karafka_do_wina
17.11.09, 11:22
Jaka edukacja seksualna jest skuteczna? Dyskusja pod tym hasłem odbyła się w
siedzibie Episkopatu Polski. Seksuologów nie zaproszono.
Według MEN 65 proc. uczniów podstawówek i gimnazjów oraz mniej niż 40 proc.
licealistów chodzi na lekcje edukacji seksualnej
Wszyscy debatujący - przedstawiciele katolickich fundacji - zgodnie
twierdzili: zamiast uczyć o środkach antykoncepcyjnych, trzeba zachęcać
młodzież do wstrzemięźliwości seksualnej. To rozwiąże problem niechcianych
ciąż wśród nastolatek oraz ograniczy liczbę zakażeń wirusem HIV i chorobami
wenerycznymi.
Na tym polega chwalony na wczorajszym spotkaniu program "Wychowanie do
abstynencji". Jego koordynatorka Ewa Szałkowska-West, przewodnicząca Fundacji
"Wiedzieć jak", opowiadała o swoich sukcesach: - To program, który ma młodym
ludziom pomóc zachować zdrowie i wolność. Jesteśmy przekonani, że polska
młodzież zmieni swój styl życia i nie będziemy jako naród musieli wydawać
ogromnych pieniędzy na leczenie chorób wenerycznych.
Fundacja "Wiedzieć jak" organizuje szkolenia dla nauczycieli za zgodą
Ministerstwa Edukacji. Szkoli też "liderów młodzieżowych", przygotowując ich
do tworzenia "klubów abstynenckich". Do abstynencji seksualnej przeszkoleni
nauczyciele namawiają na lekcjach wychowawczych oraz w ramach lekcji
wychowanie do życia w rodzinie (WDŻ). - Dyrektorzy szkół nie stawiają oporu.
Polacy są mądrzy i wiedzą, że właśnie w takim kierunku trzeba iść. Dzwonią do
nas nauczyciele z całej Polski - twierdziła Szałkowska-West. Na pytanie
"Gazety", czy młodzież powinna być informowana o środkach antykoncepcyjnych,
odparła, że "mówienie o antykoncepcji jest jak mały strumyczek, który może
rozsadzić tamę. Młody człowiek nie będzie w stanie powstrzymać tego, co
przychodzi z zewnątrz".
Fundacja wzoruje się na inicjatywie Amerykanki Gail Dignam, która jako prezes
gubernatorskiego programu ds. dzieci, młodzieży i rodzin, promuje w stanie
Luizjana edukację seksualną polegającą właśnie na wstrzemięźliwości. Dignam,
obecna wczoraj w Episkopacie, zapewniała, że dzięki jej programowi do 70 proc.
wzrosła liczba uczniów deklarujących, że poczekają z aktywnością seksualną do
ślubu. Dodała też, że na początku lat 70., gdy wprowadzano edukację seksualną
do amerykańskich szkół, w społeczeństwie "były zaledwie dwie choroby
przenoszone drogą płciową", a pod koniec lat 70. było ich już 25. - Coś z tą
edukacją seksualną było nie tak. Choroby i ciąże nastolatek są tego dowodem -
mówiła Dignam.
Wtórował jej dr Szymon Grzelak z Fundacji Homo Homini im. Karola de Foucauld,
autor książki "Profilaktyka ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży". -
Bezstronne przekazywanie wiedzy o seksualności to mit poprawny politycznie i
gwarantujący brak efektów. Nauczyciel musi być zaangażowany. A wychowanie do
wstrzemięźliwości jest dopasowane do polskiego tła kulturowego i nie napotyka
oporu rodziców - przekonywał. Promowanie wstrzemięźliwości wśród młodzieży
przyczynia się jego zdaniem nie tylko do zmniejszenia liczby ryzykownych
zachowań seksualnych, ale też do ograniczenia użycia alkoholu i narkotyków
przez nieletnich.
Tekst
linka
nareszcie ktos znalazl sposob na skuteczne zwalczenie ciaz wsrod nastolatek i
pewnie tez zlikwidowanie poddziemia aborcyjnego, ze o HIV nie wspomne ;-)))