emigracyjny blues

IP: *.bulldogdsl.com 03.05.06, 10:58
Na Wyspy przyjechalem 13 miesiecy temu (autokarem po 2 przesiadkach) z
wyladowanym plecakiem i zalatwiona praca w Manchesterze( Wielka Mancunia).
Pierwsze dwa tygodnie spedzilem w hostelu (15 funow za noc- z wlasnej
kieszeni) , który miesci sie w samym City Centre. Warunki spartanskie ale
klimat przedni. Mnostwo ludzi z calego swiata , ktorzy przyjechali albo ostro
zaimprezowac(mlodzi z zachodniej Europy), albo zapracowac ( mlode demoludy).
Po dwóch dniach od przyjazdu mielismy umowione spotkanie z pracodawca (
Polacy zwerbowani przez agencje z calej Macierzy i ja).Z czasem okazalo sie
ze wszystko gra , czyli jest legalnie, placa ,nawet na urlopy platne kaza
brac.Jak sie czlowiek naczytal przed wyjazdem o przygodach w Anglii to mogl
miec wielkie watpliwosci.
Po tym spotkaniu na drugi dzien zaczynalismy normalna prace. W miedzyczasie
musielismy znalezc lokum. Kilka telefonow znalezionych na ulicznych szybach
sklepowych okazalo sie dobrym wyborem. Znalezlismy duzy dom na old trafford,
pakis byl landlordem, troche nas przycinal, ale to byly poczatki a czlowiek
uczy sie na bledach. Po dlugich 2 tyg. w hostelu + praca na 6 rano ,
zamieszkanie na swoim to byl ogromny sukces nawet kosztem wyzszych kosztow,
hehhehe.
Potem konto w banku (problemy), nat. insurence, council tax ( wszystko bez
problemow). I tak mi minela wiosna. Na zalatwianiu spraw i ciezkiej pracy.Po
studiach zostalem 100% fizolem, robolem. I jest mi z tym naprawde dobrze.Nie
mam do nikogo pretensji ze nie ma dlamnie pracy w Polsce, ze radza komuchy z
pisem a uni wolnosci sie nie udalo bo tak naprawde ja nic konkretnego nie
potrafie. Od podstawowki sie obijalem na studiach konczac . Prawie wszystko
robilem na ostania chwile, szczegolnie rzeczy ktore mnie nie interesowaly.
Czesto ratowalem skore tym ze potrafie byc kurde bele 'medialny'.Glupi nie
jestem, jak bylem smarkaczem to sobie czytalem tytusa, vonneguta i pana
samochodzika a i encyklopedie i atlasy chetnie przegladalem. No i nieoceniona
telewizja satelitrna , ktora sie pojawila po 90 roku.Poza tym trzeba sie
urodzic z poczuciem humory i miec anioly ktore czuwaja bys spadal na cztery
lapy , kiedy lecisz prosto na pysk.Poza tym jest taki czas w zyciu kiedy
trzeba wziac sprawy w swoje rece i miec cel ku któremu sie darzy kosztem
np.spiec z rodzina. Ja takowe mialem przez ponad 10 lat. Rodzice mnie
wspierali , bo czesto wywijalem rozne numery( potrafilem bardzo brzydko
klamac i krecic).Dziekuje im za to i wiem ze wyrzadzilem im tym duzo krzywdy
i zabralem kawalek zdrowia , szczegolnie Mamie. Kocham Was.
Teraz troche o tym 'celu'. Na studiach poza lenistwem i ostrym dyzurem tylko
podczas sesji, sesji poprawkowych i jednemu warunkowi( dziekuje panie psorze,
dzieki panu wreszcie nauczylem sie dwudziestolecia miedzywojennego w dwa dni)
zdalem sobie sprawe ze jestem zerem i rynek pracy mnie spusci w klozecie. To
bylo tak pi razy oko 2 lub 3 lata przed wstapieniem do unii. Po skonczonym
licencjacie ( ilu to sie nas naprodukowalo), czyli obronie pracy ( napisalem
ja sam, do dzis nie moge w to uwierzyc) poszedlem do urzedu pracy i sie
zarejestrowalem. Po 3 miechach i nieustannych klotniach i kwasnej atmosferze
domowej odezwali sie z urzedu z propozycja uczestniczenia w kursie na euro-
managera czyli kolesia ktory pisze projekty pod pieniadze unijne. Oczywiscie
sie zgodzilem bo to oznaczalo 3 miesiace nauki-szkolenia plus nastepne trzy
praktyki na jakiejs placowce. Trafilem po tym kursie do urzedu w miescie w
ktorym aktualnie mieszkalem. O swoim nowym zawodzie powiem tyle ze nie mialem
szans sie w tym sprawdzic bo bylem za glupi i za leniwy. Nie znosze matmy i
nie mam zadadkow na lidera. A wtym zawodzie trzeba liczyc i wszystko trzymac
w garsci zelazna reka. No ale w urzedzie nie wymagano odemnie abym pisal
projekt bo on byl formalnie ukonczony. Dopisalem tylko zalaczniki i
zapakowalem w koperty. Dzis wiem ze sie im udalo i dostali wielkie pieniadze
na drogi. W pracy urzedowej robilem rozne rzeczy: mucie kubkow dla szefowej,
pisanie artykulow do biuletynu miejskiego, robienie zdjec podczas
uroczystosci, noszenie kompow, xerowanie, noszenie tablicy, zanoszenie
kluczy, pieczetowanie,podlaczanie laptopa w bunkrze miejskim, siedzenie bez
celu i odbieranie telefonów no i liczenie oswiadczen bezrobotnych. Warto to
bylo przezyc z 400 zl z hakiem. Tyle dostawalem.Tyle byla warta moja praca i
to jest prawda. Dzieki temu ze mialem dostem do sieci spedzalem duzo czasu
na wysylaniu cv do pracodawcow.Odbylem kilka rozmow kwalifikacyjnych i nic.
Wreszcie przez przypdek skontaktowala sie ze mna agencja w sprawie wyjazdu do
Manchesteru, no i wiecie zaczelo sie...cdn
    • apple_seed Re: emigracyjny blues 03.05.06, 11:33
      tak to sobie mniej wiecej sam wyobrazam. troche zaluje, ze sam juz stad nie
      wyjechalem, ale mam niestety/naszczescie jako taka robote.
      Napisz cos jeszcze! Fajnie sie czyta!!!
      • apple_seed Re: emigracyjny blues 03.05.06, 12:14
        apple_seed napisał:

        > tak to sobie mniej wiecej sam wyobrazam. troche zaluje, ze sam juz stad nie
        > wyjechalem, ale mam niestety/naszczescie jako taka robote.
        > Napisz cos jeszcze! Fajnie sie czyta!!!

        chodzio mi oczywiscie o wyjazd z Polski.
    • xiv Re: emigracyjny blues 03.05.06, 11:46

      ja zawsze dostawalem dola w Man w lutym i marcu... a tu juz wiosna! wiec skad
      ten blues? ale faktem jest, ze dobrze sie czyta...
      • Gość: lomerk Re: emigracyjny blues IP: *.in-addr.btopenworld.com 03.05.06, 11:52
        Napisane, przez normalnego kolesia dla normalny osob. Bez zbednej filozofi,
        dlatego czyta sie ok. Napisz cos wiecej, po przypomnial mi sie dzieki Tobie
        np.czas nauki...bo ktoz na studiach nie walil sciemy. Hahaha, swietne czasy.
        Pozdro z Belfastu.
    • Gość: homiee Re: emigracyjny blues IP: *.in-addr.btopenworld.com 03.05.06, 14:22
      Fajne, fajne.
      Ja tez na Wyspy przyjechalem 13 m-cy temu :) Ale na szczescie fizolem bylem
      przez pierwsze 3 m-ce, teraz jako taka praca jako PC technician w duzej
      angielsko-francuskiej f-mie. I jest fajnie. Jak sie chce, to mozna wszystko. A
      jak sie leniuchuje (ja tez mam podobnie - powinienem pracowac w finansach,
      ksiegowosci, ale po prostu mi sie nie chce narazie), to jest to co samo w rece
      wpada.

      Pozdro i gratuluje zdrowego podejscia, z dystansem, dobra rzecz :)
    • Gość: kaś Re: emigracyjny blues IP: *.bulldogdsl.com 03.05.06, 18:54
      czekamy na ciag dalszy!!!! :)
    • Gość: dziewczynazbagien Re: emigracyjny blues IP: *.bulldogdsl.com 04.05.06, 00:08
      fajne!. a w życiu mialam chwilami podobnie....i też wylądowałam w pobliżu
      manchesteru.pozdrawiam!!!!
      • robak.rawback ---- 04.05.06, 01:46
        hmm no przeczytalam. czyzby zodiak znalazl swoje powolanie?
        w jednym sie troche niezgodze - twoja uwaga o politykach.
        przeciez oni wszyscy nadal rzadza, tyle tylko ze im sie nazwy ugrupown
        zmienily. od 15 lat przy korycie sa ci sami ewentualnie zmiana warty co 4
        latka, (czesc wymarla albo wymienila sie z gwiazdami estrady - jakies big
        brothery, cugowskie itp itd) no i ktos na nic glosuje, sami sie nie wybrali....
    • Gość: zodiak Re: emigracyjny blues IP: *.bulldogdsl.com 04.05.06, 07:13
      pozdro i duzy luzik dla czytajacych, jak bedzie natchnienie to zamieszcze to
      wkrotce.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja