Dodaj do ulubionych

Małe dzieci w samolotach

12.07.09, 17:18
Wiem, wiem, wątek wałkowany na róznych forach, powracający w czasie wakacji.
Własnie kilka dni temu wrócilam z urlopu. Lot długi , zmiana strefy czasowej.
Samolot duzy, a na pokładzie może 1/5 pasażerów poniżej 4-5 roku zycia.
Awantury już przy stoisku odpraw, bo każdy z pasażerem w takim wieku musi być
odprawiony POZA KOLEJNOŚCIĄ I TO NATYCHMIAST.Osoby podrózujące bez dzieci (
nawet w podeszłym wieku) są zepchnięte na koniec kolejki.
Na pokładzie jeden wielki ryk. Nie tylko przy starcie i lądowaniu, ale w
czasie lotu. Biada pasażerom siedzącym z przodu, bo po półgodzinnym locie
maluchy zaczynają bardzo skutecznie walić w fotele.
Trudno wymagac, aby rodzice nie przewijali dzieci w czasie 8-9 godzinnego
lotu, ale nie muszą robić tego na oczach współpasażerów. W ubikacji SĄ PRZEWIJAKI.
U kilku małych pasażerów wystąpoła choroba lokomocyjna. Matki nie umiały sobie
poradzić z tą przypadłością i wszystko wokół było brudne i smierdzące.
W porcie docelowym trzeba poczekac chwile na walizki. Po 9 godzinach w
powietrzu dzieci dostają szału: biegają, potrącają, wchodzą pod wózki z bagażem.
Czy jest sens jeździć z tak małymi dziećmi? Podzielilam sie swoimi
spostrzeżeniami z miła i spokojna stewardesą, prywatnie mamż przedszkolaka.
Zgodziła się ze mną. Targanie dzieci na drugi koniec świata po to tylko, zeby
pochwalić sie przed znajomymi jakimi to Kasia czy Jas są wielkimi podróznikami
to idiotyzm. Snobizm w złym tego słowa znaczeniu.
Życie nie kończy się, najczęściej i dzięki Bogu, w dzieciństwie. Dziecko zdąży
jeszcze to i owo zobaczyć, świadomie i rozumnie, bez mordowania siebie i
otoczenia.
P.S. O tym jak reagowali rodzice gdy ktos osmielił sie zwrócić im uwagę nie
piszę, bo mogłoby to byc zbyt szokujące nawet dla klawiatury komputera.
Obserwuj wątek
    • grodek75 Re: Małe dzieci w samolotach 12.07.09, 20:58
      No to teraz z przeciwnego bieguna ;)
      Napiszę jak to wygąda od strony latającego z dziećmi.
      Co do odprawy bez kolejki - zależy czy jest to charter czy lot
      rejsowy. Jeżeli rejsowy to na ogół odprawiam się on - line lub mam
      wcześniej zarezerowwane miejsca i na czasie mi nie zależy. Wręcz
      staram się przyjeżdżać na lotnisko jak najpóźniej aby skrócić całą
      podróż. Jeżeli chodzi natomiast o charter sytuacja wygląda nieco
      inaczej. Niestety miejsca są przydzielane w check in i tylko jak
      najszybsze "dopchanie" się do niego gwarantuje otrzymanie wspólnych
      miejsc. W ubiegłym roku kolega lecąc z dwójką dzieci nie pchał się
      do check in i otrzymał 4 osobne miejsca. Oczywiście było
      zapewnienie, że załoga postara się je zamienić, ale... Niestety nie
      było chętnych na taką zamianę. Na prośbę FA`s każdy patrzył w sufit
      paląc głupa. Wyszło na to, że 3 letnie dziecko ma siedzieć samo, 5
      rzędów od jednego z rodziców. Dopiero przesadzenie (niemalże siłą) 2
      osób pozwoliło na to by każde z rodziców mogło siedzieć z jednym
      dzieckiem (już im nie zależało na 4 miejscach obok siebie, chodziło
      jedynie by dzieci nie siedziały same!). Takie niestety chamstwo
      panuje w naszych charterach i nie dziw się, że w takiej sytuacji
      ludzie brutalnie egzekwują swoje prawo do odprawy bez kolejki z
      małymi dziećmi. Przyznaję, że w sytuacji gdy do odprawy są
      wyznaczone dwa check in`y wchodzenie bez kolejki powinno się odbywać
      do jednego i np. co drugą osobę by nie wstrzymywać całej reszty.

      Co do ryku. Na start i lądowanie niestety dzieci reagują różnie.
      Moje w zasadzie nie mają kłopotów, aczkolwiek w tym roku raz
      zdarzyło się, że synek popłakał przy ostrym lądowaniu na Rodos.
      Oczywiście miał smoka, picie, etc. ale 5 minut płaczu nie dało się
      uniknąć. Natomiast podczas lotu staraliśmy się tak dzieciaki zająć
      by były jak namniej dokuczliwe. Oczywiście nowa zabawka,
      kolorowanki, etc. Za miesiąc lecę z rodziną do NYC i tak samo
      postaramy się to zorganizować. Rezerwując lot zwracałem uwagę by
      samolot był wyposażny w indywidualny system rozrywki, z grami,
      bajkami,etc. Wybrałem też lot wieczorny by zwiększyć szanse na sen
      dzieciaków. To wszystko co mogę zrobić. Nie możesz wymagać bym w
      imię Twojego świętego spokoju siedział w domu do osiągnięcia przez
      dzieci wieku szkolnego...
      Oczywiście przewijanie dzieci na fotelach i inne tego
      typu "atrakcje" to chamstwo i nigdy tego nie robię. Jeżeli ktoś się
      tak zachowuje, a nie chcesz robić sobie wroga w sąsiednim rzędzie
      możesz dyskretnie poprosić FA o interwencję. Na pewno nie odmówi.
      Co do choroby lokomocyjnej - dziwię się, że ludzie nie podają
      środków "anty" przed lotem. Ja profilaktycznie zawsze to robię i
      odpukać przez 7 lat lotów z dziećmi nie zdarzył się żaden incydent.
      Ale żeby być sprawiedliwym chciałbym powiedzieć, że wymioty dziecka
      to nic w porównaniu do wymiotów pijanego dorosłego. A te ostatnie
      zdarzają się nie tak rzadko...

      I w ramach podsumowania - podróżowanie z dziećmi to niełatwa sprawa.
      Jednak jak już napisałem nie zamierzam czekać aż dzieci dorosną i do
      tego czasu siedzieć w domu. Podróż z dzieckiem wymaga przygotowania
      i odpowiedzialności ze strony rodziców. Da się to tak zorganizować
      by dziecko nie było zbyt dokuczliwe dla reszty współpasażerów.
      Jednak wymagana jest również chęć współpracy ze strony tej reszty.
      Czasem wystarczy uśmiech, dwa zdania, ludzie się poznają i są dla
      siebie milsi, a dziecko spokojniejsze. Jeżeli natomiast na sam widok
      dziecka w samolocie współpasażer reaguje w niemiły sposób, robi
      rzucane niby w powietrze uwagi "po co ciągnąć takie dziecko w taką
      trasę" to niestety może się spodziewać adekwatnej reakcji ze strony
      rodzica. Ostatecznie w skrajnej sytuacji nie będzie się on
      przejmował komfortem podróży innych tylko swojego podopiecznego...
      Do zobaczenia na pokładzie :)
      • rikol Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 17:38
        No dobrze, ale po co brac takie male dziecko w podroz samolotem? Przeciez to
        jest zadna przyjemnosc dla dziecka byc ciaganym przez caly dzien po dworcach,
        lotniskach itd. Z wakacji niemowlak tez nic nie zapamieta - pamieta sie
        zdarzenia od 3-4. roku zycia. Zreszta rodzice z dziecmi i tak wybieraja sie w
        miejsca nieklopotliwe, np. hotel pod palmami i stamtad raczej wspomnien o
        zabytkach nie przywieziesz. Uwazam branie malych dzieci w dluga podroz za
        usprawiedliwione jedynie wtedy, kiedy nie ma ich z kim zostawic, co sie przeciez
        zdarza. Dopiero dziecko w wieku szkolnym moze z wakacji skorzystac i byc
        nieuciazliwe dla otoczenia.

        Pisze sie tu o dzieciach, bo dorosli w wiekszosci przypadkow zachowuja sie
        ciszej, natomiast dzieci w wiekszosci przypadkow zachowuja sie glosno i sa
        uciazliwe.
          • zdumionyedek Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 19:03
            dodam jeszcze, bo zaraz sie odezwa tzw single, w rzeczewistosci stare panny i
            kawalerowie, ze dzieki tym , przeszkadzajacym wam dzieciakom, kiedys bedziecie
            mogli pobierac emerytury
            wiem, ze zarobiliscie sobie na nie, ale swiat jest tak zbudowany, ze za
            emerytury i renty itd placa czynni zawodowo pracownicy
            • Gość: gordon Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.chello.pl 23.07.09, 00:39
              Póki co płacimy większe podatki niż rodziny z dziećmi, łożymy na szkoły dla tych
              dzieci i na emerytury dla obecnych emerytów. Gdyby państwo odczepiło się od
              naszych pieniędzy, to bez problemu odłożylibysmy na swoje emerytury i jeszcze
              trochę by nam zostało. A dla wielu z nas jest obojetne, czy polskie PKB za 30
              lat będzie wytwarzane przez osobników rasy słowiańskiej, czy np. wietnamskiej.
              • Gość: mama pracująca Re: Małe dzieci w samolotach IP: 193.138.243.* 23.07.09, 11:04
                Na jakiej postawie twierdzisz, że płacisz większe podatki niż ja
                mając 2 dzieci?
                Wiesz ile płacę podatków pośrednich do budżetu państwa (VAT i
                akcyza) w zakupach na utrzymanie dzieci? W cenie pampersów, ubrań,
                leków, żywności, kosmetyków, zabawek, artykułów szkolnych, benzyny
                na dowóz do szkoły i przedszkola, itd?
                Mam nadzieję, i nie pisze tego złośliwie, że kiedyś będziesz miał
                szczęście sie przekonać :-)
                • Gość: gordon Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.chello.pl 23.07.09, 22:37
                  No akurat osoby bezdzietne zwykle kupują więcej produktów obłożonych wysokimi
                  podatkami pośrednimi i generalnie sporo wydają na konsumpcję. Powiem tak: jeśli
                  kupując żywność dla dwójki dzieci płacisz miesięcznie tyle VAT-u i akcyzy, ile
                  ja kupując wino dla siebie jednego, to znaczy że okrutnie te dzieci przekarmiasz...
                  Oczywiście dochodzą jeszcze podatki bezpośrednie, a konkretnie ulgi w tychże.
          • Gość: EM Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.173.31.97.tesatnet.pl 22.07.09, 19:58
            > masz racje
            > lepiej dziecko uwiazac do kaloryfera, zostawic troche suchego zarcia i samemu
            > poleciec
            > aha-i , oczywiscie, wody

            Wystarczy odpuscic sobie dalsze wyjazdy az dziecko podrosnie i przestanie byc
            uciazliwe dla wspolpasazerow. Ale to sprawa tez kultury, o ktora zwykle trudno w
            tym kraju. Widac, ze moja maksyma zyciowa, aby postepowac tak, aby innym zycia
            nie utrudniac, nie jest "jazzy".
            • sueellen Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 21:27
              Niczego nie zamierzam sobie odpuszczać. Mieszkam kilka tysięcy kilometrów od
              rodzinnego miasta i co? Mam nie widywać się z bliskimi przez kilka lat bo mam
              małe dziecko? Chyba cię pogięło. A wczasy? Jak mi się zachce tropików to pojadę
              i z dzieckiem. Wakacje są nie tylko dla dzieci, ale dla dorosłych również i my
              jak najbardziej zapamiętamy gdzie byliśmy i co robiliśmy. W grudniu spodziewam
              się pierwszego dziecka i nie zamierzam zmieniać swojego trybu życia na 10 lat.
            • Gość: Dziub Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.bredband.comhem.se 23.07.09, 08:42
              > Wystarczy odpuscic sobie dalsze wyjazdy az dziecko podrosnie i przestanie byc
              > uciazliwe dla wspolpasazerow. Ale to sprawa tez kultury, o ktora zwykle trudno
              > w tym kraju.
              Odpuść sobie te teoryjki. Twoja wypowiedź świadczy o braku kultury, nie
              podróżujący z dziećmi. W Szwecji znam rodziców latających nawet z 3 miesięcznymi
              dziećmi do Tajlandii. Rozumiem, że to świadczy o braku kultury w tym kraju? Czy
              Tobie i innym się to podoba czy nie - dzieci to też ludzie i mają PRAWO do
              podróży lotniczych, wolę dziecko od śmierdzącego potem i wódą GRZYBA lub
              zgorzkniałego/zadufanego w sobie "singla". Wyobraź sobie, że z niejednym
              dzieckiem można sobie fajnie pogadać....
          • viking2 Re: Małe dzieci w samolotach 23.07.09, 01:52
            zdumionyedek napisał:

            > masz racje
            > lepiej dziecko uwiazac do kaloryfera, zostawic troche suchego zarcia i samemu
            > poleciec

            Zdumiony Edek, zamiast tak sie zdumiewac, lepiej czytac uwaznie. Wtedy i
            zdumienie moze byc mniejsze.

            Rikol napisal: "...Uwazam branie malych dzieci w dluga podroz za
            usprawiedliwione jedynie wtedy, kiedy nie ma ich z kim zostawic, co sie przeciez
            zdarza."

            To po cholere te wstawki o przywiazywaniu do kaloryfera?
            • Gość: wyrodnamatka Re: Małe dzieci w samolotach IP: 195.216.109.* 23.07.09, 10:56
              a nie sadzisz, ze ktos ma ochote spedzic wakacje ze wsoim
              dzieckiem?? tu nie ma chyba znaczenia czy masz z kim je zostawic,
              czy nie.
              dlaczego wy jezdzicie zagranice na wakacje? nie przyszlo wam do
              glowy, ze spedzenie 2 tygodni urlopu np na mazurach jak pada, to z
              malym dzieckiem katorga? gwarancja pogody przekonuje nie tylko
              singli i parki do wyjazdow zagranicznych, ale tez rodzicow malych
              dzieci.
              poza tym nie wiesz czy to nie jest pierwszy lot dla takiego dziecka
              i niekt nie wie jak bedzie sie zachowywalo. rownie dobrze dorosly
              lecacy po raz pierwszy moze narobic "balaganu" podczas startu i
              ladowania.
              dla mojej corki na przyklad dwugodzinny lot byl duzo przyjemniejszy
              niz 5 godzin w foteliku samochodowym, a tyle czasu trwala podroz na
              terenie PL.
              jak dla mnie bardziej uciazliwe sa dorosle osoby, ktore nie znaja
              umiaru w spozywaniu %. mam jzu za soba kilkanascie lotow, w tym
              jedna podroz z dzieckiem i jakos nigdy nie przeszkadzaly mi dzieci,
              a dorosli czasem nie potrafili zachowac sie kulturalnie.
        • Gość: ajka Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.09, 10:33
          Zgadzam się. Po co ciągac małe dzieci po samolotach.
          Ostatnio leciałam do Tunezji i w obie strony miałam watpliwa
          przyjemnosc siedzenia przed matką z małym dzieckie. Pomine to, że
          dziecko kopało mnie w plecy i to z taka siłą, ze byłam pod
          wrażeniem. Na zwrócenie uwagi matka zareagowąła oczywiście
          agresywnie.
          Wszyskie dzieci na pokładzie pałakały przy starcie i lądowaniu, mało
          płakały wyły jak w jakims ataku przed dobre pół godziny.
          Część z nich przy okazji zwymiotowała.
          Czy coś jeszcze trzeba dodawać do tego tematu?
          Lot to jedna sprawa, ale Tunezja w lipcu jest na prawde upalna. Czy
          na prawde dla dzieci najlepsze są upały w Afryce i kilkugodzinna
          tułaczka po lotniskach i przygody w samolocie?
          Czy nie lepiej pojechać z dziećmi samochodem po Europie, a jak beda
          miały ok. 6-7 lat wypuszczac się dalej?
          Sama nie wiem czy to egoizm czy po prostu głupota ze strony
          rodziców, żeby ciagać własne dzieci na takie watpliwe wakacje...
          • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 23.07.09, 11:07
            Podejrzewam, że zmyślasz. Podczass wielu swoich podróży samolotem (a
            będzie ich co najmniej kilkadziesiąt) nigdy nie spotkałem się z tym,
            żeby ktoś wymiotował. Raz na trasie z Rzymu do KUL siedziałem w
            kabinie z niemowlakiem, który ciągle płakał. Tak więc opowieści o
            dzikich wyciach i masowych wymiotach wydają mi się grubo
            przesadzone, co najmniej.
            Poza tym nie widzę nic szczególnie dobrego w wielogodzinnych
            podróżach z dzieckiem samochodem, gdy dziecko jest przypięte pasami.
            Raz zrobiłem taki eksperyment i więcej nie powtórzę. Podróż
            samolotem jest dla dziecka bez porównania wygodniejsza. A wysokie
            temperatury dzieci znoszą zazwyczaj dużo lepiej niż dorośli.
            Śmiem sądzić, że wyjazd z dzieckiem do kraju, w którym jest
            gwarancja dobrej pogody, jest lepszym pomysłem niż siedzenie w
            Polsce, gdzie pogoda bywa okropna. To właśnie w takich warunkach
            łatwiej dziecko złapie infekcję niż w ciepłych krajach.
      • roman512 Dzieci sa cudowne ! :) 22.07.09, 21:49
        Ostatnio lecialem do Hiszpani no i "pech" chcial ze siedzialem obok babci z wnuczka. Dziewczynka 6 letnia gdzies. I jakos nie mialem z tego powodu problemow.
        Rozmawialismy caly lot samolotem (jej pierwszy lot) a Babcia widocznie sie cieszyla ze moze odpoczac.
        Dzieci naprawde bywaja fajnymi towarzyszami podrozy: nie marudza na polityke, na pieniadze - i mozna z nimi poromzawiac na takie tematy jak smak chipsow czy o ksztalcie chmur za oknem :)

        Od tamtego lotu czesciej siadam kolo dzieci. Gdy tylko zajmie sie je romowa, lot jest naprawde czysta przyejmnoscia.
        • drzewko214 Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 22.07.09, 21:55
          pawel_zet 22.07.09, 21:36

          Co do agresji, wydaje mi się, że akurat moje wypowiedzi
          są bardzo wyważone.


          pawel_zet 22.07.09, 21:47
          Protozoa, nie namawiam Ciebie, żebyś spędzała czas tak, jak
          ja.
          Po prostu przestań pieprzyć głupoty
          • pawel_zet Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 22.07.09, 22:00
            Będę się upierał przy tym, że ta pani pieprzy głupoty. Po raz enty
            wypisuje jakieś dyrdymałki, ewidentnie nie chodzi jej o żadną
            prawdę, o której powinno chodzić w dyskusji, ale o to, by stłamsić
            ludzi, którzy śmią mieć inny pogląd na życie niż ona. Moją wypowiedź
            w kontekście jej zachowań uznaję za wyjątkowo wyważoną.
            • protozoa Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 23.07.09, 09:27
              Bardzo jestem ciekawa jak zachowasz się za 5 lat, gdy jakiś Adam B, Grzegorz C,
              Piotr D ze swoim potomkiem usiądzie za Toba w samolocie, i maluch zacznie
              próbować siłe swoich nóg na Twoich plecach. A potem w czasie serwowania posiłku
              wrzaśnie "tata kupę"......
              • laminja Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 23.07.09, 12:32
                nie dopuszczę do tego. Udało mi się tak wychować własne dzieci, że nie kopią
                innych. Uwagę TRZEBA zwracać przy pierwszym kopnięciu, zanim dziecko sobie
                pomyśli, że skoro przy pierwszym razie nie było reakcji to znaczy, że mu wolno.
                Piszesz, że wychowałaś 2 synów i nie pamiętasz tak podstawowych spraw?! To
                oczywiste, że jeśli reakcja nie będzie natychmiastowa to potem znacznie trudniej
                przekonać dziecko o tym, że jego postępowanie nie jest właściwe. Dziecko w
                swojej naturze ma testowanie ustalanych przez innych granic. Myślę, że gdybyś od
                razu zwróciła mu uwagę to nie cierpiałabyś bez sensu przez kilka godzin. A jako
                lekarz mogłaś sobie zadać trochę trudu i porozmawiać z rodzicami wymiotujących
                dzieci. Myślę, że byli by wdzięczni za zrozumienie i fachowe rady. Wszytko
                zależy od podejścia...
                • protozoa Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 23.07.09, 15:42
                  Jestem na urlopie!!!! I na urlopie nie mam ochoty zajmować się leczeniem czy
                  udzielaniem porad medycznych. Wyjątek - zagrożenie życia i brak pomocy ze strony
                  dyżurnych służb.
                  Czy księgowy na urlopie rozlicza PITy obcym osobom? Czy adwokat pisze pozwy?
                  Notariusz sporządza akty własności? Nauczyciel- czy? Inżynier naprawia popsuty
                  sprzęt? itd.
                  Na pokładzie samolotu jako lekarz interweniowałam 2 razy - raz gdy dziecko (
                  wleczone do jakiś ciepłych krajów) dostało bardzo silnego bólu brzucha, drugi
                  raz jak pasażer miał atak padaczki ( bynajmniej nie po alkoholu). Natomiast nie
                  interesuje mnie choroba lokomocyjna ani wymioty związane z tym, że mama karmi
                  dzidzię słodyczami przez 6 godzin lotu.
                  Jeśli chodzi o moje dzieci to tak je wychowywałam, aby inni nie musieli zwracać
                  im uwagi. I udało mi się to.
                  Czy uważasz, że przy pierwszym(!) kopnięciu na zwróconą uwagę matka, która na to
                  pozwala, nie zrobi awantury? Wątpię.
                  • laminja Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 23.07.09, 19:35
                    Już Ci pisałam - wiele zależy od formy. Masz z nią najwyraźniej problemy. Może
                    warto spróbować grzecznie zwrócić uwagę. Nie matce tylko dziecku. Jest nadzieja,
                    że będziesz pozytywnie zaskoczona reakcją.

                    Przypadek przypadkowi nie równy, na forach często podkreślasz to, że jesteś
                    lekarzem i dydaktykiem, więc nie sądziłam, że dwa-trzy zdania zamienione z inną
                    kobietą w samolocie mogą stanowić taki problem... Ale tu wraca kwestia postawy.
                    Zarzucasz innym nieodpowiednią, a sama pokazujesz się od mało ciekawej strony.
                    Jest różnica między rozliczaniem PITów, pisaniem pozwów czy sporządzaniem aktu
                    własności a krótką rozmową z innym człowiekiem. Ot ludzki odruch jak dla mnie.
                    Narzekasz na to, że takie sytuacje się zdarzają, ale mają możliwość zapobiegania
                    większości z nich nie robisz zupełnie nic, bo jesteś na urlopie. Mnie by to dało
                    do myślenia, ale niestety jak już wiadomo na swojej drodze spotykamy ludzi na
                    wyższym i niższym poziomie...
                    • protozoa Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 24.07.09, 08:54
                      Ponieważ zyję na tym swiecie nieco ponad 40 lat spotkałam się z wieloma róznymi ludźmi i wiem jak potwornie roszczeniowi bywaja rodzice małych dzieci.
                      Zaryzykuje twierdzenie, ze ci, którzy nie prezentuja postawy "mojemu dziecku wszystko sie nalezy" nie dopuszczą, aby ich pociecha kopała kogokolwiek , ale jesli już to się zdarzy sami przeproszą.
                      Pozostali bedą uważali, ze tylko podły, nieżyczliwy cham na niskim poziomie ma czelność zwrócic uwage dziecnce, która akurat znalazła sobie zabawkę w postaci kopania sąsiada.
                      Dlaczego rozliczanie PITów jest inną pracą niz udzielanie porad medycznych- zwłaszcza na urlopie?
                      Nie musi mnie interesowac dlaczego dziecko wymiotuje, może ma chorobę lokomocyjna, może zołądek zbuntował sie przy 30 batoniku. Nie moja sprawa. Mnie interesuje, żebym nie musiała jechac w smrodzie i brudzie.
                      Jeśli chcesz kierowac się "ludzkimi odruchami" to biegnij ze szmatka i odświeżaczem powietrza, ale nie nakłaniaj do tego innych.
                      • pawel_zet Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 24.07.09, 10:45
                        Właśnie w jednym z pobocznych wątków przedstawiłem swoją życiową
                        teorię dotyczącą lekarzy - co prawda brakuje mi odpowiednich
                        narzędzi badawczych, ale człowiek tak już ma przecież, że musi jakoś
                        funkcjonować w rzeczywistości i nie będzie przy każdej swojej
                        wątpliwości przyjąć pewną teorię dotyczącą interakcji z innymi
                        ludźmi, bo inaczej nie mógłby normalnie funkcjonować. Ja na przykład
                        jestem podejrzliwy w stosunku do lekarzy. Ogólnie jednak nie
                        traktuję wszystkich dokoła jako potencjalne źródła utrapień i
                        oszustów, którzy czają się, by mnie okpić i oszukać. Moim zdaniem,
                        większość ludzi jest dość normalna - ani nie szlachetna jak Gandhi,
                        ani nie podła jak doktor Mengele. Jeśli jesteśmy dla innych życzliwi
                        i uczynni, to generalnie możemy od nich spodziewać się tego samego.
                        Oczywiście są pewne okoliczności, które powodują, że trzeba zachować
                        ostrożność. W metrze Mexico City naprawdę trzeba uważać na
                        kieszonkowców. I ta postawa jest, jak sądzę właściwa. Co prawda,
                        czasem ktoś może wykorzystać naszą życzliwość, ale częściej będziemy
                        mogli liczyć na pomoc inni, jeśli ci inni będą wiedzieli, że im się
                        w razie potrzeby zrewanżujemy.
                        To, czego nie cierpię, to aroganckie skoncentrowanie się na sobie,
                        założenie, że inni ludzie uprzykrzają nam złośliwie życie - jeśli
                        dziecko wymiotuje, to na złość albo z powodu głupoty rodziców, a nie
                        np. z powodu wirusa. Dlatego tak strasznie mi się nie podoba Twoja
                        postawa, napełnia mnie wręcz odrazą. Świat nie kręci się wokół
                        Ciebie i nie istnieje po to, by dostarczać Ci bezustannych
                        przyjemności. Oczywiście należy potępić złych rodziców, ale myślę,
                        że większość jest jednak całkiem normalna - i nie zareaguje agresją,
                        jeśli zwrócisz im uwagę na niewłaściwe postępowanie dziecka, chyba
                        że sama będziesz przy tym agresywna.
                      • laminja Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 24.07.09, 14:09
                        ludzie generalnie bywają potwornie roszczeniowi. Od kilku lat niemal codziennie
                        bywam na placu zabaw. Małym, więc mogę sobie poobserwować ludzi. Ogromnie rzadko
                        pojawiają się tacy, którzy uważają, że ich dziecku wszystko wolno. Większość
                        reprezentuje wysoki poziom kultury, co pewnie ma związek z tym, że mieszkamy w
                        tzw. "dobrej dzielnicy". Kolejny raz twierdzę, że upraszczasz. Na podobnej
                        zasadzie ludzie generalizują oceniające lekarzy - pomyśl o tym od tej strony.
                        Chyba nie chciałabyś być wrzucona do jednego worka z lekarzami o słabym
                        kręgosłupie moralnym i podsumowana twierdzeniem "lekarze to łapówkarze".
                        Twierdzenie to jest fałszywe, tak jak Twoje wywody o tym jak strasznie
                        roszczeniowi są rodzice małych dzieci. Tak bywają rodzice małych dzieci, którzy
                        mają niższy poziom kultury osobistej, wyobraźni, empatii i inteligencji. Bywają
                        też lekarze, którzy biorą łapówki :)))

                        Czytając ten wątek nasunęła mi się pewna refleksja. Otóż uważasz, że jeśli
                        dziecko Cię kopnęło rodzic powinien Cię przeprosić. Słusznie. Ja uważam, że
                        generalizując obraziłaś spore grono rodziców, którzy umieją wychować i okiełznać
                        swoje dzieci w miejscach publicznych. I tak jak Ty oczekujesz przeprosin od
                        rodziców niegrzecznych dzieci, tak jak mogłabym się spodziewać po człowieku na
                        poziomie, że skoro okazało się iż nie wszyscy rodzice olewają zachowanie swoich
                        dzieci, zachowasz się jak człowiek na poziomie, którego oczekujesz od innych i
                        też przeprosisz...

                        Nie nakłaniam Cię do biegania ze szmatką i odświeżaczem powietrza. Luźna,
                        życzliwa rozmowa nie jest tym samym co porada lekarska. Może gdybyś się
                        otworzyła na ludzi byłoby Ci w życiu łatwiej :) Zwłaszcza wobec tego, że gdybyś
                        kiedyś spróbowała być miła dla innych ludzi, może by się okazało, że nawet te
                        niegrzeczne dzieci mogą być grzeczniejsze, a mało rozgarnięte mamy, które karmią
                        dzieci słodyczami podczas lotu, mogłyby się czegoś nauczyć i nie musiałabyś
                        siedzieć w śmierdzącym samolocie. Cóż, wracamy do tego o czym już pisałam do
                        postawy.
                        • Gość: Antek Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! IP: *.ramtel.pl 24.07.09, 15:56
                          laminja napisała:

                          > Czytając ten wątek nasunęła mi się pewna refleksja. Otóż uważasz,
                          > że jeśli dziecko Cię kopnęło rodzic powinien Cię przeprosić.
                          > Słusznie. Ja uważam, że generalizując obraziłaś spore grono
                          > rodziców, którzy umieją wychować i okiełznać swoje dzieci w
                          > miejscach publicznych. I tak jak Ty oczekujesz przeprosin od
                          > rodziców niegrzecznych dzieci, tak jak mogłabym się spodziewać
                          > po człowieku na poziomie, że skoro okazało się iż nie wszyscy
                          > rodzice olewają zachowanie swoich dzieci, zachowasz się jak
                          > człowiek na poziomie, którego oczekujesz od innych i też
                          > przeprosisz...

                          Czy tak trudno jest niektórym tutaj zrozumieć o czym w tym wątku
                          jest mowa? Oczywiste chyba jest, że chodzi o rodziców, którzy nie
                          potrafią sobie poradzić ze swoimi dziećmi - o tym jest ten watek, i
                          w takim kontekście tutaj rozmawiamy. Chyba nonsensem byłoby
                          dodawanie do każdego zdania na temat rozwydrzonych dzieci, nad
                          którymi rodzice nie panują, że są tez inni rodzice, którzy mają
                          dzieci dobrze wychowane?... Hmm... Nawet pan, który chwali się, że
                          napisał kilka książek, ma problem ze zrozumieniem czytanego tekstu?
                          • laminja Antku, 24.07.09, 16:39
                            wróć do pierwszego postu i przeczytaj go uważnie. Dla mnie kontekst jest jasny.
                            Autorka miała złe doświadczenia podczas podróży (związane z zachowaniem
                            się dzieci i ich rodziców), uznała więc, że rodzice małych dzieci nie powinni z
                            nimi latać na zagraniczne wycieczki, powinni przestać w ten sposób szpanować,
                            wysyłać dzieci do dziadków na wieś do 7-8 roku życia. Tym samym dokonała
                            krzywdzącej dla sporej grupy ludzi generalizacji. Nie zgadzam się z tym - mam do
                            tego prawo.

                            Nasze dzieci zachowują się w miejscach publicznych kulturalnie, nie piszczą, nie
                            kopią, nie płaczą, nie rzucają niczym, nie wymiotują, nie wyskakują nikomu pod
                            wózki.
                            Nie wymagamy od innych wpuszczenia nas bez kolejki - latamy liniami w których
                            kupując bilet można zarezerwować miejsca
                            Nie latamy z dziećmi za granicę dla szpanu, uważamy, że relacja ceny do jakości
                            jest tam znacznie lepsza, a podróż samolotem mniej męcząca i bezpieczniejsza niż
                            jazda nad Polskie morze.
                            W związku z powyższym nie zgadzam się z autorką wątku, nie chcę jako rodzic
                            małych dzieci być wrzucana do jednego worka z osobami, które najwyraźniej
                            reprezentują inny poziom kultury osobistej. Forum jest miejscem do wymiany
                            poglądów, więc je z autorką wątku wymieniam :p

                            Przy okazji wyszło kilka innych kwiatków, ale one nie są istotą sprawy :p
                            • Gość: Laminjo, Re: Antku, IP: *.ramtel.pl 24.07.09, 17:03
                              laminja napisała:

                              > wróć do pierwszego postu i przeczytaj go uważnie. Dla mnie
                              > kontekst jest jasny. Autorka miała złe doświadczenia podczas
                              > podróży (związane z zachowaniem się dzieci i ich rodziców),
                              > uznała więc, że rodzice małych dzieci nie powinni z nimi latać
                              > na zagraniczne wycieczki, powinni przestać w ten sposób szpanować,
                              > wysyłać dzieci do dziadków na wieś do 7-8 roku życia. Tym samym
                              > dokonała krzywdzącej dla sporej grupy ludzi generalizacji. Nie
                              > zgadzam się z tym - mam do tego prawo.

                              Ja w pierwszym poście nie widzę nic o grzecznie zachowujących się
                              dzieciach, i takich, które nie przeszkadzają innym w podróży. Ten
                              post jest o dzieciach zachowujących się nieodpowiednio, i które
                              przeszkadzają współpasażerom. Dla mnie jasne jest, że o takich
                              dzieciach pisze autorka. I że do takich dzieci odnosi swoje wnioski.
                              To naprawdę jest oczywiste i nie rozumiem widocznego tutaj
                              rozdrażnienia rodziców, którzy mają ponoć dzieci umiejące się
                              odpowiednio zachowywać... czyżby też mieli coś na sumieniu?
                  • pawel_zet Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 24.07.09, 10:27
                    No i sama widzisz, jak różni się zasadniczo Twoja postawa w stosunku
                    do innych ludzi od mojej. Ja jestem człowiekiem życzliwym, chętnie
                    niosę pomoc potrzebującym - całkiem za darmo. A Ty - skoro nie
                    pobierasz wynagrodzenia jako lekarz - czujesz się całkowicie
                    zwolniona z obowiązku świadczenia jakiejkolwiek pomocy medycznej.
                    Oczywiście, jak już powiedziałem, masz do takiej postawy całkowite
                    prawo, ale wyjaśnia ono Twój generalny brak życzliwości dla innych
                    ludzi.
                    Rozumiem, że jako fachowiec zdecydowanie i jednoznacznie
                    stwierdzasz, że dziecko, które wymiotowało w samolocie, a które
                    opisałaś w jednym z postów, miało chorobę lokomocyjną indukowaną
                    słodyczami? Rozumiem, że przeprowadziłaś obdukcję?
                    Co do bólu brzucha, to jak rozumiem, zdecydowanie i jednoznacznie
                    potwierdzasz, że dziecko, o którym wspominasz, dostało bólów brzucha
                    wskutek wleczenia z ciepłych krajów, a w Polsce bólów brzucha by nie
                    dostało? Możemy poznać przesłanki takiego wniosku?

                    > Czy uważasz, że przy pierwszym(!) kopnięciu na zwróconą uwagę
                    matka, która na t
                    > o
                    > pozwala, nie zrobi awantury? Wątpię.

                    Ja zawsze poważnie traktuję uwagi na temat zachowania mojego dziecka
                    (i dotyczy to także mojej żony). To przykre, że spotkałaś równie
                    nieuprzejmych ludzi, ale nie generalizuj, proszę.
      • Gość: Sante Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.adsl.inetia.pl 04.07.10, 09:27
        Grodek, ja latam ok 7-8 razy w roku (w tym 2-3 długie rejsy) i albo
        miałam szczęście ,ale nikt z dorosłych pijanych wymiotujących od 10
        lat mi się nie przytrafił, raz tylko pan z chorobą serca, który
        zwymiotował, a był zupełnie trzeźwy, więc ten mit o pijakach
        wymiotujących i rozrabiających jest tworzony przez rodziców,
        usprawiedliwiających swoje dzieci, chyba że latasz na najtańsztch
        charterach na kierunkach Tunezja, Turcja , Egipt, to mogę się mylić
        gdyż na takich nie latam (może po trochę by uniknąć przepełnienia
        dziećmi)
    • Gość: Maria Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.09, 21:11
      Az sie boje pomyslec czy bede miala za plecami malego podroznika.W
      ubeglym roku mialam .Tak na oko 2 latka. Placz , kopanie w moj
      fotel.Krzyki dziecka i rodzicow.Sama w stresie bo mielismy awaryjne
      ladowanie gdy lecielismy do Heraklionu.I modly aby teraz podroz
      obyla sie bez niespodzanek. Teraz przy kolejnym locie mysl aby jak
      najdalej od malych dzieci. Sama mialam male dzieci i gdy mialy lat
      niewiele jezdilam nad polskie morze.Zdawalam sobie sprawe jakie
      moga byc problemy w samolocie i dla nich, dla nas i pasazerow.
      Dzieci dorosly i zmienilismy kierunki podrozy.Byc moze zakrzycza
      mnie mlode mamy ale takie jest moje zdanie. Widzialam mamy z
      malutkimi dziecmi na rekach na lotnisku w Heraklionie. Samoloty maja
      opoznienie a one zmeczone, spocone z dziecmi na reku. Czy naprawde
      warto...
      • grodek75 Re: Małe dzieci w samolotach 12.07.09, 21:28
        Gość portalu: Maria napisał(a):

        > Az sie boje pomyslec czy bede miala za plecami malego podroznika.W
        > ubeglym roku mialam .Tak na oko 2 latka. Placz , kopanie w moj
        > fotel.Krzyki dziecka i rodzicow.Sama w stresie bo mielismy
        awaryjne
        > ladowanie gdy lecielismy do Heraklionu.I modly aby teraz podroz
        > obyla sie bez niespodzanek. Teraz przy kolejnym locie mysl aby jak
        > najdalej od malych dzieci. Sama mialam male dzieci i gdy mialy lat
        > niewiele jezdilam nad polskie morze.Zdawalam sobie sprawe jakie
        > moga byc problemy w samolocie i dla nich, dla nas i pasazerow.
        > Dzieci dorosly i zmienilismy kierunki podrozy.Byc moze zakrzycza
        > mnie mlode mamy ale takie jest moje zdanie. Widzialam mamy z
        > malutkimi dziecmi na rekach na lotnisku w Heraklionie. Samoloty
        maja
        > opoznienie a one zmeczone, spocone z dziecmi na reku. Czy naprawde
        > warto...

        Odpowiem krótko - Ty chciałaś to jeździłaś nad polskie morze.
        Ja nie lubię zimna i deszczu i w imię Twojego egoizmu (tak, to co
        prezentujesz to najzwyklejszy egoizm - "ja byłam zestresowana"... A
        może co ludzie również?) nie będę czekał 7 czy 10 lat by moje
        dziecko mogło się wykąpać w morzu.
        A z mojego równie czysto egoistycznego punktu widzenia 3 godzinny
        lot do Grecji jest mniej uciążliwy niż 5-7 godzinna podróż
        samochodem nad Bałtyk.
        I na zakończenie - tak, warto. Argument, że dzieci nic nie pamiętają
        do mnie nie przemawia. Ja pamiętam. Moja żona też. Mam rodzinę w
        NYC. Czy mam czekać z odwiedzinami aż dzieci dorosną?
        A dzieci kiedyś za kilka czy kilkanaście lat obejrzą sobie zdjęcia
        czy film i być może będzie to jedyna pamiątka po rodzicach. Nie
        wspominając o tym, że w tym cholernym, zagodnionym świecie czasu dla
        rodziny jest coraz mniej. Czy mam jeszcze dodatkowo rezygnować z
        poznawania świata i czekać ileś tam lat (a może nie dożyję?) abyś Ty
        miała spokój przez kika godzin? Każda podróż, każdy wyjazd powoduje,
        że moja rodzina staje się sobie bliższa. Mamy wspólne pasje,
        wspomnienia, dzieci wiedzą że są dla mnie radością, a nie ciężarem.
        I nie zrezygnuję z tego.
        Pozdrawiam,
        • Gość: a....a..la Re: Małe dzieci w samolotach IP: 156.17.203.* 22.07.09, 14:03
          napiszę tak:3 godziny kopania w mój fotel przez na oko 5
          latka...zniosłam:) lecz kiedy zaczął walić następną godzinę w w mój
          nieszczęsny fotel i!trząść górą od fotela:zwróciłam uwagę
          mamie ...no i się zaczęło..że nie rozumiem dzieci itd ,że nigdy ich
          nie miałam .itd..cóż kultura i wychowanie ( a mamuśka czytała sobie
          gazetki)(mam przeszło 50 lat,dwójka wychowanych dzieci)..
          dodam jeszcze że na pokładzie były tez inne dzieci nawet jedno
          przede mną :grzeczne ,ułożone ,oglądało bajki,zadawało pytania ,na
          które mama dawała odpowiedzi.miało też z 5-6 lat..
          czyli można wychować:)
          • Gość: ktosia Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.botany.gu.se 22.07.09, 15:23
            Tez spoto latam (choc moze nie czarterami na wakacje). Z dziecmi
            problemow niegdy nie mialam. Raz lobuz siedzial za mna, to przez pol
            lotu sie bawilam z nim w "chowanego" za fotelem. Dzieciak
            szczesliwy, a mnie nie ubylo. Potem zasnal. Troche radosniej
            spojrzcie na swiat, a zaraz wam sie lepiej zrobi ;)
            (Gorszy zreszta jest wieeelki/pijany sasiad na dlugim locie ;).
          • Gość: elo Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.axelspringer.pl 22.07.09, 16:44
            dokładnie, wszystko zależy od kultury rodziców i od tego czy hodują dziecko jak
            chwast czy je wychowują. Jak widzę przy odprawie ludzi z wrzeszczącym bachorem
            flaki mi się przewracają i staram się usiąść jak najdalej od tej
            hałastry...Rozumiem ludzi, chcą polecieć na urlop ale czy muszą zaraz na Hawaje
            z 2 latkiem ??? Po co ?? żeby umęczyć siebie i dzieciaka ? Na szczęście co raz
            więcej (póki co tylko zagranicznych biura) organizuje wycieczki urlopowe do
            hoteli TYLKO DLA DOROSŁYCH !!! - bez wrzeszczących od rana do nocy dzieciaków na
            stołówce i basenie - POLECAM - szukajcie na stronach Brytyjskich biur podróży.
            • Gość: EM Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.173.31.97.tesatnet.pl 22.07.09, 20:11
              Jesli wakacje zalatwia sie przez dobre biuro turystyczne, to mozna zwykle po
              prostu spytac, czy dany hotel jest frekwentowany przez rodziny z (malymi)
              dziecmi. W ubieglym roku bylismy na Cyprze i celowo pytalismy sie o hotel, w
              ktorym dzieci raczej nie powinno byc. I faktyczne - na ok. 200 gosci byly moze
              dwie rodziny z malymi dziecmi
            • Gość: Kate Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.09, 10:15
              Zgadzam się: wszystko to kwestia kultury i dobrego planowania. Pamiętam podróż
              na i z Kos, gdzie jeden gostek koło 50-tki tak się darł na obsługę, krytykował
              wszystko dookoła, że współpasażerowie mało go nie zlinczowali, a chłopczyk ok.
              9-cio letni (lecący bez dorosłych, a za to z pieskiem) zachowywał się wzorcowo.
              Gdy wracając z Kos zorientowaliśmy się, że pieniacz i awanturnik ma lecieć tym
              samym samolotem, to większość pasażerów w panice zaczęła kombinować jak zrobić,
              żeby nie siedzieć blisko tego "dziada".
              Lecieli też z nami ludzie z niemowlętami i dzieciakami w wieku ok. 3-4 lat i nic
              kłopotliwego się nie zdarzyło. Co prawda ojciec tej gromadki westchnął w pewnym
              momencie, że następny raz w taką podróż to wybierze się za parenaście lat, aż
              dzieci dorosną i będą mniej męczące;)
          • Gość: EM Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.173.31.97.tesatnet.pl 22.07.09, 20:04
            > napiszę tak:3 godziny kopania w mój fotel przez na oko 5
            > latka...zniosłam:) lecz kiedy zaczął walić następną godzinę w w mój
            > nieszczęsny fotel i!trząść górą od fotela:zwróciłam uwagę
            > mamie ...no i się zaczęło..że nie rozumiem dzieci itd ,że nigdy ich
            > nie miałam .itd..cóż kultura i wychowanie ( a mamuśka czytała sobie
            > gazetki)(mam przeszło 50 lat,dwójka wychowanych dzieci)..
            > dodam jeszcze że na pokładzie były tez inne dzieci nawet jedno
            > przede mną :grzeczne ,ułożone ,oglądało bajki,zadawało pytania ,na
            > które mama dawała odpowiedzi.miało też z 5-6 lat..
            > czyli można wychować:)

            Jasne, ze nie ma reguly. Do rodzicielstwa nalezy takze to, ze sie wie, czy
            dziecko sie nadaje do takiej podrozy czy nie. Ze sobie tu i tam moze poplakac,
            to w miare normalne i nie ma sie co za to obrazac. Ale niestety sa tacy
            "rodzice", ktorzy nie sa w stanie zrozumiec, ze ich potomstwo jest po prostu
            uciazliwe.
        • celine.black.rose Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 16:18
          Uwazam, ze to indiwidualny wybor kazdego czlowieka, czy podrozuje
          sam, z dzieckiem, czy wcale - tak jak indiwidualnym wyborem kazdego
          jest to, czy chce miec dzieci. Jesli sie na to decyduje, to jego
          obowiazkiem jest brac za niego odpowiedzialnosc!
          Rozumiem wszelkie perypetie zwiazane z checia wyjazdu i odpoczynku
          pomimo posiadania dzieci, ale tak jak Wy, drodzy rodzice, placicie
          za bilety, tak i ja (my) place, i mam prawo za te pieniadze leciec w
          SWIETYM SPOKOJU, a nie z krzykami i kopaniem w siedzenie. Jezeli
          wiec nie jestesmy w stanie zapanowac nad (wychowac odpowiednio)
          swoimi dziecmi, to nie odbierajcie innym pasazerom ich praw.
        • nazgul Re: Małe dzieci w samolotach 23.07.09, 11:12
          > I nie zrezygnuję z tego.

          I to pokazuje cały twój stosunek do świata. Ważne, że mi jest fajnie, o resztę
          się nie martwię. Cieszyłabyś się, gdyby ktoś usiadł ciebie i twojego dziecka i
          zaczął czytać pismo pornograficzne ? Oczywiście takie legalnie kupione w kiosku
          - czyli żadne naruszenie prawa ... I tym się niestety duża część polskiego
          społeczeństwa różni od wspominanych Szwedów, którzy także podróżują z dziećmi
          bez dręczenia współpasażerów.
          Masz prawo podróżować z dziećmi, ale NIE MASZ prawa poczytać sobie w samolocie
          czy obejrzeć filmu czy zajmować innymi sprawami, jeżeli w tym czasie twoje
          dziecko zachowuje się w sposób uciążliwy - bo masz obowiązek zająć się dzieckiem.

          A sprawa reakcji personelu na uciążliwe zachowania pasażerów (w tym rodziców
          niesfornych dzieci) - to trzeba się uczyć od personelu Lufthansy na przykładzie
          tego, jak postąpili z panem J.M.Rokitą, dla którego ważniejsza była własna
          wygoda niż zasady współżycia społecznego.

          A ja prywatnie nie mam problemu z takimi dziećmi czy raczej ich rodzicami w
          podróży - po prostu nie korzystam z ofert krajowych biur podróży, żeby nie mieć
          za współtowarzyszy podróży i wypoczynku ludzi twojego pokroju ...
          • grodek75 Re: Małe dzieci w samolotach 23.07.09, 15:14
            nazgul napisał:
            ...
            Jesteś kolejną osobą, której to piszę - przeczytaj wszystkie moje
            wpisy (np. post nr. 2 w tym wątku), a nie wyrywaj jednego zdania z
            kontekstu. Min. o tym jak jestem przygotowany do każdego lotu, jak
            staram się zachowywać, etc. Wtedy możemy dyskutować.
            To co napisałeś jest żałosne i płytkie.
      • Gość: gość Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.09, 13:16
        To fakt, że podróż z dzieckiem to utrapienie. Sama mam ich 3.
        Latałam z nimi kilka razy ale tylko max.2godz. Jasne, że głupotą
        jest lecieć np.na Dominikanę bo w rezultacie z maluchami siedzi się
        nad basenami, które tak samo wyglądają w Hiszpanii, Grecji czy
        Wloszech. A drinki dla rodziców podobne. Jednak Bałtyk ze swoją
        brudną i lodowatą wodą odstrasza, a tydzień w "spa" z basenami
        kosztuje więcej niz na Majorce czy Turcji. Tsk więc nie dziwmy się,
        że 5-cio osobowa rodzina zaoszczędzi jak poleci tam właśnie. Ale za
        ocean to GŁUPOTA.
    • agata99222 Re: Małe dzieci w samolotach 12.07.09, 21:30
      A bierzecie pod uwagę dzieci mieszkające np. w Krakowie lub w Rzeszowie a chcące zobaczyć morze?? Podróż samochodem to 8 lub więcej godzin, pociągiem pośpiesznym ok. 12h. Lot samolotem do Grecji 2-3h, Tunezja podobnie. Nad ciepłym morzem mam "gwarancję" pogody a nad polskim morzem -wiadomo... Zimno, brudno, drogo...
      Mam za sobą kilka nie udanych wczasów w Polsce i mówię zdecydowanie NIGDY WIĘCEJ.
      • Gość: Maria Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.09, 22:57
        W samolotach do NY jest inny komfort .Z tego co piszesz potrafisz
        przygotowac sie do lotu z dzieckiem i chwala Ci za to.Zapytam tylko
        czy miales przyjemnosc aby przez 2 godziny dziecko siedzace z tylu
        kopalo w Twoj fotel. Ja mialam i ciary mnie przechodza na
        wspomnienie. Nie stawiam wszystkich pod sciane i mowie ze jest zle
        ze wszystkimi rodzicam. Widzialam tez ludzi przygotowanych do
        wyjazdu z dzieckiem.Jednak takich mozna policzyc na palcach jednej
        reki. Mi tez sie zdarzalo ze dziecko wymiotowalo w samochodzie.Gdy
        jezdilismy pociagiem mielismy mozliwosc chodzena a nie uwarunkowanie
        tylko siedzenia na miejscu. Polskie morze nie jest takie zle jak
        czas dobrze sie zorganizuje. Ja tez uwielbiam wyjazdy z dziecmi i
        zawsze wracamy z wakacji zadowoleni pelni nowych wrazen. Jednak nikt
        nie przekona mnie ze wyjazd z rocznym czy ciut starszym dzieckiem
        musi byc za granice.Pozdrawiam
        • kerkoo Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 12:45
          Jak czytam takie komentarze to zle mi sie robi. Mam prawo jezdzic z
          moim dzieckiem gdzie i kiedy mi sie podoba i sorry ale jezeli komus
          nie odpowiada krzyk dzieci w samolocie to NIE MUSI JEZDZIC ZA
          GRANICe NIECH JEDZIE NAD POLSKIE MORZE!!! Albo ew prywatny locik. Ja
          rozumiem, ze zachowanie dzieci bywa meczace, prawdopodobnie nawet
          bardziej dla tych rodzicow niz pasazerow no i co z tego??? Czy mam
          przestac chodzic z dzieckiem do lekarza bo nie potrafi ono wysiedzie
          godziny w poczekalni??? A moze przestane chodzic z dzieckiem na
          basen bo za glosno sie smieje albo zaplacze??? Kurcze a te zakuby to
          masakra jak dziecko chce wyskakiwac z koszyka albo wszytsko je
          interesuje. Przez najblizsze kilka lat bede zamawiac przez neta!!! A
          taki chrzest w kosciele, meczy sie to dziecko 2h (taki locik Polska-
          Anglia, Niemcy, Francja) na mszy potem wrzeszczy bo mu leb polewaja
          woda!!! Warto? Dla mnie 3,5,8 godzin spedzonych w samolocie sa
          warte 2 tygodni urlopu kuku!!! Niespodzianka UMIEM LOGICZNIE
          MYSLEC!!! A juz napewno jest to warte wiecej niz praca 40h w
          tygodniu zeby miec wolny weekend a przeciez to robisz badz robilas
          no nie??? Oplacalo Ci sie?
          • zawsze.aliks Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 13:03
            Prezentujesz dokuczliwą, a częstą ostatnio postawę agresywnego
            zagarniania przestrzeni społecznej przez rodziców małych dzieci,
            jakby wczesne rodzcielstwo było przepustką do nieliczenia się z
            innymi ludźmi, a wręcz uprawniało do aroganckiego lekceważenia ich
            potrzeb. Pozostaje mieć nadzieję, że z tego wyrośniesz...
              • zawsze.aliks Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 13:30
                To nienajzręczniejsze określenie, mialam na mysli wiek dzieci a nie
                rodziców, konkretnie - dzieci tak małych, że wpływ na ich zachowanie
                jest znikomy. Nie zamierzyłam też antagonizmu dzietni - bezdzietni,
                bo przestrzenią powinniśmy się dzielić wszyscy - ci z małymi
                dziećmi, z dużymi dziećmi, bez dzieci i dziecka oczekujący. Uważam,
                że nikt nie powinien mieć przyzwolenia na panoszenie się,
                niezależnie od sytuacji rodzinnej ani wieku poszczególnych członków
                rodziny. Respektowanie potrzeb powinno być wzajemne.
            • Gość: kerkoo Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.range81-158.btcentralplus.com 22.07.09, 13:35
              Ach a czy liczenie sie z innymi ludzmi oznacza rezygnacje z podrozy?
              Czy latanie badz podrozowanie z dzieckiem oznacza aroganckie
              lekcewazanie Twoich potrzeb? Czy w koncu moje i mojego dziecka prawo
              do przemieszczania sie po swiecie oznacza zagarnianie przestrzeni
              spolecznej? Jesli na te pytania odpowiedziales Tak to twoje tezy
              brzmia nastepujaco:
              1. Jezeli liczysz sie z potrzebami innych ludzi nie podrozuj z
              dzieckiem.
              2. Rodzic chcacy podrozowac z malym dzieckiem agresywnie zagarnia
              przestrzen spoleczna innych ludzi.

              Czy o to chodzilo w Twoim poscie???

              Ja bronie swojego prawa do wolnego przemiszczania sie gdziekolwiek i
              kiedykolwiek mi sie zachce. Nie neguje tego ze podrozowanie z malym
              dzieckiem bywa meczace dla innych pasazerow jak i samych rodzicow.
              Mnie zawsze wkurzaly inne dzieci zanim jeszcze urodzilam swoja. Tak,
              przeszkadza to i bywa irytujace. Tak!!! Tak wkurza mnie moje wlasne
              dziecko ze nie chce usiedziec 2h na fotelu. Tak!!! Czy to oznacza ze
              nie mam prawa podrozowac? Nie!!! Jakbysmy szli tym, tropem moglabym
              wyrzucac ludzi latem z autobusu bo mi smierdza i to przeszkadza!
              Pies sasiada szczekajacy kilka pieter nizej tez przeszkadza! Nie
              podoba mi sie widok z okna bo zrobili parking! Pozastrzelac, odmowic
              im prawa do wszystkiego bo teraz JA czlowiek nie posiadajacy
              dziecka, psa, samochodu chce miec swiety spokoj! O to chodzi?
              • zawsze.aliks Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 13:47
                A twierdziłaś że umiesz myśleć logicznie... Oczywiście, że chodziło
                o cos innego. Tłumaczę: Podróżuj z dzieckiem, na zdrowie i dla
                przyjemności, ale nie zatruwaj życia innym pasażerom. Postaraj się,
                żeby twoje dziecko było dla nich jak najmniej dokuczliwe. Np zadbaj
                żeby się nie nudziło, zapobiegaj chorobie lokomocyjnej, przejdź się
                razem z nim zamiast puszczać samopas. Wtedy wszyscy będą zadowoleni,
                a część pasażerów na pewno wykaże sympatie i zainteresowanie twoim
                malcem. Natomiast pozwalanie dziecku na wejście współpasażerom na
                głowę jest niedopuszczalne.
                • Gość: kerkoo Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.range81-158.btcentralplus.com 22.07.09, 14:09
                  Odpowiadam przede wszystki na pierwsz post autora watku o tym ze:
                  1. Podrozowanie z malym dzieckiem to idiotyzm, fanaberia badz jak to
                  okreslono snobizm aby pochwalic sie znajomym
                  2. Najlepiej poczekac az dziecko podrosnie a do wtedy albo siedziec
                  w domu albo wybrac sie nad polskie morze
                  ITD
                  Nigdy, powtarzam nigdy nie napisalam niczego co traktowalo by o
                  checi puszczenia mojego dziecka samopas aby uprzykrzalo podroz innym
                  pasazerom. Przy tym wszystkim post na ktory Tobie odpowiedzialam
                  dotyczyl (co zostalo przez Ciebie napisane fortunnie badz nie,
                  znaczenia mial takie jakie mial) Cytuje:

                  Prezentujesz dokuczliwą, a częstą ostatnio postawę agresywnego
                  zagarniania przestrzeni społecznej przez rodziców małych dzieci,
                  jakby wczesne rodzcielstwo było przepustką do nieliczenia się z
                  innymi ludźmi, a wręcz uprawniało do aroganckiego lekceważenia ich
                  potrzeb. Pozostaje mieć nadzieję, że z tego wyrośniesz...

                  Przy tym nigdzie takiej postawy nie zaprezentowalam. Zaprezentowalam
                  postawe osoby majacej takie samo prawo jak inni do podrozowania,
                  robienia zakupow i codziennego normalnego zycia pomimo posiadania
                  malego dziecka. Wyslalam autorke watku na wakacje nad morze jezeli
                  jej wszytsko tak niezwykle dokucza, bo ja nad polskim morzem
                  mieszkalam i na wakacje sie tu nie wybieram. A co napisala autorka
                  watku wiemy, wiec moze jeszcze raz warto przeczytac jej watek plus
                  moja odpowiedz, moze wtedy rzeczy zaczna byc bardziej zrozumiale.
              • Gość: ??? Re: Małe dzieci w samolotach IP: 10.201.59.* 22.07.09, 16:18
                Kerkoo, chyba jesteś tak nakręcona, że przestałaś czytać ze
                zrozumieniem, spuść ciśnienie i przestań udowadniać oczywiste. bo
                wojujesz argumentami, które dla wszystkich ją jasne i nie o tym jest
                rozmowa... możesz robić wszystko ze swoimi dziećmi, ale fajnie by
                było, gdyby rodzice z dziećmi, bez dzieci, z psami, kotami i na
                rowerach i myślący o niebieskich migdałach szanowali siebie nawzajem
                zgodnie z zasadą żyj i daj żyć innym. kopiące w fotel dziecko ma
                prawo denerwować, tak samo jak choćby 2-godzinny lot z płaczącym
                dzieckiem. ale zdecydowanie najbardziej denerwuje, jeśli w takiej
                sytuacji rodzice nie reagują. bo oprócz tych fajnych rodziców z dziećmi, z którymi podróż nie jest żadnym problemem (bo każdy wie, ze
                pies szczeka, a małe dziecko czasem płacze), są też tacy, którzy
                wyłączają myślenie i uważają, ze ich dziecko to pępek świata, któremu można na wszystko pozwolić - to świat ma się do nich dostosować. i tu
                jest problem. bo dziecko nie musi kopać w fotel a rodzice mogą tak zorganizować podróż, żeby zminimalizowac niedogodności dla dzieci,
                zając je czymś w tym czasie szanując własnie tą wspólną przestrzeń.

                Pozdrawiam
              • zielony.raj Do głupich matek z ich głupimi dziećmi 22.07.09, 20:27
                "Ach a czy liczenie sie z innymi ludzmi oznacza rezygnacje z podrozy?
                Czy latanie badz podrozowanie z dzieckiem oznacza aroganckie
                lekcewazanie Twoich potrzeb?"

                Kerko, oczywiście, że nie. Ale jak twoje dzieci zaczną wariować to masz się tym
                skutecznie zająć! Twoje dzieci - twój problem! Nie płacę w końcu za kopanie
                mojego fotela i darcie się w ucho. Wniosek z tego taki, że kto nie potrafi
                doprowadzić do spokoju swojego dziecka, to nie powinien z nim latać. A jak
                będzie to musi się liczyć z nieprzyjemnymi uwagami współpasażerów, którzy, za
                przeproszeniem, mają w du... to, że to jest dziecko. Oni chcą spokojnej podróży
                za którą zapłacili i do której mają prawo!
            • Gość: EM Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.173.31.97.tesatnet.pl 22.07.09, 20:17
              > Prezentujesz dokuczliwą, a częstą ostatnio postawę agresywnego
              > zagarniania przestrzeni społecznej przez rodziców małych dzieci,
              > jakby wczesne rodzcielstwo było przepustką do nieliczenia się z
              > innymi ludźmi, a wręcz uprawniało do aroganckiego lekceważenia ich
              > potrzeb. Pozostaje mieć nadzieję, że z tego wyrośniesz..

              Wystarczy obserwowac, jak 50% matek z dzieckiem na wozku laduje sie do autobusu
              miejskiego. Szarza husarii jest niczym w porownaniu z impetem tego natarcia.
              • Gość: kerkoo Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.range81-158.btcentralplus.com 22.07.09, 20:38
                Autobusami generalnie nie podrozuje, wiec ciezko sie wypowiedziec.
                Ostatnio sie jednak zdarzylo, ze wysiadajac z autobusu mialam nie
                lada problem, gdyz w drzwi wpakowal mi sie pan w wieku mojego ojca,
                z komorka przy uchu, nie zwazajac na to ze nie moge wysiasc i
                wyjechac tym wozkiem. Nie zrozumial prostej zasady zyjac ponad 40
                lat, ze najpierw sie ludzi z autobusu wypuszcza a potem inni powinni
                wsiadac. Nie wiem czy tak to teraz w autobusach wyglada, mi sie
                zdazylo, o niczym pewnie jeszcze nie swiadczy.
      • Gość: aga Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.09, 22:57
        Ja przeżyłam najgorszy lot w zeszłym roku do hurghady , z katowic takiego bajzlu
        to jeszcze nie widziałam ,a latam dość często ,wylot był o 22 więc jak
        zobaczyłam te tłumy dzieci to mną zatrzęsło ale myślę wsiądziemy wystartujemy
        może badzie trochę marudzenia przy starcie ale potem dzieciaku pójdą spać damy
        radę , ale jakie było moje zdziwienie kiedy rodzice odkorkowali flaszki i
        balanga na całego ,a dzieci latały po samolocie wrzeszczały i robiły co chciały
        a rodzice nic !!! Jak zwróciłam uwagą jak jedno dziecko stojąc na fotelu na
        przeciwko mnie krzyczało mi w twarz to usłyszałam że nie lubię dzieci i to ja
        mam jakieś fanaberie to się zagotowałam ale co zrobić , to zamknięta puszka i
        nie wysiądziesz.Więc teraz biorę zawsze coś do słychania żeby wrazie czego
        zatkać uszy muzyką.Nie chodzi mi tu o to że dzieci płaczą bo bolą je uszy przy
        lądowaniu czy coś w tym stylu nie jestem potworem, ale chodzi mi oto ze rodzice
        nie zwracają uwagi na niegrzeczne i rozpuszczone dzieci byle im dały święty
        spokój .A więc życzę wszystkim miłych dzieciaków na pokładzie a rodzicom zwracam
        uwagę że wasze dzieci są rozkoszne tylko dla Was,
        • grodek75 Re: Małe dzieci w samolotach 12.07.09, 23:26
          Gość portalu: aga napisał(a):

          > Ja przeżyłam najgorszy lot w zeszłym roku do hurghady , z katowic
          takiego bajzlu to jeszcze nie widziałam ...

          Podajesz dość skrajny przykład.
          Ja latając na wakacje od wielu lat aż z takim zachowaniem nigdy się
          nie spotkałem. Ale do rzeczy - ten przypadek dowodzi, że
          problemem w samolocie nie są dzieci tylko dorośli.
          W Twojej
          przygodzie nałożyły się na siebie dwie rzeczy - rozbrykane dzieci
          (którym trudno się dziwić, że są takie jakie są. W końcu to dzieci)
          i ich rodzice pozbawieni elementarnych zasad kultury i zdrowego
          rozsądku.
          Nachlany dorosły w zamkniętym pomieszczeniu jakim jest samolot jest
          utrapieniem niezależnie od tego czy podróżuje z dzieckiem czy też
          nie. I tu przechodzimy do meritum - wątek nie powinien traktować o
          dzieciach w samolotach tylko o dorosłych, którzy nad tymi dziećmi
          nie umieją bądź nie chcą zapanować.
          A tak na marginesie - Twój wpis jest dla mnie dowodem na słuszność
          mojej decyzji jeżeli chodzi o omijanie Egiptu jako wakacyjnego
          kierunku. Nie ze względu na "zemstę Faraona" czy inne szeroko
          opisywane przypadłości, a właśnie ze względu na towarzystwo które
          tam jeździ. Jakoś w Grecji, Hiszpanii czy Portugalii takich okazów
          spotyka się niewiele. A jeżeli już się zdarzają to w zdecydowanej
          mniejszości i ich zachowanie mniej rzuca się w oczy.
        • Gość: x15 Jak ktoś taki delikatny to po co podróżuje? IP: 83.238.100.* 22.07.09, 19:13
          Podróże są uciążliwe. Trzeba ciągać bagaże, trzeba uważać żeby nic
          nie zgubić, raz ciepło, raz zimno, samolot może wpadać w turulencje,
          uszy się zatykają, jeść nie dają, mogą być Polacy i ciągnąć wódę z
          gwinta na siedzeniu obok itd. No i do tego jeszcze może być w
          samolocie dziecko i zachowywać się po dziecięcemu.

          Dla osób, które źle znoszą podróże są wczasy, na które jedzie się
          krócej i wygodniej: Nałęczów, Ciechocinek, osławiony Lądek Zdrój.
          Mało tam 3 latków, szansa na świetny wypoczynek i mnóstwo
          wakacyjnego seksu (nawet jeśli jest się po 70-tce)
          • theorema Re: Jak ktoś taki delikatny to po co podróżuje? 22.07.09, 22:35
            Gość portalu: x15 napisał(a):

            > Podróże są uciążliwe. Trzeba ciągać bagaże, trzeba uważać żeby nic
            > nie zgubić, raz ciepło, raz zimno, samolot może wpadać w turulencje,
            > uszy się zatykają, jeść nie dają, mogą być Polacy i ciągnąć wódę z
            > gwinta na siedzeniu obok itd. No i do tego jeszcze może być w
            > samolocie dziecko i zachowywać się po dziecięcemu.
            >
            > Dla osób, które źle znoszą podróże są wczasy, na które jedzie się
            > krócej i wygodniej: Nałęczów, Ciechocinek, osławiony Lądek Zdrój.
            > Mało tam 3 latków, szansa na świetny wypoczynek i mnóstwo
            > wakacyjnego seksu (nawet jeśli jest się po 70-tce)
            żenujące argumenty...jeśli ktoś chce uciążliwej wyprawy, wybiera trekking, albo
            spływ górską rzeką. Jeśli ktoś jedzie na koncert, konferencję itp. do innego
            kraju - wybiera samolot, bo szybko, czysto i niemęcząco.
            A co to znaczy zachowywać się po dziecięcemu - mam znakomitą pamięć, moja mama
            również i zaręczam, że nigdy nie darłam się w podróży, nie paplałam o bzdurach
            na cały głos,nie kopałam foteli, innych ludzi, swojej mamy, nie rzygałam i w
            ogóle byłam nieuciążliwa.A muszę dodać, że mam siostrę bliźniaczkę i moja mama
            musiała mieć podzielną uwagę, żeby nas obie jednocześnie doglądać. Ale
            podejrzewam też coś innego - właśnie przez to, że nie "niuniała" do nas bez
            przerwy, nie koncentrowała całej swojej uwagi tylko na nas - nie było widowni do
            popisywania się i był spokój. Czasem mam ochotę powiedzieć takiej matce -
            kobieto, twoje dziecko nie może przez 4 godziny bez przerwy chcieć jeść, albo
            pić, daj mu spokój! Przestań zadręczać dziecko dopytywaniem! I odpadnie problem
            przewijania i może uśnie...Warto spróbować.
            • Gość: x15 Re: Jak ktoś taki delikatny to po co podróżuje? IP: *.acn.waw.pl 22.07.09, 23:42
              > żenujące argumenty...jeśli ktoś chce uciążliwej wyprawy, wybiera
              trekking, albo
              > spływ górską rzeką.

              A na spływie masz pretensje do wody, że chlapie? Nie - bo się sama
              zdecydowałaś znając konsekwencje.

              To czemu się czepiasz dzieci. Dzieci mają taką naturę, że się dużo
              ruszają i hałasują, a samoloty mają taką naturę, że są w nich min.
              dzieci i turbulencje. Nie mamy na to wpływu, tak samo jak na
              chlapiącą wodę na spływie. Oczywiście niektórzy doradzą
              żeby "spuścić takie lanie żeby bachor zamknął jadaczkę i przestał
              rzygać" - proszę bardzo niech ćwiczą to na swoich dzieciach.
              • Gość: theorema Re: dziecięca natura??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.09, 00:18
                No właśnie ja się pytam czyje dzieci mają taką naturę? Bo zachowanie rodziców
                już w czasie podróży, jak i w ogóle wychowywanie dziecka na co dzień ma jednak
                na nie ogromny wpływ . Nie można wszystkiego zwalać na temperament dziecka, bo
                to jest usprawiedliwianie leniwych/mało pomysłowych/nieprzygotowanych rodziców
                Powtórzę - ja nigdy się tak nie zachowywałam. Nie rzucałam się również w sklepie
                na podłogę, nie pytałam głośno" czemu ta pani jest tak gruba itd". Może mam coś
                takiego jak wrodzone poczucie taktu i ładu społecznego, jak też wiem, gdzie jest
                dziecka miejsce -bynajmniej nie "na świeczniku". A jeśli -na pewno mam to po
                mojej mamie i babci, które by spacyfikowały od razu takie popisy, nie biciem,
                ale zawstydzaniem, albo obojętnością.
                Nie ma czegoś takiego jak dziecięca natura, to nie dzikie zwierzęta. Mali, ale
                jednak - ludzie.
                • Gość: theorema Re: dziecięca natura??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.09, 00:29
                  a w ogóle to przeraża mnie ten dzieciocentryczny dzisiejszy świat. Jak byłam
                  dzieckiem to i stałam w autobusach i obcy ludzie mogli mi zwrócić uwagę i czasem
                  byłam głodna albo nie miałam wakacji. Od najmłodszych lat wiedziałam, że dorośli
                  mają różne problemy, nie są na wyłączność, nie są "dworem" wokół dziecka.
                  Dziecko jest dodatkiem do świata dorosłych i trzeba zasłużyć na to, żeby móc coś
                  zrobić "jak dorosły" i docenić to. Np. mając 6 lat regularnie bywałam z
                  rodzicami w restauracjach, czy barach, chodziłam do ich znajomych i po prostu
                  grzecznie słuchałam, albo czytałam książeczkę, albo cichutko rozmawiałam z
                  siostrą. A nie, że każda impreza to popisy dzieci, rozmowy o dzieciach, dzieci
                  dyktują kiedy się wraca do domu...
                  jasne, 10-miesięczne dziecko ma gdzieś, że to zaszczyt i wyróżnienie, lot
                  samolotem. Ale już dwulatek da się na to nabrać. Tylko trzeba się przestać
                  użalać nad dzieckiem już z góry i na pociechę zezwalać mu na zachowanie, jakby
                  właśnie z drzewa zeszło.
                  • Gość: x15 Re: dziecięca natura??? IP: *.acn.waw.pl 23.07.09, 01:04
                    > grzecznie słuchałam, albo czytałam książeczkę, albo cichutko
                    rozmawiałam z
                    > siostrą.

                    Jak jakieś dziecko siedzi nieruchomo i cicho nie wynika z tego, że
                    rodzice je tak wspaniale wytresowali, tylko z genetycznej skłonności
                    do siedzenia cicho. Również niektóre dzieci pasjonują się wręcz
                    poznawaniem i stosowaniem norm społecznych, a inne ich w ogóle nie
                    zauważają, ale za to z nieznanych przyczyn interesują się liczeniem
                    i czytaniem. W późniejszym wieku to się wyrównuje.
    • magdzie Re: Małe dzieci w samolotach 12.07.09, 22:52
      moze nie zawsze jest cicho i spokojnie, ale ja uwielbiam bawic sie z obcymi
      maluchami ;D
      jedyne czego nie moge zniesc to matek wrzeszczacych i szarpiacych za dziecko,
      odmawiajacyh dziecku chodzenia po pokladzie. ojcowie z reguly zachowuja spokoj
      lub udaja,ze nie sa ojcami. warto zrobic maly rekonesans przed lotem i zapoznac
      dzieciaki z innymi malymi wspolpasazerami. to czesto naprawde zalatwia sprawe
      kilkugodzinnych.

      gdybym byla rodzicem to np. w Ryanairze zakupilabym pierwsz.wejscia na poklad.
      inne linie, moze niewszystkie, umozliwiaja platny wybor miejsc.

      wg mnie w dzieciach trzeba rozbudzic instynkt podroznika, moze nie po trupach do
      celu, ale z umiarem, rozsadkiem zabieralabym swoje pociechy w rozne miejsca.
    • protozoa Re: Małe dzieci w samolotach 13.07.09, 08:11
      Jestem matka dwóch dorosłych już synów. I... do pierwszej klasy szkoły
      podstawowej obeszli sie bez dalekich podrózy, a jesli jechalismy gdziekolwiek to
      samochodem po to, zeby robić przerwy, zeby mogli spac, jeść, ruszyć się a nawet
      zachowywać głośniej.
      I gdy osiągnęli wiek, w którym cos sie pamięta, rozumie, kontroluje swoje
      zachowania itd, zaczęlismy jeżdzic. Zwiedzilismy naprawdę bardzo dużo- przy czym
      były to podróze bliskie ( kraje europejskie) , dalekie ( Stany) i bardzo
      dalekie. Nikt się nie umordował, dzieci świadomie zwiedzały, coś pamiętają.
      Dla nas Egipt to nie "zemsta Faraona" , ale Giza, Karnak, piramidy, Aleksandria.
      Grecja to nie smażenie się na plaży przy basenie, ale cała kultura starożytna. A
      Stany to nie pogaduszki ze szwagrem itd, itp.
      Nikt mnie nie przekona, że podróżowanie z małymi dziećmi jest rzeczą rozsądną.
      Większość rodziców wychodzi z założenia, że dzieciom wszystko wolno, bo są...
      dziecmi. Ktos wspomniał o kopaniu przez 2 godziny w czasie lotu do Grecji, ja
      miałam przyjemność być kopana znacznie dłużej. W 6 godzinie lotu nie zdzierżyłam
      i DELIKATNIE Z USMIECHEM poprosiłam, zeby matka zapanowała nad żywiołowym 2-3
      latkiem - usłyszałam stek wyzwisk. Matka była udręczona zachowaniem dziecka w
      czasie lotu ( jestem wstanie to zrozumieć) i.. wyładowała się na pierwszej z
      brzegu osobie ( co jest już niezrozumiałe).
      Ponadto rodzice małych dzieci traktuja personel pokładowy jak służących(
      wydawanie poleceń(!), wręczanie brudnych pieluch, domaganie się specjalnych
      praw). Przewijanie dzieci na fotelach jest normą. Jesli lot trwa ponad 3-4
      godziny ZAWSZE znajdzie sie kilku takich rodziców.
      Sporo latam. Nie widziałam rzygającego dorosłego, natomiast całkiem sporo dzieci.
      • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 13.07.09, 13:32
        Hej. Jestem takim podróżnikiem-amatorem. Lubię podróżować, uważam,
        że jest to fajny sposób na poznanie innych kultur, wyrobienie sobie
        dystansu do siebie, poznanie innych niż własny punktów widzenia.
        Oczywiście podróżujemy razem z dzieckiem, a to dlatego, że nie ma w
        tym - wbrew temu, co twierdzisz - nic nierozsądnego. Wprost
        przeciwnie - jest to zdrowy, fajny wypoczynek, dobry i dla rodziców,
        i dla dziecka.
        Oczywiście nie dla każdego. Gdyby ktoś miał wakacje spędzać w
        stresie z tego powodu, że jest w innym kraju z dzieckiem, to lepiej
        jest spędzić wczasy w domu lub pojechać nad Bałtyk. Za oknem leje
        jak z cebra, jest zimno, że chodzić trzeba w swetrze i płaszczu, ale
        za to człowiek czuje się bezpiecznie. Ja to rozumiem. Ale dlaczego
        Ty nie chcesz zrozumieć mnie?
        Wydaje mi się, że znam odpowiedź. Chodzi o coś, co się nazywa
        empatią. Ja ją mam, rozumiem Ciebie, a z tego wynika, że nie napiszę
        Ci, że jesteś głupia, bo nie jesteś. Ty empatii nie masz. Nie
        rozumiesz mnie. Śmiało piszesz, że jestem głupi, bo jeżdżę z
        dzieckiem po świecie.
        Oczywiście nie czuję się z tego powodu obrażony. Swoje stany lękowe
        starasz się racjonalizować, jak umiesz. Moim zdaniem postępujesz
        nieładnie, ale spróbuj zrozumieć tę matkę, która się wyżyła na
        Tobie. Przecież Ty robisz dokładnie to samo! Zdażył Ci się
        nieprzyjemny lot. Wśród ludzi są ludzie i ludziska. Nie każdy
        człowiek latający z dzieckiem jest mądry i grzeczny. Ale tak samo
        nie każdy człowiek lecący bez dziecka jest grzeczny i miły. Nie jest
        to jest chyba powód (z pewnością przyznasz to po głębszym
        przemyśleniu), by twierdzić, że każda osoba podróżująca samolotem z
        dzieckiem np. do Chin to skończony idiota.
        PS. Na wycieczki jeździsz klimatyzowanym samochodem lub autobusem
        wycieczkowym, prawda?
        • protozoa Re: Małe dzieci w samolotach 13.07.09, 13:54
          Zła diagnoza dotycząca mojej osoby. Nie mam lęków przed podróżowaniem, co więcej
          widziałam w zyciu naprawdę bardzo, bardzo duzo, śmiem twierdzić, że więcej niz
          niejeden podróznik.
          Na wycieczki nie jeżdżę autobusem wycieczkowym, w moim samochodzie nie ma
          klimatyzacji ( mąż ja ma, ale rzadko uzywa).
          Empatia - umiarkowana, asertywność - spora.
          I nie piszę tego postu dlatego, żeby kogokolwiek obrażać, ale uzmysłowić jak
          upierdliwe moga być małe dzieci w podrózy. Samolot to blaszana puszka, z której
          nie sposób wysiąść. Darcie się dziecka, cudzego dziecka, nad głową może byc
          trudne do zniesienia. I nie oznacza to, że tak twierdząca osoba nie lubi dzieci.
          Może bardzo lubic, ale nie tolerować darcia się. Po godzinie, dwóch, trzech
          traci się cierpliwość i dochodzi do konfliktów. A stroną rozpoczynającą konflikt
          bywają, niestety, rodzice małych dZieci.
          • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 13.07.09, 14:42
            A jednak widzę, że lubisz spierać się o słówka. Dla Ciebie napisanie
            o mnie, że narażam swoje dzieci na niewygody (a być może i
            poważniejsze zagrożenia), a współpasażerów na dolegliwości (mimo że
            nie znasz mnie, mojego dziecka, nigdy prawdopodobnie nie lecieliśmy
            razem w samolocie), to nic szczególnego, ot taki tam przejaw
            asertywności. Zrozum jednak (prosiłem Cię przecież o chwilę
            zastanowienia), że dla mnie tego rodzaju uwagi byłyby obraźliwe,
            gdybym jako osoba empatyczna nie rozumiał tego, że po prostu jesteś
            prawdopodobnie mało empatyczna i skupiona na sobie.
            Twoje lubienie lub nielubienie dzieci nie ma nic do rzeczy. Po
            prostu lubisz siebie bardziej niż innych ludzi, co doprawdy jest
            zupełnie zrozumiałe. Zrozum jednak, że dla mnie nie różnisz się
            wiele od osób przewijających dziecko na fotelu w samolocie. Zdarzył
            Ci się niemiły lot - wchodzisz więc na forum internetowe,
            prowokujesz konflikt, obrażając hurtem wszystkich rodziców
            podróżujących z dzieckiem. Jak to można nazwać? Asertywnością? No,
            znam mocniejsze słowa.
            • Gość: LewaNoga. Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.09, 15:54
              Zauważ, że kiedy autorka wspomniała o sytuacji, w której matka jednego
              z podróżujących samolotem dzieci niemiło się do niej odniosła,
              apelowałeś o zrozumienie dla tamtej pani. Autorka tymczasem na żadne
              zrozumienie nie zasługuje i choć jej osobiście nie znasz, śmiało
              stawiasz diagnozę, że jest mało empatyczna. Fakt, że ton jej pierwszej
              wypowiedzi mógłby być łagodniejszy, jednak ja osobiście nie dziwię się
              jej frustracji.
              • rikol Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 17:49
                Wlasnie o to chodzi: rodzice nie reaguja na to, ze ich dzieci przeszkadzaja
                innym. Pozwalaja im na wrzaski, kopanie, przewijaja w samolocie, mimo ze jest
                przeciez specjalne miejsce do tego przeznaczone. Chamstwo po prostu.
              • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 20:17
                Obiektywnie rzecz biorąc, możliwe, że niekiedy moje reakcje są
                niezupełnie adekwatne do sytuacji. Ja naprawdę staram się wczuć się
                w sytuację protozoa, ale po prostu irytują mnie tego rodzaju
                nieusprawiedliwione obiektywnie generalizacje, jakie ona czyni. To
                prawda, że wśród rodziców podróżujących z dziećmi zdarzają się różne
                egzemplarze i dzieci też są różne - dotyczy to jednak w ogóle
                wszystkich ludzi. Z tego powodu, że protozoa być może spotkała się z
                tego typu sytuacjami, nie usprawiedliwia jednak jej twierdzeń, że
                podróżowanie z dziećmi to głupota, przejaw szpanu, a dzieci
                zakłócają spokój innym podróżnym. Taki pogląd jest krzywdzący dla
                wielu osób.
            • Gość: kola Re: Małe dzieci w samolotach IP: 194.181.183.* 22.07.09, 16:49
              sorry, pawel zet, ale mimo calej swojej gadki o empatii, to chyba
              nie za bardzo weisz co to jest.. bo jezeli myslisz, ze empatia
              polega na tym, ze powiesz innym ze sa zli bo cie nie rozumieja a ty
              jestes dobry bo w zawoalowany sposob im mowisz ze masz im gdzies, to
              to stanowczo nie o to chodzi
              • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 20:21
                Empatia to empatia - nic mniej, ani nic więcej. :-) Nie mam gdzieś
                innych ludzi, ale zrozum, że mam gdzieś bzdury, które wypisują, oraz
                ich idiosynkrazje. Czy gdyby komuś przeszkadzał mój kolor włosów, to
                powinienem je przefarbować? Podróżuję sobie, nie wadząc nikomu, z
                dzieckiem, więc jeśli ktoś mi pisze, że jego to denerwuje, to mogę
                mu jedynie współczuć i poradzić wizytę u terapeuty.
            • Gość: k.ch. Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.acn.waw.pl 22.07.09, 16:51
              Panie Pawle, sprawia pan wrażenie bardzo agresywnego rozmówcy, by nie rzec
              pieniacza. Pisze to osoba, która ani nie ma dzieci, ani dzieci jej nie
              przeszkadzają, więc raczej neutralna. Obraził sie pan bez powodu, a teraz
              wymyśla osobie, która miała czelność wypowiedzieć inne zdanie niż pańskie. A juz
              stwierdzenie: "ja jestem empatyczny, więc dzięki temu rozumiem, że ty jesteś
              nieempatyczna" to jakieś kuriozum. Po przeczytaniu kilku postów musze
              stwierdzić, że obrażanie rozmówców to raczej pana specjalność niż pana
              przedmówczyni. Skoro tak sie pan unosi w internecie to az strach z panem leciec
              jednym samolotem. Jeśli tak sie pan przejął opinia nieznanej sobie osoby na
              temat zaobserwowanych niewłaściwych zachowań w samolocie to chyba cos jest na
              rzeczy... Bez pozdrowień.
              • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 20:26
                Hmmm, znajomi twierdzą, że jestem wyjątkowo spokojnym człowiekiem,
                wręcz za grzecznym w kontaktach z innymi ludźmi, którzy są tacy,
                jacy są.
                Proszę jeszcze raz przeczytać wcześniejsze posty.
                Może krótko je zrekapituluję:
                1.) Protozoa pisze, że latanie z dziećmi to głupota, dzieci
                przeszkadzają innym podróżnym, a ich rodzice to chamy.
                2.) Ja protestuję przeciwko tego rodzaju generalizacjom, w sposób -
                jak mi się zdaje - całkiem zróżwnowazony.
                3.) Protozoa na to oświadcza, że odtąd będzie robiła przy pierwszym
                kopnięciu dziecka ostrą awanturę rodzicom.
                4.) Ja na to oświadczam, że tej Pani brakuje empatii, do czego,
                zważywszy na jej zadziwiające twiedzenia, mam - jak mi się zdaje -
                prawo.
                I kto tu jest agresywny? Wydaje mi się, że jednak nie ja.
                • Gość: theorema re:kopanie w fotel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.09, 00:37
                  wydaje mi się że dziecko, które kopie w fotel ma jednak podwyższony poziom
                  agresji. Tak jak dzieci, które kopią współpasażerów w autobusach miejskich. Ta
                  agresja może być ze stresu, ale kto ten stres generuje, czy nie rodzice przypadkiem?
                  Chyba,że dziecko uważa, że kopanie fotel jest świetną zabawą - wtedy rodzic
                  powinien zareagować po pierwszym razie, bardzo stanowczo. jak nie pomoże
                  -odwrócić dziecko twarzą do siebie, niech kopie brzuch zachwyconego rodzica.
                  ja bym zrobiła awanturę dopiero po drugim kopniaku, jeśli nie zauważyłabym
                  reakcji rodzica. Nie dziecku oczywiście, tylko rodzicowi...
                • protozoa Re: Małe dzieci w samolotach 23.07.09, 09:14
                  Czy uważasz, że kopanie - nieważne przez kogo- osoby siedzącej z przodu jest w
                  porządku? Jeśli tak to nie mamy o czym mówic, jesli nie to zrozum, że osoba
                  kopana zareaguje. Ja robiłam to nie przy pierwszym a przy setnym kopnięciu i
                  reakcja opiekuna dziecka była agresywna. Teraz nie zamierzam być aż tak
                  cierpliwa. Po prostu zareaguję przy pierwszym kopnięciu. Niby z jakiej racji
                  dziecko ma mieć specjalne prawa do kopania???? Dlatego, że jest małe? Czy
                  dlatego, że niewiele rozumie?
                  Znakomita większość rodziców uważa, że wszyscy muszą wykazywać się tolerancją
                  wobec ich potomka. A tak nie jest.
                  Czy zareagowałbyś gdybym na plaży urządziła dyskotekę i dzikie wrzaski? Z
                  pewnością. ( Dla jasności nie urządzę i nie urządzałam).
                  • Gość: Mantra Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.net.upc.cz 23.07.09, 09:25
                    > Czy uważasz, że kopanie - nieważne przez kogo- osoby siedzącej z przodu jest w
                    > porządku?

                    Nie jest. Zawsze można zwrócić uwagę jak rodzic nie reaguje (dziwne że nagle
                    wszyscy nieasertywni i dają się kopać po plecach ileś tam godzin). Nie zmienia
                    faktu jednak ze nie masz prawa mówić gdzie rodzice mogą jeździć z dziećmi bo to
                    nie Twój interes. Rozumiesz? Ja Tobie też nic nie nakazuje.
                    • Gość: anty-mantra Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.acn.waw.pl 23.07.09, 11:42
                      Nie zmienia
                      > faktu jednak ze nie masz prawa mówić gdzie rodzice mogą jeździć z dziećmi bo to
                      > nie Twój interes.
                      Owszem, każdy ma prawo wyrazić własne zdanie. Jakieś nowe rozumienie wolności
                      słowa? Mam prawo mówić że uważam, że X jest głupi, a Y niekompetentny, z Z
                      popełnia blędy. Oczywiście X Y i Z mogą to samo powiedzieć o mnie.

                      Rozumiesz? Ja Tobie też nic nie nakazuje.
                      Oo, ciekawe. Cytuję: "nie masz prawa mówić gdzie rodzice mogą jeździć z
                      dziećmi". Czyżbyś miał monopol na zakazy i nakazy?
                  • laminja Re: Małe dzieci w samolotach 23.07.09, 10:04
                    Reagować TRZEBA przy pierwszym kopnięciu, bo brak reakcji jest dla dziecka formą
                    przyzwolenia, a dla rodzica, który sam z siebie nie wykazuje chęci wpłynięcia na
                    nieodpowiednie zachowanie swojego dziecka to też forma przyzwolenia. Nie
                    odpuszczajmy dzieciom, ale przede wszystkim ich rodzicom. Forma może zdziałać
                    cuda, więc jeśli zwrócimy uwagę rodzicom, zanim zostaniemy doprowadzeni do
                    wściekłości, będzie to dla wszystkich znacznie lepsze. Dziecko nie ma prawa
                    kopać foteli, rodzic ma obowiązek tego pilnować. Jeśli jednak rodzic nie upomina
                    dziecka już przy pierwszym kopnięciu to znaczy, że nie rozumie tego jak to jest
                    ważne i trzeba samemu zwrócić dziecku uwagę.
                        • laminja Re: Małe dzieci w samolotach 23.07.09, 19:37
                          A skąd wiesz? Rozumiem, że zakładasz taki obrót sprawy, ale jak będzie nie
                          wiesz. Może warto kiedyś spróbować odwrócić się do takiego dziecka, potraktować
                          je jak człowieka, a nie dzikusa i w miły sposób zwrócić mu uwagę.

                          Nie, Ty zakładasz, że od razu wejdziesz w konflikt z rodzicami. Może masz
                          powody, ale wtedy powinnaś się zastanowić czy to nie wynik sposobu w jaki się
                          komunikujesz z otoczeniem.
                          • Gość: Antek Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.ramtel.pl 24.07.09, 16:50
                            > wiesz. Może warto kiedyś spróbować odwrócić się do takiego
                            > dziecka, potraktować je jak człowieka, a nie dzikusa i w miły
                            > sposób zwrócić mu uwagę.

                            Zwrócić się do dziecka w miły sposób, to mogę, gdy ono mnie na
                            przykład zagaduje, czego ja sobie akurat nie życzę, bo zwyczajnie
                            mam ochotę robić coś innego. Natomiast, jeżeli dziecko mnie kopie,
                            to uwagę raczej należy zwrócić w sposób stanowczy - co nie znaczy
                            niegrzeczny. Bo niby dlaczego miałbym być miły dla kogoś kto mnie
                            kopie?
                            • laminja Re: Małe dzieci w samolotach 24.07.09, 20:35
                              stanowczy nie musi być sprzeczny z miły :)) Pierwszy kopniak bym zignorowała, po
                              drugim zwróciłabym w miły sposób uwagę (bo może mlody pasażer nie zdawał sobie
                              sprawy z tego, że kopanie fotela może komuś przeszkadzać), po trzecim
                              zareagowałabym już bardziej stanowczo. Po kolejnych poprosiłabym rodziców o
                              interwencję, a w razie jej braku personel pokładowy o pomoc lub inne miejsce.

                              Są jednak ludzie, którzy czekają do setnego, a potem się żalą na forum :p Tak
                              też można.
              • przeprowadzacz22 Re: Małe dzieci w samolotach 02.07.10, 21:19
                Gość portalu: k.ch. napisał(a):
                > Skoro tak sie pan unosi w internecie to az strach z panem leciec
                > jednym samolotem. Jeśli tak sie pan przejął opinia nieznanej sobie
                osoby na
                > temat zaobserwowanych niewłaściwych zachowań w samolocie to chyba
                cos jest na
                > rzeczy...

                Genialne !
                :)
      • laminja Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 21:59
        wszystko zależy od kultury rodziców. Od naszych dzieci wymagamy zachowania na
        poziomie nie tylko w samolocie, ale też restauracjach i wszystkich innych
        miejscach gdzie oprócz nas są inni ludzie. Uczone tego od początku nie sprawiają
        problemów. Do podróży się przygotowujemy, na pokład zabieramy gry, filmy,
        zabawki, i inne rzeczy, które mogą je zająć. Nie pozwalam na głośne zachowanie,
        łażenie po pokładzie, zaczepianie ludzi, itd. Staję zawsze w kolejce do odprawy,
        podchodzę poza kolejnością tylko kiedy jestem wywołana. Nie widzę powodu dla
        którego mam spędzić więcej czasu w samochodzie i wylądować na zatłoczonej plaży
        nad polskim morzem, bez gwarancji dobrej pogody, dużego basenu i innych
        atrakcji, skoro za podobne pieniądze mogę w krótszym czasie dolecieć do
        Hiszpanii. Tam przed sezonem jest już ciepło i dzieci mogą się do woli pluskać w
        pięknym dużym basenie. A podróże kształcą, nasz syn ma 5 lat i wciąż pyta kiedy
        znowu gdzieś pojedziemy. Nasze wakacje to nie tylko plaża i basen. To również
        zwiedzanie, choć dostosowane do możliwości naszych dzieci. Wszystko to sprawia,
        że cudownie się bawią w ciepłym kraju i rozwija się w nich potrzeba poznawania
        świata. Dziecku, nawet małemu trzeba wyznaczać granice. Uczyć je zachowania w
        miejscach publicznych.

        Myślę, że generalizujesz i wrzucasz wszystkich do jednego worka. A na świecie są
        różni ludzie. Ci kulturalni nie pozwalają na to, żeby ich dzieci przeszkadzały
        współpasażerom. Podobnie jest w restauracjach. U nas sprawa jest prosta, gdyby
        nasze dzieci nie umiały się odpowiednio zachować, nie latalibyśmy z nimi, itd.
    • Gość: asioga Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.09, 08:46
      Bardzo dużo latam i podróżuję i potwierdzan, że chcę powiedzieć że
      podróż z dziećmi ma jak największy sens ale od pewnego wieku i
      odległość ( długość lotu) też trzeba dawkować)znych dzieciach
      zabieranych np na Dominikanę czy Meksyku i zadaję pytanie poco?
      Plażowanie i ciepła woda? - to jest w zasięgo 2 godinnego lotu.
      Smieszne są wypowiedzi, że dziecko pamięta i się upomina o podróż
      samolotem- nie wierzę.
      Zostaje więc szpan jak ktoś już to okreśłił. Zaliczenie kraju z
      nazwy i bycie w hotelu i na plaży nie jest podróżowaniem. Jest to
      szpan i egoizm.
      Moje dziecko zaczęło jesienne podróże (chodziło o przedłużenie lata,
      lipiec i sierpień było nad naszym morzem) jako 2 latek od Tunezji,
      Grecji, Portugalii itp czyli . Z pierwszych wyjazdów nie pamięta nic
      poza tym co na zdjęciu. Późniejsze podróże, te ze zwiedzaniem już
      tak i to dobrze. Teraz mamy wspólne wspomnienia z niemal 30 krajów
      różnych kontynentów.
      Ostatnio leciałam 2.5 godziny. Na pokładzie były TYLKO 4 maluchy i
      przez ani minutę nie było ciszy - cały czas któreś płakało.
      Wakacje powinny być z dziećmi ale im na prawdę nie robi różnicy
      miejsce.
      • Gość: aducha Re: Małe dzieci w samolotach IP: 80.54.67.* 13.07.09, 10:08
        Nie rozumiem, dlaczego tak Wam przeszkadza dziecko w samolocie? A wrzeszczący
        pijani pasażerowie, którzy nie zwracają uwagi na pasażerów, krzyczący nad
        waszymi fotelami, wylewający Wam wódkę na kolana przez 4 godziny są Ok? Też
        kopią w fotel, szturchają. Leciałam
        wiele razy, gdzie pasażerami były małe dzieci i nie sprawiały one żadnych
        problemów lub niewielkie w porównaniu z dorosłymi. A o wędrówkach dorosłych tuz
        po rozpięciu pasów nie wspomnę. Leciałam z wrzeszczącymi dziećmi, kiedy cały samolot
        obrócił wszystko w żart i śpiewał kołysankę aaa kotki dwa. Dziecko zaciekawione
        momentalnie ucichło. Kiedy znów zaczęło, my znów śpiew. Było wesoło. Ale już
        mniej wesoło było siedzieć w centrum zapijaczonego, rozmawiającego porzez moją
        głowę towarzystwa,.Słuchać przekleństw pod adresem osób zwracających im uwagę a
        pózniej zastanawiać się kiedy na mnie coś wyleją, albo zwymiotują.Może więcej
        tolerancji, cierpliwości, tak nam jej wszystkim w dzisiejszym świecie brakuje.
        • Gość: mikolaj Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.09, 11:08
          Raczej czesciej spotyka sie rozwrzeszczane maluchy niz pijanych. Tez
          czesto podrozuje i choc nie mam jeszcze dzieci napewno w przyszlosci
          nie bede lecial na wakacje z maluchem ktory nie skonczyl
          przynajmniej 4 lat. Lot ponizej tego wieku to jak ktos napisal szpan
          i zdjecie na naszej klasie. A co do polskiego morza to jezdzilem z
          rodzicami przez 20 lat.Nie czuje sie wcale gorszy od innych .Wrecz
          przeciwnie poznalem kawal naszego pieknego kraju, bo takich plaz i
          zachodow slonca nie ma gdzie indziej.
          • Gość: Agata Re: Małe dzieci w samolotach IP: 80.51.246.* 13.07.09, 12:12
            Każdy lubi co innego, ja nie lubię polskiego morza i będę latać (nie
            dla szpanu bynajmniej) z moim małym dzieckim tam gdzie JA mam ochotę
            wypoczywać. Tak jak Grodek75 nie mam zamiaru czekać parę lat tylko
            dlatego, że komuś przeszkadza moje dziecko w samolocie. Czy ktoś
            mnie pyta o zdanie czy mi nie przeszkadza smród czosnku, kopanie w
            fotel i pchanie się na lotnisku bez słowa przepraszam?? I mówię tu
            bynajmniej nie o maluchach tylko o dorosłych pasażerach. Oczywiście
            dziecko należy uczyć kultury od najmłodszych lat. Ale mam zamiar
            życ normalnie, co wiąże się również z urlopem, do którego mam prawo!
            • protozoa Re: Małe dzieci w samolotach 13.07.09, 14:04
              Hm, ja też mam prawo do urlopu, wypoczynku, spokoju . I jesli mi przyjdzie
              lecieć z rozrabiającym dzieckiem, to ani mysle przez 3 pierwsze godziny lotu
              siedzieć cicho, tylko po PIERWSZYM kopnieciu w fotel zareagowac ostro.
              Nastraszyć dziecko, ze jak się nie uspokoi przyjdzie pan pilot i złoi mu dupsko.
              Nieładnie? Owszem, ale nie ja zaczęłam. Nie mam też ochoty rezygnować z
              pouszczenia fotela tylko dlatego, zeby dziecko miało więcej miejsca. Gdy zaś
              matka zabierze się za przewijanie wezwe stewardesę i poproszę, aby zaprosiła ja
              do ubikacji.
              Nie zamierzam także zachowywać się cicho tylko dlatego, że dziecko spi.
              Oczywiście nie wydzieram sie, ale niby dlaczego mam mówić szeptem?
              Słowem - bedę traktować dzieci tak jak dorosłych, bez taryfy ulgowej.