Dodaj do ulubionych

ceny produktow w UK

07.03.07, 10:30
wiecie moze jakie produkty spozywcze i nie tylko sa tansze w UK niz w Polsce? jakich produktow nie warto brac ze soba gdyz w UK np cenny sa porownywalne albo nawet tansze? Jutro jade do anglii a nie chce niepotrzebnie brac ze soba rzeczy ktore sa w tej samej cenie juz na miejscu w UK.
Obserwuj wątek
    • Gość: claudel Re: ceny produktow w UK IP: 212.66.73.* 07.03.07, 11:28
      nie jakie tylko gdzie. w supermarketach wiekszosc produktow spozywczych jest
      drozsza (mzoe tylko alkohol porownywalny), natomiast na niektorych marketach,
      czyli targach bywa porownywalnie z Polska. w UK trzeba nauczyc sie szukac
      • Gość: skorpio191 Re: ceny produktow w UK IP: 82.160.115.* 07.03.07, 12:40
        a co warto zabrac w wiekszej ilosci bo np. w UK jest owiele drozsze? jak to wyglada np z mydlem, szamponem, bielizna itp
        • korkix78 Lista lista 07.03.07, 14:06
          Zalezy ile masz miejsca, na ile sie wybierasz.

          Np sol jest drozsza o jakies 50% ale coz z tego :-)

          Ja np biore zwykle przede wszystkim rzeczy trudnodostepne w UK, albo dostepne,
          ale juz nie takie same.

          Zwykle biore kasze gryczana i perlowke (identyczna kupisz wlasciwie tylko w
          sklepach z polska zywnoscia, wtedy wiadomo ze drozej).
          Biore troche pasztetow pewnej marki, bo je po prostu akurat lubie.
          Biore kabanosy z zaprzyjaznionego sklepu w Polsce, bo takich nie znajde nigdzie
          (w Polsce tez ciezko o podobne, bo to z nieduzego zakladu miesnego lokalnego).
          W lecie biore zolta fasole a la szparagowa, a takze bob.
          Chrzan, do sosu chrzanowego. Cwikla - bo lubie, jesli mam miejsce.
          Koncentrat do barszczu. Kielki sojowe w puszce Bonduelle (!!), fix Knora do
          potraw chinskich (ale to moze tez jest,nawet nie sprawdzalem).
          Sekacz. Przecierki pomidorowe w malych sloiczach, bo takie mam widzimisie ze je
          wole od puszkowych, a nie lubie duzych sloikow.
          Troche kotletow sojowych pewnej firmy i pewnego typu, ktorego w UK nie dostane.

          Nigdy nie biore: kawy, makaronow, ryzu, owocow, 95 % warzyw (wyjatki potem),
          jajek , boczku (hehe), szamponow, cukru, past do zebow i takich tam, gum do
          zucia, puszkowych groszkow, kukurydz, fasolek srolek no nie wiem bardziej
          prozaicznych przykladow wymyslec nie potrafie chyba, a staram sie z calej mocy.

          Tyle, ze kto inny jadac autem ma gdzies liste ktora podalem, bo woli zaladowac
          np caly bagaznik polskimi vodkami i browarami, bo sa w PL tansze i juz,
          jednoczesnie specyficzne jadlo majac w d00pie.

          Oczywiscie wszystko jest indywidualna sprawa, ja robie tak, ktos inny ma
          zupelnie inne preferencje. Mi nie tyle zalezy zeby oszczedzac gdzie sie da
          (choc to tez,ale to nie priorytet) co miec produkty, ktore sa ciezej
          zastepowalne w UK w moim mniemaniu (kto inny powie, ze jemu jest obojetne ktore
          kielki soi do chinszczyzny zastosuje).

          Ale to juz wynika z mojej natury niepoprawnego kucharza-amatora :)

          Sciagnij sobie SIMlocka - jesli masz.


          Musze zapamietac linka i wklejac..
          • vierablu Re: Lista lista 07.03.07, 15:52
            > Ja np biore zwykle przede wszystkim rzeczy trudnodostepne w UK,
            > albo dostepne, ale juz nie takie same.

            Tyle, ze osoba jadaca po raz pierwszy moze miec dosc spora trudnosc w
            stwierdzeniu, czego w UK nie ma :)

            Ja zabieram:
            - kabanosy i krakowska sucha (mozna kupic, ale nie najlepszej jakosci)
            - wodke debowa (hit wsrod znajomych Anglikow)
            - przyprawe do ryb, do kurczaka Kamis(tu rzecz jasna sa przyprawy, ale nie
            dokladnie takie, jakie lubie)
            - barszczyk czerwony
            - mieszanke Wedlowska i sliwki w czekoladzie (na prezenty - kolejny hit)

            Bardzo chetnie wzielabym jeszcze zapas lodow Grycana, ale niestety... cala
            nadzieja w tym, ze moze sie otworzy jakis polski sklep z towarami bardziej
            luksusowymi - wedlinami z Morlin, lodami Grycana, wodkami z wyzszej polki,
            maslakami w sloiczkach.... ech... pewnie sama bede musiala taki otworzyc.

            Beata
            • Gość: ja Re: Lista lista IP: *.winn.cable.ntl.com 07.03.07, 15:55
              oj tak, tak
              ja się ustawiam w kolejce jako pierwsza klientka - mogę podesłać listę rzeczy,
              których najbardziej mi brakuje a w zamian poproszę rabat :-)))
            • korkix78 Re: Lista lista 07.03.07, 16:07

              Te sliwki w czekoladzie to mi wyjelas z ....torby !
              U mnie w biurze to tez hit - ilekroc lece do PL, to po powrocie uroczyscie
              umieszczam je na stoliku takim "help yourselves" co to uzywany jest jako
              krotkoterminowe skladowisko fantow z roznych wyjazdow zagranicznych
              kogokolwiek - wymiata je w ciagu paru godzin (a i to dzieki temu,ze sie hamuja
              przed pobieraniem garsciami).

              Tak jak ktos zauwazyl nizej -bulka tarta - dokladnie - przydatna !

              I wlasnie FRANKFUTERKI Morliny ! Jedyne ktore nie dosc, ze da sie przelknac, to
              raczenie sie nimi to istna uczta dla kubkow - tych smakowych.

              Do innych frankfuterow to przepasc - przy Morlinach inne to jakies
              uksztaltowane pseudoowalnie zmielone dziwne kawalki zwierzat i co sie
              napatoczylo pod reka w masarni z dodatkiem uzyzniajacego syfu i ekstra duzymi
              kawalkami tablicy mendelejewa- nic wiecej.

              Te albo zadne.
              • Gość: bulka tarta Re: Lista lista IP: *.nott.cable.ntl.com 08.03.07, 09:55
                co wy tak z ta bulka tarta??? tutaj jest w kazdym supermarkecie, normalna lub
                golden, nawet lepsza niz polska:-))
                • Gość: ja Re: Lista lista IP: *.winn.cable.ntl.com 08.03.07, 15:02
                  a jak się nazywa? ja nie zauważyłam
                  • Gość: bulka tarta Re: Lista lista IP: *.nott.cable.ntl.com 08.03.07, 23:52
                    nazywa sie breadcrumbs, stoi przewaznie na polkach tam gdzie przyprawy (ASDA),
                    w pomaranczowej tubce, w linku, drugi obrazek. W Sainsbury stoi na polkach nad
                    lodowkami, ale juz jest w kartonowych pudeleczkach.
                    images.google.co.uk/images?svnum=10&hl=en&q=golden+breadcrumbs&btnG=Search
                    pozdrowienia
                    • Gość: erg Re: Lista lista IP: *.ipt.aol.com 11.03.07, 12:43
                      bułka dostępna w sklepach nie jest jak dla mnie smaczna (ala granulki),
                      ale świetnie się ściera bagietka francuska i nie ma problemu.
        • maecki Re: ceny produktow w UK 07.03.07, 14:31
          Chemia (mydlo, szampony etc), po przeliczniu waluty, jest w podobnych cenach w
          UK i w Polsce - nie oplaca sie jej zabierac z PL.
    • Gość: ja Re: ceny produktow w UK IP: *.winn.cable.ntl.com 07.03.07, 15:34
      zabierz kiełbasę, jakieś rzeczy co lubisz do jedzenia (oprócz pesto bo tu po
      funcie jest), np. mają tu bardzo mały wybór czekolad, a nadziewanych to już
      prawie wcale nie ma
      weź bułkę tartą jeśli lubisz i wspomniane wyżej kasze
      bieliznę i ciuchy najlepiej kupować w primarku - mają naprawdę duży wybór i
      wiele rzeczy jest tańsza niż w Polsce
      pasty do zębów, szczoteczki, proszki do prania, otwieracze do konserw i inne
      pierdoły najlepiej kupować w sklepie "wszystko po funcie" - niektóre rzeczy są
      tam taniej niż w Polsce, np. korkociągi ze skrzydełkami w Polsce były po 13 zł,
      a tu po funcie - ale np. w supermarkecie są już po 2,5 funta :-)
      owoce z kolei najlepiej kupować na ryneczkach, tam pomarańcze, gruszki, banany
      też wychodzą taniej niż w Polsce, ale już warzywa są zwykle droższe
      • duende1 Re: ceny produktow w UK 07.03.07, 17:17
        ja biore:

        kabanosy i krakowska sucha
        przecier pomidorowy pudliszek
        przyprawe do ryb i do gulaszu
        vegete
        wisniowke
        delicje i sliwki w czekoladzie :) dla anglikow prywatnych i sluzbowych
        ciastka "jezyki" jak wyzej
        bulke tarta
        kasze gryczana
        twarog
        majonez pewnej firmy :)
        budyn!

        kiedys zachcialo mi sie zrobic kluski slaskie na obiad (bo ja hanyska jestem) i
        z oslupieniem odkrylam, ze maki ziemniaczanej nigdzie nie moge kupic.
        przywiazlam wiec z polski. i teraz ten kilogram starczy mi na jakies 2 lata ;)

        niczego cyba nie woze dlatego, ze w polsce tansze. nie widze sensu w probach
        zaoszczedzenia na np. jednym opakowaniu proszku do prania, skoro nastepne i tak
        bede musiala kupic tutaj.
        • Gość: Asia maka ziemniaczana IP: *.cable.ubr03.harb.blueyonder.co.uk 08.03.07, 12:42
          make zieminiaczana rzeczywiscie trudno kupic (tez hanyska jestem ;) ja kupilam
          w polskim sklepie, ale odkrylam,ze chinczycy tez uzywaja tej maki i jest
          dostepna w chinskim supermarkecie..:)
          poza tym to mniej wiecej zgadzam sie z przedmowcami,kompletnie nie oplaca sie
          brac kosmetykow,ceny sa b.podobne do polskich wiec szkoda miejsca w walizce.
          Chyba ze sie uzywaz szamponu head&shoulders, ktory tu jest drozszy, chco np w
          sklepie "home bargains" mozna go kupic mniej wiecej za te sama cene co w PL.
          • Gość: bulka tarta Re: maka ziemniaczana IP: *.nott.cable.ntl.com 08.03.07, 12:54
            a to kolejny mit... w kazdym sklepie jest cos takiego jak corn flour, wbrew
            nazwie nie jest to maka kukurydziana, tylko skrobia identyczna jak ta z
            ziemniakow. pozdrawiam
            • Gość: Asia Re: maka ziemniaczana IP: *.cable.ubr03.harb.blueyonder.co.uk 08.03.07, 12:59
              Ooo a to tego nie wiedzialam..ostatnio ogladalam te make i sie zastanawialam
              czy to przypadkiem nie ziemniaczana..w sloniku tlumacza to jako kukurydziana..
              • aznar33 Re: maka ziemniaczana 08.03.07, 21:05
                Ostatnio ją kupowałem i była to zgodnie z nazwą mąka kukurydziana.
                • Gość: bulka tarta Re: maka ziemniaczana IP: *.nott.cable.ntl.com 08.03.07, 23:58
                  byc moze jest ta sama nazwa dla dwoch roznych typow maki, przed chwila
                  polecialam do kuchni sie upewnic i na pewno na pudeleczku jest napisane corn
                  flour:-)) moze w sklepie sprawdzajcie z tylu opakowania zastosowanie, moja corn
                  flour sluzy do zageszczania sosow, kremow, dan chinskich. i oczywiscie jest jak
                  maka ziemniaczana:-)
                  • Gość: KLARA Re: maka ziemniaczana IP: *.branwell.com 09.03.07, 10:23
                    widzialam ostatnio w Tesco Potato Starch, czyli nasza swojska make
                    ziemniaczana. W dziale ze zdrowa zywnoscia.
    • wk350 Re: ceny produktow w UK 07.03.07, 19:39
      Dodam:
      musztardę - bo angielskie są za ostre
      ketchup - smakuje mi bardziej polski
      bochenki chleba - schowam do zamrażalnika, dzięki czemu będe miał kanapki na 2
      tygodnie
      otręby - bo lekkie
      • Gość: Wujek Dobra Rada Re: ceny produktow w UK IP: 164.143.244.* 09.03.07, 12:38
        No nie! Angielska musztarda jest super! Inna od naszej ale super!
    • carnivore69 Re: ceny produktow w UK 07.03.07, 20:21
      - Raffaello (Ferrero)
      - Wodka Debowa

      Pzdr.
    • comrade Kabanosy importowane z Polski.. 09.03.07, 11:08
      2 funty za paczke 5 sztuk - do kupienia w Londynie. Generalnie wiekszosc rzeczy
      do jedzenia jest ok 2 x drozsza przeliczajac na zlotówki. Ale jesli jedziesz na
      dłużej to przeliczanie na złotówki minie ci po 2 dniach :) Chyba że lubisz
      medytować nad faktem że zapłaciłeś 10 zł za przejazd autobusem, 30 zł za posiłek
      w fast foodzie, albo 60 zł za zwykłe strzyżenie u fryzjera. Heh... Potem jak
      wrócisz do Polski to też przeliczasz na funty i cieszysz się że wszystko takie
      tanie hehe. Ale i to mija :)
      • korkix78 Przeliczanie na zlotowki 09.03.07, 12:56
        > 2 funty za paczke 5 sztuk - do kupienia w Londynie. Generalnie wiekszosc
        rzeczy
        > do jedzenia jest ok 2 x drozsza przeliczajac na zlotówki. Ale jesli jedziesz
        na
        > dłużej to przeliczanie na złotówki minie ci po 2 dniach :)

        No, z tymi 2 dniami to przegiales :)
        Przecietnie mania przeliczania trwa duzo dluzej i w poczatkowej fazie jest
        czyms zupelnie naturalnym.
        Sam w USA przez dobre 4 tygodnie 5 na 7 dni na sniadanie wcinalem jajecznice.

        Oczywiscie zakladam, ze to bedzie pierwsza przygoda z zyciem w zachodnim kraju
        (zyciem - nie tygodniowym wypadem, gdzie mozna polowe czasu przezyc na
        kanapkach i o termosie z herbata).

        I mysle, ze kazdy to przeszedl gdy pierwszy raz zmierzyl sie z cenami krajow
        rozwinietych i tu nie ma zadnego wstydu, ze z samego poczatku jakos kazdy
        zadowala sie spaghetti z kaczupem, a zrezygnuje z pstraga w ciescie i kremie
        porowo-imbirowym, co jest wlasciwie ja kdla mnie OK na krotsza mete.
        Poki nie znajdzie sensownego miejsca do mieszkania (= zarobi na depozyt +
        znajdzie w miare pewna prace)

        Problem pojawia sie wtedy, gdy po pol roku ponytu i wstepnego ustawienia sie,
        przyjezdny utwierdsza sie w przekonaniu, ze przeciez nigdy nie kupi natki
        pietruszki za 5,21 zlotego, bo to zdzierstwo w bialy dzien, a przeciez norma
        bylo i ma byc zawsze to, ze nadal ma podbierac sasiadowi z ogrodka i w ten
        sposob miec za darmoche.

        Przeliczanie z poczatku to norma, i nie uwierze nikomu kto powie, ze nagle
        znajdujac sie Zukolandii gdzie waluta jest zukojadek dzielacy sie na 100
        chrzaszczotokow, widzac w knajpie piwo za 7 zukojadkow i 50 vodki za 25
        zukojadkow nie chcialby wiedziec wpierw ile to do jasnej ciasnej jest na
        funty / dolary / zlotowki.
        • comrade Re: Przeliczanie na zlotowki 09.03.07, 14:56
          > No, z tymi 2 dniami to przegiales :)
          > Przecietnie mania przeliczania trwa duzo dluzej i w poczatkowej fazie jest
          > czyms zupelnie naturalnym.
          > Sam w USA przez dobre 4 tygodnie 5 na 7 dni na sniadanie wcinalem jajecznice.

          Ja myślę że to kwestia pewnego racjonalnego myslenia. Załóżmy że jedziesz do
          tego USA i w zasadzie od razu znajdujesz pracę (albo masz z góry ustawioną) -
          wtedy z jednej strony masz ceny w obcej walucie, a z drugiej - masz przeciez
          pensję w kieszeni ktora nie jest w zlotych tylko w tejze lokalnej walucie! Nie
          musisz wiec w ogole odnosić się do złotówek żeby wyliczyć że za 1 pensję kupisz
          tyle a tyle butów, hamburgerów, telewizorów itd. Liczysz sobie takie ratio siły
          nabywczej, możesz szybko przekonać się że się zwiększyło (zakładam że po to
          wyjechałeś) i po takiej konstatacji dalej jakakolwiek referencja do złotówek
          jest już całkowicie zbędna. Jeśli przeliczasz to jest to tylko czynnik
          psychologiczny, bez żadnego racjonalnego uzasadnienia. A nawet jak nie masz
          pracy na początek i jeszcze nie masz pensji - to też nie potrzebujesz żadnych
          referencji do złotówki żeby wiedzieć czy coś kosztuje dużo czy mało. Masz X
          waluty lokalnej w kieszeni, porównujesz ceny w różnych miejscach, kupujesz tam
          gdzie produkty są tansze. Moze ja jestem chlodny logiczny i racjonalny do bólu
          ale będąc przez te pare m-cy w Londynie juz po 3 dniach nie przeliczalem nic. :)
          Inna sprawa ze nie byl to wyjazd zarobkowy - moze to tez rzutuje heh ;)

          > Przeliczanie z poczatku to norma, i nie uwierze nikomu kto powie, ze nagle
          > znajdujac sie Zukolandii gdzie waluta jest zukojadek dzielacy sie na 100
          > chrzaszczotokow, widzac w knajpie piwo za 7 zukojadkow i 50 vodki za 25
          > zukojadkow nie chcialby wiedziec wpierw ile to do jasnej ciasnej jest na
          > funty / dolary / zlotowki.

          Tak jak mowie to tylko psychologia. Ja mysle racjonalnie: acha, mam w kieszeni
          wyplate 7000 zukojadkow wiec stac mnie na 1000 piw, w Polsce stac mnie bylo na
          500 podobnych wiec niech zyja zarobki w Zukolandii. :)
          • korkix78 Re: Przeliczanie na zlotowki 09.03.07, 15:19
            Akurat co do mnie w USA byl to typowy wyjazd wakacyjny, wiec kazdy dolar ktory
            zostal w kieszeni automatycznie rozumialem jako 4 zlote 10 groszy, ktore
            pozniej wydam w Polsce - bo wiedzialem, ze wroce do Polski, a ze czas byl
            ograniczony, wiedzialem, ze to nie moze byc tak "ah zostane sobie 2 tyg dluzej
            i na jedno wyjdzie.).

            W dluzszym terminie, w przypadku wyjazdow bez ograniczen wizowych (do dnia X i
            ani dnia dluzej) masz racje.


            > Tak jak mowie to tylko psychologia. Ja mysle racjonalnie: acha, mam w kieszeni
            > wyplate 7000 zukojadkow wiec stac mnie na 1000 piw, w Polsce stac mnie bylo na
            > 500 podobnych wiec niech zyja zarobki w Zukolandii. :)

            Czy to psychologia, czy socjologia czy laryngologia - fakt jest faktem -
            czlowiek przyzwyczaja sie przez cale zycie do pewnych proporcji cen (dokladnie
            to o czym piszesz) i jesli nagle drastycznie sie zmieniaja, proces
            dostosowywania psychiki (ok, psychologia :) ) trwa chyba dluzej niz 2 dni.

            Wiedzac, ze za 2 duze porcje pizzy z napojem w Pizzy Hut moze miec markowy
            uzywany 28-calowy TV , woli wciac pare zupek chinskich i kupic TV.
            Dopiero po jakims czasie polapie sie,ze na cholere mu 8-my TV i ze w sumie to
            poszedl by do knajpy jak normalny czlowiek.

            No zreszta popytaj ludzi wokol, tylko zeby odpowiadali szczerze, czy po dwoch
            dniach zapomnieli o istnieniu zlotowki.


            P.S. Ciekawe czy ktos pisal o tym prace licencjacka / mgr'ska ?
            • Gość: ja Re: Przeliczanie na zlotowki IP: *.winn.cable.ntl.com 09.03.07, 16:25
              a my przeliczamy - mimo że w Polsce lubiliśmy sobie czasem do restauracji
              wyskoczyć i że tutaj za jedną pensję moglibyśmy zjeść więcej posiłków w
              restauracji niż w Polsce za dwie polskie pensje, to jednak wciąż przeliczamy i
              wychodzimy co najwyżej do pubu. W spożywczych zresztą też przeliczaliśmy, ale że
              trudno obyć się w ogóle bez jedzenia to nam szybko przeszło. Może nam przejdzie
              i do restauracji po kilku miesiącach. A jak nie to wydamy wszystkie
              zaoszczędzone w ten sposób pieniądze na egzotyczną wycieczkę i będziemy z siebie
              dumni że stać nas na coś na co w Polsce nie moglibyśmy sobie pozwolić :-)))
              • comrade Re: Przeliczanie na zlotowki 09.03.07, 22:33
                > a my przeliczamy - mimo że w Polsce lubiliśmy sobie czasem do restauracji
                > wyskoczyć i że tutaj za jedną pensję moglibyśmy zjeść więcej posiłków w
                > restauracji niż w Polsce za dwie polskie pensje, to jednak wciąż przeliczamy i
                > wychodzimy co najwyżej do pubu. W spożywczych zresztą też przeliczaliśmy, ale ż
                > e
                > trudno obyć się w ogóle bez jedzenia to nam szybko przeszło. Może nam przejdzie
                > i do restauracji po kilku miesiącach. A jak nie to wydamy wszystkie
                > zaoszczędzone w ten sposób pieniądze na egzotyczną wycieczkę i będziemy z siebi
                > e
                > dumni że stać nas na coś na co w Polsce nie moglibyśmy sobie pozwolić :-)))

                No to ja tego nie rozumiem :) Celowe i świadome zaniżanie jakości życia na co
                dzien zeby fundnąć sobie jakiś jeden luksus (np egzotyczna wycieczke) - dla mnie
                to totalnie dziwne :) Ale ja mowilem, ja myślę racjonalnie, jestem więc w
                mniejszości :)
                • Gość: ja Re: Przeliczanie na zlotowki IP: *.winn.cable.ntl.com 10.03.07, 00:38
                  nie, to nie jest zaniżanie jakości życia żeby fundować sobie luksus, ten luksus
                  byłby co najwyżej efektem ubocznym - po prostu mamy takie przekonanie że "rany,
                  jakie to jest drogie" (jesteśmy tu dopiero miesiąc więc może się przyzwyczaimy)
                  a zwłaszcza jest drogie, bo w Polsce wiedzieliśmy czego się spodziewać po
                  najdziwniejszej nawet nazwie potrawy a w ostateczności można było zapytać - tu
                  już byłyby trudności bo nasze słownictwo kuchenne jest bardzo ograniczone więc
                  posiłek mógłby nie spełnić naszych oczekiwań a zapłacić by trzeba było tak czy
                  siak - i tego zdaje się nie bierzesz pod uwagę w swoich logicznych jak
                  najbardziej rozważaniach :-)
                  • comrade Re: Przeliczanie na zlotowki 11.03.07, 09:15
                    > nie, to nie jest zaniżanie jakości życia żeby fundować sobie luksus, ten luksus
                    > byłby co najwyżej efektem ubocznym - po prostu mamy takie przekonanie że "rany,
                    > jakie to jest drogie" (jesteśmy tu dopiero miesiąc więc może się przyzwyczaimy)

                    Tak jak mowiłem na początku - dlaczego nie spojrzeć z obu stron? Mowicie "Rany
                    jakie to jest drogie" (w porownaniu z PL) - a dlaczego nie mowicie - "Rany, jak
                    ja dużo zarabiam" (tez w porownaniu z PL). Przeciez po to chyba wyjechaliscie,
                    zeby wasza sila nabywcza wzrosła - niezależnie od lokalnych cen...


                    > bo w Polsce wiedzieliśmy czego się spodziewać po
                    > najdziwniejszej nawet nazwie potrawy a w ostateczności można było zapytać - tu
                    > już byłyby trudności bo nasze słownictwo kuchenne jest bardzo ograniczone więc
                    > posiłek mógłby nie spełnić naszych oczekiwań a zapłacić by trzeba było tak czy
                    > siak - i tego zdaje się nie bierzesz pod uwagę w swoich logicznych jak
                    > najbardziej rozważaniach :-)

                    Nie chodzenie do restauracji z powodu bariery językowej to jeszcze dziwniejsza
                    rzecz :) Przeciez nie ma sie czego bać, nawet jak nie znacie jakiegoś słowa ale
                    troche mowicie po angielsku to zawsze mozna albo spytac kelnera co to, albo
                    sprwadzic uprzdnio w słowniku albo isc i zamowic w ciemno (zaeksperymentować) :)
                    Nic sie nie traci.
                  • korkix78 Re: Przeliczanie na zlotowki 11.03.07, 12:05
                    Do comrade:

                    Widzisz? :-)

                    Napisales wczesniej, ze co do niektorych kwestii tu sie zgadzamy.
                    Powiem wiecej - zgadzamy sie prawie wszedzie. Wlasciwie, gdyby w Twoim teskcie w
                    miejscu "2 dni" znalazlo sie "ok 60-180 dni" (bo naprawde mysle, ze mowa tu nie
                    o magicznym punkcie w czasie, tylko o stopniowym procesie) - podpisal bym sie
                    pod caloscia bez zastrzezen :)

                    A nasz lokalny bohater "ja" jest tego potwierdzeniem - w moim odczuciu to
                    naprawde normalne i naturalne.

                    Za pare miesiecy ceny w restauracji nie beda juz dla nich przeszkoda, bo
                    zrewiduja swoje sile nabywcza analizujac ja nie w odniesieniu "co by za to mozna
                    bylo w Polsce kupic" tylko w stosunku do "tu i teraz".

                    To moje skromne zdanie, ale ja po ekonomii; z psychologii fakultetu nie robilem.
            • comrade Re: Przeliczanie na zlotowki 09.03.07, 22:30
              > Akurat co do mnie w USA byl to typowy wyjazd wakacyjny, wiec kazdy dolar ktory
              > zostal w kieszeni automatycznie rozumialem jako 4 zlote 10 groszy, ktore
              > pozniej wydam w Polsce - bo wiedzialem, ze wroce do Polski, a ze czas byl
              > ograniczony, wiedzialem, ze to nie moze byc tak "ah zostane sobie 2 tyg dluzej
              > i na jedno wyjdzie.).
              >
              > W dluzszym terminie, w przypadku wyjazdow bez ograniczen wizowych (do dnia X i
              > ani dnia dluzej) masz racje.

              I tu sie w pełni zgadzamy. W pełni zrozumiałe jest to co napisałeś - wiedząc że
              i tak wracasz, widzisz każdego dolara jako określoną ilość złotówek. W przypadku
              gdy wracać się już nie zamierza - takie porównanie traci rację bytu.

              > Wiedzac, ze za 2 duze porcje pizzy z napojem w Pizzy Hut moze miec markowy
              > uzywany 28-calowy TV , woli wciac pare zupek chinskich i kupic TV.
              > Dopiero po jakims czasie polapie sie,ze na cholere mu 8-my TV i ze w sumie to
              > poszedl by do knajpy jak normalny czlowiek.

              No więc właśnie - to kwestia o której pisałem na początku - najzwyczajniejsze
              racjonalne myślenie.

              > No zreszta popytaj ludzi wokol, tylko zeby odpowiadali szczerze, czy po dwoch
              > dniach zapomnieli o istnieniu zlotowki.

              Bo ludzie nie są racjonalni :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka