kann2
01.01.10, 09:12
Największymi sponsorami programów antyludnościowych na świecie są
dziś rządy krajów najbogatszych. Robią to w imię własnego interesu -
przynajmniej tak, jak go pojmują - tak o "dziecięcej antykrucjacie"
ludzi, którzy 3 maja br. zebrali się na poufnym spotkaniu na
Manhattanie, pisze w Dużym Formacie Gazety Wyborczej Grzegorz Górny -
redaktor tygodnika Fronda. Ludzi tych nazywa się bogami - stwierdza
publicysta i wymienia m.in.: boga biznesu Warrena Buffeta,
założyciela Microsoftu Billa Gatesa, zwanego bogiem informatyki, czy
też boga mediów Teda Turnera, szefa koncernu CNN. Postanowili
oni "nie dopuścić do urodzenia się miliarda dzieci na kuli
ziemskiej. W ich zamyśle tylko w ten sposób można uratować naszą
planetę przed przeludnieniem, tragedią globalnego ocieplenia i
zagładą". Jak czytamy, uczestnicy manhattańskiego szczytu
wielokrotnie wspierali już projekty antyludnościowe. Bili Gates
przekazał Planned Parenthood - największej organizacji aborcyjnej na
świecie - sumę ok. 34 mln dolarów. Fundacja Warrena Buffeta
sfinansowała z kolei badania kliniczne, które pozwoliły wprowadzić
na rynek pigułki dzieciobójcze RU--486. W sierpniu br. szefowa UNFPA
Thoraya Ahmed Obaid zaapelowała do ONZ o wsparcie swej instytucji
kwotą 23 miliardów dol. na upowszechnianie w świecie aborcji.
Roger Lowenstein, biograf Warrena Buffeta, stwierdził, że tym, co
najbardziej cechuje uczestników nowojorskiego zebrania, jest wręcz
paniczny strach przed przeludnieniem - czytamy. Górny pisze, że
najbogatsze kraje wydały gigantyczne sumy na globalne programy
antyludnościowe promujące w państwach Trzeciego Świata
antykoncepcję, wazektomię, podwiązywanie jajowodów czy aborcję. W
ramach tych projektów tworzona jest strategia psychologiczna, która
każe uważać środki depopulacyjne nie tylko za dobrodziejstwo dla
całej społeczności, ale wręcz za prawa człowieka. W artykule czytamy
też o tzw. raporcie Kissingera, czyli dokumencie Rady Bezpieczeństwa
Narodowego USA pod nazwą „Memorandum dotyczące Studiów nad
Bezpieczeństwem Narodowym". Pada w nim stwierdzenie, że konflikty,
które postrzegane są głównie w kategoriach politycznych, często mają
swe korzenie w demografii. Raport Kissingera stwierdzał, że wysoki
przyrost naturalny w krajach Trzeciego Świata stanowi poważną groźbę
dla rozwoju gospodarczego, postępu społecznego i dobrobytu USA oraz
dla zaopatrzenia tego kraju w żywność. Górny pisze, że demografia
jest też jednym z czynników międzynarodowej supremacji. Bez wzrostu
populacji niemożliwe jest osiągnięcie znaczącej pozycji
geostrategicznej. Dlatego mocarstwa dbają o to, by osłabiać
potencjał demograficzny państw, które mogą się stać ich ewentualnymi
rywalami - czytamy.
Publicysta podkreśla też, że przeciw narzucaniu demograficznego
dyktatu od początku protestował Kościół katolicki.