pewnym
          ubolewaniem - przyznam, że koszty wysłuchania dobrego koncertu w
          Berlinie nie są takie duże... Chodzi o to, aby niemcy z berlina
          przyjeżdzali także dla odmiany i relaksu do nas i by nie trzeba się
          było tego wstydzic. To jest możliwe. To jest na "wyciągnięcie ręki" -
          jeśli spojrzeć na całą historię filharmonii szczecińskiej, na tamte
          60 lat. Ale ...
        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 23.01.09, 04:39
          Myślę że nie jest szkoda czasu na próby uratowania i unowocześnienia
          Filharmonii, że można to jeszcze zrobić. Nie jest w stanie tego
          zrobic orkiestra, bo jest zbyt podzielona sprzecznymi interesami,
          albo po części bierna, po części zastraszona...Musi się w to włączyć
          ten kto założył i prowadzi tę dzialalnosć kulturalną: Zarząd Miasta.
          Musi samodzielnie rozeznać sytuację i samodzielnie wyrobić sobie
          pogląd, przeanalizować rozwiazania organizacyjne w innych
          filharmoniach (struktura zarządzania, organizacja administracji,
          ilość etatów wynikajaca z zastosowanego właściwego schematu
          organizacyjnego a nie czyjegoś "widzimisię". Ale zgadzam się, że
          żadnej okazji aby posłuchać doskonałej muzyki "na żywo" nie należy
          pomijać i że obecnie mamy coraz lepsze możliwosci...
    • Gość: szerlok Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: 62.69.212.* 20.01.09, 09:08
      podaje rozwiazanie: natychmiastowym jest pawel baranowski
    • Gość: i Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.chello.pl 20.01.09, 10:07
      Tak to u nas w Polsce bywa zwykły brygadier sceny ma lub chce mieć najwięcej do
      powiedzenia w sprawach wyboru dyrygenta, panie BARANOWSKI (lub jak kto woli
      natychmiastowy )trzeba się było uczyć a jak nie to do roboty, pana już tam nie
      ma to proponuję startować na radnego będzie zabawnie wyleczy pan swoje kompleksy.
      • Gość: radny Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.09, 17:12
        Nie ma znaczenia kto pisze, ale CO... brakuje mi w tej wymianie
        zdań, odpowiedzi na pytanie: czy stac nas na dwie orkiestry
        delikatnie mówiąc słabe (muzycy+nakłady finansowe)? Z punktu
        widzenia odbiorcy, moim skromnym zdaniem, odpowiedź jest oczywista,
        ale oczekuję dyskusji...Czym wypełnimy piękną nową Filharmonię i
        wyremontowaną OnZ? Dotacje raczej znaczącą nie wzrosną...
        Na marginesie:1. podwyżki płac dla zespołu w 2009 r. będą! 2.nic nie
        słyszałem o marzeniach radnych ws. pięknej, większej sali obrad???
        Pozdrawiam.
        ps.wiele do myślenia dała mi informacja o wyprawach po Piękną Muzykę
        do Londynu, B
        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 20.01.09, 20:18
          Bardzo dziękuję za powrót do merytorycznej wymiany opinii. Ale ...
          szczerze pisząc :-) - chyba "niedokładnie zrozumiałem". O jakich
          dwóch orkiestrach "radny" pisze? Co to jest "wyremontowana OnZ"? Jak
          można spokojnie pisac razem o nowej Filharmonii i o niepodwyższeniu
          dotacji? Tego nie potrafię zrozumieć. Czy mógłby "radny" troszkę
          objaśnic?
        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 20.01.09, 20:20
          Czy "radny" ma na myśli - że już "delegacja" pojechała do Pana Kotli"
          • Gość: Menel Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.chello.pl 20.10.10, 19:29
            W tej sprawie najśmieszniejszy jest fakt, że nikomu z miejskiego luminarstwa, nie przeszkadza T.W. "Konsultant" na takim publicznym stanowisku. Oto polski Ciecin.




        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 20.01.09, 22:10
          Czekając na wyjaśnienie niezrozumiałych stwierdzeń, można poruszyć
          sprawę dotacji, finansowania.
          Moim założeniem jest to - co już pisałem:

          - Niezbedna jest koncentracja wydatków (to się pewnie jakoś nazywa
          w ekonomii/finansach). Wytłumaczę to "w podobieństwach": jeśli mam
          samochód i ograniczone fundusze, to nie kupuję drugiego, nowszego
          samochodu choćby mnie i zauroczył, bo po tym nie będę miał na paliwo
          ani do starego - ani nowego. Wydam posiadane pieniądze (zmarnuję) a
          nie będę miał żadnego pożytku i będę chodził "pieszkom". Ani
          pieniędzy - ani samochodów. To aż nadto oczywiste. Dlaczego więc
          taka sama zasada nie jest przeniesiona na filharmonie, teatry itp.
          Filharmonia, dokładniej "tak zwana filharmonia" - ale o tym osobno) -
          przecież jest. Jest od 60 lat. Więc gmerając w "portfelu" władze
          miasta muszą do tego podchodzić tak samo jak to powyżej opisano:
          tyle i tyle potrzeba na filharmonię, a zostało mi jeszcze kilka
          milionów, to rozpoczynam projektowanie hali widowiskowej. Problem w
          tym, że w 2004 roku drastycznie załamało się finansowanie
          filharmonii, ustalono dotację na pozionie bardzo zaniżonym, a w
          następnych latach przyznawano dotacje "na poziomie roku ubiegłego"
          czyli przez cały czas ZA MAłO. Jeśli to zestawić ze wzrastającym
          bydżetem miasta a co za tym idzie i nieco wzrastającym budżetem
          kultury - to realana dotacja dla filharmonii jest linią ostro
          spadającą w dół. Ktoś to niedawno wykazał na wykresach wg danych
          budżetowych od 2000 roku. Mam to opracowanie. Najpierw trzeba
          utrzymać to co się już ma a następnie dopiero myśleć o nowym, cały
          czas mając na uwadze i utrzymanie tego - co już jest. Czy to nie
          jest oczywiste ?. Jak więc można twierdzić, że w nowym wielkim
          obiekcie filharmonia utrzyma się za te same pieniadze, które nie
          pozwalają się jej utrzymac nawet w starym, tym - który tylko
          gościnnie użytkowała? Może i będą nieco większe wpływy
          z "działalnosci własnej" - ale czy ktoś to liczył, robił symulację?
          Mam zresztą nadzieję, że jeszcze nie - z uwagi na niekompetencje
          osób które obecnie by te analizy przygotowywały w Instytucji.
          Czyżbyśmy znowu powracali do absurdalnych bajań o "niewidzialnej
          ręce rynku" i "samofinansowaniu się kultury" - mitów które takie
          spustoszenie uczyniły w kraju na początku lat 90-tych? Filharmonię
          trzeba finansować co nie znaczy, że muszą to być pieniądze tylko
          dla "elity" melomanów, mogą one pracować dla całego miasta. Oddala
          to argument o niewspółmiernym korzystaniu melomanów z budżetu
          miasta - jaki tu padał.

          - Ja twierdzę, że filharmonia jest "z natury" doskonałym, trwałym i
          stosunkowo tanim narzędziem do promocji miasta. Narzędziem
          dotychczas zaniedbanym i niewykorzystanym. Jest potencjalnym
          miejscem inwestowania, w oczekiwaniu szybkich efektów w postaci
          utożsamiania sukcesów artystycznych filharmonii z wizerunkiem
          miasta. Miasto ma fundusze nie tylko na działanie filharmonii (no i
          musi je mieć jeśli chce być miastem wojewódzkim). Ale miasto ma
          rownież fundusze na promocję. Dotychczas są one wykorzystywane
          nieefektywnie.

          Może po prostu efektywniejsze by było, gdyby część funduszu promocji
          skoncentrowała się również w Filharmonii - zamiast trwonienia na
          jednorazowe "imprezy" w stylu Radio Eska - o których za rok już nikt
          nie będzie pamiętał, prócz tych co na tym zrobią "kokosy". Kto dziś
          pamięta i kojarzy różne jednostkowe imprezy ze Szczecinem? A nowa
          filharmonia ze znaną w Europie orkiestrą i odpowiednią profesjonalną
          reklamą byłaby czymś trwałym, stale się kojarzącym z marką Miasta.
          Dlaczego nie miałaby być także kolebką Jazzu w najlepszym wydaniu
          (np.mała sala w nowym obiekcie) - jeśli już niektorzy mówią o
          elitarności muzyki poważnej. Sale nowej filharmonii mogą pracować na
          siebie przez 24 godziny na dobę, po zartudnieniu kompetentnych
          managerów i organizatorów pracy - a nie aktorów, którzy z powodu
          niekompetencji zaprzeczają nawet potrzebie organizowania pracy -
          tylko dla tego, że nie umieliby tego zrobić.
          Przy konkretnej umowie (porozumieniu, pakcie) - fundusze wydatkowane
          na filharmonię można traktować jako fundusze promocyjne, co oznacza,
          że istnieje możliwość zupełnie innego skonstruowania budżetu.
          Oczywiście - jak każda inwestycja - musi to być przemyślane i
          konsekwentnie realizowane. Po prostu byznes-plan. Wiązało by się to
          z koniecznością reorganizacji zarządzania instytucją oraz przyjęciem
          pewnych obwarowań i obowiązków przez większosć pracowników
          artystycznych.
          Jest to istotne teraz, bo od tego teraz zależy postępowanie w
          sprawie Dyrektora Artystycznego.
          Tak ja uważam...
          • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 21.01.09, 10:55
            Aby dokończyć tę pobieżną analizę finansów trzeba jeszcze dodać, że
            ponad to co już zostało wymienione, istnieje jeszcze kwestia
            działalności oświatowej Filharmonii. Taka działalność nakierowana na
            promocję muzyki i kultury wśród młodzieży, a przydałoby się także i
            robić - wzorem niemieckim - edukacyjne audycje muzyczne dla
            dorosłych, przygotowujące do odbioru pełnych koncertów muzyki
            symfonicznej bez poczucia skrępowania czy niewiedzy – taka więc
            działalność jest obowiązkiem miasta. Istnieje w budżecie odrębny od
            filharmonii budżet oświaty i filharmonia wykonując działalność
            oświatową powinna w budżecie oświaty także partycypować. Zostało to
            już stwierdzone przez Radnych i potwierdzone odpowiednią uchwałą
            Komisji Kultury zapisaną w protokołach. Ale czy to znalazło się w
            zatwierdzonym już budżecie Miasta na 2009 rok ?

            Reasumując – mamy więc TRZY aspekty działalności Filharmonii:
            koncertowy, promocyjny i oświatowy i dlatego powinna ona
            partycypować odpowiednio poza dotacją na działalność koncertową – w
            budżecie oświaty oraz w budżecie promocji Miasta – po to aby mogła
            wykonywać te zadania, które są społecznie istotne i wręcz niezbędne
            w cywilizowanej Europie.
            Nie mam tu oczywiście na myśli jakiejś procedury „wyciągania
            pieniędzy” od miasta a odwrotnie: miasto może i powinno wreszcie
            powierzyć filharmonii te zadania i zapewnić środki na ich wykonanie,
            czyli delegować swoje obowiązki na Filharmonię, zacząć ją
            wykorzystywać w pełni.

            Jeszcze co do uwagi „radnego” dotyczącej podwyżek: nie wiem skąd
            taka pogłoska, że w 2009 roku płace w Filharmonii mają zostać
            podwyższone. Jeśli tak – to oczywiście świetnie. Takie było
            oczekiwanie pracowników artykułowane przez związkowców. Oczekiwanie
            dotyczyło jednak konkretnego poziomu płac. Po wielu latach pomijania
            Filharmonii albo symbolicznych podwyżek – chodziło o istotne
            podwyżki, wyrównujące płace co najmniej do poziomu średniej
            krajowej. Zostało to kiedyś obiecane przez Wiceprezydenta
            Jarmolińskiego. Radni z Komisji Kultury także ostatnio poparli to
            słuszne oczekiwanie o tyle, że zostało uchwalone i zapisane w
            protokołach posiedzenia, iż niezbędne jest wdrożenie systemu
            stopniowego podnoszenia płac CO ROKU w kolejnych latach tak, aby
            stopniowo dojść do właściwego i uzasadnionego oczekiwanego poziomu.
            Wydawało się, że to decyzja kompromisowa i dużo bardziej realna niż
            oczekiwanie jednorazowej bardzo wysokiej podwyżki. Nasuwa się wiec
            pytanie, co z tym dalej, jaki jest los tego projektu w uchwalonym
            już budżecie. Jeśli nastąpi rzeczywiście jakakolwiek podwyżka w
            bieżącym roku, to czy ona jest oznaką realizacji tego kilkuletniego
            planu, czy też ktoś znów rzuci filharmonikom jakiś „ochłap”
            na „odczepnego” na najbliższe kilka lat posuchy? Oczywiście
            pracownicy filharmonii tak mało zarabiają (jak na swoje szczególne
            potrzeby wynikające z zawodu), że przyjmą pewnie każdą podwyżkę,
            chodziło jednak przecież o coś zupełnie innego. O rzeczywiste (choć
            stopniowe) i pełne rozwiązanie problemu płacowego w ciągu 3 – 4 lat
            a nie jednorazową jałmużnę.
            • eryk2 Muzyka, oświata, popularyzacja... 21.01.09, 23:43
              natychmiastowy napisał:

              a przydałoby się także i
              > robić - wzorem niemieckim - edukacyjne audycje muzyczne dla
              > dorosłych, przygotowujące do odbioru pełnych koncertów muzyki
              > symfonicznej bez poczucia skrępowania czy niewiedzy – taka więc
              > działalność jest obowiązkiem miasta. Istnieje w budżecie odrębny
              od
              > filharmonii budżet oświaty i filharmonia wykonując działalność
              > oświatową powinna w budżecie oświaty także partycypować.

