felix_edmundowicz
24.04.09, 21:11
mniejsza z tym o kogo chodzi,ale podoba mi się ten styl,styl prawdy o
pseudosocjaldemokratycznej nuworyszowskiej arystokracji...
jakby spod pióra(klawiatury) felixa_edmundowicza...
Prawdziwi lewicowcy, spójrzcie na swoich spasionych i wypasionych idoli bez
swoich ideologicznych okularów! ujrzyjcie ich takich,jakimi są naprawdę!
www.dziennik.pl/opinie/article367576/Hanna_Lis_ksiezniczka_bez_blekitnej_krwi.html
We władzach, zwykłych i telewizyjnych, znaleźli się nagle jacyś ludzie z
czworaków, z wielkimi brzuchami, źle ubrani; tak, teraz w skórzanych fotelach
siedzą rozwydrzeni synowie fornali, a nie dobrze wychowane dzieci PRL-owskich
hrabiów. Ja przepraszam, ale kto to jest Farfał? To jakiś pryszczaty
siedemnastolatek, który w gronie innych siedemnastolatków wykrzykuje
faszystowskie hasła. I tak dalej. Hanna Lis musiała więc pokazywać swoją
wyższość. Ostentacyjnie gardzić swoimi szefami - na przykład od czasu do czasu
nie czytając wiadomości, przygotowanych dla niej jako dla prezenterki. Bo w
jej buncie przecież nie o niezależność dziennikarską chodziło - o aktach
politycznej odwagi Hanny Smoktunowicz z czasów panowania prezesa
Kwiatkowskiego jakoś głucho w historii prasy. A więc o przekonania polityczne?
I w to specjalnie nie wierzę; o poglądy polityczne tak naprawdę w ogóle rzadko
chodzi. Zapewne chodzi o coś znacznie ważniejszego - o towarzystwo. Hanna Lis
w złym towarzystwie chłopaków z TVP mogła przebywać tylko za cenę małych, lecz
symbolicznych aktów sprzeciwu. Siedzieć w TVP, ale mrugać okiem, że sercem, a
raczej krwią jest po drugiej stronie - w dobrym towarzystwie, którym obecnie
jest PO. Krótko mówiąc, pracując w czworakach, musiała czasem założyć perły,
żeby pokazać, kto tu jest panią. W czasie rewolucji perły na szyjach
księżniczek to jednak niebezpieczna ozdoba.
Ale sprawa jest jeszcze smutniejsza - świat zszedł na psy do tego stopnia, że
nawet dobre towarzystwo przestało znaczyć tyle, co kiedyś znaczyło. Ta okropna
hołota, która dotąd podziwała nasze wdzięki i nasz piękny angielski, te
straszne baby, które z pism kobiecych dowiadywały się z uniżonym uśmiechem,
gdzie kupiłyśmy nasz żakiet, w Paryżu czy w Rzymie - patrzą na nas złośliwie i
niechętnie. Jak to? Wstrętny ciemnogród, który nie spędził dzieciństwa na
placówkach i nawet jeden skromny raz nie kąpał się w basenie Oriany Fallaci we
Włoszech, ba, na wyjazd do Włoch nie dostawał nawet paszportu - miał siedzieć
cicho i nas kochać. A nie siedzi i nie kocha.