Gość: Aśka
IP: 158.75.18.*
13.06.01, 15:50
Dość dziwaczny zbieg okoliczności spowodował, iż znalazłam się nagle na Starym
Mieście o wielce dla mnie nietypowej godzinie - 7:30, głodna i niedospana,
mając godzinę czasu... Na szczęście słońce już grzeje i zapowiada się pierwszy
od długiego czasu gorący dzień. Ludzie spieszą się, pędzą w obie strony
wysychającą po nocnym deszczu Szeroką, a ja stanowię dziwnie statyczny punkt w
tym wszystkim. Siedzę sobie na łąwce i chłonę całym ciałem zbawcze promienie
słońca. Kamienice w tym świetle jakby straciły swą zwykłą szarość, wydają się z
niecierpliwością wyczekiwać godziny dziewiątej, tego "prawdziwego" początku
dnia, kiedy ulice zaroją się od śpiochów.... Tylko odgłosy renowowanej
kamieniczki zagłuszają stukot butów na kamiennych płytach i brukach Starówki.
Obcasy... energiczna, mocno umalowana dziewczyna biegnie na ósmą do pracy, do
sklepu... Szuranie tenisówek... grupka dzieci w dresach i dżinsach wlecze się,
choć już dawno po dzwonku.... Cicho przez papier przesuwa się cień... młody
chłopak w garniturze, z teczką, ma niezłe buty, wogole go nie słychać...
Śmiech... grupa nastolatków wywrzaskuje na całą okolicę swoje plany wagarowe...
Tuptanie, podwójne... to staruszka wyprowadzająca swego równie wiekowego
jamnika... Rower... student, galowo ubrany, skręcił w stronę Maiusa, chyba ma
egzamin... Głupia melodyjka... komórka dziewczyny o długich nogach, obok niej
idzie matka, wyglądająca na jej młodszą siostrę... Powolny, rozważny krok...
pan w wytartych spodniach i tandetnej marynarce idzie pobrzękując paroma
drobnymi w kieszeni, zmierzając w kierunku sklepu... Ósma...czas iść...