              Takich inicjatyw w Szczecinie jest co najmniej kilka (a może i
              dziesiątki, nie wiem):
              1) Uniwersytet Trzeciego Wieku;
              2) niedzielne Koncerty Południowe, prowadzone z konferansjerką
              wyjaśniającą nawet głuchemu, o co biega w danej muzyce;
              3) spotkania organizowane przez paru gości w Klubie 13 Muz ("Co to
              jest muzyka" albo podobnie);
              4) incydentalne koncerty z udziałem np. Osuchowskiego, który sam
              zadyryguje, zaśpiewa, zatańczy i jeszcze opowie o utworze;
              5) jakiś "Uniwersytet Otwarty" (plakat widziałem w księgarni w Domu
              Kupca), proponujący spotkania o muzyce;
              6) spotkania i koncerty organizowane przez miłośników opery
              itd., itp.
              W Szczecinie mamy dziesiątki (a nawet setki) osób nadających się do
              prowadzenia takich spotkań (Katedra Edukacji Artystycznej na
              uniwerku, Instytut Polonistyki i Kulturoznawstwa), niektóre imprezy
              mają zbliżony charakter do wymienionych wyżej i "ocierają się" o
              popularyzację (Festiwal Muzyki Dawnej, koncerty
              orkiestry "Akademia", Salon Muzyczny w Klubie 13 Muz). Problem? W
              większości są to działania, na które miasto/województwo NIE DAJE
              ZŁAMANEGO GROSZA (akurat na Koncerty Południowe daje, ale
              Uniwersytet Trzeciego Wieku jest imprą komercyjną, ludzie płacą
              setki złotych, żeby uczestniczyć przez rok w zamkniętych spotkaniach
              o charakterze popularyzatorskim). W dodatku na większości tych
              spotkań NIGDY nie można zobaczyć ćwierćinteligentów z Wydziału
              Kultury, Departamentu Sztuki, Referatu Muzyki, Kuratorium Oświaty i
              Wychowania, zawodowych dyrektorów i znawców wiedzy wszelakiej... To
              jest prawdziwy dramat regionu i miasta, które chce być EUROPEJSKĄ
              STOLICĄ KULTURY, gdy tymczasem filharmonią kieruje w nim prezenter
              telewizyjny, domami kultury - ludzie z układu, operą - polonista, a
              na kierownika Wydziału Kultury w Urzędzie Miasta urządza się
              łapankę...
              • natychmiastowy Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... 22.01.09, 13:58
                Mogę się przyłączyć do słów krytyki dotyczących "poziomu" włodarzy
                miasta; faktycznie - jeśli nie było okazji politycznej, akademii lub
                jubileuszu - nie widziałem nigdy ludzi Zarządu czy Rady na
                koncertach w Filharmonii. A faktem jest, że co tydzień rozsyłane
                jest kilkadziesiąt zaproszeń (bezplatnych) z których nikt nie
                korzysta. Może po prostu nie mają czasu...? Działalność polityczna i
                społeczna jest bardzo czasochłonna...:-). Jeśli jednak jest tak źle -
                to znaczy, że dotychczasowe działania są mało skuteczne. Mam
                wątpliwosci, czy faktycznie koncerty niedzielne w Zamku są
                finansowane przez Miasto. Zamek jest finansowany przez Urząd
                Marszalkowski. Filharmonia wydaje mi się najbardziej predysponowana
                do realizacji takich programów edukacyjnych (no i Opera - na tematy
                operowe oczywiście - są autorytetami). Pan Osuchowski robił to
                bardzo dobrze w odniesieniu do dzieci, nie miał okazji sprawdzić się
                co do odbiorcy dorosłego. Jego działania były sporadyczne - ze
                względu na brak na to funduszy. A przecież Wydział Oświaty ma
                budżet - rownież i na takie działania. Szkolmy i oświecajmy już dziś
                PRZYSZłYCH RADNYCH - DYREKTORÓW I DZIAłACZY -jeśli trudno jest
                obecnych, - to za kilka lat będzie lepiej. Nie neguję innych
                pomysłów ale Filharmonia mogłaby najbardziej KOMPETENTNIE wykonać
                takie zadanie. żeby zachwycić i pozytywnie nastawić dzieci i
                początkujących dorosłych - trzeba mistrzowskiego opanowanie
                instrumentu, najwyższego poziomu umiejętnosci i wrazliwości. Tu są
                potrzebne co najmniej takie same, jeśli nie wyższe kompetencje co
                przy koncertach. W Neubrandenburgu też to robi filharmonia z
                dyrektorem Malzewem - wybranym w międzynarodowym, otwartym konkursie
                na szefa instytucji. Nasza Orkiesrta brała udzial gościnnie w takim
                koncercie, prowadzonym i od batuty i od mikrofonu przez Malzewa.
                Trzeba zrobić taki program, cykl co najmniej kilkunastu audycji z
                dobrze dobranym programem; może telewizja szczecin by to nagrała dla
                miasta jako materiał dydaktyczny do szkół na płytach DVD, a może do
                płatnej dystrybucji w dostępnej cenie... Jeśli są na oświatę
                pieniądze - to są w budżecie wydziału oświaty a nie w skromnych
                środkach filharmonii na bieżąca działalność artystyczną. Prędzej
                ktoś ten pomysł wykorzysta w innym mieście, przy naszej bezradności
                i zastoju - i przyślą nam tutaj gotowy produkt za ciężkie
                pieniądze...! Dlatego, że ludzie którzy mieliby się tym zająć - są
                albo niekompetentni, jak ... albo całkowicie zaganiani - jak pani
                Kierownik MM - co wynika także z nieudolnego zarządzania przez
                niekompetentnych i całkowitej odporności na krytykę. Może dopiero,
                gdy Pani Zasłużona dostanie w lutym kolejne medale jubileuszowe -
                pozwoli coś zmienić. Chyba że Pan Minister Kultury i Dziadzictwa
                Narodowego Bogdan Zdrojewski przeczyta te opinie.
                (zrobiłem "literowkę" pisząc dziadzictwa, ale nie poprawiam, dobrze
                samo się napisało!Prawda sama się "pcha" na klawiaturę! To nasze
                dziadzictwo narodowe!).
                Co do finansowania: pieniądze na ten cel - prócz budżetu miasta -
                czasem mogą pochodzić z grantów i dotacji celowych rozdzielanych co
                roku przez Ministra Kultury. Na rok 2008 minister zdrojewski rozdał
                w ten sposób STO KILKANAŚCIE MILIONÓW ZłOTYCH - o te kilkanaście
                milionów przekraczając nawet własny budzet na ten cel. Aby zdobyć te
                pieniądze, trzeba w odpowiednim czasie złożyc w ministerstwie
                własciwą aplikację, opis projektu jego cele i skutki, zachęcić i
                udowodnić ministrowi, że WARTO na to dać pieniądze z budżetu
                Państwa. W Filharmonii miał się tym zająć pan P.M. - młody człowiek
                po politologii na US, przyprowadzony tutaj jak i inni "pod rączkę"
                przez tę co zaawsze, protegowany... Zatrudniono go na pół etatu,
                jest objęte tajemnicą czy posiadał odpowiednie wykształcenie i
                praktykę co do takich działań i Funduszy unijnych którymi także miał
                się zająć. Jest także tajemnicą - czy dopiero po zatrudnieniu
                skierowano go na odpowiednie kusry kierunkowe. Tajemnicę tę zna
                całkowicie oddana Jaśnie Dyrekcji Pani Kadrowa. Mijały
                miesiące...wreszcie orkiestra zwróciła uwagę, że tragicznie brak
                pieniędzy, nie ma na przykład pieniędezy na kontynuowanie
                działalnosci edukacyjnej Pana Osuchowskiego. Dyrektor Andrzej O
                odpowioedział publicznie przed orkiestrą: "jest mniej pieniędzy, bo
                Pan PM popełnił mały, bardzo mały, naprawdę malutki błąd formalny i
                ministerstwo odrzuciło wszystkie nasze aplikacje na dofinansowania
                projektów". Pan Dyrektor wcześniej poddał się cwanej,
                psychologicznej prowokacji, plegającej na pozoracji w rozmowach z
                nim, jaki to świetny pracownik i talent od funduszy unijnych, że nie
                tylko przyjał go na cały etat, przekazał mu niezwykle delikatną sp
                [rawę przetargow ale i połowę czsu pracy pozwolił mu wykonywać w domu
                (!). Przez "bład" pupilka filharmonia została pozbawiona
                dofinansowania, pupilek kupił tort, pożegnał się i zmienił miejsce
                pracy za "porozumieniem stron". Nie zmienili miejsca pracy ci co go
                protegowali, pan Dyrektor Ośmieszony - za wszelką cenę starał się
                zatuszowac sprawę u umniejszyć problem. No przecież każdy może się
                pomylić - prawda? Cóż chcecie od "biednego" kolegi...? Można jednak
                zapytać, czy ten "drobny błąd| był rzeczywistym błędem, czy celowym
                działaniem na niekorzyść Filharmonii i kto - będąc szefem Pana PM -
                miał nadzorować jego pracę, kto go protegował. Moim zdaniem wszyscy
                powinni oni pójść w jego ślady. O niekompetencji innych
                pracowników "protegowanych Krulika" pisałem wcześniej.
                • natychmiastowy Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... 22.01.09, 14:11
                  Co do uwag "teologicznych" - rozumiem, że chodziło o taki sarkazm,
                  ale:uwaga arcubiskupa Nycza dotyczyła ludzi. Ludzi rodzących się z
                  Matki i Ojca. Mówił to zapewne w aspekcie "homoseksualnych
                  malżeństw". Jezusa który był Chrystusem Bozym i był - ale i za razem
                  nie był człowiekiem, proszę do tego nie mieszać. Był synem Marii -
                  Dziewicy, cudownie poczętym i narodzonym w Betlejem. Trzeba było
                  niedawno posłuchać kolęd które to opisują, mówią wszystko o nim,
                  jego Matce i Ojcu.
                  Ale to nie na temat.
                  Ad rem - proszę...
                  • eryk2 Nycz się nie nauczył, niestety... 22.01.09, 17:02
                    > Co do uwag "teologicznych" - rozumiem, że chodziło o taki sarkazm,
                    > ale:uwaga arcubiskupa Nycza dotyczyła ludzi. Ludzi rodzących się z
                    > Matki i Ojca. Mówił to zapewne w aspekcie "homoseksualnych
                    > malżeństw". Jezusa który był Chrystusem Bozym i był - ale i za
                    razem
                    > nie był człowiekiem, proszę do tego nie mieszać.

                    Niestety, to nie ja "wmieszałem do tego Jezusa" - zrobił to
                    Kazimierz Nycz, który za strzeloną przez siebie bzdurę powinien
                    odebrać w liceum pałę z logiki (i może ją odebrał - gorzej, że z
                    takim stopniem skończył teologię). Co do małżeństw homoseksualnych,
                    to akurat w tej wypowiedzi usilował sklecić jakiś argument przeciw
                    in vitro - ale akurat wybrał sobie najgorszy przykład na
                    udowodnienie, że człowiek powstaje przez stosunek seksualny
                    mężczyzny i kobiety, bo akurat Chrystus zrodził się z ciała w inny
                    sposób. C.n.d., a K. Nycz się ośmieszył do końca dni swoich -
                    dlatego wrzuciłem sobie ten kabaretowy numer do sygnaturki, bo
                    rozbawił mnie bardziej niż Ojciec Imperator w Radiu Bez Twarzy.

                    Trzeba było
                    > niedawno posłuchać kolęd które to opisują, mówią wszystko o nim,
                    > jego Matce i Ojcu.

                    Mam podać adres do Warszawy? Bo to chyba nie do mnie ta mowa...
                • eryk2 Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... 22.01.09, 16:57
                  natychmiastowy napisał:

                  Mam
                  > wątpliwosci, czy faktycznie koncerty niedzielne w Zamku są
                  > finansowane przez Miasto. Zamek jest finansowany przez Urząd
                  > Marszalkowski.

                  Nigdzie nie pisałem, że Koncerty Południowe są finansowane przez
                  miasto Szczecin - chodziło mi ot, że 90% poczynań wymienionych w
                  moim poście, a polegających na popularyzacji muzyki wśród osób
                  dorosłych, polega na zabawie grupy pasjonatów albo jest opłacane z
                  prywatnej kieszeni, a nie z pieniędzy miasta/województwa. Tak jest w
                  przypadku Uniwersytetu Trzeciego Wieku (tj. jest to zabawa
                  pasjonatów, bowiem wykładowcy NIE OTRZYMUJĄ tam złotówki za
                  spotkanie), natomiast tzw. Uniwersytet Otwarty (czy jakoś tam)
                  podejrzewam o prywatne/własne źródła finansowania (poza kasą miasta
                  czy województwa). Natomiast imprezy w Klubie 13 Muz są opłacane z
                  kasy miejskiej, bo jest to placówka na garnuszku miejskich
                  podatników. Co prawda jej możliwości techniczno-wyglądowo-
                  wizerunkowe budzą obawę o kasę miasta (beznadziejny marketing
                  imprez, zmiany strony w internecie co parę miesięcy, opóźnienia w
                  aktualnościach - nawet tygodniowe, amatorszczyzna w wykonaniu
                  pewnych projektów kulturalnych, czyli tzw. "luz" i "żywioł" itp.),
                  ale to inna bajka.

                  Pan Osuchowski robił to
                  > bardzo dobrze w odniesieniu do dzieci, nie miał okazji sprawdzić
                  się
                  > co do odbiorcy dorosłego.
                  Bez przesady - miałem okazję parę razy obejrzeć, jak Osuchowski
                  prowadzi koncert od pulpitu dyrygenckiego, robi konferansjerkę i
                  jeszcze mógłby kręcić centryfugę czy inną maselnicę... Opowiada, o
                  czym jest dany utwór, prezentuje instrumenty, charakteryzuje epokę,
                  rzuca anegdotki o zyciu kompozytora - czegóż chcieć więcej?
                  • natychmiastowy Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... 23.01.09, 01:00
                    "Nie miał okazji się sprawdzić" - to nie znaczy "nie sprawdził się".
                    Piszę teraz o programach Pana Osuchowskiego. Napisałem, że nie miał
                    okazji sprawdzić się, bo nie słyszalem aby robił kiedykolwiek tego
                    typu koncert dydaktyczny dla dorosłych. Gdyby miał taką okazję -
                    zapewne doskonale by sobie z tym poradził, tak jak w przypadku
                    dziatwy szkolnej. Pewnie Pan Osuchowski nie byłby zadowolony, gdyby
                    został wrzucony do szufladki z napisem "koncerty szkolne" - ale
                    faktycznie ma do tego prodyspozycje. Jest także świetnym dyrygentem,
                    prelegentem i chórmistrzem - czego dowiódł praktycznie przy bardzo
                    wielu okazjach. Jego "pomysł i wykonanie" koncertu plenerowego a
                    szczególnie słynne Adagietto z symfonii Mahlera przy fontannie
                    Bartłomiejce, w scenerii zapadającego właśnie zmierzchu - zapadło mi
                    w pamieć na zawsze.
                    • eryk2 Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... 23.01.09, 01:35
                      natychmiastowy napisał:

                      > "Nie miał okazji się sprawdzić" - to nie znaczy "nie sprawdził
                      się".
                      > Piszę teraz o programach Pana Osuchowskiego. Napisałem, że nie
                      miał
                      > okazji sprawdzić się, bo nie słyszalem aby robił kiedykolwiek tego
                      > typu koncert dydaktyczny dla dorosłych.

                      Np. było to, nomen omen, koncertowe wykonanie "Strasznego dworu",
                      nomen omen, w Filharmonii Szczecińskiej, gdzie Osuchowski opowiadał
                      libretto, objaśniał warstwę muzyczną. Polecam też prowadzone przez
                      niego koncerty w ramach Festiwalu Muzyki Dawnej. Swego czasu, z
                      orkiestrą młodzieżową, prowadził kolędy w wersji Lutosławskiego (w
                      Sali Bogusława), opowiadając zebranej półtora setce ludzi o granych
                      utworach. Rewelka. Żałuj, jeśli nie byłeś.
                      • natychmiastowy Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... 23.01.09, 03:22
                        Faktycznie żałuję...
                        A więc - sprawdził się.
                        Szkoda, że to wszystko są tzw. eventy (strasznie modne i strasznie
                        irytujące mnie słowo).
                        Całość działań władz miejskich sprawia wrażenie ogromnego chaosu,
                        nie widać jakichś planow, koordynacji - a prowadzić to może jedynie
                        do marnotrawstwa środków. Dobrze, ze mimo to ktoś coś usiłuje
                        robić...
                • Gość: bombel Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... IP: *.kalisz.mm.pl 22.01.09, 19:43
                  uwaga!
                  to nie PM popelnil blad...
                  dygresja taka mala...
                  podobnie jak finansowanie ostatniego wyjazdu do grenoble.
                  to nie PM popelnil blad...
                  prosze nie rzucac oskarzen...
                  a!
                  ja nie jestem PM jakby co:)
                  • natychmiastowy Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... 22.01.09, 23:22
                    Ja nie rzucam oskarżeń. Napisałem jednoznacznie wcześniej i
                    powtarzam: Pan Dyrektor wystąpił przed orkiestrą na estradzie i na
                    pytanie dlaczego brak pieniędzy - odpowiedział publicznie, że to
                    PM "zrobił malutki błąd formalny" i dlatego ministerstwo odrzuciło
                    wszystkie nasze aplikacje. Ja po prostu powtarzam - co słyszałem.
                    Nie grałeś wtedy? Nie byłeś na estradzie - jeśli jesteś z orkiestry?
                    Powtarzam to nie dlatego aby rzucać oskarżenia, a jeśli już - to nie
                    na PM tylko na "system". Muzycy aby dostać się do pracy w
                    orkiestrze - muszą zagrac publiczne przesłuchanie i wykazac się
                    przebiegiem pracy, studiów itp. Są wszechstronnie oceniani przez
                    komisję. Ilu dobrych muzyków odeszło z "kwitkiem" - z oceną, że "nie
                    wnoszą nic nowego do zespołu" ? Dlaczego więc pracownicy
                    nieartystyczni są - na zasadach ustalonych przez Jaśnie Zaslużoną
                    zatrudniani bez zawodu, bez wykształcenia, bez doświadczenia i bez
                    zadnej alternatywy; na zasadach skrajnego nepotyzmu i prywaty. Gdyby
                    byli oni także przyjmowani po konkursie dyplomów, doświadczenia i
                    osiągnięć zawodowych - nie było by "drobnych błędów" - kosztujących
                    kupę pieniędzy.
                    Jeśli piszesz tak zdecydowanie, ze to "nie PM zrobil błąd" - to
                    znaczy, że wiesz KTO! Jeśli tak, to spodziewam się, że to
                    natychmiast ujawnisz, bo wkrótce może być następny błąd i następne
                    kłopoty. A dla filharmonii ważny jest każdy tysiąc zlotych a nawet i
                    każde sto...
                    System prywaty i nepotyzmu wprowadzony i pielęgnowany przez tyle lat
                    przez Jaśnie Panią - dalej działa...
                    • natychmiastowy Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... 23.01.09, 00:08
                      Było bardzo ,bardzo wiele "drobnych błędów" dotychczas.
                      Wszystko jest wynikiem braku kompetencji ludzi zatrudnianych na
                      zasadach absolutnie niedopuszczalnych. Przykłady? Księgowość.
                      Pozbycie się p. Małgorzaty K, na którą szukano haków aż się
                      znalazły. Na jej miejsce zatrudniono córkę głównej Księgowej -
                      studentkę bodajże architektury, bez żadnego wykształcenia księgowego
                      i z zerowym ogólnym stażem pracy. Bardzo szybko została Kasjerką
                      główną. Sytuacja - gdy matka jest Główną Księgową a córka - kasjerką
                      główną nie miesci sie w żadnych standardach, jest wprost nie do
                      pojęcia. Dopiero po zatrudnieniu - zaczęła na koszt Filharmonii
                      kształcić się w zakresie rachunkowości. Oczywiście - za korepetycje
                      u mamusi płacić nie musiała i obecnie jest bardzo dobra. Dalej
                      awansowała - z bardzo małym stażem i doświadczeniem - na bardzo
                      odpowiedzialne stanowisko. Ale czy nie usłyszymy
                      niedługo "popełniono bardzo drobny błąd formalny i dlatego cała
                      orkiestra idzie na zieloną trawkę"?. Gdyby zatrudnianie przebiegało
                      na normalnych zasadach - niebezpieczeństwo takie by nie istniało.
                      Praktyki i doświadczenia nie da się niczym zastąpić, nawet przy
                      najlepszych chęciach. Życzę jej jak najlepiej, ale potępiam metodę,
                      patologię tam tkwiącą. Dalej? Główna Ksiegowa przyprowadziła do
                      pracy swoją siostrzenicę A, w - widocznym gołym okiem - bardzo złym
                      stanie zdrowia. Po przepracowaniu ogółem 34 dni roboczych pracownica
                      ta wystąpiła do sądu z żądaniem odszkodowania od Filharmonii za -
                      doprowadzenie jej do rozstroju zdrowia (mobbing) - oskarżając o to
                      niewinną osobę, która udzieliła jej bezinteresownie wielkiej pomocy.
                      Gł. Księgowa bardzo zaangażowała się w tej sprawie przeciwko
                      Filharmonii. Po prostu sprytny skok na kasę ? (Sprawa P 919/06 sąd
                      rejonowy w szczecinie, wydz. pracy i ubezpieczeń). Tak się kończy
                      zatrudnianie siostrzenic. Pisałem już wcześniej o człowieku któremu
                      wpisano, że jest informatykiem opiekujacym się siecią komputerową,
                      tłumaczem, managerem i zajmuje się promocją. Przyprowadziła go do
                      pracy pod rączkę Pani R. Ile będą kosztowały jego "bardzo drobne
                      błędy" ? O ile sie o nich dowiemy, bo jest "pupilkiem" i ulubieńcem
                      kier. - pod pełną ochroną... Otóż uważam że tak już nie można. Jest
                      ostatnia chwila, aby - jeśli ktoś ma być informatykiem - stał się
                      nim naprawdę, lub odszedł, ustępując miejsca absolwentowi
                      informatyki, choćby ze studium pomaturalnego lub technikum. Wtedy
                      jest większa szansa, że nie będzie "drobnych błędów".
              • natychmiastowy Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... 23.01.09, 00:40
                Faktycznie nie zauważyłem, że jest tu SYGNATURKA - stąd
                nieporozumienie. Wziąłem ją za kontynuację tekstu...przepraszam
                eryka2. Ale mniejsza o biskupa. Chodzi o Filharmonię. Dlatego
                właśnie proponowałem, aby w budżecie oświaty szukac pieniędzy na
                działania oświatowe dotyczące muzyki. Komisja Kultury już je tam
                znalazła - tylko wszystko rozbiło się o Sesję Rady. Filharmonię
                uważam za najbardziej odpowiednią do robienia tego "na poważnie".
                Miasto musi to robić i mieć na to pieniądze. Tak jak panna młoda a
                wcześniej narzeczona stara się wyglądać ładniej niż "normalnie"
                wygląda, na dodatek stara się też wydawać inteligentniejsza i
                bardziej uczuciowa, niż jest w rzeczywistości - tak samo należy
                przedstawiać musykę młodzieży, dzieciom i edukowanym dorosłym. A to
                przystoi Filharmonii i Operze - bo wymaga maksymalnego
                profesjonalizmu. Z przykrością trzeba powiedzieć, że jak dotychczas
                jeszcze - klub XIII Muz - ma wśrod muzyków zawodowych
                status "miejsca hałtury", miejsca II kategorii, co coraz bardziej
                nie jest już slusznym poglądem ale jeszcze funkcjonującym
                niestety... Poza tym to miejsce zbyt kameralne.
                • Gość: Lolo Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... IP: *.chello.pl 23.01.09, 01:04
                  Chyba "chałtury"?!
                  • natychmiastowy Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... 23.01.09, 04:02
                    Gdybyż to była chałtura, to by jeszcze nie było tak źle. Ale tam
                    częściej się zdarza ewidentna hałtura...:-)
                    Dobra:piszę szybko i nerwowo i robię literówki...
                • eryk2 Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... 23.01.09, 01:24
                  natychmiastowy napisał:

                  Z przykrością trzeba powiedzieć, że jak dotychczas
                  > jeszcze - klub XIII Muz - ma wśrod muzyków zawodowych
                  > status "miejsca hałtury", miejsca II kategorii, co coraz bardziej
                  > nie jest już slusznym poglądem ale jeszcze funkcjonującym
                  > niestety... Poza tym to miejsce zbyt kameralne.

                  Co do 13 Muz - zgoda, koncerciki tam proponowane nie różnią się
                  (najczęściej) od grania "do kotleta", co częściowo jest zasługą
                  kierownictwa tej zacnej placówki (jak mawiają na wschodzie: "kto
                  płaci, ten zamawia melodię"). Ja miałem na myśli działania innego
                  typu, o tym - poniżej:

                  Filharmonię
                  > uważam za najbardziej odpowiednią do robienia tego "na poważnie

                  W swoim poście wymieniłem sporo imprez popularyzatorskich bez
                  udziału muzyków (żywych) - to są bardzo często spotkania z
                  ilustracjami w postaci muzyki mechanicznej. Zaraz, zaraz, proszę od
                  razu nie protestować - takie inicjatywy mają głęboki sens.
                  Argumenty? Proszę bardzo:
                  1) ŻADEN muzyk, ani tym bardzie ŻADEN ZESPÓŁ MUZYCZNY nie będzie w
                  stanie przygotować przez miesiąc kilku-kilkunastu utworów na
                  spotkanie np. o muzyce G.G.Gorczyckiego - skąd nuty? kiedy próby? a
                  za tydzień (albo za miesiąc) trzeba przygotowywać następne
                  spotkanie, tym razem np. o muzyce cerkiewnej - i co? oboista teraz
                  zaśpiewa? a skrzypaczka pewnie zatańczy flamenco? w takich
                  przypadkach TYLKO nagrania coś pomogą;
                  2) skąd wziąć w Szczecinie muzyków zdolnych wykonać repertuar muzyki
                  instrumentalnej, powiedzmy, od XV do XVII wieku? wiole d'amore?
                  wiole da gamba? kornety? szałamaje? serpent? puzony barokowe? zespół
                  czterech rogów naturalnych? taktownie pomijam kwestię śpiewaków i
                  repertuaru organowego PRZED Bachem;
                  3) jak przygotować muzyków (albo jak oni sami się mogą przygotować i
                  poprowadzić całe spotkanie) do wykonania muzyki Vaughana Williamsa
                  albo Jana Dismasa Zelenki, jeżeli oni w życiu nie słyszeli takich
                  nazwisk (a jak słyszeli, to zapomnieli zaraz po egzaminie z historii
                  muzyki, a w szczecińskiej filharmonii przez 60 lat nie wykonano
                  utworów takich twórców - i setek innych, o których trzeba by
                  opowiadać na spotkaniach), chyba że chcemy "polecieć Chopinem", a
                  nasz znajomy pianista ślicznie i wzruszająco zagra nam Poloneza A-
                  dur, dziatwa będzie bić brawo, a dorośli się wzruszą - tylko po
                  jakiego diabła nam tu cały zespół filharmoniczny, jak wystarczy pan
                  Paweł albo pani Irena + forteklap?

                  Uwaga: nie neguję potrzeby takich spotkań, osłuchujących z ŻYWĄ
                  muzyką, graną przez ORKIESTRĘ FILHARMONICZNĄ. Wskazuję tylko na
                  pewną ograniczoność takiego projektu oraz jego małą wykonalność w
                  dzisiejszych szczecińskich warunkach (jakoś nie widuję jako
                  słuchaczy tłumu instrumentalistów na różnych spotkaniach o muzyce
                  dla dorosłych, a wymieniłem około dziesięciu takich form w mieście,
                  sam chodzę tylko na niektóre, ale spotykam tam ciągle wśród
                  publiczności to samo grono 10 emerytów - więc jak może zagrać i
                  nauczyć słuchać innych muzyki Janaczka albo Martinu ktoś, kto w
                  życiu nie zetknął się z tą twórczością, nie grał jej, nie wysłuchał
                  ani jednego takiego utworu od początku do końca, nie ma o tej muzyce
                  nic do powiedzenia i - co najważniejsze - NIE CHCE SIĘ O NIEJ
                  NICZEGO DOWIEDZIEĆ (bo jest zblazowany? zmęczony życiem? chałturami?
                  zespołem napięcia przed/pokoncertowego? a może uważa, że pozjadał
                  wszystkie rozumy i gra jak sam Rostropowicz? nie wiem - i w ogóle
                  mnie to nie interesuje, to nie mój problem)?
                  • natychmiastowy Re: Muzyka, oświata, popularyzacja... 23.01.09, 03:49
                    Oczywiście. Pomysłów i sposobów podejścia do tematu może być bardzo
                    wiele. Ja na przykład miałem na myśli to, że warto by było i to
                    zarówno młodzieży jak i dorosłym zaprezentować instrumenty i ich
                    możliwości. Nauczyć ich na początek rozróżniać a potem zachwycić ich
                    dźwiękiem np fagotu w koncercie Vivaldiego na fagot i ork sm.
                    Pokazać "na czym polega" piękno dźwięku instrumentu na efektownych
                    przykładach zarówno technicznych ale glównie prezentujących PIĘKNO.
                    Moze odrodziłoby to zainteresowanie kameralistyką i koncertami
                    instrumentalnymi z mała ork. smyczkową. Koncerty letowe...obojowe...
                    na trąbkę czy waltornię... też jest to jakiś pomysł. Miałem
                    nadzieję, że zajmie się tym Pawel Osuchowski w ramach choćby FMD,
                    ale to bardziej temat na działania stricte edukacyjne, audycje
                    muzyczne. Nota bene - w nowym obiekcie filharmonii mogloby to być
                    powiazane z wystawą obrazów, grafiki, sprzedawaniem płyt, wydawnictw
                    (jak w Filh.Narodowej) osobistym kontaktem z muzykiem prywatnie - na
                    co szczególnie dzieci doskonale reagują, gdy poznają znaną już sobie
                    osobę siedzącą potem w czasie koncertu na estradzie... Chodzi
                    przecież o to, żeby nasze dzieci wyrastały na ludzi kulturalnych w
                    sensie obeznania, okrzesania, aby nie odróżniały się od swoich
                    zachodnich rowieśników. W rozmaitości siła...
          • Gość: meloman Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.09, 10:13
            do art Hawryszuka:
            Ten artykuł to kolejny przykład na wypowiedzi osób, którzy z kulturą wyższą mają
            tyle wspólnego co krowa z operą, która nawet nie wie gdzie jest jej siedziba.
            Aby wypowiadać się na te temat kultury przez duże K trzeba być jej
            systematycznym konsumentem i być znawcą w tej dziedzinie. Niestety jeżeli pisze
            się na zamówienie, to okazuje się, że to wszystko nie obowiązuje.
            Po pierwsze, jeżeli praca dyrektora artystycznego jest jego sprawą osobistą, to
            nie wie pan o czym pan pisze. Praca nikogo, kto jest opłacany z moich pieniędzy,
            podatnika, nie jest jego sprawą osobistą. Praca nikogo nie jest jego sprawą
            osobistą, bo albo jest opłaca z pieniędzy publicznych albo z pieniędzy
            właściciela firmy. Ktoś, kto świadczy pracę dla kogoś musi liczyć się z tym, że
            jego praca będzie oceniana. Albo publicznie, gdy to funkcja w instytucji
            budżetowej, bądź na forum zakładu pracy.
            Pan niestety nigdy na poważnie nikomu nie świadczył pracy, nawet sobie jako
            właścicielowi firmy, więc może być panu trudno wypowiadać się na te tematy, a w
            związku z tym nie powinien pan zabierać głosu. Jako animatorowi kultury, jak
            napisała Wyborcza, podejmował pan chyba jedynie próby organizowania imprez
            kulturalnych w remizach strażackich. O innych chyba nikt nie słyszał.
            Miał pan również w swoim życiorysie Incydent pt „radny miasta” ale to też
            wynikało tylko z tego że powstająca „Odnowa” totalnie nie miała ludzi do swoich
            szeregów, więc zgarniano wszystkich co mieli pracy i wszystko jedno im było
            gdzie się przytulą. To miało swoje efekty, tylko że mierne, bo niby co udało się
            panu osiągnąć ? Może wybudować halę sportową, może uratować stocznię, może
            wybudować stadion, może filharmonię, może był pan wybitnym animatorem kultury w
            mieście, która za rządów pana rady rozkwitła w Szczecinie jak nigdy dotąd?
            Aby pisać o kulturze wyższej trzeba być przynajmniej jej konsumentem, no
            odbiorcą !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 21.01.09, 11:33
          "Radny" najwyraźniej zakończył wymianę opinii, to też i sam -
          dumałem nad odpowiedzią na wątpliwości, aż wydumałem. "wyremontowana
          OnZ" - to Opera na Zamku po remoncie. Trudno było na to wpaść bo
          trudno było uwierzyć, że ktoś może nie wiedzieć, że Opera na Zamku -
          nie jest "Nasza" (nie jest finansowana przez Miasto) więc
          zastanawianie się czy NAS stać - jest merytorycznie bezprzedmiotowe.
          Co innego - jeśli to rozpatrywać z punktu widzenia "zwykłego
          mieszkańca" i jego potrzeb...ale nie mozna moim zdaniem rozmawiać o
          tym czy stać...nie pytając o czyj jest portfel chodzi. Poza tym - to
          nie jest " Druga Orkiestra" - tylko Opera. To jeden z elementów
          wykonawczych Opery jako instytucji - a więc podmiot niesamodzielny,
          w odróżnieniu od Filharmonii nie występujący samodzielnie w ramach
          normalnej pracy instytucji. A więc "NAS" - czyli budżet Miasta nie
          musi byc stać na DWIE orkiestry. Szczerze pisząc - zachodzi istotne
          pytanie: czy nas stać na JEDNĄ - choćby na jedną orkiestrę? Czy nas
          stać na Pleciugę? Na pewno stać nas na Rock Festival Radia ESKA.
          (przynajmniej zdaniem Prezydenta i większości Rady Miasta). 2,2 mln
          zł nie pozwoli zagospodarować nowej siedziby lada chwila ukończonej -
          Pleciugi. Co najwyżej - stanie się ona stałym miejscem występów
          Dody Elektrody i Maarii Awarii...aby dorobić do budżetu i wystawić
          czasem jakiś spektakl. I tu następna wątpliwość "radnego": czym
          wypełnimy nowy piękny gmach Filharmonii. Przy takim budżecie jak
          obecnie - będziemy się bili z Pleciugą o Maarię Awarię lub tym
          podobnych, szczególnie - gdy z już i tak za małego budżetu - Urząd
          Miejski nadal będzie Filharmonii odbierał HARACZ za "wynajmowanie
          sali" czyli zaniżał i tak już za niski budżet Filharmonii. To - czy
          się uda wypełnić, no i czym wypełnić nowe sale filharmonii - zależy
          od tego, czy uda nam się zreformoweć zarządzanie administracją, samą
          daministrację jako taką oraz czy poziom orkiestry przyciągnie
          odbiorców. A o tym była już mowa powyżej.
    • Gość: doktor lotson Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 20.01.09, 21:24
      niech radny nie odpowiada, wiem jako lekarz, ze natychmiastowy jest
      niepoczytalny:)
      poza tym to zlodziej
      bo kazdy pijak to zlodziej
    • Gość: plaro Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 20.01.09, 21:38
      widzialem natychmiastowego w orient ekspresie
      • Gość: radny Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.09, 11:05
        Jeżeli znane skróty są nieznane, to może podyskutujemy przy innej
        okazji: OnZ-Opera na Zamku (czyt. dotyczy jej orkiestry)...
        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 21.01.09, 12:11
          No tak; zanim przeczytałem tę odpowiedź, sam na to wpadłem - choć
          tematyka Opery i stosowane tam skróty są w Filharmonii chyba mało
          znane a jeszcze mniej popularne. To taka zaszłość - z przeszłosci.
          Ale bardzo dziękuję za odpowiedź. Pozostałe moje pytania,
          wątpliwości - chyba bardziej usprawiedliwiają zwłokę w zrozumieniu
          owego skrótu.
    • Gość: andrzej Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.09, 22:06
      Na zcele Filharmonii stoi aktor, który gra dyrektora, wsadzony przez
      Nowakową, za to że podawał z kurtuazją jej płaszczyk. Takiemu
      dyrektorowi ani Jarmoł, ani Krzystek dużej kasy na Filharmonię nie
      dadzą. Związkowcy zx orkistry powinni zacząć chodzić do Krzystka i
      Jarmolińskiego a nie do Oryla.
      • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 21.01.09, 23:29
        Z całą pewnością, ten dyrektor nic nie zalatwi. Oszukuje. Blacha na
        tyłku. Związkowcy - w taki sposób - także nie. Chodzenie a nawet
        pisanie do Prezydenta i Wice już od dawna było stosowane i nic albo
        niewiele dało. Dużo bardziej pomógł i wiecej zrozumienia wykazał
        Pan Bartnik oraz większość Komisji Kultury, cóż z tego - gdy cała
        Rada nie poparła wniosków - do jakich dała się przekonac Komisja.
        Jestem przekonany, że ani Prezydent ani Wice - nie rozumieją o co
        chodzi. I mają prawo. To nie jest ich problem - to zainteresowani
        powinni się starać dotrzeć do zrozumienia, wyobraźni, doświadczenia
        ososbistego jak największej liczby Radnych a nawet i ludzi w ogóle.
        Prezydent nie lubi żebraków, lubi propozycje konkretne i
        przemyślane. Prawdopodobnie - potrzebuje takich propozycji. Wysłanie
        pisma: kategorycznie żądamy, domagamy się... itp, choćby i nie wiem
        jak słusznie argumentowane - odpycha. Argumentów już nikt nie
        doczyta, bo każdy z setek domagających się pieniędzy - jakieś
        argumenty przecież podaje. Przeważnie bardzo słuszne. I cóż z tego.
        Władze rozumieją, że oto następny ktoś przychodzi z roszczeniem do
        pieniędzy, a kogoś takiego już się nie słucha, działa automat:
        pieniędzy brak. Na to oni już są UPDPORNIENI, jak lekarze na
        cierpienie i śmierć pacjenta, (wcale nie nawiązuję do
        zawodów "wyuczonych"...) i muszą być, aby jakoś móc działać. Więc
        pisemka, protesty, straszenie strajkiem - to strata czasu.
        Fani Rocka - optujący za festiwalem ESKA - wykorzystali stronę w
        internecie, na której można sformułowac petytcję do Prezydenta, do
        Władz i zbierać pod nią podpisy. Jest to strona darmowa, usługowa w
        pewnym sensie. Coż się dziwić, że gdy Pan Krzystek dostał petycję
        (prośbę, list, apel) z ogromną liczbą podpisów - postanowił trwać
        przy pomyśle ESKA Rock, rekomendować Radzie: przecież jest dla
        ludzi. A o te pieniądze była przecież konkurencja, Komisja kultury
        proponowała zasilić nimi Pleciugę i Filharmonię. Jaki argument
        przeciwstawili tej petycji wasi związkowcy?

        Zaproponowałem właśnie powyżej coś innego: nie prosić o datek
        (dodatek) - tylko sprzedać im coś! Zaproponować coś miastu, całemu
        miastu. Wymiana handlowa. Przejąć dodatkowe obowiązki i przyjąć
        zobowiązania - za decyzję zainwestowania w Instytucję. Jednak na
        TYCH "związkowców" osobiście bym nie liczył...są z tej samej parafii
        co Nikoś.
    • Gość: Ania Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.09, 22:04
      W takich koncertach popularyzatorskich mogłaby przecież występować
      młodzież ze szkół muzycznych. Dla młodych instrumentalistów to
      frajda i prestiż, że się wystąpiło w Filharmonii, a dla ich
      rówieśnikow szok, że dzieciaki w ich wieku mogą grać na
      instrumentach. Byłoby to też bardzo inspirujące, gdyby dzieci z
      podstawówek i gimnazjów zobaczyły, że można się uczyć jeszcze w
      drugiej szkole, mieć z tego radość, satysfakcję i radzić sobie ze
      wszystkimi obowiązkami. Niekoniecznie zawsze musi być w takie
      przedsięwzięcie "zamieszana" cała orkiestra filharmoniczna, albo nie
      zawsze musiałaby przygotowywać cały program.
      • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 24.01.09, 01:37
        Takie próby były i całkowicie się powiodły, grało kilku uczniów i
        uczennic na koncertach szkolnych p. Osuchowskiego, m.inn. bardzo
        zdolna Julia Pałac (flet), był też koncert, gdzie kilkunastu uczniów
        usiadło obok naszych muzyków orkiestrowych przy pulpitach - bardzo
        sympatyczny koncert który zrobił zapewne wielkie wrażenie na
        dzieciakach na sali, może któreś zdecydowało w tym momencie, że chce
        się uczyć w szkole muzycznej, skoro to nie jest takie niedostępne i
        nie tylko dla wybrańców - jak się wydawało...Tego nie wiemy. Jest to
        bardzo ważne dla pozycji polski w Europie i w Świecie; wiadomo że im
        więcej osób zaczyna się uczyć, im powszechniejsza jest edukacja
        dotycząca dziedzin sztuki, tym więcej autentycznych talentów
        zostanie "wychwyconych", odkrytych i pewna część z nich wejdzie do
        zawodowego życia artystycznego, zastąpi pokolenie poprzednie,
        rozwinie różne dziedziny sztuki, zagwarantuje istnienie polskiej
        sztuki w światowym dorobku. A ci, co póją w innym kierunku
        zawodowym - zachowają wrażliwość, wiedzę muzyczną czy plastyczną,
        potraktują to jako hobby - łącząc je z właściwym zawodem i traktując
        jako odskocznię od trudności i monotonii pracy zarobkowej - grając
        amatorsko w klubach (jak Kuba Sienkiewicz - psychiatra - Elektryczne
        Gitary), ale przede wszystkim w jakimś stopniu przekażą to swoim
        dzieciom, stanowiąc dla nich inspirację i wyznacznik poziomu kultury
        ogólnej. Na tej samej zasadzie Brazylia jest potęgą piłki niżnej -
        bo tam praktycznie każdy chłopak od maleńkosci gra na podwórku, i z
        takiej masy łatwiej jest wyłowić te autentyczne talenty, trafiające
        do szkółek i dalej - do klubów piłkarskich. Mam poważne wątpliwości:
        czy Radni, urzędnicy Wydziału Oświaty a zwłaszcza Zarząd Miasta -
        rozumieją to? Dlaczego jest tyle chaosu i przypadkowości w
        działaniach w tej sprawie i tak ograniczone nakłady. Uczestniczenie
        w inprezach kulturalnych faktycznie nie jest bardzo popularne wśrod
        tych osób, i to najlepszy dowód, że działania edukacyjne są pilne i
        niezbędne. Skoro ludzie władzy osobiście tego "nie czują" - powinni
        uwierzyc w przedstawianą im argumentację, zastosować ją w praktyce.
        Oczywiście to co piszę nie jest krytyką, zdaję sobie sprawę że
        pokolenie PRL-u i chaosu lat 90-tych jest bez swojej winy do pewnego
        stopnia "zaniedbane" - dlatego właśnie musi po prostu zdać sobie z
        tego sprawę i nie polegać na własnym doświadczeniu w tej sprawie -
        bo go nie ma. Jesteśmy jako społeczenstwo zobowiązani do dbałości o
        rozwój i pozycję Polski w Europie a ajko ludzie, rodzice jesteśmy
        zobowiązani do dbałości o rozwój i pozycję naszych dzieci - i to
        właśnie się układa w bardzo piękną i komletną całość. Tylko
        realizacja jak dotychczas wygląda skromnie.

        To nie mogą być takie oddzielne "ogródki" :
        filharmonia,oświata,promocja miasta... To przecież jest do pewnego
        stopnia CAŁOŚĆ, można i trzeba to połączyć - wykorzystując do tego
        Filharmonię i dając jej na to środki. Władze Miasta zachowują się w
        tej sprawie tak - jak ktoś, kto kupił nowoczesną piłę mechaniczną
        ale dalej tnie drewno ręcznie...To jakaś tragiczna maniera,
        nieporozumienie i błąd - że się pieniądze przeznaczone dla
        Filharmonii traktuje jako koszt czegoś co niestety musi być,
        pieniądze dla skromnej, elitarnej części mieszkańców, dla
        niektórych - po prostu zmarnowane. Z uporem będę powtarzał, że
        Filharmonia jest jak piła mechaniczna: zakupiona, zaniedbana i
        odstawiona w kąt, choć sprawna - gdy drewno się dalej jak za
        Ćwieczka rąbie siekiereczką. Owszem: piła wymaga wyregulowania,
        naostrzenia no i prądu (kasy), ale jest do dyspozycji i może
        pracować.Może dużo lepiej i wydajniej pracować.
    • Gość: Ania Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.09, 11:38
      To bardzo mądre i głębokie przemyślenia, szkoda, że tacy ludzie, jak
      Ty nie rządzą kulturą w naszym mieście! Niestety, niekompetencja i
      prywata to od wielu lat norma w szczecińskich urzędach. Zdarzyło mi
      się zwrócić o dotację na projekt i usłyszałam w Wydziale Kultury bez
      żenady przedstawioną propozycję: owszem, dostaniecie pieniądze, ale
      część projektu przekażecie nam - dla prezydenta, wice, radnych z
      komisji kultury. Na moje oburzenie ( przecież to haracz albo
      łapówka) pani urzędniczka odpowiedziała, że to normalne, że wszyscy
      tak robią, że zawsze tak było. Zrezygnowałam z dotacji, brzydzę się
      takimi pieniędzmi, poradziłam sobie bez nich, tak jak to robię od
      wieeeelu lat.
      Co do współpracy ze szkołami, to następne kuriozum. Zarówno Szkoła
      Muzyczna I jak i II stopnia są traktowane absolutnie "po macoszemu"
      przez miasto, bo podlegają Ministerstwu Kultury. No chyba,że
      urzędasy potrzebują oprawy dla swojej uroczystości, to wtedy -
      owszem znają adresy i telefony... Paranoja. Niestety, nie wierzę że
      te praktyki i sposób myślenia szybko się skończą.
    • krakus.pl Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 24.01.09, 12:25
      Dokładnie tydzień temu byłem na koncercie w Filharmonii Szczecińskiej!
      Świetny występ Grażyny Brodzińskiej!!!
      Wychowałem się w Krakowie, więc od dziecka rodzice zabierali mnie na koncerty do Filharmonii, do Opery i Operetki, do teatru i do kina!
      Jednak to co zobaczyłem w wykonaniu dyrygenta wyżej opisanego koncertu widziałem pierwszy raz!!!
      Dyrygent, Pan Zygmunt Rychter, wydawał mi się być człowiekiem z innej bajki!
      Widziałem wielu dyrygentów (m.in. K.Penderecki, J.Maksymiuk), lecz kogoś kto nie słyszy lub nie czuje muzyki wykonywanej przez Orkiestrę widziałem po raz pierwszy w życiu!!!
      I to nie tylko ja tak to widziałem, lecz również znajomy z którym wybraliśmy się na ten koncert, miał podobne do moich odczucia! Ludzie siedzący obok mnie na widowni byli równie zdumieni tym co widzieli!!!
      Może nadszedł czas na zmiany w Filharmonii?
      pzdr
      • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 24.01.09, 19:30
        Naprawdę: jestem oburzony.
        Wniosek to zupełnie nie odkrywczy. A o czym my tu od kilku dni
        piszemy? Może trzeba było najpierw poczytać.

        Co to właściwie znaczy "człowiek z innej bajki"?

        Tylko idiota lub krakus mógłby Panu Rychertowi zarzucać jakąkolwiek
        niekompetencje. Idiota - z powodu swego idiotyzmu a krakus - z
        powodu zarozumiałości, zadufania w sobie, poczucia wyższosci do
        wszystkiego i wszystkich.
        Byłoby nietaktem, gdybym zaczął tu wymieniać jego sukcesy, zasługi i
        osiągnięcia. Gdyby krakus chciał wiedzieć, to by obejrzał
        przynajmniej jedną ze stron, które się otwierają po
        wpisaniu "Rychert" w wyszukiwarce. I nie mówię o tych po japońsku
        tylko polskich.
        Zupełnie inną sprawą jest natomiast, że do koncertu "karnawałowego"
        jak np. Brodzińskiej - trzeba mieć nastrój karnawałowy. Pani
        Brodzińska miała...lub jako doświadczona artystka umiała o tym
        przekonać publiczność. A w jakim nastroju może być obecnie Pan
        Zygmunt Rychert? Nie byłem na tym koncercie i nie wiem co Pan
        widział, ale należy tu uwzględnić okoliczności...
        Dlaczego w Szczecinie a zwłaszcza w Filharmonii - wszystko musi
        odbywac sie w taki podły, małostkowy, drobnomieszczeński sposób i
        kto ten styl narzucił. Kto i po co właściwie ogłaszał publicznie już
        teraz, że Dyrektor musi odejść, że go nie chcą, że nie jest
        szanowany...podczas gdy do końca angażu Dyrektora jeszcze ponad pół
        roku. Ten artykuł - do którego zamieszczamy tu swoje opinie - jest
        p. Podgajnej. W Kurierze zadbano choć o preteksty, pisząc o urazie
        spowodowanym wypadkiem, o trudnosciach w dyrygowaniu tym
        wywoływanych...choć wiadomo, że to tylko pretekst, pozory, ale
        przynajmniej pozwalające zasłużonemu, doświadczonemu artyście i
        pedagogowi zachować twarz. Nie wolno tak podwarzać autorytetu
        Dyrektora Artystycznego. Rozstanie Filharmoników z Dyr.
        Salwarowskim, poprzednikiem Rycherta także nie obyło się bez
        incydentów, złośliwych wypowiedzi prasowych, podkładania sobie
        nawzajem świni - nawet w znaczeniu dosłownym. Teraz znow - Dyrektor
        Naczelny coś zaczął majaczyć o jakiejś "drużynie piłkarskiej"
        oraz "iskrzeniu" - może myśli biedak, że jest elektrykiem na
        stadionie Pogoni - czy co?
        W jakiej sytuacji - jako Dyrektor Artystyczny - został teraz
        postawiony p. Rychert; pogardliwie wyśmiany, pozbawiony autorytetu i
        szacunku. Jak ma pełnić funkcję dyrektora do końca czerwca. Na samym
        początku swej pracy w Szczecinie - pan Dyrektor Rychert stwierdził
        publicznie, że jeśli kiedyś dojdzie do jakiegoś konfliktu lub po
        prostu zespół nie będzie chciał z nim procować - to odejdzie. Jakoś
        nie słyszałem, żeby teraz zmienił zdanie, prosił o przedłużenie
        kontraktu... Szanuję to, że chce spełnić swoje zadanie do końca,
        pomimo wszystko...ale niech Pan mu nie każe się uśmiechać
        wystudiowanym aktorskim uśmiechem, jak Brodzińskiej. Niechże Pan -
        Panie krakus nie kopie i nie popycha do wyjścia człowieka, który sam
        dobrowolnie i z godnością wychodzi...


        Tak na marginesie: to nie "dyrygent ma czuć muzykę wykonywaną przez
        orkiestrę" - panie krakus, tylko orkiestra ma czuć muzykę dyrygowaną
        przez dyrygenta. Przynajmniej tak jest w normalnych orkiestrach,
        poza Krakowem, w których muzyk nie poucza dyrygenta, tylko realizuje
        jego wizję artystyczną. A słyszałem już z ust naszych muzyków różne
        uwagi kierowane do dyrygentów. Kiedyś wręcz jeden z przodujących
        muzyków pozwolił sobie na następująca uwagę do Dyrygenta:
        Panie ..XX...niech Pan tak nie macha, bo Pan nam wszystko myli....
        No i oczywiście bo przecież zadaniem

        Z jednym się zgadzam: nadszedł czas na zmiany. Ale zmiany
        rzeczywiste, zmiany dotykające przyczyn. Jeśli ludzie kierujący
        Miastem i rozwojem kultury w tym mieście - podobnie jak Pan -
        zadowolą się zmianą Dyrygenta, to ... nic się nie zmieni.
    • Gość: paweL Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 24.01.09, 22:18
      Pracuję tu na tyle długo i mogę śmiało stwierdzić, że Szczecińskim
      Filharmonikom - moim kolegom(z przykrością to stwierdzam) wczesniej
      czy póżniej każdy dyrektor będzie przeszkadzał. Nie wiem skąd to się
      w ludziach bierze a w szczególności w tym kraju. Jeśli mi ktoś taki
      jak Rychert w pracy zwraca uwagę, że coś źle gram to dziękuję, że
      taki autorytet jak on chce mi wogóle uwagę zwrócić. Tak mnie uczono.
      Nawet jeśli to ktoś nie tak ważny i nawet jak głupoty mówi. Takie
      zasady panują na Świecie -pokora zwłaszcza w tym zawodzie.
      Ale to u nas nie jest możliwe i normalne. Zresztą właśnie tego tu
      nie rozumiem. Ale nie ma co się więcej wypowiadać. W tym kraju jest
      zbyt wiele rzeczy nie do zrozumienia czy nawet nie do wyobrażenia.
      Szkoda wielka, że takiego dyrektora wyrzuca się, i że jednoczesnie
      krążą mity, iż jakieś wielkie nazwiska Naszą Orkiestrą ( niestety
      ani klasy A ani nawet B) się wogóle zainteresują. Moje słowa okażą
      się prawdą ale dopiero za parę lat.
      • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 25.01.09, 02:07
        Chciałbym wyjaśnić, że nie optuję tu za tym, aby Pan Zugmunt Rychert
        został na swoim stanowisku. Nie sądzę zresztą, aby i on tego już
        teraz chciał. Obawiam się także niestety, iż nasze środowisko
        muzyków nie jest jakieś szczególnie wyróżniającym się w znaczeniu
        negatywnym środowiskiem w Kraju. To co jest bardziej zrozumiałe
        wewnątrz tego środowiska, zupełnie nie jest zrozumiałe poza nim. Bez
        przerwy słyszymy lub czytamy - jeśli się ktoś choć trochę tym
        interesuje - o napięciach, protestach, zmianach dyrektorów - to tu,
        to tam, w tym czy innym mieście. Albo np. ponad dwuletnia wojenka o
        obsadę dyrektora artystycznego w Krakowie... Trudno się dziwić, że w
        tej sytuacji ludzie polityki, urzędnicy, ludzie władzy - nie
        traktują tego środowiska i jego spraw poważnie. Ja już nie mówię o
        tym, że tak popularnie, w społeczeństwie - na słowo "muzyk artysta" -
        zazwyczaj się mruga znacząco i robi charakterystyczny świderek na
        czole... Muzycy sami sobie szkodzą swoim zachowaniem i
        postępowaniem. To nie dotyczy takich indywidualności jak Maksymiuk -
        o którym krążą niesamowite opowieści, ale mam na myśli zawodowców -
        muzyków orkiestrowych. Wydaje się, że problem zaczyna się już w
        początkowym etapie nauki; szkoły generują i kultywują postawy
        silnego współzawodnictwa, niemalże sportowego, niezwykle silną
        rywalizację na zupełnie niejasnych zasadach. Już dziecko staje przed
        pytaniem; czy ja jestem "dobra" lub "dobry", kto jest "najlepszy"
        itp. Skutek: - najlepszy jest ten, kto najszybciej zagra, jak w
        sprincie - walc "monutowy" Chopina w 50 sekund... Najlepszy jest
        ten, co najgłośniej potrafi mówić o tym że jest najlepszy. Czyli
        tzw. "moc w gębie". Dochodzą łokcie, zapobiegliwe Mamuśki...
        ćwiczenie jest na samym końcu wśród czynników oceny, samooceny.
        Dziecko poddane tak ogromnemu naciskowi uczy się koniecznmości
        stałego dowartościowywania się we własnych oczach, aby się nie
        załamać, nie zniechęcić, i szybko popada w przesadę a później w
        manierę nie do przezwyciężenia. Oczywiście tu dochodzi jeszcze
        kult "solistów", walka o indywidualność w procesie sztampowego
        schematycznego nauczania... Absolutnie nikt nie słyszał nawet o
        wtopieniu się w brzmienie orkiestry, o zasadzie zawodowej
        realizowania każdego polecenia dyrygenta dotyczącego wykonania
        utworu, o dyscyplinie zawodowej i osobistej. Dlatego, nie tylko u
        nas, zawsze jest część smyczkowców, którzy za wszelką cenę chcą się
        wyłamać z brzmienia całości, chcą słyszeć siebie i po to
        grają "troszkę inaczej", po swojemu, albno trochę głośniej, albo
        trochę wcześniej, nie przyjmują żadnych uwag. Oczywiście - dyrygent
        który coś chce, o coś mu chodzi konkretnego, zwraca uwagę - staje
        się wrogiem, tyranem, zabija indywidualność, nie docenia wspaniałego
        talentu. Ja już nie piszę o skrajnych przypadkach np. w Operze, gdy
        muzyk nawet co do "La" był sam dla siebie autorytetem, bo się stroił
        wg. własnego Korga i kazał się dostosowac oboiście.
        To już przypadek nieuleczalny... Orkiestry niemieckie są zupełnie
        inne i dlatego grają inaczej, brzmią inaczej. Ale nie tylko
        niemieckie. Ze zdziwieniem patrzyłem kiedyś na otwartej próbie
        Filharmonii Bałtyckiej, że nie tylko wszyscy przyszli na czas,
        nastroili się bardzo sprawnie, i co do sekundy - wszedł Dyrygent
        (Wojciechowski tym razem), przecierałem oczy, czy to aby nie
        Niemcy... W polskich orkiestrach też jest więc różnie. Poziom, klasa
        orkiestry zależy także od tego a nie od cudownego Dyrektora
        Artystycznego i jego układów managerskich, w co święcie wierzą nasi
        muzycy. Będą tak dalej zmieniać Dyrektorów - oczekując cudu.
        Chcę wyjaśnić, że moim celem nie jest krytyka, po prostu wyjaśniam,
        dlaczego moim zdaniem jest tak jak jest. Dlaczego czasami nie jest
        łatwo ani dyrygować, ani współpracować z orkiestrą, ani też
        traktowac jej poważnie z punktu widzenia "nie artystów" - polityków,
        działaczy kultury. Jest czas aby powiedzieć pewne rzeczy głośno, po
        latach słodzenia i podmiatania pod dywany. Trzeba to zrobić dla
        dobra wszystkich.
        Nie krytykuję. Staram się rozumieć. Ale dlatego właśnie postawę
        Byłej oceniam tak negatywnie; zamiast tonować, hamować ten problem
        ona spychała muzyków coraz dalej od brzegu i pogłębiała problem.
        Miast tłumaczyć - co znaczy zespół, podporządkowanie się minimum
        dyscypliny - piastowała solistom-indywidualistom. Miast wymagać
        zbliżenia się - na ile można - do normalności - chołubiła samowolę,
        egocentryzm, schlebianie zachciankom - pogłębiając wypaczenia.
        Próbowałem już o tym pisać powyżej. Z przykładów podobnych - można
        podać eksperyment szwedzki z "bezstresowym wychowywaniem dzieci" - z
        którego Szwecja bardzo szybko i w popłoch się wycofała, bo okazało
        się, że produkuje on ludzi wypaczonych, Wreszcie muzycy także są
        rodzicami i mają własne obserwacje. Zmienić coś - znaczy zrozumieć
        dlaczego jest tak jak jest. Inaczej się nie da...Dlatego też cały
        układ zarządzania Instytucją trzeba zmienić a Dyrektorowi
        Filharmonii (jestem przekonany, że na pewien okres - 1 do 2 lat
        powinien być jeden) postawić zupełnie inne niż dotychczas zadania.
        Inaczej nikt nie potraktuje nas poważnie.
        • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 25.01.09, 13:07
          Jestem przekonany, że całe to obłudne uzasadnienie sytuacji, podane
          w artykule źródłowym przez Przewodniczącego Solidarności - jest
          fikcyjne, jest wersją dla ignorantów z Zarządu Miasta. O frazesach i
          omamach sportowo-elektrycznych Naczelnego - nie warto wspominać.
          Przypomnijmy, że trudno sobie wyobrazić tak praktycznie Dyrygenta-
          dyrektora bardziej "byznesowego", z większymi planami i układami niż
          były Artystyczny przed Rychertem. Robił dużo dla siebie ale i dal
          pożyć: było dużo wyjazdów, przepiękne plany turnee po
          Stanach...wyjazd do Hiszpanii, coś skapywało z pańskiego stołu...Nie
          sposób było zaprzeczyć, że to się podobało orkiestrze. Pamiętamy
          jednak, że wówczas - orkiestra powrociła do dawnych pretensji do
          ówczesnej Naczelnej, przypomniała sobie nieszczęsne organy,
          zauważyła archaiczny sposób zarządzania instytucją...Skoro nie
          opłacało się napadać na Artystycznego - napadła na Naczelną. I w
          sensie merytorycznym - było to uzasadnione, ale zastanawia mnie ten
          scenariusz. Teraz z kolei Naczelny demonstracyjnie okazuje uległość,
          zachowuje się jak pachołek związkowy, narzuca się z "przechodzeniem
          na ty" wszystkim, o których myśli że mają tu coś do powiedzenia a
          więc spełnia wymogi "dobrego (nieszkodliwego) dyrektora" wg.
          zacofanej grupy "trzymającej władzę" - to nastąpił atak na
          Artystycznego, który czegoś oczekiwał, wymagał, nie
          wszystkim "czapkował", doprowadził do koniecznej już zmiany
          Koncertmistrza. Taka prawidłowość daje do myślenia. Czy to aby nie
          jest tak, że zmiany Dyrektorów na żadanie grupy muzyków, zawsze tej
          samej grupy - są jedynie po to, aby zadowolić ich próżność, aby
          mogli wszystkim ale w szczegolnosci SOBIE udowodnić, że to ONI tu
          rządzą, że są najlepsi, że gdy zechcą to sobie zmienią tego czy
          innego dyrektora i nikt im nie przeszkodzi. Od czasu do czasu muszą
          zrobić aferę i zaządać zmiany dyrektora, a podawane przyczyny są
          jedynie pozoracją, maskowaniem przyczyny prawdziwej - którą jest
          frustracja, wypaczona i wybujała potrzeba demonstrowania własnej
          pozycji i ważności. Odreagowanie raz na 2-3 lata pozycji pracownika
          podporządkowanego poleceniom Dyrektora, aby uczynić zadość własnej
          próżności i pokazać "kto tu rządzi". Gdyby tak było - byłoby to
          potworne. Dochodzimy tu do problemu kompletnego nie spełniania swej
          roli przez tego, kto "zorganizował tę działalność kulturalną i ją
          prowadzi" - używając terminologii Ustawy - czyli Zarządu Miasta.
          • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 25.01.09, 15:45
            Uderzająca jest nie tylko bierność tej mniejszej grupy muzyków, jaką
            tu reprezentował w swoich wypowiedziach Googler, czyli młodych,
            wykształconych i poważnie traktujących swój zawód muzyków, którzy
            chcą coś osiągnąć, ulepszyć i znają prowadzącą do tego celu drogę.
            To można zrozumieć, choć nie należy akceptowac; wiadomo że niestety
            kulturalni ludzie właśnie przez swą kulturę są nastawieni ugodowo,
            wycofują się, pobłażają chamstwu dla świętego spokoju, odruchowo się
            dostosowują zamiast narzucać swoj styl zachowania. Przeciwstawiałem
            się temu, namawiając aby to te światłe osoby poczuły się w
            Filharmonii "u siebie", aby stwarzały zawsze taką atmosferę i
            sytuację, że to zacofańcy będą się czuli "nieswojo" i bedą się
            musieli dostosować do wymogów kultury i dyscypliny - a nie jak
            dotychczas - odwrotnie.
            Uderzająca tak na prawdę jest bierność Władz Miejskich. Nie wiem -
            czemu ją przypisać. Wzmiankowanemu wcześniej niepoważnemu
            traktowaniu całego środowiska, z którym "i tak nie sposób dojść do
            ładu" ? Niewiedzy ? Bardzo szanuję Pana Szafrańskiego za gest
            odejścia z WK jako gest protestu przeciw niewłaściwej współpracy z
            Władzami, ale prawdą jest także, że przez wiele lat mówiło się o
            nim:"...Pan Szafrański doskonale nadaje się na Dyrektora Wydziału
            Kultury - bo się zupełnie na tym nie zna...". W znaczeniu - nie zna
            się, więc nie przeszkadza nam robić - co nam się żywnie podoba,
            zawsze można mu "wcisnąć jakiś bajer", itp. Była to zapewne opinia
            niesłuszna, ale mówi ona wiele o nastawieniu Dyrektorów Instytucji
            do Władz Miasta. A może to po prostu "zwykła" urzędnicza postawa
            rutyny, zastoju, schematu, czy źle pojętej urzędniczej solidarności -
            powodowała i nadal powoduje, że CAŁKOWICIE BRAK NADZORU nad
            funkcjonowaniem Filharmonii. A jeśli już podejmie się jakieś
            działania i nie są to działania pozorne - to brak z kolei
            jakichkolwiek refleksji, wniosków, konsekwencji.

            To obciąża winą Kierownika Urzędu Miejskiego - Pana Prezydenta
            Piotra Krzystka.
            • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 25.01.09, 15:56
              Dostępny jest wynik kontroli dokonanej przez WKiAW UM w 2005 roku
              (patrz: bip.um.szczecin.pl/UMSzczecinBIP/chapter_11221.asp?
              soid=1A45D12E722D4C1CBE6389CA5E004ADC), kontroli ograniczonej
              zarówno sposobem przeprowadzenia jak i specyfiką instancji
              kontrolującej. Wykazała ona szereg nieprawidłowości, wnioski trafiły
              do ówczesnego Dyrektora Wydz. Kultury UM - Andrzeja Oryla...(sic)
              Niezmiernie charakterystyczne jest właśnie to, że wynikiem kontroli
              jest ...no nie wiadomo właściwie co: zalecenia, pogrożenie
              paluszkiem: ej, wy tam poprawcie się...zupełnie tego nie rozumiem.
              Wydział Kontroli "zalecał" do p. Dyrektor tzn zalecał jej:
              stosowanie się do przepisów obowiązującego prawa...to po prostu
              nawet nie jest śmieszne. To żałosne. Kontrola Wydz. Audytu
              rozpoczęła się od - zakupu czajnika; brakowało czajnika dla panów
              Kontrolerów, to goniec szybko pobiegł do sklepu i zakupił. Wiadomo
              przecież, że urzędnik bez czajnika nie istnieje, umiera, a w każdym
              razie bardzo trudno mu urzędolić. Ujawniono szereg nieprawidłowości
              no i właściwie... nie wiadomo co z tym...czy były jakieś wnioski...
              do kogo te wnioski przekazano...czy była jakaś rekontrola -
              sprawdzająca czy "zalecenia" zostały wykonane...
              W 2007 roku Regionalna Izba Obrachunkowa wylosowała Filharmonię jako
              podmiot do przeprowadzenia kontroli kompleksowej dotyczącej
              gospodarowanie finansami publicznymi. Skrócona wersja "Wystąpienia
              pokontrolnego" - przedstawiająca na 8 stronach fragmentarycznie
              wyniki kontroli które zostały opisane w prawie 100-stronnicowym
              Protokole znajduje się na: www.szczecin.rio.gov.pl/?a=350
              (plik w formacie PDF - Acrobat Reader'a). Ujęto tam już dużo
              bardziej poważne zastrzeżenia co do zarządzania Filharmonią, kopia
              Wystąpienia przekazana została do wiadomości Pana Prezydenta. I co?
              Jakie Organ Założycielski i zarządzający wyciągnął z tego wnioski?
              Czy Pan Prezydent w ogóle zapoznał się z tym? Wygłąda na to, że to
              Pan Oryl sam się kontroluje, sam wydaje sobie zalecenia i sam
              sprawdza, czy zostały one przez niego wykonane...
              W 2006 roku Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła w Filharmonii
              kontrolę, działania wyjaśniające w sprawie pozwu - jaki skierowała
              do Sądu Rejonowego była pracownica, siostrzenica Głównej Księgowej
              Filharmonii - zarzucając Instytucji stosowanie mobbingu i domagając
              się odszkodowania w wys. 30.000 PLN. Kontrola wykazała m. inn
              całkowicie niezgodną z prawem ewidencję czasu pracy i inne
              uchybienia. O bezpośrednie stosowanie mobbingu oskarżona została
              osoba absolutnie niewinna, na dodatek niezwykle wyrozumiała, skłonna
              do bezinteresownej pomocy ale i starająca się wykonać swoje zadanie
              kierownicze, zwalczyć post-PRL-owską postawę niektórych dawnych
              podwładnych i odnosząca na tym polu ogromne sukcesy. Sprawa w sądzie
              Sygn. Akt P 919/06 ciągnęła się latami. nie wiadomo czy już no i jak
              się zakończyła. Główna Księgowa zaangażowała się w sprawę przeciwko
              Filharmonii, wspierając siostrzenicę w jej roszczeniach. Co na to
              Pan Prezydent?
              W 2007 roku Państwowa Inspekcja Pracy ponowiła kontrolę - tym razem
              kompleksową - w Filharmonii. Stwierdzono prawidłowe wykonanie
              poprzednich zaleceń ale ... jednocześnie wykazano skandaliczne
              łamanie prawa pracy w aspekcie czasu pracy, ewidencji czasu pracy
              ponadnormatywnej oraz technicznego zabezpieczenia pracy - w
              odniesieniu do obsługi technicznej. Dokumentacja tej kontroli nie
              jest dostępna publicznie, ale może się stać dostępna - jeśli się nic
              nie zmieni. Co na to Zarząd Miasta! Dlaczego traktuje to z taką
              obojetnoscią. Dlaczego nie reaguje właściwie na ujawnione bezprawie
              i wypaczenia. Czy nowy Dyrektor KEiDK UM wraz z byłym Dyrektorem
              WKiDK UM a obecnie Filharmonii - mogą w ogóle rozwiązac zaistniałe
              problemy skutecznie, a nie - jak dotychczas - na niby? Pan Prezydent
              Miasta sam jest prawnikiem, potrafi ocenić faktyczny stan spraw, nie
              bazując na tym, co by mu - bojąc się o własne tyłki - podpowiadały
              osoby funkcyjne z Filharmonii. Sam będąc prawnikiem - potrafi
              przecież ocenić pracę innego prawnika, radcy prawnego Filharmonii od
              bardzo wielu lat mającego za zadanie dbać o praworządność działań i
              dokumentów normujących funkcjonowanie Instytucji, o ich
              uaktualnianie wraz z postępującymi zmianami stanu prawnego i przy
              uwzględnieniu wyników kolejnych kontroli. Wyniki kontroli jak gdyby
              wskazują, że rola prawnika w Instytucji nie jest wykonywana
              własciwie,że czas na zmiany.

              A może jest po prostu tak - jak w starym ludowym i mądrym
              przysłowiu: jaki Pan - taki kram!
              • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 26.01.09, 00:05
                Mamy potwierdzenie, że Komisja Edukacji i Kultury zadecydowała o
                przekazaniu Filharmonii dodatkowej kwoty - która przeznaczona
                zostanie prawdopodobnie na podwyżki.
                Cytuję za protokołem posiedzenia Komisji:
                "...T. Jarmoliński – Zastępca Prezydenta Miasta - poinformował o
                zmianie budżetu Szczecińskiej Agencji Artystycznej i wycofaniu
                uchwały w sprawie zmiany jej statutu. Budżet Agencji zaproponowano
                na poziomie roku 2008 roku, po odjęciu środków na Dni Morza. Z tych
                środków przeznaczono: 300 tys. zł dla Pleciugi, 400 tys. zł dla
                Filharmonii, 1 mln na tytuł ESK2016, 500 tys. zł dla organizacji
                pozarządowych. Pozostała kwota wróciła do budżetu Wydziału
                Kultury..."
                Pełny tekst Protokołu -
                bip.um.szczecin.pl/UMSzczecinBIP/chapter_50317.asp?soid=8444465CE0D948899CCA266F915787FB
                Taka kwota pozwoli na częściową podwyżkę płac w roku bieżacym o
                przypuszczam - średnio 200 - 250 PLN. Dalej jednak nie mamy
                odpowiedzi: czy to jest początek realizacji planu kompleksowego
                podniesienia płac w Filharmonii - docelowo o średnio 1000 PLN -
                czego domagały się Związki, czy też jest to jednorazowa jałmużna.
                Czy w przyszłym roku także będzie zagwarantowana odpowiednia kwota
                na dalsze podwyżki - czy na tym sprawa zastopuje znów na wiele lat.
                Na czym ma się opierać podział tej kwoty na poszczególne osoby -
                jeśli w Filharmonii tak naprawdę nie ma zrozumiałego i
                jednoznacznego systemu oceny i awansu płacowego oraz zawodowego
                muzyków. Czy podwyżka zostanie wykorzystana do "obłaskawiania sobie"
                największych krzykaczy, aby ktoś mógł zachować swoje stanowisko i
                mieć w tym interesownych sojuszników, czy też będzie powiązana z
                oceną poziomu i przydatności zawodowej poszczególnych pracowników.
                • natychmiastowy Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 27.01.09, 05:55
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=70&w=90419884&a=90419884
                  • Gość: paweL Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 17.02.09, 22:54
                    matko czytam i nie wierze. zeby tyle pisac na ten temat. nie ma Pan
                    innych zajec w domu? co jest?Ludzie czym Wy zyjecie. Pan potrzebuje
                    lekarza. tyle pisac i pisac o jednym - to jest choroba.Panie idz pan
                    do lekarza.CITO
                    • Gość: karolek Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: 212.14.62.* 25.02.09, 10:08
                      "Mocium Panie" cymbał pisze...
                      To jest miejsce właściwe dla osób zainteresowanych stanem i
                      przyszłością Filharmonii. To nie choroba, tylko pasja...
                      Taka bylejakość i obojętność raczej wymaga wizyty u psychologa...
      • pauparau Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 21.03.09, 19:48
        Panie paweL.
        Jednego jestem pewien: albo jesteś pan dyrygentem, że tak bronisz "zasad" dobrych obyczajów i Rycherta, albo nie pracujesz w MOJEJ filharmonii jako muzyk.
        Pokory, o której piszesz jest ci u nas dostatek, tylko cynizmu i hipokryzji już MÓJ zespół nie wytrzymał. Chwała ogromna dla MOICH kolegów z pracy, że poznali się na człowieku. Szkoda, że zabrało to 6 lat, choć lepiej późno...
        Co do dyr. Oryla - gratuluję męskiej decyzji.
        Amen!
        • Gość: trututu Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.gprs.plus.pl 25.03.09, 01:28
          No nie mogł się doczekać, biedak i sam sobie pogratulował: skoro
          nikt inny nie chciał... Ale to demagogia, bajer...!
          Tej części muzyków z orkiestry, tzw "grupie trzymającej władzę -
          każdy dyrygent będzie prędzej czy później przeszkadzał. Ale raczej
          prędzej. A jeśli nie dyrygent - to się dobiorą do Naczelnego. To
          ludzie chorzy z niedowartościowania, muszący odreagowywać
          konieczność podporządkowania się. Ci ludzie nie mają za grosz
          pokory, uważają się za doskonałych, genialnych, nikt - dosłownie
          nikt dla nich nie jest autorytetem. I najważniejsze: to nie
          dotyczy "zespolu" ani "orkiestry" - bo jak na razie nic takiego nie
          istnieje. To niewielka ale agresywna i cwana banda kilkunastu osób.
          Kilkunastu - ze 100 zatrudnionych. I wcale nie tylko muzycy!. Ale
          nie musi Pan się aż tak strasznie ich bać; jak zechcą to i tak Pana
          wywalą - chyba że się coś zmieni w zarządzie miasta i sami wreszcie
          trafią tam gdzie ich miejsce. "PaweL" miał calkowitą rację.
          A ten dowcip - o "męskiej decyzji dyr. Oryla" - to dość kiepski
          jest...
          • pauparau Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta 04.06.09, 14:28
            Chciałem skomentować, ale mi się nie chce, bo nie ma czego.
            Członek bandy trzymającej władzę.
    • marek.lipski Z. Rychert z najlepszych swiatowych dyrygentow. 11.07.10, 17:58
      Przez przypadek przeczytalem ten artykul.Nie zgadzam sie z opinie
      rady orkiestry ale to juz jest przeszlosc.Nawet dyrygent z nowego
      pokolenia,nie jest w stanie zastapic Pana Zygmunta Rycherta,ktory
      mial propozycje swiatowych orkiestr.Chyba ze jest tak wyjatkowy jak
      Karajan.Niestety takich dyrygentow brakuje.
      Zygmunt Rychert
      P. Czajkowski - "Manfred" Sypmhony Op. 58, 4th Movement
      www.youtube.com/watch?v=9S-erBBA06k
      • Gość: szaramyszka Re: Z. Rychert z najlepszych swiatowych dyrygento IP: *.chello.pl 11.07.10, 21:45
        wysłuchałam i oglądałam to nagranie ze smutkiem- to już nie jest szalony artysta
        jakiego znam od 30tu lat, widać te 64 latka i wybity, niesprawny lewy bark.
        Faktycznie młode pokolenie dyrygentów nie jest w stanie zastąpić tej klasy
        artysty. Każdy kiedyś musi z zawodu odejść, chociaż to trudne.
      • cool_turalny Re: Z. Rychert z najlepszych swiatowych dyrygento 20.10.10, 19:21
        Też posłuchałem i nie wiem czym mam się tu zachwycać. Nierównościami w kwintecie? Słabym technicznie, fałszywym i nierównym fragmencie smyczkowym pod koniec? Źle wyważonym tempem jak u niedojrzałego dyrygenta we fragmencie drzewa blisko początku (za wolne na taneczną płynność a za nerwowe na liryczny spokój)? Czy może belferskim "skandowaniem" prawej ręki zakłócającym linię melodyczną i brakiem oddechu w dyrygowaniu?

        Orkiestra gra (a przede wszystkim brzmi) rzeczywiście o wiele lepiej od Szczecińskiej Filharmonii, ale o przyczyny tego należy spytać panów związkowców z naszej miejskiej kapeli.
        • Gość: wiesiek Re: Z. Rychert z najlepszych swiatowych dyrygento IP: *.dynamic.chello.pl 16.02.11, 19:39
          Przecież Zygmunt Rychert to wariat !!! Chory psychicznie człowiek !
    • Gość: Bagiński [...] IP: 153.19.0.* 20.10.10, 16:32
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: googler Re: Filharmonicy nie chcą Zygmunta Rycherta IP: *.szczecin.mm.pl 21.10.10, 13:36
        mysle ze filharmonia jest doskonalym miejscem dla takich osob jak Rychert. lepsza niz dom odosobnienia, wariaci sa na kazde skinienie (kto inny pracowalby za takie pieniadze. vide: NETTO pracownik kas 1600 brutto plus premia)
        a i pani Ula zawsze wyskoczy po drozdzowke kiedy trzeba
        • Gość: Menel Re: Filharmonicy chcą Konsultanta IP: *.chello.pl 21.10.10, 22:58
          T.W. "Konsultant" zrobi z wami wszystkimi porządek w tej polskiej Filharmonii na ziemiach uzyskanych.

          • Gość: googler Re: Filharmonicy chcą Konsultanta IP: *.szczecin.mm.pl 22.10.10, 07:43
            nie zrobi.
            nie ma opcji.
            bedzie w d... wlazil zwiazkom i innym byle posadke utrzymac:)

            SPOKO
            • Gość: szaramyszka Re: Filharmonicy chcą Konsultanta IP: *.chello.pl 22.10.10, 19:05
              tak jak wszyscy poprezednicy
              • Gość: szaramyszka Re: Filharmonicy chcą Konsultanta IP: *.chello.pl 22.10.10, 19:07
                sorry - "poprzednicy" by było, gdyby mi nie przeskoczyło , o jedną literkę:-D
                • Gość: Szopa Re: Filharmonicy chcą T.W. "Konsultanta" IP: *.chello.pl 22.10.10, 23:18
                  Nie bez powodu mówi się w Polsce, że szczecińską kulturę trzymają w garści ubole.

                  • Gość: googler Re: Filharmonicy chcą T.W. "Konsultanta" IP: *.szczecin.mm.pl 23.10.10, 07:04
                    to nie jest wazne czy ubol czy nie, akurat kultura nie wymaga czystej karty agenturalnej.
                    To kwestia podzialu ludzie-stołki...
                    A gOryl wielkim szefem jest, bo "on tez jest artysta" jak nam zawsze powiada:) mimo, ze g... umie, tak w byciu dyrektorem jak i...
                    • Gość: szaramyszka Re: Filharmonicy chcą T.W. "Konsultanta" IP: *.chello.pl 25.10.10, 12:09
                      hmmm, przesadzasz i chyba nie masz prawa oceniać co On umie a czego po prostu nie może zrobić. Zresztą to pewnie się niedługo okaże co umie i co może jak będzie walka z nowym prezydentem miasta - umowy czy kontrakty.
                      • skoluba2000 Re: Filharmonicy chcą T.W. "Konsultanta" 25.10.10, 12:57
                        Boże Miłosierny oświeć naszych polityków, coby jednak kontrakty były. Może wreszcie zamiast znudzonych pracą grających "urzędników" na dożywotnich kontraktach będziemy mieli artystów...
                        • Gość: szaramyszka Re: Filharmonicy chcą T.W. "Konsultanta" IP: *.chello.pl 25.10.10, 17:21
                          proponuję mocniejsze okulary, bo chyba niedowidzisz skoro tak piszesz ...
                          • skoluba2000 Re: Filharmonicy chcą T.W. "Konsultanta" 25.10.10, 17:46
                            Jeśli już to w przeciwieństwie do Szanownej Pani cierpię na dalekowzroczność a nie na krótkowzroczność. Kiedyś znajomy opowiedział mi komentarz jednego z zachodnich menedżerów po wyjątkowo słabym koncercie NOSPR za granicą "czy dobrze się domyślam, że ci muzycy zatrudnienie są na dożywotnich kontraktach?". Daje do myślenia co? Dlatego nasi byli kumple z demoludów (NRD, Czechosłowacja, Węgry, ZSRR) dorobili się orkiestr w światowej czołówce, a nasze nawet najlepsze zespoły pozostają w tyle za orkiestrami z takich krajów jak Chiny i Brazylia.

                            A naszym grajkom marzy się, żeby mieć spokojne i bezpieczne dożywotnie posadki niezależnie od tego jak grają. I potem mamy taką shizofrenię - modlą się, żeby ktoś podwyższył poziom biorąc ich "za mordę" (bo jak inaczej jedną i drugą paniusię podziwiającą tylko na próbach swoje pazurki zachęcić do roboty - pieniędzy i tak zawsze jej będzie za mało), a potem się obrażają jak ktoś ich do tej roboty goni.

                            Mycho - z sensem, z sensem proszę. I nie o okulistyce a o muzyce, czyli na temat.
                            • Gość: szaramyszka Re: Filharmonicy chcą T.W. "Konsultanta" IP: *.chello.pl 28.10.10, 14:59
                              tylko jeszcze jedno zdanie " o okulistyce" - wszystko jedno czy jesteś krótko czy dalekowzroczny bo i tak zle widzisz, nie ostro, nie dokładnie, nie widzisz meritum. Ja mówię za siebie - nie zajmuję się w pracy paznokciami, nie przesiaduję w bufecie, ćwiczę wieczorami w domu żeby być przygotowana, nie boję się ciężkiej pracy i nie chcę wcale żadnej dożywotniej posady ! Skąd Ty to wziąłeś, dlaczego dożywotnia? Wręcz przeciwnie , uważam że nie da się grać dłuzej i przez 60 lat lekarze też tak uważali, bo to jest sprawa starzenia się organizmu, niszczenia go hałasem, sztucznym światłem, ciągłym stressem i wymuszoną wykręconą pozycją ciała. Ciągle chodzi mi o to że właśnie organizator mojej pracy robi to bez sensu- po co brać za mordę, co to za okreslenie i czy myślisz że artystę można wziąć za mordę? Właściwie to czym się różni artysta ? szaliczkiem ? Wiem ze rozumiesz o czym ja mówię, tylko teraz tak modnie jest się nie zgadzać :-) Wczoraj znalazłam wiersz mojego brata Michała napisany 20 lat temu i wprawdzie dotyczy on poetów ale myslę że jest aktualny na dzisiejsze czasy i dla wszystkich dziedzin sztuki - malarzy, muzyków, pisarzy ..
                              poezja
                              Fundacje i dotacje
                              Kredyty, wydawnictwa
                              Jedynesłuszne racja
                              Cysterny pełne piwska
                              Przydziały i nakłady
                              I Domy Twórczej Pracy
                              Wyścigi do posady
                              Co drugi dzień na kacu
                              Kaskady słów, działacze
                              Pieniędzy rzeka wartka
                              I...człowiek który płacze
                              I...pusta przed nim kartka
                              • Gość: googler Re: Filharmonicy chcą T.W. "Konsultanta" IP: *.szczecin.mm.pl 28.10.10, 22:40
                                artystą się bywa...
                                niejeden z wielkich to powtarzał.
                                My, muzycy, jestesmy od tego zeby sluzyc ludziom muzyką.
                                Nic wiecej. Tego sie od nas wymaga. Niestty w szkolach ucza nas byc solistami i wielkimi gwiazdami, co uwazam jest zle. Bo przewala nam sie w glowach od wizji wlasnych wielkosci, choc w gruncie rzeczy jestesmy malym trybem w wielkiej machinie rozrywki, czy klasycznej czy mniej klasycznej. Wszedzie na swiecie poza krajami bylych demoludow (domena tych panstw jest robienie z kazdego muzyka wielkiego artysty chocby ledwo pierdzial) muzyk orkiestrowy wykonuje swoje OBOWIAZKI i nic poza tym. bez stresu pieprzenia o sztuce i naprezeniach w pracy. A u nas w FS - sami artysci... ludzie, puknijcie sie w leb. Mysza, ty nie musisz, znasz swoje miejce w szeregu, ale mysle ze 90 procent ma sie za wielkich niosacych misje artystow... sorry. My jestesmy muzykanci:)
                              • Gość: witek Re: Filharmonicy chcą T.W. "Konsultanta" IP: *.dynamic.chello.pl 16.02.11, 19:38
                                Przecież Zygmunt Rychert to wariat !!! Chory psychicznie człowiek !
                    • Gość: ( Re: Filharmonicy chcą T.W. "Konsultanta" IP: *.chello.pl 25.10.10, 21:05
                      T.W. "Konsultant" zawsze był dobrym aktorem i nawet SB potwierdziła to swego czasu w swoich dokumentach.

                      • Gość: szaramyszka Re: Filharmonicy chcą T.W. "Konsultanta" IP: *.chello.pl 25.10.10, 22:38
                        możliwe, no, to liczę na to, że przekonująco zagra rolę obrońcy, sam ma przecież jeszcze 5 lat do emerytury i kredyt ..:-)
                        • cool_turalny Re: Filharmonicy chcą T.W. "Konsultanta" 26.10.10, 01:44
                          A ja mam nadzieję, że tego dożywotniego obcyndalania się za publiczne pieniądze nie obroni.
                          • Gość: szaramyszka zlikwidować prawa pracownicze wszystkim pracującym IP: *.chello.pl 26.10.10, 09:16
                            a dlaczego tylko artyści ? wszystkim ludziom dać roczne kontrakty w każdej pracy, a co! sama znam sporo głupich nauczycieli, wrednych lekarzy, niegrzecznych urzędników, więc każdy niech się boi, nie ma prawa do kredytu, nie ma płaconych wakacji, generalnie niech znikną prawa pracownicze dla wszystkich. Tak by było sprawiedliwie chyba? Najbardziej tragikomiczne jest to , że z taką agresją i nienawiścią wypowiadają się o artystach ci którym nie wyszło w tej pracy ,albo wcale nie chciało się ćwiczyć popołudniami i nie mają zielonego pojęcia o graniu w zespole.
                            • Gość: googler Re: zlikwidować prawa pracownicze wszystkim pracu IP: *.szczecin.mm.pl 26.10.10, 23:28
                              mi wyszlo. a jestem za kontraktami. oj myszko myszko... i popoludniami to raczej niewielu cwiczy:)
                              • Gość: szaramyszka Re: zlikwidować prawa pracownicze wszystkim pracu IP: *.chello.pl 27.10.10, 17:23
                                no to Tobie wyszło, ale coolturalnemu i skolubie nie wyszło, a nawet pauparał ma problemy o ile wiem. Domyślam się że jesteś na tyle młody żeby się ew przekwalifikować, zdobyć inny dodatkowy zawód, własny biznes poprowadzić itd. Bo jakoś marnie widzę sześćdziesięciolatków przyjmowanych na kontrakt. A ja ćwiczę właśnie wieczorami bo wolę w domu :-)
                                • Gość: roman Re: zlikwidować prawa pracownicze wszystkim pracu IP: *.dynamic.chello.pl 16.02.11, 19:38
                                  Przecież Zygmunt Rychert to wariat !!! Chory psychicznie człowiek !
                                  • Gość: googler Re: zlikwidować prawa pracownicze wszystkim pracu IP: *.szczecin.mm.pl 18.02.11, 10:30
                                    medycznie nie stwierdzone, ale z autopsji wiadomo:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka