afrodeezyack
22.04.10, 10:30
Zacznijmy od tego, że wierzę w Boga. Należę do KK. Jednak w wielu
punktach nie zgadzam się z KK, z jego interpretacją 10 przykazań.
Poglądy głoszone przez księży wydają mi się często niesprawiedliwe i
krzywdzące. Dlatego uczestniczenie w mszach św. nie daje mi spokoju,
wręcz przeciwnie, wywołuje we mnie złość na tę instytucję. Ostatnio,
po kilku latach 'życia z kimś w grzechu' poszłam do spowiedzi.
Chciałam 'wyprostować' tę kwestię i z okazji świąt Wielkiej Nocy
przystąpić do Komunii. Oczywiście nasłuchałam się od księdza różnych
ciekawych rzeczy (o szmatach i takich tam innych, nie ma sensu chyba
tego powtarzać), rozgrzeszenia nie dostałam.
Ale zaczęłam zastanawiać się... i mam taki oto dylemat. Otóż kiedyś
przyjdzie mi wyjść za mąż. Gdzie powinnam składać przysięgę
małżeńską?
a/ w kościele. Zgodnie z tradycją, zgodnie z wiarą. Przyjąć ze
skruchą to, co mówi ksiądz, zaakceptować, że jestem tą kobietą,
która wreszcie się ocknęła i pozwala 'podnieść się Jezusowi z
rynsztoka'. Być wdzięczną, że ktoś zechciał mnie, mimo wszystko. Bo
przecież 'co ja mogę dać przyszłemu mężowi, skoro wszystko już mu
dałam' (odpowiedź 'moją miłość i siebie na resztę życia' jest wg
księdza złą odpowiedzią, bo to nie jest miłość)
b/ w kościele. Bo przecież wierzę w Boga, więc przed nim chcę
przysięgać, nie przed księdzem. Gadanie księdza zignorować. Jednym
uchem wpuszczać, a drugim wypuszczać to, co będzie mówił podczas
nauk przedmałżeńskich. Do spowiedzi pójść dzień przed ślubem.
c/ a może 'obrazić się' zupełnie na KK i wziąć ślub w urzędzie?
Żadna z opcji nie jest wg mnie do końca ok. A może jest jeszcze
jakieś wyjście?
Pozdrawiam:)