ghrom
10.06.06, 01:00
Moj szef, bardzo sympatyczny Angol, podczas jednej z naszych pogawedek biurowych sprzedal nam
kiedys przy okazji jakejs dygresji historie zakupu prostego stolu i krzesel do ogrodu, bodaj z B&Q.
Opowiesc byla ilustracja tezy, jakoby UK byla krajem 'compensations', czyli jesli cie wkurzyla jakas
firma i to nie bez powodu, domagaj sie 'zadoscuczynienia', albo po prostu marudz tak dlugo, az
sami ci cos dadza. W poincie opowiesci kompensacja byl bodajze czek na iles-tam.
Od czasu tej rozmowy staram sie zwracac uwage na to i notuje sobie skrzetnie wszystkie przyklady
na poparcie tej tezy, musze przyznac, ze jest ich sporo. Dzis np. jako firma dostalismy voucher na
50, bo zamiast obiecanego dwa dni temu piatku dostawa klimy bedzie dopiero w przyszly czwartek.
Ot, taka mala ciekawostka pokazujaca pewna roznice kulturowa miedzy UK i Polska.